Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna

[LIST CZYTELNIKA] Kilka słów w obronie Piotra Mandrysza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Łamy portalu GieKSa.pl są dostępne dla każdego kibica GKS Katowice. Oczywiście priorytetem są dla nas osoby, które mogłyby się zaangażować w życie strony na stałe, ale z przyjemnością zamieszczać będziemy też jednorazowe teksty nadsyłane przez Was na naszą skrzynkę mailową. Zastrzegamy sobie możliwość niewielkiej edycji lub odmówienia publikacji, gdy tekst jest napisany źle językowo, godzi w dobre imię GKS Katowice lub jest po prostu niemerytoryczny. Poniżej prezentujemy felieton jednego z kibiców GieKSy – franckawki.

Kilka słów w obronie Piotra Mandrysza

Jeśli ktoś jest przesądny, może wierzyć w złą aurę, pecha lub fatum wiszące nad klubem z Katowic, jednakże wydaje się, że kibice GieKSy – nierozpieszczani w ostatnich latach wynikami swoich zawodników – dotychczas stąpali twardo po ziemi, a nawet słynęli z praktycznego podejścia i pragmatycznej oceny rzeczywistości.

Kiedy Piotr Mandrysz przejmował klub, spotkał się raczej z ciepłym przyjęciem, przeważały pozytywne głosy dotyczące jego osoby. Miał za sobą wszelkie argumenty, żeby osiągnąć sukces, jakiego oczekiwało środowisko klubu. Wprowadzał pierwszy raz do ekstraklasy m.in. Piasta Gliwice czy Termalikę, miał opinię rządzącego tzw. twardą ręką, co wydawało się pożądaną przeciwwagą dla spolegliwego i ugodowego Jerzego Brzęczka oraz postawy piłkarzy, którzy w końcowej fazie poprzedniego sezonu sprawiali wrażenie zupełnie niezainteresowanych awansem. W końcu styl prowadzonych przez niego zespołów był prosty i skuteczny, można by go określić nawet mianem ściśle fizycznego, a więc dokładnie w przeciwieństwie do Brzęczkowej wariacji, dającej się kpiąco scharakteryzować jako „katowicka tiki-taka”, której teoretyczne założenia nie znalazły odpowiednich wykonawców wśród naszych boiskowych wirtuozów.

Nie da się ukryć, że GieKSa pod wodzą Piotra Mandrysza – będąca na dobrej drodze do pobicia niechlubnego rekordu porażek z rzędu – nie spełnia pokładanych w niej nadziei. I nie chodzi nawet o same wyniki, które mogą być oczywiście różne. Chodzi głównie o zaangażowanie, o walkę, pot pozostawiony na boisku. To brakiem przede wszystkim tych czynników rozczarowani są kibice.

Jednak przy ocenie trenera Mandrysza – choć mam wątpliwości czy odpowiednim jest rozliczanie szkoleniowca po zaledwie kilku rozegranych meczach – należy wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności i wydarzenia, których byliśmy świadkami w ostatnich tygodniach. Mimo zapewnień klubu, że drużyna została wzmocniona i cel na kolejny sezon jest jednoznaczny, mimo pompowania po raz kolejny trójkolorowego balonika, który napęczniał już do niebotycznych rozmiarów, sam Mandrysz raczej tonował nastroje, unikając jednoznacznych deklaracji („O awansach się nie mówi, awanse się robi”), mówiąc to o dwuletnim kontrakcie, to o potrzebnych wzmocnieniach zespołu itp.

Okoliczności, w jakich Piotr Mandrysz rozstawał się ze swoim poprzednim pracodawcą, zwolniony de facto przez własnych zawodników, powinny być dla GieKSy przestrogą i już w momencie zapadnięcia decyzji o jego zatrudnieniu należało podjąć odpowiednie działania dla uniknięcia podobnej kompromitacji, tym bardziej biorąc pod uwagę finisz ostatnich rozgrywek i charakter naszych piłkarzy. Nie wiadomo czy takie zabiegi podjęto, wiadomo, że jeśli nawet, to nie przyniosły one skutku. Wśród kibiców natomiast, obok naigrywania się z sytuacji w Zagłębiu, panowało przekonanie, że w GieKSie nie dopuści się do podobnej patologii, a trener w przypadku ewentualnego konfliktu z tzw. piłkarzami będzie miał pełne poparcie trybun. I oto na naszych oczach historia zatacza koło, gracze ewidentnie grają na zwolnienie Piotra Mandrysza, a wśród kibiców przeważają raczej głosy o jego współodpowiedzialności za ostatnie wydarzenia w klubie.

Zawodnicy występujący w koszulkach GieKSy wydają się jednak bardziej subtelni od swoich zagłębiowskich odpowiedników i nie wylewają swoich żali bezpośrednio przed kamerami telewizyjnymi. Choć należy przy tym zauważyć, że w Sosnowcu piłkarze swój cel osiągnęli i zwolnili trenera przed upływem dwóch miesięcy prowadzenia zespołu, jednakże prowodyrzy tamtego skandalu musieli pożegnać się z klubem niedługo po szkoleniowcu, którego „puścili z torbami”. Można więc chyba przyznać, że tzw. rada drużyny przerobiła lekcję przeprowadzoną przez sąsiadów. Tymczasem w mediach huczą kolejne informacje — stawiające w złym świetle tym razem warszawską Legię — według których grupa piłkarzy mistrzów kraju (na czele z reprezentantami kadry narodowej) swoją boiskową postawą (a także skargami kierowanymi do kierownictwa klubu) doprowadziła do usunięcia z funkcji trenera Jacka Magiery. Zagłębie, Legia, GKS – nasz klub znalazł się w fatalnym towarzystwie w niechlubnej kategorii, której nie potrafiłbym nawet nazwać, bo o ile przegrywanie meczów, słabsze serie czy nieadekwatne do zarobków umiejętności mieszczą się w wyobraźni przeciętnego kibica (tym bardziej pierwszoligowego klubu), o tyle cyniczne, wykalkulowane odpuszczanie meczów i zwyczajne oszukiwanie w wywiadach, zapewnieniach, deklaracjach jest chyba przekroczeniem szerokiej granicy GieKSiarskiej fantazji.

Do uszu zwykłych kibiców, niebędących na co dzień blisko klubu, dochodzą jedynie plotki o konflikcie na linii trener-piłkarze, o podziale szatni, o skargach i żalach piłkarzy na metody i styl pracy trenera Mandrysza. O ile oczywistym jest, że nie należy każdej plotce czy insynuacji dawać wiary, to – oprócz banalnego stwierdzenia, że w każdej plotce jest ziarno prawdy – należy zauważyć smutny fakt, że pasują one do obecnej sytuacji w klubie.

GKS przechodzi kolejne trzęsienie ziemi, serię ligowych porażek, rezygnację prezesa Wojciecha Cygana, niepewność co do nazwiska kolejnego prezesa, w końcu frustrację kibiców, potęgowaną jeszcze przez kuriozalne stwierdzenia prezydenta Marcina Krupy, który obecny sezon spisał już na straty. Wydaje się, że w tej zawierusze potrzebna jest odrobina spokoju, której efektem mogłyby być zdecydowane, a przemyślane działania w postaci odsunięcia od drużyny jej liderów, seniorów, rady czy jakkolwiek sami siebie zwą. Nic podobnego jednak na razie nie nastąpiło (pomijając oczywiście nieadekwatny przypadek Garbacika) i tym samym zwykły kibic może odnieść wrażenie, że w mniemaniu zarządzających klubem pierwszoligowy piłkarz jest jakimś niezastąpionym tworem i nie warto wymienić go na zawodnika niedoświadczonego, ale być może ambitniejszego (i co niezaprzeczalne – tańszego). Zresztą określenie zawodników, którym nie starcza umiejętności lub chęci na wymianę trzech podań, zagranie prostopadłej piłki, nie mówiąc o dośrodkowaniach przekraczających wysokość kolan przeciwników, mianem piłkarzy jest nadużyciem i czystym bolesnym eufemizmem.

Zatem wybór staje między doświadczonym trenerem, słynącym z żelaznej dyscypliny, mającym na swoim koncie szereg sukcesów, znającym realia zarówno ekstraklasy, jak i niższych szczebli rozgrywek, a zbieraniną cwaniaków, zorientowanych raczej na czerpanie finansowych korzyści niż na realizację ambitnych celów klubu, o których wiadomo, że nastawieni są zdecydowanie na pozbycie się trenera. Mimo tego nie jest to niestety sytuacja czarno-biała, w której należy dokonać wyboru między ściśle określonymi dobrem lub złem. Odsunięcie winowajców i obarczenie odpowiedzialnością młodych zawodników byłoby eksperymentem ryzykownym, niedającym gwarancji sukcesu nawet z trenerem Mandryszem u steru. Rzeczywistość jest niestety bardziej złożona, ale wątpliwe, by postulowana najprostsza metoda (wyrzucić wszystkich!), mogła faktycznie przynieść oczekiwane rezultaty.

Zwolnienie Piotra Mandrysza byłoby sensowne wyłącznie w przypadku zaangażowania do pracy w klubie szkoleniowca z wyraźnie lepszym warsztatem, doświadczeniem, sukcesami, ale niestety nie wygląda na to, by tacy fachowcy byli w zasięgu pierwszoligowego średniaka przechodzącego rok po roku kolejne rewolucje. Część kibiców chciałaby zapewne zdecydowanych działań, najlepiej efektownych, ale w dalszej perspektywie odsunięcie Piotra Mandrysza może przynieść zdecydowanie więcej negatywnych skutków niż pozytywów, tym bardziej że zawodnicy w oczywisty sposób realizują w Katowicach scenariusz sosnowiecki. Grunt to pragmatyczne spojrzenie na sprawę, zdefiniowanie problemu i podjęcie czynności ku jego zażegnaniu, a także pociągnięcie do odpowiedzialności odpowiednich osób. Nie wydaje się, żeby problem tkwił akurat albo przede wszystkim w Piotrze Mandryszu.

Trudno wyrokować jednoznacznie co robić w obecnej sytuacji, można jednak z doświadczeń ostatniej dekady wysnuć wniosek czego nie robić. Nowy trener przyniósłby ze sobą dokładnie to, co szereg jego poprzedników. Dograłby sezon, bezpiecznie utrzymując GieKSę w I lidze, dopiero w lecie doszłoby do tzw. wietrzenia szatni, nowi gracze potrzebowaliby oczywiście czasu na zgranie, wypracowanie schematów, trener miałby sporo argumentów, którymi tłumaczyłby pierwsze potknięcia aż do ujawnienia się nowych tzw. hamulcowych, eskalacji nastrojów na trybunach etc. Znamy to doskonale, to jakby realizowany z góry harmonogram, a zwolnienie w tym momencie Piotra Mandrysza idealnie się w niego wpisuje.

franckawka

19 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

19 komentarzy

  1. Avatar photo

    Ksawery

    21 września 2017 at 07:40

    Sorry, ale to on sprowadzał ten szrot. Żaden z tych zawodników nie prezentuje poziomu 1 ligowego. To już wystarczy aby mu podziękować.

  2. Avatar photo

    Ksawery

    21 września 2017 at 07:42

    Po drugie: Wyniki katastrofa. Ja niechce czytać zimą o kolejnych wzmocnieniach piłkarzy wyrzuconych z Termaliki.

  3. Avatar photo

    Ksawery

    21 września 2017 at 07:46

    Błąd – błąd, Kędziora – słaby emeryt, Klemenz – II liga, Kuliński – II liga, Mączyński – II liga , Midzierski – wypalony, niepewny , Mokwa – okręgówka , Pleva – okręgówka , Plizga – III liga, Skrzecz – ogrywamy Śląskowi , Słomka – ogrywamy Wiśle , Šulek – przyszedł z kontuzją i dalej sie leczy, dno , Jakub Yunis – III liga

  4. Avatar photo

    KaTe

    21 września 2017 at 12:03

    Niestety, wcale nie mamy pewności kto stał za sprowadzeniem gromady „wybitnych” futbolistów do Gieksy. Dość prawdopodobna jest teoria, że to menadżerowie wciskali Motale bezrobotnych akurat piłkarzy, a Mandrysz to tylko akceptował. Nijak nie mogę uwierzyć, że nalegał na sprowadzenie Yunisa, Sulka czy Słomki. Kto oprócz ich menadżera w ogóle o nich słyszał?

  5. Avatar photo

    Mecza

    21 września 2017 at 12:10

    Bardzo dobry wpis, sam byłem/jestem (?) zwolennikiem Mandrysza i pisałem że może być ciężko i musimy stać po stronie trenera ale zacząłem wątpić. Ten wpis mnie jednak przekonuje a najbardziej zdanie, że ma na rynku fachowca lepszego który pcha się do GKS. Jedynym wolnym jest Kaczmarek ale on pewnie czeka na sygnał z ekstraklapy. Jedynie co mnie zastanawia, jeśli grają przeciwko trenerowi on z takim doświadczeniem (dokładnie takim) nie widzi tego i stawia nadal na tych samych? Ksawery, uważam że na takich grajkach jak Błąd trzeba oprzeć przyszłą kadrę. Nie oceniaj gościa bo kilku meczach gdzie sam na boisku nie ma nic do powiedzenia na razie a z czasem może stać się liderem, ma umiejętności, ambicje i wiek odpowiedni.

  6. Avatar photo

    hans33

    21 września 2017 at 13:34

    Piast Gliwice – historia sprzed kilku lat. Piłkarze chcieli zwolnić Brosza, klub nie awansował, trener pozostał, zwolniono piłkarzy.
    Efekt- w kolejnym sezonie awans.
    Ten kierunek wydaje się być logiczny.

  7. Avatar photo

    roberto

    21 września 2017 at 14:14

    Hans33@ To samo było w Podbeskidziu w jednym sezonie ledwo sie utrzymali w 1 lidze wszyscy chcieli wywiezdz na taczkach uwczesnego trenera Roberta Kasperczyka zarzad zostawil trenera wywalil kilku kluczowych zawodników(patrz starzyzna) i w nastepnym awans!! Zreszta na B1 wtedy z nimi 1-5!!!Wiec moim zdaniem pozegnac zawodnikow typu Goncerz,Kaminski itp jak sa dobrzy znajda sobie zatrudnienie w innych klubach.A my stawiajmy na sprowadzonych młodych Kulinskiego,Słomke,Juraszczyk, Skrzecz itp!! Juz gorzej byc przeciez nie moze!!Wszyscy na B1

  8. Avatar photo

    darek

    21 września 2017 at 17:28

    1

  9. Avatar photo

    Jarek

    21 września 2017 at 19:26

    Dobry feletion Shellu , a nie sorry to nie Shellu , ale i tak dobry;)

  10. Avatar photo

    Alex

    21 września 2017 at 20:25

    Zostawic Mandrysza , wyjebac foszmanczyka kaminskiego goncerza! Gorzej nie bedzie napewno

  11. Avatar photo

    darek

    21 września 2017 at 21:33

    zostawic mandrysza. wszyscy winni tylko nie on. puknij sie w glowe

  12. Avatar photo

    tombotleg

    21 września 2017 at 22:09

    Mandrysz musi zostać, cel jest już tylko jeden utrzymanie, pisałem to przed sezonem że nawet możemy spaść jak piłkarzyki strzelą focha i się dużo nie pomyliłem, wybraliśmy im trenera i to im się bardzo nie spodobało, pewnie że Mandrysz pościągał kilku swoich którzy są w średniej formie ale na tą beznadziejnie słabą ligę powinno było wystarczyć, nie chciał bym być w ich skórze jak przejebiemy z ruchem, a wszystko na to wskazuje, trzeba wyjebać Goncerza i spółkę i budować skład na następny sezon niestety.

  13. Avatar photo

    Rafał

    21 września 2017 at 22:58

    Mandrysz musi odejść, miał tyle czasu, spokoju, warunki by dobrze zbudować, ułożyć i przygotować drużynę i co efekty widać na boisku. Szukać innego trenera który jakoś da rade naprawić to co Motała z Mandryszem rozwalili w tak krótkim czasie.

  14. Avatar photo

    Mecza

    22 września 2017 at 07:06

    @Rafał tyle czasu? W takim czasie nawet w FM nie da się nic zrobić, zejdź na ziemie.

  15. Avatar photo

    WIERNY

    22 września 2017 at 07:33

    zaś cenzura

  16. Avatar photo

    WIERNY

    22 września 2017 at 07:33

    ZRÓBCIE COŚ Z TYM SYSTEMEM

  17. Avatar photo

    WIERNY

    22 września 2017 at 07:33

    KRUPA DRWI Z GIEKSY

  18. Avatar photo

    WIERNY

    22 września 2017 at 07:35

    zorganizujmy protest

  19. Avatar photo

    Andrzej wesola

    22 września 2017 at 09:32

    Ja zastanawiam sie czemu po rundzie tamtego sezonu nie zostawili Jojki tylko na sile wzieli Mandrysza ktory do skladu wziol swoich znajomych pilkarzy? Sternik podal sie do dymisji bo zauwazyl swoj blkad o przyjeciu Mandrysza. Nie widze dobrej gry przy tym trenerze!! Trzeba zmiany juz teraz by koncowka rundy byla spokojniejsza

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Oczko po oczku utkana sieć

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za chwilę to wygrywanie stanie się nudne… Moglibyśmy powiedzieć. Ale, no nie. To się chyba nie ma prawa znudzić. Faktem jest, że rok 2026 przynosi nam tyle radości, że naprawdę nie bylibyśmy sobie tego w najśmielszych marzeniach na Gwiazdkę wyobrazić. Przecież wchodziliśmy w niego będąc w strefie spadkowej, mając w perspektywie bardzo trudne mecze. Tymczasem minęło kilka kolejek, GieKSa wygrywa seryjnie i już niemal podwoiła swój dorobek z jesieni!

Sam staram się za bardzo nie marzyć. Tego mnie GieKSa nauczyła przez wiele lat, choć na różne sposoby. Przez większość z ostatnich dwóch dekad realizm pokazywał, że marzyć nie ma za bardzo sensu, bo i tak nici będą z tych pięknych wizji. Teraz jest inaczej. Nie wychylam się za bardzo z myślami do przodu, bo po prostu w ten zespół wierzę – wierzę w ten projekt, który ma w sobie tak niezliczone pokłady dobrych rzeczy, ale który przecież nie jest jeszcze doskonały. Ufając więc ludziom w zespole – zarówno piłkarzom, jak i sztabowi – cieszę się po prostu z każdego kolejnego progresu. Z każdego dobrego meczu, punktu, zwycięstwa. Szczerze mówiąc nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli do spokojnego utrzymania, to fajnie. Jeśli do górnej połówki tabeli – jeszcze lepiej. A może do pucharów? A może do Mistrzostwa Polski? Po meczu z Lechią i patrząc na układ tabeli, żaden z tych scenariuszy nie jest nierealny. Ale to czyste teoretyzowanie. Bo i tak na koniec wszystko zależy od utrzymania dobrej formy, realizowania ciągle i konsekwentnie tego samego, co mecz. Na ekstraklasę wystarcza. GieKSa nie wygrywa meczów nie wiadomo jakimi cudami. GieKSa wygrywa stałością i powtarzalnością. Jak Francja w 2018, kiedy to nie grała jakiegoś wybitnie efektownego futbolu (no, może poza meczem z Argentyną), ale grała najrówniej z wszystkich drużyn i to dało jej tytuł. Nie sztuką jest mieć jeden czy dwa efektowne wyskoki i kogoś rozgromić. Prawdziwa siła tkwi w konsekwencji.

No dobra, z tym brakiem cudów trochę przesadziłem. Bartek Nowak. Powiedziałbym, że nie mam słów na to, co wyczynia ten zawodnik. Ale przecież już to pisałem. Gdy wydaje się, że nie jest możliwe, by znów – w kolejnym meczu z rzędu – coś wyczarował, on i tak to robi. Przy obu golach znów zachował się jak piłkarski artysta. Odegranie w punkt do Sebastiana Milewskiego, który wypuścił Mateusza Wdowiaka. A potem Bartek zagrał taką piłę, niczym precyzyjnym uderzeniem kijem bilardowym – po ziemi, mocno, ale precyzyjnie, że Ilja Szkurin mógł dać golkiperowi rywali piękną podcinkę. Wiem, że się powtarzam, ale obawiam się tych powołań na najbliższe zgrupowanie kadry. Przyznam, że sprawa ta wywołuje u mnie bardzo dużo emocji i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby Bartek tego powołania nie dostał. A wiemy, że selekcjoner ma jakieś swoje poglądy, choćby odnośnie Pietuszewskiego…

Trener GKS nieraz wspomina o korygowaniu w przerwie. Naprawdę należy cenić nasz sztab za to, że taktycznie – może nie zjada tę ligę, bo to by było przesadą – ale tak dostosowują sposób gry w każdym kolejnym meczu, że wyciskają z potencjału drużyny naprawdę bardzo dużo. A właśnie przerwa jest tym czasem, gdzie coś można pozmieniać, widząc pewne błędy i niuanse w pierwszej połowie. I zazwyczaj odnosi to skutek, bo choćby z Legią, w lidze z Widzewem czy wczoraj, po przerwie zdecydowanie spokojniej i lepiej wyglądały poczynania drużyny.

Druga połowa otarła się o perfekcję. Przed przerwą jeszcze to trochę wyglądało cios za cios, na taką piłkarską (nie fizyczną) wojnę, a nawet z pewną przewagą Lechii. Przy czym nic z tej przewagi nie wynikało, bo gdańszczanie oddali tylko jeden celny strzał – po fenomenalnym uderzeniu Żelizki z dystansu. I na tym jednym uderzeniu w światło bramki zakończyli cały mecz. Zbliżali się po pole karne, mieli posiadanie piłki, ale konkretów z tego większych nie było. Czyli coś, co dobrze znamy z innych meczów. Za to w drugiej połowie z gry Lechia nie miała już w ogóle nic. GieKSa pewnie i spokojnie wybraniała – czy to w polu karnym czy już dużo wcześniej tłumiąc w zarodku akcje przeciwnika. To nie był „mecz obronny”, tak jak w Radomiu. To był absolutnie bardzo dobry mecz w destrukcji, a i konstrukcja była niczego sobie – choć tu już tak doskonale nie było. Ale summa summarum – nie wiem, czy ta druga połowa taktycznie i realizacyjnie nie była najlepsza w tym sezonie. Jak zawsze – gdybym znał się na taktyce, zostałbym taktykiem, a na analizie – analitykiem. Opieram się jednak na swojej intuicji i poczuciu stresu/spokoju – a tutaj nie miałem poczucia zagrożenia, że cokolwiek złego GieKSie może się wydarzyć. I nie mówię tu o tym, że czasem coś przeciwnikowi w takiej sytuacji jednak wpadnie, bo to jest piłka. Mówię o swoim intuicyjnym przeżyciu tej pewności drużyny, braku strachu, dobrych pewnych ruchach i decyzjach. To wszystko było na bardzo wysokim poziomie.

Wiadomo, że we wspomnianej konstrukcji w końcówce meczu mogło być lepiej. Marcel Wędrychowski musi ciągle pracować nad głową, bo jego żwawość i dynamika jest nam potrzebna, ale mając kapitalne możliwości do odegrania piłki i lepszego rozwiązania sytuacji – kilka akcji zepsuł. Ale też nie jest tak, że wszystkie – bo w kilku zachował się bardzo dobrze. Piłkarz ma potencjał, kibicuję mu bardzo mocno, więc niech się chłopak rozwija – jeśli opanuje głowę, będziemy mieli z niego duży pożytek.

Mateusz Kowalczyk staje się coraz lepszy. Chłopak młody, a momentami wygląda na bardzo doświadczonego. Tu zastawienie, obrót, balans ciała, dziubnięcie – i piłka ciągle jest pod jego nogami. Przychodził do GKS jako zawodnik dość anonimowy (choć dla nas nie do końca, bo przecież w ŁKS strzelił nam bramkę), a teraz jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji w lidze. Sebastian Milewski w zaskakujący sposób wywalczył sobie miejsce w składzie i go nie oddaje. Raz na jakiś czas jeszcze zdarzy mu się strata, gdy pójdzie z piłką „na raz”, ale w zdecydowanej większości jest bardzo skuteczny. A to podanie zewnętrzną częścią stopy z pierwszej piłki – no, Panie Sebastianie, mama znowu może być dumna. Asysta była pierwszej klasy.

Zastanawialiśmy się, jak wprowadzi się do GieKSy Mateusz Wdowiak. Wiele osób powątpiewało, ja też przyznam, że nie byłem pewien. Niepotrzebnie. Zawodnik wygląda na skrojonego pod GieKSę idealnie – z marszu wszedł do pierwszego składu, miejsca nie oddaje i jest po prostu dobry. Charakterologicznie – pasuje jak ulał. Druga bramka strzelona, wchodzi momentami praktycznie na „dziewiątkę”, zresztą w dogrywce z Widzewem tak był ustawiony.

No i doczekał się debiutu młody Kokosiński, pograł swoje minuty i najlepsze jest to, że nie była to zła zmiana. U takiego debiutującego zawodnika sukcesem jest, jeśli udźwignie ciężar. Jakub zaprezentował się dobrze, kilka razy celnie odegrał, praktycznie nic nie zepsuł. Fajnie.

Oczywiście to co nam zaprzątało głowę i napawało niepokojem przed meczem to zestawienie obrony, które jak stwierdził trener Górak było „wywrócone do góry nogami”. Oglądaliśmy więc w środku Martena Kuuska i Wasyla, a Borja i Erik musieli się podzielić wahadłami. Efektem był wspomniany jeden celny strzał rywali i bardzo dobra neutralizacja poczynań najlepszej ofensywy w lidze. Reprezentant Estonii spisał się bardzo dobrze i pewnie, a Wasyl… cóż, Wasyla można dać wszędzie i wszędzie sobie poradzi. Jestem przekonany, że gdyby Marcin grał w ataku, to również parę bramek by strzelił. Taki to zawodnik, wszechstronny, który może zagrać na różnych pozycjach. Ale nie jako „zapchajdziura”, czyli takie niezbyt fajne określenie, którego ongiś się używało na jakiegoś przeciętnego zawodnika, którego rzucało się po całym boisku w zależności od potrzeb. Wasyl po prostu ma taką jakość. No i ostatecznie przez tę pauzę Arka i Alana przeszliśmy suchą stopą.

Jeszcze jedno słowo o tej bramce na 1:0, bo to przecież była przepiękna kontra. Zaczęło się od Wasyla, jeszcze podbił piłkę głową Wodwiak, powalczył Ilja, ale tam jeszcze przeciwnik zdołał zagłówkować. No ale potem to już była perfekcja, Milewski zgarnął piłkę sprzed nosa Kapićowi i pognał do przodu, Nowak z gracją przyjął na klatkę i z pierwszej odegrał do Milusiego, a ten wspomnianym zagraniem z pierwszej piłki wypuścił Wdowiaka. Mateusz też pokazał inteligencję, bo przecież jakby szedł na prawą nogę, to nici by z tego były. Przepiękna akcja.

Oj Lechia nie znosi przyjeżdżać do Katowic. W pierwszej lidze – w pamiętnym meczu – Katowiczanie wygrali 1:0 po golu w doliczonym czasie Arkadiusza Jędrycha. A poprzedni sezon i obecny to wygrane GieKSy 2:0. Tak jak pisałem przed meczem – o ile w Gdańsku wiedzie nam się średnio (ale nie tak beznadziejnie), to na starej i nowej Bukowej bardzo lubimy grać z tym rywalem.

Od początku tego roku GKS szedł łeb w łeb z poprzednim sezonem. Ale na teraz – po 24 meczach – Katowiczanie mają już 3 punkty więcej niż rok temu. Trzy wygrane z rzędu mają swój wydźwięk, a wiemy, że rok temu nasz zespół też sporo meczów rozstrzygał na swoją korzyść.

Zabawa w utrzymanie? Czemu nie. Trzymając się naszej granicy 38 punktów, do utrzymania wystarczą już bilanse: 0-2-8 lub 1-0-9. Jak się okazuje w tym chorym sezonie ta granica może się nieco przesunąć, ale nie sądzę, by powyżej 40 oczek. Faktem jest, że statystycznie GieKSa jest już bardzo, bardzo blisko tego utrzymania. Potem będziemy liczyć matematykę.

Teraz jesteśmy bliżej samej czołówki tabeli. Na ten moment, do drugiej Jagiellonii mamy 2 punkty straty. Wiadomo, że Lech i Raków, które są nad nami, dzisiaj jeszcze grają. Do liderującego Zagłębia na ten moment tracimy 5 punktów. Absolutny kosmos.

I zobaczcie sobie teraz – trochę nie patrząc na obecną formę różnych drużyn – co GieKSa zrobiła już w tym roku. Dwa razy odprawiliśmy z kwitkiem Widzew, wygraliśmy Śląski Klasyk, nie daliśmy sobie strzelić gola ekipie mającej na koncie pół setki strzelonych bramek, pokonaliśmy na wyjeździe obecnego lidera ekstraklasy, nie przegraliśmy z zawsze „wielką” Legią, a do tego awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Piękna ta wiosna. A jeszcze nawet się nie zaczęła.

Przed nami kolejne wyzwania. Już pojutrze Katowiczanie podejmą trzecią próbę rozegrania meczu w Białymstoku. Na papierze Jaga jest faworytem, ale patrząc na obecne dyspozycje obu drużyn, nasz zespół nie musi być na straconej pozycji. Drużyna Rafała Góraka jest rozpędzona piłkarsko i mentalnie, więc nie ma co się Jagi bać – co zresztą pokazał Piast Gliwice. Po prostu grajmy swoją grę, nie zapominajmy o zadaniach, miejmy tak mocny mental – jak z Lechią – a powinno być dobrze.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga