Piłka nożna Prasówka
Mass media po meczu GKS-Warta 0:2 (0:2): GKS Katowice musi wyjść z czarnej dupy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Warta Poznań 0:2 (0:2). Tytuły relacji mówią same za siebie:
sportslaski.pl – Kompromitacji ciąg dalszy. Obraz nędzy i rozpaczy przy Bukowej
Trudno przypomnieć sobie, kiedy GKS Katowice był tak słaby jak obecnie. Podopieczni trenera Dariusza Dudka przegrali trzeci mecz z rzędu – trzeci w fatalnym stylu. Warta Poznań była znacznie lepsza, strzeliła dwie bramki – a mogła więcej – i bez trudu wywiozła z Bukowej trzy punkty.
[…] GKS wyróżniał się tylko jednym – agresją. Lisowski może się cieszyć, że w pierwszej połowie otrzymał tylko jedną żółtą kartkę. Warta nie grała wielkiej piłki, ale na GieKSę i tak to wystarczyło. Kilka minut przed przerwą po kontrze prowadzenie poznaniaków podwyższył Wojciech Fadecki. Strzał wydawał się do obrony, ale interwencję utrudnił rykoszet. Na trybunach rozpoczął się festiwal wyzwisk, a na boisku… o mały włos nie zrobiło się 3:0 dla przyjezdnych – Robert Janicki przelobował Pawełka, ale jego próba była niecelna.
W drugiej połowie GKS starał się odrobić straty, ale katowiczanie są w tak fatalnej formie, że nie są w stanie strzelić gola na własnym terenie 13. drużynie I ligi. Skromna grupka kibiców po przerwie nie dopingowała zawodników, część z nich nawet nie czekała do końcowego gwizdka i stadion opuściła znacznie wcześniej. Z trybun było słychać jedynie szydercze okrzyki i „ole” po podaniach katowiczan. GKS kończył mecz w „10”, bo drugą żółtą kartkę otrzymał Bartłomiej Poczobut. Po tej sytuacji wiarę w odrobienie strat stracili chyba najbardziej wierni kibice…
Sytuacja katowiczan w tabeli jest równie słaba jak forma piłkarzy. Strata do pierwszego bezpiecznego miejsca wynosi cztery punkty, a większość drużyn z dołu swój mecz z tej kolejki ma jeszcze przed sobą…
dziennikzachodni.pl – Koszmar z ulicy Bukowej
GKS Katowice konsekwentnie zmierza w kierunku przepaści. Po porażce z Garbarnią Kraków zespół Dariusza Dudka został pogrążony przed własną publicznością przez Wartę Poznań. Sytuacja zespołu w pierwszoligowej tabeli staje się dramatyczna.
W piątek pracownicy klubu przygotowali dla piłkarzy GKS Katowice karteczki z hasłami mającymi ich zmotywować do walki z ekipą z Poznania. Zostały one rozlepione w szatni i tam też, w sensie dosłownym i przenośnym, zostały. Katowiczanie na murawę wyszli bez wiary w sukces i już w 62 minucie powinni stracić gola, ale Mateusz Wypych przestrzelił przewrotką obok słupka. Warta prezentowała sie od początku znacznie lepiej i dopięła swego w 17 minucie.
[…] W 38 minucie Wojciech Fadecki zakończył golem kontrę, która obnażyła wszystkie wady, zarówno taktyczne, jak i szybkościowe, katowiczan. Na trybunach wrzało, okrzyki „K…. m.., GieKSa grać!”, „Wy…” i „GieKSa to my, a nie wy!” zmieszały się z ironicznym i nawiązującym do zbliżającego się wtorkowego meczu z Jagiellonią „Puchar jest nasz!”. W drugiej połowie podania gospodarzy kwitowane były gromkim „Ole!”, ale marazm boiskowy katowiczan był wręcz porażający. Warta pozwoliła im prowadzić grę, obnażając w ten sposób wszystkie braki, i czekała na kontrataki. Szyderstwo na trybunach sięgało wyżyn, w przeciwieństwie do dyspozycji piłkarzy, która spadła na dno, jakiego na Bukowej nie było od wielu, wielu lat. Dopełnieniem katastrofy była druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka dla Bartłomieja Poczobuta za faul przy linii bocznej boiska, niedaleko środka boiska. Końcowy gwizdek sędziego był dla gospodarzy aktem łaski.
weszlo.com – GKS Katowice musi wyjść z czarnej dupy, Raków wygrał mecz na szczycie
GKS Katowice jest w czarnej dupie. To nie nasze słowa, a Arkadiusza Woźniaka, który po meczu z Wartą Poznań stwierdził przed kamerami Polsatu Sport, że trzeba z tej dupy wyjść i zapierdalać, ale nie było to powiedziane na wyrost. GieKSa znów się skompromitowała i jak tak dalej pójdzie, za chwilę na Bukowej po prostu zabraknie kibiców.
W środku tygodnia w zaległym meczu z Garbarnią – przeraźliwe pustki. Gospodarze wtedy przegrali, w sobotę znów kiepska pogoda, więc nic dziwnego, że na trybunach ponownie tylko garstka zabłąkanych, która akurat nie miała pomysłu, jak inaczej spędzić ten czas. W każdym razie, tak czy siak źle wybrała, bo katowiczanie jeszcze raz się ośmieszyli i polegli z Wartą Poznań.
Nawet zawodnicy gości przyznawali po meczu, że ich rywalom wyraźnie brakowało pewności siebie, że widać było strach przed popełnieniem błędów. A skoro tak, oczywiście błędów było co niemiara.
[…] GieKSa raziła nieporadnością. W drugiej połowie w jej piłkarzach narastała frustracja, co skończyło się wykluczeniem Bartłomieja Poczobuta, który otrzymał drugą żółtą kartkę za nadepnięcie rywala.
Wydawało się, że Dariusz Dudek ma bardzo dobry terminarz na początek pracy. Najpierw jego drużyna jechała do Mielca na spotkanie z również rozczarowującą Stalą, a potem grała u siebie z Garbarnią i Wartą. W praktyce wyszło, że doznała trzech porażek, straciła sześć goli, strzeliła jednego. W efekcie naszpikowany znanymi nazwiskami GKS spadł na ostatnie miejsce w tabeli. Licząc od 22 sierpnia (11 kolejek), zespół ten wywalczył zaledwie pięć punktów! Takiego scenariusza nie przewidzieliby nawet najwięksi szydercy.
Na pomeczowej konferencji Dudek wyglądał na przybitego, choć starał się odpowiadać na wszystkie pytania. Niby nie chciał rozwijać wątku, ale zdążył powiedzieć, że drużynie przydałby się porządnie przepracowany okres przygotowawczy, bo przygotowanie fizyczne jest podstawą w I lidze.
sportdziennik.pl – Dogorywania GieKSy ciąg dalszy – Warta też za mocna
Katowiczanie – by na dobre nie utknąć w strefie spadkowej i nawiązać choćby „kontakt wzrokowy” z drużynami „znad kreski” – nie mogli sobie pozwolić na stratę punktów. Cóż z tego jednak, skoro dziś w całej pierwszoligowej stawce prezentują zdecydowanie najniższą dyspozycję…
Dariusz Dudek nadziei postanowił szukać w młodzieży – stąd obecność aż trzech nastolatków w wyjściowej jedenastce. Do nich akurat trudno było mieć pretensje o końcowy wynik; starali się na tyle, na ile pozwalało im… otoczenie. Kluczem do sukcesu GieKsy miało być jednak przede wszystkim uszczelnienie defensywy, popełniającej dotąd banalne błędy. Cóż z tego wszakże, skoro niemal każde podejście Warty w okolice „szesnastki” – takie z pomysłem na rozegranie akcji – kończyło się dzwonkami alarmowymi. Po raz pierwszy – w 62 sekundzie (!); po wrzucie z autu Mateusz Wypych doszedł do strzału… przewrotką. Mariusz Pawełek tylko odprowadził piłkę, która o centymetry minęła słupek.
[…] Przez całe spotkanie – może z wyjątkiem akcji z 59 minuty – gospodarze wyglądali tak, jakby na murawie spotkali się po raz pierwszy. Strzały Kacpra Tabisia i Arkadiusza Woźniaka – będące wyrazem bezsilności po indywidualnych szarżach, w których nie było do kogo zagrać – nie mogły Adriana Lisa zaskoczyć. W tejże 59 minucie udało się w końcu rozegrać akcję złożoną z więcej niż paru podań, ale… nie udało się jej zakończyć strzałem. Kolejne minuty potwierdziły zaś, że GieKSa jest dziś w tak potężnym kryzysie, w jakim od chwili powrotu do pierwszej ligi w 2007 roku jeszcze nie była. Tym razem na Bukową „jak po swoje” przyjechał zespół z zaledwie z szesnastoosobową kadrą…
gol24.pl – Trzecia z rzędu porażka GKS-u Katowice. Fatalny początek Dariusza Dudka
[…] Mecz w Katowicach był bardzo zacięty, chwilami ostry, od początku było widać, jak ważne dla obu zespołów jest to spotkanie. Poznaniacy od pierwszych minut pokazywali, że pojechali na Śląsk po bardzo potrzebną punktową zdobycz.
[…] Warta wygrała jak najbardziej zasłużenie. Podopieczni trenera Nemeca popełnili znacznie mniej błędów od katowiczan, mieli pomysł jak sforsować defensywę gospodarzy i na dobrą sprawę ich zwycięstwo mogło być jeszcze bardziej okazałe. Drużyna trenera Dariusza Dudka tak dogodnych okazji do zdobycia goli jak Warta nie miała, a jeśli nawet katowiczanie zagrażali bramce Adriana Lisa, bramkarz Warty spisywał się bez zarzutu. Arbiter pokazał w sobotę aż 11 żółtych kartek, pięć poznaniakom , sześć katowiczanom, a GKS kończył mecz w dziesiątkę, gdyż w 83. minucie Bartłomiej Poczobut otrzymał drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę.
infokatowice.pl – Katastrofalna gra, katastrofalny wynik
Wydawało się, że w ostatnim meczu z Garbarnią Kraków GieKSa sięgnęła już dna. Niestety dzisiaj katowiczanie zagrali jeszcze gorzej i przegrali z Wartą Poznań 0:2.
Pierwsza część spotkania była łudząco podobna do wtorkowego pojedynku z Garbarnią. Dłużej w posiadaniu piłki byli katowiczanie, ale nic z tego nie wynikało. Podopieczni trenera Dariusza Dudka przez całe 45 minut nie byli w stanie stworzyć ani jednej akcji, która mogłaby zagrozić stojącemu w poznańskiej bramce Adrianowi Lisowi.
[…] W drugiej połowie, mniej więcej do 80. min. GKS nadal miał przewagę, ale celne podania w obrębie pola karnego rywala można policzyć na palcach jednej ręki, co w efekcie powodowało, że poznański bramkarz był w praktyce bezrobotny. W ostatnich kilkunastu minutach Trójkolorowi zupełnie już stanęli i bezradnie oczekiwali na ostatni gwizdek sędziego.
[…] Z taką grą piłkarzom GieKSy będzie bardzo ciężko utrzymać się w pierwszej lidze.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.


Pp
28 października 2018 at 09:19
Jaki faul na kartkę ludzie!!! Nie było kontaku z zawodnikiem ale trzeba się znać trochę i uważnie patrzeć