Piłka nożna Prasówka
Media: GKS spróbuje pójść za ciosem
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat popołudniowego spotkania GKS Katowice – Piast Gliwice.
gol24.pl – Sebastian Bergier z GKS Katowice ocenił potencjał najbliższego rywala. „Piast Gliwice jest wyrachowany”
GKS Katowice podejmie w niedzielę lokalnego rywala Piasta Gliwice w meczu piłkarskiej ekstraklasy. – Goście są drużyną bardzo wyrachowaną. Prezentują futbol prosty, ale też skuteczny – ocenił napastnik GKS Sebastian Bergier. Oba zespoły wygrały po dwa razy wiosną. Początek meczu w niedzielę od godziny 14:45.
[…] „Jesteśmy blisko siebie. Miejsce w środkowych rejonach tabeli jest dla nas potwierdzeniem dobrze wybranej drogi w kierunku tego, jak chcemy grać. Dla mnie jest ważne, że drużyna robi postęp. To pozytywne, ale wymaga również bardzo dużej koncentracji od nas. Nie możemy się nakręcać wygraną w Częstochowie. To dla nas na pewno bardzo duży sukces, ale dał nam tylko trzy punkty. W niedzielę zagramy przeciwko bardzo dobremu zespołowi” – ocenił szkoleniowiec beniaminka ekstraklasy Rafał Górak.
Sierpniowe spotkanie w Gliwicach zakończył się remisem 2:2. Oba gole dla gości zdobył wtedy Adam Zrelak, rehabilitujący się obecnie po kontuzji.
„Jeszcze musimy poczekać na jego powrót do gry. Rozmawiam z lekarzami, fizjoterapeutami, rehabilitacja przebiega bardzo dobrze. Wydaje mi się, że w marcu, kwietniu Adam powinien wrócić na boisko” – dodał Górak.
Zespół GKS przygotowuje się do zaplanowanej na marzec przeprowadzki na nowy stadion. Podczas niedzielnych derbów (14.45) katowiczanie po raz pierwszy wystąpią w nowych koszulkach, które powstały z myślą o ich domowych spotkaniach.
„Mam nadzieję, że koszulki będą przynosiły same zwycięstwa. My się dobrze czujemy przy Bukowej (stara arena), ciężko tu z nami wygrać. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że aby klub się rozwijał, musi się przenieść na nowy obiekt” – zaznaczył napastnik.
weszlo.com – GKS – Piast
Piast ma za sobą fantastyczny start w 2025 roku i po dwóch meczach posiada na koncie dwa zwycięstwa. GieKSa również nie próżnuje i podobnie jak rywal z Gliwic dwa razy wygrała. Teraz punkty ktoś na pewno straci.
GKS zaimponował na starcie rundy wiosennej. O ile wygrana ze Stalą jeszcze nie robi wielkiego wrażenia, a punkty są po prostu zadowalające, tak pokonanie Rakowa na pewno wywołuje efekt “wow”. Komplet oczek w nowym roku pozwolił zdecydowanie odskoczyć od strefy spadkowej i znacząco zbliżyć się do czołówki. Strata do Cracovii to w tym momencie tylko 5 punktów, a Pasy mają już za sobą mecz w 21. kolejce. Przy zwycięstwie, GieKSa wydatnie poprawi po raz kolejny swoją sytuację.
Czy to już wielki Piast? Nie ma co wywoływać wilka z lasu, ponieważ za nami dwie kolejki tej rundy, jednak nie można przejść obojętnie obok wyników gliwiczan. Aleksandar Vukovic, mimo braku wielu transferów, potrafił tak poukładać zespół, aby ten wygrywał. Przewyższył nawet swój był klub, czyli Legię z Goncalo Feio u sterów i pokazał wyższość nad Portugalczykiem. Zapas nad strefą spadkową jest już duży, a do GKS-u Piast traci tylko jedno oczko.
[…] GieKSa strzeliła w dwóch meczach trzy gole, tracąc jedną bramkę, natomiast Piast ma na koncie 4 bramki strzelone i także jedną straconą. To zapowiada bardzo ciekawe starcie, które może obfitować w zwroty akcji. Liczymy na trafienia, ponieważ są to jednak derby.
goal.pl – Czas na mniejsze derby Śląska. GKS spróbuje pójść za ciosem
GKS Katowice w sobotnim starciu podejmie na własnym stadionie zespół Piasta Gliwice. Ten mecz zapowiada się bardzo ciekawie i niezwykle wyrównanie. Jednym z niedzielnych spotkań PKO BP Ekstraklasy będzie rywalizacja pomiędzy zespołami GKS Katowice a Piasta Gliwice. To piłkarze Rafała w tych mniejszych, ale równie ważnych derbach Śląska podejmą swoich rywali. Faworytem są oczywiście gospodarze, którzy przed tygodniem pokonali Raków Częstochowa pod Jasną Górą i pną się w górę ligowej tabeli. Piast, choć również prezentuje się bardzo dobrze, wygrał w tym roku już ze Śląskiem oraz Legią, wydaje się być jednak nieco mocniej skazywany na porażkę.
[…] W pierwszym meczu tych dwóch zespołów w tym sezonie padł wynik 2:2. Było to pierwsze spotkanie obu tych ekip od wielu wielu lat, bowiem GKS Katowice jest beniaminkiem ligi i od 2012 roku nie miał okazji rywalizować z Piastunkami. Ostatnie starcie obu tych ekip poza rywalizacją z tego sezonu miało miejsce jeszcze na poziomie 1. ligi. Wtedy 3:0 wygrał Piast, który w owym sezonie 2011/12 zanotował awans do PKO Ekstraklasy, a katowiczanie ledwo utrzymali się na zapleczu elity.
Jeśli chodzi o kontuje i zawieszenia, to w obu drużynach sytuacja wygląda podobnie, choć trzeba przyznać, że Piast ma nieco większe bolączki. GKS bowiem musi sobie radzić w tym starciu bez Adama Zrelaka, który powinien już jednak wrócić do gry za kilka tygodni oraz Oskara Repki, który jest zawieszony za nadmiar żółtych kartek. Piast nie ma zaś do dyspozycji Patryka Dziczka oraz Tihomira Kostandinova, obaj są zawieszeni za kartki. Brak w drużynie Aleksandara Vukovicia także Andreasa Katsantonisa, który przez najbliższy rok nie będzie mógł grać w piłki z powody zerwanych więzadeł.
piast-gliwice.eu – Fakty przed #GKSPIA
Tylko trzy drużyny w całej PKO BP Ekstraklasie mogą pochwalić się kompletem zwycięstw na wiosnę. W tym gronie znajdują się zarówno Niebiesko – Czerwoni jak i ich najbliższy rywal – GKS Katowice. Mecz rozpocznie się w niedzielę o godzinie 14:45, a już teraz możecie przeczytać ciekawostki dotyczące tej rywalizacji.
Publiczność:
– Niedzielny mecz będzie jednym z ostatnich rozgrywanych na zasłużonym stadionie przy ul. Bukowej 1A.
– Według danych przekazanych przez media społecznościowe klubu, wszystkie dostępne bilety zostały wyprzedane. Na trybunach zasiądzie ok. 6710 kibiców, w tym 410 kibiców Piasta.
Bilans:
– Spotkanie 21.kolejki będzie dopiero drugim starciem tych zespołów na poziomie Ekstraklasy. Wcześniej, obie ekipy miały okazję mierzyć się wielokrotnie na niższych szczeblach rozgrywkowych.
– Pierwszy mecz między Piastem a Gieksą odbył się 12.08.2024 i zakończył się remisem 2:2. Bramki dla Niebiesko – Czerwonych zdobyli Michael Ameyaw i Michał Chrapek.
– Tomasz Mokwa w przeszłości reprezentował barwy GKS-u Katowice natomiast Mateusz Mak, który aktualnie występuje w zespole z Katowic, zdobył z Piastem Mistrzostwo Polski w sezonie 18/19.
Statystyki:
– Piast Gliwice zdobył 192 punkty w 100 meczach po przerwie zimowej w 7 ostatnich sezonach Ekstraklasy (1,92/ mecz). To najlepszy wynik spośród występujących na najwyższym szczeblu rozgrywkowym tym czasie drużyn.
– Niebiesko – Czerwoni nie przegrali żadnego meczu na wyjeździe, w którym strzelili gola (6 meczów z golem – 4 zwycięstwa, 2 remisy); w całych rozgrywkach nie przegrali 12 z 13 meczów w których strzelili gola (92,3%; w tym 7 zwycięstw, 5 remisów, 1 porażka)
– W spotkaniu z powodu nadmiaru żółtych kartek nie zagrają Tiho Kostadinov (Piast) oraz Oskar Repka (GKS).
piast.gliwice.pl – Vuković: GKS to poważna drużyna
Po dwóch zwycięstwach z pewnością przy Okrzei mają apetyt na trzecią z rzędu wygraną. Łatwo nie będzie, bo gliwiczanie zmierzą się w równie dobrze dysponowanym rywalem. GKS Katowice bowiem w pierwszych dwóch wiosennych meczach także zainkasowało komplet punktów.
Podopieczni Rafała Góraka najpierw pokonali Stal Mielec 1:0, a w drugiej kolejce wygrali na wyjeździe z Rakowem Częstochowa 2:1. To pozwoliło im przesunąć się na ósme miejsce w tabeli w dużej mierze zrobić ogromny krok do utrzymania. Aleksandar Vuković nie ma wątpliwości, że GieKSa w niedzielę będzie bardzo trudnym rywalem.
– Od samego początku GKS wyglądało na poważną drużynę z trenerem czele, któremu udało się zbudować coś trwałego. Do Ekstraklasy trafili ciężko pracując. Natomiast od momentu awansu dokonali tam kilka trafionych transferów, który to procentuje. Nikt chyba już teraz nie ma wątpliwości, że jest to drużyna Ekstraklasowa i taka pozostanie na kolejne sezony – mówi Aleksandar Vuković.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze