Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu GieKSa-Resovia: Wieczór na przełamanie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu GKS Katowice – Resovia Rzeszów.

 

1liga.org – 1 Liga Stats: 24. kolejka. Zapowiedź

W piątek rozpoczynamy ostatnią w tym miesiącu kolejkę Fortuna 1 Ligi. Następna zakończy się już w kwietniu, a wszystko ze względu na powołania do młodzieżowych reprezentacji. Dla jednych jest to zatem najlepszy moment, aby skorzystać z formy zwyżkowej, inni z kolei będą chcieli wykorzystać nadchodzącą przerwę, aby poprawić wyniki po wznowieniu rozgrywek.

[…] GKS Katowice – Apklan Resovia Rzeszów (18 marca, sobota, 20:00)

Nie jest to najlepsza wiosna dla zespołu GKS-u Katowice, który w 2023 roku notuje niechlubną serię meczów bez wygranej (w sumie już 6 z rzędu), przy tym punktując najsłabiej w całej lidze: katowiczanie zdobywają raptem 0,6 punktu na mecz, choć przecież jesienią zbierali średnio 1,5 „oczka” co starcie. Resovia z kolei w ostatnim czasie wrzuciła wyższe obroty, wygrywając 2 z ostatnich 3 meczów, w których nie straciła żadnego gola.

 

Fantasy 1 Liga: Zapowiedź 24 kolejki

[…] GKS Katowice – Apklan Resovia Rzeszów

GieKSa nie wygrała 6 ostatnich spotkań ligowych, tylko trzy z nich zremisowała i straciła aż 13 bramek. Trener Górak musi znaleźć receptę na odblokowanie drużyny i przywrócenie jej zawodnikom wiary we własne możliwości. Mecz przeciwko Sandecji zaczęli dobrze, stwarzali sytuacje bramkowe i kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku, obejmując prowadzenie po samobójczym trafieniu Nekicia. Sztab szkoleniowy zdecydował się na ofensywne ustawienie z Rogoniciem i Arkiem. Decydującym momentem okazał się niewykorzystany przez Jakuba Araka rzut karny. Trener Górak wyjaśnił na pomeczowej konferencji, że etatowy wykonawca „jedenastek” Arkadiusz Jędrych w przerwie meczu zgłosił problemy z kolanem, dlatego zawodnicy uzgodnili, że do wykonywania stałego fragmentu gry podejdzie napastnik. GKS rozegra na Bukowej mecz z Resovią, który ma dać odpowiedź, czy zespół jest w stanie jeszcze o coś walczyć w tym sezonie, poza środkiem tabeli. To będzie ciężki sprawdzian dla podopiecznych trenera Góraka, ponieważ presja ze strony kibiców GieKSy staje się coraz większa. W walce o wygraną pomoże już Grzegorz Rogala, a decydująca może okazać się postawa doświadczonego Adriana Błąda.

Resovia w poprzednich kolejkach nie zachwycała swoją grą. W ostatnim meczu przeciwko Odrze zobaczyliśmy jednak trochę inne oblicze zespołu z Rzeszowa. Przeciwko defensywnie grającej Odrze podopieczni trenera Hajdo potrafili rozegrać kilka ciekawych akcji, a ich gra mogła podobać się kibicom zgromadzonym na stadionie.  Na wyróżnienie w ofensywie zasługują zdobywca bramki, obrońca Rafał Mikulec, asystujący mu Marek Mróz  oraz Mehdi Lehaire. Resovia znacznie gorzej radzi sobie na wyjazdach. Ostatnie cztery z nich kończyła porażkami (stosunek bramek 1-10). Z GieKSą jeszcze nie wygrała, a poprzednie trzy spotkania w Katowicach kończyły się remisami.

 

zagranie.com – GKS Katowice – Resovia

[…] Ekipa gospodarzy kiepsko weszła we wiosenne zmagania w 1. lidze. Świadczy o tym fakt, że nie wygrała żadnego z pięciu rozegranych od zimowej przerwy meczów, przez co, po raz kolejny ugrzęzła w środku ligowej stawki. Jak co roku ambicje Katowiczan są wysokie i sięgają awansu do Ekstraklasy, jednak za każdym razem brakuje im po prostu sportowej jakości, by na dłuższą metę rywalizować z najlepszymi, a bieżący sezon jest kolejnym tego przykładem. Resovia natomiast od samego początku zmagań jest jednym z zespołów, które walczą o utrzymanie i w dalszym ciągu jest ona niebezpiecznie blisko strefy spadkowej. Na ten moment Sovia jest 14. w ligowej tabeli, a jej przewaga nad Skrą Częstochowa wynosi trzy punkty. W ubiegły weekend podopieczni Mirosława Hajdy pokonali u siebie Odrę Opole, więc do nadchodzącej rywalizacji z GKS-em Katowice podejdą w dobrych humorach i z wiarą w kolejne zwycięstwo.

[…] Przed nami mecz zespołów, które stanowią grupę zespołów co najwyżej przeciętnych. W teorii nieco większe szanse na wygraną będą mieć tutaj Katowiczanie, przez co to oni będą faworytem bukmacherów. Zespół Rafała Góraka nie jest jednak w najlepszej formie, dalej ma kłopoty z nadmiernym traceniem bramek, co zresztą niekiedy dotyczy także Resovii, na co przykładem jest zanotowana przed dwoma kolejkami porażka 0-4 z Arką.

 

podkarpacielive.pl – 1 liga: Kolejny trudny wyjazd Resovii. Rzeszowianie zagrają z GKS-em Katowice

Przed nami kolejne wyjazdowe starcie Apklan Resovii. Już jutro w ramach 24. kolejki Fortuna 1 ligi „Pasiaki” zagrają z GKS-em Katowice.

Po ostatnim ligowym spotkaniu z Odrą Opole Resovia oddaliła się od strefy spadkowej, co ważne w kontekście dalszej części sezonu, w tym meczu zobaczyliśmy zupełnie inne oblicze „biało-czerwonych” niż w starciu z Arką Gdynia. Zwieńczeniem dobrej gry rzeszowian były dwie bramki, których autorami byli Rafał Mikulec i Ruben Hoogenhout. Ważne trzy punkty pozwoliły Resovii uplasować się na 14 miejscu w ligowej tabeli. Przewaga nad strefą spadkową jest jednak nadal niewielka, ponieważ wynosi tylko „trzy oczka”.

Teraz Apklan Resovię czeka kolejne trudne zadanie, bowiem jutrzejszym rywalem „Pasiaków” będzie GKS Katowice. „GieKSa” zajmuje 10. miejsce w tabeli i ma na swoim koncie 30 punktów. Podopieczni Rafała Góraka wciąż czekają na przełamanie, ponieważ nie zaznali smaku zwycięstwa od sześciu ligowych spotkań. W ostatniej kolejce GKS Katowice zremisował z Sandecją Nowy Sącz (1-1), a wcześniej zanotował dwie porażki: z Wisłą Kraków (1-3) i Zagłębiem Sosnowiec (1-2). Ostatni raz Resovia mierzyła się z „GieKSą” w 7. kolejce Fortuna 1 ligi, wtedy lepsi okazali się goście i zwyciężyli 1-0. Autorem zwycięskiej bramki był Patryk Szwedzik.

W jutrzejszym meczu w składzie „Pasiaków” na pewno zabraknie kontuzjowanego Branislava Pindrocha, a także Kamila Antonika, który będzie pauzował za kartki. W drużynie gospodarzy nie zobaczymy natomiast Marcina Wasilewskiego i Michała Kołodziejskiego, którzy również nie wystąpią z powodu nadmiaru żółtych kartek.

 

sportdziennik.com – Wieczór na przełamanie?

Po 6 z rzędu meczach bez zwycięstwa atmosfera wokół katowiczan zgęstniała. Przed reprezentacyjną przerwą poprawić ją może jedynie zwycięstwo z solidną tej wiosny Resovią. GieKSa to jedyny pierwszoligowiec, który w tym roku nie wygrał jeszcze meczu. Czy przełamie złą serię w sobotni wieczór? Do Katowic zawita Resovia, czyli zespół niepotrafiący zwyciężyć na wyjeździe od 14 października, ale w tej rundzie punktujący solidnie, uskrzydlony dobrym występem z Odrą Opole (2:0) i ucieczką ze strefy spadkowej.

Po porażce z Wisłą Kraków, a przed meczami z Sandecją i Resovią, trener katowiczan Rafał Górak zwracał uwagę, jak ważne będzie to, co wydarzy się do reprezentacyjnej przerwy w rozgrywkach. Pierwszy z tychże meczów nie zakończył się pomyślnie – mimo dobrej gry, prowadzenia i rzutu karnego, GKS nie był w stanie wygrać w Niepołomicach z sądeczanami, a klimat wokół drużyny jeszcze zgęstniał. Kibice mieli pretensje, że zawodnicy nie mieli po końcowym gwizdku ochoty wysłuchiwać ich żali i w którymś momencie zmierzając w stronę sektora gości odwrócili się na pięcie.

Dzisiaj tylko 3 punkty sprawią, że nastroje nie ulegną pogorszeniu, a coraz baczniej trzeba śledzić też sytuację w tabeli. I liczyć nie tylko stratę do szóstki, wynoszącą 7 „oczek”, ale też zerknąć na to, co za plecami. Zapas nad strefą spadkową wciąż jest spory, bo 9-punktowy, lecz przecież w razie porażki uważana za kandydata do spadku Resovia może doskoczyć do GieKSy na 3 punkty. Ta ostatnio wygrała w listopadzie z Chojniczanką i to był zarazem ostatni mecz z czystym kontem. Potem przyszły porażki z ŁKS-em, Zagłębiem i Wisłą oraz remisy z Niecieczą, Podbeskidziem i Sandecją. W każdym z tych spotkań GKS był w stanie zdobyć tylko 1 bramkę.

Po przegranej z Wisłą i dokonanych zmianach trener Górak dodawał sobie otuchy, że kierunkiem na najbliższą przyszłość może być zmiana ustawienia. Tydzień temu drużyna wybiegła na boisko z dwoma nominalnymi napastnikami – Marko Roginiciem i Jakubem Arakiem.

– W pierwszej połowie nieźle to funkcjonowało, kontrolowaliśmy piłkę, to dawało nam sporo sytuacji, dlatego szkoda, że nie zamieniliśmy ich na bramkę na 2:0. Tak naprawdę musimy pracować nad każdym elementem. Gdybyśmy byli u góry tabeli, powiedziałbym konkretniej, ale skoro jest, jak jest, to musimy się skupić nad wszystkim w ofensywie i defensywie. Musimy wiele poprawić w treningach, by w kolejnych meczach było lepiej – oceniał surowo Adrian Błąd, pomocnik GieKSy, który wrócił już do gry po urazie barku. Wygląda na to, że z problemami zdrowotnymi uporał się też Grzegorz Rogala i to bardzo dobra informacja w kontekście obecnego stanu kadrowego. W Niepołomicach bowiem czwartą żółtą kartkę w sezonie ujrzał Marcin Wasielewski. Dotąd nie opuścił żadnego z 23 spotkań, każde zaczynał w wyjściowym składzie. Teraz musi pauzować i na prawy, wahadle robi się luka. Zapewne zapełni ją Dawid Brzozowski – młodzieżowiec grał już w Niepołomicach, bo Wasielewski został przesunięty na lewą stronę, właśnie po to, by zastąpić wspomnianego Rogalę. Ten pojawił się na boisku na ostatnich 10 minut i teraz powinien być już gotowy na więcej. Poza tym, trenerowi Górakowi – również z powodu kartek – wypadł Michał Kołodziejski, dlatego znów trzeba dokonać zmian w trójce stoperów. Z Sandecją stanowili ją także Bartosz Jaroszek i Arkadiusz Jędrych. Możliwe, że do gry wróci Daniel Tanżyna, który po porażce z Wisłą i popełnionych błędach (sprokurowany karny, współudział przy 3. straconej bramce) tydzień temu usiadł na ławce. Alternatywą jest Grzegorz Janiszewski.

Rzeszowianie nastawiają się dziś na trudną przeprawę. – W Katowicach będzie ciężko. Znamy statystyki. GieKSa jest głodna zwycięstw, potraktują to jako mecz na przełamanie, który trzeba wygrać za wszelką cenę, dlatego musimy być jeszcze bardziej zmobilizowani i skoncentrowani – mówi bramkarz Paweł Łakota, który w meczu z Odrą udanie zastąpił kontuzjowanego Branislava Pindrocha.

– Czeka nas bardzo trudne zadanie. Katowice w tej rundzie nie mają szczęścia, nie zdobywają punktów, czekają na mecz na przełamanie. Liczą, że nastąpi to z nami. My postaramy się, by wyjść na boisko z innym nastawieniem niż w Gdyni. 0:4 tam to była nie porażka, a klęska. Każdy mecz gramy o życie, nie jest łatwo – dodaje [Mirosław Hajdo], szkoleniowiec Resovii, która jesienią przegrała z GieKSą 0:1.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

#SzacunekDlaArbitra

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jakoś tak się składa, że w swojej niemal 30-letniej „karierze” na GieKSie, gdy myślę o „skręconych” przez sędziów meczów na niekorzyść naszej drużyny – to do głowy przychodzą mi dwa spotkania… z Legią Warszawa.

Pierwszy, w 1996 roku, gdy katowiczanie do przerwy prowadzili przy Łazienkowskiej po golu Artura Adamusa, ale Legia ostatecznie wygrała 2:1. W bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Bramka Cezarego Kucharskiego padła po ewidentnym spalonym, a GieKSa nie dostała rzutu karnego za faul Piotra Mosóra na Janie Furtoku. Oprócz jedenastki zawodnik Legii powinien wylecieć z boiska. Decyzje niekorzystne dla GKS podejmował tego dnia sędzia Julian Pasek.

Możemy mieć pretensje do siebie, że nie pokaraliśmy Legii wcześniej, bo wiadomo było, że tego wyniku 1:0 nie dowieziemy do końca – pomstował trener GKS Piotr Piekarczyk.

– Sędzia pasek powinien dostać paska – wtórował mu Kazimierz Węgrzyn.

Drugie spotkanie to mecz z 2001 roku, również w Warszawie. Tam GKS przegrał 0:1. Po golu z rzutu karngo, podyktowanego za to, że Adam Majewski potknął się o własne nogi. Z drugiej strony Maciej Murawski sfaulował Krzysztofa Gajtkowskiego w polu karnym, ale jedenastki Ryszard Wójcik nie podyktował. I choć faul był ewidentny, to Gajtek dostał drugą żółtą za symulowanie i wyleciał z boiska.

Oba te mecze zostały tak ordynarnie skręcone, że naprawdę rzadko się to spotyka. Ale to tylko taki historyczny wstęp. W tamtych czasach nie było VAR-u. Gdyby wówczas ta technologia obowiązywała – GKS prawdopodobnie wygrałby oba te mecz. No chyba, że sędziowałby sędzia Sylwestrzak.

Ciągle trudno przejść obojętnie obok piątkowego meczu, choć mam nadzieję, że trener i drużyna już wyrzucili z głowy to spotkanie i skupiają się na meczu z Arką. Ja jednak muszę wrócić do tego, bo wzburzenie pozostaje żywe. Już nie dlatego, że stało się, jak się stało. Tylko dlatego, że taki Sylwestrzak nie poniesie żadnych konsekwencji i wszystko zostanie zamiecione pod dywan.

W każdym programie, w każdym magazynie prześwietlono sytuacje z meczu. Dodatkowo nałożyły się na to sędziowskie błędy z innych spotkań w tej kolejce. I naprawdę trudno uwierzyć, że w dobie VAR, takie byki są ciągle popełniane.

Adam Lyczmański przed rundą mówił o kolejnych, nowych już pierdyliardowych wytycznych odnośnie zagrania ręką. I co? I g…no. Ciągle sędziowie gwiżdżą jak chcą – nomen omen arbitralnie podchodzą do sprawy. Tu gwizdnie jakąś dziwną rękę po główce Bergiera, tu nie podyktuje ewidentnego karnego dla Jagiellonii. No i u nas, Kun – spryciula – tak niby chowa rękę, że intencjonalnie blokuje łokciem strzał. Ale żeby było, że niby cofa. Nie ma karnego.

Dodam tylko, że ta sytuacja miała miejsce bardzo krótko przed tym, jak Legia strzeliła gola…

Nad Szkurinem nie będę się już dłużej rozwodził. Zdania są podzielone, ale raczej przeważa opinia, że karnego nie powinno być. Ja tam widzę, że Tobiasz lewą ręką popycha Ilję i w dynamicznej sytuacji wytrąca go z biegu. Ale rozumiem argumenty drugiej strony.

No dobra, karny, nie karny – sędzia popełnił jeden lub dwa błędy, zdarza się. VAR powinien go zawołać, przynajmniej do tej ręki. Nie zawołał.

Natomiast ta sytuacja z Pankovem i Nowakiem to jest przecież przepotężny skandal, który prawdopodobnie zaraz ucichnie. Bo pokrzywdzonym zespołem jest tylko GieKSa. A przecież ten błąd jest naprawdę tak wielkiej rangi, jak brak czerwonej kartki w meczu Górnik – Jagiellonia. Ale pamiętamy co było wtedy – zaraz po meczu wielkie oburzenie, hurr durr, Frankowski tłumaczący się przed kamerą i wywalony na zbitą buzię przez Marcina Szulca. Choć i tak Frankowski wkrótce cichaczem wrócił. Szybko.

Natomiast tutaj? Cisza. A prześledźmy jeszcze raz, co tam się wydarzyło.

Bo tak, jak mówię. Błędy wynikające z niejasności interpretacji, miękkości faulu (tak jak niby ze Szkurinem) – jestem w stanie zrozumieć. Taka trochę jest piłka – nieewidentna, choć w przypadku rąk, to mam wrażenie, że te przepisy raz po raz zmienia jakieś kółko pijaków na rauszu. A potem i tak nikt nie egzekwuje wytycznych.

Czyli Pankov wjeżdża w nogi Nowaka. Z impetem, wyprostowaną nogą, korkami. Na złamanie nogi. Bandyckie wejście. I znów powiem – gdyby nie było VAR, powiedziałbym – trudno, sędzia nie widział dokładnie.

Tyle że Sylwestrzak podbiegł do monitora i mógł spokojnie, na obrazku, kilka razy zobaczyć, co tam się wydarzyło. Mógł zobaczyć, jak wygląda szkoleniowy faul na poważną kontuzję. Jak wygląda szkoleniowy faul na czerwoną kartkę, który powinien być pokazywany na kursach sędziowskich.

I nie zmienił swojej decyzji. Utrzymał wycenienie tego wejścia na żółtą kartkę.

Szczerze mówiąc, to się nie mieści w głowie. I naprawdę tego nie można w żaden sposób zrozumieć. Niestety – powtórzę – wtórował mu Kamil Kosowski, co jeszcze bardziej zwiększyło rangę absurdu tej sytuacji (w Lidze+Extra Kosa już nie był taki hardy w swojej pierwotnej wersji). Adam Lyczmański uznał tę sytuację za oczywistą czerwień. No ale ostatecznie nikt nie pochylił się nad tym, że jakkolwiek brak czerwonej kartki w pierwszym momencie to był błąd, ale brak zmiany decyzji po VAR-ze to po prostu jeden wielki skandal i kompromitacja sędziego.

Niektórzy próbowali to jakoś głupio tłumaczyć, że Pankov podwinął nogę w ostatniej chwili. Nie – w ostatniej chwili to nogi podwinął Nowak. Bo gdy zobaczył, że wpierdala się na niego z całą petą lokomotywa, to instynktownie próbował zrobić wszystko, żeby uniknąć czołowego zderzenia. Dobrze powiedział Paweł Paczul w Lidze Minus, że te teorie o podwinięciu nogi przez Pankova, to trochę jakby samochód przypierdzielił w ścianę, a kierowca potem pokazywał na zgnieciony przód i mówił „ale przecież hamowałem”.

No i tak to się kula w tej naszej kopanej. Z jednej strony sędziowie raz lepiej sędziują, raz gorzej, ale szkoda, że choć sprawa z błędami z piątkowego meczu stała się medialna, to i tak wszyscy o niej zapomną, a Sylwestrzak dalej sobie będzie sędziował w najlepsze.

A mecz ten zapisze kolejny rozdział w historii sędziowie przeciw GKS w potyczkach z Legią.

Kontynuuj czytanie

Felietony

Duma i wściekłość

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zdania po wczorajszym meczu były raczej zgodne. Z gry GKS wszyscy byli zadowoleni, ale pozostawał niedosyt, że nie udało się tego spotkania wygrać. Katowiczanie znów zaprezentowali się dynamicznie, bardzo walecznie, pokazali też swoje atuty piłkarskie. Zabrakło „tego czegoś”, co dałoby naszemu zespołowi trzy punkty.

Przed meczami z Widzewem – patrząc na formę naszych nadchodzących rywali – wymyśliłem sobie zestaw punktów i moje ustosunkowanie do nich. Mieliśmy się bowiem zmierzyć z rywalami, którzy są w różnego rodzaju rozsypce – Widzew ze zbieraniną gwiazd i trenerem stand-uperem, gadającym takie banialuki na coraz to kolejnych konferencjach, że szkoda gadać. Oraz Legią, pogrążaną w kryzysie, której kibice krzyczą, że jak Legia spadnie, to ich „zajebią”. Tak więc ten zestaw punktów wyglądał następująco: „2 – chujowe minimum, 3 – minimum, 4 – dobrze, 6 – idealnie”.

Przy okazji wybaczcie, że dziś nie będę wykropkowywał przekleństw, ale im dalej od meczu, to zamiast się uspokajać, coraz się bardziej wkurwiam. Ale o tym później.

Wracając do punktów. Trochę słabo by to wyglądało, gdybyśmy z tą zbieraniną z Łodzi i zdołowaną Legią zdobyli jedno czy dwa oczka. Ale po Widzewie były już trzy, więc to minimum zostało wykonane. To nie oznaczało jednak, że gdybyśmy przegrali z Legią, byłbym zadowolony. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że wszystkich meczów wygrać się nie da. Więc jeśli nie da się – to przynajmniej zremisujmy po dobrej grze. A to miało miejsce wczoraj. Więc wyszedł moduł „4 punkty – dobrze”.

Oczywiście ta moja tabelka punktów odnosiła się TYLKO do dorobku punktowego. On się zgadza – i to jest super. Bo jakbym miał spojrzeć na samą postawę zawodników – to już bym powiedział, że było znakomicie. O meczu z Widzewem pisałem. Jeśli chodzi o Legię, to naprawdę nasz zespół znów spisał się bardzo dobrze. Obawiałem się, czy po aż tak „wojennym” meczu jak z Widzewem, katowiczanie będą potrafili na tej samej intensywności z Legią zagrać. Okazało się, że potrafią, więc surowe mięso jak widać jest najlepszej jakości. Do tego widać, że piłkarsko nasz zespół naprawdę ma swoją jakość, próbuje tę piłkę rozgrywać, przesuwa akcje do przodu, gramy krótko, a czasem długo (i celnie!). Brakuje czasem trochę ogarnięcia z przodu, jakiegoś dobrego rozwiązania. Eman Marković hasa na skrzydle, ale mógłby lepiej czasem dograć. Wierzę jednak, że ta efektywność w ofensywie przyjdzie, bo przyjść musi. Nie da się grać idealnie i błędy zawsze będą. I mimo, że właśnie wymieniam tu Emana w kontekście rozwiązywania sytuacji, to i tak uważam, że jego zmiany były bardzo dobre.

GieKSa trochę dała pograć Legii w pierwszej połowie. Z naciskiem na „trochę”. Legioniści też byli dynamiczni i waleczni, jakby naprawdę chcieli wyjść z tego swojego kryzysu. Więc podchodzili pod to nasze pole karne, raz kapitalnie interweniował Rafał Strączek po strzale głową Kuna. Ale nawet i tu – mimo, że przed przerwą było trochę gorzej z naszym pressingiem – GKS z samej gry miał więcej niż w pierwszej połowie meczu z Widzewem. Po przerwie Legia nie miała już praktycznie nic. Defensywne działania GKS zaczynają się już daleko od naszego pola karnego i Legia w dużej mierze została zneutralizowana. Co prawda był krótki moment chaosu w okolicach 70. minuty, ale z grubsza, cała ta połowa była bardzo dobra.

Musimy ten remis cenić też z innego powodu. GieKSa ten mecz przegrywała i wcale nie było oczywiste, że doprowadzimy do wyrównania. Sam gol – to błędy po naszej stronie, ale też trzeba docenić piękną akcję Legii. Poklepali i rozegrali to kapitalnie. Końcowa faza to wiadomo – dośrodkowanie i dał się Lukas Klemenz wyprzedzić małemu Biczachczjanowi, co raczej nie powinno mieć miejsca. Czy Strączek miał szansę odbić tę piłkę? Oczywiście, że miał, bo przecież widać, że próbował trafić dłonią w piłkę, ale nie trafił. Nie wiem, czy to błąd, ale kompletnie się tu golkipera nie czepiam. Było blisko, czas reakcji krótki, więc myślę, że w takiej sytuacji jak piłka przysłowiowo „śmiga koło ucha”, czyli dłoni, to jest w tym też element bramkarskiego szczęścia.

No ale do 45. minuty było 0:1 i na przerwę mogliśmy schodzić na debecie. Tymczasem Bartek Nowak i Borja Galan zrobili coś, co odmieniło losy tego meczu, a bramka miała znaczenie nie tylko wynikowe. Dając takiego „pancza”, jak mówi trener Igor Jovicević, siadło Legii na morale na całą drugą połowę. I Legia już nie była tą samą drużyną, o czym po meczu mówili trener Marek Papszun i Bartosz Kapustka. Gol był na wagę złota.

W tym sezonie to nam strzelano bramki do szatni. Swego czasu przez wiele meczów – co mecz. Wyliczaliśmy to, bo było to irytujące. Sytuacja jednak się zmieniła. My już tych goli do szatni nie tracimy, a na domiar dobrego – sami je strzelamy. I tak było i z Widzewem, i z Legią. Na przerwy dwóch ostatnich meczów schodziliśmy w wyśmienitych nastrojach.

Znów swoje zrobiły stałe fragmenty gry. Znów fenomenalnie wykonuje je Bartosz Nowak. Zawodnik ma fenomenalne liczby w tej rundzie. Brał udział przy każdej z czterech bramek. Jedną zdobył, a trzy razy tak bił rzuty rożne czy wolne, że koledzy zdobywali bramki. Absolutnie fenomenalne. I choć ja bym powiedział, że Bartek chce czasem coś zrobić… za ładnie, za elegancko i nie zawsze to wyjdzie, to stwierdzam, że… może, bo to nasz wybitny zawodnik.

Przejdźmy do spraw mniej przyjemnych i już chyba domyślacie się, o co chodzi. Przyznam szczerze, że sam jestem bardzo ostrożny w ocenianiu decyzji arbitrów – ostrożny w tym sensie, że chyba mam już tyle lat, że jak czarne jest czarne, to nie udaję, że jest białe. Oczywiście będąc kibicem mojego klubu wiadomo, że mam ulgę, gdy sędzia podjął błędną decyzję na korzyść mojej drużyny. Taki to już kibicowski szowinizm. Ale nie będę udawał czy ściemniał, że tego błędu nie popełnił. Miałem swoje zdanie na temat pewnych derbów Trójmiasta i decyzji sędziego w końcówce. Ale wyszło jak wyszło – i bardzo szczęśliwie dla nas.

W ekstraklasie de facto przez te półtora sezonu nie miałem jakichś uwag do sędziów. W naszych meczach wielkich kontrowersji nie było. Nie przypominam sobie meczu, w którym mogliśmy mieć pretensje. Raczej kontrowersje, które się przewijały w przestrzeni medialnej, dotyczyły decyzji sędziów na naszą korzyść. Pamiętamy gol N’Diaya z meczu z Motorem w poprzednim sezonie (tam faktycznie chyba powinien być uznany) czy wyrównująca bramka dla Radomiaka w obecnym.

Ale to co się odjebało wczoraj, to już było po prostu słabe. Ze stadionu tego aż tak nie widziałem, ale później oglądając sobie powtórki, złość zaczęła narastać. I dziś rano zamiast wstać spokojniejszym – było wręcz przeciwnie.

Trzy sytuacje. Pierwsza to łokieć Patryka Kuna przy próbie dośrodkowania Marcina Wasielewskiego. Sytuacja nietypowa i można ją różnie rozpatrywać. Przede wszystkim łokieć wystaje zdecydowanie poza obrys sylwetki Kuna, a zawodnik obraca się w taki sposób, że tę rękę wykorzystuje do zablokowania piłki. Wydaje się, że intencjonalnie. I osiągnął z tego korzyć.

Druga to sytuacja Tobiasza z Ilją. Przecież bramkarz centralnie lewą ręką popycha napastnika w plecy, gdy ten jest przed pustą bramką. Jeszcze na szybko puszczając powtórkę na meczu mogłem się zgodzić z komentatorami, że jest to „za miękkie” na karnego. Ale wygląda na to, że Kacper przeszkodził ewidentnie Ilji w zdobyciu gola.

O ile jednak te dwie sytuacje można jeszcze rozpatrywać interpretacyjnie, choć dziwi mnie, że sędzia nie podchodził do monitora, to jest jeszcze trzecia sytuacja. I tutaj uważam, że to jest kompletny skandal. Pankov niemal łamie nogi Nowakowi, sędzia jeszcze ogląda tę sytuację na VAR-ze i utrzymuje żółtą kartkę.

Powtórzmy to jeszcze raz – Pankov WPIERDALA się prostą nogą i korkami w nogi Nowaka i grozi naszemu pomocnikowi poważną kontuzją. I teraz komentatorzy Kamil Kosowski i Adam Marchliński wili się, żeby zawodnika Legii tłumaczyć – że podwinął nogę w ostatniej chwili. I bardzo chwalili sędziego za utrzymanie w mocy kartki żółtej. Przecież to jest niepojęte. Nawet jeśli Pankov minimalnie ugiął nogę w ostatniej chwili to zrobił to i tak zdecydowanie za późno. To jest tak ewidentna czerwona kartka, że tu nawet nie ma co dyskutować. I naprawdę śmiem twierdzić, że jeśli ktokolwiek bezstronny uważa, że żółta kartka to dobra decyzja – to świadomie lub nie, ale faworyzuje Legię.

Powiem tak, bo idealnie napisał Mariusz Polak na Twitterze: „Ciekawy mecz w Katowicach. Coś mi podpowiada, że większość kibiców w Polsce trzyma kciuki za gospodarzami, a większość dziennikarzy sportowych za gośćmi”.

Nic dodać, nic ująć. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale nie zdziwię się, jak zaraz zacznie wyciąganie Legii za uszy ze strefy spadkowej. GieKSie wczoraj należał się z tych dwóch sytuacji przynajmniej jeden rzut karny. A czerwona kartka dla Pankova jest bezdyskusyjna. Niepokazanie jej, to było przyzwolenie na boiskowy bandytyzm.

Szkoda tego meczu, bo naprawdę można go było wygrać. W pewnym sensie przełamaliśmy fatum, w końcu nie przegraliśmy z Legią, która nam nie leżała w końcówce lat 90. i na początku lat 2000, nie leżała nam i teraz. W końcu w całości zagraliśmy mecz, jak równy z równym. Zabrakło tylko kropki nad i.

Miło, że przyczyniliśmy się do pobicia przez Legię niechlubnego rekordu 12 meczów z rzędu bez zwycięstwa w lidze. GKS kiedyś był często klubem na przełamanie dla innych. Teraz to już nie ma miejsca.

Katowiczanie dalej idą łeb w łeb z poprzednim sezonem, a konkretniej – z początkiem roku. Rok temu też w pierwszych trzech meczach wiosny mieliśmy 7 punktów. Tyle że rok temu trzeci mecz to była wojna, ale mało piłki z Piastem u siebie, a teraz wojna, z dobrą piłkarską kwestią.

Możemy być dumni z piłkarzy, spisali się na medal. Mamy piękną drużynę. Kibice też wczoraj zaprezentowali się kapitalnie – komplet, wspaniały doping, wszyscy nakręceni. Kolorytu oczywiście dodał wypełniony sektor gości i kibice Legii, którzy również świetnie dopingowali. To było kolejne piłkarskie święto na Nowej Bukowej.

Czekamy na Arkę. Wracamy do miejsca wielkiego triumfu. To jest historia, piękna historia. Ale teraz czas napisać kolejny jej rozdział.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Czerwiński: To my graliśmy lepiej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po zremisowanym meczu z Legią porozmawialiśmy z Alanem Czerwińskim o atmosferze w klubie i na murawie, kontrowersjach sędziowskich, a także jego roli w szatni. Nie zabrakło również pytania o ulubionego krepla, a po odpowiedzi zapraszamy do lektury.

Ostatnie dwa mecze to twoje dwa udane strzały. Do trzech razy sztuka?
Alan Czerwiński: Mam taką nadzieję, dobrze się z przodu odnajduję. Szkoda, że obydwa strzały były na lewej nodze i nie mogłem pokazać mojej prawej, która jest dużo dokładniejsza. Naprawdę szkoda, że dzisiaj ta bramka nie wpadła, bo byłaby takim stemplem. To był idealny mecz na takiego gola, bo to byłoby po prostu piękne trafienie i szkoda, że nie wpadło.

Grałeś kilka meczów z dolegliwościami. Już wszystko w porządku?
Tak, dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. W mojej głowie tak naprawdę nie ma tego urazu. Gdybym wychodził na mecz zastanawiając się, czy wszystko jest okej, miałbym spory problem. Dużo pracuję mentalnie nad przygotowaniami do meczu. W myślach nie mam żadnego urazu, nie kalkuluję nic, gram na 100% i to jest dla mnie najważniejsze w przygotowaniach. Gdy gram na 100%, mogę pokazać wszystkie umiejętności i to, co mam najlepsze.

Za twojego poprzedniego pobytu w Katowicach Legia walczyła w Lidze Mistrzów, a teraz drży o utrzymanie. To zmieniło podejście do tych spotkań?
Mecz z Legią zawsze wzbudza większe emocje wśród zawodników i kibiców. Atmosfera dzisiaj była… no fantastyczna. Nie ma co ukrywać, u nas kibice są tym dwunastym zawodnikiem. W poprzednim meczu żyli tym meczem, tak samo dzisiaj. Bardzo fajnie grać dla nich i zostawiać zdrowie dla kibiców, bardzo za to dziękujemy i to doceniamy. Co do Legii, są w fazie przebudowy, ale dalej mają dobrych zawodników i trochę jakości.

Ale tylko trochę?
Myślę, że to my dzisiaj graliśmy lepiej. Zasłużyliśmy na trzy punkty, taka jest moja opinia. Szanujemy ten remis i jeden punkt, ale staraliśmy się, a kibice też to myślę widzieli – nie grać na remis i powalczyć o trzy punkty. Walczyliśmy do końca, stworzyliśmy kilka sytuacji i zabrakło jedynie centymetrów.

Lukas Klemenz ostatnio powiedział piękne słowa, że zaangażowania i takiej zgranej ekipy nie da się po prostu kupić.
Charakterologicznie jest to świetnie dobrane. Trener sobie to układa i to się dobrze zazębia. Mam nadzieję, że będziemy to trzymać, bo przed nami trudne mecze. Będziemy potrzebować wsparcia kibiców jak dzisiaj, czy tydzień temu z Widzewem. To nas niesie i razem możemy walczyć w każdym meczu o punkty.

Kogo nie spytać, wyróżni Alana Czerwińskiego jako tego, który coś potrafi powiedzieć w szatni.
Generalnie staram się nie mówić za dużo, rozluźniać atmosferę. Nie jestem spiętym zawodnikiem, ale nie boję się wygłaszać swojego zdania. Zawsze chcę pomóc młodym chłopakom, ze starszymi zawodnikami mam dobre relacje. Po prostu nie boję się powiedzieć swojego zdania, w piłce przeżyłem już bardzo dużo. Zagrałem wiele poważnych meczów o sporym ciśnieniu, w Lidze Europy czy Konferencji. Jeden błąd waży tam bardzo dużo. Nie boję się wypowiadać, oczywiście słucham też innych chłopaków – wymieniamy się poglądami i to jest fajne. Nie zamykam się na ich zdanie, a oni na moje. Doskonale to wszystko funkcjonuje. Jeżeli chodzi o odzywanie się w szatni, bardzo to lubię. Rozluźniam atmosferę, żartem czy też dobrym słowem do naszej kochanej młodzieży.

Masz jakieś sposoby na kontrowersyjne decyzje sędziego, czy już się po prostu tym nie przejmujesz?
Totalnie nie, na mnie to już nie wpływa. Dostałem żółtą kartkę i musiałem grać ostrożnie, bo czasem to przypadek decyduje o tym, czy obejrzysz drugi kartonik. Kontrowersje sędziowskie? Pewnie jakieś były, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że nawet mogliśmy dostać rzut karny?

Można było dopatrzeć się nawet trzech potencjalnych jedenastek.
No to naprawdę szkoda, taki karny by nam dzisiaj bardzo pomógł. W tej szesnastce się kotłowało, a to z kolei świadczy o tym, że dochodziliśmy do sytuacji. Legia miała dzisiaj z nami problem.

Było widać przy jednej z ostatnich akcji, że instynktownie chciałeś odpychać rywala, a później cofnąłeś ręce.
Tak, tak. Wyszedłem bardzo wysoko, on sobie dzióbnął tę piłkę. W pierwszym odruchu normalnie bym akcję od razu kasował, bo wolę dostać żółtą kartkę. W ostatnim momencie, naprawdę ostatnim, zaświeciła mi się lampka i odsunąłem ręce. Przybiłem sobie brawo za tę decyzję, bo czerwona kartka mogłaby zupełnie zmienić oblicze meczu w samej końcówce.

Końcówki na Arenie Katowice faktycznie należą do was, łapiecie flow z kibicami. Mocniejszy doping to lepsza akcja i odwrotnie.
Dokładnie tak, w meczu z Widzewem to bardzo mocno odczułem. Jeden z nas zrobił wślizg, trybuny się jeszcze bardziej ożywiły i to nas dalej napędzało. Dawno nie miałem tak, by kibice żyli z drużyną, a drużyna z kibicami. Mega mi się to podoba, to naprawdę pomaga.

Jak radzą sobie nowi zawodnicy?
System nie jest najłatwiejszy, ale mamy taką drużynę, że od razu czują się bardzo dobrze. Jesteśmy otwarci. Kiedyś nie widziałem takich rzeczy, gdy przychodził nowy zawodnik, jak mu pomóc czy doradzić. Teraz staramy się, ja się staram, być bardzo dobrym kolegą. Służyć żartem, pomocą, żeby jak najszybciej się odnaleźli i dobrze czuli. Całej drużynie to wychodzi na dobre, że szybko się wkomponowują. Warunek jest jeden: będziesz się czuł dobrze, jeśli dasz z siebie 100%. Jeśli nie dasz z siebie wszystkiego, będziesz się tu czuł źle i tyle.

Tłusty czwartek za nami, jaki twój ulubiony pączek? Lukier czy cukier puder?
Zdecydowanie lukier. Ulubiony z czekoladą, jadłem z moją córką. Ja sobie takiego sprawiłem i jej też takiego przywiozłem, bardzo takie lubi. Polany czekoladą i z czekoladą w środku, nie odmówiłem sobie (śmiech).

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga