Piłka nożna Prasówka
Media o meczu GieKSa-Resovia: Wieczór na przełamanie?
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wieczornego meczu GKS Katowice – Resovia Rzeszów.
1liga.org – 1 Liga Stats: 24. kolejka. Zapowiedź
W piątek rozpoczynamy ostatnią w tym miesiącu kolejkę Fortuna 1 Ligi. Następna zakończy się już w kwietniu, a wszystko ze względu na powołania do młodzieżowych reprezentacji. Dla jednych jest to zatem najlepszy moment, aby skorzystać z formy zwyżkowej, inni z kolei będą chcieli wykorzystać nadchodzącą przerwę, aby poprawić wyniki po wznowieniu rozgrywek.
[…] GKS Katowice – Apklan Resovia Rzeszów (18 marca, sobota, 20:00)
Nie jest to najlepsza wiosna dla zespołu GKS-u Katowice, który w 2023 roku notuje niechlubną serię meczów bez wygranej (w sumie już 6 z rzędu), przy tym punktując najsłabiej w całej lidze: katowiczanie zdobywają raptem 0,6 punktu na mecz, choć przecież jesienią zbierali średnio 1,5 „oczka” co starcie. Resovia z kolei w ostatnim czasie wrzuciła wyższe obroty, wygrywając 2 z ostatnich 3 meczów, w których nie straciła żadnego gola.
Fantasy 1 Liga: Zapowiedź 24 kolejki
[…] GKS Katowice – Apklan Resovia Rzeszów
GieKSa nie wygrała 6 ostatnich spotkań ligowych, tylko trzy z nich zremisowała i straciła aż 13 bramek. Trener Górak musi znaleźć receptę na odblokowanie drużyny i przywrócenie jej zawodnikom wiary we własne możliwości. Mecz przeciwko Sandecji zaczęli dobrze, stwarzali sytuacje bramkowe i kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku, obejmując prowadzenie po samobójczym trafieniu Nekicia. Sztab szkoleniowy zdecydował się na ofensywne ustawienie z Rogoniciem i Arkiem. Decydującym momentem okazał się niewykorzystany przez Jakuba Araka rzut karny. Trener Górak wyjaśnił na pomeczowej konferencji, że etatowy wykonawca „jedenastek” Arkadiusz Jędrych w przerwie meczu zgłosił problemy z kolanem, dlatego zawodnicy uzgodnili, że do wykonywania stałego fragmentu gry podejdzie napastnik. GKS rozegra na Bukowej mecz z Resovią, który ma dać odpowiedź, czy zespół jest w stanie jeszcze o coś walczyć w tym sezonie, poza środkiem tabeli. To będzie ciężki sprawdzian dla podopiecznych trenera Góraka, ponieważ presja ze strony kibiców GieKSy staje się coraz większa. W walce o wygraną pomoże już Grzegorz Rogala, a decydująca może okazać się postawa doświadczonego Adriana Błąda.
Resovia w poprzednich kolejkach nie zachwycała swoją grą. W ostatnim meczu przeciwko Odrze zobaczyliśmy jednak trochę inne oblicze zespołu z Rzeszowa. Przeciwko defensywnie grającej Odrze podopieczni trenera Hajdo potrafili rozegrać kilka ciekawych akcji, a ich gra mogła podobać się kibicom zgromadzonym na stadionie. Na wyróżnienie w ofensywie zasługują zdobywca bramki, obrońca Rafał Mikulec, asystujący mu Marek Mróz oraz Mehdi Lehaire. Resovia znacznie gorzej radzi sobie na wyjazdach. Ostatnie cztery z nich kończyła porażkami (stosunek bramek 1-10). Z GieKSą jeszcze nie wygrała, a poprzednie trzy spotkania w Katowicach kończyły się remisami.
zagranie.com – GKS Katowice – Resovia
[…] Ekipa gospodarzy kiepsko weszła we wiosenne zmagania w 1. lidze. Świadczy o tym fakt, że nie wygrała żadnego z pięciu rozegranych od zimowej przerwy meczów, przez co, po raz kolejny ugrzęzła w środku ligowej stawki. Jak co roku ambicje Katowiczan są wysokie i sięgają awansu do Ekstraklasy, jednak za każdym razem brakuje im po prostu sportowej jakości, by na dłuższą metę rywalizować z najlepszymi, a bieżący sezon jest kolejnym tego przykładem. Resovia natomiast od samego początku zmagań jest jednym z zespołów, które walczą o utrzymanie i w dalszym ciągu jest ona niebezpiecznie blisko strefy spadkowej. Na ten moment Sovia jest 14. w ligowej tabeli, a jej przewaga nad Skrą Częstochowa wynosi trzy punkty. W ubiegły weekend podopieczni Mirosława Hajdy pokonali u siebie Odrę Opole, więc do nadchodzącej rywalizacji z GKS-em Katowice podejdą w dobrych humorach i z wiarą w kolejne zwycięstwo.
[…] Przed nami mecz zespołów, które stanowią grupę zespołów co najwyżej przeciętnych. W teorii nieco większe szanse na wygraną będą mieć tutaj Katowiczanie, przez co to oni będą faworytem bukmacherów. Zespół Rafała Góraka nie jest jednak w najlepszej formie, dalej ma kłopoty z nadmiernym traceniem bramek, co zresztą niekiedy dotyczy także Resovii, na co przykładem jest zanotowana przed dwoma kolejkami porażka 0-4 z Arką.
podkarpacielive.pl – 1 liga: Kolejny trudny wyjazd Resovii. Rzeszowianie zagrają z GKS-em Katowice
Przed nami kolejne wyjazdowe starcie Apklan Resovii. Już jutro w ramach 24. kolejki Fortuna 1 ligi „Pasiaki” zagrają z GKS-em Katowice.
Po ostatnim ligowym spotkaniu z Odrą Opole Resovia oddaliła się od strefy spadkowej, co ważne w kontekście dalszej części sezonu, w tym meczu zobaczyliśmy zupełnie inne oblicze „biało-czerwonych” niż w starciu z Arką Gdynia. Zwieńczeniem dobrej gry rzeszowian były dwie bramki, których autorami byli Rafał Mikulec i Ruben Hoogenhout. Ważne trzy punkty pozwoliły Resovii uplasować się na 14 miejscu w ligowej tabeli. Przewaga nad strefą spadkową jest jednak nadal niewielka, ponieważ wynosi tylko „trzy oczka”.
Teraz Apklan Resovię czeka kolejne trudne zadanie, bowiem jutrzejszym rywalem „Pasiaków” będzie GKS Katowice. „GieKSa” zajmuje 10. miejsce w tabeli i ma na swoim koncie 30 punktów. Podopieczni Rafała Góraka wciąż czekają na przełamanie, ponieważ nie zaznali smaku zwycięstwa od sześciu ligowych spotkań. W ostatniej kolejce GKS Katowice zremisował z Sandecją Nowy Sącz (1-1), a wcześniej zanotował dwie porażki: z Wisłą Kraków (1-3) i Zagłębiem Sosnowiec (1-2). Ostatni raz Resovia mierzyła się z „GieKSą” w 7. kolejce Fortuna 1 ligi, wtedy lepsi okazali się goście i zwyciężyli 1-0. Autorem zwycięskiej bramki był Patryk Szwedzik.
W jutrzejszym meczu w składzie „Pasiaków” na pewno zabraknie kontuzjowanego Branislava Pindrocha, a także Kamila Antonika, który będzie pauzował za kartki. W drużynie gospodarzy nie zobaczymy natomiast Marcina Wasilewskiego i Michała Kołodziejskiego, którzy również nie wystąpią z powodu nadmiaru żółtych kartek.
sportdziennik.com – Wieczór na przełamanie?
Po 6 z rzędu meczach bez zwycięstwa atmosfera wokół katowiczan zgęstniała. Przed reprezentacyjną przerwą poprawić ją może jedynie zwycięstwo z solidną tej wiosny Resovią. GieKSa to jedyny pierwszoligowiec, który w tym roku nie wygrał jeszcze meczu. Czy przełamie złą serię w sobotni wieczór? Do Katowic zawita Resovia, czyli zespół niepotrafiący zwyciężyć na wyjeździe od 14 października, ale w tej rundzie punktujący solidnie, uskrzydlony dobrym występem z Odrą Opole (2:0) i ucieczką ze strefy spadkowej.
Po porażce z Wisłą Kraków, a przed meczami z Sandecją i Resovią, trener katowiczan Rafał Górak zwracał uwagę, jak ważne będzie to, co wydarzy się do reprezentacyjnej przerwy w rozgrywkach. Pierwszy z tychże meczów nie zakończył się pomyślnie – mimo dobrej gry, prowadzenia i rzutu karnego, GKS nie był w stanie wygrać w Niepołomicach z sądeczanami, a klimat wokół drużyny jeszcze zgęstniał. Kibice mieli pretensje, że zawodnicy nie mieli po końcowym gwizdku ochoty wysłuchiwać ich żali i w którymś momencie zmierzając w stronę sektora gości odwrócili się na pięcie.
Dzisiaj tylko 3 punkty sprawią, że nastroje nie ulegną pogorszeniu, a coraz baczniej trzeba śledzić też sytuację w tabeli. I liczyć nie tylko stratę do szóstki, wynoszącą 7 „oczek”, ale też zerknąć na to, co za plecami. Zapas nad strefą spadkową wciąż jest spory, bo 9-punktowy, lecz przecież w razie porażki uważana za kandydata do spadku Resovia może doskoczyć do GieKSy na 3 punkty. Ta ostatnio wygrała w listopadzie z Chojniczanką i to był zarazem ostatni mecz z czystym kontem. Potem przyszły porażki z ŁKS-em, Zagłębiem i Wisłą oraz remisy z Niecieczą, Podbeskidziem i Sandecją. W każdym z tych spotkań GKS był w stanie zdobyć tylko 1 bramkę.
Po przegranej z Wisłą i dokonanych zmianach trener Górak dodawał sobie otuchy, że kierunkiem na najbliższą przyszłość może być zmiana ustawienia. Tydzień temu drużyna wybiegła na boisko z dwoma nominalnymi napastnikami – Marko Roginiciem i Jakubem Arakiem.
– W pierwszej połowie nieźle to funkcjonowało, kontrolowaliśmy piłkę, to dawało nam sporo sytuacji, dlatego szkoda, że nie zamieniliśmy ich na bramkę na 2:0. Tak naprawdę musimy pracować nad każdym elementem. Gdybyśmy byli u góry tabeli, powiedziałbym konkretniej, ale skoro jest, jak jest, to musimy się skupić nad wszystkim w ofensywie i defensywie. Musimy wiele poprawić w treningach, by w kolejnych meczach było lepiej – oceniał surowo Adrian Błąd, pomocnik GieKSy, który wrócił już do gry po urazie barku. Wygląda na to, że z problemami zdrowotnymi uporał się też Grzegorz Rogala i to bardzo dobra informacja w kontekście obecnego stanu kadrowego. W Niepołomicach bowiem czwartą żółtą kartkę w sezonie ujrzał Marcin Wasielewski. Dotąd nie opuścił żadnego z 23 spotkań, każde zaczynał w wyjściowym składzie. Teraz musi pauzować i na prawy, wahadle robi się luka. Zapewne zapełni ją Dawid Brzozowski – młodzieżowiec grał już w Niepołomicach, bo Wasielewski został przesunięty na lewą stronę, właśnie po to, by zastąpić wspomnianego Rogalę. Ten pojawił się na boisku na ostatnich 10 minut i teraz powinien być już gotowy na więcej. Poza tym, trenerowi Górakowi – również z powodu kartek – wypadł Michał Kołodziejski, dlatego znów trzeba dokonać zmian w trójce stoperów. Z Sandecją stanowili ją także Bartosz Jaroszek i Arkadiusz Jędrych. Możliwe, że do gry wróci Daniel Tanżyna, który po porażce z Wisłą i popełnionych błędach (sprokurowany karny, współudział przy 3. straconej bramce) tydzień temu usiadł na ławce. Alternatywą jest Grzegorz Janiszewski.
Rzeszowianie nastawiają się dziś na trudną przeprawę. – W Katowicach będzie ciężko. Znamy statystyki. GieKSa jest głodna zwycięstw, potraktują to jako mecz na przełamanie, który trzeba wygrać za wszelką cenę, dlatego musimy być jeszcze bardziej zmobilizowani i skoncentrowani – mówi bramkarz Paweł Łakota, który w meczu z Odrą udanie zastąpił kontuzjowanego Branislava Pindrocha.
– Czeka nas bardzo trudne zadanie. Katowice w tej rundzie nie mają szczęścia, nie zdobywają punktów, czekają na mecz na przełamanie. Liczą, że nastąpi to z nami. My postaramy się, by wyjść na boisko z innym nastawieniem niż w Gdyni. 0:4 tam to była nie porażka, a klęska. Każdy mecz gramy o życie, nie jest łatwo – dodaje [Mirosław Hajdo], szkoleniowiec Resovii, która jesienią przegrała z GieKSą 0:1.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze