Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu Arka-GieKSa: Wielka gra w Gdyni, czyli mecz o Ekstraklasę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat popołudniowego meczu Arka Gdynia – GKS Katowice.

 

1liga.org – Wielka gra w Gdyni, czyli mecz o ekstraklasę

Pełne trybuny, sąsiedzi w tabeli rywalizujący o drugie miejsce i bezpośredni awans – trudno o lepszą sportową reklamę meczu Arki z GKS-em Katowice. W niedzielne popołudnie (godz. 15:00) rozegra się bój, którego końcowym celem jest ekstraklasa.

Nie tak wcale dawno w Katowicach popularne było hasło „ekstraklasa albo śmierć”. Marzenia i nadzieje kibiców „GieKSy” przez wiele lat pozostawały w sferze marzeń. Ten sezon jednak wszystko zmienił. Zespół ze stolicy Górnego Śląska napędzany świetnymi wynikami w rundzie wiosennej w ostatniej kolejce sezonu ma szansę przegonić w tabeli Arkę. Żeby tak się stało, GKS musi wygrać. Arce do utrzymania drugiego miejsca wystarczy remis. – Nie będziemy bronili remisu i też nie zgadzam się z opiniami, że broniliśmy remisu z Lechią – odpowiada doświadczony obrońca Arki Martin Dobrotka. – Będziemy grali aktywnie. A aktywne granie jest wtedy, kiedy obrońcy wymieniają się piłką i przygotowują atak pozycyjny. Postawimy na naszą grę, którą prezentujemy przez cały ten sezon. Mam nadzieję, że wszystko się dobrze skończy – dodaje defensor.

Arka mogła i powinna zapewnić sobie awans dużo wcześniej. Ostatnie wyniki nie ułożyły się jednak po myśli drużyny Wojciecha Łobodzińskiego. Mowa tu o meczach wyjazdowych. Żółto-niebiescy niespodziewanie zremisowali 0:0 z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Z kolei we wcześniejszym meczu poza domem przegrali 0:2 ze Zniczem Pruszków.

Dzięki niedawnej wygranej 1:0 z Zagłębiem Sosnowiec, Arka potrzebowała punktu do realizacji celu. Przed nią były derby Trójmiasta z Lechią. Arkowcy jechali tam z myślą o wywalczeniu przepustki do wyższej klasy rozgrywkowej. Przez większość spotkania dominowali, mecz mogli rozstrzygnąć na swoją korzyść, bo mieli ku temu wiele okazji. Mimo gry rywala w dziesięciu od 37. minuty skończyło się porażką Arki 1:2. Gola, który kosztował ich utratę punktu stracili w 84. minucie.

– Było ciężko – wraca do derbów trener Wojciech Łobodziński. – Nie będziemy zakłamywać rzeczywistości. Na drugi dzień po meczu spotkaliśmy się, aby się zregenerować i porozmawiać. Niewytłumaczalne jest to, co się wydarzyło i to w zawodnikach siedzi. Ale widzę że te emocje z tych negatywnych przechodzą w ambicję sportową. Jest podrażniona ambicja, zarówno u piłkarzy, jak i u mnie. Idzie to w coraz lepszym kierunku. Po czwartkowym treningu mogę powiedzieć, że wygląda to bardzo dobrze – przyznaje trener gdynian.

Przez większość tego sezonu Arka Łobodzińskiego prezentowała się bardzo dobrze. Była liderem tabeli. Miała serię siedmiu wygranych z rzędu i ośmiu kolejnych spotkań bez porażki. W końcówce jesieni nieco spuściła z tonu, by rundę wiosenną rozpocząć z przytupem – od trzech wygranych. W ogóle wstęp żółto-niebieskich do nowej rundy był efektowny, bo w sześciu z dziewięciu spotkań zgarnęli pełną pulę. Trzy pozostałe mecze zremisowali. To nic na tle GKS-u, który wiosnę ma spektakularną.

Katowiczanie zdołali ograć nawet Lechię Gdańsk. Niedawno rozbili 5:2 Wisłę Kraków, 8:0 Stal Rzeszów. W 15 spotkaniach tego roku (jeden mecz więcej niż Arka co wynikało z zaległości z poprzedniej rundy) uzbierali 35 punktów – siedem więcej od swojego niedzielnego rywala. GKS wygrał wszystkie cztery pojedynki w ostatnim czasie. – Kluczowe jest, aby 34. mecz rozegrać w Gdyni tak, żeby być po nim bardzo zadowolonym. Musimy się przygotować, nic nie zmieniając w samych przygotowaniach, mając zimne głowy – mówi trener GKS-u Rafał Górak.

W rozmowie z polsatsport.pl opiekun trzeciej drużyny Fortuna 1. Ligi odniósł się do sugestii jakoby walka o ekstraklasę była celem samym w sobie katowiczan nie tylko teraz, gdy im tak idzie. – Ja raczej twardo stąpam po ziemi i nie jestem łasy na takie dyskusje. Wiem, jaka jest ta liga. Wiem, że wielu ma ochotę iść wyżej. Wtedy raczej chodziło mi o to, żeby po dwóch sezonach na okrzepnięcie w lidze po awansie zrobić trzeci krok. Gdyby finansowo spojrzeć na ligę, to nie byliśmy i nie jesteśmy faworytem. Pieniądze nie są jednak jedynym czynnikiem decydującym o awansie. Wierzyłem zresztą, że mam przewagę dzięki tej mojej pięcioletniej pracy w GKS-ie. To był pewien proces, pewna metodyka. To wymaga cierpliwości – odpowiada

Nie ma co ukrywać, że presja będzie po stronie Arki. Gdynianie grają ostatnio w kratkę. Co innego GKS – ta drużyna jest rozpędzona. Mentalną przewagę mają bez wątpienia goście. – Bardzo dużo mówi się w Polsce o mentalu i o tym, jak sobie z nim ma radzić trener. Uważam, że ta sfera jest w naszym kraju zaniedbana. Słyszałem wypowiedzi, że piłkarz to nie ma presji, a większa jest w innych dziedzinach życia. Nie zgodzę się, bo jeśli młody piłkarz gra przed 20-, 30-, czy 40-tysięczną publicznością i popełni błąd, to spada na niego fala hejtu. A potem ciężko takiego młodego człowieka pozbierać. My nie mamy wykształcenia psychologicznego. Wspieramy się często psychologiem, którego w klubie mamy od niedawna. Zawodnicy często wzbraniają się przed tą pomocą – obrazowo przedstawia sytuację Łobodziński.

Z wątków sportowych warto dodać, że w rundzie jesiennej GKS zremisował z Arką 1:1. Lepszym zespołem była wtedy Arka, która wyszła na prowadzenie w 19. minucie po golu Olafa Kobackiego. Wyrównał w 73. minucie Arkadiusz Jędrych. Kapitan katowickiej drużyny jest w wybornej formie. To samo można powiedzieć o ofensywnych zawodnikach w talii Rafała Góraka. Gdynianie w ofensywie także są mocni. Szykuje się zatem ciekawa wymiana ciosów, którą obejrzy 11-12 tysięcy kibiców. Wśród nich będą fani GKS-u, którzy wykorzystali wszystkie przysługujące im bilety.

 

sport.trojmiasto.pl – Arka Gdynia – GKS Katowice. Martin Dobrotka: Nie mam problemu powiedzieć, co myślę

– Dla mnie nie było żadnego problemu, aby bez emocji stanąć i powiedzieć, co myślę. Mam nadzieję, że Arka Gdynia będzie walcząca, dobrze grająca oraz wykorzystująca swoje szanse i okazje, a cały stadion będzie ją wspierać. Natomiast po ostatnim gwizdku wszyscy razem będziemy się cieszyć z tego, co w tym sezonie osiągnęliśmy – powiedział nam Martin Dobrotka przed meczem z GKS Katowice i jeszcze przed wizytą „motywującą” ze strony kibiców. Jeśli żółto-niebiescy nie przegrają, zdobędą bezpośredni awans do ekstraklasy. Wygrana gości to im da awans, a Arkę zepchnie do baraży.

[…] Na meczu derbowym nie było z wami piłkarzy kontuzjowanych: Janusza Gola i Dawida Gojnego. Z GKS też nie zagrają, ale mają być w szatni przed meczem. Rzeczywiście są potrzebnie i mogą pomóc?

Oczywiście. Ich słowa, to co powiedzą całej drużynie przed meczem, będzie miało znaczenie, gdyż obaj są doświadczeni. Nawet mogę sobie wyobrazić, co powiedzą…

[…] Czyli podsumowując: jaką Arkę zobaczy w niedzielę 12-13 tysięcy kibiców w meczu z GKS Katowice?

Mam nadzieję, że będzie walcząca, dobrze grająca oraz wykorzystująca swoje szanse i okazje, a cały stadion będzie ją wspierać. Natomiast po ostatnim gwizdku wszyscy razem będziemy się cieszyć z tego, co w tym sezonie osiągnęliśmy. Podobnie było jesienią, na derbach. Wtedy też był pełny stadion. Osiągnęliśmy cel, kibice pomogli i wszyscy się razem cieszyliśmy.

 

dziennikzachodni.pl – Gdzie oglądać mecz o awans do PKO Ekstraklasy? Kibice GieKSy mogą obejrzeć na Mariackiej

[…] O drugie miejsce też oznaczające bezpośredni awans walczą druga Arka Gdynia i trzeci GKS Katowice. Arka mogła świętować już w poprzedniej kolejce, ale przegrała w Gdańsku 1:2, a wystarczał jej remis. W niedzielę w przypadku wygranej i lub remisu z GieKSą gdynianie będą w Ekstraklasie. Zwycięstwo GKS-u oznacza powrót katowiczan do krajowej elity po 19 latach.

Na stadionie Arki zapowiada się frekwencyjny rekord. Na trybunach będą też kibice GKS-u Katowice, którym przyznano 720 biletów.

W niedzielę o godz. 14.50 na antenie Polsatu Sport 2 rozpocznie się Multiliga, podczas której następować będzie łączenie ze wszystkimi stadionami Fortuna 1. Ligi z naciskiem na te, gdzie będą rozgrywane mecze decydujące o awansie, barażach i spadku. Cały mecz Arka – GKS Katowice transmitować będzie Polsat Sport 3.

Oficjalny profil Miasta Katowice na Facebooku zaprasza kibiców GKS-u Katowice na wspólne oglądanie meczu w Gdyni w pubach przy ulicy Mariackiej.

Oto miejsca na Mariackiej, gdzie kibice GieKSy mogą wspólnie zobaczyć transmisję meczu w Gdyni:

Lorneta z Meduzą

Greenpoint Mariacka

Piwiarnia Warka Katowice

Piwiarnia Katowice

Ministerstwo Śledzia i Wódki

Część z fanów zapowiada kibicowanie walczącym o mistrzostwo Polski piłkarkom GKS-u Katowice na stadionie przy Bukowej w meczu Orlen Ekstraligi ze Śląskiem Wrocław (niedziela, godz. 15.30) przy jednoczesnym nasłuchiwaniu wieści z Gdyni.

 

sportowefakty.wp.pl – I liga: ostatnia nadzieja Wisły Kraków

[…] Głównym kandydatem do zajęcia miejsca premiowanego awansem do PKO Ekstraklasy jest Arka Gdynia. Inna sprawa, że wykonanie ostatniego kroku do elity jak dotąd jej nie wychodzi. Tydzień temu podopieczni Wojciecha Łobodzińskiego potrzebowali minimum punktu w derbach z Lechią Gdańsk, tymczasem ponieśli porażkę 1:2, a trzeci w tabeli GKS Katowice zmniejszył stratę do nich do trzech punktów.

Trudno wyobrazić sobie ciekawsze zakończenie rywalizacji o awans niż bezpośredni mecz. Sytuacja w tej części tabeli jest prosta. Arka awansuje, jeżeli wygra bądź zremisuje. GKS potrzebuje kompletu punktów w Gdyni. Rozpędzeni podopieczni Rafała Góraka mają za sobą cztery zwycięstwa oraz serię sześciu meczów bez porażki. W rundzie wiosennej zdobyli aż o siedem punktów więcej niż Arka.

 

gol24.pl – Mecz Arka Gdynia – GKS Katowice online. Grają o bezpośredni awans do Ekstraklasy

[…] Cóż to będzie za finał sezonu! Właśnie te dwie drużyny biją się o drugie miejsce gwarantujące bezpośredni awans do elity. Arce wystarczy remis, GieKSa musi koniecznie wygrać, żeby doszło do zamiany miejscami; traci bowiem trzy punkty.

Za Arką burzliwe dni. W ubiegłą niedzielę przegrała w Derbach Trójmiasta z Lechią Gdańsk (1:2), chociaż grała długo w przewadze zawodnika z powodu czerwonej kartki, a w ostatniej akcji nie dostała karnego mimo faulu.

[…] Dziś Arce też będzie ciężko. GKS to rewelacja wiosny. Po rozbiciu Stali Rzeszów (8:0) uporał się jeszcze z Wisłą Kraków (5:2).

 

sport.tvp.pl – Tego nikt się nie spodziewał. Możliwy głośny powrót do Ekstraklasy!

Jesteśmy gotowi na grę w Ekstraklasie – zadeklarował Krzysztof Nowak, prezes GKS Katowice. Piłkarze tego klubu w niedzielę mogą wywalczyć awans, jeśli w Gdyni pokonają Arkę. – Zachowujemy spokój, bo możliwe są różne scenariusze – dodał.

[…] – Wszystko zależy od nas. Możemy mieć znakomitą końcówkę maja. Po ewentualnym awansie piłkarzy czeka nas bardzo pracowity czerwiec, bo możemy się znaleźć w totalnie nowej rzeczywistości. Wierzę, że to się uda – dodał Nowak i przekazał, że do Gdyni wybiera się 720-osobowa grupa kibiców.

 

dziennikbałtycki.pl – W jakim składzie zagra Arka? Alassane Sidibe będzie gotowy do gry?

[…] W zespole Arki nie brakuje problemów kadrowych. Kilku piłkarzy jest wyłączonych z gry, a występ Alassane Sidibe stoi pod znakiem zapytania.

Przed piłkarzami Arki Gdynia najważniejszy mecz sezonu. Arka ma trzy punkty przewagi nad GKS Katowice, z którym właśnie się zmierzy. Gdynianie nie mogą przegrać, aby utrzymać drugie miejsce w tabeli Fortuny 1. Ligi i zapewnić sobie awans do PKO Ekstraklasy.

[…] Przewidywany skład Arki Gdynia na mecz z GKS Katowice:

Paweł Lenarcik (12 meczów z czystym kontem) – Marc Navarro, Michał Marcjanik, Martin Dobrotka, Kasjan Lipkowski – Michał Borecki, Kacper Skóra, Sebastian Milewski, Hubert Adamczyk, Olaf Kobacki – Karol Czubak.

Rezerwowi: Depka – Predenkiewicz, Turski, Szymański, Staniszewski, Sidibe, Sawicki, Gaprindaszwili, Azacki

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga