Piłka nożna Prasówka
Media o meczu GieKSa-TSP: Kibice GKS Katowice wrócili na Blaszok
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na wczorajszego spotkania GKS Katowice – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:1 (0:0).
sportdziennik.com – Kolejny remis Podbeskidzia – tym razem w Katowicach
Przed meczem zarówno GKS, jak i Podbeskidzie miały na koncie taką samą liczbę punktów. Po ostatnim gwizdku ten stan się nie zmienił i raczej nikt pretensji mieć o to nie może.
Pogoda nie rozpieściła – wiało, lało, było zimno. Mimo tego frekwencja przy Bukowej dopisała, a „Blaszok” po raz pierwszy od dawna wypełnił się niemalże po brzegi, co było rzecz jasna efektem zakończenia bojkotu. Szkoda jednak, że poziom spotkania daleki był od uznania go za ciekawy, w czym warunki – grząska oraz śliska murawa – nie pomagały.
Mimo tego „momenty” były. O kilka efektownych rozwiązań postarał się Niemiec Florian Hartherz, nowy zawodnik Podbeskidzia, który w przeszłości zagrał prawie 200 spotkań w 2. Bundeslidze, a i pierwszej co nieco posmakował. W 8 minucie 29-latek kropnął z dystansu, testując Dawida Kudłę, który musiał pofrunąć w stronę okienka bramki, a niemalże pół godziny później zdecydował się na widowiskowego woleja, chybiając nieznacznie. W ogóle w końcówce połowy to goście byli bliżsi wyjścia na prowadzenie, szczególnie gdy w 42 minucie po precyzyjnym dograniu Goku Romana głową uderzył Krzysztof Drzazga, ale z najwyższym trudem interweniował Kudła.
Nie oznacza to, że GieKSsa nie miała swoich okazji. Kilka jej podań, dośrodkowań czy… wrzutów spowodowało wiele stresu w polu karnym bielszczan, ale gola nie było. Mateusz Marzec w 11 minucie uderzył nieznacznie obok słupka, potem dwukrotnie w nie najgorszych sytuacjach skiksował Jakub Arak, aż w końcu najbliżej był Daniel Tanżyna, który zamykał centrę, strzelił płasko po długim rogu, ale zatrzymał go Matvei Igonen. Można spekulować, czy GKS radziłby sobie lepiej, gdyby do dyspozycji trenera byli Rafał Figiel, Bartosz Jaroszek (obaj pauza za kartki) czy Adrian Błąd (kontuzja).
W drugą połowę lepiej weszło Podbeskidzie. Zaczęło się od kilku obiecujących akcji – i z reguły blokowanych strzałów – by w końcu w 56 minucie Kamil Biliński po centrze Romana głową umieścił piłkę w siatce. Goście jednak długo nie nacieszyli się z prowadzenia. Po godzinie gry ostrzegł ich groźną „główką” Arak, a w 62 minucie „wyplutą” przed pole karne piłkę mocnym strzałem w bramce ulokował Grzegorz Rogala. „Górale” byli jeszcze w szoku, gdy 1,5 minuty później Arak pędził z kolejną akcją, ale uderzył obok słupka.
Mecz zrobił się dużo żywszy niż przed przerwą. Nadal nie brakowało co prawda niedokładności, ale… dało się go oglądać. W 67 minucie gorąco było pod bramką GKS-u, kiedy groźnie uderzali Drzazga i Biliński, a chwilę później niebezpiecznie było po drugiej stronie, gdzie Igonen wybronił strzał Sebastiana Bergiera, który zastąpił Araka. Najwięcej emocji było natomiast… w doliczonym czasie, kiedy Titus Milasius strzelił gola dla Podbeskidzia, ale sędzia odgwizdał spalonego.
sportowebeskidy.pl – Gdyby nie poprzeczka…
Drugi mecz w rundzie wiosennej i drugi remis. Górale po ciekawym spotkaniu podzielili się punktami z GKS-em Katowice.
Świetnie, że Górale pozostają niepokonani od 4 września 2022 r. PR-owo to wygląda bardzo fajnie, w końcu możemy mówić, że zespół ten nie przegrywa meczów. Problem jednak jest w tym, że również nie wygrywa, a samymi remisami Podbeskidzie nie osiągnie zamierzonego celu, jakim jest wejście do strefy barażowej. Plus, względem poprzedniego tygodnia jest jednak taki, że spotkanie z GKS-em było o niebo lepsze niż z Odrą Opole, która stawiała na najprostsze środki, byleby nie przegrać…
W szeregach bielszczan w wyjściowym składzie zadebiutował nowy nabytek Florian Hartherz, który zaprezentował się z dobrej strony. W 8. minucie Niemiec przymierzył z dystansu, jednak czujny był bramkarz „Gieksy”. W odpowiedzi swoich szans szukali Oskar Repka i Jakub Arak – „na posterunku” był natomiast Matvei Igonen. Golkiper Podbeskidzia raz jeszcze błysnął bez wątpienia wysokimi umiejętnościami przy strzale głową Daniela Tanżyny. W końcówce premierowej odsłony spotkania to podopieczni Dariusza Żurawia przejęli inicjatywę nad spotkaniem. Nieśmiała próba Krzysztofa Drzazgi to było jednak za mało, aby pokusić się o trafienie. Na przerwę obie ekipy schodziły bez bramkowych „łupów”.
Druga część meczu rozpoczęła się wręcz idealnie dla Górali. W 56. minucie wynik meczu otworzył kapitan Podbeskidzia, Kamil Biliński, który głową z kilku metrów ulokował piłkę w siatce po dobrej wrzutce Romana Goku. Radość przyjezdnych z korzystnego wyniku nie trwała długo. W 62. minucie świetnie zza „16” przymierzył Grzegorz Rogala.
I to tyle, jeśli chodzi o gole w tym spotkaniu. Trzeba jednak zaznaczyć, że w grze obu zespołów widoczna była chęć sięgnięcia po pełną pulę. W 88. minucie Podbeskidzie miało swoją idealną okazję. Emre Celitk technicznym strzałem z narożnika pola karnego próbował zaskoczyć bramkarza katowiczan, lecz piłka zatrzymała się na poprzeczce… W czasie doliczonym futbolówka po koszmarnej pomyłce golkipera miejscowych zatrzepotała zaś w siatce, ale Titas Milasius był na spalonym.
dziennikzachpdni.pl – Kibice GKS Katowice wrócili na Blaszok. Na powitanie zobaczyli remis z Podbeskidziem Bielsko-Biała
Piłkarze GKS Katowice zremisowali z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:1. W meczu oddano aż 36 strzałów, a na Blaszok wrócili fani gospodarzy.
Rafał Górak przed meczem z Podbeskidziem Bielsko-Biała musiał sporo czasu poświęcić nad ustawieniem wyjściowej jedenastki. Ze względu na nadmiar żółtych kartek nie mógł posłać na murawę Bartosza Jaroszka i Rafała Figiela, a kontuzja uniemożliwiła występ Adrianowi Błądowi.
Ci, którzy rozpoczęli spotkanie mogli liczyć na doping kibiców. Fani GieKSy ogłosili bowiem koniec bojkotu (ale nie protestu). Przy wejściu na stadion nie obyło się jednak bez problemów związanych z systemem biletowym. W efekcie ostatni chętni pojawili się na trybunach, gdy mecz trwał już ponad pół godziny.
Na tablicy wyników wciąż widniały wówczas dwa zera, a konkretnych akcji było niewiele. Z początkowego chaosu w lepszym stylu wyłonili się gospodarze, próbujący zarówno strzałów z dystansu, jak i szybszych podań. Podbeskidzie z przesuwaniem się do przodu miało większe problemy, zwłaszcza, że kompletnie zawodziła dokładność w decydujących podaniach.
Dość wyraźnie wyczuwalna ostrożność w grze wynikała zapewne nie tylko z kiepskich warunków – chociaż deszcz przestał padać tuż przed rozpoczęciem meczu – ale i stawki starcia. Dla obu sąsiadujących w tabeli zespołów zwycięstwo oznaczałoby bezpośredni kontakt ze strefą barażową. Koncentracja w defensywie stanowiła więc priorytet, który przełożył się na bezbramkowy remis do przerwy. Tyle, że Górale schodząc do szatni mogli mówić o większym niedosycie, bo w ostatnich minutach to oni stworzyli sobie całkiem niezłe okazje, a GKS uratował Dawid Kudła odbijając strzał głową Krzysztofa Drzazgi oddany z kilku metrów.
Druga połowa rozpoczęła się od szybszego tempa, czemu sprzyjała konieczność rozgrzania się w kontekście spadającej wciąż odczuwalnej temperatury. W tym rytmie znów lepiej poczuli się bielszczanie nie ograniczający się do kontrataków, ale potrafiący także dłużej utrzymywać się na przedpolu katowickiej bramki. Wciąż jednak brakowało precyzji przy strzałach.
Ten impas przerwało Podbeskidzie w 56 minucie. Gospodarze pogubili się we własnym polu karnym, piłkę przejął Joan Roman i wrzucił wysoko przed samą bramkę, a tam czekał na nią Kamil Biliński i Kudła był bezradny. Dużą część winy za to zdarzenie ponosił Grzegorz Rogala, który odpuścił krycie kapitana Górali.
Sześć minut później Rogala w pełni się zrehabilitował. Po wrzucie z autu i odbiciu przez obrońców bielskich strzału Marcina Wasielewskiego właśnie on kapitalnie uderzył z 25 metrów po ziemi i piłka tuż przy słupku z lewej strony Matwieja Igonena wpadła do siatki.
Te impulsy na dobre podniosły poziom emocji. Kudła kapitalnie obronił próby Bilińskiego i Drzazgi, a Igonen Bergiera. Remis nie zadowalał już żadnej ze stron – kibice zobaczyli w tym meczu 36 strzałów! – ale bramki już nie zostały zdobyte, czego mogą żałować obie strony. Ba, w 90+4 Kudła popełnił błąd, a Titus Milasius to wykorzystał, ale bielszczanin był na spalonym. Czołowa szóstka tabeli wciąż pozostaje blisko, ale jednak „za szybą”.
goal.pl – GKS Katowice – Podbeskidzie: była pasja w grze, ofensywne nawałnice i dwa gole
[…] GKS Katowice w niedzielnym spotkaniu ligowym po raz pierwszy od ponad 300 dni mógł liczyć na wsparcie kibiców na Blaszoku. Wcześniej nie pojawiali się na trybunach z powodu protestu. Podopieczni Rafała Góraka przystępowali do meczu po zremisowanym starciu z Bruk-Betem Termaliką (1:1), w którego trakcie Trójkolorowi byli wspierani przez grupę mniej więcej 1200 kibiców. Rywalem katowiczan było natomiast Podbeskidzie Bielsko-Biała, mające za sobą podział punktów z Odrą Opole (0:0).
[…] Ogólnie w inauguracyjnej części gry goli zabrakło. W każdym razie w meczu trochę się działo. Obie ekipy zaprezentowały ofensywne oblicze, tworząc sobie sytuacje strzeleckie. Bliski szczęścia był również Krzysztof Drzazga w 42. minucie, oddając strzał głową. Kudła stanął na wysokości zadania. Godna uwagi była natomiast bardzo odważna postawa Hartherza, który nie tylko nie miał kompleksów, aby oddawać strzały, ale nawet pozwalał sobie na dyrygowanie kolegami z zespołu, mimo że wzmocnił bielszczan w miniony poniedziałek.
Druga połowa zaczęła się z kolei od uderzenia Daniela Dudzińskiego. Zawodnik GieKSy nie mógł być jednak zadowolony ze swojej próby, która została zablokowana. Tymczasem w 56. minucie wynik rywalizacji otworzył Kamil Biliński, strzelając gola głową po centrze Joana Romana. 35-latek zdobył swoją trzynastą bramkę w sezonie.
Katowiczanie nie załamali się stratą gola, szukając szybko trafienia wyrównującego. Najpierw strzał głową oddał Jakub Arak, ale Matvei Igonen wyszedł cało z opresji. Z kolei w 62. minucie bombę nie do obrony posłał Grzegorz Rogala, oddając strzał z mniej więcej 25 metrów i na Bukowej miał miejsce remis.
GKS i Podbeskidzie nie zamierzały zadowalać się podziałem punktów, co skutkowało tym, że każda z ekip tworzyła sobie sytuacje, chcąc rozstrzygnąć losy spotkania na swoją korzyść. Blisko kolejnej bramki było w 70. minucie, gdy znów swoich sił spróbował Biliński, ale bramkarz GieKSy potwierdził, że zna się na swoim fachu jak mało kto.
tspodbeskidzie.pl – GKS Katowice – Podbeskidzie 1:1
Po wyrównanym spotkaniu Podbeskidzie zremisowało po raz ósmy w sezonie. Jedyną bramkę dla TSP zdobył Kamil Biliński.
[…] Choć Podbeskidzie starało się prowadzić grę to gospodarze swoim wysokim doskokiem sprawiali spore problemy z dokładnym wyprowadzeniem piłki. Po jednej z szybkich akcji piłkę w pole karne dorzucił Wasielewski, ale strzał główkującego Tanżyny sparował Igonen.
Górale przed gwizdkiem oznaczającym zejście do szatni ruszyli mocniej do ataku. Bardzo dobry przechwyt na połowie Hartherza i szybkie podanie do Goku pozwoliły TSP na kolejne zbliżenie się pod bramkę Kudły. Niestety główka Drzazgi była jednak na tyle słabe, że bramkarz spokojnie sparował do boku.
Ożywienie z ostatnich sekund pierwszej połowy przeszło na drugie 45 minut. TSP w zasadzie w pierwszym ataku stworzyło sobie bardzo dobrą okazję. Drzazga dostał podanie na wolne pole i wygrał pojedynek biegowy z Jędrychem, ale ofiarną interwencją minięty zawodnik zapobiegł utracie bramki. Chwilę później gospodarze nie mieli już tyle szczęścia.
[…] Na ostatni kwadrans trener Żuraw zdecydował się na potrójną zmianę, która miała ożywić nasze poczynania w ofensywie. GKS łatwo jednak skóry nie sprzedawał i do końca walczył o pełną pulę w tym meczu. Nie inaczej postępowali nasi gracze, ale za każdym razem czegoś brakowało. W 88 minucie wprowadzony chwilę wcześniej Celtik zdecydował się na uderzenie, które zakończyło swój żywot na poprzeczce.
Okazja tureckiego zawodnika była ostatnią sytuacją bramkową tego meczu. Trzeba przyznać, że po 90 minutach nie jesteśmy w stanie wytypować lepszej drużyny, więc remis w spotkaniu z katowiczanami był zasłużonym rezultatem.
bielsko.biala.pl – Świetny mecz dla kibiców. Kolejny nic nie dający remis dla Podbeskidzia
Podbeskidzie zremisowało dziś na wyjeździe z GKS-em Katowice, a jedynego gola dla gości zdobył Kamil Biliński. „Górale” pozostają niepokonani od 4 września 2022 roku, ale w jedenastu ostatnich spotkaniach wygrali tylko trzykrotnie.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


Najnowsze komentarze