Piłka nożna Prasówka
Media o meczu Stal Stalowa Wola-GieKSa: Aleście to spartolili!
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu Stal Stalowa Wola – GKS Katowice, mecz zakończył się wynikiem 2:0 (2:0).
sportdziennik.pl – Aleście to spartolili!
GieKSa nie skorzystała z potknięcia Widzewa na Podkarpaciu, bo kilka godzin później w tym samym regionie też się potknęła. Przesądziły o tym indywidualne błędy, które kandydatowi do awansu nie przystoją.
Kibice GieKSy przeżyli w niedzielę emocjonalny rollercoaster. Porażka Widzewa w Rzeszowie spowodowała, że drużyna z Bukowej znów miała losy awansu w swoich nogach, ale stan ten potrwał ledwie kilka godzin. W bardzo słabym stylu poległa w Stalowej Woli i chcąc wywalczyć bezpośredni awans, w ostatniej kolejce musi liczyć albo na porażkę Łęcznej w Legionowie, albo brak zwycięstwa łodzian ze Zniczem.
[…] Bramki katowiczanie tracili w sposób, który nie przystoi kandydatowi do awansu. Ta pierwsza wędrować musi na konto Bartosza Mrozka. Wyszedł głęboko na przedpole, ale nie zdołał złapać futbolówki, którą zza pola karnego precyzyjnym lobem do opustoszałej bramki skierował Szymon Jarosz.
[…] Odpowiedzialnością za bramkę nr 2 dla Stali muszą podzielić się Mrozek i Grzegorz Janiszewski. Środkowy obrońca, który przed przenosinami do Katowic grał w… Stalowej Woli, nie ma wybitnej rundy. Już nudne staje się wyliczanie rzutów karnych (3), które po pandemii sprokurował.
W niedzielę nie dogadał się z bramkarzem, kto ma przejąć zagraną między nich piłkę. Ostatecznie dopadł do niej… napastnik gospodarzy Kacper Śpiewak, minął Mrozka i ze spokojem trafił do „pustaka”. 2:0 do przerwy. Praktycznie było po meczu.
Trener Górak starał się reagować zmianami. Najwyraźniej pokłady cierpliwości do Janiszewskiego póki co zostały wyczerpane, dlatego na II połowę na murawie – wreszcie! – zameldował się Radek Dejmek. Dla doświadczonego Czecha był to pierwszy występ w tym roku. Nie minął kwadrans od zmiany stron, a Marcin Urynowicz i Danian Pavlas zastąpili nietykalnego dotąd Macieja Stefanowicza oraz Arkadiusza Woźniaka.
Fakt faktem, że sędziowanie było dość aptekarskie, ale Woźniak zdecydowanie częściej podejmował dialog z arbitrem niż ofensywne pojedynki z rywalami. Kartek było co niemiara, w tym także takie oznaczające pauzę, dlatego do konfrontacji z Resovią katowiczanie przystąpią bez Mrozka, Kacpra Michalskiego czy Grzegorza Rogali. „Żółtko” bez takich konsekwencji ujrzał z kolei Piotr Kurbiel.
Napastnik wytrzymał na murawie 90 minut, przy stanie 1:0 po jego zgraniu minimalnie spudłował Stefanowicz (najlepsza tego dnia akcja GKS-u), ale można i należy od niego wymagać więcej. Był to 7. z rzędu występ Kurbiela bez zdobytej bramki. Temu, którego wygryzł ze składu, czyli Dawidowi Rogalskiemu, taka seria w katowickim klubie jeszcze się nie zdarzyła.
Najbliżej kontaktowego trafienia GieKSa była dopiero w momencie, gdy upływał już doliczony czas II połowy. Dawid Pietrzkiewicz obronił uderzenie Zbigniewa Wojciechowskiego, a po rożnym nie zdołał wstrzelić się Michał Gałecki. Mało, jak na faworyta do awansu, którym GKS mimo wszystko wciąż jest, choć już raczej tylko z barażu. Powoli trzeba o nim myśleć…
dziennikzachodni.pl – Stal Stalowa Wola – GKS Katowice 2:0. Kuriozalne błędy katowiczan. Bezpośredni awans ucieka
[…] Fortuna sprzyja GKS Katowice, ale podopieczni trenera Rafała Góraka robią wszystko, by nie skorzystać z otwierającej się przed nimi szansy wywalczenia bezpośredniego awansu do Fortuna 1. Ligi. Los po raz kolejny dał GieKSie wielką szansę, bo w niedzielę swój mecz z Resovią przegrał Widzew kończący rywalizację w Rzeszowie w dziesiątkę i bez nominalnego bramkarza między słupkami, a Górnik Łęczna tylko zremisował u siebie ze Stalą Rzeszów. Katowiczanie w razie zwycięstwa w Stalowej Woli mogli zostać liderem tabeli, lecz frajersko przegrali z broniącą się przed spadkiem Stalą.
GKS obydwa gole stracił po kuriozalnych indywidualnych błędach. Najpierw nie popisał się Bartosz Mrozek. Bramkarz gości wyszedł na 15 m od bramki, lecz piąstkował piłkę wprost pod nogi rywala. Szymon Jarosz skorzystał z tego prezentu i lobem posłał futbolówkę do pustej bramki. Stal poszła za ciosem i chwilę później mogło być 2:0. Potężne uderzeniem gracza ze Stalowej Woli trafiło jednak wprost w Mrozka. Później w ekipie gospodarzy groźnie strzelał Bartosz Sobotka, który pomylił się dosłownie o centymetry.
Katowiczanie odpowiedzieli ładną akcją Adriana Błąda, który podał piłkę do Piotra Kurbiela, a ten wycofał ją do nadbiegającego Macieja Stefanowicza. Strzał pomocnik GieKSy przeleciał jednak obok słupka. Jeszcze przed przerwą piłkarzom GKS przydarzył się kolejny fatalny błąd. Grzegorz Janiszewski nie ruszył się do przelatującej obok niego piłki i młody napastnik Karol Śpiewak skorzystał z tego prezentu mijając Mrozka i po raz drugi zmuszając go do kapitulacji.
echodnia.eu – Stal Stalowa Wola pokonała GKS Katowice i zrobiła ważny krok w kierunku utrzymania
[…] Nieco lepiej to spotkanie zaczęli zawodnicy GKS Katowice. Klub, który wciąż ma jeszcze szanse i nadzieje na to, by zająć jedno z dwóch pierwszych miejsc w tabeli i bezpośrednio awansować do pierwszej ligi, starał się szybko objąć prowadzenie. Niezłym strzałem popisał się między innymi Adrian Błąd, ale wtedy piłka nie znalazła drogi do bramki. W kolejnych kilki minutach goście starali się stworzyć zagrożenie pod bramką rywali, ale im się to nie udało.
Całkiem dobrze wychodziło im natomiast stwarzanie problemów we własnej szesnastce. W ósmej minucie gry bramkarz zespołu z Katowic, Bartosz Mrozek, źle wypiąstkował piłkę, ta spadła pod nogi Szymona Jarosza, a ten wpakował ją do bramki.
Po tej sytuacji gospodarze ze Stalowej Woli zaczęli grać „swój mecz”. Bardzo mądrze trzymali rywali daleko od własnej bramki, a ten nie potrafił nic na to poradzić. Dobrze prezentowała się formacja defensywna, a jeśli już goście oddawali strzał z nieprzygotowanej pozycji, to na posterunku był Dawid Pietrzkiewicz.
Drugi gol dla zielono-czarnych padł pod koniec drugiej połowy i znów wziął się z dużego błędu gości w defensywie. Grzegorz Janiszewski kompletnie nie zrozumiał się ze swoim bramkarzem, z czego skorzystał Kacper Śpiewak.
[…] Po przerwie GKS kompletnie nie miał pomysłu na to, jak zagrozić „Stalówce”. Spadkowicz z pierwszej ligi z ubiegłego sezonu nie potrafił wykorzystać przewagi w posiadaniu piłki, choć trzeba powiedzieć, że głównie była to zasługa świetnie grającej obrony Stali.
nowiny24.pl – Stal Stalowa Wola wygrała na własnym obiekcie z walczącym o bezpośredni awans GKS-em Katowice 2:0
[…]„GieKSa” nie potrafiła stworzyć poważnego zagrożenia pod bramką strzeżoną przez Dawida Pietrzkiewicza. W zespole z Katowic narastała frustracja, ponieważ defensywa Stali spisywała się naprawdę solidnie. Dopiero w 31. minucie goście zawitali pod bramką Stali, ale Maciej Stefanowicz oddał niecelne uderzenie.
[…] Druga połowa nie była już tak ciekawa – GKS próbował zdobyć kontaktową bramkę, ale piłkarze Stali umiejętnie się bronili, od czasu do czasu kontratakując rywala.
Dobrą zmianę dał Dominik Chromiński, na którym piłkarze gości „zarobili” dwie żółte kartki. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie i „Stalówka” odniosła niezwykle cenne zwycięstwo.
sportslaski.pl – GieKSa ciągle za Widzewem. Na własne życzenie…
GKS Katowice wypuszcza z rąk okazję na wyprzedzenie łódzkiego Widzewa i rozstrzygnięcie kwestii awansu do I ligi bez konieczności rozgrywania barażów. Kardynalne błędy w defensywie i bezproduktywność w ataku sprawiają, że piłkarze trenera Rafała Góraka wracają ze Stalowej Woli bez punktów, na kolejkę przed końcem sezonu pozostając na trzecim miejscu w stawce.
[…] Katowiczanie mieli zresztą w pierwszej połowie duże problemy z wrzutkami autorstwa w przeciwników. Raptem dwie minuty po stracie gola po kolejnej centrze piłka wpadła pod nogi Bartłomieja Ciepieli. Ten uderzył mocno po ziemi, na szczęście dla „GieKSy”, prosto w jej golkipera. W kolejnej sytuacji przyjezdni zostawili sporo miejsca swojej prawej stronie pola karnego, na szczęście dla nich płaski strzał Bartosza Sobotki minął bramkę o kilkadziesiąt centymetrów. Trzy minuty później niemal w tym samym punkcie linię końcową minęła futbolówka sprytnie kopnięta przez Piotra Mrozińskiego.
W międzyczasie jedyną w tej części gry szanse na wyrównanie mieli piłkarze trenera Rafała Góraka. Piotr Kurbiel dostał dobre podanie od Adriana Błąda, wycofał na szesnasty metr, skąd Maciej Stefanowicz pomylił się o centymetry.
[…] Trener Górak w przerwie postanowił zostawić na ławce Janiszewskiego, wpuszczając w jego miejsce notującego pierwszy występ od listopada ubiegłego roku Radka Dejmka. Jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa drugiej odsłony zdecydował się na kolejne roszady, zdejmując z placu gry Stefaniowicza i Woźniaka, zamieniając ich na Marcina Urynowicza i Daniana Pawlasa. Żaden z rezerwowych nie wniósł jednak w poczynania swojego zespołu na tyle dużo, by odmienić styl w jakim prezentowali się tego dnia goście. Dwie niecelne próby Kiebzaka z okolic linii pola karnego, czy jedna, składna akcja przyspieszona przez Pavlasa, a kończona rykoszetem po uderzeniu Piotra Kurbiela, to było za mało, by gonić wynik w Stalowej Woli. W szeregach „GieKSy” wciąż zresztą zdecydowanie więcej od udanych zagrań było prostych nieporozumień, niechlujnych stałych fragmentów i prostych strat grożących kontrami rywala.
[…] Ekipa Katowic do domów będzie wracać w fatalnych nastrojach. Wynik w Stalowej Woli nie był dziełem przypadku, tylko błędów i słabej gry, jaką w kluczowej fazie rozgrywek pokazali piłkarze Rafała Góraka. Za tydzień przyjmą u siebie Resovię, która w niedzielę zapewniła sobie udział w barażach o awans na zaplecze Ekstraklasy. Na podobną „dogrywkę” tego sezonu niemal skazała się „GieKSa”, która jednak wciąż jeszcze może wiązać nadzieje z kiepską formą wyprzedzającego ją o punkt Widzewa…
infokatowice.pl – Porażka GieKSy po katastrofalnych błędach
[…] Niestety w pierwszej połowie GieKSa zagrała po prostu źle. Choć zdecydowanie dłużej utrzymywała się przy futbolówce, to w ciągu 45 min. przeprowadziła zaledwie jedną akcję, w której mogła pokonać Pietrzkiewicza, ale Stefanowicz strzelił minimalnie obok słupka. Stał nastawiona była głównie na kontrataki i strzały z daleka, które kilka razy stworzyły duże zagrożenie pod bramką przyjezdnych.
Co najważniejsze gospodarze strzelili dwa gole, choć te akurat nie były wynikiem jakiś składnych akcji, tylko katastrofalny błędów katowiczan.
[…] W drugiej odsłonie Stal ograniczała się do obrony korzystnego wyniku. GieKSa zaś do samego końca próbowała atakować, ale niewiele z tego wynikało.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Kato
20 lipca 2020 at 07:04
Media jadą na nas niemiłosiernie. Można przeczytać że frajerski mecz, przegrany po kuriozalnych błędach.
Kolejny przegrany mecz bez walki bez zaangażowania, ba przegrany wygrany mecz o awans, bo świadomość ta powinna dać wiatru w skrzydła drużynie i ją ponieść w meczu. A znowu nie dało nic.
I najgorsze to słowo; ZNOWU.
Ten sam schemat.
ALE JA SIE NIE DAM!!!
MNIE NIE ZRAŻĄ i ODEPCHNĄ!!!
WALKA O UKOCHANY KLUB TRWA!!!
WALKA NASZA KIBICÓW!
INO KATOWICE! INO GIEKSA!
Ktw
20 lipca 2020 at 08:07
Ale z ciebie frajer ????
Tomi
20 lipca 2020 at 09:25
w sobotę wygramy ale już to nic nie da
Roh
20 lipca 2020 at 10:48
Góralczykowi trzeba już podziekować za te transfery. Nawet brankarza znaleśc nie umiał.
jeżyk
20 lipca 2020 at 15:09
podziekować trzeba Góralczykowi i Górakowi bo oni razem to wykombinowali
Kwasny_jaro
20 lipca 2020 at 19:45
A ja bym nikomu nie podziękował…
Mamy skład jaki mamy i w moim przekonaniu 3 miejsce jest adekwatne do poziomu składu.
Drużyna potrzebuje wzmocnień na kilku pozycjach. Nie mamy szerokiej ławki rezerwowej więc nikogo bym sie nie pozbywał.
Przede wszystkim potrzebujemy napastnika z prawdziwego zdarzenia. Typowego napastnika…
Budowanie drużyny od podstaw to cykl kilkuletni. Oczywiscie, każdy z nas chce szybkiego powrotu do I ligi, tylko że z tym składem po awansie to tylko walka o utrzymanie w niej a nie walka o awans do Ekstraklasy.
Nawet po kilku wzmocnieniach…
Irishman
21 lipca 2020 at 15:23
Skończcie już pieprzyć trzy po trzy! Oczywiście, ze miło byłoby awansować bez baraży ale jeśli trzeba będzie je grać to zagramy i powinnismy wygrać. I mam nadzieję, że ci wszyscy dupni krytykanci trenera i drużyny będą mieli na tyle honory, żeby powiedzieć: P R Z E P R A S Z A M Y !!!
jezyk
21 lipca 2020 at 22:03
Irishman a ty przeprosiłeś jak pieprzyles glupoty za czasow brzeczka i kolejnych. jak pucowałeś rowa cyganowi i janickiemu. jak widisz racji nie miales i teraz tez nie masz
Irishman
22 lipca 2020 at 18:19
Ha! @jezyk, no niestety PUDŁO w tej Twojej totalnej krytyce GieKSy! Nigdy nie pucowałem ani Brzęczkowi, ani Cyganowi, ani Janickiemu! 🙂 🙂 🙂 Mało tego, do dziś spieram się choćby z Kosa w ocenie np. Janickiego.
jezyk
22 lipca 2020 at 19:09
Nie pudło lizusie. Wystarczy poczytac twoje komentarze z tamtych czasow