Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Media o meczu: Trzy kontrowersje w Katowicach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego spotkania GKS Katowice – Legia Warszawa 1:1 (1:1).

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice zrobił swoje i nie przegrał z Legią Warszawa. A mogło być nawet lepiej! Zabrakło centymetrów

Komplet kibiców na Arenie Katowice zobaczył kolejne świetne widowisko. GKS zremisował z Legią Warszawa i znów pokazał twardy śląski charakter.

Dwa wiosenne zwycięstwa pociągnęły GKS Katowice w górę tabeli. Jeden punkt w dwóch występach Legii Warszawa przygwoździł ją do strefy spadkowej. Taki bilans otwarcia sprawiał, że piątkowy mecz obu tych zespołów zapowiadał się pasjonująco.

Katowiczanie zaczęli ostrożnie, ale Bartosz Nowak wyraźnie budził w legionistach respekt. To oni jednak stworzyli sobie pierwszą znakomitą okazję, ale Rafał Strączek w 13 minucie świetnie obronił główkę Patryka Kuna. Trzynaście minut później piłka już wpadła do siatki gospodarzy. Znów pojawił się Kun, tym razem z asystą, a trafienie zadał Wahan Biczachczjan. Gigantyczna radość na ławce Legii pokazywała, z jak wielką presją zmagają się Marek Papszun i jego współpracownicy.

Po nieco pół godzinie gry powinien być remis. Borja Galan znalazł Ilię Szkurina, który sam wpadł do siatki, ale piłka została przed nią. Reklamowanie faulu Kacpra Tobiasza nie na wiele się zdało. GKS za chwilę stracił jeszcze Lukasa Klemenza, który doznał kontuzji. Piątek trzynastego?

Koniec pierwszej połowy zaprzeczył jednak przesądom. W doliczonych minutach Bartosz Nowak podszedł do rzutu wolnego z prawej strony, wrzucił piłkę na głowę Galana i padł gol! Co prawda sędzia sprawdzał jeszcze czy Hiszpan nie spalił tej akcji, ale wszystko było w porządku i kibice niemal eksplodowali z radości. Przed drugą połową był więc remis, który dla Legii stanowiłby kolejny bolesny cios oraz ustanowienie klubowego rekordu wszech czasów liczby kolejnych meczów bez zwycięstwa.

Po przerwie GKS zaczął podostrzać grę i przypominać zespół, który pokonał Widzew. Katowiczanie nacisnęli rywali, a ci zaczęli zbierać żółte kartki. Do pełni szczęścia GieKSie brakowało strzelenia bramki. Bywało blisko, ale długo mało konkretnie. W 79 minucie doszło do starcia Radovana Pankowa z Bartoszem Nowakiem i Damian Sylwestrzak na VAR-ze sprawdził czy zajście nie kwalifikowało się na czerwoną kartkę dla pierwszego z nich. Decyzja była negatywna.

W doliczonym czasie gry GKS był o centymetry od celu! Piłka jak zaczarowana nie wpadła jednak do warszawskiej bramki i skończyło się remisem. Drużyna Rafała Góraka została za swój wysiłek nagrodzona zasłużoną owacją.

Arena Katowice trzeszczała w szwach na meczu GieKSy z Legią Warszawa. Ponad 14 tysięcy kibiców

To był jeden z tych meczów, na które kibice GKS Katowice czekają szczególnie. Wszystkie bilety zostały sprzedane. Jak wielkie emocje budzą starcia z Legią Warszawa było… słychać. Zwłaszcza, gdy ekipa Rafała Góraka strzeliła gola na 1:1.

Arena Katowice wypełniła się kibicami i zamieniła w kocioł. 1194 sympatyków Legii nie miało szans przebić się ze swoim dopingiem przez fale energii płynącej od ponad 13.000 fanów dla piłkarzy GKS-u. Atmosfera piątkowego wieczoru na Nowej Bukowej była fantastyczna.

Nawet prowadzenie gości nie uciszyło Katowiczan. Ich doping podniósł zespół Rafała Góraka, który – podobnie jak w spotkaniu z Widzewem – strzelił gola w ostatniej akcji pierwszej połowy. Ryk radości było słychać daleko poza stadionem.

W drugiej połowie mecz został przerwany ze względu na zadymienie po racach odpalonych w sektorze gości. Emocje wrzały do końca, a piłkarze za remis zostali nagrodzeni owacją.

gol24.pl – Trzy kontrowersje w Katowicach. Legia za każdym razem odetchnęła. Górak: Te sytuacje zostawiam do oceny

Rafał Górak nie chciał ocenić pracy Damiana Sylwestrzaka. Trener GKS Katowice po zremisowanym 1:1 meczu z Legią Warszawa zwrócił jedynie uwagę na trzy jego zdaniem kontrowersyjne decyzje sędziego z Wrocławia. Telewizyjne powtórki masowo udostępnili też internauci w mediach społecznościowych.

Górak za kontrowersyjne uznał momenty, w których sędzia nie podyktował dwóch rzutów karnych dla jego zespołu i nie pokazał czerwonej karki graczowi Legii Radovanowi Pankowowi. – Jeszcze się nad nimi pochylę – stwierdził trener Katowiczan.

Najpierw czyli przed przerwą GieKSa bezskutecznie domagała się odgwizdania jedenastek. Jedna z kontrowersji dotyczyła zachowania Kacpra Tobiasza. Zdaniem obozu gospodarzy bramkarz Legii miał utrudnić byłemu koledze z drużyny oddanie strzału poprzez oburęczny chwyt i powalenie na ziemię. Sędzia Sylwestrzak nie podzielił tej opinii, uznając najwyraźniej że domniemany faul był zbyt „miękki”, a za takie karnych w rundzie wiosennej – zgodnie z wytycznymi – nie przewidziano.

Co z drugą reklamowaną jedenastką? Otóż w tym przypadku chodziło o nabicie Patryka Kuna przez Marcina Wasielewskiego – w rękę (konkretnie to w łokieć). W tym przypadku arbiter również nie przyznał racji GieKSie. W tej interpretacji utwierdziła go opinia kolegów z VAR-u. W wozie zasiedli tego dnia Tomasz Musiał i Paweł Sokolnicki.

I była jeszcze jedna kontrowersja z perspektywy gospodarzy. W drugiej połowie Radovan Pankov nierozważnie i z impetem zaatakował Bartosza Nowaka. Sędzia Sylwestrzak pokazał z boiska żółtą kartkę. Po długim przejrzeniu dostępnych powtórek przed monitorem VAR podtrzymał tę decyzję. Tłumaczył ją potem obu kapitanom, których wezwał do siebie.

ekstraklasa.org – GKS Katowice 1:1 Legia Warszawa – Przełamanie… gospodarzy!

To koniec serii 9 zwycięstw z rzędu Legii Warszawa nad GKS Katowice. Gospodarze zdobyli swój pierwszy punkt z drużyną ze stolicy od 30 marca 2002 roku!

Legia Warszawa ustanowiła swój nowy rekord najdłuższej serii bez wygranej w Ekstraklasie (12 meczów z rzędu). Co prawda w Katowicach udało jej się wyjść na prowadzenie (pierwszy raz od 28 września 2025 roku), ale nie utrzymała go dłużej niż 20 minut. Tuż przed przerwą Bartosz Nowak zanotował swoją ósmą asystę w tym sezonie (najwięcej) w trzecim meczu z rzędu dośrodkowując skutecznie z rzutu rożnego (jedyny zawodnik w sezonach 2017/2018 – 2025/2026 z serią 3 meczów w Ekstraklasie z asystą bezpośrednio z rzutu rożnego). W II połowie goli nie oglądaliśmy i dzięki temu padł 2 remis między tymi zespołami na przestrzeni ostatnich 14 spotkań.

sportowefakty.wp.pl – W Katowicach strzelili po razie. Papszun i Legia wciąż bez zwycięstwa

Legia Warszawa prowadziła w Katowicach, ale straciła gola w końcówce pierwszej połowy. Mecz z GKS-em zakończył się remisem 1:1 i nikt z takiego wyniku nie może być zadowolony.

[…] Po przerwie to GKS miał więcej z gry. W sumie podopieczni Rafała Góraka domagali się aż dwóch rzutów karnych, do tego sędzia Damian Sylwestrzak udał się do monitora w celu sprawdzenia potencjalnej czerwonej kartki dla Radovana Pankova za brutalne wejście w nogi Nowaka, jednak – ku zdziwieniu publiczności – nie zmienił decyzji z boiska i podtrzymał żółtą kartkę.

Gospodarze w drugiej połowie mieli dwie dobre okazje – obie Borja Galan. Najpierw oddał minimalnie niecelny strzał głową po dograniu Mateusza Kowalczyka, a w czasie doliczonym powstrzymał go Tobiasz (choć tam i tak mógł być spalony).

Legia w drugiej połowie w zasadzie nie atakowała. Papszun wpuścił na boisko m.in. Kacpra Chodynę i Miletę Rajovicia, co mówi wiele.

legioniści.com – Znowu tylko punkt. Niechlubny rekord pobity…

[…] W 10. minucie dobry atak skrzydłem GKS-u, skąd mocno dośrodkował Marcin Wasielewski. Piłka zmierzała blisko bramki i na linii bezbłędnie zachował się Kacper Tobiasz, który udanie interweniował. Za chwilę odpowiedzieli legioniści. Po wrzutce z prawej strony główkował nieatakowany Patryk Kun, ale bardzo dobrze piłkę do boku zdołał odbić Rafał Strączek. Gospodarze byli nastawieni ofensywnie i nie zamierzali dać sobie narzucić stylu gry przeciwnika. Wkrótce potwierdzili to, przeprowadzając kolejny atak. Tym razem na linii strzału stanął Kamil Piątkowski, dzięki czemu prawdopodobnie zapobiegł utracie gola. Teoretycznie nic tego nie zapowiadało, jednak w 26. minucie to Legia objęła prowadzenie. Wszystko zaczęło się od Kacpra Urbańskiego, który dograł do Patryka Kuna. Obrońca następnie dokładnie zacentrował do Wahana Biczachczjana, a mierzący zaledwie 172cm wzrostu piłkarz głową pokonał bramkarza GKS-u. Podopieczni Rafała Góraka bliscy byli niebawem tego, aby doprowadzić do remisu. Borja Galan z głębi pola dograł do będącego w szesnastce rywala Ilji Szkurina. Białoruski napastnik nieco źle przyjął sobie futbolówkę, lecz i tak wydawało się, że nie będzie miał kłopotów ze skierowaniem jej do siatki. Ostatecznie były piłkarz Legii fatalnie skiksował i zaprzepaścił szansę na remis.

W drużynie GKS-u aktywny na lewej stronie był Galan. Po jednej z jego akcji, kiedy przedarł się przez defensywę Legii, katowiczanie ponownie bliscy byli zdobycia bramki. Tym razem po podaniu od Hiszpana przed znakomitą okazją stanął Sebastian Milewski. Pomocnik nie wytrzymał jeden presji i kopnął piłkę bardzo słabo. Można było nawet zastanawiać się czy leci ona w światło bramki. Obrońcy gości nie ryzykowali i sami zażegnali niebezpieczeństwo. Tuż przed końcem pierwszej połowy prezent od przeciwników otrzymał Antonio Colak. Chorwat skorzystał ze złego wybicia futbolówki przez rywali, ale strzelając z półwoleja nieznacznie chybił.

Ta niewykorzystana okazja zemściła się na legionistach chwilę potem. W bocznej strefie przeciwnika sfaulował Ermal Krasniqi, skończyło się rzutem wolnym dla rywali. Ze stałego fragmentu gry bardzo dobrze dośrodkował Bartosz Nowak, a idealnie głową piłkę trącił Borja Galan i tym samym w Katowicach mieliśmy już remis. Ogromna szkoda, że graczom Marka Papszuna nie udało się utrzymać korzystnego wyniku do przerwy, gdyż dosłownie za moment sędzia dał sygnał do końca pierwszych 45 minut.

W 52. minucie wprowadzony w przerwie za Szkurina Adam Zrelak główkował po rzucie rożnym egzekwowanym przez Nowaka. Szczęśliwie zabrakło mu jednak nieco precyzji. W 55. minucie ponownie zagroził GKS. Tym razem huknął ile sił Alan Czerwiński i piłka przeleciała w nieznacznej odległości nad poprzeczką. Gdyby pomocnik gospodarzy był nieco bardziej dokładny, to Tobiasz miałby olbrzymie kłopoty z uratowaniem swojego zespołu. Potem na murawie było spokojnie. Żadna z drużyn nie potrafiła stworzyć sobie dogodnej okazji na strzelenie gola.

Kilkanaście minut potem mocno zaryzykował wślizgiem Radovan Pankov i arbiter był o krok od pokazania mu za to czerwonej kartki. Ostatecznie po analizie VAR Serb został ukarany jedynie żółtą kartką. Czas uciekał, a ze strony stołecznego klubu brakowało konkretów w ataku. Upragniona wygrana oddalała się więc coraz dalej z każdą kolejną minutą. Wkrótce wprowadzony na murawę Kacper Chodyna wbiegł w pole karne, gdzie miał bardzo dużo miejsca. Pomocnik zwlekał zdecydowanie zbyt długo i finalnie przegrał pojedynek z jednym z obrońców. Ta szansa mogła zemścić się na legionistach zaraz potem. Po podaniu od Mateusza Kowalczyka główkował Galan. lecz minimalnie się pomylił.

W 87. minucie wprowadzony w drugiej połowie Jakub Żewłakow przechytrzył jednego z defensorów i stanął niemal oko w oko z bramkarzem GKS-u. Niestety, zabrakło mu nieco miejsca i szybkości, aby wygrać z nim pojedynek. W doliczonym czasie gry bardzo dobra sytuacja dla katowiczan. Po zamieszaniu po rzucie wolnym sam na sam z Tobiaszem stanął aktywny piątego wieczoru Galan, jednak Hiszpan przegrał ten pojedynek. Mimo wszystko powtórki pokazały, że nawet gdyby padł gol, to byłoby on nieuznany z powodu pozycji spalonej pomocnika katowickiego klubu.

weszlo.com – Piąty miesiąc bez ścinania włosów dopóki Legia nie wygra 1 meczu z rzędu

Były takie teorie, nawet podnoszone przez komentatorów dzisiejszego spotkania, że jeśli Legia strzeli pierwsza gola, to złapie większy luz i wygra mecz. Cóż, dzisiaj objęła prowadzenie z GKS-em Katowice, a zwycięstwa jak nie było, tak nie ma.

[…] Ale ok, by nie ironizować – faktycznie w pierwszej połowie dzisiejszego spotkania ekipa Papszuna wyglądała lepiej. Niektóre akcje miały ręce i nogi, ba, udało się nawet strzelić gola z gry i to po przemyślanej akcji. Goście szybko pograli, dobrze wrzucił Kun (!), idealną główką popisał się Biczachczjan (!). To naprawdę rzadkość obserwować takie akcje Wojskowych w tym sezonie. Zazwyczaj grają bez ładu, składu i sensu, a tu proszę – zażarło.

Co więcej tych goli w pierwszej połowie dla Legii mogło być więcej, bo – znów – ładną akcję kończył strzałem głową Kun, ale bronił Strączek, z kolei po błędzie Kuuska w bramkę nie trafił Colak, zatem mimo przełamania w Gdyni nie odkrył w sobie supersnajpera.

[…] Przyszedł stały fragment gry. A tych, jak wiadomo, Legia nie potrafi bronić. Świetna wrzutka Nowaka, idealnie wkleił się w linię Galan, Tobiasz dość standardowo był spóźniony i wpadło.

No i oczywiście ta bramka już tak przeraziła Legię, że na drugą połowę wyszła dużo, dużo słabsza, nic sobie nie stwarzała i może podziękować gospodarzom, że ci z tego nie skorzystali. Też byli słabsi, ale i tak bliżsi goli, żeby chociaż wspomnieć sytuację Galana, kiedy tym razem nie trafił z bańki.

[…] Natomiast to nie koniec opowieści o tym meczu, bo trzeba powiedzieć o kontrowersjach. Faulu na Szkurinie – przy tej sytuacji gdy nie trafił w piłkę – raczej jednak nie było, owszem, Tobiasz balansował na granicy, ale chyba jej nie przekroczył. A ręka Kuna?

Co my wam będziemy tłumaczyć… Sami wiecie, jak jest. Loteria. Sylwestrzak nie dał, ktoś inny by dał. Dzisiaj nie było, jutro mogłoby być. Którą nogą sędzia wstanie, tak jest. A my się możemy zastanawiać i kłócić w komentarzach.

Jest jeszcze kwestia czerwonej kartki Pankova i sędzia spokojnie mógł ją pokazać, bo obrońca wyprostowaną nogą zaatakował Nowaka. Co prawda Kamil Kosowski tłumaczył obrońcę, że potem noga Pankova się ugina, ale komentator mógłby się dowiedzieć, jak działa staw kolanowy. No trudno żeby Pankov miał wiecznie wyprostowaną nogę przy wślizgu.

Trzy kontrowersje, trzy rozstrzygnięte na korzyść Legii. Być może słusznie, ale jednak wątpliwości są.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga