Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Cracovią: Piękne gole i nokaut
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Cracovia – GKS Katowice. GieKSa wygrała 4:3 (2:1).
gazetakrakowska.pl – Piękne gole i nokaut
Cracovia – GKS Katowice 3:4 w meczu 15.kolejki piłkarskiej ekstraklasy. Cracovia zdołała w doliczonym czasie gry doprowadzić do remisu, ale potem straciła jeszcze gola.
[…] „Pasy” zaczęły bardzo intensywnie, mocno presując rywali. I w 5 min groźnie strzelał głowa Filip Rózga – uderzył jednak nad poprzeczką. Goście byli bardziej konkretni. W 15 min wykonywali rzut wolny – pierwszy strzał Mateusza Maka odbił się od muru, ale poprawka była skuteczna. Mak znalazł lukę między piłkarzami „Pasów” i strzałem po ziemi z 14 m zdobył gola. W 24 min Adam Zrelak przejął piłkę po błędzie obrońców Cracovii – strzelił na bramkę, ale za lekko i Ravas zdołał obronić ten słaby strzał. Impet Cracovii, którym imponowała w pierwszych minutach osłabł zdecydowanie.
A goście robili swoje, w roli głównej znów wystąpił – Mak. Straszny błąd popełnił Jugas, który źle główkował do Andreasa Skovgaarda, którego uprzedził Mak, „objechał” Ravasa w sytuacji sam na sam i strzelił do pustej bramki. „Pasy” były w fatalnym położeniu. Wprawdzie od razu zaatakował Kallman, ale strzelał za lekko, w dodatku w nogi rywala. W 3 min doliczonego czasu gry I połowy „gola do szatni” zdobył Mikkel Maigaard. Piłka odbiła się rykoszetem od Oskara Repki i zaskoczyła Dawida Kudłę…
Przed Cracovią stało ambitne zadanie – odrobienia strat. „Pasy” grały jednak bardzo nerwowo, wiele było strat piłki w środkowej strefie, po których katowiczanie groźnie atakowali. W 60 strzelał Ajdin Hasić, ale nad poprzeczką. Po chwili trener Dawid Kroczek wzmocnił siłę ataku wpuszczając na boisko Micka van Burena. Ale po 2 min to goście zdobyli gola – pięknym strzałem z dystansu popisał się Adrian Błąd i piłka ugrzęzła w „okienku”. To wcale nie pobudziło krakowian. A to GKS grał świetny mecz. Mak ograł Jugasa i trafił w słupek, a dobitkę Sebastiana Bergiera wreszcie w dobrym stylu obronił Ravas. Była 64 min. Hasić od razu chciał odpowiedzieć, ale Dawid Kudła okazał się lepszy. W „Pasach” brylował Maigaard i Duńczyk popisał się pięknym strzałem w „okienko”.
Gospodarze znów złapali kontakt. I rozpoczęła się pogoń krakowian za wynikiem. Miejscowi grali szybko, ale mało dokładnie. W 88 min główkował Kallman, ale Kudła popisał się interwencja na wysokim poziomie. Sędzia doliczył 5 minut. I po dograniu Bartosa Biedrzyckiego Benjamin Kallman zdobył gola na 3:3. Na trybunach zapanował szał radości. To 10 gol Fina w tym sezonie. Ale gospodarze nie mogli się ucieszyć bo w 7 min doliczonego czasu gry Sebastian Milewski strzałem z 5 m pokonał Ravasa, zapewniając zwycięstwo katowiczanom.
weszlo.com – Kroczek w tył. Cracovia nie wykorzystała szansy, by zostać liderem
Cóż to był za wspaniale popieprzony mecz! Mieliśmy w nim trzy bramki światowej klasy, trafienie po akcji pełnej rykoszetów, dwa gole gościa, którego wielu uważało już za emeryta, oraz dwa celne strzały w doliczonym czasie. W to szare, listopadowe popołudnie w Krakowie oglądaliśmy piłkarskie fajerwerki. Więcej odpalili ich katowiczanie, którzy ograli Cracovię 4:3.
Masz szansę, by zostać liderem Ekstraklasy. Naprzeciwko ciebie staje drużyna, która niedawno w Pucharze Polski odpadła z trzecioligowcem, w lidze przegrywała ostatnio u siebie z kiepską Koroną Kielce, a dodatkowo jest pozbawiona jednego z liderów, Bartosza Nowaka. Wystarczy, że ją pokonasz i wskakujesz na czoło tabeli. Wymarzona sytuacja, prawda? W teorii – tak. W praktyce gospodarze nie sprostali dziś GieKSie.
Gośćmi dowodził dziś Mateusz Mak, czyli facet, który rozgrywał… pierwszy mecz w tym sezonie w podstawowym składzie w lidze, a ogółem przebywał w obecnych rozgrywkach Ekstraklasy na boisku całe 86 minut. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdemolowaniu niedoszłego lidera.
Najpierw mieliśmy rzut wolny, podyktowany niesłusznie przez Damiana Sylwestrzaka. Zdaniem arbitra Mateusz Kowalczyk był faulowany przed polem karnym, powtórki każą jednak wątpić w zasadność tej decyzji. Mak podszedł do piłki, przycelował w mur, po czym poprawił z woleja tak, że klękajcie narody.
Przy pierwszym golu Mateuszowi pomógł sędzia, przy drugim – Jakub Jugas. Zwrotu „jak w czeskim filmie” używamy w sytuacji absurdalnej, tu pasuje znakomicie nie tylko dlatego że stoper gospodarzy pochodzi z tego kraju, ale i z powodu, że chłop… podał piłkę głową do Maka. Ten wpadł w pole karne i dopełnił formalności.
Kiedy piłkarz GieKSy podwyższał wynik, na boisku nie było już Adama Zrelaka. Napastnik katowiczan nabawił się urazu w bardzo nietypowych okolicznościach. Wszystko zaczęło się od Henricha Ravasa, który niespodziewanie… podał mu piłkę z własnego pola karnego. Zrelak chciał skorzystać z tego prezentu bramkarza i szybko oddał strzał, nie dość, że było to jednak fatalne uderzenie, to jeszcze padł po wszystkim na murawę i już do gry nie wrócił.
Nietypowa była też sytuacja, w której Cracovia strzeliła gola kontaktowego. Otóż najpierw dośrodkowanie z lewej strony boiska odbiło się rykoszetem od piłkarza GKS-u, potem mieliśmy rykoszet numer dwa – po strzale Mikkela Maigaarda.
Akcja, która dała gospodarzom kontakt, miała miejsce w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Kibice Cracovii zapewne uznali, że poniesie ich drużynę do odrabiania strat po przerwie. Mało kto z nich mógł przypuszczać, że kolejne trafienie będzie dziełem rywali, a precyzyjniej Adriana Błąda. Piłkarz z Katowic odkrył w sobie wewnętrznego Juninho Pernambucano i załadował taką bombę sprzed pola karnego, że Ravas powinien dać jutro na mszę, że piłka nie trafiła go w głowę, bo chyba by ją urwała.
Przy stanie 1:3 zabawa się nie zakończyła, ba, ona się dopiero rozkręcała! Wyzwanie Błąda podjął Maigaard, który popisał się równie efektownym trafieniem z dystansu. Duńczyk trzymał swój zespół w kontakcie z rywalem, bo zupełnie niewidoczny był krakowski superstrzelec Benjamin Kallman. O Finach zwykło się mówić, że bywają zimni i niedostępni, on te cechy przeniósł dziś na boisko, na którym zupełnie nie współpracował z kolegami. Do pewnego momentu, bo w doliczonym czasie popisał się spektakularną główką, a publika w Krakowie oszalała.
Remontada się udała, przed meczem remis by nas nie cieszył, ale w takich warunkach – a i w owszem. Tak mogli kombinować w tym momencie kibice Cracovii. Problem w tym, że na GieKSie ta bramka nie zrobiła żadnego wrażenia.
Mówiąc o mieszkańcach Śląska, często wspomina się ich pracowitość. Taką mrówką był dziś Kowalczyk, cichy bohater tego spotkania. Chłop biegał bez wytchnienia, a w decydującej akcji meczu przedłużył piłkę głową do Sebastiana Milewskiego, który w czystej pozycji nie mógł się pomylić. To znaczy w sumie mógł, wiadomo, to Ekstraklasa, ale jednak tego nie zrobił!
Ten mecz to była jazda bez trzymanki godna kultowego filmu Adrenalina z Jasonem Stathamem albo koncertu AC/DC z najlepszych lat. Panowie, dziękujemy pięknie za te emocje. Przed Jagiellonią, Rakowem, Lechem i Legią ciężkie zadanie, by jutro przeskoczyć tak wysoko zawieszoną poprzeczkę.
dziennikzachodni.pl – Mateusz Mak „Pasom” nie w smak. Katowiczanie znów wygrali na swoim ulubionym stadionie
W rozegranym 9 listopada meczu 15. kolejki PKO Ekstraklasy Cracovia przegrała z GKS Katowice 3:4. Katowiczanie znów wygrali wyjazdowe spotkanie na swoim ulubionym stadionie po bardzo dramatycznej końcówce, a bohaterem gości byli Mateusz Mak, który strzelił dwie bramki i Sebastian Milewski, który w doliczonym czasie gry zdobył gola na wagę zwycięstwa.
GKS Katowice wrócił na stadion Cracovii i znów odniósł na nim ligowe zwycięstwo. Po rozgromieniu na początku października na tym obiekcie Puszczy Niepołomice podopieczni trenera Rafał Góraka w sobotnie przedświąteczne popołudnie przy ul. Kałuży po dramatycznej końcówce pokonali radzącą sobie w tym sezonie bardzo dobrze Cracovię.
Bohaterem spotkania w Krakowie był Mateusz Mak. 33-letn i pomocnik po raz pierwszy w tym sezonie zagrał w PKO Ekstraklasie w podstawowym składzie GieKSy i strzelił dwie bramki sprawiając sobie znakomity prezent na przypadające 14 listopada urodziny.
Mak otworzył wynik meczu dobijając do siatki własny strzał z rzutu wolnego w mur. Zasłonięty bramkarz Cracovii Heinrich Ravas nie zdążył zareagować. Na 2:0 Mak podwyższył jeszcze przed przerwą wykorzystując sytuację sam na sam z golkiperem „Pasów”. Po zmianie stron pomocnik katowiczan trafił jeszcze w słupek.
Cracovia w doliczonym czasie gry I połowy zdołała zdobyć kontaktową bramkę. Po uderzeniu Mikkela Maigaarda piłka odbiła się od Oskara Repki i myląc bramkarza GKS wpadła do siatki. Katowiczanie odpowiedzieli po przerwie wspaniałym strzałę Adriana Błąda, który mocno huknął z dystansu zdejmując pajęczynę z okienka krakowskiej bramki.
Gospodarze nie chcieli być gorsi i Duńczyk Maigaard zdobył równie pięknego gola po strzale z woleja po raz drugi pokonując Dawida Kudłę. Cracovia nacierała do końca i w doliczonym czasie gry Fin Benjamin Kallman uderzeniem głową doprowadził do wyrównania.
GieKSa walczyła jednak do końca i w siódmej minucie doliczonego czasu gry rezerwowy Sebastian Milewski, który chwilę wcześniej pojawił się na murawie, z bliska strzelił zwycięską bramkę. Po tym golu na boisku mocno się zakotłowało. Doszło do przepychanek piłkarzy i aż czterech graczy obejrzało żółte kartki
katowickisport.pl – GKS Katowice zapewnił sobie zwycięstwo w 97. minucie!
GKS Katowice po szalonym spotkaniu wyszarpał zwycięstwo z Cracovią w samej końcówce. Jednym z bohaterów beniaminka był Mateusz Mak, który popisał się dubletem.
Prowadzenie GKS-owi już w pierwszym kwadransie dał Mateusz Mak, którego strzał z rzutu wolnego najpierw trafił w mur, ale ten sam dobił swoje uderzenie z półwleja, nie dając szans zasłoniętemu Henrichovi Ravasowi. Niespełna dwadzieścia minut później było już 2:0. Jugas zbyt krótko zgrywał do Skovgaarda, co wykorzystał Mak, wychodząc sam na sam z Ravasem, mijając go i pakując piłkę do pustej bramce. Cracovia szukała trafienia kontaktowego i znalazła je w doliczonym czasie gry do pierwszej połowy. Wtedy do bezpańskiej piłki dopadł Mikkel Maigaard i nie dał szans Kudle.
Po zmianie stron GKS wrócił do dwubramkowego prowadzenia. Adrian Błąd miał sporo miejsca przed polem karnym Cracovii i posłał fenomenalne uderzenie. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki Ravasa. GKS był blisko czwartego gola, ale znakomitą interwencją popisał się golkiper Cracovii. Nie minęło 10 minut, a równie pięknie odpowiedział mu Maigaard. Duńczyk ponownie był dobrze ustawiony przed polem karnym i tym razem idealnie uderzył z półwoleja, trafiając w samo okienko. Pasy ponownie złapały kontakt. Gospodarze niesieni dopingiem z trybun w doliczonym czasie gry dopięli swego i wyrównali. Rezerwowy Bartosz Biedrzycki podłączył się lewą stroną i dorzucił piłkę wprost na głowę Kallmana, ten zanotował swoje 10. trafienie w tym sezonie. Ostatnie słowo należało jednak do beniaminka. Sebastian Milewski w jednej z ostatnich akcji meczu dał GKS-owi zwycięstwo 4:3 po fenomenalnym meczu.
gol24.pl – Siedem goli w szalonym meczu PKO Ekstraklasy. Cracovia gorsza od GKS Katowice
Kibice, którzy w sobotnie popołudnie zdecydowali się obejrzeć mecz Cracovia – GKS Katowice, nie mogli narzekać na brak emocji. Beniaminek po szalonym meczu wygrał 4:3, strzelając decydującego gola w ostatniej akcji meczu.
[…] Strzelanie rozpoczęli przyjezdni ze śląskiego, choć w pierwszych minutach niezwykle aktywny był młodzieżowiec Filip Rózga z ekipy miejscowej. 18-latek miał nawet znakomitą okazję po strzale głową. Piłka po jego uderzeniu minęła bramkę Dawida Kudły.
Najpierw dla GieKSy trafił po pięknym uderzeniu z woleja, Mateusz Mak. Później skrzydłowy podwyższył prowadzenie dla swojej drużyny. Podopieczny trenera Rafała Góraka zabawił się z bramkarzem Henrichem Ravasem, minął go i z nie lada gracją wpisał się drugi raz na listę strzelców.
Przed przerwą do siatki dla gospodarzy trafił Mikkel Maigaard. Duńczyk uderzył bez przyjęcia na bramkę Kudły i futbolówka po jego strzale i po rykoszecie Oskara Repki wpadła do siatki. Gol atakującego Pasów zatem dał nadzieję piłkarzom prowadzonym przez trenera Dawida Kroczka na drugą odsłonę rywalizacji.
Przed przerwą do siatki dla gospodarzy trafił Mikkel Maigaard. Duńczyk uderzył bez przyjęcia na bramkę Kudły i futbolówka po jego strzale i po rykoszecie Oskara Repki wpadła do siatki. Gol atakującego Pasów zatem dał nadzieję piłkarzom prowadzonym przez trenera Dawida Kroczka na drugą odsłonę rywalizacji.
Chwilę później beniaminek PKO Ekstraklasy mógł po raz czwarty umieścić piłkę w bramce. Tym razem jednak Mateusz Mak trafił w słupek, a dobitka jego partnera z zespołu trafiła wprost w bramkarza.
Cracovia odpowiedziała kwadrans przed końcem podstawowego czasu gry. Swoje drugie trafienie w tym meczu zaliczył Mikkel Maigaard. Norweski pomocnik potężnie huknął zza pola karnego w samo okienko. Tym razem Dawid Kudła mógł tylko obserwować piłkę nieuchronnie zmierzającą do bramki.
Pasy walczyły o wyrównanie i dopięły swego w doliczonym czasie gry. Świetne dośrodkowanie ze skrzydła wykorzystał Benjamin Kallman, który precyzyjnym uderzeniem głową – strzelił gola na 3:3. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, w ostatniej akcji meczu najlepiej w polu karnym gospodarzy odnalazł się Sebastian Milewski – strzelając zwycięskiego gola.
Po chwili radości katowiczan, zaczęło kotłować się między zawodnikami i doszło nawet do przepychanek. Arbiter zdecydował się ukarać trenera przyjezdnych czerwoną kartką, bo ten również zaangażował się w przepychanki.
sport.lovekrakow.pl – Rozkojarzona Cracovia. Czy to czas na zmianę w bramce?
[…] Można tylko wyobrażać sobie, gdzie by była Cracovia, gdyby nie traciła tak dużo goli. Pasy strzelają najwięcej w całej ekstraklasie (33), ale też sporo tracą (24). Przez to często mają problemy na własne życzenie. Nie pierwszy raz w tym sezonie tracili gole już w pierwszym kwadransie, po czym musieli gonić wynik. Trzy strzelone gole w meczu z GKS-em Katowice nie wystarczyły jednak choćby do zdobycia jednego punktu.
[…] Docenił, że jego zespół w kolejnym meczu potrafił odrabiać straty, pomimo szybko straconego gola już w pierwszym kwadransie. – To lekcja dla nas. Musimy być bardziej kompleksowi nie tylko w atakowaniu, ale i w bronieniu – podkreślał. Jednocześnie akcentował, że jego zdaniem GKS Katowice to najlepszy z beniaminków w lidze.
[…] Plan GKS-u Katowice zakładał mocne ruszenie na Cracovię. – Postanowiliśmy atakować bardzo wysoko, bo widzieliśmy, że jeżeli Cracovia zmusi nas do niskiej obronie, to będziemy mieć problemy. Nie chcieliśmy czekać na kontrataki, tylko grać swoją piłkę – taką, jaką pokazujemy w ekstraklasie – mówił Rafał Górak.
Nie potrafił zrozumieć czerwonej kartki, jaką obejrzał w samej końcówce w masowej konfrontacji zawodników na boisku.
– Nie chciałem, aby działo się coś niedobrego i postanowiłem wkroczyć do akcji i odciągnąć moich zawodników z tego zamieszania. Obok widziałem trenera gospodarzy, który robił to samo. Sędzia techniczny stał i biernie się temu wszystkiemu przyglądał. To kara nałożona przez niego, bo główny nie widział żadnej akcji z moim udziałem – skwitował.
Felietony Piłka nożna
Runda pełna absurdów
Niesamowita była to runda jesienna, nie zapomnimy jej nigdy. Na zakończenie roku 2025 zapraszamy Was do przypomnienia sobie, z przymrużeniem oka, najbardziej absurdalnych zdarzeń z ostatnich miesięcy. Felieton przygotowałem wspólnie z redaktorem Flifenem. Jeśli coś jeszcze zasługuje na znalezienie się wśród tej listy – dajcie znać w komentarzu!
Tułający się po klubach Aleksander Buksa – według doniesień medialnych został wypchnięty z autokaru Górnika Zabrze wyjeżdżającego na zgrupowanie przedsezonowe wprost na listę wypożyczeń. Rzeczywistość brutalnie go zweryfikowała: w Katowicach rozegrał cztery fatalne spotkania i na tym jego wypożyczenie się zakończyło (może to był darmowy okres próbny?). Nie wniósł absolutnie nic do naszej gry i nawet Rafał Górak, znany z odbudowywania piłkarzy w dołku formy, nie był w stanie mu pomóc. Od czasów Sz.P. Daniela Krasuckiego jest to nasz najbardziej kuriozalny ruch na rynku transferowym. Tyle dobrze, że mieliśmy możliwość szybkiego zwrócenia zbędnego piłkarza.
Licznik wstydu redaktora Mietczyńskiego – Popularny Mietek prowadzący Uniwersum Ekstraklasy rok temu dostał solidną dwóję, typując 25 goli Makucha z Musiolikiem. Rozochocony swoimi farmazonami wypiął pierś, wskazał przed tym sezonem na Tsirigotisa z Barbossą i dumnie rzucił: “To będzie duet killerów!”. A jakie były tego efekty wszyscy wiemy… O komentarz poprosiliśmy samego przepowiadającego przyszłość: “Niestety nastąpiła fatalna pomyłka scoutingowa i wybrałem prawie najgorszy duet napastników, jaki tylko mogłem. W zasadzie bardziej ośmieszyć mógłbym się tylko wtedy, gdybym postawił na Aleksandra Buksę z Maciejem Rosołkiem. Serdeczne pozdrowienia dla redakcji!”. My również pozdrawiamy i życzymy powodzenia w świetlanej karierze tenisowej, z dala od typowania killerów.

Fot. Uniwersum Ekstraklasy na kanale Tetrycy
Dyrektorzy (ich brak) Legii – Pan Dariusz Mioduski zdołał niesamowicie uśrednić Legię Warszawa, jednak na pierwszy rzut oka ruchy dyrektorskie wyglądały rozsądnie, czego o trenerskich powiedzieć nie można. Fredi Bobić ma rozległe znajomości i podobnież angażuje się w obserwację młodych zawodników, naturalnie otwierając większość drzwi w Europie swoim nazwiskiem. Dyrektor Żewłakow z kolei świetnie radzi sobie w negocjacjach, a duet spisuje się razem doskonale, dzięki czemu udało się zakupić Rajovicia za okazyjne 3 miliony euro, sprowadzić wielki talent Kacpra Urbańskiego, wyciągnąć maszynę strzelecką Colaka i zatrudnić trenera na całe 15 minut przed wyjazdem na zgrupowanie. Dwie tak obeznane w dziedzinie osoby powinny sobie po prostu radzić znacznie lepiej, bo ksywka “dekodery” byłaby w tym momencie chyba nawet komplementem – decyzje nie wyglądają nawet na podjęte po zobaczeniu zatrudnionych osób w akcji.
Trenerzy (ich brak) Legii – Nieco więcej bitów poświęćmy wyborom trenerskim stołecznego klubu. Edward Niewyspanescu aka Iordanescu na szczęście miał do dyspozycji skład zbudowany w wakacje przez dwóch ekspertów. Prawda? Bynajmniej, z niektórymi piłkarzami miał czas jedynie na krótką rozmowę na gadu-gadu i już musiał wpisać ich na listę zgłoszonych do meczu. Przewijały się pogłoski, że zupełnie inaczej wyglądała Legia, którą mu obiecano… Inna sprawa jest taka, że do Legii liczącej (ależ to brzmi z perspektywy czasu) na walkę na trzech frontach zatrudniono człowieka, który historycznie absolutnie sobie z tym nie radził i było to jak najbardziej widoczne. Szybko postanowił publicznie wyrazić swój brak chęci do bycia w tym klubie i docenić trzeba fakt, iż mocno odpuścił swoją odprawę, walcząc o finansowe zabezpieczenie swojego sztabu. Duet dyrektorów postawił na własne rozwiązanie trenerskie, które nocą otrzymali z adresu [email protected]. Dzięki tej propozycji Inaki Astiz, kompletnie przerażony, został wrzucony na ławkę z jednym z najmniejszych sztabów, jakie ten klub widział i… zdołał pobić rekord Legii bez zwycięstwa oraz zaliczyć najgorszy wynik w historii klubu. A Marek Papszun, jak był w Rakowie, tak został tam aż do świąt. Nie ma to jak przemyślane decyzje!
Bojkot (jego brak) kibiców Legii Warszawa – W klubie stołecznym od jakiegoś czasu źle się dzieje i zauważają to nie tylko sympatycy Legii. Poza wynikami sportowymi, atmosferę psują relacje Nieznanych Sprawców z prezesem Dariuszem Mioduskim. Źli na brak aktywności transferowej fanatycy rozpoczęli tak zwany “Strajk ostrzegawczy”, w ramach którego mieli nie pojawiać się na domowych meczach, a tylko wspierać drużynę na wyjazdach. Początek bojkotu został ogłoszony 2 lipca, a informacja o zakończeniu wpłynęła na Facebooka NS 25 lipca. Sęk w tym, że bojkot potrwał cały jeden mecz, a dokładnie pierwsze spotkanie pierwszej rundy eliminacji do Ligi Europy. Domowe starcie z Piastem, zaplanowane na pierwszą kolejkę, zostało przełożone na grudzień. Ci, co nie oglądali pojedynku z Kazachami, mogliby pomyśleć, że piłkarze zagrali na tyle dobrze, że aż kibice odwołali bojkot, jednak test oka pokazywał, że wygrana 1:0 to był wynik bardzo na korzyść Legii. Strajk, tak czy inaczej, został przerwany i powrócił dopiero w ostatnim meczu roku, przeciwko pogromcom Lecha, czyli Lincoln Red Imps.
Kontrlogiczne odśnieżanie w Białymstoku – Ciągle pada śnieg, już zasypał nas… Tak w Białymstoku śpiewano arbitrowi Wojciechowi Myciowi i trenerowi Rafałowi Górakowi. Cały świat obiegł filmik Rafała Kędziora przedstawiający nowatorskie metody łopatowania wbrew zasadom fizyki, a więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w naszych ocenach z przymrużeniem oka.

Tłity (a każdy z nich niby felieton) pana Alexa Haditaghiego – Gdyby zrobić ankietę wśród fanów Ekstraklasy w poszukiwaniu najsłabszego elementu ligi, to prawdopodobnie na górze byłaby jakość piłkarzy, brak zaufania właścicieli do trenerów i tym podobne pierdoły. Nikt jednak nie zaznaczyłby haczyka przy opcji “Brak interesujących postaci”. W Szczecinie jednak nie wpadli na pomysł takiej ankiety przed sprzedaniem klubu i na czele Portowców w okolicach połowy marca stanął Alex Haditaghi. Wydawać by się mogło na początku, że to nic nadzwyczajnego. Ot, kolejny właściciel klubu, zdarza się. Kanadyjsko-irański 47-latek okazał się jednak chodzącą machiną do kręcenia contentu na X (dawniej Twitter). Nie starczyłoby nam znaków na artykuł, żeby opisać każdą rzecz, dzięki której pan Alex żyje w naszych głowach bez czynszu, wystarczy wymienić najciekawsze z nich:
- “With this new governance structure, the club will be managed with professionalism, accountability, and a commitment to excellence—both on and off the pitch” – wpis z początku jego pracy w Szczecinie
- W lipcu szanowny pan prezes przepowiadał wielką przyszłość przed Pogonią, a nadchodzący czas nazwał “Rokiem nieśmiertelności”.
- Zarzucał dziennikarzom krytykującym Pogoń służenie siłom ciemności oraz regularnie zabierał takimże łajdakom akredytacje.
- 26 lipca udzielił pełnego poparcia trenerowi Kolendowiczowi, niezależnie, czy ten przegra jeden mecz czy osiem, co jeszcze potwierdził w połowie sierpnia. I tak w zasadzie to nie skłamał, gdyż Robert Kolendowicz został zwolniony po… czwartej porażce. Jak to skomentował prezes Haditaghi? “Fenerbache zwolniło Mourinho po serii niezłych, ale nie świetnych wyników. Dlaczego? Bo wielkość wymaga więcej niż to.”.
- Obiecał, że Eftimis Koulouris nie odejdzie z klubu przynajmniej do końca kontraktu. Wychodzi na to, że to klub odszedł z Koulourisa, innego wytłumaczenia nie mamy. Przecież Alex Haditaghi nie mógł kłamać.
- Stwierdził, że jego 97-letnia babcia, która myśli, że “ofsajd” to zupa, lepiej poradziłaby sobie na VARze od sędziów (ale czy skłamał?).
- Wszystkie te wpisy przeplatał podawaniem dalej wszelakich propalestyńskich i antysyjonistycznych wpisów.
- Transfery Sama Greenwooda oraz Benjamina Mendy’ego nazwał zwycięstwami dla polskiej piłki. Polska piłka musiała zwyciężyć nad jakimś bardzo słabym rywalem, gdyż odgruzowanie Mendy’ego do stanu, w którym mógł zacząć grać jako tako w wyjściowym składzie, zajęło ponad dwa miesiące.
- Pan Alex Haditaghi poczuł potrzebę pogratulowania Mikaelowi Ishakowi setnej bramki dla Lecha i zrobił to, generując AI grafikę ze wcześniej wspomnianym sympatycznym brodaczem oraz nowym nabytkiem Portowców, Husseimem Alim. Husseim do tej pory rozegrał zatrważające 250 minut w lidze.
- W internetowej wojence oberwało się także znanemu koneserom piłkarskiego X’a (dawniej Twittera) kibicowi Lecha – Kevolowi. Tym razem poszło o użycie przez fana Kolejorza popularnego za oceanem słowa na “N”, określającego osoby czarnoskóre.
- Prawdopodobnie każdy fan Ekstraklasy słyszał o konflikcie pana Alexa oraz prezesa Cracovii, Mateusza Dróżdża. Zwyzywał on prezesa Cracovii od śmiecia bez kultury oraz patologicznych kłamców, klub od syjonistycznych organizacji, a kibiców od idiotów i środowiska znanego z dźgania ludzi nożami.
- W oświadczeniu krytykującym oczywistą symulkę Musy Juwary w meczu z Wisłą Płock poinformował, że porozmawia z zawodnikiem na ten temat i załatwi to wewnętrznie. Jak załatwianie spraw wewnętrznie ma się do publikowania postów na social mediach? To już wie sam pan prezes.
- Ujawnił szczegóły kontraktu Kamila Grosickiego oraz propozycję nowego kontraktu przygotowaną przez TurboGrosika – prawdopodobnie bez zgody drugiej strony konfliktu.
Rocha na X (dawniej Twitter) – Sympatyczny Portugalczyk od jakiegoś czasu upodobał sobie umilanie wolnego czasu, tworząc kolejne Tweety oraz odpisując pod nimi losowym kibicom. Większość jego twórczości pojawiała się w języku polskim, czym bardzo zbliżył się do fanów Rakowa oraz Zagłębia Lubin.


Kibice Pogoni o obrotach – intelektualnie angażujący elaborat gniazdowego Pogoni Szczecin mieli okazję wysłuchać piłkarze po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Radomiakiem Radom. Podejdźmy do tego matematycznie – na trwającym 1,5 minuty filmiku padło 6 przekleństw, co daje jeden wulgaryzm na 15 sekund. Niezły wynik, a dodatkowo wszystkiemu przysłuchiwały się dzieci stojące przy barierkach. Całość w skrócie polegała na tym, że jeśli media obiegną jeszcze jakieś zdjęcia piłkarzy Pogoni bawiących się w klubach, to kibice przyjdą na trening i im… porachują kości. Ostatnią tak imponującą przemowę możemy pamiętać z treningu Arki, przed wiadomo jakim meczem.
Stabilność trenerska i projekt na lata w Widzewie – “Ja wiem, że inni bogaci dżentelmeni nie znają się na futbolu i podejmują pochopne decyzje – ja taki nie będę. Dlatego pan Zeljko Sopić ma moje pełne zaufanie, albowiem zatrudniliśmy go na lata, a budowa klubu łatwym zadaniem nie jest, i tak jak mówiłem, trenerem na lata będzie tylko Patryk Czubak. Pozwoliliśmy mu polecieć na wesele, ale dzisiaj mnie to oburzyło i wysłałem po niego mój prom kosmiczny, żeby mógł mi pokazać zdjęcia osobiście. Nie mam z tym żadnego problemu i w pełni popieram jego metody szkoleniowe, dlatego jeszcze raz powtarzam: moim trenerem jest Igor Jovicević i podejmuję tę jedną jedyną decyzję trenerską z chłodną głową” – mniej więcej tak mogłaby wyglądać wypowiedź Pana Dobrzyckiego obejmująca całą rundę jesienną. Dalej można się jednak nad tym głowić: po co ściągano trenera Czubaka z wesela, skoro wszystko było okej? Mamy telefony, można do siebie zadzwonić.
Wyrzucanie pieniędzy w transfermarkcie – Dodatkowo szanowany pan prezes wysyłał swój odrzutowiec tu i tam, co jest jak najbardziej wskazane przy negocjacjach z piłkarzami, reprezentując klub z biednej mimo wszystko ligi. Co było jednak niepokojące, to sama jakość (a raczej jej brak) tych sprowadzonych zawodników, wspomniana już rotacja trenerska i ponadprzeciętnie szeroki pion sportowy. Ostatecznie cztery litery wszystkim uratował Sebastian Bergier, bez którego Widzew spokojnie mógłby się już szykować na przyszłoroczne derby Łodzi. W zimowym okienku udało się już wydać 5 milionów euro i dzięki temu pozyskać jednego piłkarza, jakim jest pan Osman Bukari, a zawodnicy podobno ponadto dostają w kontraktach absurdalne kwoty na realia polskiej piłki. Ale kto bogatemu zabroni?
Lisy pola karnego – Czas na katastrofy transferowe do ofensyw “czołowych” klubów Ekstraklasy: Yannick Agnero, Musa Juwara, Mileta Rajewac aka Rajović, Andi Zeqiri i Mariusz Fornalczyk, a także Antonio Colak, który co prawda przyszedł bez kwoty odstępnego, ale Legia ściągnęła go z sesji zdjęciowej w Zabrzu za pomocą korzystniejszej oferty finansowej. Łączna kwota według portalu transfermarkt tych wzmocnień to 11.65 miliona euro, czyli około 50 milionów złotych. Łącznie wykręcili zabójcze liczby, przebijając wynik Pana Piłkarza Kacpra Sezonienko o jeden punkt w kanadyjce (uwaga) – 6 goli i 2 asysty. Na jeden punkt przypada zatem ponad 6 milionów złotych, a dysponując takimi środkami finansowymi możnaby było zakupić teoretycznie WSZYSTKICH zawodników Bruk-Betu Termalici i jeszcze pół zespołu Arki Gdynia – wtedy mielibyśmy 39 trafień i 29 oczek w tabeli… Zamiast tego sprowadzono piłkarzy, którzy absolutnie nie byli w stanie pokazać swoich umiejętności, a Julek Sipika wraz z resztą widzów co tydzień zalewali się łzami na wspomnienie o ich wyczynach boiskowych, choć częściej ze śmiechu.
Lis lisów (tylko że nie) – Sz.P. Mileta Rajewac aka Rajović zasłużył sobie na osobny podpunkt. W pudłowanie wkładał całego siebie i robił to nie tylko z uwagi na swoją pracę, ale po prostu z pasji. Z Motorem Lublin po spektakularnych dwóch pudłach aż kopnął w przypływie euforii bloczek reklamowy, swoją drogą to chyba jego najlepsze uderzenie rundy. Jasne, docenić trzeba fakt, iż dobrze porusza się po boisku i stąd jego sytuacje strzeleckie, ale nogi w piłce nożnej nie służą tylko do przemieszczania się – szczególnie za 3 miliony euro (tak, naprawdę tyle kosztował).

Rafał Gikiewicz – Zagrał jeden słaby i jeden przyzwoity mecz w Widzewie, ale nie za to go zapamiętamy. Po miesiącach absurdalnych wywiadów i kompromitujących występów (a także przedłużeniu umowy) pożegnano się z bramkarzem, a ten udał się na transfer medyczny do Zagłębia Lubin. Od razu wskoczył do bramki i pomógł swojej drużynie golem w ostatnich minutach awansować do kolejnej fazy puch… Wróć, to już było po przenosinach. Tak, w 112. minucie zdołał samodzielnie wyrzucić Zagłębie Lubin z Pucharu Polski, odbijając za siebie (i wprost w siatkę) wręcz żenujący strzał z dalekiego rzutu wolnego. Włodarze szybko uzmysłowili sobie swoją porażkę i zesłali go na piłkarską banicję, teraz z ławki może obserwować młodego i perspektywicznego Jasmina Buricia.
Szymon Marciniak twierdzący, że dziennikarze ustalają przepisy – Popularny sędzia o charakterystycznej fryzurze zaszokował opinię publiczną, twierdząc, że gdyby nie “dziennikarze i eksperci”, to nie byłyby gwizdane takie faule, jakie pan Marciniak gwiżdże teraz. Złośliwi zasugerowaliby, że to oznacza, że najbardziej znany polski sędzia nie gwiżdże według reguł gry, a pod publiczkę. Na szczęście my nie jesteśmy złośliwi!
PZPN wysyłający jednego maila ws. Maccabi – Z okazji trzeciej rundy kwalifikacyjnej Raków Częstochowa miał okazję dwukrotnie sprawdzić się przeciwko zespołowi z państwa, które w Europie znajduje się tylko futbolowo – Maccabi Hajfa. Niestety te mecze zapisały się w historii nie poziomem piłkarskim, a głupotą i ordynarnością kibiców klubu zza Morza Śródziemnego. Media obiegł kibic robiący niegodne rzeczy z lalką ubraną w polskie barwy, a relacje choćby Sz.P. Łukasza Ciony spotkały się z jednomyślnym odbiorem: niestety tylko w Polsce i tylko wśród osób niedecyzyjnych. Tomasz Kozłowski opowiedział o podjętych przez PZPN działaniach w rozmowie na kanale Weszło. Rzucił chyba trochę niechcący, że związek wysłał jednego maila i w sumie to nie wie, czy ktoś na niego odpowiedział… Tak, dyrektor ds. komunikacji nie wie, czy skomunikowano się z UEFA w sprawie o charakterze narodowym i historycznym, a nie tylko futbolowym. No bo po co.
Lechia pozywająca ligę i opowieści o transferowym zakazie-widmo – To nie był prosty off-sezon dla włodarzy Lechii. Nie dość, że zostali postraszeni utratą licencji i zakazem transferowym, to za niewypłacanie pensji zostali ukarani całymi pięcioma punktami ujemnymi w lidze. Docenić trzeba śmiałość osób decyzyjnych w klubie z Gdańska, gdyż wydało im się to i tak zbyt ostrą karą, w konsekwencji czego złożyli pismo do PKOI. Na całe szczęście ujemne punkty zostały podtrzymane – inna decyzja byłaby robieniem jeszcze większej parodii z naszej ligi. Warto przypomnieć, że problemy finansowe Lechistów nie zaczęły się nagle, bo już w lutym to Ekstraklasa musiała wyłożyć pieniądze za Tomasza Wójtowicza i stąd tytułowy zakaz transfeorwy. Lechia tak bardzo nie mogła przeprowadzać transferów, iż udało jej się jak dotąd ściągnąć dziesięciu zawodników (dane za Transfermarkt). Komisja licencyjna przyszła i powiedziała groźnym tonem: “Transferów ma nie być, chyba że będą bardzo fajne i pokażecie czek z pieniążkami: wtedy można”. Pół miliona euro za Kurminowskiego, całkiem nieźle jak na klub, który miał problemy z wypłacaniem pensji. Trybunał przy PKOl-u odwołał ten zakaz transferowy, inaczej Lechia znów musiałaby ograniczyć się do sprowadzania tylko takich zawodników, na których ją stać według komisji. Dawno już nie było na łamach naszej strony przypominane, że Lechia Gdańsk nie powinna znajdować się w Ekstraklasie, co niniejszym czynimy!
Lider dzięki 5 remisom (aka Remis Płock) – Tabela Ekstraklasy viralem obiegła Europę, gdy tylko runda miała się ku końcowi. Biedna trójka robiła, co mogła, by tylko spaść jak najniżej w klasyfikacji generalnej: niestety, reszta stawki była po prostu zbyt silna w takiej grze. Ostatnia w tabeli Termalica traci do lidera jedynie 11 punktów, zatem spokojnie jeszcze może walczyć o mistrzostwo.

Źródło: Aplikacja Superscore, forma drużyn Ekstraklasy 2025/26.
Iban Salvador aka człowiek-prowokacja – Gra tak, jak Włosi mówią: więcej w jego przypadku jest pracy rękami i gestykulacji niż robienia pożytku ze swoich nóg. Jest to piłka nożna i dobrze by było, gdyby jednak na tym się skupił, bo piłkarzem jest całkiem niezłym. Chyba wszyscy zgodni są co do tego, że jest to najbardziej denerwujący wszystkich piłkarz w naszej lidze – a on sam jeszcze jest dumny ze swojego zachowania i tłumaczy się dla Weszło tym, że robi wszystko dla swojego zespołu.
Drony szpiegowskie, szpiegi Arkowskie – Dawid Szwarga na największą scenę wrócił z przytupem. Sezon tak naprawdę nawet nie zdążył się zacząć, bo na dwa tygodnie przed pierwszymi starciami viralem stał się post Motoru Lublin, przedstawiający zaiwanionego drona Arki Gdynia, który miał filmować ich w trakcie przedsezonowych przygotowań. Internauci często wspominali, że Szwarga może wyjść z Rakowa, ale Raków z niego nie. Nie trzeba być ostoją moralności ani mistrzem intelektu, żeby wpaść na to, że od podglądania treningów rywala jest gorsze tylko podkradnięcie jego półprawego stopera. Niegodny ruch, jednak koniec końców podobno obie strony wszystko sobie wyjaśniły, a dron został przekazany pierwotnemu właścicielowi. Po wszystkim do Arki przylgnęło urocze przezwisko “Droniarze Szwargi”.
Sauny transferowe – Zostańmy jeszcze na chwilę w Gdynii. We wrześniu Arka nie mogła pochwalić się świetnym wynikiem, po ośmiu meczach miała osiem punktów. Ekipa Dawida Szwargi na wyjeździe w Łodzi zaliczyła kolejną porażkę, a szkoleniowiec nie krył swoich żalów przed zebranymi na sali dziennikarzami, mówiąc “Należy pamiętać, że Widzew Łódź dokonał transferów za 6 mln euro, a nasz najdroższy transfer to była sauna”. Plotki głosiły, że nie do końca spodobało się to władzom klubu znad Bałtyku i atmosfera była naprawdę gorąca nie tylko w saunie (przepraszamy za nieśmieszny żart).
Pan Kamil Kosowski i dzikie predykcje – W kwestii przewidywania przyszłości chyba nic nie jest w stanie przebić redaktora Mietczyńskiego, któremu poświęciliśmy cały osobny punkt. Rękawicę w rywalizacji o drugie miejsce podjął jednak Kamil Kosowski. Były reprezentant Polski, już po drugiej kolejce, wytypował zespół z największymi szansami na Mistrza Polski – Cracovię. Nazwać to pocałunkiem śmierci byłoby przesadą, gdyż do lidera zespołowi Luki Elsnera brakuje tylko trzech punktów. Tak czy siak, próba znalezienia złotego medalisty ligi na 32 kolejki przed końcem była bardzo odważna.
Pan Jakubas: Celem są puchary – Świetny pierwszy sezon Motoru w Ekstraklasie tylko podsycił apetyty kibiców oraz osób związanych z klubem. Czasem jednak przydatna jest chłodna głowa i rzetelna ocena sytuacji, której chyba zabrakło panu Jakubasowi, gdy ten zapowiadał, że z tą kadrą reprezentanci Lublina są w stanie osiągnąć top 4 w lidze. To nie pan Jakubas jest bogaty, to bogactwo jest panem Jakubasem, a Motor na transfery wydał niecały milion euro. Jeśli ten skład faktycznie osiągnie europejskie puchary, to Mateusz Stolarski powinien dostać ulicę swojego imienia oraz pomnik przed stadionem.
Sędzia Raczkowski kontra transparent – Podczas meczu Jagiellonii z Rakowem kibice dopuścili się karygodnego czynu, przekraczając wszelkie granice. Inscenizację tego zdarzenia przeprowadził kanał Weszło w swojej Lidze Minus. Transparenty wojenne, polityczne, prowokacyjne, nienawistne wobec innych narodów – to wszystko było zasadniczo akceptowane przez cały świat piłkarski (chyba że to sprawka Legii albo Evertonu, im zawsze się dostanie). Pojawiły się dwa transparenty: “Nie ma przypadków, są tylko znaki” okraszone karykaturą arbitra w trakcie popełnianego legendarnego już występku, a także drugi, nienadający się do cytowania, uderzający w tony lat przedustawowych nawiązujący do fatalnej decyzji sędziego Frankowskiego z poprzedniego spotkania. Insynuowanie czynów korupcyjnych jest oczywiście mocno nie na miejscu i umniejsza całym rozgrywkom, jednak zdarza się przy okazji każdego meczu. Zwalczać przemoc to rzecz słuszna, jednak nie można tego robić wybiórczo – wtedy jest to po prostu czysty absurd.

Zagubione kartki w meczu Jagielloni z Górnikiem – A za co tak kibice zdenerwowali się na pana Raczkowskiego? Na pewno powody mieli, gdyż podobno od razu po spotkaniu arbiter poszedł przeprosić zawodników z Białegostoku i nie był zbyt chętny do rozmowy. Josema po prostu powinien pożegnać się z murawą za faul taktyczny na wychodzącym sam na sam Rallisie, a odgwizdano… faul na bramkarzu kilka sekund później. Jak to mówi młodzież: XD. Josema, rozochocony takim obrotem spraw, postanowił zrównać z ziemią dryblującego go Mazurka kilka chwil później, sędzia i tym razem nie chciał wyciągnąć kartki. Szybki telefon od kolegi do Podolskiego i mistrz świata mocno poturbował Pietuszewskiego, zgodnie z Waszymi przewidywaniami: obyło się bez kartki.
Kontrakt Maxa Moldera na trzy lata – Pan Kleks, pseudonim “Max Molder”, swoją aparycją przywodził na myśli żeglugę i morze, jednak Piast pod jego banderą szybko osiadł na mieliźnie. W 10 ligowych spotkań sympatyczny brodacz wykręcił spektakularny wynik 0,7 punkta na mecz. Zwolnienia trenerów w Ekstraklasie zdarzają się regularnie, jednak nie każdy klub zdecydowałby się na trzyletni kontrakt z trenerem bez doświadczenia na najwyższym poziomie rozgrywkowym w… jakimkolwiek kraju. Co by jednak o nim nie mówić: posiadania piłki w kilka miesięcy nazbierał tyle, do ilu inni trenerzy potrzebowaliby całego kontraktu!
Saga Papszunowa – tu nie ma co pisać, tu trzeba… no właśnie, co? Cała sytuacja była skrajnie głupia: „Chcieć to połowa sukcesu. Niewystarczająca 😉”, malowanie po muralu (tak jakby Papszun nie wyciągnął tego klubu z 2. ligi), sam trener mówiący na miesiąc przed przenosinami, że chce być trenerem innego klubu. Cała ta saga to był czeski film, którego nie dało się śledzić inaczej niż z popcornem w ręku. Koniec końców Marek Papszun dopiął swego i trafił do Legii. Czas pokaże, komu to wyszło na dobre.
Wątpliwej moralności anegdota pana Świerczewskiego – “Kiedy żyjesz ze swoją partnerką, kochasz ją i nagle słyszysz od niej, że w zasadzie to chce odejść do innego i że w zasadzie to jej szkolna miłość, ta pierwsza, to jesteś zszokowany” oraz “Ale gdy wiesz, że twoja sąsiadka się w tobie od dawna podkochuje i jest atrakcyjna, no to bierzesz od razu i się nie zastanawiasz”. Nie wiemy, jaki jest aktualny stan matrymonialny właściciela Rakowa Częstochowa, ale jeśli ma żonę, to mogłaby być ona co najmniej delikatnie niezadowolona z tego tekstu. Oczywiście w tym kontekście partnerką był Marek Papszun, a atrakcyjną sąsiadką Łukasz Tomczyk.
Transfer Radomiaka z City – Nie regulujcie odbiorników! To nie FM, to nowe standardy Ekstraklasy. Jako liga jesteśmy już na takim poziomie, że zawodnicy z Manchesteru odbijają się od naszych klubów. Taki los spotkał Josha Wilsona-Esbranda, bocznego obrońcę, tułającego się po wypożyczeniach od dwóch lat. 23-latek rozegrał w Radomiaku tylko 113 minut, zaliczając w tym czasie jedną asystę. Fakty jednak pozostają faktami, zawodnicy The Citizens są za słabi na Ekstraklasę.
Feio podbija Europę (Polska jest w Europie) – Goncalo Feio chciał, by Legia Warszawa byłą jego ostatnim klubem w Polsce. Może chodziło mu po prostu o to, by znaleźć się tam jeszcze tuż przed emeryturą? W każdym razie Feio na zachodzie przepracował dwa tygodnie i na tym się jego wojaże zakończyły. Skończył jesienią niedaleko swojego poprzedniego pracodawcy, dołączając do Radomiaka Radom.
Honorable mentions
Powołanie Kapustki – Zgodzimy się wszyscy, że trener Jan Urban mógłby samodzielnie prowadzić dobranockę i swoim sympatycznym sposobem bycia (oraz rzecz jasna umiejętnościami) odbudował całą atmosferę i grę reprezentacji. Pomysł na Kapustkę przy formie mutant Bartosza Nowaka czy Oskara Repki słusznie spotkał się z negatywnym odbiorem kibiców, szczególnie przy jego występach w tonącej Legii.
Odebranie opaski Lewandowskiemu – Nie wiemy, czy trzeba coś tutaj dodawać. Michał Probierz spalił wszystkie mosty i został na wyspie, wytykany przez wszystkich palcami. Publicznie żaden z piłkarzy nie wziął jego strony i to, wraz ze słabymi wynikami, przekreśliło jego karierę selekcjonerską.
Tymoteusz Puchacz – Sprawić, by Rafał Górak publicznie wyjawiał swoje rozczarowanie, wcale nie jest łatwo. Wybrał zaskakujący kierunek zamiast szansy na odbudowę w solidnie budowanej ekipie, a umówmy się: to nasz trener wyciągnął rękę do zawodnika z kontrowersyjną prasą.
Odsprzedaż koszulek okolicznościowych Lecha – Pazerność ludzka nie zna granic: klub zrobił coś fajnego dla fanatyków, a skończyło się na reaktywacji instytucji bazarku. “Mam 15 koszulek z przebitką 2000 złotych i co mi pan zrobi” – klub na szczęście wypuścił kolejną serię i nieco okiełznał sytuację.
Pogoda w Słowenii – Armagedon pogodowy mocno opóźnił świętowanie naszych piłkarek po finale, takiej ulewy chyba nikt się nie spodziewał po wcześniejszych upalnych dniach. 30 minut po zakończeniu spotkania spokojnie można było rozpocząć trening pływacki na bocznym boisku, a biegi do autokaru i samochodów to niezapomniane przeżycie wszystkich obecnych podczas finału. W takich warunkach udało się przeprowadzić ponad minutowy wywiad z Klaudią Słowińską!
Wybór (ale taki nie za szybki) szefa sędziów – Marcin Szulc oczywiście przez te 113 dni był uznawany za szefa, ale jednak nie było to spisane na papierze i brakowało przez to nieco autorytetu. Z każdej strony dochodziły głosy, że takie bezkrólewie wpływa na pracę sędziów, którzy i bez problemów organizacyjnych mają sporo na głowie.
Głosowanie na organizatora Mistrzostw Europy kobiet – Polska otrzymała zawrotne 0 głosów, widać postęp: przynajmniej byliśmy wśród opcji do wyboru.
Przewidywane zwolnienie Leszka Ojrzyńskiego – Słynący z zabijania futbolu i wydobywaniu cech wolicjonalnych trener dokonał czegoś wręcz niemożliwego. Spora rzesza fanów nawet nie przewidywała przecież jego dłuższego pobytu w Lubinie i przyjmowano jego rychłe zwolnienie za drugi pewnik obok podatków. Strażak Sam Ojrzyński zamienił się w Boba Budowniczego i po prostu zrobił w Zagłębiu to, czego nie potrafili zrobić poprzednicy – zbudował solidnego średniaka w oparciu o młodych Polaków.
Mecz Pogoni z Jagiellonią i Górnika z Termalicą – Dwa niesamowicie podobne mecze. Jedne ekipy (Pogoń z Górnikiem) przeważały, i biły nawet nie jedną ale całym stadem głów w ścianę z kartonu, który miał jednak absurdalnego fuksa. Drugie drużyny, wcielające się w rolę kartonowej ściany, swoje spotkania wygrały, przecząc absolutnie optycznemu przebiegowi meczu.
Felietony Piłka nożna
Co poprawić przed Igrzyskami Śmierci?
Igrzyska Śmierci, jak określił rundę wiosenną trener Motoru Lubin, zbliżają się wielkimi krokami. Za niecałe 30 dni GieKSa będzie już po pierwszym spotkaniu ligowym i miejmy nadzieję, że będziemy do tego meczu bardzo dobrze przygotowani. Runda jesienna to jedna wielka sinusoida – od nieudanego początku, przez niezłe mecze w środku, dobrą końcówkę i słabiutkie wykończenie akcji w Częstochowie. A to wszystko przeplatane świetnymi występami w Pucharze Polski.
Liga na wiosnę nie wybaczy błędów, drużyny będą chciały unikać spadku i kto wie, czy nie będziemy świadkami jednego z najciekawszych pod względem dramaturgii sezonu w Ekstraklasie od wielu lat. W grze GieKSy było sporo do poprawy, a ja postanowiłem się pochylić nad tymi najważniejszymi i przygotowałem dla trenera Rafała Góraka małą ściągawkę.
Co do poprawy?
OBRONA – błędów w obronie Ekstraklasa nie wybacza i przekonaliśmy się o tym wiele razy w tym sezonie. GieKSa pod koniec rundy odnalazła swój rytm, a kulminacją był występ przeciwko Pogoni Szczecin. Zagraliśmy wtedy kapitalnie w defensywie i jeśli chcemy myśleć o utrzymaniu, to takie spotkania muszą nam się zdarzać częściej. Potrzeba większego zgrania, automatyzmów i przede wszystkim wyczulenia na niechlujne zagrania przy rozegraniu piłki.
GALAN – z przyjemnością się patrzy na tego zawodnika i jego panowanie z piłką. Kolejny raz Hiszpan jest w czołówce wygranych pojedynków, ale…. nie mogę znieść jednego w grze Hiszpana. Borja stanowczo za dużo aktorzy na boisku – przewracanie się, machanie do sędziego, wieczne pretensje o nieodgwizdane faule. GieKSa to zespół, który słynął z waleczności, nie ma tu miejsca na udawanie i pretensje. Życzę sobie, byś na wiosnę stał się naszym kolejnym zakapiorem, który pokaże nam trochę hiszpańskiej magii na boisku. Nie chcę aktora na boisku, ale – zachowując proporcję – katowickiego Sergio Ramosa. Trenerze – czas troszkę odmienić Borję i jego styl gry.
STAŁE FRAGMENTY GRY – ze stałymi fragmentami gry GieKSa miała problem w tym sezonie. Nieco został on przykryty przez świetne strzały z rzutów wolnych Bartosza Nowaka oraz spotkanie z Arką, w którym funkcjonowały one znakomicie. Może jeszcze rzut rożny na Motorze przy golu Zrelaka wyszedł świetnie. Problem w tym, że ogólnie brakuje nam goli ze stałych fragmentów. Czasem wydaje mi się, że nasze rzuty wolne są za bardzo przekombinowane, a czasem zbyt proste do rozczytania (cała liga już wie, że będzie wrzutka na długi słupek, wyblok jednego z obrońców i próba zgrania w pole karne przez drugiego).
Jak już mamy rzut rożny, to niewiele z niego wynikało i zamiast kombinować z wystawieniem piłki na woleje z 16 metra, przydałaby się mocna centra w pole karne – wzorem niech będzie gol Radka Dejmka ze spotkania z Resovią w Rzeszowie (2:2). Trener Górak, Adi Błąd czy Arek Jędrych na pewno będą pamiętać tego gola.
Trener Górak u redaktora Ćwiąkały przywołał świetnie rozegrany stały fragment gry ze spotkania z Błękitnymi w II lidze. Wszystko tam super zagrało, ale jak popatrzymy na to na chłodno, to poziom skomplikowania tego wykonania rożnego był naprawdę duży. Czasem większa prostota, czasem popatrzenie na to, co było w przeszłości, może dać lepsze efekty. Sugeruję spojrzeć na rozegranie od gwizdka przez PSG i gol Mbappe czy też na rzut wolny Szwecji z MŚ w 1994 roku w spotkaniu z Rumunią i gol Brolina. Można również spojrzeć na rzut wolny Argentyny w spotkaniu z Anglią z 1998. To są po prostu klasyki, które powinniśmy spróbować skopiować w tak prostych sytuacjach. Apeluję o większą prostotę trenerze.
Brakuje również rzutów karnych, które mogłyby ustawić nam spotkanie. Statystycznie jesteśmy coraz bliżej, ale tak się składa, że na Arenie Katowice nie mieliśmy jeszcze ani jednego rzutu karnego, a i na wyjazdach jakby ich mniej ostatnio. Warto się temu przyjrzeć, dlaczego tych karnych mamy tak mało i co można z tym zrobić.
MNIEJ EKSPERYMENTÓW – runda wiosenna nie wybaczy eksperymentów. Musimy być przygotowani a zawodnicy wiedzieć, co mają robić. To nie będzie czas na to, by testować Grzegorza Rogalę na stoperze, nie będzie to również czas, by stawiać w ataku na Rosołka, rotacje w środku pola również mogą nam nie dać dużo dobrego. Przed trenerem ciężkie zadanie, by w te niecałe 30 dni przygotować zespół do tego, by wiedział, co ma robić na boisku, a jednocześnie dobrze reagować na to, co nieprzewidywalne.
TRANSFERY – tutaj już kamień do ogródka dyrektora sportowego. Rynek w oknie zimowym ciężki, ale GieKSa nie może zostać w tyle pod tym względem. Pokusa będzie pewnie duża, by dać zaufać ekipie, którą zmontowano latem, ale jeśli ja widzę jeszcze małe braki kadrowe, to tym bardziej powinni widzieć je dyrektor sportowy oraz sztab szkoleniowy. Liczę na wzmocnienia składu przed jedną z najważniejszych rund dla GieKSy. Liczę, że uda się wyłowić ciekawych zawodników, którzy będą wzmocnieniem.
Zapraszamy do galerii z Krynicy, gdzie GieKSa mierzyła się z Zagłębiem Sosnowiec w ramach Pucharu Polski. Niestety, kolejny raz odpadaliśmy w półfinale.


Najnowsze komentarze