Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Cracovią: Piękne gole i nokaut
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Cracovia – GKS Katowice. GieKSa wygrała 4:3 (2:1).
gazetakrakowska.pl – Piękne gole i nokaut
Cracovia – GKS Katowice 3:4 w meczu 15.kolejki piłkarskiej ekstraklasy. Cracovia zdołała w doliczonym czasie gry doprowadzić do remisu, ale potem straciła jeszcze gola.
[…] „Pasy” zaczęły bardzo intensywnie, mocno presując rywali. I w 5 min groźnie strzelał głowa Filip Rózga – uderzył jednak nad poprzeczką. Goście byli bardziej konkretni. W 15 min wykonywali rzut wolny – pierwszy strzał Mateusza Maka odbił się od muru, ale poprawka była skuteczna. Mak znalazł lukę między piłkarzami „Pasów” i strzałem po ziemi z 14 m zdobył gola. W 24 min Adam Zrelak przejął piłkę po błędzie obrońców Cracovii – strzelił na bramkę, ale za lekko i Ravas zdołał obronić ten słaby strzał. Impet Cracovii, którym imponowała w pierwszych minutach osłabł zdecydowanie.
A goście robili swoje, w roli głównej znów wystąpił – Mak. Straszny błąd popełnił Jugas, który źle główkował do Andreasa Skovgaarda, którego uprzedził Mak, „objechał” Ravasa w sytuacji sam na sam i strzelił do pustej bramki. „Pasy” były w fatalnym położeniu. Wprawdzie od razu zaatakował Kallman, ale strzelał za lekko, w dodatku w nogi rywala. W 3 min doliczonego czasu gry I połowy „gola do szatni” zdobył Mikkel Maigaard. Piłka odbiła się rykoszetem od Oskara Repki i zaskoczyła Dawida Kudłę…
Przed Cracovią stało ambitne zadanie – odrobienia strat. „Pasy” grały jednak bardzo nerwowo, wiele było strat piłki w środkowej strefie, po których katowiczanie groźnie atakowali. W 60 strzelał Ajdin Hasić, ale nad poprzeczką. Po chwili trener Dawid Kroczek wzmocnił siłę ataku wpuszczając na boisko Micka van Burena. Ale po 2 min to goście zdobyli gola – pięknym strzałem z dystansu popisał się Adrian Błąd i piłka ugrzęzła w „okienku”. To wcale nie pobudziło krakowian. A to GKS grał świetny mecz. Mak ograł Jugasa i trafił w słupek, a dobitkę Sebastiana Bergiera wreszcie w dobrym stylu obronił Ravas. Była 64 min. Hasić od razu chciał odpowiedzieć, ale Dawid Kudła okazał się lepszy. W „Pasach” brylował Maigaard i Duńczyk popisał się pięknym strzałem w „okienko”.
Gospodarze znów złapali kontakt. I rozpoczęła się pogoń krakowian za wynikiem. Miejscowi grali szybko, ale mało dokładnie. W 88 min główkował Kallman, ale Kudła popisał się interwencja na wysokim poziomie. Sędzia doliczył 5 minut. I po dograniu Bartosa Biedrzyckiego Benjamin Kallman zdobył gola na 3:3. Na trybunach zapanował szał radości. To 10 gol Fina w tym sezonie. Ale gospodarze nie mogli się ucieszyć bo w 7 min doliczonego czasu gry Sebastian Milewski strzałem z 5 m pokonał Ravasa, zapewniając zwycięstwo katowiczanom.
weszlo.com – Kroczek w tył. Cracovia nie wykorzystała szansy, by zostać liderem
Cóż to był za wspaniale popieprzony mecz! Mieliśmy w nim trzy bramki światowej klasy, trafienie po akcji pełnej rykoszetów, dwa gole gościa, którego wielu uważało już za emeryta, oraz dwa celne strzały w doliczonym czasie. W to szare, listopadowe popołudnie w Krakowie oglądaliśmy piłkarskie fajerwerki. Więcej odpalili ich katowiczanie, którzy ograli Cracovię 4:3.
Masz szansę, by zostać liderem Ekstraklasy. Naprzeciwko ciebie staje drużyna, która niedawno w Pucharze Polski odpadła z trzecioligowcem, w lidze przegrywała ostatnio u siebie z kiepską Koroną Kielce, a dodatkowo jest pozbawiona jednego z liderów, Bartosza Nowaka. Wystarczy, że ją pokonasz i wskakujesz na czoło tabeli. Wymarzona sytuacja, prawda? W teorii – tak. W praktyce gospodarze nie sprostali dziś GieKSie.
Gośćmi dowodził dziś Mateusz Mak, czyli facet, który rozgrywał… pierwszy mecz w tym sezonie w podstawowym składzie w lidze, a ogółem przebywał w obecnych rozgrywkach Ekstraklasy na boisku całe 86 minut. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdemolowaniu niedoszłego lidera.
Najpierw mieliśmy rzut wolny, podyktowany niesłusznie przez Damiana Sylwestrzaka. Zdaniem arbitra Mateusz Kowalczyk był faulowany przed polem karnym, powtórki każą jednak wątpić w zasadność tej decyzji. Mak podszedł do piłki, przycelował w mur, po czym poprawił z woleja tak, że klękajcie narody.
Przy pierwszym golu Mateuszowi pomógł sędzia, przy drugim – Jakub Jugas. Zwrotu „jak w czeskim filmie” używamy w sytuacji absurdalnej, tu pasuje znakomicie nie tylko dlatego że stoper gospodarzy pochodzi z tego kraju, ale i z powodu, że chłop… podał piłkę głową do Maka. Ten wpadł w pole karne i dopełnił formalności.
Kiedy piłkarz GieKSy podwyższał wynik, na boisku nie było już Adama Zrelaka. Napastnik katowiczan nabawił się urazu w bardzo nietypowych okolicznościach. Wszystko zaczęło się od Henricha Ravasa, który niespodziewanie… podał mu piłkę z własnego pola karnego. Zrelak chciał skorzystać z tego prezentu bramkarza i szybko oddał strzał, nie dość, że było to jednak fatalne uderzenie, to jeszcze padł po wszystkim na murawę i już do gry nie wrócił.
Nietypowa była też sytuacja, w której Cracovia strzeliła gola kontaktowego. Otóż najpierw dośrodkowanie z lewej strony boiska odbiło się rykoszetem od piłkarza GKS-u, potem mieliśmy rykoszet numer dwa – po strzale Mikkela Maigaarda.
Akcja, która dała gospodarzom kontakt, miała miejsce w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Kibice Cracovii zapewne uznali, że poniesie ich drużynę do odrabiania strat po przerwie. Mało kto z nich mógł przypuszczać, że kolejne trafienie będzie dziełem rywali, a precyzyjniej Adriana Błąda. Piłkarz z Katowic odkrył w sobie wewnętrznego Juninho Pernambucano i załadował taką bombę sprzed pola karnego, że Ravas powinien dać jutro na mszę, że piłka nie trafiła go w głowę, bo chyba by ją urwała.
Przy stanie 1:3 zabawa się nie zakończyła, ba, ona się dopiero rozkręcała! Wyzwanie Błąda podjął Maigaard, który popisał się równie efektownym trafieniem z dystansu. Duńczyk trzymał swój zespół w kontakcie z rywalem, bo zupełnie niewidoczny był krakowski superstrzelec Benjamin Kallman. O Finach zwykło się mówić, że bywają zimni i niedostępni, on te cechy przeniósł dziś na boisko, na którym zupełnie nie współpracował z kolegami. Do pewnego momentu, bo w doliczonym czasie popisał się spektakularną główką, a publika w Krakowie oszalała.
Remontada się udała, przed meczem remis by nas nie cieszył, ale w takich warunkach – a i w owszem. Tak mogli kombinować w tym momencie kibice Cracovii. Problem w tym, że na GieKSie ta bramka nie zrobiła żadnego wrażenia.
Mówiąc o mieszkańcach Śląska, często wspomina się ich pracowitość. Taką mrówką był dziś Kowalczyk, cichy bohater tego spotkania. Chłop biegał bez wytchnienia, a w decydującej akcji meczu przedłużył piłkę głową do Sebastiana Milewskiego, który w czystej pozycji nie mógł się pomylić. To znaczy w sumie mógł, wiadomo, to Ekstraklasa, ale jednak tego nie zrobił!
Ten mecz to była jazda bez trzymanki godna kultowego filmu Adrenalina z Jasonem Stathamem albo koncertu AC/DC z najlepszych lat. Panowie, dziękujemy pięknie za te emocje. Przed Jagiellonią, Rakowem, Lechem i Legią ciężkie zadanie, by jutro przeskoczyć tak wysoko zawieszoną poprzeczkę.
dziennikzachodni.pl – Mateusz Mak „Pasom” nie w smak. Katowiczanie znów wygrali na swoim ulubionym stadionie
W rozegranym 9 listopada meczu 15. kolejki PKO Ekstraklasy Cracovia przegrała z GKS Katowice 3:4. Katowiczanie znów wygrali wyjazdowe spotkanie na swoim ulubionym stadionie po bardzo dramatycznej końcówce, a bohaterem gości byli Mateusz Mak, który strzelił dwie bramki i Sebastian Milewski, który w doliczonym czasie gry zdobył gola na wagę zwycięstwa.
GKS Katowice wrócił na stadion Cracovii i znów odniósł na nim ligowe zwycięstwo. Po rozgromieniu na początku października na tym obiekcie Puszczy Niepołomice podopieczni trenera Rafał Góraka w sobotnie przedświąteczne popołudnie przy ul. Kałuży po dramatycznej końcówce pokonali radzącą sobie w tym sezonie bardzo dobrze Cracovię.
Bohaterem spotkania w Krakowie był Mateusz Mak. 33-letn i pomocnik po raz pierwszy w tym sezonie zagrał w PKO Ekstraklasie w podstawowym składzie GieKSy i strzelił dwie bramki sprawiając sobie znakomity prezent na przypadające 14 listopada urodziny.
Mak otworzył wynik meczu dobijając do siatki własny strzał z rzutu wolnego w mur. Zasłonięty bramkarz Cracovii Heinrich Ravas nie zdążył zareagować. Na 2:0 Mak podwyższył jeszcze przed przerwą wykorzystując sytuację sam na sam z golkiperem „Pasów”. Po zmianie stron pomocnik katowiczan trafił jeszcze w słupek.
Cracovia w doliczonym czasie gry I połowy zdołała zdobyć kontaktową bramkę. Po uderzeniu Mikkela Maigaarda piłka odbiła się od Oskara Repki i myląc bramkarza GKS wpadła do siatki. Katowiczanie odpowiedzieli po przerwie wspaniałym strzałę Adriana Błąda, który mocno huknął z dystansu zdejmując pajęczynę z okienka krakowskiej bramki.
Gospodarze nie chcieli być gorsi i Duńczyk Maigaard zdobył równie pięknego gola po strzale z woleja po raz drugi pokonując Dawida Kudłę. Cracovia nacierała do końca i w doliczonym czasie gry Fin Benjamin Kallman uderzeniem głową doprowadził do wyrównania.
GieKSa walczyła jednak do końca i w siódmej minucie doliczonego czasu gry rezerwowy Sebastian Milewski, który chwilę wcześniej pojawił się na murawie, z bliska strzelił zwycięską bramkę. Po tym golu na boisku mocno się zakotłowało. Doszło do przepychanek piłkarzy i aż czterech graczy obejrzało żółte kartki
katowickisport.pl – GKS Katowice zapewnił sobie zwycięstwo w 97. minucie!
GKS Katowice po szalonym spotkaniu wyszarpał zwycięstwo z Cracovią w samej końcówce. Jednym z bohaterów beniaminka był Mateusz Mak, który popisał się dubletem.
Prowadzenie GKS-owi już w pierwszym kwadransie dał Mateusz Mak, którego strzał z rzutu wolnego najpierw trafił w mur, ale ten sam dobił swoje uderzenie z półwleja, nie dając szans zasłoniętemu Henrichovi Ravasowi. Niespełna dwadzieścia minut później było już 2:0. Jugas zbyt krótko zgrywał do Skovgaarda, co wykorzystał Mak, wychodząc sam na sam z Ravasem, mijając go i pakując piłkę do pustej bramce. Cracovia szukała trafienia kontaktowego i znalazła je w doliczonym czasie gry do pierwszej połowy. Wtedy do bezpańskiej piłki dopadł Mikkel Maigaard i nie dał szans Kudle.
Po zmianie stron GKS wrócił do dwubramkowego prowadzenia. Adrian Błąd miał sporo miejsca przed polem karnym Cracovii i posłał fenomenalne uderzenie. Piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki Ravasa. GKS był blisko czwartego gola, ale znakomitą interwencją popisał się golkiper Cracovii. Nie minęło 10 minut, a równie pięknie odpowiedział mu Maigaard. Duńczyk ponownie był dobrze ustawiony przed polem karnym i tym razem idealnie uderzył z półwoleja, trafiając w samo okienko. Pasy ponownie złapały kontakt. Gospodarze niesieni dopingiem z trybun w doliczonym czasie gry dopięli swego i wyrównali. Rezerwowy Bartosz Biedrzycki podłączył się lewą stroną i dorzucił piłkę wprost na głowę Kallmana, ten zanotował swoje 10. trafienie w tym sezonie. Ostatnie słowo należało jednak do beniaminka. Sebastian Milewski w jednej z ostatnich akcji meczu dał GKS-owi zwycięstwo 4:3 po fenomenalnym meczu.
gol24.pl – Siedem goli w szalonym meczu PKO Ekstraklasy. Cracovia gorsza od GKS Katowice
Kibice, którzy w sobotnie popołudnie zdecydowali się obejrzeć mecz Cracovia – GKS Katowice, nie mogli narzekać na brak emocji. Beniaminek po szalonym meczu wygrał 4:3, strzelając decydującego gola w ostatniej akcji meczu.
[…] Strzelanie rozpoczęli przyjezdni ze śląskiego, choć w pierwszych minutach niezwykle aktywny był młodzieżowiec Filip Rózga z ekipy miejscowej. 18-latek miał nawet znakomitą okazję po strzale głową. Piłka po jego uderzeniu minęła bramkę Dawida Kudły.
Najpierw dla GieKSy trafił po pięknym uderzeniu z woleja, Mateusz Mak. Później skrzydłowy podwyższył prowadzenie dla swojej drużyny. Podopieczny trenera Rafała Góraka zabawił się z bramkarzem Henrichem Ravasem, minął go i z nie lada gracją wpisał się drugi raz na listę strzelców.
Przed przerwą do siatki dla gospodarzy trafił Mikkel Maigaard. Duńczyk uderzył bez przyjęcia na bramkę Kudły i futbolówka po jego strzale i po rykoszecie Oskara Repki wpadła do siatki. Gol atakującego Pasów zatem dał nadzieję piłkarzom prowadzonym przez trenera Dawida Kroczka na drugą odsłonę rywalizacji.
Przed przerwą do siatki dla gospodarzy trafił Mikkel Maigaard. Duńczyk uderzył bez przyjęcia na bramkę Kudły i futbolówka po jego strzale i po rykoszecie Oskara Repki wpadła do siatki. Gol atakującego Pasów zatem dał nadzieję piłkarzom prowadzonym przez trenera Dawida Kroczka na drugą odsłonę rywalizacji.
Chwilę później beniaminek PKO Ekstraklasy mógł po raz czwarty umieścić piłkę w bramce. Tym razem jednak Mateusz Mak trafił w słupek, a dobitka jego partnera z zespołu trafiła wprost w bramkarza.
Cracovia odpowiedziała kwadrans przed końcem podstawowego czasu gry. Swoje drugie trafienie w tym meczu zaliczył Mikkel Maigaard. Norweski pomocnik potężnie huknął zza pola karnego w samo okienko. Tym razem Dawid Kudła mógł tylko obserwować piłkę nieuchronnie zmierzającą do bramki.
Pasy walczyły o wyrównanie i dopięły swego w doliczonym czasie gry. Świetne dośrodkowanie ze skrzydła wykorzystał Benjamin Kallman, który precyzyjnym uderzeniem głową – strzelił gola na 3:3. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, w ostatniej akcji meczu najlepiej w polu karnym gospodarzy odnalazł się Sebastian Milewski – strzelając zwycięskiego gola.
Po chwili radości katowiczan, zaczęło kotłować się między zawodnikami i doszło nawet do przepychanek. Arbiter zdecydował się ukarać trenera przyjezdnych czerwoną kartką, bo ten również zaangażował się w przepychanki.
sport.lovekrakow.pl – Rozkojarzona Cracovia. Czy to czas na zmianę w bramce?
[…] Można tylko wyobrażać sobie, gdzie by była Cracovia, gdyby nie traciła tak dużo goli. Pasy strzelają najwięcej w całej ekstraklasie (33), ale też sporo tracą (24). Przez to często mają problemy na własne życzenie. Nie pierwszy raz w tym sezonie tracili gole już w pierwszym kwadransie, po czym musieli gonić wynik. Trzy strzelone gole w meczu z GKS-em Katowice nie wystarczyły jednak choćby do zdobycia jednego punktu.
[…] Docenił, że jego zespół w kolejnym meczu potrafił odrabiać straty, pomimo szybko straconego gola już w pierwszym kwadransie. – To lekcja dla nas. Musimy być bardziej kompleksowi nie tylko w atakowaniu, ale i w bronieniu – podkreślał. Jednocześnie akcentował, że jego zdaniem GKS Katowice to najlepszy z beniaminków w lidze.
[…] Plan GKS-u Katowice zakładał mocne ruszenie na Cracovię. – Postanowiliśmy atakować bardzo wysoko, bo widzieliśmy, że jeżeli Cracovia zmusi nas do niskiej obronie, to będziemy mieć problemy. Nie chcieliśmy czekać na kontrataki, tylko grać swoją piłkę – taką, jaką pokazujemy w ekstraklasie – mówił Rafał Górak.
Nie potrafił zrozumieć czerwonej kartki, jaką obejrzał w samej końcówce w masowej konfrontacji zawodników na boisku.
– Nie chciałem, aby działo się coś niedobrego i postanowiłem wkroczyć do akcji i odciągnąć moich zawodników z tego zamieszania. Obok widziałem trenera gospodarzy, który robił to samo. Sędzia techniczny stał i biernie się temu wszystkiemu przyglądał. To kara nałożona przez niego, bo główny nie widział żadnej akcji z moim udziałem – skwitował.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Piłka nożna
LIVE: Remis cenniejszy niż złoto
17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651
Piłka nożna
Rafał Strączek: To duża sprawa
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.
Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.
Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak: Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.
Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek: To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.
Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak: Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.
Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.
Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek: Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.
Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.
Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.
W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak: Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.
Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek: Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.
Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak: To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.
Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.
Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.
Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.


Najnowsze komentarze