Piłka nożna Prasówka
Media o meczu z Zagłębiem: Wymarzony debiut Adamczyka
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Zagłębie Lubin – GKS Katowice. Dość szczęśliwie wygrało Zagłębie 1:0 (0:0).
miedziowe.pl – Debiutant bohaterem Zagłębia
Piłkarze KGHM Zagłębia Lubin przełamali niemoc i zanotowali drugie zwycięstwo w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy. Bohaterem Miedziowych został debiutant Hubert Adamczyk, który strzelił bramkę pod koniec spotkania, krótko po wejściu na boisko.
W pierwszej połowie dominował zespół gości. Beniaminek miał pomysł na grę i napierał na bramkę strzeżoną przez Dominika Hładuna. Motorem napędowym akcji GKS-u był wychowanek Miedziowych Adrian Błąd, który już w 4. minucie postraszył defensywę Zagłębia strzałem z dystansu. Drużyna prowadzona przez Waldemara Fornalika nie była w stanie przejąć inicjatywy, ataki były budowane głównie na
bazie szybkich kontrataków. Podczas jednego z nich determinacją i umiejętnościami technicznymi popisał się Kajetan Szmyt, akcja 22-latka zakończyła się strzałem Pieńki, lecz odbitą piłkę wybił bramkarz ekipy gości. Na przerwę zespoły zeszły przy bezbramkowym remisie. Spora w tym zasługa Hładuna, bramkarz kilkukrotnie swoimi interwencjami ratował lubinian przed stratą bramki.
Postawa Miedziowych w pierwszej połowie nie spodobała się kibicom zgromadzonym na KGHM Zagłębie Arenie. Gdy piłkarze wychodzili z szatni, przywitały ich gwizdy. W drugiej części spotkania obraz gry był ten sam – GKS szukał gola, a lubinianie rozpaczliwie się bronili. Małe odświeżenie nastąpiło dopiero po wejściu na plac gry Wdowiaka i Kusztala. Wtedy Miedziowi przystąpili do częstszych ataków, które jednak nie znajdowały finalizacji. Przełom nastąpił w 87. minucie. Debiutujący w barwach Zagłębia Hubert Adamczyk odnalazł się w trakcie zamieszania w polu karnym i po ustawieniu sobie piłki na prawą nogę, oddał precyzyjny strzał przy słupku, pokonując bramkarza GKS-u. W doliczonym czasie gry gola na 2:0 mógł strzelić Sejk. Czech miał stuprocentową sytuację, ale strzelił zbyt lekko i w środek bramki, przez co piłkę z linii bramkowej wybił gracz drużyny z Katowic.
gol24.pl – Debiutant Hubert Adamczyk bohaterem Zagłębia Lubin. Zwycięski gol z GKS Katowice w stylu samego Toniego Kroosa
Zagłębie Lubin pokonało GKS Katowice 1:0 dzięki bramce w końcówce meczu. Wejście smoka zaliczył pozyskany w ubiegły piątek z pierwszoligowej Arki Gdynia pomocnik Hubert Adamczyk. To on trafił do siatki na wagę zwycięstwa. Sędzia Wojciech Myć bramkę zaliczył mimo protestów piłkarzy beniaminka PKO Ekstraklasy.
To był obiektywnie słaby mecz Zagłębia. Zespół Waldemara Fornalika oddał tylko dziewięć strzałów. Dla porównania GKS uczyniła to aż dwadzieścia jeden razy. Nie potrafiła jednak udokumentować optycznej przewagi.
[…] Goście przy straconej bramce reklamowali faul na Jakubie Araku, który poprzedził uderzenie Huberta Adamczyka. Sędziowie VAR nie podzielili tej opinii. Po analizie prowadzący zawody Wojciech Myć wskazał na środek boiska, uznając trafienie.
dziennikzachodni.pl – Pierwsza wyjazdowa porażka GKS. Trener Fornalik w końcu wygrał z katowiczanami
[…] Katowiczanie pierwszy raz w tym sezonie przegrali na wyjeździe a trener Waldemar Fornalik po raz pierwszy w gronie najlepszych zwyciężył z GKS.
Trener Waldemar Fornalik ze swoimi drużynami sześć razy grał dotąd z GKS Katowice w Ekstraklasie i ani jednego z tych meczów nie wygrał. Były selekcjoner przełamał się dopiero w sobotnie popołudnie w Lubinie, a zespół z Bukowej doznał pierwszej wyjazdowej porażki w tym sezonie, choć był zespołem lepszym od Zagłębia.
W barwach GKS po raz pierwszy do Lubina przyjechał wychowanek Zagłębia Adrian Błąd. Pomocnik katowiczan chciał się przypomnieć kibicom gospodarzy i już w 4 minucie zagroził bramce rywali. Po zgraniu piłki głową przez Adama Zrelaka Błąd strzelał z 6 m, ale został w ostatniej chwili zablokowany..
Katowiczanie mieli inicjatywę i wypracowywali sobie kolejne okazje. Po dalekim wrzucie z autu głową strzelał Lukas Klemenz i Dominik Hładun ratował Zagłębie instynktowną interwencją, a po kolejnym takim fragmencie gry Arkadiusz Jędrych trafił z bliska w boczną siatkę. Później szczęścia próbował jeszcze Marten Kuusk, lecz bramkarz lubinian wybił piłkę nad poprzeczkę.
Gospodarze szukali swoich szans w kontrach. Akcję Kajetana Szmyta strzałem skończył Tomasz Pieńko, ale Dawid Kudła zdołał wybić na róg piłkę odbitą jeszcze od jednego z obrońców.
Po zmianie stron nadal częściej przy piłce była drużyna GKS. Aktywny był Błąd, który najpierw strzelał z dystansu, a później próbował zaskoczyć bramkarza lubinian uderzeniem nożycami. Potem z dystansu potężną bombę nad poprzeczką posłał Grzegorz Rogala, a Zrelak nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem.
Gospodarze zaatakowali dopiero w samej końcówce. Po dalekim wrzucie z autu precyzyjnie z 15 m przymierzył debiutujący w barwach Zagłębia Hubert Adamczyk i piłka tuż przy słupku wpadła do siatki. Później do pustej bramki strzelał Vaclav Sejk, ale Marcin Wasielewski ofiarną interwencją zdołał wybić piłkę z linii bramkowej.
katowickisport.pl – Porażka GKS-u Katowice w Lubinie
[…] Katowiczanie rozpoczęli mecz z jedną zmianą w składzie – Marcin Wasielewski zastąpił kontuzjowanego Alana Czerwińskiego. W pierwszej połowie GKS miał przewagę, stwarzając kilka dogodnych sytuacji. Najbliżej zdobycia bramki byli Adrian Błąd, Lukas Klemenz i Grzegorz Rogala.
Druga połowa również rozpoczęła się od ataków gości. Groźne akcje przeprowadzali Błąd, Rogala i Adam Zrel’ák, jednak bramkarz Zagłębia, Dominik Hładun, był bezbłędny.
Mimo przewagi GKS-u, to gospodarze zadali decydujący cios. W 87. minucie Hubert Adamczyk wykorzystał zamieszanie w polu karnym i zdobył zwycięską bramkę dla Zagłębia.
mkszaglebie.pl – Wymarzony debiut Adamczyka
Sobotni mecz Zagłębia Lubin z GKS-em Katowice, który rozgrywany był w ramach 7. kolejki PKO BP Ekstraklasy, przez długi czas nie był dobry w wykonaniu naszego zespołu. „Miedziowym” dopisało jednak szczęście w końcówce i w 87. minucie na listę strzelców wpisał się debiutant – Hubert Adamczyk.
[…] W sobotnim meczu to GKS Katowice sprawiał lepsze wrażenie na boisku. Mateusz Kowalczyk wprowadzał sporo zamieszania w obronie Zagłębia swoimi wrzutami z autu w pole karne. Bramce „Miedziowych” kilkakrotnie zagroził Lukas Klemenz, a Adrian Błąd oddał groźny strzał, który po rykoszecie minął bramkę. Swoje szanse miał również Adam Zrelak, natomiast Grzegorz Rogala przestrzelił z woleja. Borja Galan próbował szczęścia strzałem z dystansu. „Miedziowi” potrafili odpowiedzieć tylko kilkoma kontrami, ale zawodnicy ofensywni albo uderzali niecelnie, albo nie potrafili sfinalizować ostatniego podania. I w pierwszej, i w drugiej połowie, Zagłębie Lubin nie miało wyraźnego pomysłu na to, jak przeciwstawić się rywalowi.
W sobotnim meczu to GKS Katowice sprawiał lepsze wrażenie na boisku. Mateusz Kowalczyk wprowadzał sporo zamieszania w obronie Zagłębia swoimi wrzutami z autu w pole karne. Bramce „Miedziowych” kilkakrotnie zagroził Lukas Klemenz, a Adrian Błąd oddał groźny strzał, który po rykoszecie minął bramkę. Swoje szanse miał również Adam Zrelak, natomiast Grzegorz Rogala przestrzelił z woleja. Borja Galan próbował szczęścia strzałem z dystansu. „Miedziowi” potrafili odpowiedzieć tylko kilkoma kontrami, ale zawodnicy ofensywni albo uderzali niecelnie, albo nie potrafili sfinalizować ostatniego podania. I w pierwszej, i w drugiej połowie, Zagłębie Lubin nie miało wyraźnego pomysłu na to, jak przeciwstawić się rywalowi.
Mecz zakończył się ostatecznie wygraną naszej drużyny 1:0, ale śmiemy wątpić, czy ten rezultat jest sprawiedliwy. Widać, że sztab szkoleniowy musi całkowicie zmienić obrany kurs i pomysł na funkcjonowanie zespołu, bo w innych meczach nie będziemy mieli tyle szczęścia i możemy spaść z ekstraklasy z hukiem.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Najnowsze komentarze