Piłka nożna Prasówka
Media o remisie w meczu GieKSa-TSP: GKS Katowice ambitnie gonił Podbeskidzie i… dogonił
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu I ligi GKS Katowice – Podbeskidzie Bielsko-Biała. GieKSa zremisowała przy Bukowej 2:2 (1:2).
sportdziennik.com – Wciąż bez zwycięstwa
Piłkarze GKS-u Katowice zremisowali z Podbeskidziem Bielsko-Biała 2:2. Oznacza to, że po trzech ligowych kolejkach obie drużyny wciąż nie mają na swoim koncie zwycięstwa.
Przyjezdni bardzo dobrze weszli w mecz. Najpierw Roman wpadł w pole karne. Następnie odegrał do lepiej ustawionego Kacpra Gacha, a ten wyprowadził Podbeskidzie na prowadzenie. Dziesięć minut później było już 2:0. Frelek posłał dobrą piłkę w pole karne, a Kamil Biliński uderzył po długim słupku i podwyższył wynik.
Gospodarze nie poddawali się i dążyli do zdobycia bramki kontaktowej. Udało się to jeszcze w pierwszej połowie. Adrian Błąd dostał piłkę w polu karnym i na raty pokonał Peskovicia.
W drugiej połowie GieKSa znacznie dłużej utrzymywała się przy piłce, ale nie potrafiła stworzyć sobie dogodnych okazji bramkowych. Jednak cierpliwość popłaciła i gospodarze w doliczonym czasie gry zdołali zdobyć gola wyrównującego. Dośrodkowanie w pole karne doszło do Arkadiusza Woźniaka, który silnym strzałem skierował piłkę do siatki, ratując punkt swojej drużyny.
gol24.pl – Emocje przy Bukowej. GKS ratuje remis w doliczonym czasie!
[…] Podbeskidzie mogło jechać do Katowic z duszą na ramieniu, bo dotkliwa porażka z Odrą Opole (0:3) pokazała, że nowej drużynie Piotra Jawnego daleko jest do optymalnej formy. Być może chcąc się zrehabilitować, bielszczanie od początku ruszyli do ataku. Już w pierwszych dziesięciu minutach dwóch znakomitych okazji nie wykorzystali jednak Kacper Gach i Dominik Frelek, a ofensywne nastawienie miało skutek uboczny, czyli problemy w defensywie, która nie radziła sobie z wysokim pressingiem gospodarzy. Dwa razy bliski trafienia do siatki był Filip Szymczak, ale jego pierwszy strzał wybronił Michal Pesković, a po drugim piłka trafiła w poprzeczkę.
Z szalonej wymiany ciosów zwycięsko wyszli Górale, wśród których najwięcej jakości w pierwszej połowie prezentował Joan Roman. Hiszpan w poprzednich dwóch kolejkach wchodził na boisko jako rezerwowy, ale w Katowicach wykorzystał szansę gry w wyjściowym składzie i był bliski zaliczenia dwóch asyst. Pierwszą zabrał mu Dawid Kudła, popisując się fantastyczną paradą po główce Marko Roginicia, ale przy drugiej akcji bramkarz GKS-u był już bez szans. Roman inteligentnie opanował piłkę w polu karnym po złym wybiciu Zbigniewa Wojciechowskiego, wyłożył ją Gachowi, a ten nie zmarnował okazji.
– Świetnie zareagowaliśmy po dwóch ostatnich spotkaniach. Oba zespoły grały ofensywnie, w niezłym tempie – mówił trener Piotr Jawny, który stara się zaszczepić swoim piłkarzom ofensywny styl gry. Momentami już go widać, bo po objęciu prowadzenia Podbeskidzie poszło za ciosem i wkrótce cieszyło się z drugiej bramki. Przestrzeń w środku pola dobrze wykorzystał Frelek, zagrał do Kamila Bilińskiego, a ten odwrócił się z piłką i huknął nie do obrony.
Bielszczanie mieli przewagę, ale kontrolowali wydarzenia na boisku tylko pozornie, bo GKS potrafił co jakiś czas znaleźć lukę w ich obronie. Dzięki temu jeszcze przed przerwą zdobył kontaktową bramkę. Po ładnym rozprowadzeniu akcji przez Rafała Figla i dośrodkowaniu Danina Pavlasa niefortunną interwencję zaliczył Pesković – odbił piłkę wprost pod nogi niepilnowanego Adriana Błąda, który zdobył swoją drugą bramkę w tym sezonie.
– Dobrze wyglądaliśmy w działaniach ofensywnych, ale gorzej w obronnych. Podbeskidzie nas dopadło i było nam trudno, ale cieszę się, że drużyna ogarnęła się w szatni i w drugiej połowie wyglądało to już dobrze – podkreślał trener Rafał Górak.
Po zmianie stron przewaga GKS-u powiększała się z minuty na minutę. Goście cofali się coraz głębiej i nie potrafili wyprowadzić skutecznego kontrataku, za co katowiczanie ukarali ich w doliczonym czasie gry. Po świetnym dośrodkowaniu Błąda Arkadiusz Woźniak wygrał pojedynek główkowy z Danielem Mikołajewskim i ustalił wynik meczu.
– Drugi raz z rzędu tracimy bramkę w 90. minucie, a to jest niedopuszczalne. Ten zespół wciąż potrzebuje czasu, ale myślę, że zrobiliśmy krok do przodu – uważa Biliński. – Zabrakło nam troszeczkę doświadczenia. Myślę, że doping na stadionie GKS-u mógł dodatkowo wpływać na młodszych zawodników – dodał Jawny.
Zdecydowanie bardziej zadowoleni po końcowym gwizdku byli gospodarze, a Górak nie miał wątpliwości, że w skutecznym odrobieniu strat pomogli kibice. – Byli naszym dwunastym zawodnikiem i cały mecz fantastycznie nas dopingowali. To był kawał meczu, gratuluję moim zawodnikom hartu ducha – cieszył się trener GKS-u.
sportowebeskidy.pl – Mieli ich „na widelcu”
[…] Jeśli chodzi o sam obraz spotkania, to mógł się on podobać bezstronnym widzom. Już w 3. minucie bielszczanie byli blisko objęcia prowadzenia, lecz bramkarz GKS-u poradził sobie z próbą Kacpra Gacha po podaniu Marko Roginicia. Chwilę później w opałach znalazło się Podbeskidzie, lecz gości przed stratą bramki uchroniła poprzeczka. Wreszcie jednak padła bramka. W 11. minucie Gach wpisał się na listę strzelców, celnie przymierzając po tzw. długim rogu. Na tym jednak Górale nie zamierzali poprzestać i w 21. minucie bielszczanie prowadzili dwiema bramkami, gdy Kamil Biliński wykorzystał podanie od Dominika Frelka.
Dwa „ciosy” podziałały mobilizująco na gospodarzy, którzy ruszyli do odrabiania strat. W 32. minucie Adrian Błąd wykończył nomen omen błąd Michala Peskovicia. Golkiper Podbeskidzia źle obliczył dośrodkowaną piłkę i wybił ją wprost pod nogi zawodnika GKS-u.
Po przerwie nie było już aż tylu bramkowych okazji. Tempo spotkania opadło, gdyż Górale skupili się na utrzymaniu korzystnego rezultatu, starając się utrzymywać jak najdłużej przy piłce. Katowiczanie jednak cały czas szukali bramki dającej punkt i… się doczekali. W doliczonym czasie gry Arkadiusz Woźniak głową pokonał Peskovicia, ustanawiając tym samym rezultat spotkania. Górale w trzecim meczu w I lidze w tym sezonie po raz trzeci tracą bramkę w ostatnich fragmentach spotkania.
bielsko.info – Walka nie wystarczyła. TSP traci punkty w ostatniej minucie meczu
[…] Już pierwsze minuty pokazały, że obie ekipy wyszły dziś na boisko po trzy punkty. Zaczął GKS, Błąd od środka zagrał na skrzydło i gospodarze wywalczyli rzut rożny, po którym skutecznie główkował Rodriguez i zażegnał niebezpieczeństwo. W 3 minucie Roginić balansem ciała zwiódł rywala i popędził w kierunku bramki katowiczan, dośrodkował na dalszy słupek tam Gach, poradził sobie z obrońcą i huknął z ostrego kąta, ale Kudła zdołał odbić piłkę.
[…] Sytuacji już było jak na kilka spotkań, a to tylko pierwsze 10 minut gry, a najlepsze było dopiero przed nami. W 12 minucie. Dośrodkowaną przez Gutowskiego piłkę przejęli obrońcy GKS-u, ale nie zdołali jej wybić, bo przeszkodził im Roman. Hiszpański pomocnik wyłuskał piłkę jeszcze na polu karnym przeciwnika, mądrze zagrał do Gacha, a ten uderzeniem po długim rogu dał prowadzenie Podbeskidziu.
W 20 minucie Roman sam przebiegł z piłką kilkanaście metrów, zszedł do środka i uderzył, nieprzyjemnie, bo z kozłem tuż przed linią, ale minimalnie niecelnie. Nie minęło 60 sekund, a Górale cieszyli się już z dwubramkowego prowadzenia! Frelek wszedł w pole karne, zagrał do Bilińskiego, ten obrócił się z obrońcą na plecach i uderzył nie do obrony!
Zdecydowane prowadzenie, przewaga w grze, kolejne akcje pod bramką GieKSy, wszystko to nieco uśpiło bielską defensywę, dlatego gdy w 32 minucie gospodarze zaatakowali, Górale nie zachowali się tak, jak powinni. Peškovič nie dosięgnął piłki dośrodkowanej z jego lewej strony i zbyt krótko ją wybił, wprost pod nogi Błąda – a ten z zimną krwią ten błąd wykorzystał.
W drugiej połowie już nie oglądaliśmy takiej szarży, jak w pierwszych minutach meczu. Podbeskidzie starało się utrzymywać przy piłce, ale GKS szukał okazji by się rozpędzić, by kreować sytuacje pod bramką Peškovicia. Efekt był taki, że gra toczyła się w środku boiska, z lekką przewagą GKS-u, ale bez konkretnego zagrożenia pod bramką Górali. Bielszczanie natomiast czekali na okazję do kontrataku.
W 73 minucie błąd w ustawieniu gości mogli wykorzystać zawodnicy GKS-u, którzy dwoma błyskawicznymi podaniami dostali się w pole karne, ale tam z bliska fatalnie przestrzelił Kozłowski. Napór gospodarzy nie malał, ale bielszczanie bronili się skutecznie, choć czasem ofiarnie jak w 85 minucie, gdy przy interwencji ucierpiał Rodriguez.
Podbeskidzie miało jeszcze okazje by dobić rywala i zakończyć emocje, ale Merebashvili nie wykorzystał kontry, po której wyszedł na dobrą pozycję strzelecką, ale posłał piłkę obok bramki. W momencie, gdy spiker ogłosił, że doliczone zostają 4 minuty, gospodarze desperacko wrzucili piłkę w pole karne, a tam najwyżej wyskoczył Woźniak, który mocnym i efektownym strzałem głową dał GieKSie wyrównanie. Wygrana wymknęła się z rąk w samej końcówce…
poinformowani.pl – Fortuna 1 Liga: remis GKS-u Katowice z Podbeskidziem
Adrian Woźniak zdobył gola w doliczonym czasie gry i dał GKS-owi Katowice remis 2:2. Podbeskidzie prowadziło już 2:0, lecz po raz kolejny w tym sezonie nie mogli cieszyć się z kompletu punktów.
Pierwsze pół godziny w Katowicach obfitowało w emocje. W ciągu pierwszych dziesięciu minut Dawid Kudła dwukrotnie ratował gospodarzy przed utratami gola, a i katowiczanie obili poprzeczkę branki strzeżonej przez Michala Peskovicia. W 11. minucie bielszczanie dopięli swego i świetnie poprowadzoną akcję Joana Romana wykończył Kacper Gach. Niedługo później było już 2:0 po trafieniu Kamila Bilińskiego. GKS nie pozostał dłużny i po dobrej akcji gola kontaktowego zaliczył Adrian Błąd.
W drugiej połowie inicjatywę przejęli gospodarze. Przyjezdni przez długi czas grali skutecznie w obronie. Klarowną sytuację zmarnował w 73. minucie Filip Kozłowski. Gdy wydawało się, że bielszczanie dowiozą skromne zwycięstwo, wtedy głową z dośrodkowanej piłki do bramki trafił Adrian Woźniak.
sportslaski.pl – Widowisko ze słodko-gorzkim finałem. GKS walczył z „Góralami” do końca
Bardzo dobre widowisko mieli okazję obserwować kibice GKS-u Katowice i Podbeskidzia Bielsko-Biała, którzy dość licznie zgromadzili się w sobotni wieczór przy Bukowej. Ostatecznie spotkanie, obfitujące w sporo zwrotów akcji, zakończyło się podziałem punktów, który z perspektywy sytuacji w tabeli nie może satysfakcjonować żadnej ze stron. Po końcowym gwizdku więcej powodów do satysfakcji mogli mieć jednak gospodarze, gdyż udało im się odrobić wynik z 0:2 na 2:2.
[…] Zdecydowanie więcej nerwowości po dwóch pierwszych kolejkach pojawiło się zatem w Bielsku-Białej, ale nic dziwnego, skoro w miniony weekend spadkowicz zanotował wręcz wstydliwą porażkę z Odrą 0:3, w dodatku kończąc mecz w „10” i prokurując przez swoją niefrasobliwość kilka groźnych okazji dla opolan. Na niekorzyść „Górali” oczywiście działa całkowicie nowa kadra oraz brak jakichkolwiek wypracowanych automatyzmów, więc trzeba stwierdzić, że zespół Piotra Jawnego potrzebuje czasu, by parafrazując słowa byłego selekcjonera Jerzego Brzęczka, w ich grze mogło coś przeskoczyć.
Najbliższe dni w obozie Podbeskidzia mogły zatem posłużyć jako prawdziwy czas próby, a nadrzędną misją na bój w Katowicach było zanotowanie upragnionego przełamania. „GieKSa” założyła sobie jednak na to spotkanie identyczny cel, dzięki czemu od pierwszego gwizdka obserwowaliśmy naprawdę intensywne widowisko. Chyba żaden kibic nie mógłby być zdziwiony, gdyby już po 10 minutach na tablicy wyników widniał wynik w stylu 2:2, ale na przeszkodzie do takiego stanu rzeczy albo stanęli świetnie dysponowani bramkarze, albo obramowanie bramki (jak w przypadku mocnego strzału wszędobylskiego Filipa Szymczaka).
Wobec tak żywego początku było pewne, że prędzej czy pózniej piłka znajdzie swoje ujście w bramce, ale w odstępie od 12. do 21. minuty wydarzyły się dwie akcje, które wręcz wstrząsnęły gospodarzami. Zarówno przy bramce Kacpra Gacha, jak i przy świetnym zachowaniu Bilińskiego w polu karnym było widać zmysł ofensywnej i odważnej gry, jaką stara się zaszczepić w „Góralach” trenerski duet Jawny-Dymkowski. Szybka wymiana piłki, prostopadłe podania i zabójczy finisz – na tak grających bielszczan kibice czekali od początku sezonu, ale i sympatycy „GieKSy” mogli przecierać oczy ze zdumienia, tylko w zdecydowanie mniej pozytywnym kontekście.
Długimi fragmentami inicjatywa zdecydowanie należała do gości, natomiast zawodnicy GKS-u byli głęboko ustawieni na linii około 20-25 metra, by jak najszybciej oddalać powstałe zagrożenie. Gdy wielu widzom mogło się wydawać, że wspomniany wcześniej napór będzie tylko narastał, a Rafał Górak będzie musiał ułożyć w głowie „kilka mocnych słów”, które przekaże swoim podopiecznym w szatni, katowiczanie złapali kontakt i wykorzystali pierwsze tego wieczoru złe ustawienie defensywy Podbeskidzia. Gol na 1:2 autorstwa Adriana Błąda z pewnością pójdzie jednak na konto bramkarza Michała Peskovicia, który zamiast złapać płaskie dośrodkowanie z prawej strony boiska, nieumiejętnie wybił je nogą.
[…] Obie strony próbowały co prawda szarpać, grać piłką, podwajać krycie przy stykowych sytuacjach i stawiać wysoki pressing, ale godnych odnotowania sytuacji bramkowych było właściwie jak na lekarstwo. Wynikało to w dużej mierze z braku dokładnego ostatniego podania, ale i większej ilości fauli oraz przeniesienia przez „Górali”, mających korzystny wynik, ciężaru gry do defensywy.
I taki stan rzeczy utrzymał się właściwie do doliczonego czasu gry, gdy „GieKSa” w końcu zrobiła użytek z większego posiadania piłki i zdobyła wyrównującego gola za sprawą główki Arkadiusza Woźniaka. Na Bukowej zapanowała absolutna euforia, a cierpliwość oraz waleczność gospodarzy została nagrodzona ważnym pod względem budowania mentalu punktem. – Gratuluje mojemu zespołowi hartu ducha i tego, że do ostatniego gwizdka realizowaliśmy działania taktyczne – przyznał na gorąco po spotkaniu Rafał Górak, mocno podkreślając rolę „12” zawodnika na trybunach oraz dodając, że sam pojedynek dostarczył naprawdę sporo emocji.
Wysokie tempo sobotniej rywalizacji dostrzegł również trener Piotr Jawny, choć z racji utraty wydawałoby się pewnego kompletu punktów, jego nastrój był daleki od ideału. – Nasz zespół świetnie zareagował na pierwsze mecze i w ten dzisiejszy weszliśmy bardzo dobrze, naliczyłem bowiem 5-6 naprawdę groźnych sytuacjach. Mieliśmy świetną sytuację wyjściową, ale ostatecznie zabrakło nam pewnego doświadczenia. Na koniec jesteśmy niezadowoleni, rozczarowani. Mimo to pokazaliśmy jednak, że idziemy do przodu jako drużyna – powiedział opiekun „Górali”.
Spotkanie w Katowicach faktycznie dostarczyło sporo emocji, ale po końcowym gwizdku ponownie mieliśmy do czynienia z dwoma rannymi. Oba zespoły muszą bowiem poczekać kolejne kilka dni na szansę odniesienia pierwszego zwycięstwa w nowym sezonie.
infokatowice.pl – GieKSa ratuje remis z Podbeskidziem w doliczonym czasie gry
[…] Pierwsza połowa spotkania to wiele ofensywnych akcji ze strony obu drużyn. Już w 3 minucie mogło być 1:0 dla gości, ale bardzo dobrą interwencją popisał się Kudła. GieKSa odpowiedziała w 8 min., ale strzał Szymczaka wylądował na poprzeczce. Kolejne minuty należały do Podbeskidzia, które wykorzystało indywidualne błędy katowickich obrońców i w 21 min. po trafieniach Gacha i Bilińskiego prowadziło już 2:0. Trójkolorowi jednak się nie poddawali i jeszcze przed gwizdkiem sędziego kontaktowego gola zdobył Błąd.
W drugiej odsłonie bielszczanie się cofnęli pod własną bramkę i bronili korzystnego rezultatu. GieKSa z kolei szukała wyrównania. Pomimo kilku dobrych okazji długo jednak nie potrafiła po raz kolejny pokonać Peskovića. Najbliżej tego był w 73 min. wprowadzony kilkadziesiąt sekund wcześniej Kozłowski, ale fatalnie przestrzelił z kilku metrów. Kiedy wydawało się, że podopieczni trenera Rafała Góraka przegrają drugi mecz z rzędu, w doliczonym czasie gry Błąd idealnie dośrodkował na głowę Woźniaka, a ten mocnym i precyzyjnym strzałem znalazł drogę do bramki i tym samym dał GieKSie jeden punkt.
sport.interia.pl – GKS Katowice ambitnie gonił Podbeskidzie i… dogonił
[…] W Katowicach beniaminek spotkał się ze spadkowiczem, faworyta nie było. Po zajmującym meczu padł remis.
Obie drużyny jak najszybciej chciały strzelić gola więc nie bały się atakować.
[…] Po przerwie tyle szans nie było; dopiero w 59. minucie stadion poderwał rozpędzony Dominik Kościelniak, ale jego strzał obronił Pesković. Dwadzieścia minut przed końcem po ostrej centrze Błąda świetnej okazji nie wykorzystał Filip Kozłowski, który kilka chwil wcześniej wszedł na boisko. Kiedy wydawało się, że mecz zakończy się zwycięstwem gości fantastyczną centrą popisał się Błąd a piękną bramkę głową strzelił Arkadiusz Woźniak!
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze