Piłka nożna Prasówka
Media po meczu z Tychami: Katowice lepsze w meczu dwóch GKS-ów i wciąż liczą na bezpośredni awans
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Tychy – GKS Katowice 2-3 (2-1).
1liga.org – GKS Katowice wygrywa z GKS Tychy!
W piątkowych meczach 32. kolejki Fortuna 1 Ligi GKS Katowice pokonało GKS Tychy, a Znicz Pruszków zremisował z Motorem Lublin.
[…] GKS Tychy – GKS Katowice 2:3 (2:1)
Bramki: Dominik Połap 33’, Patryk Mikita 45’+1 – Bartosz Jaroszek 18’, Oskar Repka 61’, Jakub Arak 90’+2
W derbowym meczu nie zabrakło emocji! Pierwsze minuty meczu były nieco chaotyczne, ale to goście wydawali się być konkretniejsi i w 18. minucie po strzale Jaroszka objęli prowadzenie. Po około 30. minutach gry kontuzji doznał Marzec, a zaraz po tym Gieksa straciła bramkę. Do przerwy to tyszanie wyszli jednak na prowadzenie. Druga część spotkania przyniosła remisową bramkę dla drużyny z Katowic. Po rzucie wolnym piłkę w siatce umieścił Repka. Największe emocje były jednak na sam koniec w doliczonym czasie gry. I to właśnie w ostatnich sekundach GKS Katowice wywalczyło trzy punkty. Tyszanie stracili piłkę w ataku, goście ruszyli z kontrą i Jakub Arak strzelił gola, który okazał się bezcennym.
dziennikzachodni.pl – GKS Tychy przegrał z GKS Katowice 2:3! Goście wykonali wielki krok w kierunku Ekstraklasy!
W derbowym meczu o dużą stawkę GKS Tychy przegrał z GKS Katowice 2:3. Widowisko było świetne, prowadzenie zmieniało się w obie strony, a decydujący gol padł w doliczonym czasie gry!
Wagi tych derbów nie sposób było przecenić. Dwa GKS-y, ten z Tychów i ten z Katowic, biją się co najmniej o baraże o Ekstraklasę i zwycięstwo w bezpośrednim starciu stanowiłoby w tym wyścigu bezcenny atut.
Pierwsze kilka minut było chaotyczne. Katowiczanie szybko zaczęli być jednak konkretniejsi. Po kwadransie Macieja Kikolskiego wyręczył jeszcze stojący przed linią bramkową Jakub Tecław, ale chwilę później goście objęli prowadzenie. Żle wyprowadzaną piłkę przejął Bartosz Jaroszek, rozegral z Marcinem Wasielewskim i zamknął jego płaskie podanie w pole karne strzałem do siatki!
Tyszanie próbowali odpowiedzieć niemal natychmiast, ale cofnięty zespół Rafała Góraka bronił się dość spokojnie. Po pół godzinie gry kontuzji doznał Mateusz Marzec, a cztery minuty później goście stracili też bramkę. Kapitalnym strzałem sprzed pola karnego Dawida Kudłę pokonał Dominik Połap. Mecz zaczynał się właściwie od nowa.
Równowaga została diametralnie zachwiana przez ekipę Dariusza Banasika w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Przyjezdni obrońcy zgubili z radarów Patryka Mikitę, co wykorzystał Daniel Rumin idealnie wykładając piłkę samotnie wbiegającemu w pole karne koledze. Dzięki temu to Tychy schodziły do szatni z zapasem jednego trafienia.
Od początku drugiej części atakowały Katowice. I podobnie jak wcześniej gospodarze, też zostali za to nagrodzeni. W 61 minucie rzut wolny wykonał Antoni Kozubal, a Oskar Repka jako jedyny wyskoczył do piłki na tyle wysoko, by ją wpakować do bramki obok pasywnego Macieja Kikolskiego.
Oba zespoły próbowały jeszcze zadać ten trzeci, pewnie decydujący cios, ale udało się to gościom w doliczonym czasie! Tyszanie stracili piłkę w ataku, katowiczanie ruszyli z kontrą i Jakub Arak strzelił gola, który może nazywać bezcennym.
Kibice GKS Tychy rozgrzani emocjami na derbach z GKS Katowice
Na stadionie GKS Tychy w meczu z GKS Katowice padł rekord frekwencji obecnego sezonu. Trudno się temu dziwić, bo dla kibiców gospodarzy to jedno z najważniejszych spotkań w kalendarzu.
[…] W drugiej połowie strzelali już jednak tylko goście i fani gospodarzy opuszczali stadion w fatalnych humorach…
polsatsport.pl – Derby nie zawiodły! Bramka w doliczonym czasie gry przesądziła o wyniku
GKS Katowice zrobił duży krok w kierunku gry w barażach, a być może i bezpośredniego awansu. Podopieczni Rafała Góraka pokonali na wyjeździe GKS Tychy 3:2. Gol na wagę zwycięstwa padł w 92. minucie meczu, a jego autorem był Jakub Arak.
Pierwszy gol w piątkowym spotkaniu padł w 18. minucie gry. Zespołową akcję ekipy gości Marcin Wasielewski zakończył podanie do nabiegającego w pole karne Bartosza Jaroszka. Ten z bliskiej odległości posłał piłkę do siatki. Do wyrównania tyszanie doprowadzili kwadrans później.
Dominik Połap wykorzystał zamieszanie w polu karnym, zgarnął piłkę przed „szesnastką” i uderzył z woleja. Futbolówka zatrzepotała w siatce. Drugą bramkę ekipa z Tychów zdobyła tuż przed zejściem na przerwę. Daniel Rumin zagrał w pole karne do niepilnowanego Patryka Mikity. Wychowanek Legii Warszawa ze stoickim spokojem pokonał Dawida Kudłę. Po upływie 45 minut i czasu doliczonego GKS Tychy prowadził 2:1.
Gol wyrównujący padł w 61. minucie spotkania. Z rzutu wolnego dośrodkował Antoni Kozubal. W polu karnym najlepiej zachował się Oskar Repka. Gracz „GieKSy” strzałem głową skierował piłkę do siatki. Później przez niemal półgodziny nie oglądaliśmy bramek. Aż do drugiej minuty doliczonego czasu gry.
Wtedy Adrian Bład zagrał piłkę w pole karne do nabiegającego Jakuba Araka. Napastnik drużyny z Katowic miał mnóstwo miejsca i pewnym strzałem pokonał Macieja Kikolskiego. To był decydujący cios. „GieKSa” wyszarpała zwycięstwo w końcówce meczu i umocniła się na trzecim miejscu w tabeli. Natomiast tyszanie ponieśli drugą porażkę z rzędu.
weszlo.com – Katowice lepsze w meczu dwóch GKS-ów i wciąż liczą na bezpośredni awans
W ramach 32. kolejki I ligi zmierzyły się ze sobą GKS Tychy i GKS Katowice. W bardzo emocjonującym starciu dwóch śląskich drużyn to goście okazali się mocniejsi i w samej końcówce przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Trzecia z czwartą drużyną tabeli I ligi toczyły naprawdę wyrównany pojedynek i każdej z nich zależało na zwycięstwie. Jako pierwsi do siatki trafili w 18. minucie goście za sprawą Bartosza Jaroszka. Jednak na przerwę to gospodarze schodzili w lepszych nastrojach, bo najpierw wyrównał Dominik Połap, a już w doliczonym czasie gry w pierwszej połowie prowadzenie tyszanom dał Patryk Mikita.
Po przerwie, choć obie drużyny miały swoje szanse, to strzelali już tylko goście. Autorem wyrównującej bramki był Oskar Repka, który skierował piłkę do siatki głową po dośrodkowaniu Kozubala. Choć w końcówce to katowiczanie byli bliżej strzelenia gola, wydawało się, że mecz zakończy się remisem. Jedna z ostatnich akcji okazała się jednak skuteczna i to Jakub Arak strzelił decydującego gola, praktycznie zapewniającego już drużynie z Katowic co najmniej udział w barażach, a nawet pozostawiając szansę na bezpośredni awans.
Wynik 2:3 oznacza za to, że podopieczni Dariusza Banasika muszą oglądać się do tyłu, bo o trzy miejsca w barażach (poza GKS-em Katowice) wciąż walczy sześć drużyn, a różnice w całym tym peletonie są naprawdę minimalne. Choć Tychy mają w tym wyścigu pole position, na dwie kolejki do końca muszą nadal regularnie punktować, aby utrzymać się w grze o Ekstraklasę.
sportowefakty.w.pl – GKS Katowice zagrał do końca w Fortuna I lidze
Wciąż nie poznaliśmy pierwszego beniaminka PKO Ekstraklasy. GKS Katowice zapewnił sobie zwycięstwo 3:2 w czasie doliczonym do meczu w Tychach. W ten sposób przynajmniej do soboty Lechia Gdańsk nie ma zapewnionego awansu.
Wygrana GKS-u Katowice oznacza, że Lechia Gdańsk potrzebuje do awansu minimum remisu w sobotnim meczu na wyjeździe z Wisłą Kraków. Ponadto w tej kolejce do elity nie awansuje Arka Gdynia, niezależnie od innych rozstrzygnięć. Bramka na 3:2 padła w doliczonym czasie za sprawą strzału Jakub Araka. Wcześniej tak gospodarze, jak i goście zdobyli oraz stracili prowadzenie.
eska.pl – GKS Katowice wygrywa w derbach Śląska z Tychami. Katowiczanie bliżej baraży do ekstraklasy
Jakub Arak bohaterem GKS-u Katowice. w doliczonym czasie gry zapewnił on zwycięstwo katowiczanom, dzięki czemu znacznie przybliżyli się do zapewnienia sobie miejsca uprawniającego do walki w barażach o awans do PKO BP Ekstraklasy.
Mecz na szczycie Fortuna 1. Ligi dostarczył wielu emocji kibicom GKS-u Tychy jak i gościom z Katowic. Obydwa zespoły cały czas liczą się w walce o awans do PKO BP Ekstraklasy. Oba zespoły musiały więc wygrać spotkanie 32 kolejki, aby zwiększyć swoje szanse na zapewnienie sobie baraży. Nie zaskakuje więc to, że tak tyszanie, jak i katowiczanie od razu ruszyli do akcji by jak najszybciej pokazać, kto na ten awans bardziej zasługuje. Świetnie rozpoczęli katowiczanie wychodząc na prowadzenie w 18. minucie po golu Bartosza Jaroszka. Tyszanie jednak pokazali, że będą walczyć do końca o dobry wynik i tak było, tyle że do końca pierwszej połowy. W 33. minucie wyrównał Dominik Połap, a w doliczonym czasie 1. połowy gola na 2:1 zdobył Patryk Mikita.
GKS Katowice nie zamierzał jednak oddać przeciwnikowi punktów i już w 61. minucie wyrównali po golu Oskara Repki. Praktycznie od końca spotkania każdy z GKS-ów próbował przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i kiedy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, Jarosław Arak w drugiej minucie doliczonego czasu gry zapewnił katowiczanom wygraną 3:2. Dla katowiczan było to trzecie zwycięstwo z rzędu i potwierdzenie bardzo dobrej firmy na koniec sezonu.
sport.tvp.pl – Grad goli i emocji. Co za dzień w 1. lidze!
Aż 11 goli padło w dwóch piątkowych meczach Fortuna 1. Ligi. Większość z nich była wyjątkowej urody. W najciekawszym spotkaniu GKS Katowice pokonał GKS Tychy po golu w doliczonym czasie gry!
W piątek z awansu do PKO BP Ekstraklasy cieszyć mogła się Lechia Gdańsk. Tylko zwycięstwo gości mogło przedłużyć o dobę niepewność na Pomorzu. To właśnie gracze z Katowic objęli prowadzenie za sprawą Bartosza Jaroszka w 18. minucie. Tyszanie dwukrotnie jednak odpowiedzieli przed przerwą golami Dominika Połapa i Patryka Mikity.
Na uwagę zasługuje trafienie tego pierwszego. Pomocnik gospodarzy uderzył piłkę z woleja zza pola karnego. Uderzenie było na tyle precyzyjne, że kompletnie zaskoczyło bramkarza z Katowic, Dawida Kudłę.
Na tym strzelanie się nie skończyło. W 61. minucie wyrównał Oskar Repka. Gdy w Gdańsku wyjmowano już szampany, ostatni cios zadali katowiczanie. Świetną kontrę sfinalizował celnym strzałem Jakub Arak.
Takie rozstrzygnięcie sprawiło, że Lechia musi poczekać na świętowanie przynajmniej do soboty i meczu z Wisłą Kraków. Aby zapewnić sobie awans, wystarczy jej ledwie jeden punkt. Zwycięstwo GKS-u Katowice sprawiło też, że Arka Gdynia na pewno nie będzie cieszyć się z promocji w tej kolejce.
noweinfo.pl – GKS Tychy przegrał z GKS Katowice w doliczonym czasie gry
W piątkowy wieczór (10 maja) piłkarze GKS Tychy podejmowali na własnym stadionie GKS Katowice. Tyszanie ulegli rywalom za miedzy w doliczonym czasie gry 2:3.
To był bardzo ważny mecz ze względów sportowych (walka o baraże o ekstraklasę) i prestiżowych (śląskie derby). Obecnie każdy komplet punktów jest na wagę złota, ponieważ w górnej części tabeli Fortuny 1 Ligi jest ciasno. Szanse na walkę w barażach o jedno miejsce w ekstraklasie mają obecnie zespoły zajmujące miejsca od 3 do 8.
Strzelanie w meczu rozpoczęli katowiczanie. W 18. minucie gola zdobył Bartosz Jaroszek. Wyrównał w 33. minucie Dominik Połap. GKS Tychy kończył pierwszą połowę prowadzeniem 2:1. Bramkę do szatni GieKSie strzelił Patryk Mikita.
Niestety, w drugiej części spotkania inicjatywę przejęła drużyna GKS Katowice. Najpierw w 61. minucie wyrównał na 2:2 Oskar Repka, a 90. + 2. minucie zwycięską bramkę uzyskał Jakub Arak.
Końcówka meczu zasmuciła 8,5 tys. tyskich kibiców (na trybunach zasiadło w sumie prawie 9700 widzów – to rekord ligowej frekwencji na tyskim stadionie). GKS Tychy zajmuje obecnie 5 miejsce w tabeli, premiowane barażami, ale ma o jeden mecz więcej od rywali. Natomiast GKS Katowice umocnił się na trzeciej pozycji.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Felietony Piłka nożna
Trudność w podejściu do średniawki
Aaaa qrwa jego mać…
To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.
Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.
Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.
O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.
Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.
Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.
Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.
Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.
Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.
Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.
Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.
Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.
Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.
Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.
Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.


Najnowsze komentarze