Piłka nożna Prasówka
Media po meczu z Tychami: Katowice lepsze w meczu dwóch GKS-ów i wciąż liczą na bezpośredni awans
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Tychy – GKS Katowice 2-3 (2-1).
1liga.org – GKS Katowice wygrywa z GKS Tychy!
W piątkowych meczach 32. kolejki Fortuna 1 Ligi GKS Katowice pokonało GKS Tychy, a Znicz Pruszków zremisował z Motorem Lublin.
[…] GKS Tychy – GKS Katowice 2:3 (2:1)
Bramki: Dominik Połap 33’, Patryk Mikita 45’+1 – Bartosz Jaroszek 18’, Oskar Repka 61’, Jakub Arak 90’+2
W derbowym meczu nie zabrakło emocji! Pierwsze minuty meczu były nieco chaotyczne, ale to goście wydawali się być konkretniejsi i w 18. minucie po strzale Jaroszka objęli prowadzenie. Po około 30. minutach gry kontuzji doznał Marzec, a zaraz po tym Gieksa straciła bramkę. Do przerwy to tyszanie wyszli jednak na prowadzenie. Druga część spotkania przyniosła remisową bramkę dla drużyny z Katowic. Po rzucie wolnym piłkę w siatce umieścił Repka. Największe emocje były jednak na sam koniec w doliczonym czasie gry. I to właśnie w ostatnich sekundach GKS Katowice wywalczyło trzy punkty. Tyszanie stracili piłkę w ataku, goście ruszyli z kontrą i Jakub Arak strzelił gola, który okazał się bezcennym.
dziennikzachodni.pl – GKS Tychy przegrał z GKS Katowice 2:3! Goście wykonali wielki krok w kierunku Ekstraklasy!
W derbowym meczu o dużą stawkę GKS Tychy przegrał z GKS Katowice 2:3. Widowisko było świetne, prowadzenie zmieniało się w obie strony, a decydujący gol padł w doliczonym czasie gry!
Wagi tych derbów nie sposób było przecenić. Dwa GKS-y, ten z Tychów i ten z Katowic, biją się co najmniej o baraże o Ekstraklasę i zwycięstwo w bezpośrednim starciu stanowiłoby w tym wyścigu bezcenny atut.
Pierwsze kilka minut było chaotyczne. Katowiczanie szybko zaczęli być jednak konkretniejsi. Po kwadransie Macieja Kikolskiego wyręczył jeszcze stojący przed linią bramkową Jakub Tecław, ale chwilę później goście objęli prowadzenie. Żle wyprowadzaną piłkę przejął Bartosz Jaroszek, rozegral z Marcinem Wasielewskim i zamknął jego płaskie podanie w pole karne strzałem do siatki!
Tyszanie próbowali odpowiedzieć niemal natychmiast, ale cofnięty zespół Rafała Góraka bronił się dość spokojnie. Po pół godzinie gry kontuzji doznał Mateusz Marzec, a cztery minuty później goście stracili też bramkę. Kapitalnym strzałem sprzed pola karnego Dawida Kudłę pokonał Dominik Połap. Mecz zaczynał się właściwie od nowa.
Równowaga została diametralnie zachwiana przez ekipę Dariusza Banasika w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Przyjezdni obrońcy zgubili z radarów Patryka Mikitę, co wykorzystał Daniel Rumin idealnie wykładając piłkę samotnie wbiegającemu w pole karne koledze. Dzięki temu to Tychy schodziły do szatni z zapasem jednego trafienia.
Od początku drugiej części atakowały Katowice. I podobnie jak wcześniej gospodarze, też zostali za to nagrodzeni. W 61 minucie rzut wolny wykonał Antoni Kozubal, a Oskar Repka jako jedyny wyskoczył do piłki na tyle wysoko, by ją wpakować do bramki obok pasywnego Macieja Kikolskiego.
Oba zespoły próbowały jeszcze zadać ten trzeci, pewnie decydujący cios, ale udało się to gościom w doliczonym czasie! Tyszanie stracili piłkę w ataku, katowiczanie ruszyli z kontrą i Jakub Arak strzelił gola, który może nazywać bezcennym.
Kibice GKS Tychy rozgrzani emocjami na derbach z GKS Katowice
Na stadionie GKS Tychy w meczu z GKS Katowice padł rekord frekwencji obecnego sezonu. Trudno się temu dziwić, bo dla kibiców gospodarzy to jedno z najważniejszych spotkań w kalendarzu.
[…] W drugiej połowie strzelali już jednak tylko goście i fani gospodarzy opuszczali stadion w fatalnych humorach…
polsatsport.pl – Derby nie zawiodły! Bramka w doliczonym czasie gry przesądziła o wyniku
GKS Katowice zrobił duży krok w kierunku gry w barażach, a być może i bezpośredniego awansu. Podopieczni Rafała Góraka pokonali na wyjeździe GKS Tychy 3:2. Gol na wagę zwycięstwa padł w 92. minucie meczu, a jego autorem był Jakub Arak.
Pierwszy gol w piątkowym spotkaniu padł w 18. minucie gry. Zespołową akcję ekipy gości Marcin Wasielewski zakończył podanie do nabiegającego w pole karne Bartosza Jaroszka. Ten z bliskiej odległości posłał piłkę do siatki. Do wyrównania tyszanie doprowadzili kwadrans później.
Dominik Połap wykorzystał zamieszanie w polu karnym, zgarnął piłkę przed „szesnastką” i uderzył z woleja. Futbolówka zatrzepotała w siatce. Drugą bramkę ekipa z Tychów zdobyła tuż przed zejściem na przerwę. Daniel Rumin zagrał w pole karne do niepilnowanego Patryka Mikity. Wychowanek Legii Warszawa ze stoickim spokojem pokonał Dawida Kudłę. Po upływie 45 minut i czasu doliczonego GKS Tychy prowadził 2:1.
Gol wyrównujący padł w 61. minucie spotkania. Z rzutu wolnego dośrodkował Antoni Kozubal. W polu karnym najlepiej zachował się Oskar Repka. Gracz „GieKSy” strzałem głową skierował piłkę do siatki. Później przez niemal półgodziny nie oglądaliśmy bramek. Aż do drugiej minuty doliczonego czasu gry.
Wtedy Adrian Bład zagrał piłkę w pole karne do nabiegającego Jakuba Araka. Napastnik drużyny z Katowic miał mnóstwo miejsca i pewnym strzałem pokonał Macieja Kikolskiego. To był decydujący cios. „GieKSa” wyszarpała zwycięstwo w końcówce meczu i umocniła się na trzecim miejscu w tabeli. Natomiast tyszanie ponieśli drugą porażkę z rzędu.
weszlo.com – Katowice lepsze w meczu dwóch GKS-ów i wciąż liczą na bezpośredni awans
W ramach 32. kolejki I ligi zmierzyły się ze sobą GKS Tychy i GKS Katowice. W bardzo emocjonującym starciu dwóch śląskich drużyn to goście okazali się mocniejsi i w samej końcówce przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.
Trzecia z czwartą drużyną tabeli I ligi toczyły naprawdę wyrównany pojedynek i każdej z nich zależało na zwycięstwie. Jako pierwsi do siatki trafili w 18. minucie goście za sprawą Bartosza Jaroszka. Jednak na przerwę to gospodarze schodzili w lepszych nastrojach, bo najpierw wyrównał Dominik Połap, a już w doliczonym czasie gry w pierwszej połowie prowadzenie tyszanom dał Patryk Mikita.
Po przerwie, choć obie drużyny miały swoje szanse, to strzelali już tylko goście. Autorem wyrównującej bramki był Oskar Repka, który skierował piłkę do siatki głową po dośrodkowaniu Kozubala. Choć w końcówce to katowiczanie byli bliżej strzelenia gola, wydawało się, że mecz zakończy się remisem. Jedna z ostatnich akcji okazała się jednak skuteczna i to Jakub Arak strzelił decydującego gola, praktycznie zapewniającego już drużynie z Katowic co najmniej udział w barażach, a nawet pozostawiając szansę na bezpośredni awans.
Wynik 2:3 oznacza za to, że podopieczni Dariusza Banasika muszą oglądać się do tyłu, bo o trzy miejsca w barażach (poza GKS-em Katowice) wciąż walczy sześć drużyn, a różnice w całym tym peletonie są naprawdę minimalne. Choć Tychy mają w tym wyścigu pole position, na dwie kolejki do końca muszą nadal regularnie punktować, aby utrzymać się w grze o Ekstraklasę.
sportowefakty.w.pl – GKS Katowice zagrał do końca w Fortuna I lidze
Wciąż nie poznaliśmy pierwszego beniaminka PKO Ekstraklasy. GKS Katowice zapewnił sobie zwycięstwo 3:2 w czasie doliczonym do meczu w Tychach. W ten sposób przynajmniej do soboty Lechia Gdańsk nie ma zapewnionego awansu.
Wygrana GKS-u Katowice oznacza, że Lechia Gdańsk potrzebuje do awansu minimum remisu w sobotnim meczu na wyjeździe z Wisłą Kraków. Ponadto w tej kolejce do elity nie awansuje Arka Gdynia, niezależnie od innych rozstrzygnięć. Bramka na 3:2 padła w doliczonym czasie za sprawą strzału Jakub Araka. Wcześniej tak gospodarze, jak i goście zdobyli oraz stracili prowadzenie.
eska.pl – GKS Katowice wygrywa w derbach Śląska z Tychami. Katowiczanie bliżej baraży do ekstraklasy
Jakub Arak bohaterem GKS-u Katowice. w doliczonym czasie gry zapewnił on zwycięstwo katowiczanom, dzięki czemu znacznie przybliżyli się do zapewnienia sobie miejsca uprawniającego do walki w barażach o awans do PKO BP Ekstraklasy.
Mecz na szczycie Fortuna 1. Ligi dostarczył wielu emocji kibicom GKS-u Tychy jak i gościom z Katowic. Obydwa zespoły cały czas liczą się w walce o awans do PKO BP Ekstraklasy. Oba zespoły musiały więc wygrać spotkanie 32 kolejki, aby zwiększyć swoje szanse na zapewnienie sobie baraży. Nie zaskakuje więc to, że tak tyszanie, jak i katowiczanie od razu ruszyli do akcji by jak najszybciej pokazać, kto na ten awans bardziej zasługuje. Świetnie rozpoczęli katowiczanie wychodząc na prowadzenie w 18. minucie po golu Bartosza Jaroszka. Tyszanie jednak pokazali, że będą walczyć do końca o dobry wynik i tak było, tyle że do końca pierwszej połowy. W 33. minucie wyrównał Dominik Połap, a w doliczonym czasie 1. połowy gola na 2:1 zdobył Patryk Mikita.
GKS Katowice nie zamierzał jednak oddać przeciwnikowi punktów i już w 61. minucie wyrównali po golu Oskara Repki. Praktycznie od końca spotkania każdy z GKS-ów próbował przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i kiedy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów, Jarosław Arak w drugiej minucie doliczonego czasu gry zapewnił katowiczanom wygraną 3:2. Dla katowiczan było to trzecie zwycięstwo z rzędu i potwierdzenie bardzo dobrej firmy na koniec sezonu.
sport.tvp.pl – Grad goli i emocji. Co za dzień w 1. lidze!
Aż 11 goli padło w dwóch piątkowych meczach Fortuna 1. Ligi. Większość z nich była wyjątkowej urody. W najciekawszym spotkaniu GKS Katowice pokonał GKS Tychy po golu w doliczonym czasie gry!
W piątek z awansu do PKO BP Ekstraklasy cieszyć mogła się Lechia Gdańsk. Tylko zwycięstwo gości mogło przedłużyć o dobę niepewność na Pomorzu. To właśnie gracze z Katowic objęli prowadzenie za sprawą Bartosza Jaroszka w 18. minucie. Tyszanie dwukrotnie jednak odpowiedzieli przed przerwą golami Dominika Połapa i Patryka Mikity.
Na uwagę zasługuje trafienie tego pierwszego. Pomocnik gospodarzy uderzył piłkę z woleja zza pola karnego. Uderzenie było na tyle precyzyjne, że kompletnie zaskoczyło bramkarza z Katowic, Dawida Kudłę.
Na tym strzelanie się nie skończyło. W 61. minucie wyrównał Oskar Repka. Gdy w Gdańsku wyjmowano już szampany, ostatni cios zadali katowiczanie. Świetną kontrę sfinalizował celnym strzałem Jakub Arak.
Takie rozstrzygnięcie sprawiło, że Lechia musi poczekać na świętowanie przynajmniej do soboty i meczu z Wisłą Kraków. Aby zapewnić sobie awans, wystarczy jej ledwie jeden punkt. Zwycięstwo GKS-u Katowice sprawiło też, że Arka Gdynia na pewno nie będzie cieszyć się z promocji w tej kolejce.
noweinfo.pl – GKS Tychy przegrał z GKS Katowice w doliczonym czasie gry
W piątkowy wieczór (10 maja) piłkarze GKS Tychy podejmowali na własnym stadionie GKS Katowice. Tyszanie ulegli rywalom za miedzy w doliczonym czasie gry 2:3.
To był bardzo ważny mecz ze względów sportowych (walka o baraże o ekstraklasę) i prestiżowych (śląskie derby). Obecnie każdy komplet punktów jest na wagę złota, ponieważ w górnej części tabeli Fortuny 1 Ligi jest ciasno. Szanse na walkę w barażach o jedno miejsce w ekstraklasie mają obecnie zespoły zajmujące miejsca od 3 do 8.
Strzelanie w meczu rozpoczęli katowiczanie. W 18. minucie gola zdobył Bartosz Jaroszek. Wyrównał w 33. minucie Dominik Połap. GKS Tychy kończył pierwszą połowę prowadzeniem 2:1. Bramkę do szatni GieKSie strzelił Patryk Mikita.
Niestety, w drugiej części spotkania inicjatywę przejęła drużyna GKS Katowice. Najpierw w 61. minucie wyrównał na 2:2 Oskar Repka, a 90. + 2. minucie zwycięską bramkę uzyskał Jakub Arak.
Końcówka meczu zasmuciła 8,5 tys. tyskich kibiców (na trybunach zasiadło w sumie prawie 9700 widzów – to rekord ligowej frekwencji na tyskim stadionie). GKS Tychy zajmuje obecnie 5 miejsce w tabeli, premiowane barażami, ale ma o jeden mecz więcej od rywali. Natomiast GKS Katowice umocnił się na trzeciej pozycji.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze