Piłka nożna Prasówka
Media przed meczem Sandecja-GKS Katowice: Poczekajcie jeszcze siedem kolejek…
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat popołudniowego spotkania Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice.
1liga.org – 1 Liga Stats: Zapowiedź 23. Kolejki
[…] Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice (11 marca, sobota, 15:00)
Cztery poprzednie mecze Sandecji z GKS-em kończyły się podziałem punktów, a tylko w jednym z nich zobaczyliśmy bramki. Mało tego – w ostatnich siedmiu starciach tych ekip pod rząd zobaczyliśmy nie więcej, niż 2 gole, średnia trafień wyniosła zaś 0,43 gola na mecz. Tym razem gospodarze znaleźli się w naprawdę trudnej sytuacji, z nowym trenerem za sterami i na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli.
Fantasy 1 Liga: Zapowiedź 23. Kolejki
[…] Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice
W czwartek z Nowego Sącza dotarły do nas zaskakujące wiadomości. Od prowadzenia zespołu odsunięty został trener Stanislav Varga, a jego miejsce zajął były opiekun Chojniczanki Tomasz Kafarski. Można powiedzieć, że zna on doskonale Sandecję, ponieważ pracował już w tym klubie od 1 lipca 2018 roku do 6 lipca 2020 roku. W ciągu tych dwóch lat poprowadził drużynę w 67 spotkaniach, notując średnią punktów – 1,42. Nowy trener nie będzie miał zbyt wiele czasu na wprowadzenie swoich porządków przed meczem z GieKSą. Wydaje się, że działacze z Nowego Sącza bardziej liczą w najbliższy weekend na efekt „nowej miotły”. Swoją drogą zastanawiający jest fakt, że ze swoimi decyzjami nie poczekali do przerwy reprezentacyjnej. Sandecja w czterech tegorocznych meczach zdobyła 4 punkty. W pierwszych dwóch była chwalona za swoją postawę, ale dwa ostatnie przegrała nie zdobywając bramki. Nam pozostaje obserwować, jak jej piłkarze zaprezentują się w najbliższym meczu.
W tabeli wiosny GKS zajmuje ostatnie miejsce z dwoma punktami na koncie. Takiego obrotu spraw w Katowicach nie zwiastowały pierwsze dwa tegoroczne spotkania. Drużyna zaprezentowała się w nich dobrze. Z Niecieczy dość pechowo nie przywiozła zwycięstwa,z Podbeskidziem zagrała pewnie. Problemy zaczęły się w Sosnowcu, gdzie GKS przegrał po indywidualnych błędach swoich piłkarzy. GieKSa przystępowała do meczu z Wisłą bez nominalnych lewych wahadłowych. Urazy wyeliminowały z gry Grzegorza Rogalę i Zbigniewa Wojciechowskiego. Brak Rogali był widoczny już w starciu z Zagłębiem. Teraz powinien być on już do dyspozycji sztabu szkoleniowego. GKS w pierwszej połowie kontrolował przebieg spotkania z Wisłą i miał swoje okazje do otwarcia wyniku. W wyjściowym składzie oglądaliśmy dobrze dysponowanego Marko Roginicia. Na początku drugiej połowy przyjezdni przyspieszyli jednak swoją grę, a piłkarze ze stolicy Górnego Śląska kolejny raz nie ustrzegli się błędów. W 15 minut Biała Gwiazda strzeliła 3 gole. Trener Górak zareagował zmianami personalnymi oraz zmianą ustawienia. Jakub Arak zdobył kontaktową bramkę, ale to wszystko na co było stać GKS. Zabrakło po prostu piłkarskiej jakości. Kibice zaczynają domagać się zmian na stanowisku trenera. Patrząc jednak na dotychczasową jego pracę nie wydaje się, aby w osobie szkoleniowca leżały przyczyny obecnych problemów. Należy zastanowić się, czy kadra jaką ma on do dyspozycji pozwala na walkę o baraże, których domagają się fani z Bukowej. Trener podkreślił na pomeczowej konferencji, że przed jego zespołem dwa bardzo istotne mecze. Był również zadowolony z funkcjonowania drużyny po zmianie ustawienia w trakcie ostatniego spotkania. Bardzo prawdopodobne, że zdecyduje się na nie od początku meczu w Niepołomicach. Na boisko wrócił już Adrian Błąd, a gra dwójką napastników może poprawić skuteczność. GieKSa nie wygrała 4 ostatnich spotkań na wyjeździe. W 10 dotychczasowych meczach wyjazdowych z Sandecją wygrała tylko dwa razy, trzy z nich zremisowała i pięć przegrała.
sportdziennik.com – Poczekajcie jeszcze siedem kolejek…
W najbliższych siedmiu seriach gier katowiczanie zmierzą się z sześcioma rywalami w komplecie plasującymi się dziś w tabeli niżej od nich. Pierwszy taki mecz – dziś (15.00) w Niepołomicach z Sandecją. To pora, by zacząć wreszcie gonić czołową szóstkę.
– Musimy się skoncentrować na dwóch najbliższych kolejkach. Mecze z Sandecją i Resovią będą wyznacznikiem tego, co będzie się działo potem. Musimy maksymalnie wykorzystać ten czas, podnieść zespół psychicznie, bo to nigdy nie są łatwe sprawy, gdy przegrywa się dwa tak prestiżowe spotkania, jak te z Zagłębiem i Wisłą – mówi Rafał Górak, trener GieKSy, którego coraz bardziej zaczynają krytykować kibice, podważając sens dalszego funkcjonowania zespołu i sztabu w takim składzie. Szansa na delikatne poprawienie klimatu dziś od 15.00 w Niepołomicach, gdzie katowiczanie zmierzą się z Sandecją Nowy Sącz.
Rozczarowaniu sympatyków GKS-u trudno się dziwić. Drużyna, która może liczyć z miasta na wsparcie rzędu 7 mln zł – o takiej rocznej dotacji samorządowej część klubów z pierwszoligowej czołówki może jedynie marzyć – ugrzęzła w środku tabeli. Przewaga nad strefą spadkową wynosi bezpiecznych 10 „oczek”, ale trudno drugi sezon z rzędu mierzyć jedynie w utrzymanie, a strata do barażowej szóstki to już 7 punktów. Na początku października zespołowi z Bukowej zdarzyła się jedyna w tych rozgrywkach mini-seria dwóch wygranych (1:0 ze Skrą i Chrobrym), a od tamtej pory wygrał już ledwie raz, z Chojniczanką, poza tym notując 4 remisy, 4 porażki i odpadając jeszcze z Pucharu Polski kosztem Górnika Zabrze. GieKSa to najgorzej punktujący w tym roku pierwszoligowiec i jedyny, który nie zgarnął jeszcze pełnej puli.
Te wszystkie fakty mogą wywoływać defetyzm i frustrację, ale jest też druga strona medalu. Katowiczanie nie mieli tej wiosny łatwego terminarza. Po dobrym meczu zremisowali na wyjeździe z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza 1:1 (a w końcówce nie podyktowano dla nich ewidentnego karnego na Adrianie Błądzie, który odniósł w tamtej sytuacji kontuzję). Potem – również w niezłym stylu – taki sam rezultat uzyskali z Podbeskidziem Bielsko-Biała, które dopiero w ostatni weekend przerwało trwającą od początku września serię bez porażki. Kolejne dwa tygodnie to już dwie porażki – z Zagłębiem w specyficznym meczu na otwarcie stadionu w Sosnowcu wskutek banalnego błędu Dawida Kudły oraz z rozpędzoną krakowską Wisłą, na którą póki co w tym roku nie ma mocnych. Nie chodzi o szukanie usprawiedliwienia dla drużyny Rafała Góraka, ale wskazanie, że poprzeczkę miała zawieszoną całkiem wysoko.
Owszem – można kiwnąć głową w stronę wszystkich tych, którzy sygnalizują, że szkoleniowiec wraz z dyrektorem Robertem Góralczykiem od połowy 2019 roku mieli dostatecznie dużo czasu, by stworzyć w ciągu 8 okienek transferowych zespół silniejszy niż na środek pierwszoligowej tabeli, a ten, który dziś jest w Katowicach, starzeje się i trzeba by dziś dużego optymizmu, by stwierdzić, że przy niewielkich korektach będzie w stanie powalczyć o ekstraklasę. Odbijając piłeczkę, trzeba pamiętać, że to już nie te czasy, gdy dopływ samorządowej kasy z urzędu stawiał GKS w gronie faworytów zaplecza ekstraklasy. Dziś to silne rozgrywki, z uznanymi klubami, egzystującymi na nowoczesnych stadionach i mających ambicje. Mawiamy, że to liga niezadowolonych, bo tych, którym wydaje się, że ich miejsce jest w elicie, jest znacznie więcej niż miejsc premiowanych awansem.
No i jest jeszcze jeden fakt, który nakazuje wstrzymać się z oceną GieKSy o 1,5 miesiąca: terminarz. Zwróćmy uwagę, że począwszy od dzisiejszego spotkania z Sandecją, 6 z 7 najbliższych rywali – wyłączając Arkę Gdynia – plasuje się w dolnej połowie tabeli. Resovia, Odra, Tychy, Skra, Łęczna… Punktując obficie, katowiczanie mają szansę jeszcze włączyć się do walki o baraże. Jeśli będzie inaczej – śmiało będzie mógł nastąpić czas rozliczeń i rozważań nad przebudową drużyny.
A nawiązując jeszcze do dzisiejszej wizyty w Niepołomicach, gdzie swoje mecze rozgrywa Sandecja: GKS wystąpi tam w silniejszym niż dotąd składzie. Bark wyleczył już Adrian Błąd, z urazem mięśniowym uporał się Grzegorz Rogala, którego brak na lewym wahadle w przegranych spotkaniach z Zagłębiem i Wisłą był niesamowicie odczuwalny. Katowiczanom pozostaje wierzyć, że jego powrót da zespołowi więcej niż sądeczanom efekt nowej miotły po czwartkowym rozstaniu z trenerem Stanislavem Vargą i zatrudnieniu doświadczonego Tomasza Kafarskiego.
gazetakrakowska.pl – Nowy trener Sandecji Tomasz Kafarski: Mamy wspólny cel, liczymy na wsparcie naszych kibiców
Rozmawiamy z nowym szkoleniowcem Sandecji Nowy Sącz. W czwartek 48-letni Tomasz Kafarski zastąpił na stanowisku trenera „Dumy Krainy Lachów” 50-letniego Słowaka Stanislava Vargę. Przed nim niełatwe zadanie. W sobotę o godz. 15 sądeczanie podejmą w Niepołomicach GKS Katowice.
[…] Właśnie, pierwszy mecz pod Pana wodzą już w sobotę z GKS Katowice. Kibice mogą być optymistami?
Powinni nimi być. Trzeba wierzyć w swój zespół. Dotąd to nie była przecież Sandecja, która nie grała w piłkę. To była Sandecja, która mądrze zaczęła, wygrała z Górnikiem Łęczna, zremisowała z Resovią, a potem nastąpiło pasmo wypadków, które spowodowało, że ten zespół jest tam gdzie jest. Nie jest to jednak jakaś sytuacja bez wyjścia. Liczymy też na wsparcie naszych kibiców, wierzymy, że dotrą do Niepołomic, by nas dopingować. To dla nas bardzo ważne.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze