Piłka nożna Prasówka
Media przed meczem Sandecja-GKS Katowice: Poczekajcie jeszcze siedem kolejek…
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat popołudniowego spotkania Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice.
1liga.org – 1 Liga Stats: Zapowiedź 23. Kolejki
[…] Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice (11 marca, sobota, 15:00)
Cztery poprzednie mecze Sandecji z GKS-em kończyły się podziałem punktów, a tylko w jednym z nich zobaczyliśmy bramki. Mało tego – w ostatnich siedmiu starciach tych ekip pod rząd zobaczyliśmy nie więcej, niż 2 gole, średnia trafień wyniosła zaś 0,43 gola na mecz. Tym razem gospodarze znaleźli się w naprawdę trudnej sytuacji, z nowym trenerem za sterami i na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli.
Fantasy 1 Liga: Zapowiedź 23. Kolejki
[…] Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice
W czwartek z Nowego Sącza dotarły do nas zaskakujące wiadomości. Od prowadzenia zespołu odsunięty został trener Stanislav Varga, a jego miejsce zajął były opiekun Chojniczanki Tomasz Kafarski. Można powiedzieć, że zna on doskonale Sandecję, ponieważ pracował już w tym klubie od 1 lipca 2018 roku do 6 lipca 2020 roku. W ciągu tych dwóch lat poprowadził drużynę w 67 spotkaniach, notując średnią punktów – 1,42. Nowy trener nie będzie miał zbyt wiele czasu na wprowadzenie swoich porządków przed meczem z GieKSą. Wydaje się, że działacze z Nowego Sącza bardziej liczą w najbliższy weekend na efekt „nowej miotły”. Swoją drogą zastanawiający jest fakt, że ze swoimi decyzjami nie poczekali do przerwy reprezentacyjnej. Sandecja w czterech tegorocznych meczach zdobyła 4 punkty. W pierwszych dwóch była chwalona za swoją postawę, ale dwa ostatnie przegrała nie zdobywając bramki. Nam pozostaje obserwować, jak jej piłkarze zaprezentują się w najbliższym meczu.
W tabeli wiosny GKS zajmuje ostatnie miejsce z dwoma punktami na koncie. Takiego obrotu spraw w Katowicach nie zwiastowały pierwsze dwa tegoroczne spotkania. Drużyna zaprezentowała się w nich dobrze. Z Niecieczy dość pechowo nie przywiozła zwycięstwa,z Podbeskidziem zagrała pewnie. Problemy zaczęły się w Sosnowcu, gdzie GKS przegrał po indywidualnych błędach swoich piłkarzy. GieKSa przystępowała do meczu z Wisłą bez nominalnych lewych wahadłowych. Urazy wyeliminowały z gry Grzegorza Rogalę i Zbigniewa Wojciechowskiego. Brak Rogali był widoczny już w starciu z Zagłębiem. Teraz powinien być on już do dyspozycji sztabu szkoleniowego. GKS w pierwszej połowie kontrolował przebieg spotkania z Wisłą i miał swoje okazje do otwarcia wyniku. W wyjściowym składzie oglądaliśmy dobrze dysponowanego Marko Roginicia. Na początku drugiej połowy przyjezdni przyspieszyli jednak swoją grę, a piłkarze ze stolicy Górnego Śląska kolejny raz nie ustrzegli się błędów. W 15 minut Biała Gwiazda strzeliła 3 gole. Trener Górak zareagował zmianami personalnymi oraz zmianą ustawienia. Jakub Arak zdobył kontaktową bramkę, ale to wszystko na co było stać GKS. Zabrakło po prostu piłkarskiej jakości. Kibice zaczynają domagać się zmian na stanowisku trenera. Patrząc jednak na dotychczasową jego pracę nie wydaje się, aby w osobie szkoleniowca leżały przyczyny obecnych problemów. Należy zastanowić się, czy kadra jaką ma on do dyspozycji pozwala na walkę o baraże, których domagają się fani z Bukowej. Trener podkreślił na pomeczowej konferencji, że przed jego zespołem dwa bardzo istotne mecze. Był również zadowolony z funkcjonowania drużyny po zmianie ustawienia w trakcie ostatniego spotkania. Bardzo prawdopodobne, że zdecyduje się na nie od początku meczu w Niepołomicach. Na boisko wrócił już Adrian Błąd, a gra dwójką napastników może poprawić skuteczność. GieKSa nie wygrała 4 ostatnich spotkań na wyjeździe. W 10 dotychczasowych meczach wyjazdowych z Sandecją wygrała tylko dwa razy, trzy z nich zremisowała i pięć przegrała.
sportdziennik.com – Poczekajcie jeszcze siedem kolejek…
W najbliższych siedmiu seriach gier katowiczanie zmierzą się z sześcioma rywalami w komplecie plasującymi się dziś w tabeli niżej od nich. Pierwszy taki mecz – dziś (15.00) w Niepołomicach z Sandecją. To pora, by zacząć wreszcie gonić czołową szóstkę.
– Musimy się skoncentrować na dwóch najbliższych kolejkach. Mecze z Sandecją i Resovią będą wyznacznikiem tego, co będzie się działo potem. Musimy maksymalnie wykorzystać ten czas, podnieść zespół psychicznie, bo to nigdy nie są łatwe sprawy, gdy przegrywa się dwa tak prestiżowe spotkania, jak te z Zagłębiem i Wisłą – mówi Rafał Górak, trener GieKSy, którego coraz bardziej zaczynają krytykować kibice, podważając sens dalszego funkcjonowania zespołu i sztabu w takim składzie. Szansa na delikatne poprawienie klimatu dziś od 15.00 w Niepołomicach, gdzie katowiczanie zmierzą się z Sandecją Nowy Sącz.
Rozczarowaniu sympatyków GKS-u trudno się dziwić. Drużyna, która może liczyć z miasta na wsparcie rzędu 7 mln zł – o takiej rocznej dotacji samorządowej część klubów z pierwszoligowej czołówki może jedynie marzyć – ugrzęzła w środku tabeli. Przewaga nad strefą spadkową wynosi bezpiecznych 10 „oczek”, ale trudno drugi sezon z rzędu mierzyć jedynie w utrzymanie, a strata do barażowej szóstki to już 7 punktów. Na początku października zespołowi z Bukowej zdarzyła się jedyna w tych rozgrywkach mini-seria dwóch wygranych (1:0 ze Skrą i Chrobrym), a od tamtej pory wygrał już ledwie raz, z Chojniczanką, poza tym notując 4 remisy, 4 porażki i odpadając jeszcze z Pucharu Polski kosztem Górnika Zabrze. GieKSa to najgorzej punktujący w tym roku pierwszoligowiec i jedyny, który nie zgarnął jeszcze pełnej puli.
Te wszystkie fakty mogą wywoływać defetyzm i frustrację, ale jest też druga strona medalu. Katowiczanie nie mieli tej wiosny łatwego terminarza. Po dobrym meczu zremisowali na wyjeździe z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza 1:1 (a w końcówce nie podyktowano dla nich ewidentnego karnego na Adrianie Błądzie, który odniósł w tamtej sytuacji kontuzję). Potem – również w niezłym stylu – taki sam rezultat uzyskali z Podbeskidziem Bielsko-Biała, które dopiero w ostatni weekend przerwało trwającą od początku września serię bez porażki. Kolejne dwa tygodnie to już dwie porażki – z Zagłębiem w specyficznym meczu na otwarcie stadionu w Sosnowcu wskutek banalnego błędu Dawida Kudły oraz z rozpędzoną krakowską Wisłą, na którą póki co w tym roku nie ma mocnych. Nie chodzi o szukanie usprawiedliwienia dla drużyny Rafała Góraka, ale wskazanie, że poprzeczkę miała zawieszoną całkiem wysoko.
Owszem – można kiwnąć głową w stronę wszystkich tych, którzy sygnalizują, że szkoleniowiec wraz z dyrektorem Robertem Góralczykiem od połowy 2019 roku mieli dostatecznie dużo czasu, by stworzyć w ciągu 8 okienek transferowych zespół silniejszy niż na środek pierwszoligowej tabeli, a ten, który dziś jest w Katowicach, starzeje się i trzeba by dziś dużego optymizmu, by stwierdzić, że przy niewielkich korektach będzie w stanie powalczyć o ekstraklasę. Odbijając piłeczkę, trzeba pamiętać, że to już nie te czasy, gdy dopływ samorządowej kasy z urzędu stawiał GKS w gronie faworytów zaplecza ekstraklasy. Dziś to silne rozgrywki, z uznanymi klubami, egzystującymi na nowoczesnych stadionach i mających ambicje. Mawiamy, że to liga niezadowolonych, bo tych, którym wydaje się, że ich miejsce jest w elicie, jest znacznie więcej niż miejsc premiowanych awansem.
No i jest jeszcze jeden fakt, który nakazuje wstrzymać się z oceną GieKSy o 1,5 miesiąca: terminarz. Zwróćmy uwagę, że począwszy od dzisiejszego spotkania z Sandecją, 6 z 7 najbliższych rywali – wyłączając Arkę Gdynia – plasuje się w dolnej połowie tabeli. Resovia, Odra, Tychy, Skra, Łęczna… Punktując obficie, katowiczanie mają szansę jeszcze włączyć się do walki o baraże. Jeśli będzie inaczej – śmiało będzie mógł nastąpić czas rozliczeń i rozważań nad przebudową drużyny.
A nawiązując jeszcze do dzisiejszej wizyty w Niepołomicach, gdzie swoje mecze rozgrywa Sandecja: GKS wystąpi tam w silniejszym niż dotąd składzie. Bark wyleczył już Adrian Błąd, z urazem mięśniowym uporał się Grzegorz Rogala, którego brak na lewym wahadle w przegranych spotkaniach z Zagłębiem i Wisłą był niesamowicie odczuwalny. Katowiczanom pozostaje wierzyć, że jego powrót da zespołowi więcej niż sądeczanom efekt nowej miotły po czwartkowym rozstaniu z trenerem Stanislavem Vargą i zatrudnieniu doświadczonego Tomasza Kafarskiego.
gazetakrakowska.pl – Nowy trener Sandecji Tomasz Kafarski: Mamy wspólny cel, liczymy na wsparcie naszych kibiców
Rozmawiamy z nowym szkoleniowcem Sandecji Nowy Sącz. W czwartek 48-letni Tomasz Kafarski zastąpił na stanowisku trenera „Dumy Krainy Lachów” 50-letniego Słowaka Stanislava Vargę. Przed nim niełatwe zadanie. W sobotę o godz. 15 sądeczanie podejmą w Niepołomicach GKS Katowice.
[…] Właśnie, pierwszy mecz pod Pana wodzą już w sobotę z GKS Katowice. Kibice mogą być optymistami?
Powinni nimi być. Trzeba wierzyć w swój zespół. Dotąd to nie była przecież Sandecja, która nie grała w piłkę. To była Sandecja, która mądrze zaczęła, wygrała z Górnikiem Łęczna, zremisowała z Resovią, a potem nastąpiło pasmo wypadków, które spowodowało, że ten zespół jest tam gdzie jest. Nie jest to jednak jakaś sytuacja bez wyjścia. Liczymy też na wsparcie naszych kibiców, wierzymy, że dotrą do Niepołomic, by nas dopingować. To dla nas bardzo ważne.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


Najnowsze komentarze