Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna

Mój pierwszy mecz na GieKSie…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Nasza redakcyjna rozpiska newsów zawsze zimą przyprawia mnie o delikatny zawrót głowy. Kiedy naczelny przypisuje Cię do jakiegoś dnia i oczekuje tekstu a tematów brakuje, to sytuacja robi się napięta. W zimie zbyt wiele ciekawych rzeczy się nie dzieje, więc o ciekawego newsa trudno. Z pomocą przyszło mi jednak forum GieKSy, na którym nasi kibice opisują swój pierwszy mecz na GieKSie. Można się pośmiać, powspominać i samemu przypomnieć sobie swoją pierwszą wizytę na Bukowej 1. Poniżej najciekawsze w mojej ocenie wpisy:

– Suchy64:

„U mnie nie bylo typowo, bo nie jestem z Katowic, bylem juz stary chop w sumie, chcialem zobaczyc ekstraklase gdzies w okolicy. Bilety dostalem z Canal+, byl kiedys taki bonus dla abonentow jak sie rano w poniedzialek zadzwonilo. Ruch mi sie zawsze zle kojarzyl, Gornik wygladal jak bieda z nedza wtedy, Zaglebia nie cierpialem od kiedy pamietam wiec pojechalem na GieKSe i od razu atrakcje, pamietny mecz z Widzewem.

-KristVB:

„Pierwszy jaki pamiętam (wynik, kibice, reakcje itd.) i przy okazji debiut na Blaszoku 😉 – Jesień 1986r GieKSa :Pogoń Sczecin, 1:1 Bukowa

Pierwszy bez rodzica – Jesień 1988 r – GieKSa : Glasgow Rangers,  2:4 St. Śląski „

-Krzyś:
„Zabrał mnie vater, dostał bilety ze Spółdzielni (kiedyś były takie turniej piłkarskie które urządzała min. SM Górnik dla młodzieży).
Ja wtedy jeszcze kibicem GieKSy nie byłem (wtedy to jako bajtel kibicowałem innemu klubowi w Polsce, ale to inny temat i chyba tylko wytrawni forumowicze wiedzą komu 🙂 ).
To był mecz z Legią wygrany 1-0.
Kibice gości siedzieli wtedy na D (Blaszok), a młyn GKS był na głównej na S6.
Była wtedy jeszcze dziura pod nową Trybunę Północną.
Potem był mecz z Glasgow Rangers (w sektorze szkotów – smrody) i tym meczem właśnie chwyciłem bakcyla na GKS :)”

-Kmwtw:
„Mój pierwszy mecz na Bukowej to 2 listopada 1996 z Górnikiem Zabrze wygranym przez nas 1-0.
Wtedy też została podbita sztama z Banikiem !
Byłem z ojcem na głównej z racji tego, że miałem wtedy 9 lat i to co pamiętam do dziś, to wejście na sektor przy świecących reflektorach, co zrobiło na mnie duże wrażenie.

A jeśli chodzi o samotny wojaż na Bukową to było to w II lidze- sezon 1999-00, graliśmy z Jeziorakiem Iława wygraliśmy 1-0 w samej końcówce. Miałem iść z kumplem po kryjomu nic nie mówiąc rodzicom, ale kumpel coś przekombinował i nie mógł wyjść z domu, więc miałem do wyboru pójść sam albo wrócić do domu, zaryzykowałem i nie żałuję. Pamiętam z tego meczu awanturę z ochroną na blaszoku i oklaski przez nas do ekipy, która ją przegoniła :)”

-Lars:
„Mój pierwszy mecz na Bukowej był w 1996r. z Mołdawią 🙂 na Gieksę poszedłem rok później, Widzew, chyba 2:2. Nigdy nie zapomnę tego jaka to dla mnie była nowość i wydarzenie i nie zapomnę jak w podstawówce uczyliśmy się przyśpiewek na sucho w szkole, wyniki czytało się w telegazecie, a skróty oglądało na tvp3. Wizyta na Bukowej to było jak pasowanie na rycerza/chrzest/przepustka do marzeń. Kurwa, 20 lat… Ile poznanych ludzi, na których można polegać. Mnóstwo wspomnień, odśnieżanie, krzesełka, imprezy, sylwester, srebrny tukan. Tylko raz w życiu rzygałem do reklamówki zawieszonej na uszach…W drodze do Nowej Soli…”

-Cinkowski:

„Mnie na pierwszy mecz zabrał kuzyn z Tauzena. Wygrana za trzy pkt chyba z Jagą 7:1 … 1992 ??
Potem w szkole średniej do klasy chodziłem z chłopakiem co flagę swoją wieszał (nieduża Kostek i Stachu), okazało się wówczas że z Dąbrowy jeździ trochę ludzi …. i tak zostałem …”

-Scarface1964:
„Mój pierwszy mecz : GKS Katowice – Bayer Leverkusen 95r. I pamiętny Ulf Kirsten oraz „Schwarze Wolffe” na sektorze gosci. Jako że byłem malolacik (13lat) na ten mecz wybrałem się z ojcem, wujkiem i „ziomeczkiem” z Giszowca. Z uwagi na range spotkania występ w Pucharze UEFA (ceny) mecz oglądałem z blaszoka. Niezapomniane wrażenia mimo porażki 1-4. Milosc do klubu była od zawsze, ale prawdziwa przygoda zaczęła się od tego dnia. Z owym „ziomeczkiem”
(wlaść. przyjacielem) jeździmy do dziś. Dziś też inaczej wygląda rozkład sił na naszej dzielnicy. Z trojkokolorowym pozdrowieniem GzG!”

-Eric Cantona:
„Mój pierwszy mecz, Legia Warszawa w 1994 roku. Wygrana 3:1, najbardziej utkwiła mi jazda pod kasami, jak Legia z Zagłębiem Sosnowiec albo źle była eskortowana albo zrobili po prostu wjazd pod kasy. Miałem wtedy 7 lat, ojciec mnie z bratem pod pachą ewakuował, taki popłoch był.
Od sezonu 1999 roku, stałem się wtedy tzw. szalikowcem, czyli koszulka, szalik Całe nasze życie, to GKS Katowice i sektor C godzinę przed meczem.
Bilety wtedy na Blaszok po 4 zł, więc jak babcia sypła 20 zł, w głowie wesoły kalkulator, że na 5 meczy do przodu na bilet mam.
Uwierzcie mi, że to były przepiękne czasy. Na Dębie, wielkie żółte plakaty i zrywało się z chirurgiczną precyzją, żeby nie utargać plakatu.”

-BGC64:
„No a tak serio to pierwszy mecz który pamiętam to Wisła Kraków bodajże w 2001 roku. Oczywiście Blaszok z tatą( nie lubiłem chodzić na Blaszok bo chuja widziałem,ale stary mnie siłą ciągnął) była wtedy haja z psiarnią gdzie psy strzelały w dach na Blaszoku i w chuj ludzi pitało pod ławki. Ja się wtedy w chuj bałem i też spierdoliłem pod ławkę, a starszy skakał jak pojebany po Blaszce i pyskował do psiarni, że jak są odważni to go mają zastrzelić i takie tam( ja, syneczek koło 9 lat siedze posrany pod ławką). Prosto ze szpilu poszliśmy do babci która mieszkała obok stadionu, a tam ciotka i mama, więc pierwsze co to szybki donos, że stary pojebany i że nie chce już nigdy na Blaszok, bo psy strzelają, ludzię wariują, ojciec skoko jak małpka. Poszła reprymenda od rodziny i przez pare miesięcy nie zabierał mnie na mecze, ale jakoś mnie zaczęło ciągnąc znowu na szpil, ale oczywiście na główną bo na Blaszoku jedyne co widziałem to plecy innych kibiców, czasami mnie ojciec brał na barana, ale się meczył po 5 minutach, musiał se zakurzyć i ściepywał. Poszliśmy na szpil ze Śląskiem Wrocław na Główną pare miesięcy później i oczywiście zaś była haja. psiarnia strzelała wtedy w Sektor2 jak dobrze pamiętam, bo tam wtedy siedzieliśmy. Generalnie zaś haja. Starszy mnie wtedy ewakuował z trybuny bo zaś siedziałem posrany ze strachu i w ten sposób moja kibicowska kariera na kilka grubych lat została przerwana. Potem co jakiś czas(raz na rok) chodziłem na mecz z ojcem, ale to były jakieś mecze które w ogóle nie zapadły mi w pamięć. Tak samo wcześniejsze mecze, wiem że coś było, ale kompletnie nie wiem co się działo(Blaszok). Potem jakies 11-12 lat temu zaczęły się tworzyć jakieś zbiórki na Bogucicach które ogarniały osoby mniej więcej w moim wieku, przyszła IV liga która wszystkich zmobilizowała i tak już zostałem do dziś. W tych dziecięcych latach zaliczałem więcej hokeja niż piłki nożnej, co na Bogucicach wcale nie jest jakoś specjalnie dziwne i w sumie wydaje mi się, że to hokej bardziej mnie w to wkręcił niż piłka nożna
PS. mogę się mylić co do dat konkretnych meczów, bo nie mam do tego w ogóle pamięci.”

-Szwedzik:
„Na pierwszy mecz pojechałem dzięki kuzynowi z Brynowa, mecz chyba z KSZO, miałem może 8 lat na pewno nie więcej, wsadzali mnie rodzice do PKS Chmielnik i jechałem prawie 2,5 godziny samemu ze Świętokrzyskiego do Katowic gdzie odbierał mnie kuzyn,szliśmy na mecz i od tej pory się zaczęło że takie trasy jako gówniarz przebywałem częściej. Jakiś czas temu zaraziłem tym moja kobietę , siostrę, kuzynów… Czasami nawet się jedzie na dwa auta na mecz,jak tylko jest czas czy to piłka nożna czy siatkówka. Na hokeju nigdy nie byłem. „

-m1964:

„1.09.1984 samotny debiut na meczu u siebie z Łódzkim Klubem Sportowym!
wtedy wyciagnał mnie kumpel z osiedla który smigał ze swoim Ojcem.
z tego co wiem kilku moich Kolegów również debiutowalo na tym szpilu.
wyjazdowo debiutowałem w 1987 roku czyli w tym sezonie miałem 30 lat wyjazdów!!!
w ten piatek moj mlodszy syn Marcel zaliczyl debiut wyjazdowy z Banikiem na slavii!!!”

-Fuhrer:
17 marca 1985 – niedziela. Mecz ze Śląskiem zremisowany 1-1. Tak właściwie, to pół meczu, bo przyszedłem dopiero w przerwie, na drugą połowę. Nie widziałem bramek, bo obydwie padły w pierwszej połowie. Kurde, nie pamiętam w takim razie mojej pierwszej bramki na GieKSie. Nie wiedziałem nawet, gdzie jest dokładnie stadion. Kumple, którzy byli za GieKSą poinstruowali mnie gdzie iść i muszę przyznać, że trafiłem bez problemu. 🙂

A jaki był Wasz pierwszy mecz na GieKSie? Dajcie znać w komentarzach!

8 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

8 komentarzy

  1. Avatar photo

    Berol

    13 grudnia 2017 at 19:46

    Puchar UEFA 1991 0-1 z belgijskim FC Brugge

  2. Avatar photo

    Solski

    13 grudnia 2017 at 20:51

    Mój pierwszy mecz to 1 maja 1986 na śląskim i finał z Górnikiem. Miałem wtedy 11 lat i zabrałem się z osiedla z kolegami (tata kolegi był taryfiarzem i tym samochodem dojechaliśmy na stadion)
    W tamtych latach przez Ligotę ciężko było w barwach przejechać. Szalik najczęściej obwijało się wokół brzucha pod bluzą.
    A na GieKSie debiut był chyba rok później GieKSa grała z Olimpią Poznań (1:1). Pamiętam, że zabrałem ze soba kumpla (który kibicował Górnikowi Zabrze, ale na Górniku nigdy nie był na meczu) i od tamtej pory został kibicem GieKSy jeżdżącym w późniejszym okresie na większość wyjazdów po Polsce. Przemek (Ruby, Kibol) jak to czytasz to pozdrawiam (Gija)

  3. Avatar photo

    Solski

    13 grudnia 2017 at 20:53

    a 18 urodziny obchodziłem na stadionie podczas meczu GieKSy z Benficą

  4. Avatar photo

    Mecza

    14 grudnia 2017 at 08:09

    Prawdopodobnie GKS-Pogoń Szczecin w 1986. Co ciekawe najbardziej pamiętam z tego meczu Marka Leśniaka, wygraliśmy chyba 1:0. Młyn był na 5 sektorze, chyba.

  5. Avatar photo

    Maro

    14 grudnia 2017 at 21:23

    GieKSa – Znicz Pruszków 8.Sierpień.2007r. Jako młody bajtel 11 lot miołech somsiod plac w plac wzion mie na GieKSa przegrali my wtedy chyba 2:1 ale nie wynik był najważniejszy! pokochołech te barwy, tyn stadion, tyn klub.! kupiłech se szalik wtedy i Fater prziwiesił mi go nad łóżkiym i ściągołech ino na szpil. Jezdziłech już potym na kożdy prawie mecz i tak je do tera, terozki biera moigo bajtla 2.5 roku na kożdy mecz i mom nadzieja, że chyci bakcyla tak jak i jo 🙂

  6. Avatar photo

    Seth

    15 grudnia 2017 at 04:18

    1986-08-09 GKS Katowice 5-2 Legia Warszawa… Niespełna 5 latek a wydaje się jakby to było wczoraj ????????

  7. Avatar photo

    bozus78

    16 grudnia 2017 at 22:47

    Mój pierwszy mecz na GieKSie pamiętam bardzo dobrze, mialem 13 lat, graliśmy z Pogonią, zwały śniegu wokół boiska, i bramka Marka Świerczewskiego. Wygraliśmy 1-0, 4000 ludzi na stadionie.

  8. Avatar photo

    Marcin

    19 grudnia 2017 at 12:05

    Mój pierwszy to z FC Motherwell wygrany 2:0(oczywiście na blaszoku) Pamiętam, że ojcu ściemniłem, a było to w 8 klasie podstawowej, że jadę do sklepu rowerowego do Będzina :-).

Odpowiedz

Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Jestem pełen optymizmu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.

Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i  zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.

Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Koniec pisany z wapna

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do drugiej galerii z Krakowa, gdzie losy spotkania rozstrzygnęły się z jedenastu metrów. GKS Katowice po zaciętej walce wraca do Katowic bez punktów. Zdjęcia przygotowała dla Was Werka.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga