Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Charakterne chłopaki z GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Piłkarki GieKSy po przerwie reprezentacyjnej wznowiły rozgrywki ligowe, w sobotę rozegrały spotkanie z mistrzyniami Polski zespołem Czarnych Sosnowiec. Nasze piłkarki były blisko zwycięstwa, do 90. minuty prowadziły 1:0, ale ostatecznie zremisowały 1:1. Piłkarze rozegrali w minionym tygodniu spotkanie ligowe, w którym przegrali 0:1 z pretendentem do awansu ŁKS-em Łódź 0:1 (0:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ.

Siatkarze w siódmym meczu PlusLigi wygrali w Katowicach z Cerradem Eneą Czarnymi Radom 3:1. Kolejne spotkanie siatkarze zagrają na wyjeździe, ze Stalą Nysa w piątek 19.11.2021 roku o godzinie 20:30.

Hokeiści mieli przerwę w rozgrywkach ze względu na mecze reprezentacji w Baltic Challenge Cup.

 

PIŁKA NOŻNA

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – Czarni Sosnowiec 1:1

Piłkarki GKS Katowice zremisowały z mistrzyniami Polski Czarnymi Sosnowiec. Hitowy mecz Ekstraligi został rozegrany na stadionie przy Bukowej.

[…] Piłkarki GKS Katowice były bardzo blisko pierwszego w historii zwycięstwa nad Czarnymi Sosnowiec. W ostatniej minucie meczu bramkarka gospodyń popełniła jednak fatalny błąd, wypuściła piłkę z rąk w polu bramkowym, a padając nie zdecydowała się na jej wypchnięcie za linię końcową i mistrzynie Polski doprowadziły do wyrównania.

Kibice na Bukowej zobaczyli, zwłaszcza w drugiej połowie, znakomite widowisko. Katowiczanki miały sporo szans, by podwyższyć prowadzenie wywalczone po rzucie karnym, ale dwa strzały Klaudii Maciążki trafiały w poprzeczkę. Ta nieskuteczność boleśnie się zemściła.

W tabeli Ekstraligi Czarni zajmują drugie miejsce ze stratą punktu do UKS SMS Łódź i jednym meczem rozegranym mniej od rywalek, a GKS czwarte, pięć punktów za liderkami.

 

sport.tvp.pl – Walka na czele tabeli się zaostrza

[…] Początkowo gra po obu stronach była chaotyczna. Sosnowiczanki dość łatwo traciły piłki w ataku, a katowiczanki gubiły się w środku pola. Wynik jeszcze w pierwszej połowie otworzyła piłkarka grająca na pozycji obrońcy, Marlena Hajduk. Udało się się to po rzucie karnym.

Po przerwie żaden z zespołów nie był w stanie narzucić rywalowi tempa gry. Trzeba jednak przyznać, że dokładniej grały zawodniczki z Katowic. W 71. minucie Kinga Kozak była sam na sam z bramkarką rywalek. Piłkę poprowadziła wprost na przeciwniczkę. W 82. Klaudia Maciążka po podaniu koleżanki pędziła do pustej bramki, jednak dwie obrończynie z Sosnowca zablokowały strzał. Minutę później znów miała szansę na gola, ale tym razem zagranie obroniła bramkarka Czarnych Sosnowiec.

Zaskoczeniem był gol Veroniki Slukovej na 1:1 w 90. minucie.

 

czarnisosnowiec.eu – 11 kolejka 2021/2022 GKS Katowice – Czarni Antrans Sosnowiec 1-1

[…] Remisem zakończył się derbowy pojedynek naszego zespołu w Katowicach. W meczu tym nie brakowało twardej, ambitnej walki, a emocje towarzyszyły do ostatnich minut meczu jak na prawdziwe derby przystało.

Pierwsza część spotkania nie zapowiadała niepowodzenia naszego zespołu. Wydawało się, że Czarne mają mecz pod kontrolą raz po raz atakując bramkę rywalek. Niestety, fatalna skuteczność sprawiła, że po stronie dorobku bramkowego wciąż pozostawał wynik „0”.

Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 38 minucie, najpierw jednak odgwizdany został problematyczny rzut karny. Z takiego podarunku korzysta Marlena Hajduk i to gospodynie obejmują niespodziewanie prowadzenie, którego nie oddają już do końca pierwszej części meczu.

Po zmianie stron nasz zespół jakby opadł z sił. Do głosu doszły rywalki i pojedynek stał się bardziej zacięty i wyrównany. Mamy swoje sytuacje strzeleckie jednak wciąż panuje niemoc, która towarzyszy drużynie od kilku spotkań. Najdogodniejszą okazję nie wykorzystuje Kinga Kozak, nasza młoda napastniczka w sytuacji „sam na sam” z Weroniką Klimek przegrywa pojedynek. Gospodynie w końcówce meczu dwukrotnie mogły rozstrzygnąć losy na swoją korzyść, w pierwszej sytuacji ratuje nas poprzeczka, w drugiej natomiast ofiarną interwenscją piłkę zmierzającą do bramki wybija jedna z naszych defensorek.

Tuż przed końcem meczu nareszcie uśmiechnęło się szczęście do naszej drużyny. Rzut wolny z prawej strony boiska wykonuje Martyna Wiankowska, jej dośrodkowanie sprawia problemy bramkarce gospodyń, do niefortunnie odbitej przez nią piłki dopada Veronika Slukova i pakuje futbolówkę do siatki! Czarne „uciekają spod topora”! 1-1!

 

SIATKÓWKA

sportdziennik.com – Charakterne chłopaki z GieKSy

Po 4 porażkach zespół GKS-u powrócił na zwycięską ścieżkę.

Siatkarze GKS-u Katowice to niezwykle charakterne chłopaki. Mimo rozlicznych kłopotów zdrowotnych potrafili się wznieść na wyżyny i pokonali ekipę z Radomia. Te punkty mogą okazać się niezwykle cenne w końcowym rozliczeniu.

Kłopoty nie opuszczają zespołu z Katowic. Piotr Hain, ważna postać na środku siatki, przyglądał się z boku rozgrzewającym kolegom. Powikłania po covidowe sprawiły, że nie mógł pomóc drużynie. Thomas Rousseaux, belgijski przyjmujący, musiał pauzować i był efekt nocnego wypadu do Krakowa po meczu w Zawierciu oraz spotkania na swojej drodze niekoniecznie miłośników siatkówki.

Jeszcze w czwartek jego występ stał pod znakiem zapytania, choć od początku tygodnia trenował w pełnym wymiarze. Jednak zdecydował się na grę, ale na parkiecie pojawił się w… masce chroniącej wcześniej złamany nos. Belg najwyraźniej stęsknił się za boiskiem, bo początku był niezwykle aktywny i wysłał sygnał amerykańskiemu rozgrywającemu Micahowi Ma’a, że nie musi go oszczędzać.

To właśnie Belg sprawił, że w końcowych fragmentach przewaga się powiększała. Przez większość 1. seta gospodarze prowadzili 2., 3. „oczkami” i zanosiło się na emocjonującą końcówkę. Przy stanie 18:16 wkroczył do akcji Rousseaux i odważnymi atakami oraz blokiem zdobył 5 pkt., w tym 4 końcowe.

Przyjezdni pod kierunkiem trenera Jakuba Bednaruka wcale nie zamierzali wywieszać białej flagi. I w kolejnej odsłonie szybko zbudowali sobie przewagę (11:6) i skrzętnie jej pilnowali, a nawet od czasu do czasu ją zwiększając. Trener Grzegorz Słaby zaczął rotować składem na boisku pojawił się Gonzalo Quiroga, a później była podwójna zmiana wszedł rozgrywający Jakub Nowosielski oraz atakujący Damian Domagała. Gospodarze zdobyli kilka punktów, ale straty były zbyt duże, by odwrócić losy tej partii.

A potem rozpoczął się twardy bój o każdy punkt, bo jednej i drugiej stronie siatki byli charakterne chłopaki. W końcu goście objęli prowadzenie 18:14 i katowiczanie mozolnie zaczęli odrabiać straty. W końcu po asie serwisowym Jakuba Szymańskiego GKS doprowadził do remisu 22:22. Goście mieli piłkę setową w górze, ale jej nie wykorzystali. A gospodarze po 3. kolejnych w końcu doprowadzili wygranej, a zapewnił je Szymański efektownym blokiem.

Emocji nie zabrakło, jak się później okazało w ostatniej odsłonie. Większą odpornością psychiczną wykazali się gospodarzy i ostatecznie zdobyli niezwykle cenne.

Wbrew pozorom największą szkodę rywalom wyrządziła zagrywka szybująca- powiedział po meczu uradowany trener,[Grzegorz Słaby]. – Ponadto zmiany przyjmujących również miały wpływ na grę. Wygrany trzeci set miał decydujące znaczenie dla końcowego wyniku.

Teraz przed siatkarzami z Katowic wyjazd na kolejną ważną potyczkę do Nysy.

GKS Katowice – Cerrad Enea Czarni Radom 3:1 (25:17, 18:25, 29:27,25:21)

 

siatka.org – GKS z przełamaniem w meczu z Czarnymi

Interesujące starcie stoczyły ze sobą zespoły GKS-u Katowice i Cerradu Enei Czarnych Radom. Pierwszą partię zdominowali gospodarze, natomiast w drugiej od początku inicjatywa była po stronie radomian. Trzeciego seta również lepiej zaczęli goście, ale katowiczanie doprowadzili do wyrównania w końcówce i triumfowali w walce na przewagi. Czwarta odsłona początkowo była wyrównana, jednak w drugiej części GKS odskoczył rywalom i zamknął mecz, wygrywając 3:1.

[…] MVP: Jakub Szymański

 

HOKEJ

hokej.net – Pasiut: Dobrze poznałem swój organizm

W świetnej formie jest ostatnio Grzegorz Pasiut. Kapitan GieKSy został pierwszym zawodnikiem, który w tym sezonie przekroczył barierę 30 punktów!

34-letni środkowy jest liderem klasyfikacji kanadyjskiej i znajduje się w czubie klasyfikacji strzeleckiej (trzecie miejsce). 11 goli i 20 asyst zdobytych w 18 meczach budzi zachwyt nie tylko kibiców katowickiego klubu, ale również wielu ekspertów.

– Nie chciałbym zapeszać, ale naprawdę czuję się świetnie i nie mogę się do czegokolwiek przyczepić. Może wynika to z faktu, że dobrze poznałem swój organizm i dojrzałem do pewnych zmian. Znam siebie na tyle, że wiem, kiedy coś mi jest potrzebne – wyjaśnił kapitan GKS-u Katowice.

– Nie wybiegam też daleko w przyszłość. Dzięki systematycznym treningom staram się jak najlepiej przygotowywać do kolejnych spotkań. Codzienna praca przynosi efekty, co bardzo mnie cieszy. Cieszę się, gdy trafiam do siatki oraz asystuje kolegom. Czuję też radość z faktu, że kończę trening lub bez bez kontuzji – dodał.

Pasiut zapewnił też, że mobilizacją do jeszcze lepszej gry jest to, że w składzie GieKSy jest wielu młodych zawodników.

– Nie chcę od nich odstawać pod względem fizycznym i to mnie dodatkowo „nakręca”. Co mecz trzeba pokazywać się z jak najlepszej strony – podkreślił.

Wychowanek KTH Krynica mocno śrubuje statystyki. W obecnej chwili ma na swoim koncie 657 meczów w ekstralidze, w których zdobył 623 punkty za 265 bramek i 358 asyst. W tym sezonie przekroczył już barierę 600 „oczek” w karierze, ale zapewne nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

– Pierwsze słyszę, że coś takiego miało miejsce. Bardzo się z tego cieszę, bo to pewne wyróżnienie, ale też potwierdzenie, że trochę czasu spędziło się w tej lidze – zaznaczył Grzegorz Pasiut.

I dodał: – Trzeba walczyć o poprawienie tego dorobku i ciągnąć to jak najdłużej. Oby tylko zdrowie dopisywało, jak ma to miejsce w tym momencie.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Realizacja piłkarskich mitów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jeszcze nie otrzepaliśmy się po emocjach, a już przyszło nam grać kolejne bardzo ważne spotkanie. Tak jak pisałem – w pewnym kontekście był to najważniejszy mecz od ponad dwóch dekad – nie było bowiem przecież od tak długiego czasu spotkania tak bardzo przybliżającego nas do jakiegokolwiek trofeum. Przez wiele lat biliśmy się po prostu o awans do ekstraklasy. W 2017 roku graliśmy w końcówce rundy wiosennej z liderującą Sandecją i wygrana w tamtym spotkaniu bardzo przybliżyłaby nas do tegoż celu. Wówczas nazwałem ten pojedynek meczem dziesięciolecia. Gdy dziś patrzę na to, jaką rangę miało to spotkanie w porównaniu z dzisiejszymi wyzwaniami, to stwierdzam, że była to ranga proporcjonalnie mała. W żadnym stopniu tamten mecz nie równał się ważnością do wspominanego w felietonie przedmeczowym pojedynku z Arką w Gdyni o awans. Z kilkoma meczami już w samej ekstraklasie. Ale przede wszystkim z ćwierćfinałem Pucharu Polski, dającym tak wielką szansę na wygranie trofeum. Trofeum obecnego wczoraj w Katowicach. Jak to powiedział mój kolega: „Mogliby go już tu zostawić”

Trudno ogarnąć, że w ciągu czterech dni możemy przeżywać dwa razy taką radość, tak euforyczne chwile. Po latach przyzwyczajenia do wielkich zawodów, rozczarowań i gorzkich pigułek, z chwilowymi przerwami na lekką radość po wygraniu meczu z Dolcanem czy Łęczną, teraz przychodzi prawdziwe piłkarskie i kibicowskie szczęście. Do Katowic przyjeżdżają najbardziej uznane marki w Polsce i muszą one uznawać wyższość GKS Katowice. Cała Polska może zobaczyć, co się w Katowicach zbudowało – w kontekście klubu, drużyny i nowego stadionu. Myślę, że kibice wielu ekip w Polsce obecnie nam po cichu zazdroszczą.

Oczywiście mimo naszego wielkiego sukcesu w mediach dominuje analiza sytuacji w Widzewie. Nagłówki o „dramacie Widzewa” i dziesiątki minut poświęconych łódzkiemu klubowi. Z jednej strony do tego jesteśmy już przyzwyczajeni, bo Widzew to póki co klub najwyraźniej bardziej medialny. Z drugiej strony uważam to za żenujące. Kilkadziesiąt minut gadki o przegranych, przepłaconych gwiazdach, analizie kto powinien zasiąść na ławce trenerskiej, a na koniec jakaś refleksja rzucona ochłapem „wspomnijmy jeszcze o GKS Katowice”. Na szczęście piłkarze GieKSy robią wszystko, żeby pokazać piłkarskiej Polsce, że medialność można sobie wsadzić głęboko, a wygrywa się prawdziwymi wartościami – jakością, jednością i rzetelną pracą.

GieKSa po raz drugi wygrała z Widzewem w ciągu miesiąca. Tzw. „dziennikarze Widzewa” musieli się mieć z pyszna, podobnie jak kibice z Łodzi, którzy oczywiście nie omieszkali od początku skupić się bardziej na obrażaniu GieKSy niż dopingu dla swojego zespołu. Abstrahując jednak od tego, zaprezentowali się bardzo dobrze i głośno dopingowali. Wypełniony sektor gości dodaje wiele punktów do atmosfery. Kibice GKS jak zwykle stworzyli kapitalne wokalne słuchowisko, więc mieliśmy prawdziwą piłkarską wojnę na trybunach, jak i na boisku.

Zestawienie meczu ligowego i pucharowego wypada… dziwnie. Porównując posiadanie piłki – zmieniło się diametralnie – teraz było 50/50, a w meczu sprzed niespełna miesiąca Widzew miał ją ponad 70% czasu. Wtedy jednak łodzianie oddali tylko jeden celny strzał na bramkę, a teraz multum, znacznie więcej niż GieKSa. Na pewno z gry Widzew wyglądał lepiej niż w meczu ligowym, jednak wspomniane strzały były po prostu… niegroźne. Bardzo dobre ustawienie Rafała Strączka powodowało, że wyłapywał te piłki jak magnes. Trzeba pochwalić naszego bramkarza, bo przy takiej liczbie strzałów zdarza się popełnić błąd, wypluć piłkę. Golkiperowi futbolówka wybitnie kleiła się do rąk.

Oczywiście nie uniknęliśmy też błędów i bardzo groźnych – choć nielicznych sytuacji. Strata Mateusza Kowalczyka przed polem karnym, po którym Bergier King zlekceważył sytuację i uderzył fatalnie, no i przede wszystkim doliczony czas dogrywki, rajd Mariusza Fornalczyka i absolutnie pechowe (dla nas szczęśliwe) pudło Frana Alvareza. Aż przypomniał mi się Adrian Benedyczak, który kiedyś podczas pucharowego meczu GieKSy z Pogonią też w samej końcówce nie trafił do pustej bramki. Uff…

No i zaspaliśmy przy tym straconym golu. I powiem tak, bardzo doceniam, że trener Rafał Górak na konferencji wziął też – jako on i sztab trenerski – odpowiedzialność za to. Błędy w piłce się zdarzają, wiadomo, Widzew to wykorzystał i był cwańszy. Jednak umiejętność widzenia swojej odpowiedzialności cechuje ludzi mocnych i pewnych. To szerszy temat, pozapiłkarski, po prostu życiowy. Branie odpowiedzialności – uczciwie, ale nie z biczowaniem się – to zasób, to coś co wzbudza zaufanie, wzmacnia i powoduje rozwój. Jednocześnie rzadka to cecha zarówno u ludzi ogółem, jak i w środowisku piłkarskim. Zazwyczaj dominuje umywanie rąk i ucieczka od odpowiedzialności lub drugi biegun – samobiczowanie się i kajanie. Dlatego powtórzę jeszcze raz – bardzo doceniam tę postawę trenera. Wszyscy popełniamy błędy.

Na konferencji zrobiłem kilka nawiązań. To niesamowite, że Lukas Klemenz stał się koszmarem Widzewa. To bardzo symboliczne podkreślenie tej – już nie „mitycznej” – powtarzalności. GieKSa z pustych piłkarskich sloganów robi słowa z pokryciem. Właśnie ta powtarzalność, wyciąganie wniosków, powalczenie w następnym meczu o trzy punkty i cały ten piłkarski bełkot – w naszym zespole przestał być bezwartościowym paplaniem, a rzeczywistością. GieKSa naprawdę to realizuje i dzięki temu następuje rozwój. Podobnie jak z „budowaniem drużyny”, które jest w większości kompletną bzdurą, bo trener wylatuje po kilku miesiącach ze względu na dwa przegrane mecze. W Katowicach drużyna jest NAPRAWDĘ zbudowana. Ze zgliszczy – jak mówi trener. I ten proces trwa w najlepsze.

Wracając do symbolicznego Lukasa. GieKSa ma swój sposób na stałe fragmenty i to „drugie tempo”, o którym trener mówił w poprzednim sezonie jest cały czas praktykowane. Lukas Klemenz zachował się w tej sytuacji jak rasowy napastnik, dostał piłkę prostopadłą, a nie centrę z boku boiska i z pierwszej – w sytuacji sam na sam – strzelił gola. Schematy.

Zapytałem też o to „oczekiwanie nieoczekiwanego”, bo przecież akcję bramkową (wrzut z autu) poprzedziło odbicie od chorągiewki. Ja sam odwróciłem już głowę, bo uznałem, że akcja jest stracona i ku mojemu zdziwieniu po kilku sekundach – nadal ona trwała. To są dokładnie te setne sekundy, o których pisałem w przedmeczowym felietonie. Na transmisji telewizyjnej tego nie widzę, ale całkiem możliwe, że Borja Galan zareagował dosłownie ułamek wcześniej, zanim piłka się od tej chorągiewki odbiła. Antycypował – jak mówi Tomasz Hajto. Na pewno jego reakcja była szybsza od Marcela Krajewskiego. I to po tej akcji Widzew ratował się wybiciem na aut, po którym padła bramka.

Czysto piłkarsko nie był to najlepszy mecz GieKSy, były popularne ciężary. Ale też nie był to mecz słaby. GieKSa zrobiła to, co jest jej największym atutem – determinacja, znów – już nie „mityczne” – realizowanie założeń taktycznych, konsekwencja. I przede wszystkim nasz zespół nie odpuszcza, nie przestaje grać w piłkę. Znów przygotowanie fizyczne było na najwyższym poziomie. I w końcówce to Widzew spuchł bardziej, trener Jovicević ratował się wprowadzeniem żwawego Fornalczyka, gdy reszta już raczej była bardzo zmęczona. W końcówce to GieKSa była bardziej aktywna i gdyby Marcel Wędrychowski był bardziej precyzyjny, mogłoby się skończyć przed karnymi.

Wspomniane rzuty karne to już historia, którą będziemy pamiętać. Przy takim zmęczeniu, przy takiej presji, katowiczanie wykonali je bezbłędnie. Choć serce zabiło nam mocniej, gdy Drągowski dotknął piłkę po strzale Arka Jędrycha, ta na szczęście wpadła do siatki. Rafał Strączek broniąc w pierwszej serii jedenastkę Frana Alvareza dał dużo spokoju na dalszą część serii jedenastek. Potem była podcinka Nowaka… rany, maestria. I duże ryzyko. Ale jak zawodnik jest pewny, to mu to wchodzi. Jak jest pospinany, jak Brahim Diaz w finale Pucharu Narodów Afryki, to jest dramat. Bartkowi wychodzi ostatnio wszystko. Panie Urban… nie rób Pan wstydu. Damian Rasak dał swoją pieczęć, a popularny Milusi pokazał, że również jest bardzo pewnym ogniwem. Potem natomiast był już tylko „typowy Fornal” i euforia na stadionie.

Jakiś zawias miałem na konfie, bo pytałem trenera o rzuty karne z Pucharu Polski sprzed 15 lat z Puszczą Niepołomice, a zapomniałem o tych z Wartą Poznań kilka lat temu – potem były jeszcze przegrane jedenastki ze Stalą Stalowa Wola. W każdym razie w rozgrywkach pucharowych te jedenastki idą nam ostatnio nieźle, bo przecież jeszcze wygraliśmy je we wspomnianym meczu z Pogonią. No ale to właśnie były takie nasze „małe szczęścia”. Teraz mamy duże. Tej rangi ruty karne ostatni raz graliśmy z Araratem Erewań w 1995 – wówczas przegrane. A ostatnie wygrane były rok wcześniej z Arisem Saloniki, kiedy to Janusz Jojko decydującą jedenastkę wykorzystał.

Pan Czapeczka na konferencji dalej wygłaszał swoje farmazony i kibice Widzewa mają już go dość. W ustach trenera Widzewa właśnie te slogany bez pokrycia są ciągle aktywne, tyle że on robi to już do przesady. Mówi o dumie, o team spiryt w tym meczu i tak dalej, i tak dalej. Odległość lat świetlnych od GieKSy jeśli chodzi o wcielanie słów w życie.

Możemy być dumni z naszej drużyny. Raz gra lepiej, raz gorzej, ale zawsze gra swoje. I tym po prostu wygrywa. Nie tylko mecze, ale i serca kibiców.

Myślałem sobie przed Górnikiem, że jakbym miał wybierać z tych dwóch meczów, który wolę wygrać, to wziąłbym ten z Widzewem. Wiadomo, w lidze punkty można odrobić, a puchar to sprawa zerojedynkowa. A dostałem i to, i to. Nie żadne „minimum” czy „dobrze”, tylko po prostu idealnie.

Ochłońmy. Dobrze, że następny mecz jest nie na przykład w piątek, tylko w niedzielę. Mamy trochę zszarganych nerwów, a piłkarze poobijanych kostek i zmęczonych mięśni. Niech teraz fizjoterapeuci zajmują się doprowadzaniem naszych piłkarzy do stanu używalności, a trenerzy podają piłkarzom efekty analizy Radomiaka.

A my rozsiądźmy się wygodnie, z herbatką w ręku i oglądajmy poczynania naszych potencjalnych rywali. Już dziś gra Zawisza z Chojniczanką i Lech z Górnikiem. Jutro jeszcze Avia z Rakowem. W piątek losowanie i będziemy z zapartym tchem śledzić, kogo los nam przydzieli.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Gra o finał to wielka duma

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Widzew Łódź wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów – Rafał Górak i Igor Jovicević. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Igor Jovicević (trener Widzewa Łódź):
To trudny moment, ale jestem dumny z drużyny, jej ducha walki i jakości, który pokazała. Konkurs rzutów karnych to loteria – możesz wygrać i przegrać.  Ale pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Potencjał, jakość, ale rezultat nie jest dobry dla nas. Rozumiemy wysokie oczekiwania naszych kibiców, akceptujemy to, ale nie dajemy im takich rezultatów, jak chcą.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Długie i wyczerpujące spotkanie, na pewno też pod względem emocjonalnym, bo wiadomo, że to dużo kosztuje. Graliśmy już w tej edycji dogrywkę, a dzisiaj było jeszcze dłużej, bo były rzuty karne. Sam mecz był równy, zawsze podkreślam, że piłkarze Widzewa nie są z pierwszej łapanki, natomiast my chcąc zawsze odpowiedzieć na to, co na boisku może się wydarzyć, musimy działać organizacyjnie, systemowo i z ogromnym zaangażowaniem. To był taki trudniejszy mecz dla nas, tak energetycznie, podobnie jak ostatnio, gdy tutaj graliśmy. Natomiast z samej organizacji gry było więcej niż przyzwoicie, zawodnicy bardzo dobrze realizowali grę w obronie niskiej, nie chcąc dać się do niej zepchnąć całkowicie, pracowali i walczyli bardzo dobrze, strefy do zabezpieczenia, które każdy z nich miał – to funkcjonowało okej. Stąd nie wzięła się – jak na 120 minut – jakaś duża ilość sytuacji pod naszą bramką. I to jest na plus, ten mecz jest w taki dobry sposób wybroniony. Zaspaliśmy przy rzucie wolnym, to jest nasza wina i sztabu, bo powinniśmy dać lepszą wytyczną drużynie – Widzew nasze gapiostwo wykorzystał i zdobył bramkę. Ciekawe czy stuprocentowa sytuacja na 2:0 nie zamknęłaby tego meczu i nie kończylibyśmy go po 90 minutach. Ale skoro tak się skończyło, to jest to dla kibiców i całego naszego społeczeństwa kolejna nagroda za wiele lat trudnych. Zbieramy owoce naszej cierpliwej pracy i wyrozumiałości. I cóż wszystko przed nami. W niedziele bardzo ważny mecz w Radomiu, musimy się dobrze zregenerować, by w pełni sił pojechać na kolejne spotkanie. A to że zagramy o finał Pucharu Polski, to jest ogromna duma.

 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga