Piłka nożna Prasówka
Koniec serii. GieKSa przegrywa w Łodzi: media o meczu ŁKS-GieKSa
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu ŁKS Łódź – GKS Katowice 1:0 (0:0).
lksfans.pl – Nie styl, a wynik – wreszcie trzy punkty zostają w Łodzi. ŁKS Łódź – GKS Katowice 1:0
Nie było to piękne spotkanie, jednak piłkarzom Łódzkiego Klubu Sportowego udało się wreszcie osiągnąć upragniony rezultat – wygrali z GKS-em Katowice, a trzy punkty zostają na Stadionie Króla.
[…] Pierwsze minuty spotkania przebiegały spokojnie. Mecz kontrolowali Ełkaesiacy, jednak GieKSa nie pozwalała im na stworzenie skutecznej akcji pod bramką. Ładnym strzałem sprzed pola karnego popisał się Antonio Dominguez, jednak Królczykowi udało się go wybronić. Po stronie gości dobrze przedstawił się Adrian Błąd, który zagroził bramce łodzian po rajdzie przeprowadzonym prawą stroną boiska. Dobra sytuacja nadarzyła się w 13. minucie spotkania, kiedy po faulu na Macieju Radaszkiewiczu sędzia odgwizdał rzut wolny niedaleko pola karnego. Do piłki podszedł Pirulo, który spróbował bezpośredniego uderzenia na bramkę, jednak futbolówka minimalnie minęła poprzeczkę.
W 15. minucie blisko stuprocentowej okazji był Filip Szymczak, który po prostopadłej piłce między obrońcami wybiegał sam na sam z Markiem Koziołem. Pożar ugasił Mateusz Bąkowicz, który w ostatniej chwili dobiegł do napastnika i wybił mu piłkę wprost spod nóg, Chwilę później bliski strzelenia bramki był Szwedzik, jednak spudłował, posyłając piłkę obok słupka. Ten sam zawodnik w 18. minucie odebrał piłkę Oskarowi Koprowskiemu centralnie przy linii pola karnego, po czym stoper starł się z nim, powalając go na ziemię. Sędzia początkowo pokazał jedynie żółtą kartkę, jednak po użyciu systemu VAR anulował kartonik, nie odgwizdując także rzutu karnego. Dla „Rycerzy Wiosny” był to zastrzyk motywacji, po którym przeszli do ofensywy – już minutę później kolejny raz uderzyć sprzed pola próbował Dominguez, jednak ta próba była gorsza, piłka przeleciała obok bramki.
Ełkaesiacy w ostatnim kwadransie pierwszej połowy dyktowali tempo gry, jednak nie mogli sforsować zasieków zastawionych przez „Trójkolorowych” przed ich bramką. Zagrożenie za to stwarzali sami goście, którzy wyglądali bardzo sprawnie w kontratakach, wyprowadzanych błyskawicznie po przechwycie piłki.
[…] „Rycerze Wiosny’ nie weszli dobrze w drugą połowę spotkania. Choć mieli jedną sytuację, gdzie za sprawą Macieja Radaszkiewicza byli blisko gola, to ich gra spowolniła, nie potrafili przedostać się w okolice pola karnego rywali. W kolejnych minutach inicjatywę przejęli katowiczanie, którzy coraz częściej wychodzili w ataku pozycyjnym na połowę ŁKS-u. Do 60. minuty jedynym strzałem oddanym przez ełkaesiaków było uderzenie zza pola karnego oddane przez Macieja Radaszkiewicza.
[…] Goście nie poddawali się do samego końca. W 83. minucie byli bliscy strzelenia bramki po rzucie wolnym, jednak piłkę na linii zablokował Damian Nowacki. Ełkaesiacy mieli dzięki temu więcej przestrzeni do wyprowadzania własnych ataków, jednak dalej nie mogli stworzyć sobie odpowiednio dobrej sytuacji, aby strzelić bramkę z gry. Piłkarze obydwu drużyn prowadzili walkę na murawie aż do ostatnich minut – zarówno jeden, jak i drugi zespół chciały strzelić bramkę, jednak brakowało im dokładności i precyzji w okolicach pola karnego.
lkslodz.pl – Bardzo cenne. ŁKS – GKS Katowice 1:0
[…] Po drugiej stronie boiska też coś niecoś się działo – o szybsze bicie serca przyprawiła nas zatrzymana przez Marka Kozioła (powrót do składu po kontuzji) szarża Adriana Błąda i przede wszystkim starcie na skraju pola karnego z udziałem Oskara Koprowskiego. Katowiczanie domagali się podyktowania jedenastki, a że sprawa budziła wątpliwości sędzia długo zastanawiał się nad nią, posiłkując się VAR-em.
Skończyło się na naszym strachu (arbiter dopatrzył się przewinienia, ale jednego z piłkarzy GKS-u), niemniej jednak od tego momentu do końca pierwszej połowy na boisku nie było już ani tak ciekawie, ani tak składnie, więc z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jedynie minimalnie niecelny strzał z kilkunastu metrów Filipa Szymczaka, nieudaną próbę Ricardinho, następnie Jana Sobocińskiego, który po dośrodkowaniu Pirulo z rzutu wolnego wyprzedził co prawda bramkarza, lecz nie trafił w światło bramki i w końcu raz jeszcze Pirulo z rzutu wolnego.
Na więcej emocji i przede wszystkim skuteczniejszą grę „Rycerzy Wiosny” liczyliśmy w drugiej połowie. Ta rozpoczęła się niespecjalnie – od błędu łodzian i niecelnego, na nasze szczęście, uderzenia Adriana Błąda, lecz z biegiem czasu i w okolicach bramki strzeżonej przez Patryka Królczyka coraz częściej dochodziło do niebezpiecznych z punktu widzenia gości sytuacji.
[…] W końcówce spotkania ełkaesiacy potrafili utrzymać się przy piłce, więc i kontrolowali wydarzenia na boisku, co więcej od czasu do czasu zapędzali się w okolice bramki GKS-u (groźnie uderzał m.in. Pirulo). Beniaminek rzucił się do bardziej śmiałych ataków dopiero w ostatnich minutach, lecz żaden z nich nie wyrządził gospodarzom krzywdy.
dziennikzachodni.pl – Przerwana seria zespołu Rafała Góraka
Porażka w Łodzi zakończyła trwającą sześć spotkań serię meczów bez porażki zespołu GKS Katowice. O wyniku zadecydował rzut karny sprezentowany ŁKS-owi przez gości.
[…] Katowiczanie rozegrali bardzo słabe spotkanie, ale nie musieli przegrać. ŁKS strzelił gola z rzutu karnego. Mateusz Bąkowicz został sfaulowany przez Michała Kołodziejskiego. Była to jedna z nielicznych sytuacji pod bramką GKS-u, który jednak w ataku spisywał się równie mizernie co gospodarze.
Dodatkowym problemem katowiczan mogą być kontuzje Huberta Sadowskiego i Adriana Błąda oraz nadmiar kartek Bartosza Jaroszka..
sportdziennik.com – Koniec serii. GieKSa przegrywa w Łodzi
Koniec świetnej passy GieKSy. Po sześciu z rzędu ligowych występach bez porażki przyszło jej wrócić na tarczy z Łodzi, a licznik minut bez straconego gola zatrzymał się na 438. To imponująca seria – lepszą w tym sezonie Fortuna 1 Ligi wykręciła tylko Korona Kielce – ale marna to pociecha dla katowiczan, skoro jej koniec był równoznaczny z przegraną.
Ich defensywa skapitulowała w 73. minucie, gdy Antonio Dominguez wykorzystał rzut karny podyktowany w niegroźnej sytuacji za nieodpowiedzialny faul Michała Kołodziejskiego na Mateuszu Bąkowiczu. Bez obaw można stwierdzić, że był to mecz na 0:0, a o porażce GieKSy przesądził indywidualny błąd stopera, którego nawet nie powinno być na boisku. Tak jak tydzień temu z kielczanami, tak i dziś obok Grzegorza Janiszewskiego i Arkadiusza Jędrycha trio środkowych obrońców w wyjściowym składzie stanowił Hubert Sadowski, ale już w pierwszej połowie opuścił boisko z powodu urazu. W tej samej chwili trener Rafał Górak zdjął też Bartosza Jaroszka, zapewne obawiając się, że ujrzy drugą żółtą kartkę.
By być uczciwym i nie biczować tylko Kołodziejskiego musimy też nadmienić, że stanowczo zbyt mało zrobiła tego dnia ofensywa GieKSy. Przypominamy sobie tylko dwie sytuacje – obie sprzed przerwy – gdy nieco poważniej zagroziła bramce ŁKS-u, ale strzał Filipa Szymczaka był niecelny, a dogranie Adriana Błąda zbyt głębokie i pomijające dobrze ustawionego Patryka Szwedzika. Poza tym była jeszcze kontrowersja związana z VAR-em. Katowiczanie domagali się karnego za zagranie ręką któregoś z łodzian, ale arbiter po długiej wideoweryfikacji ostatecznie zadecydował inaczej. Była to sytuacja niewynikająca jednak z efektownej akcji GKS-u, a (rzekomego) błędu technicznego rywala w zamieszaniu po stałym fragmencie.
Drużyna Rafała Góraka poniosła pierwszą ligową porażkę w systemie z trójką środkowych obrońców. Niepokonana pozostawała od wrześniowej wyprawy do Opola. Nowy styl można chwalić za efektywność i skuteczność, gdy daje punkty, ale nie ma co ukrywać, że podczas przegranych meczów może rodzić u kibiców pewną frustrację. Choć łodzianie mają swoje problemy, nie można jednak zapominać, że to oni mierzą w ekstraklasę, a GKS jako beniaminek – przede wszystkim w utrzymanie, a poza tym tak miałkie w ofensywie występy pewnie nie będą mu się zdarzać często.
GieKSa nie doczekała się wyjazdowego przełamania. W tym sezonie Fortuna 1 Ligi jeszcze nie przywiozła z obczyzny kompletu punktów, a 4 z kolejnych 5 meczów też zagra w roli gościa. Najbliższy – za 8 dni w Rzeszowie.
sport.inetria.pl – ŁKS Łódź pokonał GKS Katowice po rzucie karnym
[…] Mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Łodzianie nie wygrali żadnego z trzech ostatnich spotkań, z kolei goście punktowali w sześciu kolejnych meczach. Potwierdziło się jednak, że tego rodzaju statystyki nie mają znaczenia. Liczy się tu i teraz, a… tu i teraz wygrał ŁKS.
Gospodarze na początku meczu zepchnęli GieKSę do defensywy. Dużo pracy miał defensywny pomocnik Bartosz Jaroszek, który już w 12. minucie po kolejnym faulu dostał kartkę. Pirulo źle jednak wykonał rzut wolny z 17 metrów, piłka przeleciała nad poprzeczką (podobnie było w ostatniej minucie pierwszej połowy, Hiszpan miał wyraźnie rozregulowany celownik).
GKS też stwarzał okazje: w 19. minucie po faulu Oskara Koprowskiego na Patryku Szwedziku katowiczanie domagali się czerwonej kartki i karnego, jednak sędzia po konsultacji z VAR uznał, że nie było podstaw do takiej decyzji, w dodatku kartkę dla Koprowskiego anulował.
Rafał Górak po niespełna pół godzinie zdecydował się na rzadko spotykany ruch: dokonał podwójnej zmiany. Jaroszka, który mógłby dostać kolejną kartkę zastąpił Marcin Urynowicz, a sygnalizującego uraz Huberta Sadowskiego zastąpił Michał Kołodziejski.
[…] ŁKS coraz wyraźniej przeważał aż wreszcie wywalczył rzut karny: Michał Bąkowicz przewrócił się w polu karnym a sędzia podyktował jedenastkę. Konsultacja VAR trwała długo, ostatecznie arbiter podtrzymał werdykt. Pewnym strzałem na bramkę popisał się Antonio Dominguez. GKS nie miał okazji żeby wyrównać.
lodz.tvp.pl – Wymęczone zwycięstwo
Wreszcie trzy punkty – tak mogli z ulgą powiedzieć kibice ŁKS, gdy ich drużyna zakończyła trudne spotkanie z GKS-em Katowice. Po brzydkim piłkarsko meczu i strzeleniu bramki z rzutu karnego, łodzianie przełamali jednak serię spotkań bez zwycięstwa.
[…] W nowoczesnym ustawieniu z trzema stoperami zespół z Katowic od początku starał się umiejętnie blokować ofensywne poczynania ŁKS, a przy tym szukać swoich szans w kontratakach. To jednak łodzianie prowadzili grę i od pierwszych minut próbowali narzucić swój styl przeciwnikowi.
[…] W 18. minucie Koprowski, po własnym błędzie przed polem karnym, faulował szarżującego Szwedzika. Do arbitra doskoczyli natychmiast zawodnicy z Katowic sygnalizując, że chwilę wcześniej jeden z zawodników gospodarzy (Javi) dotknął piłkę ręką w jedenastce. Do akcji wkroczyć musieli sędziowie VAR. Okazało się, że winę ponoszą goście, którzy wcześniej nieprzepisowo zaatakowali jednego z obrońców ŁKS. Sędzia anulował żółtą kartkę, jaką wcześniej pokazał Koprowskiemu.
Mimo upływu czasu ŁKS nie mógł jednak stworzyć żadnej sytuacji podbramkowej, a katowiczanie nabierali wiatru w żagle. W 27. minucie zaskakujący strzał między środkowymi obrońcami ŁKS oddał z siedemnastego metra Filip Szymczak.
Podkręcona piłka zaledwie o centymetry minęła spojenie słupka z poprzeczką łódzkiej bramki.
[…] Już w pierwszej minucie kolejnej odsłony spotkania katowiczanie dwukrotnie strzelali groźnie na bramkę ŁKS, ale ich uderzenia były niecelne.
[…] Wraz z upływającymi minutami kibice ŁKS dawali coraz głośniej wyraz swojej głębokiej irytacji, gdy ich ulubieńcy w żaden sposób nie mogli stworzyć przewagi w polu karnym gości.
Jedna i druga drużyna, choć obie walczyły o strzelenie tego „jedynego gola”, nie była w stanie dotrzeć skutecznym strzałem do bramki rywali.
[…] Sędzia doliczył aż sześć minut do podstawowego czasu, a wtedy GKS z większym animuszem próbował walczyć o zdobycie choćby wyrównującego trafienia. Trzeba jednak pochwalić ŁKS za grę w defensywie.
Łodzianie umiejętnie bronili się, nie pozwalając na zbyt wiele rywalowi. Dzięki temu wywalczyli w tym spotkaniu bardzo ważne trzy punkty, choć stało się to po ciężkim meczu i niezbyt ładnej grze.
Piłka nożna
Od Krakowa do Warszawy
Poznaliśmy terminarz Ekstraklasy na sezon 2026/27. GKS Katowice rozpocznie zmagania w niedzielę 26 lipca od meczu z Wisłą w Krakowie, a zakończy 22 maja z Legią w Warszawie.
Terminarz pierwszej kolejki zostanie podany po losowaniu europejskich pucharów (17 czerwca), ale już wiemy, że w Krakowie zagramy w niedzielę 26 lipca (do ustalenia została godzina). Z racji tego, że Arena Katowice jest jednym ze stadionów, na których rozgrywane będą Mistrzostwa Świata Kobiet U-20, to jesienią zagramy trzy mecze wyjazdowe z rzędu, z czego dwa bliskie (Zabrze i Gliwice). Nim GieKSa rozpocznie zmagania ligowe to w czwartek 23 lipca czeka nas pierwszy mecz w II rundzie eliminacyjnej do Ligi Konferencji.
Kluby uczestniczące w rozgrywkach UEFA będą mogły przełożyć dwa mecze ligowe: jeden podczas rund kwalifikacyjnych Q1–Q3 oraz jeden w okresie pomiędzy rundą play-off a fazą ligową. Na 5. kolejkę, pomiędzy fazą play-off europejskich pucharów, zaplanowano nasz domowy mecz z Wisłą Płock, który w razie przełożenia odbędzie się najwcześniej 15-16 września. Pozostałe terminy rezerwowe to 15-16 i 19-20 grudnia oraz 2-3 i 9-10 lutego. Przypomnijmy także, że GieKSa jako drużyna reprezentująca Polskę w Europie, rozgrywki Pucharu Polski rozpocznie dopiero od 1/16 finałów, które zaplanowano na 28 października.
Jesienią zostanie rozegranych 18 spotkań, z czego połowa na wyjeździe. Na wiosnę zaplanowano 16 kolejek i tutaj też połowę zagramy w delegacji. Tym razem Wielkanoc (28 marca) wypada w trakcie przerwy na reprezentację. Nie będzie też żadnej kolejki rozgrywanej w środku tygodnia (poza terminami rezerwowymi).
Terminarz GKS Katowice w Ekstraklasie w sezonie 2026/27 (dokładne daty i godziny spotkań zostaną dopiero ustalone):
1. kolejka, 26 lipca 2026 Wisła Kraków – GKS Katowice
2. kolejka, 1 sierpnia 2026 GKS Katowice – Radomiak Radom
3. kolejka, 8 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wieczysta Kraków
4. kolejka, 15 sierpnia 2026 Motor Lublin – GKS Katowice
5. kolejka, 22 sierpnia 2026 GKS Katowice – Wisła Płock
6. kolejka, 29 sierpnia 2026 Górnik Zabrze – GKS Katowice
7. kolejka, 5 września 2026 Piast Gliwice – GKS Katowice
8. kolejka, 12 września 2026 KGHM Zagłębie Lubin – GKS Katowice
9. kolejka, 19 września 2026 GKS Katowice – Cracovia
10. kolejka, 10 października 2026 Raków Częstochowa – GKS Katowice
11. kolejka, 17 października 2026 GKS Katowice – Pogoń Szczecin
12. kolejka, 24 października 2026 Korona Kielce – GKS Katowice
13. kolejka, 31 października 2026 GKS Katowice – Widzew Łódź
14. kolejka, 7 listopada 2026 Jagiellonia Białystok – GKS Katowice
15. kolejka, 21 listopada 2026 GKS Katowice – Lech Poznań
16. kolejka, 28 listopada 2026 Śląsk Wrocław – GKS Katowice
17. kolejka, 5 grudnia 2026 GKS Katowice – Legia Warszawa
18. kolejka, 12 grudnia 2026 GKS Katowice – Wisła Kraków
19. kolejka, 30 stycznia 2027 Radomiak Radom – GKS Katowice
20. kolejka, 6 lutego 2027 Wieczysta Kraków – GKS Katowice
21. kolejka, 13 lutego 2027 GKS Katowice – Motor Lublin
22. kolejka, 20 lutego 2027 Wisła Płock – GKS Katowice
23. kolejka, 27 lutego 2027 GKS Katowice – Górnik Zabrze
24. kolejka, 6 marca 2027 GKS Katowice – Piast Gliwice
25. kolejka, 13 marca 2027 GKS Katowice – KGHM Zagłębie Lubin
26. kolejka, 20 marca 2027 Cracovia – GKS Katowice
27. kolejka, 3 kwietnia 2027 GKS Katowice – Raków Częstochowa
28. kolejka, 10 kwietnia 2027 Pogoń Szczecin – GKS Katowice
29. kolejka, 17 kwietnia 2027 GKS Katowice – Korona Kielce
30. kolejka, 23 kwietnia 2027 Widzew Łódź – GKS Katowice
31. kolejka, 1 maja 2027 GKS Katowice – Jagiellonia Białystok
32. kolejka, 8 maja 2027 Lech Poznań – GKS Katowice
33. kolejka, 15 maja 2027 GKS Katowice – Śląsk Wrocław
34. kolejka, 22 maja 2027 Legia Warszawa – GKS Katowice
Piłka nożna Wywiady
Co matematyka mówi o futbolu? Szanse GieKSy na LKE
Choć Mundial nabiera tempa, my w przyszłym tygodniu bardziej niż zza Wielkiej Wody nasłuchiwać będziemy wieści ze Szwajcarii, bo 17 czerwca w Nyonie odbędzie się losowanie drugiej rundy kwalifikacyjnej Ligi Konferencji, podczas którego swojego rywala pozna GKS Katowice. Czego możemy się spodziewać w tej i kolejnych rundach i jak nasze szanse widzi jeden z najlepszych ekspertów od piłkarskich cyferek na polskim Twitterze? Zapytaliśmy Piotra Klimka o drogę GieKSy do Europy przez pryzmat matematycznych modeli i scenariusze na najbliższe tygodnie w kwalifikacjach do europejskich pucharów.
Twoje konto na Twitterze obserwuje ponad 35 tysięcy ludzi, głównie ze środowiska futbolowego. Tymczasem, jak sam zaznaczasz w opisie konta, nie znasz się na kopaniu piłki.
Faktycznie sądzę, że się nie znam. Przez większą część sezonu uważałem na przykład, że Raków będzie mistrzem Polski, typowałem też, że Motor zakręci się koło miejsc spadkowych, tymczasem praktycznie wcale nie był zagrożony degradacją. „Na czuja” nie udaje mi się trafiać konkretnych rozstrzygnięć skuteczniej niż przeciętnemu twitterowiczowi. Nie jest więc tak, że zarabiam miliony u bukmachera. Jeśli natomiast chodzi o trendy poparte danymi, na pewnym etapie sezonu można było np. zakładać, że Termalica już się nie odkręci i spadnie.
W przeciwieństwie do wielu kibiców patrzących na futbol przez pryzmat emocji, ty próbujesz go definiować za pomocą liczb. Da się wytłumaczyć piłkę nożną językiem matematyki?
Próbuję, ale piłka nożna jest jednym z najbardziej losowych sportów. Zupełnie inny jest na przykład baseball, gdzie rzadko zdarza się, aby niżej notowany zespół pokonywał faworyta. Tymczasem u nas niespodzianki zdarzają się praktycznie w każdej kolejce, np. Termalica wygrywa w Białymstoku albo ktoś niespodziewany awansuje do Ekstraklasy, tak jak Warta Poznań kilka lat temu. W innych sportach nie zdarza się to tak często – czołówka bywa zwykle stabilna i rzadko trafiają się niespodzianki.
O niedawno zakończonym sezonie Ekstraklasy mówiło się jako o szczególnie zwariowanym. Tymczasem cofnąłem się do pierwszej z twoich tabel, publikowanych na Twitterze jeszcze przed pierwszą kolejką. Chciałbym przytoczyć dwa komentarze tego posta. Pierwszy: „Coś Panu styki przegrzało. Motor, Widzew i Lechia będą znacznie wyżej!”. Ty typowałeś je odpowiednio na 12., 13. i 16. miejscu, a sezon zakończyli odpowiednio na 12., 14., i 16. Drugi ciekawy komentarz: „Przewidywanie Widzewa na 13. miejscu pokazuje tylko, że cyferki z komputera są bez sensu”. Jak to skomentować?
Trafił się chyba dobry sezon pod kątem przewidywań. Pamiętam za to, że we wrześniu próg utrzymania wychodził mi na poziomie 35/36 punktów. Ta prognoza skompromitowała się już w okolicach listopada.
Na czym więc opierasz swoje wyliczenia? Na każdym kroku pojawia się tajemnicze słowo Elo, które mnie kojarzy się bardziej z podwórkowym zawołaniem sprzed 15 lat.
Do sporządzenia kalkulacji pobierana jest baza wyników mniej więcej 50 poprzednich meczów każdego zespołu. Na tej podstawie wyliczana jest „moc” poszczególnych klubów. Stąd najsilniejszą drużyną w Polsce jest Lech, dalej Jagiellonia i Raków, a Górnik na drugim miejscu to w tym sezonie pewna anomalia, grający ponad swój potencjał. Z kolei najsłabsze w Ekstraklasie są Termalica i Arka, co znalazło potwierdzenie w tabeli. W ten sposób powstaje baza do procentowych wyliczeń wyników starcia np. GieKSy z Zagłębiem Lubin. Na podstawie pojedynczych meczów powstaje oczekiwane zestawienie ligowe – co by było, gdyby wszyscy grali tak jak do tej pory. Takie zestawienie jest aktualizowane po każdej kolejce. Stąd wspomniane wcześniej trafienia, np. Motor grał dokładnie tak jak do tej pory – nie zrobił ani kroku w przód, ani w tył. Tutaj najwłaściwszym parametrem bardziej niż miejsce w tabeli jest oczekiwana liczba punktów.
Michał Trela z Canal+ robi podobne zestawienie według swojego przekonania, a na koniec sezonu zestawia je z twoimi wyliczeniami. Tym razem zdecydowanie dokładniejszy był model matematyczny.
Michał Trela jako jedyny z ekspertów, których obserwuję, ma odwagę podjąć się takiego typowania. Lubię takie zabawy – na ile bazowanie na rankingu Elo ma sens w porównaniu z obserwacjami ekspertów, którzy na co dzień śledzą i analizują Ekstraklasę. W tym roku wyliczenia były wyjątkowo dokładne, nie jest jednak tak, że mój model wygrywa co sezon. O ile dobrze pamiętam, w ubiegłym roku górą był człowiek. Najlepszym przykładem jest tutaj drużyna awansująca do Ekstraklasy przez baraże – ją maszyna wskazuje zwykle jako najsłabszą. Tymczasem w ostatnich sezonach ekipy z trzecich miejsc w pierwszej lidze radzą sobie całkiem przyzwoicie na najwyższym poziomie. Z kolei zespół gromiący rywali w 1. Lidze często spada potem z Ekstraklasy, jak choćby Arka czy kilka lat temu Miedź Legnica.
Przed sezonem typowałeś GieKSę na 48 oczekiwanych punktów, więc pomyliłeś się niewiele. Dawało to ok. 21% szans na europejskie puchary. W miarę upływu kolejnych tygodni, jak zmieniało się twoje postrzeganie naszego klubu?
Pamiętam, że mieliście bardzo słaby start sezonu. W pewnym momencie byłem wręcz przekonany, że GKS będzie walczył o utrzymanie. Koło października widać było wasz wyraźny dołek i jeśli wtedy nie zaczęlibyście się odkręcać, to mogło być naprawdę gorąco. Tym bardziej nikt w Katowicach nie mówił wtedy o Europie. Tymczasem bardzo udana wiosna w tym dziwnym sezonie z wyjątkowo zagęszczonym środkiem tabeli, po kilku zwycięstwach pozwoliła wyskoczyć do góry. Można było zauważyć, że w pewnym momencie procenty dla GieKSy, szczególnie w kontekście szans na Europę, z kolejki na kolejkę rosły znacząco.
Na Twitterze ukuło się określenie „rankingorze” dla użytkowników śledzących europejskie rozgrywki pod kątem jak najmocniejszej pozycji Polski w rankingu UEFA. Niektórzy z nich ubolewali nad rozstrzygnięciami ostatniej kolejki Ekstraklasy. Jak ty patrzysz na sytuację Polski na progu nowych rozgrywek w Europie?
Śledzę ten ranking intensywnie, co widać na moim Twitterze, a każdy awans Polski jest dla mnie powodem do radości. Przekłada się to na fakt, że wypuszczamy do Europy coraz więcej klubów, dochodzących do coraz dalszych faz. Musimy jednak dostrzec także drugą stronę: ranking nie jest celem samym w sobie. Właśnie po to go nabijamy, aby dać szansę na europejską przygodę właśnie takim klubom jak GieKSa. Innym przykładem jest Jagiellonia, która dwa lata temu niespodziewanie została mistrzem i dzięki temu dostała mecze z FK Bodø/Glimt, a na stulecie klubu grała z Ajaxem. Kolejne karty tej historii zapisali w Lidze Konferencji, zwieńczone ćwierćfinałem z Betisem. Po to rok temu wywalczyliśmy piąty slot dla Polski, aby dać szansę innym klubom napisać podobną historię. Być może i GieKSa w sierpniu zagra z Ajaxem.
W ostatnich latach wiele napisano o rankingowym TOP15, które dało nam piąty slot w Europie. O co gramy w tym sezonie?
Dzięki TOP15 dziś w Europie gra GieKSa, a nie Brøndby, bo m. in. Duńczyków przeskoczyliśmy w rankingu. W tym sezonie osiągnęliśmy miejsce dwunaste, co w kolejnych rozgrywkach pozwoli zwycięzcy Pucharu Polski grać od razu w 4. rundzie kwalifikacji Ligi Europy. Zespół z dobrym współczynnikiem będzie więc miał jeden łatwy krok do tych rozgrywek, a gwarantowana będzie Liga Konferencji. Z kolei Mistrz Polski zacznie od ostatniej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, z pełną oprawą Champions League, a w razie niepowodzenia ląduje w Lidze Europy. Gdzieś w tle są jeszcze pieniądze – w LE da się zarobić ok 15 mln euro, natomiast w Lidze Mistrzów kasa leje się już strumieniami. Wicemistrz tak jak dziś gra w drugiej rundzie kwalifikacji LM, czwarty w lidze gra w kwalifikacjach Ligi Europy, a piąty bez zmian. Teraz celujemy w miejsce dziesiąte, które dziś jest dla nas wyjściowe. Aby je utrzymać, nie możemy dać się wyprzedzić ani Czechom, ani Grekom, którzy będą większym zagrożeniem niż nasi południowi sąsiedzi. Nawet w przypadku gorszych scenariuszy powinniśmy utrzymać dwunaste miejsce, a piętnaste jest w zasadzie zapewnione na kilka lat do przodu.
Nabicie wysokiego współczynnika umożliwiła nam przede wszystkim reforma europejskich rozgrywek i utworzenie Ligi Konferencji. Dla ciebie są to wartościowe rozgrywki czy – jak mówią niektórzy – „puchar pasztetowej”?
Dla mnie jest to odpowiednie narzędzie do zbudowania siły naszej ligi w Europie. Dotychczas było tak, że o sile ligi nie świadczył hegemon dobrze radzący sobie w pucharach, np. Crvena Zvezda. Musiał być jeszcze równie silny Partizan i kolejne zespoły, które dokładały punkty w rankingu. Liga Konferencji pozwoliła wyrównać te szanse i uwypuklić znaczenie innych niż mocny mistrz zespołów w danych ligach. Nie mamy klubu na tyle silnego, aby regularnie kwalifikował się do Ligi Mistrzów, ale mamy kilka w miarę mocnych drużyn, które są w stanie zostawiać w tyle zespoły drugie, trzecie czy czwarte w swoich ligach. Nie odpadamy już ze słabeuszami, a na europejskich średniaków patrzymy jak na ekipy w naszym zasięgu. W moim odczuciu ten ranking jest dziś bardziej sprawiedliwy niż wcześniej.
Napisałeś niedawno, że druga runda kwalifikacji do Ligi Konferencji to w zasadzie runda amatorska. Co czeka GieKSę na tym etapie? Awans to nasz obowiązek?
Zdecydowanie jest to obowiązek zarówno Rakowa, jak i GieKSy. Potencjalnych rywali jest 44 i są wśród nich zespoły typowo amatorskie, np. z Gibraltaru, Andory, Walii czy Irlandii Północnej. Z drugiej strony są rywale z lig średnich, które mogą nam sprawić trochę kłopotów, ale i tak widzę tu polskie zespoły w roli faworyta. Tutaj wskazałbym np. węgierskie Paksi FC, ukraińskie Polissia Żytomierz i LNZ Czerkasy, rumuńskie Universitatea Cluj, a dalej Dunajska Streda ze Słowacji albo szkockie Motherwell. Gdyby GieKSa nie miała w losowaniu ani pecha, ani szczęścia, to trafiłaby na kogoś pokroju FK Železničar Pančevo – czwarty zespół serbskiej ekstraklasy, co nie brzmi specjalnie groźnie.
Spośród wspomnianych rywali nie będziemy mieli szansy trafić na wszystkich, bo tuż przed losowaniem UEFA dokona czegoś w rodzaju podziału geograficznego. Na czym będzie on polegał?
W dzień losowania UEFA dzieli wszystkie 86 zespołów na kilkanaście koszyków, według kryterium umownie nazywanego geograficznym. Dodatkowe znaczenie ma uniemożliwienie wylosowania się zespołów z tego samego kraju. Czynnik geograficzny teoretycznie też ma znaczenie, dlatego w ostatnich latach często trafialiśmy np. na Kazachstan czy Słowację. UEFA stara się również tak dobierać koszyki, aby ich poziom był względnie wyrównany, ale to wychodzi już różnie.
Nie zakładamy więc innego scenariusza niż zameldowanie się w komplecie w 3. rundzie kwalifikacji. Co nas tam czeka?
W tej rundzie GieKSa na 99% będzie nierozstawiona. Ten jeden procent to szansa trafienia w drugiej rundzie Sheriffa Tyraspol, który startuje od Q1 LE z ogromnym współczynnikiem, ale w tym sezonie jest bardzo słaby i może spaść do nierozstawionych Q2 LKE. Wtedy GieKSa przejęłaby współczynnik Sheriffa w losowaniu Q3. Szansa na to jest jednak marginalna i w trzeciej rundzie traficie na drużynę rozstawioną, z odpowiednim współczynnikiem. W razie pokonania tej przeszkody przejmujecie współczynnik rywala, który może dać rozstawienie w Q4.
Jak oceniasz nasze szanse w Q3?
GieKSa może trafić na rywala z czterech kategorii. Pierwsza to rywal z potężną marką i ogromnym współczynnikiem, którego raczej nie przejdziecie, ale jeśli wydarzy się cud, to w czwartej rundzie będziecie rozstawieni. Przykłady to Braga, Ajax, Kopenhaga albo Panathinaikos. Druga półka to rozstawieni, którzy ostatnimi laty nie radzą sobie najlepiej: Partizan Belgrad mający ogromne problemy finansowe, Rapid Wiedeń, który w zeszłym sezonie był najgorszy w LKE, a Raków i Lech wręcz ich zmiażdżyły, być może także Steaua Bukareszt, która rok temu odpadła z macedońską Shkëndiją Tetowo albo Lugano, choć ostatnio ciężko nam idzie ze Szwajcarami. Trzecia kategoria to zespoły, które nie dadzą rozstawienia w Q4, ale są wyraźnie słabsze od polskich drużyn, np. wspomniana Shkëndija, Żalgiris Wilno, Astana, Ryga czy Zrinjski Mostar. Ich po prostu trzeba przejść, bo nie możemy odpadać z drugim zespołem macedońskiej ekstraklasy.
Kogo jak kogo, ale zespołów z Macedonii w Katowicach lekceważyć nie będziemy, bo mamy do wyrównania pewne rachunki sprzed 23 lat…
Znam tę historię z opowieści, bo z racji wieku nie mam prawa jej pamiętać. Takie to były czasy, że odpadaliśmy wtedy z różnymi egzotycznymi rywalami. Wracając jednak do czekających nas rozgrywek, czwarta kategoria to chyba najgorszy scenariusz, bo są to zespoły na tyle mocne, że nie gwarantujące awansu, a jednocześnie nie dające rozstawienia w kolejnej rundzie. Tutaj wskazałbym Twente Enschede, Beşiktaş, Cluj, Rijekę lub Başakşehir. Z nimi GieKSa się namęczy, a i tak może potem polec w Q4.
Patrząc na te wszystkie zestawienia, którego z rywali byś nam życzył w danej fazie, a który byłby dla nas najgorszym trafem?
W drugiej rundzie jest to w zasadzie obojętne, bo tę przeszkodę po prostu trzeba pokonać. Najsłabszy wydaje się być Vestri Ísafjördur – drugoligowiec z Islandii, który niespodziewanie wygrał krajowy puchar. W trzeciej rundzie życzyłbym wam Partizana lub Rapidu, które są do przejścia i raczej dadzą rozstawienie w Q4. Nie życzyłbym natomiast Bragi, bo nie jest to marka z pierwszych stron gazet, a jednocześnie będzie trudnym do przejścia rywalem. Podobnie z Panathinaikosem nie widziałbym GieKSy w roli faworyta, a to właśnie z Grecją walczymy o TOP10 w rankingu.
W jednym z twitterowych komentarzy wyliczyłeś nam 21% szans, że przebrniemy wszystkie 3 rundy i zakwalifikujemy się do fazy ligowej LKE. Zważywszy, że takie same szanse mieliśmy przed sezonem na awans do Europy, a cel udało się osiągnąć, to nie brzmi to jak mission impossible. Wierzysz, że jesteśmy w stanie dojść do fazy grupowej? I jak będzie z pozostałymi ekipami z Polski?
Bez obrazy, ale nie postawiłbym pieniędzy na awans GieKSy do fazy ligowej. Mimo to nie jest to nierealny wariant. Czasem wystarczy jeden „cudowny” dwumecz i pokonanie rozstawionego rywala, które wprowadzi na łatwiejszą ścieżkę w ostatniej rundzie. Do Ligi Konferencji co roku kwalifikują się zespoły, od których GieKSa na pewno nie jest gorsza. Dwa lata temu grała tam choćby Mlada Boleslav, na której mecze w Czechach przychodzi po 500 widzów. Jeśli los będzie sprzyjał GieKSie, to awans do fazy ligowej może się udać. Obok GieKSy najtrudniejszą sytuację ma Raków, bo nie ma żadnego marginesu błędu. Jest wprawdzie rozstawiony, ale musi być bezbłędny. Szanse Górnika oceniam w miarę wysoko, bo ma do rozegrania sześć spotkań, każde z rywalem mocniejszym od siebie, ale wystarczy, że wyjdzie im jeden dwumecz. Byłoby idealnie, gdyby trafił na Sturm Graz. Jaga, jeśli spadnie do Q4 LKE, to na 90% będzie rozstawiona więc powinna sobie poradzić. Natomiast na wszystkie rozstawione zespoły w Q4 LKE czeka nierozstawione Getafe, które jest największą pułapką i może pokrzyżować nasze plany.
Jaki jest więc scenariusz dla polskich drużyn na te kwalifikacje – minimalny i realny?
Za dobry uznałbym scenariusz, gdy do faz ligowych wprowadzamy cztery zespoły – dwa w Lidze Europy i dwa w Lidze Konferencji. Byłby to kolejny krok do przodu. Minimum to trzy zespoły w Europie, w tym Lech w Lidze Europy, bo ma na tyle dobry współczynnik, że wręcz musi grać co najmniej w LE. W przypadku awansu dwóch zespołów będziemy musieli oglądać się za siebie w walce o TOP12.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze