Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: GieKSa zdobywa cenne punkty

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.

Piłkarki w siódmej kolejce Ekstraligi Kobiet wygrały z Tarnovią Tarnów 1:0 (1:0). Następny mecz nasze piłkarki rozegrają w sobotę dziewiątego października z UKS SMS Łódź. Piłkarze rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania: pierwsze w ramach rozgrywek Pucharu Polski z Olimpią Zambrów, drugie w ramach Fortuna I Liga ze Stomilem Olsztyn. Obydwa spotkania GieKSa wygrała. Prasówkę po tych spotkaniach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ.

Wystartowały rozgrywki Plusligi, siatkarze wygrali 3:2 z Treflem Gdańsk. W drugiej kolejce spotkań rywalem będzie drużyna Asseco Resovii, mecz zostanie rozegrany w najbliższą sobotę w Katowicach.

Hokeiści rozegrali dwa mecze: w piątek w Katowicach pokonali drużynę KH Energę Toruń 4:1. W niedzielę zespół przegrał z Unią w Oświęcimiu 2:4. Nasza drużyna jest w dalszym ciągu liderem  rozgrywek.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GieKSa zdobywa cenne punkty

Beniaminek z Tarnowa przyjechał na Bukową z nadziejami na punkty. Tanio skóry nie sprzedał, lecz to miejscowe dopisują trzy oczka do swojego bilansu.

Obydwie drużyny stworzyły ciekawe widowisko. Był to typowy mecz walki. Podopieczne Witolda Zająca chciały udowodnić, że wynik we Wrocławiu to tylko wypadek przy pracy. Tarnovia sprawiła już w tym sezonie kilka niespodzianek i dzisiaj również była bliska kolejnej z nich.

O zwycięstwie zadecydował rzut karny. W jednej z akcji w polu karnym faulowana była Klaudia Maciążka. Rzut karny wykorzystała niezawodna w takich sytuacjach Marlena Hajduk. Kapitan katowiczanek nie raz udowadniała, że ma nerwy ze stali.

Pomimo wielu sytuacji wynik na tablicy nie uległ zmianie.

 

sportdziennik.com – Krok ku normalności

To zwycięstwo niczego nam nie daje, a ma być tylko i wyłącznie kołem zamachowym do ogromnej pracy przed następnym meczem – mówi trener Rafał Górak, którego drużyna w niedzielę pokonała Stomil, odbijając się od dna I-ligowej tabeli.

Kibice w Katowicach wreszcie mogą bez przerażenia i dużego wstydu zerknąć w tabelę I ligi. Dzięki niedzielnej (2:1) osiągniętej rzutem na taśmę wygranej ze Stomilem Olsztyn na rozpoczęcie październikowej serii 4 meczów przy Bukowej, GieKSa odbiła się od dna i wyskoczyła poza strefę spadkową.

– Wiadomo, w jak trudnej sytuacji znaleźliśmy się po ostatnim miesiącu rozgrywek – mówi trener Rafał Górak. – Nie jest to dla nas sprawa komfortowa, nie było to łatwe. Wydaje mi się, że wraz z drużyną wykonaliśmy bardzo dużo roboty, aby zapanować nad tym, co złe. Choć mimo wszystko nie udało nam się na razie doprowadzić do tego, by nie stracić bramki, drużyna momentami grała w moich oczach bardzo dobrze.

Szczególnie w drugiej połowie, dlatego gratuluję jej zwycięstwa; całkowicie zasłużonego, co dla mnie bardzo ważne. Jeśli jednak ktokolwiek w szatni – wśród sztabu czy zawodników – powie dziś, że ta wygrana dodaje pewności siebie, to jest mocno nieodpowiedzialny. Ta wygrana nie daje niczego poza kołem zamachowym do ogromnej pracy przed następnym meczem z GKS-em Tychy.

Aż 23 stracone gole spowodowały, że katowiczanie zaczęli szukać nowych rozwiązań w defensywie. W minionym tygodniu egzamin zdało przejście na ustawienie z wahadłowymi i trójką środkowych obrońców, o czym świadczyła pucharowa wygrana w Zambrowie oraz niedzielny mecz ze Stomilem, który niedawno rozbił legnicką Miedź, ale przy Bukowej nie miał w ofensywie wiele do powiedzenia.

Z drugiej strony, tych dwóch zwycięstw absolutnie nie można też przeceniać, skoro rywalami byli IV-ligowiec i przedstawiciel strefy spadkowej zaplecza ekstraklasy. Olsztynianie zaprezentowali się w Katowicach najsłabiej spośród wszystkich zespołów, jakie przyjechały tu w rundzie jesiennej. Mimo to GKS pokonał ich po horrorze, golu z szóstej minuty doliczonego czasu, który był jeszcze sprawdzany przez VAR. Wideoweryfikacja była używana w niedzielny wieczór aż 3-krotnie. Takiego meczu przy Bukowej jeszcze nie było.

– Było sporo emocjonalnych momentów, bo VAR zawsze je powoduje, ale daje nam to, czego chcemy, czyli prawdę. Dwóch bramek Filipa Szymczaka nie uznano. Ważne, że uznana została ta ostatnia, Bartka, bo 3 punkty zostały u nas. Cieszę się, że mamy VAR w pierwszej lidze. Standardy muszą się podnosić. On kosztuje, ale ja zawsze powtarzam, że to tandeta jest najdroższa – przyznaje szkoleniowiec GieKSy.

Adrian Błąd, lider katowickiej ofensywy, zwraca uwagę, że o losach meczu ze Stomilem rozstrzygnęli zmiennicy. Gol padł po świetnym, przytomnym zachowaniu w polu karnym Patryka Szwedzika i uderzeniu głową Bartosza Jaroszka. – Jestem zadowolony, że chłopaki, którzy weszli z ławki, dali na tyle jakości, że zdobywamy 3 punkty. To bardzo cenne. Wychodzi nas jedenastu, ale ten piąty zmiennik też może przesądzić o zwycięstwie. Może nie jest to nasza jakaś wielka siła, ale na pewno pewien plusik. Każdy jest gotowy, każdy podnosi rywalizację.

Cieszymy się bardzo z 3 punktów. Ostatnio nie rozpieszczaliśmy… Część rzeczy została zmieniona, część udoskonalona. Ta wygrana to – po Pucharze Polski w Zambrowie – drugi mały kroczek ku temu, by w naszej szatni było pod względem punktowym normalnie – mówi Błąd.

A przed GieKSą jeszcze 3 kolejne domowe spotkania. W sobotę – derby z imiennikiem z Tychów, a potem konfrontacje ze Skrą i Puszczą. Jeśli GieKSa pójdzie za ciosem, może nawet powalczy o oderwanie łatki zespołu dość nieoczekiwanie skazanego na walkę na utrzymanie. Ale do tego jeszcze daleka droga.

9 punktów zdobyła w tej rundzie GieKSa u siebie. Przy Bukowej zanotowała 2 zwycięstwa i 3 remisy, a przegrała tylko z Arką. To niezły omen w kontekście najbliższych trzech domowych spotkań.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – Siatkarska wojna w Katowicach dla gospodarzy

Wczesnym niedzielnym wieczorem zakończyło się spotkanie GKS-u Katowice z Treflem Gdańsk. Dwa pierwsze sety wygrali gospodarze, ale Gdańskie Lwy nie zamierzały rezygnować. Podopieczni Michała Winiarskiego poderwali się do walki i doprowadzili do wyrównania. Tie-break lepiej rozpoczęli siatkarze GKS-u, ale Trefl odrobił straty. W końcówce jednak lepsi okazali się katowiczanie. MVP został Micah Ma’a.

Pierwsze akcje spotkania należały do gości, po podwójnym bloku gdańszczanie prowadzili 4:1. Katowiczanie szybko zniwelowali dystans, as Jakuba Jarosza pozwolił GKS-owi złapać kontakt punktowy (5:6). Obie drużyny nie ustrzegły się błędów. Gdy Mateusz Mika nie poradził sobie z odbiorem zagrywki Piotra Haina, gospodarze wyszli na prowadzenie 9:8. W dalszej fazie seta wynik oscylował wokół remisu (14:13). Drużyny nie wstrzymywały ręki w polu zagrywki, żaden z zespołów nie był w stanie zbudować wyraźnej przewagi (16:16). Ze względu na podejmowane ryzyko nie brakowało błędów w zagrywce. Po kontrataku Jakuba Szymańskiego o czas poprosił trener Winiarski (19:17). Po przerwie Micah Ma’a dołożył asa. W kolejnych akcjach gospodarze utrzymywali przewagę. Skuteczne zagranie Gonzalo Quirogi skłoniło gdańskiego szkoleniowca do wykorzystania kolejnej przerwy (23:19). Trefl nie zdołał odrobić powstałych wcześniej strat, ostatnie punkty w tej odsłonie zdobył Jakub Jarosz.

Po ataku Reicherta Trefl prowadził na początku drugiej odsłony 3:1. Nie zdołali jednak utrzymać tej przewagi i po asie Szymańskiego na tablicy wyników widniał już remis (3:3). Gdańszczanie często popełniali błędy. Zdarzały się ciekawe akcje, ale skuteczniejsi w ataku byli katowiczanie, którzy szybko ponownie odbudowali przewagę (11:9). Mimo starań Mariusza Wlazłego Trefl nie był w stanie zniwelować strat. Skuteczny atak przez środek Piotra Haina i as Jarosza skłoniły trenera Winiarskiego do poproszenia o czas (15:12). Raz za razem obok Jarosza punktował Szymański (18:14). Gdańszczanie mieli problemy z odbiorem zagrywek, po ataku z przechodzącej piłki Quirogi kolejną przerwę wykorzystał szkoleniowiec Trefla (21:17). W kolejnych akcjach gdańszczanie zaczęli odrabiać straty, blok na Jaroszu skłonił trenera Słabego do poproszenia o czas (22:19). Atak po bloku Quirogi dał serię piłek setowych GKS-owi, pojedynczy blok Haina na Łabie zamknął kontrolowaną przez katowiczan odsłonę.

Chociaż pierwsze akcje seta numer trzy należały do GKS-u, po ataku Patryka Łaby wynik się wyrównał (3:1,3:3). Po asie Szymańskiego katowiczanie odbudowali przewagę, jednak Trefl szybko odwrócił wynik i o czas poprosił trener Słaby (6:3, 6:7). Skutecznie punktowali Łaba i Mateusz Mika, katowiczanie zaczęli popełniać proste błędy (9:12). W kolejnych akcjach przyjezdni pozostawali na prowadzeniu. Gdy zablokowany został Jarosz, kolejną przerwę wykorzystał katowicki szkoleniowiec (13:16). Seria przy zagrywkach Patryka Łaby trwała, a dopiero atak Quirogi pozwolił GKS-owi zrobić przejście (14:18). Mimo roszad w składzie postawa gospodarzy nie poprawiała się. Punktowy blok Trefla dał gdańszczanom serię piłek setowych. Pierwszą z nich atakiem obronił Marcin Kania, ale w kolejnej akcji decydujący punkt zdobył Mariusz Wlazły.

Początek czwartego seta był ciekawy, po kontrataku Quirogi gospodarze prowadzili 5:2. Podobnie jak w poprzedniej odsłonie nie zdołali utrzymać zaliczki punktowej, po kolejnym ataku Miki wynik wyrównał się (7:7). Katowiczanie często popełniali błędy nie tylko w polu zagrywki, ale również w ataku (9:11). Gra gdańszczan również nie była bezbłędna, kontratak Jarosza doprowadził do remisu (13:13). W kolejnych akcjach gra toczyła się punkt za punkt, żaden z zespołów nie zdołał tym razem zbudować przewagi. Dopiero po tym, jak Quiroga dotknął siatki Trefl wyszedł na prowadzenie 19:17. Po tej akcji o czas poprosił trener Słaby. Goście grali pewniej, o kolejnym zagraniu Łaby było już 23:19. Po kolejnym czasie dla trenera Słabego skutecznie zaatakował Wlazły. GKS obronił dwie piłki setowe, dlatego przerwę zarządził Michał Winiarski. W kolejnej akcji po skosie zaatakował Łaba, kończąc seta.

Od pierwszych akcji tie-breaka nie brakowało ciekawych akcji. Po kolejnym ataku Quirogi GKS doskoczył na trzy punkty (6:3). Katowiczanie popełniali błędy, dzięki czemu rywale złapali kontakt punktowy (6:5). Autowy atak Szymańskiego sprawił, że podczas zmiany stron to Trefl prowadził 8:7. W kolejnej akcji skutecznie zaatakował Pablo Crer, a o czas poprosił trener Słaby (7:9). Serię przy zagrywkach Lucasa Kampy przerwał dopiero błąd rozgrywającego (8:10). As Damiana Koguta pozwolił GKS-owi złapać kontakt punktowy, a po kontrataku Szymańskiego na tablicy wyników pojawił się remis (11:11). Po punktowej zagrywce Ma’a GKS wyszedł na prowadzenie, a czas wykorzystał trener Winiarski (13:12). Ostatecznie po kontrataku Jarosza ze zwycięstwa cieszyli się katowiczanie.

MVP: Micah Ma’a

GKS Katowice – Trefl Gdańsk 3:2 (25:20, 25:20, 19:25, 21:25, 15:12)

 

HOKEJ

sportdziennik.com – Goli mogło być więcej

[…] Niemal pełna „Satelita” sprawiła, że gospodarze byli podwójnie zmobilizowani i trudno się dziwić, bo chcieli się zaprezentować z jak najlepszej strony. GKS Katowice po raz pierwszy we własnej hali odniósł przekonywujące zwycięstwo i przez wiele fragmentów meczu pokazał się z niezłej strony. I tylko należy żałować, że bramkarz gospodarzy nie zapisał „czystego” konta, a do pełni szczęścia zabrakło 4:09 min.

Katowiczanie pod kierunkiem trenera Jacka Płachty, zbierają pochlebne recenzje i potwierdzili to w pierwszej potyczce na lodzie. Z przyjemnością oglądało się akcje ofensywne gospodarze, którzy już od pierwszych sekund zapędzili w „kozi róg” rywali. Zespół z Torunia z własnej tercji po raz pierwszy wyjechał w 6 min, ale akcja natychmiast pod bramkę Mateusza Studzińskiego. John Murray przez 1. odsłonę był bezrobotny i interweniował raz gdy jeden z jego kolegów podał w jego stronę.

Z przodu jego koledzy wprost szaleli i Studziński musiał się wykazać niezwykle czujnością. Gole były tylko kwestią czasu. Najpierw Szwed Anthon Eriksson zdołał pokonać gości, zaś potem Grzegorz Pasiut popisał się błyskawicznym i precyzyjnym uderzeniem. W 18:55 do boksu kar powędrował 2. obrońców z 1. formacji gości Aliaksandr Szkrabaw oraz Dmitrij Kozłow. To miały być trudne chwile dla torunian, a tymczasem gra w podwójnej przewadze katowiczan pozostawiała wiele do życzenia.

W kolejnej odsłonie impet gospodarzy zelżał. Ale i goście odzyskali równowagę i coraz śmielej zaczęli konstruować akcje. Oddali nawet kilka strzałów na bramkę GKS-u, ale nie mogły one zaskoczyć tak doświadczonego bramkarza jakim jest Murray. W 38:33 min doszło do bokserskiego pojedynku Aleksandra Jakimienki i Bartosza Fraszki z Szkrabawem i Miro Lehtimakim. Zakończyło się ono remisem, bo wszyscy powędrowali do boksu kar. Obie drużyny jednak grały w kompletnych składach, zaś Eriksson po raz z kolejny udawania, że jest niezwykle pożyteczną postacią tej drużyny. Po raz kolejny pokonał Studzińskiego, który tym razem się nie popisał i spóźnił się z interwencją. Nieco wcześniej dwie sytuacje nie wykorzystali Patryk Wronka oraz Bartosz Fraszko.

Gospodarze poniżej oczekiwań zaprezentowali się podczas gry w przewadze, ale za to w osłabieniach byli skoncentrowani i na niewiele pozwolili gościom. Obrońca Carl Hudson popisał się niezwykle efektownym uderzeniem z niebieskiej linii i krążek wpadł pod poprzeczkę. Wszystko wydawało się pod kontrolą gospodarzy i zanosiło się na „czyste” konto Murraya. Gdy o tym pomyśleliśmy, jak na ironię losu, Michał Kalinowski zdobył honorowego gola.

Zespół z Torunia, mimo wszystko rozczarował, bo za poprzednie występy zebrał wiele pochwał. A tymczasem tylko momentami zrywał się do ataku i szukał punktu zaczepienia. Jednak niewiele z tego wynikało.

 

hokej.net – Hit nie zawiódł! Unia pokonała lidera 

W najciekawiej zapowiadającym się meczu 9. kolejki Polskiej Hokej Ligi Re Plast Unia Oświęcim pokonała na własnym lodzie GKS Katowice 4:2. Biało-niebiescy odnieśli tym samym drugie zwycięstwo z rzędu.

Spotkanie mogło się podobać nawet najbardziej wymagającym kibicom. Nie zabrakło w nim walki, twardych ataków ciałem, sytuacji podbramkowych, ale też błędów arbitrów.

[…]Po pierwszej odsłonie więcej powodów do zadowolenia mieli gospodarze, którzy prowadzili 2:0. Sposób na Johna Murraya znaleźli dwaj obrońcy, do niedawna znajdujący się w sporym ogniu krytyki. W 5. minucie wynik spotkania otworzył Cole MacDonald, który popisał się przepiękną indywidualną akcją. 25-letni Kanadyjczyk odważnie pomknął lewym skrzydłem, uciekł katowickim obrońcom, a gdy znalazł się w sytuacji sam na sam z Johnem Murrayem przymierzył w krótki róg. Drugiego gola, podczas gry w przewadze, dołożył Ty Wishart, popisując się soczystym uderzeniem z lewego bulika.

Katowiczanie w pierwszej odsłonie dwukrotnie mieli na lodzie o jednego zawodnika więcej, ale nie zrobili z tego użytku. Biało-niebiescy grali bardzo ofiarnie w obronie i mieli też wsparcie w osobie swojego bramkarza. Clarke Saunders pewnie strzegł swojego posterunku i w pierwszej odsłonie zaliczył 12 udanych interwencji.

Podopieczni Jacka Płachty od początku drugiej odsłony jeszcze mocniej ruszyli do odrabiania strat, ale oświęcimska bramka była dla nich jak zaczarowana. W 31. minucie przez 80 sekund zamknęli gospodarzy w ich tercji, ale nie udało im się przełamać strzeleckiego impasu.

Chwilę później z groźną kontrą wyszli gospodarze Victor Rollin Carlsson zagrał wzdłuż bramki do Teddy’ego Da Costy, ale ten nieczysto trafił w krążek, więc John Murray zdołał obronić ten strzał.

W 35. minucie kontaktowego gola dla GieKSy zdobył Mathias Lehtonen, który wykorzystał dobre podanie Jakuba Wanackiego. Spotkanie nabrało jeszcze większych rumieńców.

Oświęcimianie odpowiedzieli jeszcze przed przerwą, a fantastycznym uderzeniem z nadgarstka popisał się Daniił Oriechin. Rosyjski skrzydłowy po dograniu Łukasza Krzemienia zdjął pajęczynę z okienka bramki strzeżonej przez „Jaśka Murarza” i ucieszył licznie zgromadzonych kibiców.

[…] Ostatnie dwadzieścia minut należało do katowiczan, którzy w 44. minucie znów złapali kontakt z rywalem. W ramionach swoich kolegów utonął Carl Hudson, będący obecnie najskuteczniejszym obrońcą całej ligi. Chwilę później do gospodarzy uśmiechnęło się szczęście, bo krążek po uderzeniu Grzegorza Pasiuta zatrzymał się na słupku.

Tymczasem chwilę później, podczas gry w przewadze, w poprzeczkę trafił Jesse Dudas. Emocje wciąż rosły, a goście nie rezygnowali z ataków.

Na 80 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry trener Jacek Płachta zagrał va banque. Zdjął z bramki Johna Murraya i wprowadził do gry dodatkowego napastnika. Ten manewr nie przyniósł zamierzonego efektu, ale przyczynił się do straty czwartego gola. Na 0,3 sekundy przed końcową syreną krążek w pustej bramce umieścił Zackary Phillips, popisując się celnym strzałem z 40 metrów.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Hajduk lub Żilina rywalem GieKSy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice w II rundzie eliminacji Ligi Konferencji trafił na przegranego z pary I rundy eliminacji Ligi Europy – Hajduk Split/MSK Żilina.

Mecze tej rundy odbędą się 23 i 30 lipca.

Pierwsze spotkanie GieKSa rozegra na wyjeździe.

W zakończonym sezonie Hajduk zajął drugie miejsce w lidze chorwackiej z dorobkiem 68 punktów w 36 meczach, na który złożyło się 20 zwycięstw, 8 remisów i 8 porażek (bramki: 61-36)

MSK Żilina natomiast zajęła w lidze słowackiej miejsce czwarte, zdobywając 52 punkty w 32 meczach – 15 zwycięstw, 7 remisów i 10 porażek (bramki: 59-41). Zespół zdobył również Puchar Słowacji w finale pokonując Koszyce 3:1.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Gabriel Kobylak 2028

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.

Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski. 

W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).

Życzymy powodzenia w naszych barwach!

Foto: GKSKatowice.eu

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga