Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: GieKSa zdobywa cenne punkty
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
Piłkarki w siódmej kolejce Ekstraligi Kobiet wygrały z Tarnovią Tarnów 1:0 (1:0). Następny mecz nasze piłkarki rozegrają w sobotę dziewiątego października z UKS SMS Łódź. Piłkarze rozegrali w minionym tygodniu dwa spotkania: pierwsze w ramach rozgrywek Pucharu Polski z Olimpią Zambrów, drugie w ramach Fortuna I Liga ze Stomilem Olsztyn. Obydwa spotkania GieKSa wygrała. Prasówkę po tych spotkaniach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ.
Wystartowały rozgrywki Plusligi, siatkarze wygrali 3:2 z Treflem Gdańsk. W drugiej kolejce spotkań rywalem będzie drużyna Asseco Resovii, mecz zostanie rozegrany w najbliższą sobotę w Katowicach.
Hokeiści rozegrali dwa mecze: w piątek w Katowicach pokonali drużynę KH Energę Toruń 4:1. W niedzielę zespół przegrał z Unią w Oświęcimiu 2:4. Nasza drużyna jest w dalszym ciągu liderem rozgrywek.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – GieKSa zdobywa cenne punkty
Beniaminek z Tarnowa przyjechał na Bukową z nadziejami na punkty. Tanio skóry nie sprzedał, lecz to miejscowe dopisują trzy oczka do swojego bilansu.
Obydwie drużyny stworzyły ciekawe widowisko. Był to typowy mecz walki. Podopieczne Witolda Zająca chciały udowodnić, że wynik we Wrocławiu to tylko wypadek przy pracy. Tarnovia sprawiła już w tym sezonie kilka niespodzianek i dzisiaj również była bliska kolejnej z nich.
O zwycięstwie zadecydował rzut karny. W jednej z akcji w polu karnym faulowana była Klaudia Maciążka. Rzut karny wykorzystała niezawodna w takich sytuacjach Marlena Hajduk. Kapitan katowiczanek nie raz udowadniała, że ma nerwy ze stali.
Pomimo wielu sytuacji wynik na tablicy nie uległ zmianie.
sportdziennik.com – Krok ku normalności
To zwycięstwo niczego nam nie daje, a ma być tylko i wyłącznie kołem zamachowym do ogromnej pracy przed następnym meczem – mówi trener Rafał Górak, którego drużyna w niedzielę pokonała Stomil, odbijając się od dna I-ligowej tabeli.
Kibice w Katowicach wreszcie mogą bez przerażenia i dużego wstydu zerknąć w tabelę I ligi. Dzięki niedzielnej (2:1) osiągniętej rzutem na taśmę wygranej ze Stomilem Olsztyn na rozpoczęcie październikowej serii 4 meczów przy Bukowej, GieKSa odbiła się od dna i wyskoczyła poza strefę spadkową.
– Wiadomo, w jak trudnej sytuacji znaleźliśmy się po ostatnim miesiącu rozgrywek – mówi trener Rafał Górak. – Nie jest to dla nas sprawa komfortowa, nie było to łatwe. Wydaje mi się, że wraz z drużyną wykonaliśmy bardzo dużo roboty, aby zapanować nad tym, co złe. Choć mimo wszystko nie udało nam się na razie doprowadzić do tego, by nie stracić bramki, drużyna momentami grała w moich oczach bardzo dobrze.
Szczególnie w drugiej połowie, dlatego gratuluję jej zwycięstwa; całkowicie zasłużonego, co dla mnie bardzo ważne. Jeśli jednak ktokolwiek w szatni – wśród sztabu czy zawodników – powie dziś, że ta wygrana dodaje pewności siebie, to jest mocno nieodpowiedzialny. Ta wygrana nie daje niczego poza kołem zamachowym do ogromnej pracy przed następnym meczem z GKS-em Tychy.
Aż 23 stracone gole spowodowały, że katowiczanie zaczęli szukać nowych rozwiązań w defensywie. W minionym tygodniu egzamin zdało przejście na ustawienie z wahadłowymi i trójką środkowych obrońców, o czym świadczyła pucharowa wygrana w Zambrowie oraz niedzielny mecz ze Stomilem, który niedawno rozbił legnicką Miedź, ale przy Bukowej nie miał w ofensywie wiele do powiedzenia.
Z drugiej strony, tych dwóch zwycięstw absolutnie nie można też przeceniać, skoro rywalami byli IV-ligowiec i przedstawiciel strefy spadkowej zaplecza ekstraklasy. Olsztynianie zaprezentowali się w Katowicach najsłabiej spośród wszystkich zespołów, jakie przyjechały tu w rundzie jesiennej. Mimo to GKS pokonał ich po horrorze, golu z szóstej minuty doliczonego czasu, który był jeszcze sprawdzany przez VAR. Wideoweryfikacja była używana w niedzielny wieczór aż 3-krotnie. Takiego meczu przy Bukowej jeszcze nie było.
– Było sporo emocjonalnych momentów, bo VAR zawsze je powoduje, ale daje nam to, czego chcemy, czyli prawdę. Dwóch bramek Filipa Szymczaka nie uznano. Ważne, że uznana została ta ostatnia, Bartka, bo 3 punkty zostały u nas. Cieszę się, że mamy VAR w pierwszej lidze. Standardy muszą się podnosić. On kosztuje, ale ja zawsze powtarzam, że to tandeta jest najdroższa – przyznaje szkoleniowiec GieKSy.
Adrian Błąd, lider katowickiej ofensywy, zwraca uwagę, że o losach meczu ze Stomilem rozstrzygnęli zmiennicy. Gol padł po świetnym, przytomnym zachowaniu w polu karnym Patryka Szwedzika i uderzeniu głową Bartosza Jaroszka. – Jestem zadowolony, że chłopaki, którzy weszli z ławki, dali na tyle jakości, że zdobywamy 3 punkty. To bardzo cenne. Wychodzi nas jedenastu, ale ten piąty zmiennik też może przesądzić o zwycięstwie. Może nie jest to nasza jakaś wielka siła, ale na pewno pewien plusik. Każdy jest gotowy, każdy podnosi rywalizację.
Cieszymy się bardzo z 3 punktów. Ostatnio nie rozpieszczaliśmy… Część rzeczy została zmieniona, część udoskonalona. Ta wygrana to – po Pucharze Polski w Zambrowie – drugi mały kroczek ku temu, by w naszej szatni było pod względem punktowym normalnie – mówi Błąd.
A przed GieKSą jeszcze 3 kolejne domowe spotkania. W sobotę – derby z imiennikiem z Tychów, a potem konfrontacje ze Skrą i Puszczą. Jeśli GieKSa pójdzie za ciosem, może nawet powalczy o oderwanie łatki zespołu dość nieoczekiwanie skazanego na walkę na utrzymanie. Ale do tego jeszcze daleka droga.
9 punktów zdobyła w tej rundzie GieKSa u siebie. Przy Bukowej zanotowała 2 zwycięstwa i 3 remisy, a przegrała tylko z Arką. To niezły omen w kontekście najbliższych trzech domowych spotkań.
SIATKÓWKA
siatka.org – Siatkarska wojna w Katowicach dla gospodarzy
Wczesnym niedzielnym wieczorem zakończyło się spotkanie GKS-u Katowice z Treflem Gdańsk. Dwa pierwsze sety wygrali gospodarze, ale Gdańskie Lwy nie zamierzały rezygnować. Podopieczni Michała Winiarskiego poderwali się do walki i doprowadzili do wyrównania. Tie-break lepiej rozpoczęli siatkarze GKS-u, ale Trefl odrobił straty. W końcówce jednak lepsi okazali się katowiczanie. MVP został Micah Ma’a.
Pierwsze akcje spotkania należały do gości, po podwójnym bloku gdańszczanie prowadzili 4:1. Katowiczanie szybko zniwelowali dystans, as Jakuba Jarosza pozwolił GKS-owi złapać kontakt punktowy (5:6). Obie drużyny nie ustrzegły się błędów. Gdy Mateusz Mika nie poradził sobie z odbiorem zagrywki Piotra Haina, gospodarze wyszli na prowadzenie 9:8. W dalszej fazie seta wynik oscylował wokół remisu (14:13). Drużyny nie wstrzymywały ręki w polu zagrywki, żaden z zespołów nie był w stanie zbudować wyraźnej przewagi (16:16). Ze względu na podejmowane ryzyko nie brakowało błędów w zagrywce. Po kontrataku Jakuba Szymańskiego o czas poprosił trener Winiarski (19:17). Po przerwie Micah Ma’a dołożył asa. W kolejnych akcjach gospodarze utrzymywali przewagę. Skuteczne zagranie Gonzalo Quirogi skłoniło gdańskiego szkoleniowca do wykorzystania kolejnej przerwy (23:19). Trefl nie zdołał odrobić powstałych wcześniej strat, ostatnie punkty w tej odsłonie zdobył Jakub Jarosz.
Po ataku Reicherta Trefl prowadził na początku drugiej odsłony 3:1. Nie zdołali jednak utrzymać tej przewagi i po asie Szymańskiego na tablicy wyników widniał już remis (3:3). Gdańszczanie często popełniali błędy. Zdarzały się ciekawe akcje, ale skuteczniejsi w ataku byli katowiczanie, którzy szybko ponownie odbudowali przewagę (11:9). Mimo starań Mariusza Wlazłego Trefl nie był w stanie zniwelować strat. Skuteczny atak przez środek Piotra Haina i as Jarosza skłoniły trenera Winiarskiego do poproszenia o czas (15:12). Raz za razem obok Jarosza punktował Szymański (18:14). Gdańszczanie mieli problemy z odbiorem zagrywek, po ataku z przechodzącej piłki Quirogi kolejną przerwę wykorzystał szkoleniowiec Trefla (21:17). W kolejnych akcjach gdańszczanie zaczęli odrabiać straty, blok na Jaroszu skłonił trenera Słabego do poproszenia o czas (22:19). Atak po bloku Quirogi dał serię piłek setowych GKS-owi, pojedynczy blok Haina na Łabie zamknął kontrolowaną przez katowiczan odsłonę.
Chociaż pierwsze akcje seta numer trzy należały do GKS-u, po ataku Patryka Łaby wynik się wyrównał (3:1,3:3). Po asie Szymańskiego katowiczanie odbudowali przewagę, jednak Trefl szybko odwrócił wynik i o czas poprosił trener Słaby (6:3, 6:7). Skutecznie punktowali Łaba i Mateusz Mika, katowiczanie zaczęli popełniać proste błędy (9:12). W kolejnych akcjach przyjezdni pozostawali na prowadzeniu. Gdy zablokowany został Jarosz, kolejną przerwę wykorzystał katowicki szkoleniowiec (13:16). Seria przy zagrywkach Patryka Łaby trwała, a dopiero atak Quirogi pozwolił GKS-owi zrobić przejście (14:18). Mimo roszad w składzie postawa gospodarzy nie poprawiała się. Punktowy blok Trefla dał gdańszczanom serię piłek setowych. Pierwszą z nich atakiem obronił Marcin Kania, ale w kolejnej akcji decydujący punkt zdobył Mariusz Wlazły.
Początek czwartego seta był ciekawy, po kontrataku Quirogi gospodarze prowadzili 5:2. Podobnie jak w poprzedniej odsłonie nie zdołali utrzymać zaliczki punktowej, po kolejnym ataku Miki wynik wyrównał się (7:7). Katowiczanie często popełniali błędy nie tylko w polu zagrywki, ale również w ataku (9:11). Gra gdańszczan również nie była bezbłędna, kontratak Jarosza doprowadził do remisu (13:13). W kolejnych akcjach gra toczyła się punkt za punkt, żaden z zespołów nie zdołał tym razem zbudować przewagi. Dopiero po tym, jak Quiroga dotknął siatki Trefl wyszedł na prowadzenie 19:17. Po tej akcji o czas poprosił trener Słaby. Goście grali pewniej, o kolejnym zagraniu Łaby było już 23:19. Po kolejnym czasie dla trenera Słabego skutecznie zaatakował Wlazły. GKS obronił dwie piłki setowe, dlatego przerwę zarządził Michał Winiarski. W kolejnej akcji po skosie zaatakował Łaba, kończąc seta.
Od pierwszych akcji tie-breaka nie brakowało ciekawych akcji. Po kolejnym ataku Quirogi GKS doskoczył na trzy punkty (6:3). Katowiczanie popełniali błędy, dzięki czemu rywale złapali kontakt punktowy (6:5). Autowy atak Szymańskiego sprawił, że podczas zmiany stron to Trefl prowadził 8:7. W kolejnej akcji skutecznie zaatakował Pablo Crer, a o czas poprosił trener Słaby (7:9). Serię przy zagrywkach Lucasa Kampy przerwał dopiero błąd rozgrywającego (8:10). As Damiana Koguta pozwolił GKS-owi złapać kontakt punktowy, a po kontrataku Szymańskiego na tablicy wyników pojawił się remis (11:11). Po punktowej zagrywce Ma’a GKS wyszedł na prowadzenie, a czas wykorzystał trener Winiarski (13:12). Ostatecznie po kontrataku Jarosza ze zwycięstwa cieszyli się katowiczanie.
MVP: Micah Ma’a
GKS Katowice – Trefl Gdańsk 3:2 (25:20, 25:20, 19:25, 21:25, 15:12)
HOKEJ
sportdziennik.com – Goli mogło być więcej
[…] Niemal pełna „Satelita” sprawiła, że gospodarze byli podwójnie zmobilizowani i trudno się dziwić, bo chcieli się zaprezentować z jak najlepszej strony. GKS Katowice po raz pierwszy we własnej hali odniósł przekonywujące zwycięstwo i przez wiele fragmentów meczu pokazał się z niezłej strony. I tylko należy żałować, że bramkarz gospodarzy nie zapisał „czystego” konta, a do pełni szczęścia zabrakło 4:09 min.
Katowiczanie pod kierunkiem trenera Jacka Płachty, zbierają pochlebne recenzje i potwierdzili to w pierwszej potyczce na lodzie. Z przyjemnością oglądało się akcje ofensywne gospodarze, którzy już od pierwszych sekund zapędzili w „kozi róg” rywali. Zespół z Torunia z własnej tercji po raz pierwszy wyjechał w 6 min, ale akcja natychmiast pod bramkę Mateusza Studzińskiego. John Murray przez 1. odsłonę był bezrobotny i interweniował raz gdy jeden z jego kolegów podał w jego stronę.
Z przodu jego koledzy wprost szaleli i Studziński musiał się wykazać niezwykle czujnością. Gole były tylko kwestią czasu. Najpierw Szwed Anthon Eriksson zdołał pokonać gości, zaś potem Grzegorz Pasiut popisał się błyskawicznym i precyzyjnym uderzeniem. W 18:55 do boksu kar powędrował 2. obrońców z 1. formacji gości Aliaksandr Szkrabaw oraz Dmitrij Kozłow. To miały być trudne chwile dla torunian, a tymczasem gra w podwójnej przewadze katowiczan pozostawiała wiele do życzenia.
W kolejnej odsłonie impet gospodarzy zelżał. Ale i goście odzyskali równowagę i coraz śmielej zaczęli konstruować akcje. Oddali nawet kilka strzałów na bramkę GKS-u, ale nie mogły one zaskoczyć tak doświadczonego bramkarza jakim jest Murray. W 38:33 min doszło do bokserskiego pojedynku Aleksandra Jakimienki i Bartosza Fraszki z Szkrabawem i Miro Lehtimakim. Zakończyło się ono remisem, bo wszyscy powędrowali do boksu kar. Obie drużyny jednak grały w kompletnych składach, zaś Eriksson po raz z kolejny udawania, że jest niezwykle pożyteczną postacią tej drużyny. Po raz kolejny pokonał Studzińskiego, który tym razem się nie popisał i spóźnił się z interwencją. Nieco wcześniej dwie sytuacje nie wykorzystali Patryk Wronka oraz Bartosz Fraszko.
Gospodarze poniżej oczekiwań zaprezentowali się podczas gry w przewadze, ale za to w osłabieniach byli skoncentrowani i na niewiele pozwolili gościom. Obrońca Carl Hudson popisał się niezwykle efektownym uderzeniem z niebieskiej linii i krążek wpadł pod poprzeczkę. Wszystko wydawało się pod kontrolą gospodarzy i zanosiło się na „czyste” konto Murraya. Gdy o tym pomyśleliśmy, jak na ironię losu, Michał Kalinowski zdobył honorowego gola.
Zespół z Torunia, mimo wszystko rozczarował, bo za poprzednie występy zebrał wiele pochwał. A tymczasem tylko momentami zrywał się do ataku i szukał punktu zaczepienia. Jednak niewiele z tego wynikało.
hokej.net – Hit nie zawiódł! Unia pokonała lidera
W najciekawiej zapowiadającym się meczu 9. kolejki Polskiej Hokej Ligi Re Plast Unia Oświęcim pokonała na własnym lodzie GKS Katowice 4:2. Biało-niebiescy odnieśli tym samym drugie zwycięstwo z rzędu.
Spotkanie mogło się podobać nawet najbardziej wymagającym kibicom. Nie zabrakło w nim walki, twardych ataków ciałem, sytuacji podbramkowych, ale też błędów arbitrów.
[…]Po pierwszej odsłonie więcej powodów do zadowolenia mieli gospodarze, którzy prowadzili 2:0. Sposób na Johna Murraya znaleźli dwaj obrońcy, do niedawna znajdujący się w sporym ogniu krytyki. W 5. minucie wynik spotkania otworzył Cole MacDonald, który popisał się przepiękną indywidualną akcją. 25-letni Kanadyjczyk odważnie pomknął lewym skrzydłem, uciekł katowickim obrońcom, a gdy znalazł się w sytuacji sam na sam z Johnem Murrayem przymierzył w krótki róg. Drugiego gola, podczas gry w przewadze, dołożył Ty Wishart, popisując się soczystym uderzeniem z lewego bulika.
Katowiczanie w pierwszej odsłonie dwukrotnie mieli na lodzie o jednego zawodnika więcej, ale nie zrobili z tego użytku. Biało-niebiescy grali bardzo ofiarnie w obronie i mieli też wsparcie w osobie swojego bramkarza. Clarke Saunders pewnie strzegł swojego posterunku i w pierwszej odsłonie zaliczył 12 udanych interwencji.
Podopieczni Jacka Płachty od początku drugiej odsłony jeszcze mocniej ruszyli do odrabiania strat, ale oświęcimska bramka była dla nich jak zaczarowana. W 31. minucie przez 80 sekund zamknęli gospodarzy w ich tercji, ale nie udało im się przełamać strzeleckiego impasu.
Chwilę później z groźną kontrą wyszli gospodarze Victor Rollin Carlsson zagrał wzdłuż bramki do Teddy’ego Da Costy, ale ten nieczysto trafił w krążek, więc John Murray zdołał obronić ten strzał.
W 35. minucie kontaktowego gola dla GieKSy zdobył Mathias Lehtonen, który wykorzystał dobre podanie Jakuba Wanackiego. Spotkanie nabrało jeszcze większych rumieńców.
Oświęcimianie odpowiedzieli jeszcze przed przerwą, a fantastycznym uderzeniem z nadgarstka popisał się Daniił Oriechin. Rosyjski skrzydłowy po dograniu Łukasza Krzemienia zdjął pajęczynę z okienka bramki strzeżonej przez „Jaśka Murarza” i ucieszył licznie zgromadzonych kibiców.
[…] Ostatnie dwadzieścia minut należało do katowiczan, którzy w 44. minucie znów złapali kontakt z rywalem. W ramionach swoich kolegów utonął Carl Hudson, będący obecnie najskuteczniejszym obrońcą całej ligi. Chwilę później do gospodarzy uśmiechnęło się szczęście, bo krążek po uderzeniu Grzegorza Pasiuta zatrzymał się na słupku.
Tymczasem chwilę później, podczas gry w przewadze, w poprzeczkę trafił Jesse Dudas. Emocje wciąż rosły, a goście nie rezygnowali z ataków.
Na 80 sekund przed końcem regulaminowego czasu gry trener Jacek Płachta zagrał va banque. Zdjął z bramki Johna Murraya i wprowadził do gry dodatkowego napastnika. Ten manewr nie przyniósł zamierzonego efektu, ale przyczynił się do straty czwartego gola. Na 0,3 sekundy przed końcową syreną krążek w pustej bramce umieścił Zackary Phillips, popisując się celnym strzałem z 40 metrów.
Piłka nożna
Erik Jirka w GieKSie!
Erik Jirka został nowym zawodnikiem GKS Katowice – na zasadzie transferu definitywnego przeniósł się z Piasta Gliwice. Słowak jest drugim piłkarzem, który w tym roku dołączył do naszego klubu.
Jirka podpisał kontrakt z GieKSą, który będzie obowiązywać przez 2,5 roku. Zawiera on również opcję przedłużenia. W Piaście zawodnik występował jako ofensywny pomocnik, ale jego wszechstronność na boisku sprawia, że może grać na kilku pozycjach. 28-latek w rundzie jesiennej wystąpił w 17 spotkaniach i strzelił w nich 5 bramek, dokładając do tego jedną asystę. Był jednym z najlepszych piłkarzy w ekipie z Gliwic, która na wiosnę będzie rywalem GieKSy w walce o utrzymanie.
W przeszłości zawodnik reprezentował Spartaka Trnava, z którym sięgnął po mistrzostwo kraju oraz Puchar Słowacji. Międzynarodową karierę kontynuował w takich klubach jak Crvena zvezda Belgrad (mistrzostwo Serbii), FK Radnicki Nis, Górnik Zabrze, Mirandes, Real Oviedo oraz Victoria Pilzno. W tym ostatnim klubie posmakował piłki nożnej na najwyższym poziomie – w 2022 roku grał w Lidze Mistrzów.
Jirka ma również na koncie występy w młodzieżowej oraz seniorskiej reprezentacji Słowacji.
Zawodnikowi życzymy powodzenia w naszych barwach!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
GKS Katowice, po rzutach karnych, przegrał z Herning Blue Fox w meczu o brązowy medal Pucharu Kontynentalnego. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
















Najnowsze komentarze