Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Hit kolejki nie zawiódł
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
Piłkarki ze względu na mecze reprezentacji pauzowały. Następne spotkanie, zagrają na wyjeździe 26 września z drużyną Śląska Wrocław. Piłkarze rozegrali dwa spotkania, w pierwszym z nich przegrali z Arką Gdynia 2:4 (1:1), w drugim zremisowali na wyjeździe z Górnikiem Polkowice 1:1 (0:0). Prasówkę po tych meczach znajdziecie odpowiednio TUTAJ i TUTAJ.
Siatkarze rozegrali spotkanie sparingowe z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, który przegrali 0:4. Start PlusLigi przewidziany jest na początek października – pierwszym rywalem siatkarzy będzie drużyna Trefl Gdańsk. Wcześniej drużyna rozegra jeszcze dwa sparingowe z Cuprum Lubin i Aluron CMC Warta Zawiercie.
W rozpoczętym sezonie PLH hokeiści kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa, w ubiegłym tygodniu pokonali kolejno Zagłębie 5:2, JKH GKS Jastrzębie 3:2 oraz Cracovię 3:1 i są liderami rozgrywek.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Rafał Górak: To nie jest łatwe do naprawy
Rozmowa z Rafałem Górakiem, trenerem GKS-u Katowice.
W czwartek ponieśliście porażkę 2:4 z Arką Gdynia i macie już na koncie 18 straconych bramek. Co się dzieje z GieKSą?
Rafał GÓRAK: – Myśli są miliony, trzeba je bardzo mocno uporządkować w głowie – i to szybko. Moja drużyna musi poczuć wsparcie i jednocześnie zdać sobie sprawę z własnych niedoskonałości. Zawodnicy muszą najnormalniej w świecie zejść na ziemię – choć nie twierdzę, że dotąd nosy były zadarte – i mieć świadomość, że liga nas bardzo mocno weryfikuje. Płacimy bardzo wysoką cenę za naukę.
Obyśmy ją zdobywali i potrafili przekładać na następne dni treningowe, których jest bardzo mało, bo przecież już w poniedziałek gramy w Polkowicach. Przez dwa ostatnie lata niejednokrotnie widziałem w szatni ogromny charakter i ogromną pokorę. Musimy podnieść się po tej porażce i serii meczów, w których padło wiele bramek. Mamy zadanie do wykonania. Chcemy się zweryfikować i mocno pracować, by utrzymać pierwszą ligę w Katowicach.
[…] Gole tracicie bardzo łatwo.
Rafał GÓRAK: – Za łatwo. To jest fakt. Wykonujemy naprawdę ogrom pracy, by stworzyć sytuację. Mamy ich wiele, zdobywamy bramki, ale brakuje nam ostatniej kropki nad „i” w działaniach obronnych. Cierpimy na gapiostwo, na brak interwencji – albo brak interwencji skutecznej. Tracimy dużo bramek. To nie jest łatwe do naprawy. Przede wszystkim trzeba mieć mocny mental i podejść do następnego meczu z poczuciem, że to się już po prostu nie wydarzy.
Gdy rok temu Piast Gliwice szorował po dnie ekstraklasy, trener Waldemar Fornalik z przekonaniem robił swoje, będąc przekonany, że to przyniesie efekt. To sztuka, by nie zwariować, nie zacząć podejmować nagłych decyzji?
Rafał GÓRAK: – Taką drogą też zamierzam podążać. Nie będę wariował, przewracał krzeseł ani ścian, przeklinał. Będę ciężko pracował. Wiem, że z tymi chłopakami, których mam w szatni, wstaniemy z tego miejsca i zaczniemy punktować.
SIATKÓWKA
siatka.org – Gonzalo Quiroga: PlusLiga to ścisła czołówka najlepszych lig na świecie
Jaka była twoja pierwsza reakcja na wiadomość o zainteresowaniu ze strony klubu?
Gonzalo Quiroga: – Oczywiście byłem z tego powodu bardzo zadowolony, bo chciałem wrócić prędzej czy później do Katowic. Spędziłem tutaj dwa lata i pokochałem w Katowicach absolutnie wszystko, od drużyny i atmosfery w niej po kibiców GieKSy i samo miasto. Znam dobrze trenera i niektórych zawodników w zespole, tak że nie mogę się już doczekać startu sezonu i nowej przygody z GKS-em.
[…] Jakie masz wrażenia z pierwszych dni pobytu w Katowicach?
– Chyba nic szczególnie mnie nie zaskoczyło, bo wszystko to, co pamiętam w Polsce i Katowicach sprzed dwóch lat, miałem już okazję widzieć. Mam za sobą indywidualne, wprowadzające treningi w naszej hali oraz siłowni Fitness Academy i mogę wypowiadać się o nich w samych superlatywach. Mam za sobą grę we Włoszech, USA, Polsce i Francji i to właśnie w Katowicach miałem najlepsze warunki do gry oraz treningu, co bardzo sobie cenię. Zawsze czułem się tutaj dobrze traktowany, Klub dbał dobrze o potrzeby wszystkich graczy.
Na koniec masz okazję powiedzieć kilka słów do naszych fanów…
– Będzie mi bardzo miło znów grać dla was i widzieć kibiców na trybunach po długiej, zdecydowanie za długiej przerwie. Ta sytuacja była bardzo trudna zarówno dla kibiców, jak i dla zawodników, którzy musieli rozgrywać swoje mecze w pustych halach. Do zobaczenia na naszych meczach! Mam nadzieję, że będziecie przybywać licznie na nasze spotkania i wspierać nas z całych sił. Po ostatnim roku tym bardziej doceniam fakt, że będę zobaczyć na żywo i przywitać się zarówno z kibicami, którzy chodzą na nasze mecze od lat, jak i naszymi nowymi fanami.
Cztery sety w Katowicach na korzyść Zawiercian
W Katowicach mecz kontrolny rozegrał miejscowy GKS, który tym razem zmierzył się z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Zespoły zagrały ze sobą cztery sety, a w każdym z nich lepsi okazali się podopieczni Igora Kolakovicia.
Mecz kontrolny od udanej kiwki rozpoczął Micah Ma’a, w pierwszej fazie trwała wyrównana walka (11:11). Dopiero przy zagrywkach Facundo Conte zawiercianie odskoczyli, ale na to GKS odpowiedział blokami (14:14). Żadna ze stron nie zwalniała ręki, mocno atakowali Jakub Jarosz i Dawid Konarski (24:24). Po walce na przewagi minimalnie lepsi okazali się goście z Zawiercia, kiedy piłkę przechodzącą wykorzystał Piotr Orczyk.
Chociaż kolejną odsłonę lepiej zaczęli gospodarze (5:3), to szybko rywale najpierw doprowadzili do remisu, a po bloku Michała Szalachy i kontrze Konarskiego prowadzili 7:5. Nadal jednak trwała wyrównana walka, żadna z ekip nie przejmowała wyraźnej inicjatywy (14:14). Dopiero w drugiej połowie seta lepiej na siatce zaczęli radzić sobie podopieczni Igora Kolakovicia (20:17). W końcówce GKS obronił jeszcze kilka piłek setowych, ale najwięcej problemów sprawił mu łatwy plas Dominika Depowskiego (22:25).
W kolejną część sparingu lepiej weszli gracze z Zawiercia (9:5), ale pewnie z VI strefy atakował Damian Kogut, ale w szeregach jego zespołu nie brakowało dość prostych błędów. Kolejny blok zawiercian dał im prowadzenie 16:9. Ekipie trenera Grzegorza Słabego nie można było odmówić woli walki, ale znów końcówka padła łupem przyjezdnych.
W dodatkowej odsłonie nie brakowało ciekawych wymian, jedną z nich autowym atakiem zakończył Piotr Hain (9:9). Dopiero dwa udane zagrania na lewej stronie Dominika Depowskiego dały graczom z Zawiercia zaliczkę (17:15), którą powiększyła kontra Piotra Orczyka (21:18). To on kilka akcji później doprowadził do piłki setowej (24:21), natomiast dodatkową część i jednocześnie cały mecz kontrolny zakończyła kiwka Depowskiego.
GKS Katowice – Aluron CMC Warta Zawiercie 0:3 (26:28, 22:25, 20:25), dodatkowy set: 22:25
Skład GKS-u: Jarosz (14), Kania (5), Kogut (13), Ma’a (2), Hain (11), Quiroga (10), Mariański (libero) oraz Lewandowski (5), Nowosielski, Domagała (3) i Mariański (libero)
HOKEJ
hokej.net – Karnetów nie będzie. Zastąpią je miesięczne pakiety
Szefostwo GKS-u Katowice ustaliło ceny biletów na mecze sezonu zasadniczego. W tym roku, z uwagi na niepewną sytuację epidemiczną i możliwe zmiany prawa w zakresie organizacji imprez, klub zrezygnował ze sprzedaży karnetów. Zastąpią je miesięczne pakiety.
Bilet normalny będzie kosztował 20, ulgowy 15, a rodzinny 40 złotych. Nową opcją, jaka pojawi się w miejsce karnetów będą miesięczne pakiety.
GieKSa rozegra w październiku 8 meczów na własnym lodzie, a kibice, którzy zdecydują się skorzystać z nowego rozwiązanie będą mogli obejrzeć je w promocyjnej cenie: 120 zł (normalny) i 80 zł (ulgowy).
– Informujemy, że bilet ulgowy przysługuje osobom powyżej 65 lat oraz młodzieży do 18 lat. Dzieci do lat 5 wchodzą na mecze na podstawie darmowego biletu odebranego w Systemie Biletowym GieKSy – czytamy na oficjalnej stronie GKS-u Katowice.
GieKSa wygrywa w Sosnowcu
Hokeiści Zagłębia Sosnowiec przegrali trzeci ligowe spotkanie. Tym razem nie udało się urwać punktów GKS Katowice. Goście w piątkowy wieczór na Stadionie Zimowym wygrali 5:2 a dwa gole zdobył Patryk Wronka.
Sosnowiczanie do dzisiejszego spotkania przystąpili niemal w pełnym składzie, lecz osłabieni wirusem, który w mijającym tygodniu pojawił się w zespole. Wynik dzisiejszego meczu już w trzeciej minucie otworzył Aleksandr Jakimienko, który samotnie znalazł się przed bramką i posłał krążek obok Michała Czernika. Trzy minuty później goście mogli prowadzić już dwoma bramkami jednak pozostawiony bez opieki Patryk Wronka z bliska uderzył wprost w bramkarza Zagłębia. Sosnowiczanie pierwszą dogodną sytuację stworzyli dopiero w siódmej minucie pojedynku, lecz Martin Przygodzki nie zdołał wykorzystać nagrania zza bramki Michała Bernackiego i strzelił obok słupka. Dużo więcej szczęścia dwie minuty później z drugiej strony tafli miał Wronka, po którego strzale krążek powoli wślizgnął się przy słupku za linię bramkową po interwencji Czernika.
W 26 minucie goście prowadzili już trzema bramkami, a bierną postawę obrońców Zagłębia wykorzystał Anthon Eriksson, który wykorzystał nagranie krążka przez Mathiasa Lehtonena. Podopieczni Grzegorza Klicha odpowiedzieli trzy minuty później, a piękną akcją popisał się Jewgienij Nikiforow. Rosjanin wymanewrował obronę oraz bramkarza GKS i posłał krążek do siatki. Na cztery minuty przed końcem tercji prowadzenie gości mógł podwyższyć Grzegorz Pasiut jednak będąc sam na sam z Czernikiem posłał krążek nad poprzeczką. Dystans do rywala mógł jeszcze w końcówce zmniejszyć Oskar Jaśkiewicz, lecz huknął w poprzeczkę.
W trzeciej tercji jako pierwsi do siatki rywala strzelili przyjezdni, a krążek po strzale Erikssona między parkanami przepuścił Czernik. W odpowiedzi niecałe dwie minuty później z najbliższej odległości Johna Murray’a pokonał Jarosław Rzeszutko. Było to jednak wszystko na co stać było w dniu dzisiejszym hokeistów sosnowieckiego Zagłębia. Wynik spotkania strzałem do pustej bramki ustalił Wronka.
Hit kolejki nie zawiódł. Czwarte zwycięstwo GieKSy!
Po twardym i wyjątkowo zaciętym meczu JKH GKS Jastrzębie przegrał na własnym lodzie z GKS-em Katowice 2:3. Drużyna dowodzona przez Jacka Płachtę wygrała po raz czwarty z rzędu i umocniła się na fotelu lidera.
Mecz na Jastorze rozpoczął się od ataków jastrzębian, jednak ani Martin Kasperlík, ani Dominik Jarosz nie zdołali pokonać Johna Murraya. Te niewykorzystane sytuacje zemściły się w 13. minucie, gdy po świetnym wypuszczeniu na lewe skrzydło mocnym uderzeniem z dystansu popisał się Maciej Kruczek i otworzył wynik meczu. Po tym trafieniu inicjatywę przejęli goście, jednak do przerwy Patrik Nechvátal już nie kapitulował.
Na drugiego gola czekaliśmy do 29. minuty i niestety po raz kolejny była to bramka dla lidera. Dodajmy, że nie obyło się tu bez kontrowersji, bowiem guma wturlała się do jastrzębskiej siatki w rezultacie sporego „kotła”, w który wpadł także Nechvátal. Goście cieszyli się z dwubramkowego prowadzenia niespełna trzy minuty. Māris Jass uruchomił w ofensywie Frenksa Razgalsa, a ten znalazł sposób na Murraya. W 37. minucie jastrzębianie powinni byli wykorzystać pierwszą z podwójnych przewag, jednak goście utrzymali wynik.
Ta sytuacja znów została „pomszczona” przez rywali na początku trzeciej tercji, gdy nasza defensywa dała się zaskoczyć kontrą i szybkim rajdem Anthona Erikssona. Jastrzębianie ponownie szybko odpowiedzieli golem Kamila Górnego, który zmylił defensywę rywali, ale niestety na tym zakończyło się strzelanie bramek przez mistrzów Polski.
Na dodatek od 51. minuty JKH GKS musiał radzić sobie bez ukaranego karą meczu Martina Kasperlíka, na dodatek broniąc się przez pięć minut w osłabieniu. W samej końcówce Róbert Kaláber wziął czas i zdjął z tafli Patrik Nechvátal. Przewaga gospodarzy w polu wzrosła do sześciu na trzech, gdy kary złapali kolejno Maciej Kruczek i Carl Hudson. Niestety, mistrz Polski nie zdołał przekuć tej sytuacji na bramkę i tym samym trzy punkty pojechały do Katowic.
Cracovia przegrywa z liderem. Piąte zwycięstwo GieKSy
W meczu 5. kolejki Polskiej Hokej Ligi Comarch Cracovia przegrała na własnym lodzie z GKS-em Katowice 1:3. Podopieczni Jacka Płachty odnieśli piąte zwycięstwo i z kompletem punktów prowadzą w ligowej tabeli.
Przed meczem wiadomym było, że jedna z drużyn utraci miano niepokonanej, wszak obie ekipy nie zaznały jeszcze goryczy porażki. Wprawdzie Comarch Cracovia rozegrała tylko dwa spotkania i straciła punkt z Zagłębiem Sosnowiec, jednak wygrana z GKS-em Tychy rozbudziła apetyty kibiców przy Siedleckiego. Fani wicemistrzów Polski mieli nadzieję, że ich ulubieńcy – w przeciwieństwie – do poprzednich sezonów udanie rozpoczną rozgrywki i na stałe zagoszczą w górnej części tabeli.
Jak okazało się tuż przed meczem, w bramce Pasów awizowany do gry został David Zabolotny i próżno było szukać w składzie nominalnej „jedynki” czyli Dienisa Pieriewozczikowa, który zmaga się z problemami zdrowotnymi. Już od pierwszych minut spotkania było pewne, że w Krakowie kibice będą świadkami twardego i zaciętego pojedynku. W mecz lepiej weszli jednak goście, którzy od pierwszych minut szukali swojego pierwszego trafienia, jednak próby Grzegorza Pasiuta i Mateusza Rompkowskiego pewnie wybronił rezerwowy golkiper wicemistrzów Polski.
Swoje szanse mieli również krakowianie, ale ich gra w ofensywie pozostawiała wiele do życzenia. W efekcie po pierwszej tercji obie drużyny zjeżdżały z lodu przy stanie bezbramkowym. Ten rezultat zmienił się jednak tuż po rozpoczęciu gry w drugiej odsłonie. Najpierw sześćdziesiąt sekund po wznowieniu ze środka tercji, krążek w bramce Zabolotnego umieścił Matias Lehtonen, który celnie przymierzył z przestrzeni między bulikowej, a następnie niespełna dwie minuty później niemal identyczną sytuację wykorzystał Mateusz Bepierszcz.
Po dwóch szybkich ciosach z Pasów ewidentnie zeszło powietrze, a katowiczanie szukali okazji do zdobycia kolejnych goli. Kiedy wydawało się, że w tej tercji gole już nie padną, na dziewiętnaście sekund przed końcową syreną Collin Shirley w powietrzu skierował krążek do bramki i krakowianie zdobyli kontaktowe trafienie. W ostatnich dwudziestu minutach podopieczni trenera Rudolfa Roháčka przebudzili się, wierząc w odwrócenie losów tego meczu. Ich zmorą były jednak wykluczenia, które kosztowały ich sporo sił.
W końcówce gospodarze rzucili wszystkie siły do ataku, a ich trener wprowadził do gry szóstego zawodnika z pola. To jednak podopieczni byłego selekcjonera Jacka Płachty zdobyli gola za sprawą Matiasa Letonena i przesądzili wynik spotkania.
Trzy punkty pojechały zatem do Katowic, które pozostają jedyną drużyną bez straty punktu i pewnie usadowili się na fotelu lidera tabeli.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
















Najnowsze komentarze