Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd doniesień mass mediów: Wychowawca Piszczka bierze Akademię
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W ubiegłym tygodniu pierwsze drużyny piłkarskie GieKSy powróciły do treningów: piłkarze 30 czerwca, piłkarki wczoraj – 4 lipca. W obu drużynach trwają intensywne ruchy kadrowe: drużynę kobiet opuściły Zofia Buszewska i Kinga Kozak (obie podpisały kontrakty z Czarnymi Sosnowiec), z kolei do piłkarzy dołączyli Dawid Kudła i Filip Szymczak. Do drużyny hokeja dołączył Mateusz Rompkowski, a do drużyny siatkarzy dołączył z kolei środkowy Marcin Kania.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – Plan letnich przygotowań GKSu Katowice
Już w niedzielę 4 lipca wracają do pracy zawodniczki GKS-u Katowice. Wtedy przejdą badania na miejscowym AWFie. Dzień później wrócą do treningów.
Od 8 do 13 lipca piłkarki Witolda Zająca będą trenować na zgrupowaniu w Siedlcach. Zagrają tam z Mistrzem Litwy FK Gintra-Universitetas oraz Mistrzem Polski Czarnymi Sosnowiec.
Po powrocie do Katowic GieKSa zagra jeszcze z Respektem, Śląskiem i ROWem Rybnik.
Pierwsza kolejka Ekstraligi zaplanowana została na weekend 14/15 sierpnia.
Plan przygotowań:
4 lipca – start przygotowań, testy na AWF Katowice
8-13 lipca – zgrupowanie w Siedlcach
9 lipca – mecz z FK Gintra-Universitetas
12 lipca – mecz z Czarnymi Sosnowiec
25 lipca – mecz z Respektem Myślenice
31 lipca – mecz ze Śląskiem Wrocław
7 sierpnia – mecz z ROW-em Rybnik
sportdziennik.com – Początek nowego rozdziału
W nadchodzącym sezonie bramki pierwszoligowego beniaminka z Bukowej strzec będzie Dawid Kudła, uniewinniony w tym miesiącu z zarzutu o gwałt. W klubie chcą też zatrzymać dotychczasowego rezerwowego golkipera.
Dawid Kudła został nowym bramkarzem GieKSy. Z klubem z Bukowej związał się dwuletnią umową z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy.
29-latkowi wygasł kontrakt z Górnikiem Zabrze, w którym spędził dwa ostatnie sezony. Czas w klubie, któremu kibicuje od dziecka, stał pod znakiem dramatycznych wydarzeń w jego życiu prywatnym. Jesienią 2019 został wraz z przyjacielem oskarżony o gwałt i tymczasowo aresztowany. W ostatnich dniach oczyszczono go z tego zarzutu.
[…] Kudła przez 2 lata nie zdołał zaliczyć ekstraklasowego debiutu w barwach Górnika. Jego licznik gier w elicie zatrzymał się na liczbie 64, wypracowanej w Pogoni Szczecin (2014-17) i Zagłębiu Sosnowiec (2018-19). W minionym sezonie wystąpił w pucharowych spotkaniach w Ostrowcu Świętokrzyskim (3:2) i Bełchatowie (2:4 z Rakowem), w marcu zaliczył też spotkanie III-ligowych rezerw z Zagłębiem II Lubin (1:4). Niepodważalną pozycję w bramce Górnika miał Martin Chudy, śrubujący serię kolejnych meczów w ekstraklasie, dlatego Kudle tym trudniej było zaistnieć. Tego lata przymierzano go też do powrotu do Sosnowca, ale ostatecznie pochodzący z Rudy Śląskiej bramkarz wyląduje w Katowicach.
GKS szukał golkipera, jako że po 2 latach pożegnał się z wypożyczonym z Lecha Poznań młodzieżowcem Bartoszem Mrozkiem. Mrozek pierwszy rok miał przeciętny, drugi – świetny, ale ostatnia prosta walki o awans ominęła go z powodu kontuzji. Wtedy katowickiej bramki strzegł Patryk Królczyk, wypożyczony zimą z Piasta Gliwice. Umowa transferu czasowego kończy się 30 czerwca, ale klubowi z Bukowej zależy, by zatrzymać Królczyka. A za Kudłą przemawia jeszcze fakt, że został zawodnikiem GieKSy na stałe, nie będąc wypożyczony. Symbolicznie kończy się zatem okres, w którym między słupkami katowickiej „świątyni” stał młodzieżowiec. Tak było przez większość sezonu w II lidze, w której jest wymóg gry dwoma młodzieżowcami. Po awansie GKS „schodzi” na obligatoryjnego jednego.
Dziś [30.06.2021-przyp. Red.] drużyna spotka się na pierwszym treningu po urlopach. Już wcześniej zakontraktowano defensywnego pomocnika Oskara Repkę z Pogoni Siedlce. Przedłużone zostały umowy ważnych postaci ofensywnych, Marcina Urynowicza i Arkadiusza Woźniaka, rozstano się z kolei z Michałem Gałeckim, Piotrem Kurbielem i wspomnianym Mrozkiem. Do klubu ma trafić napastnik z ekstraklasy, by wzmocnić rywalizację i stanowić konkurencję dla Filipa Kozłowskiego. Przy Bukowej pracowali też nad zawodnikami, którym kończyły się umowy. Prolongowany będzie pobyt stopera Grzegorza Janiszewskiego. Korzystając z prawa pierwokupu, definitywnie z LKS-u Goczałkowice sprowadzony zostanie Zbigniew Wojciechowski, przez dwa ostatnie sezony jedynie wypożyczany. Nie wiadomo natomiast, co z Patrykiem Grychtolikiem, który grał niewiele i możliwe, że zmieni otoczenie.
Latem katowiczanie zagrają 4 sparingi – z Sandecją Nowy Sącz (10.07.), GKS-em Bełchatów (14.07.), Zagłębiem Sosnowiec (17.07.) i LKS-em Goczałkowice (24.07.).
Zarząd GKS GieKSa Katowice S.A. informuje, iż w dniu 28 czerwca 2021 r. Rada Nadzorcza Emitenta podjęła uchwałę o powołaniu na kolejną kadencję Prezesa Zarządu Pana Marka Szczerbowskiego – ogłosił GKS Katowice w komunikacie giełdowym. Szczerbowski na czele wielosekcyjnego klubu z większościowymi udziałami miasta stoi od 26 sierpnia 2019 roku.
Będzie sześć nowych twarzy?
GieKSa w 21-osobowym składzie i z dwoma zakontraktowanymi w ostatnich dniach zawodnikami rozpoczęła przygotowania do pierwszego od 2 lat sezonu na zapleczu ekstraklasy.
[…] Nie było w tym gronie Michała Kołodziejskiego i Szymona Kiebzaka. Środkowy obrońca oraz skrzydłowy dochodzą jeszcze do pełni sił po urazach, do dyspozycji trenera Rafała Góraka mają być od początku przyszłego tygodnia. Z zespołem do rozgrywek przygotowywać się także nie będą Mateusz Broda i Patryk Grychtolik. Kontrakt tego drugiego wygasł wczoraj i szuka nowego pracodawcy. W II lidze grał niewiele. Niewykluczony jest jeszcze scenariusz, że ostatecznie podpisze nową umowę, ale od razu zostanie wypożyczony.
Ważny kontrakt ma z kolei Broda. On także występował mało, jego rozwój wyhamowała długa przerwa spowodowana kontuzją. Przyszły sezon spędzić ma na wypożyczeniu – możliwe, ze do jednego z klubów IV grupy III ligi. Brak Brody sprawia, że w kadrze GKS-u zostało trzech nominalnych środkowych obrońców: Arkadiusz Jędrych, wspomniany Kołodziejski oraz Grzegorz Janiszewski, który przedłużył umowę.
Przy Bukowej nie wykluczają pozyskania stopera, ale też tego, że zostaną z tymi, których mają – i świadomością, że do obrony mogą też być przesunięci nominalni defensywni pomocnicy Bartosz Jaroszek bądź Oskar Repka.
[…] Zgodnie z zapowiedziami do sztabu szkoleniowego w roli asystenta dołączył Tomasz Włodarek. 33-latek zastąpił Dawida Szwargę, po którego sięgnął Raków Częstochowa. Odejść zawodników do wyżej notowanych klubów tego lata przy Bukowej nie przewidują. W lipcu GKS rozegra cztery sparingi – z Sandecją, Bełchatowem, Zagłębiem Sosnowiec i Goczałkowicami.
Trener Górak nie przewiduje, by mieliby w nich być testowani potencjalni kandydaci do gry w drużynie. W dniach 5-10 lipca odbędzie się zgrupowanie. Ciekawostka jest taka, że zespół zostanie zakwaterowany w jednym z hoteli w… Katowicach. Uznano, że boiska przy Bukowej są w tak dobrym stanie, iż grzechem byłoby z nich nie korzystać i szukać bazy treningowej poza domem.
Bramkarska karuzela
Katowiczanie po awansie na zaplecze ekstraklasy nie będą wystawiali w bramce młodzieżowca. Zakontraktowali Dawida Kudłę, przedłużają wypożyczenie Patryka Królczyka z Piasta Gliwice.
[…] Wygląda na to, że podstawowym bramkarzem katowiczan w nadchodzących rozgrywkach będzie Dawid Kudła. 29-latek z ekstraklasowym i I-ligowym doświadczeniem przez ostatnie 2 sezony był zmiennikiem Martina Chudego w Górniku Zabrze. Pochodzi z Rudy Śląskiej, co jest jego dodatkowym atutem.
[…] Z Kudłą rywalizować będzie Patryk Królczyk. 27-latek trafił na Bukową zimą na zasadzie krótkiego wypożyczenia z Piasta Gliwice. Załatał lukę powstałą wskutek odejścia Szymona Frankowskiego do Zagłębia Sosnowiec. Przy Mrozku był rezerwowym, ale w obliczu jego kontuzji zagrał w ostatnich 5 meczach, gdy ważyły się losy awansu. Teraz jego wypożyczenie z Piasta będzie prolongowane.
– Patryk zdał egzamin. Wiosną wykonał robotę, którą miał do wykonania. Świetnie znosił tę sytuację, że broni Bartek Mrozek. A sam bronił bardzo dobrze, gdy Bartka nie było. Bardzo mi pasuje. Gdy kluby dojdą do porozumienia w sprawie jego gry u nas, to będę z tego zadowolony – podkreśla szkoleniowiec GKS-u.
Grzegorz Janiszewski na dłużej w GKS-ie Katowice
Grzegorz Janiszewski podpisał nową umowę z GieKSą. Kontrakt będzie obowiązywał do 30 czerwca 2022 roku.
25-latek występujący na pozycji obrońcy jest związany z klubem z Katowic od lata 2019 roku. W ciągu dwóch sezonach był ważnym ogniwem drużyny. Wystąpił w 33 meczach, w których strzelił cztery gole.
Wychowawca Piszczka bierze Akademię
Po ćwierćwieczu rozstał się z Gwarkiem Zabrze, by wznieść na wyższy poziom jakość szkolenia w Katowicach. Mariusz Pańpuch został nowym dyrektorem Akademii Młoda GieKSa.
Niewielkie owoce szkolenia i skandalicznie mała liczba wychowanków przebijająca się do I zespołu – efekty pracy akademii to sól w oku wszystkich tych, którym leży na sercu dobro GieKSy i katowickiego futbolu. Klub nr 1 z tak wielkiej aglomeracji mógł pod tym względem z zazdrością zerkać w stronę biedniejszego sąsiada z południa miasta, czyli Rozwoju. Czy teraz to się zmieni? Nowym dyrektorem Akademii Młoda GieKSa – a konkretnie sekcji piłkarskiej chłopców – został Mariusz Pańpuch, wcześniej przez ćwierćwiecze związany z Gwarkiem Zabrze.
O takiej możliwości informowaliśmy na naszych łamach już na przełomie stycznia i lutego. Wtedy to zmieniono zarząd Fundacji Sportowe Katowice, prowadzącej Akademię Młodej GieKSy (szkolącej piłkarzy, piłkarki, hokeistów, siatkarzy czy tenisistów). Podziękowano Marcinowi Ćwikle, Tomaszowi Rogalskiemu i Markowi Oględzińskiemu, na ich miejsce powołując Łukasza Czopika, od połowy 2019 roku pełniącego zarazem rolę dyrektora zarządzającego GKS-u. Pańpuch do zarządu nie wchodzi, ale to on będzie teraz jedną z twarzy Akademii.
[…] Obrazem lat zaniedbań jest to, że trener Rafał Górak nawet w II lidze nie dysponował za bardzo wychowankami, których można było rzucić na głęboką wodę. A gdzie tam liga pierwsza… Okres przygotowawczy do I-ligowego sezonu zaczęli co prawda z zespołem juniorzy Kacper Pietrzyk i Bartosz Wodnicki, ale nikt nie ma wątpliwości, że grać będą młodzieżowcy „z zewnątrz”.
Juniorzy starsi GKS-u w bólach uratowali się przed spadkiem z I ligi śląskiej, juniorzy młodsi z I ligi śląskiej spadli, a to, że coś w Akademii drgnęło, pokazują tylko trampkarze starsi, którzy jesienią awansowali do Centralnej Ligi Juniorów U-15, by wiosną się w niej utrzymać – m.in. kosztem Rozwoju. Nim jednak rocznik 2006 zacznie wchodzić na poważnie do seniorskiej piłki, jeszcze trochę czasu minie, a po drodze wielu tych chłopaków może przecież ruszyć z Katowic z Polskę…
O to martwić się już będzie m.in. dyrektor Pańpuch.
– Obejmuję to stanowisko z nadziejami na bardzo dobrą pracę – i bardzo dobre jej efekty. Mam nadzieję, że będę wykonywał swoje obowiązki w sposób jak najbardziej rzetelny i obie strony będą zadowolone. Najważniejsza w pracy z młodzieżą jest uczciwość, rzetelność, dobre podejście i masa, masa cierpliwości. Tu nic nie dzieje się od razu. Wymagane są działania, które na przestrzeni czasu trzeba rozłożyć dość obszernie. Jeśli jest talent i mnóstwo pracy, to w przyszłości może to przynieść dobre owoce – mówi Pańpuch, Od 1997 roku związany był z Gwarkiem Zabrze. Cieszył się w tym czasie z tytułów mistrzowskich i wicemistrzowskich juniorów starszych oraz młodszych. Wychował reprezentantów Polski, Łukasza Piszczka, Pawła Olkowskiego, Tomasza Bandrowskiego czy Szymona Żurkowskiego. Dysponuje licencją UEFA A.
– W GKS-ie przeszedłem na przełomie lat 80. i 90. cały cykl szkolenia. Wspólnie spędziliśmy tu 11 lat, potem nasze drogi się rozeszły. Historia po dość długim czasie zatacza koło – uśmiecha się dyrektor Akademii Młoda GieKSa. Jej rozwój pilotuje miasto.
[…] Filip Szymczak to trzeci zawodnik zakontraktowany tego lata przez GKS. 19-letni napastnik został wypożyczony na Bukową z Lecha Poznań. W poprzednim sezonie grał w ekstraklasie, Lidze Europy, Pucharze Polski i II-ligowych rezerwach „Kolejorza”. Łącznie w 22 występach uzbierał 6 bramek. W Katowicach o miejsce na pozycji nr 9 rywalizować będzie z Filipem Kozłowskim. Mocno przemawiać będzie za nim status młodzieżowca.
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Zamiana miejsc
Aluron CMC Warta Zawiercie i GKS Katowice wymienili się środkowymi. Do Zawiercia przyszedł Miłosz Zniszczoł, w drugą stronę powędrował Marcin Kania.
[…] Zniszczoła w GKS-ie zastąpi Marcin Kania, dotychczas zawodnik… Aluronu CMC Warty.
– Marcin bardzo dobrze wpisuje się w charakterystykę naszej drużyny. Jest zawodnikiem mającym doświadczenie w PlusLidze, a ponadto jest waleczny oraz ambitny i z całą pewnością będzie chciał pokazać swoją wartość w GieKSie – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji katowickiego klubu, Jakub Bochenek.
Kania, grając w Zawierciu, miał okazję występować dwukrotnie w finałach Pucharu Polski oraz w rozgrywkach europejskiego Pucharu CEV, a także zająć na koniec sezonu 2018/19 czwarte miejsce w ligowej klasyfikacji.
HOKEJ
hokej.net – Dwuletni kontrakt Miarki
Maciej Miarka zostaje w ekipie GKS-u Katowice. 20-letni golkiper podpisał z GieKSą nową, dwuletnią umowę.
– GKS Katowice to klub, który ma dobre perspektywy i daje szansę na rozwój. Ponadto do klubu trafił bardzo uznany bramkarz, od którego będę mógł się sporo nauczyć i którego oglądanie w akcji z pewnością będzie dla mnie wartościowe – stwierdził Maciej Miarka, który o miejsce między słupkami powalczy z Johnem Murrayem.
Golkiper, który urodził się w Łodzi, w poprzednim sezonie rozegrał w sumie 8 ligowych spotkań, a 4 z nich rozegrał od pierwszej minuty. Bronił ze skutecznością oscylującą w granicach 88,7 procent i wpuszczał średnio 2,5 bramki na mecz.
Kolejne licencje
GKS Tychy, Re-Plast Unia Oświęcim, GKS Katowice i Comarch Cracovia otrzymały licencje na grę w Polskiej Hokej Lidze w sezonie 2021/2022.
Rompkowski dołączył do GieKSy
Mateusz Rompkowski, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, przenosi się do GKS-u Katowice. 35-letni defensor podpisał roczny kontrakt.
„Rompek” w poprzednim sezonie występował w barwach Stoczniowca Gdańsk, którego jest wychowankiem. Należał do kluczowych zawodników ekipy znad Bałtyku (35 meczów, gol, 12 asyst). Szefostwo gdańskiego klubu w lutym wycofało się z rozgrywek i rozwiązało wszystkie kontrakty z zawodnikami.
Starszy z braci Rompkowskich rozegrał na polskich taflach 16 sezonów. Wystąpił w sumie w 775 meczach, zdobywając w nich 273 punkty za 63 gole i 210 asyst. Na ławce kar spędził 484 minuty. W swoim dorobku ma sześć medali mistrzostw Polski: dwa złote, trzy srebrne i jeden brązowy.
Przypomnijmy, że Mateusz Rompkowski zapisał też ładną kartę w reprezentacji Polski. Z orzełkiem na piersi rozegrał aż 153 spotkania (13 goli) i wystąpił w dziesięciu turniejach Mistrzostw Świata.
Kubalík przenosi się do Francji
Tomáš Kubalík, który w poprzednim sezonie miał okazję bronić barw GKS-u Katowice, znalazł nowy klub. Czeski skrzydłowy przenosi się na zaplecze francuskiej ekstraligi.
Z transferem Czecha wiązano w Katowicach spore nadzieje. W CV Kubalíka można było znaleźć grę w młodzieżowej i seniorskiej reprezentacji Czech oraz w silnych ligach: NHL, AHL, KHL, fińskiej Liidze, niemieckiej DEL i czeskiej ekstralidze.
Dobrze zbudowany napastnik (190 cm, 92 kg) nie dał zespołowi takiej jakości, na jaką liczyli katowiccy trenerzy, jak i działacze. W 16 meczach zdobył 7 punktów za 2 bramki i 5 asyst. Na ławce kar spędził 14 minut.
Kiriłł Lamin wraca do KHL
Występujący w ostatnim sezonie w GKS-ie Katowice Kiriłł Lamin znalazł nowy klub. Rosyjski obrońca wraca do KHL.
[…] 35-letni obrońca zaczął poprzedni sezon w Spartaku, w którym wystąpił 2 razy, później rozegrał 4 mecze w KHL dla Dynama Moskwa. W żadnym z tych spotkań nie zdobył punktu. Do Katowic trafił w styczniu. W sezonie zasadniczym PHL rozegrał w drużynie GKS-u 8 meczów i strzelił 1 gola. W play-offach zagrał 11 razy, raz trafił do siatki i dwukrotnie asystował.
Felietony Piłka nożna
#SzacunekDlaArbitra
Jakoś tak się składa, że w swojej niemal 30-letniej „karierze” na GieKSie, gdy myślę o „skręconych” przez sędziów meczów na niekorzyść naszej drużyny – to do głowy przychodzą mi dwa spotkania… z Legią Warszawa.
Pierwszy, w 1996 roku, gdy katowiczanie do przerwy prowadzili przy Łazienkowskiej po golu Artura Adamusa, ale Legia ostatecznie wygrała 2:1. W bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Bramka Cezarego Kucharskiego padła po ewidentnym spalonym, a GieKSa nie dostała rzutu karnego za faul Piotra Mosóra na Janie Furtoku. Oprócz jedenastki zawodnik Legii powinien wylecieć z boiska. Decyzje niekorzystne dla GKS podejmował tego dnia sędzia Julian Pasek.
– Możemy mieć pretensje do siebie, że nie pokaraliśmy Legii wcześniej, bo wiadomo było, że tego wyniku 1:0 nie dowieziemy do końca – pomstował trener GKS Piotr Piekarczyk.
– Sędzia pasek powinien dostać paska – wtórował mu Kazimierz Węgrzyn.
Drugie spotkanie to mecz z 2001 roku, również w Warszawie. Tam GKS przegrał 0:1. Po golu z rzutu karngo, podyktowanego za to, że Adam Majewski potknął się o własne nogi. Z drugiej strony Maciej Murawski sfaulował Krzysztofa Gajtkowskiego w polu karnym, ale jedenastki Ryszard Wójcik nie podyktował. I choć faul był ewidentny, to Gajtek dostał drugą żółtą za symulowanie i wyleciał z boiska.
Oba te mecze zostały tak ordynarnie skręcone, że naprawdę rzadko się to spotyka. Ale to tylko taki historyczny wstęp. W tamtych czasach nie było VAR-u. Gdyby wówczas ta technologia obowiązywała – GKS prawdopodobnie wygrałby oba te mecz. No chyba, że sędziowałby sędzia Sylwestrzak.
Ciągle trudno przejść obojętnie obok piątkowego meczu, choć mam nadzieję, że trener i drużyna już wyrzucili z głowy to spotkanie i skupiają się na meczu z Arką. Ja jednak muszę wrócić do tego, bo wzburzenie pozostaje żywe. Już nie dlatego, że stało się, jak się stało. Tylko dlatego, że taki Sylwestrzak nie poniesie żadnych konsekwencji i wszystko zostanie zamiecione pod dywan.
W każdym programie, w każdym magazynie prześwietlono sytuacje z meczu. Dodatkowo nałożyły się na to sędziowskie błędy z innych spotkań w tej kolejce. I naprawdę trudno uwierzyć, że w dobie VAR, takie byki są ciągle popełniane.
Adam Lyczmański przed rundą mówił o kolejnych, nowych już pierdyliardowych wytycznych odnośnie zagrania ręką. I co? I g…no. Ciągle sędziowie gwiżdżą jak chcą – nomen omen arbitralnie podchodzą do sprawy. Tu gwizdnie jakąś dziwną rękę po główce Bergiera, tu nie podyktuje ewidentnego karnego dla Jagiellonii. No i u nas, Kun – spryciula – tak niby chowa rękę, że intencjonalnie blokuje łokciem strzał. Ale żeby było, że niby cofa. Nie ma karnego.
Dodam tylko, że ta sytuacja miała miejsce bardzo krótko przed tym, jak Legia strzeliła gola…
Nad Szkurinem nie będę się już dłużej rozwodził. Zdania są podzielone, ale raczej przeważa opinia, że karnego nie powinno być. Ja tam widzę, że Tobiasz lewą ręką popycha Ilję i w dynamicznej sytuacji wytrąca go z biegu. Ale rozumiem argumenty drugiej strony.
No dobra, karny, nie karny – sędzia popełnił jeden lub dwa błędy, zdarza się. VAR powinien go zawołać, przynajmniej do tej ręki. Nie zawołał.
Natomiast ta sytuacja z Pankovem i Nowakiem to jest przecież przepotężny skandal, który prawdopodobnie zaraz ucichnie. Bo pokrzywdzonym zespołem jest tylko GieKSa. A przecież ten błąd jest naprawdę tak wielkiej rangi, jak brak czerwonej kartki w meczu Górnik – Jagiellonia. Ale pamiętamy co było wtedy – zaraz po meczu wielkie oburzenie, hurr durr, Frankowski tłumaczący się przed kamerą i wywalony na zbitą buzię przez Marcina Szulca. Choć i tak Frankowski wkrótce cichaczem wrócił. Szybko.
Natomiast tutaj? Cisza. A prześledźmy jeszcze raz, co tam się wydarzyło.
Bo tak, jak mówię. Błędy wynikające z niejasności interpretacji, miękkości faulu (tak jak niby ze Szkurinem) – jestem w stanie zrozumieć. Taka trochę jest piłka – nieewidentna, choć w przypadku rąk, to mam wrażenie, że te przepisy raz po raz zmienia jakieś kółko pijaków na rauszu. A potem i tak nikt nie egzekwuje wytycznych.
Czyli Pankov wjeżdża w nogi Nowaka. Z impetem, wyprostowaną nogą, korkami. Na złamanie nogi. Bandyckie wejście. I znów powiem – gdyby nie było VAR, powiedziałbym – trudno, sędzia nie widział dokładnie.
Tyle że Sylwestrzak podbiegł do monitora i mógł spokojnie, na obrazku, kilka razy zobaczyć, co tam się wydarzyło. Mógł zobaczyć, jak wygląda szkoleniowy faul na poważną kontuzję. Jak wygląda szkoleniowy faul na czerwoną kartkę, który powinien być pokazywany na kursach sędziowskich.
I nie zmienił swojej decyzji. Utrzymał wycenienie tego wejścia na żółtą kartkę.
Szczerze mówiąc, to się nie mieści w głowie. I naprawdę tego nie można w żaden sposób zrozumieć. Niestety – powtórzę – wtórował mu Kamil Kosowski, co jeszcze bardziej zwiększyło rangę absurdu tej sytuacji (w Lidze+Extra Kosa już nie był taki hardy w swojej pierwotnej wersji). Adam Lyczmański uznał tę sytuację za oczywistą czerwień. No ale ostatecznie nikt nie pochylił się nad tym, że jakkolwiek brak czerwonej kartki w pierwszym momencie to był błąd, ale brak zmiany decyzji po VAR-ze to po prostu jeden wielki skandal i kompromitacja sędziego.
Niektórzy próbowali to jakoś głupio tłumaczyć, że Pankov podwinął nogę w ostatniej chwili. Nie – w ostatniej chwili to nogi podwinął Nowak. Bo gdy zobaczył, że wpierdala się na niego z całą petą lokomotywa, to instynktownie próbował zrobić wszystko, żeby uniknąć czołowego zderzenia. Dobrze powiedział Paweł Paczul w Lidze Minus, że te teorie o podwinięciu nogi przez Pankova, to trochę jakby samochód przypierdzielił w ścianę, a kierowca potem pokazywał na zgnieciony przód i mówił „ale przecież hamowałem”.
No i tak to się kula w tej naszej kopanej. Z jednej strony sędziowie raz lepiej sędziują, raz gorzej, ale szkoda, że choć sprawa z błędami z piątkowego meczu stała się medialna, to i tak wszyscy o niej zapomną, a Sylwestrzak dalej sobie będzie sędziował w najlepsze.
A mecz ten zapisze kolejny rozdział w historii sędziowie przeciw GKS w potyczkach z Legią.
Felietony
Duma i wściekłość
Zdania po wczorajszym meczu były raczej zgodne. Z gry GKS wszyscy byli zadowoleni, ale pozostawał niedosyt, że nie udało się tego spotkania wygrać. Katowiczanie znów zaprezentowali się dynamicznie, bardzo walecznie, pokazali też swoje atuty piłkarskie. Zabrakło „tego czegoś”, co dałoby naszemu zespołowi trzy punkty.
Przed meczami z Widzewem – patrząc na formę naszych nadchodzących rywali – wymyśliłem sobie zestaw punktów i moje ustosunkowanie do nich. Mieliśmy się bowiem zmierzyć z rywalami, którzy są w różnego rodzaju rozsypce – Widzew ze zbieraniną gwiazd i trenerem stand-uperem, gadającym takie banialuki na coraz to kolejnych konferencjach, że szkoda gadać. Oraz Legią, pogrążaną w kryzysie, której kibice krzyczą, że jak Legia spadnie, to ich „zajebią”. Tak więc ten zestaw punktów wyglądał następująco: „2 – chujowe minimum, 3 – minimum, 4 – dobrze, 6 – idealnie”.
Przy okazji wybaczcie, że dziś nie będę wykropkowywał przekleństw, ale im dalej od meczu, to zamiast się uspokajać, coraz się bardziej wkurwiam. Ale o tym później.
Wracając do punktów. Trochę słabo by to wyglądało, gdybyśmy z tą zbieraniną z Łodzi i zdołowaną Legią zdobyli jedno czy dwa oczka. Ale po Widzewie były już trzy, więc to minimum zostało wykonane. To nie oznaczało jednak, że gdybyśmy przegrali z Legią, byłbym zadowolony. Jednak musimy zdawać sobie sprawę, że wszystkich meczów wygrać się nie da. Więc jeśli nie da się – to przynajmniej zremisujmy po dobrej grze. A to miało miejsce wczoraj. Więc wyszedł moduł „4 punkty – dobrze”.
Oczywiście ta moja tabelka punktów odnosiła się TYLKO do dorobku punktowego. On się zgadza – i to jest super. Bo jakbym miał spojrzeć na samą postawę zawodników – to już bym powiedział, że było znakomicie. O meczu z Widzewem pisałem. Jeśli chodzi o Legię, to naprawdę nasz zespół znów spisał się bardzo dobrze. Obawiałem się, czy po aż tak „wojennym” meczu jak z Widzewem, katowiczanie będą potrafili na tej samej intensywności z Legią zagrać. Okazało się, że potrafią, więc surowe mięso jak widać jest najlepszej jakości. Do tego widać, że piłkarsko nasz zespół naprawdę ma swoją jakość, próbuje tę piłkę rozgrywać, przesuwa akcje do przodu, gramy krótko, a czasem długo (i celnie!). Brakuje czasem trochę ogarnięcia z przodu, jakiegoś dobrego rozwiązania. Eman Marković hasa na skrzydle, ale mógłby lepiej czasem dograć. Wierzę jednak, że ta efektywność w ofensywie przyjdzie, bo przyjść musi. Nie da się grać idealnie i błędy zawsze będą. I mimo, że właśnie wymieniam tu Emana w kontekście rozwiązywania sytuacji, to i tak uważam, że jego zmiany były bardzo dobre.
GieKSa trochę dała pograć Legii w pierwszej połowie. Z naciskiem na „trochę”. Legioniści też byli dynamiczni i waleczni, jakby naprawdę chcieli wyjść z tego swojego kryzysu. Więc podchodzili pod to nasze pole karne, raz kapitalnie interweniował Rafał Strączek po strzale głową Kuna. Ale nawet i tu – mimo, że przed przerwą było trochę gorzej z naszym pressingiem – GKS z samej gry miał więcej niż w pierwszej połowie meczu z Widzewem. Po przerwie Legia nie miała już praktycznie nic. Defensywne działania GKS zaczynają się już daleko od naszego pola karnego i Legia w dużej mierze została zneutralizowana. Co prawda był krótki moment chaosu w okolicach 70. minuty, ale z grubsza, cała ta połowa była bardzo dobra.
Musimy ten remis cenić też z innego powodu. GieKSa ten mecz przegrywała i wcale nie było oczywiste, że doprowadzimy do wyrównania. Sam gol – to błędy po naszej stronie, ale też trzeba docenić piękną akcję Legii. Poklepali i rozegrali to kapitalnie. Końcowa faza to wiadomo – dośrodkowanie i dał się Lukas Klemenz wyprzedzić małemu Biczachczjanowi, co raczej nie powinno mieć miejsca. Czy Strączek miał szansę odbić tę piłkę? Oczywiście, że miał, bo przecież widać, że próbował trafić dłonią w piłkę, ale nie trafił. Nie wiem, czy to błąd, ale kompletnie się tu golkipera nie czepiam. Było blisko, czas reakcji krótki, więc myślę, że w takiej sytuacji jak piłka przysłowiowo „śmiga koło ucha”, czyli dłoni, to jest w tym też element bramkarskiego szczęścia.
No ale do 45. minuty było 0:1 i na przerwę mogliśmy schodzić na debecie. Tymczasem Bartek Nowak i Borja Galan zrobili coś, co odmieniło losy tego meczu, a bramka miała znaczenie nie tylko wynikowe. Dając takiego „pancza”, jak mówi trener Igor Jovicević, siadło Legii na morale na całą drugą połowę. I Legia już nie była tą samą drużyną, o czym po meczu mówili trener Marek Papszun i Bartosz Kapustka. Gol był na wagę złota.
W tym sezonie to nam strzelano bramki do szatni. Swego czasu przez wiele meczów – co mecz. Wyliczaliśmy to, bo było to irytujące. Sytuacja jednak się zmieniła. My już tych goli do szatni nie tracimy, a na domiar dobrego – sami je strzelamy. I tak było i z Widzewem, i z Legią. Na przerwy dwóch ostatnich meczów schodziliśmy w wyśmienitych nastrojach.
Znów swoje zrobiły stałe fragmenty gry. Znów fenomenalnie wykonuje je Bartosz Nowak. Zawodnik ma fenomenalne liczby w tej rundzie. Brał udział przy każdej z czterech bramek. Jedną zdobył, a trzy razy tak bił rzuty rożne czy wolne, że koledzy zdobywali bramki. Absolutnie fenomenalne. I choć ja bym powiedział, że Bartek chce czasem coś zrobić… za ładnie, za elegancko i nie zawsze to wyjdzie, to stwierdzam, że… może, bo to nasz wybitny zawodnik.
Przejdźmy do spraw mniej przyjemnych i już chyba domyślacie się, o co chodzi. Przyznam szczerze, że sam jestem bardzo ostrożny w ocenianiu decyzji arbitrów – ostrożny w tym sensie, że chyba mam już tyle lat, że jak czarne jest czarne, to nie udaję, że jest białe. Oczywiście będąc kibicem mojego klubu wiadomo, że mam ulgę, gdy sędzia podjął błędną decyzję na korzyść mojej drużyny. Taki to już kibicowski szowinizm. Ale nie będę udawał czy ściemniał, że tego błędu nie popełnił. Miałem swoje zdanie na temat pewnych derbów Trójmiasta i decyzji sędziego w końcówce. Ale wyszło jak wyszło – i bardzo szczęśliwie dla nas.
W ekstraklasie de facto przez te półtora sezonu nie miałem jakichś uwag do sędziów. W naszych meczach wielkich kontrowersji nie było. Nie przypominam sobie meczu, w którym mogliśmy mieć pretensje. Raczej kontrowersje, które się przewijały w przestrzeni medialnej, dotyczyły decyzji sędziów na naszą korzyść. Pamiętamy gol N’Diaya z meczu z Motorem w poprzednim sezonie (tam faktycznie chyba powinien być uznany) czy wyrównująca bramka dla Radomiaka w obecnym.
Ale to co się odjebało wczoraj, to już było po prostu słabe. Ze stadionu tego aż tak nie widziałem, ale później oglądając sobie powtórki, złość zaczęła narastać. I dziś rano zamiast wstać spokojniejszym – było wręcz przeciwnie.
Trzy sytuacje. Pierwsza to łokieć Patryka Kuna przy próbie dośrodkowania Marcina Wasielewskiego. Sytuacja nietypowa i można ją różnie rozpatrywać. Przede wszystkim łokieć wystaje zdecydowanie poza obrys sylwetki Kuna, a zawodnik obraca się w taki sposób, że tę rękę wykorzystuje do zablokowania piłki. Wydaje się, że intencjonalnie. I osiągnął z tego korzyć.
Druga to sytuacja Tobiasza z Ilją. Przecież bramkarz centralnie lewą ręką popycha napastnika w plecy, gdy ten jest przed pustą bramką. Jeszcze na szybko puszczając powtórkę na meczu mogłem się zgodzić z komentatorami, że jest to „za miękkie” na karnego. Ale wygląda na to, że Kacper przeszkodził ewidentnie Ilji w zdobyciu gola.
O ile jednak te dwie sytuacje można jeszcze rozpatrywać interpretacyjnie, choć dziwi mnie, że sędzia nie podchodził do monitora, to jest jeszcze trzecia sytuacja. I tutaj uważam, że to jest kompletny skandal. Pankov niemal łamie nogi Nowakowi, sędzia jeszcze ogląda tę sytuację na VAR-ze i utrzymuje żółtą kartkę.
Powtórzmy to jeszcze raz – Pankov WPIERDALA się prostą nogą i korkami w nogi Nowaka i grozi naszemu pomocnikowi poważną kontuzją. I teraz komentatorzy Kamil Kosowski i Adam Marchliński wili się, żeby zawodnika Legii tłumaczyć – że podwinął nogę w ostatniej chwili. I bardzo chwalili sędziego za utrzymanie w mocy kartki żółtej. Przecież to jest niepojęte. Nawet jeśli Pankov minimalnie ugiął nogę w ostatniej chwili to zrobił to i tak zdecydowanie za późno. To jest tak ewidentna czerwona kartka, że tu nawet nie ma co dyskutować. I naprawdę śmiem twierdzić, że jeśli ktokolwiek bezstronny uważa, że żółta kartka to dobra decyzja – to świadomie lub nie, ale faworyzuje Legię.
Powiem tak, bo idealnie napisał Mariusz Polak na Twitterze: „Ciekawy mecz w Katowicach. Coś mi podpowiada, że większość kibiców w Polsce trzyma kciuki za gospodarzami, a większość dziennikarzy sportowych za gośćmi”.
Nic dodać, nic ująć. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale nie zdziwię się, jak zaraz zacznie wyciąganie Legii za uszy ze strefy spadkowej. GieKSie wczoraj należał się z tych dwóch sytuacji przynajmniej jeden rzut karny. A czerwona kartka dla Pankova jest bezdyskusyjna. Niepokazanie jej, to było przyzwolenie na boiskowy bandytyzm.
Szkoda tego meczu, bo naprawdę można go było wygrać. W pewnym sensie przełamaliśmy fatum, w końcu nie przegraliśmy z Legią, która nam nie leżała w końcówce lat 90. i na początku lat 2000, nie leżała nam i teraz. W końcu w całości zagraliśmy mecz, jak równy z równym. Zabrakło tylko kropki nad i.
Miło, że przyczyniliśmy się do pobicia przez Legię niechlubnego rekordu 12 meczów z rzędu bez zwycięstwa w lidze. GKS kiedyś był często klubem na przełamanie dla innych. Teraz to już nie ma miejsca.
Katowiczanie dalej idą łeb w łeb z poprzednim sezonem, a konkretniej – z początkiem roku. Rok temu też w pierwszych trzech meczach wiosny mieliśmy 7 punktów. Tyle że rok temu trzeci mecz to była wojna, ale mało piłki z Piastem u siebie, a teraz wojna, z dobrą piłkarską kwestią.
Możemy być dumni z piłkarzy, spisali się na medal. Mamy piękną drużynę. Kibice też wczoraj zaprezentowali się kapitalnie – komplet, wspaniały doping, wszyscy nakręceni. Kolorytu oczywiście dodał wypełniony sektor gości i kibice Legii, którzy również świetnie dopingowali. To było kolejne piłkarskie święto na Nowej Bukowej.
Czekamy na Arkę. Wracamy do miejsca wielkiego triumfu. To jest historia, piękna historia. Ale teraz czas napisać kolejny jej rozdział.
Piłka nożna Wywiady
Czerwiński: To my graliśmy lepiej
Po zremisowanym meczu z Legią porozmawialiśmy z Alanem Czerwińskim o atmosferze w klubie i na murawie, kontrowersjach sędziowskich, a także jego roli w szatni. Nie zabrakło również pytania o ulubionego krepla, a po odpowiedzi zapraszamy do lektury.
Ostatnie dwa mecze to twoje dwa udane strzały. Do trzech razy sztuka?
Alan Czerwiński: Mam taką nadzieję, dobrze się z przodu odnajduję. Szkoda, że obydwa strzały były na lewej nodze i nie mogłem pokazać mojej prawej, która jest dużo dokładniejsza. Naprawdę szkoda, że dzisiaj ta bramka nie wpadła, bo byłaby takim stemplem. To był idealny mecz na takiego gola, bo to byłoby po prostu piękne trafienie i szkoda, że nie wpadło.
Grałeś kilka meczów z dolegliwościami. Już wszystko w porządku?
Tak, dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. W mojej głowie tak naprawdę nie ma tego urazu. Gdybym wychodził na mecz zastanawiając się, czy wszystko jest okej, miałbym spory problem. Dużo pracuję mentalnie nad przygotowaniami do meczu. W myślach nie mam żadnego urazu, nie kalkuluję nic, gram na 100% i to jest dla mnie najważniejsze w przygotowaniach. Gdy gram na 100%, mogę pokazać wszystkie umiejętności i to, co mam najlepsze.
Za twojego poprzedniego pobytu w Katowicach Legia walczyła w Lidze Mistrzów, a teraz drży o utrzymanie. To zmieniło podejście do tych spotkań?
Mecz z Legią zawsze wzbudza większe emocje wśród zawodników i kibiców. Atmosfera dzisiaj była… no fantastyczna. Nie ma co ukrywać, u nas kibice są tym dwunastym zawodnikiem. W poprzednim meczu żyli tym meczem, tak samo dzisiaj. Bardzo fajnie grać dla nich i zostawiać zdrowie dla kibiców, bardzo za to dziękujemy i to doceniamy. Co do Legii, są w fazie przebudowy, ale dalej mają dobrych zawodników i trochę jakości.
Ale tylko trochę?
Myślę, że to my dzisiaj graliśmy lepiej. Zasłużyliśmy na trzy punkty, taka jest moja opinia. Szanujemy ten remis i jeden punkt, ale staraliśmy się, a kibice też to myślę widzieli – nie grać na remis i powalczyć o trzy punkty. Walczyliśmy do końca, stworzyliśmy kilka sytuacji i zabrakło jedynie centymetrów.
Lukas Klemenz ostatnio powiedział piękne słowa, że zaangażowania i takiej zgranej ekipy nie da się po prostu kupić.
Charakterologicznie jest to świetnie dobrane. Trener sobie to układa i to się dobrze zazębia. Mam nadzieję, że będziemy to trzymać, bo przed nami trudne mecze. Będziemy potrzebować wsparcia kibiców jak dzisiaj, czy tydzień temu z Widzewem. To nas niesie i razem możemy walczyć w każdym meczu o punkty.
Kogo nie spytać, wyróżni Alana Czerwińskiego jako tego, który coś potrafi powiedzieć w szatni.
Generalnie staram się nie mówić za dużo, rozluźniać atmosferę. Nie jestem spiętym zawodnikiem, ale nie boję się wygłaszać swojego zdania. Zawsze chcę pomóc młodym chłopakom, ze starszymi zawodnikami mam dobre relacje. Po prostu nie boję się powiedzieć swojego zdania, w piłce przeżyłem już bardzo dużo. Zagrałem wiele poważnych meczów o sporym ciśnieniu, w Lidze Europy czy Konferencji. Jeden błąd waży tam bardzo dużo. Nie boję się wypowiadać, oczywiście słucham też innych chłopaków – wymieniamy się poglądami i to jest fajne. Nie zamykam się na ich zdanie, a oni na moje. Doskonale to wszystko funkcjonuje. Jeżeli chodzi o odzywanie się w szatni, bardzo to lubię. Rozluźniam atmosferę, żartem czy też dobrym słowem do naszej kochanej młodzieży.
Masz jakieś sposoby na kontrowersyjne decyzje sędziego, czy już się po prostu tym nie przejmujesz?
Totalnie nie, na mnie to już nie wpływa. Dostałem żółtą kartkę i musiałem grać ostrożnie, bo czasem to przypadek decyduje o tym, czy obejrzysz drugi kartonik. Kontrowersje sędziowskie? Pewnie jakieś były, tak mi się wydaje. Wydaje mi się, że nawet mogliśmy dostać rzut karny?
Można było dopatrzeć się nawet trzech potencjalnych jedenastek.
No to naprawdę szkoda, taki karny by nam dzisiaj bardzo pomógł. W tej szesnastce się kotłowało, a to z kolei świadczy o tym, że dochodziliśmy do sytuacji. Legia miała dzisiaj z nami problem.
Było widać przy jednej z ostatnich akcji, że instynktownie chciałeś odpychać rywala, a później cofnąłeś ręce.
Tak, tak. Wyszedłem bardzo wysoko, on sobie dzióbnął tę piłkę. W pierwszym odruchu normalnie bym akcję od razu kasował, bo wolę dostać żółtą kartkę. W ostatnim momencie, naprawdę ostatnim, zaświeciła mi się lampka i odsunąłem ręce. Przybiłem sobie brawo za tę decyzję, bo czerwona kartka mogłaby zupełnie zmienić oblicze meczu w samej końcówce.
Końcówki na Arenie Katowice faktycznie należą do was, łapiecie flow z kibicami. Mocniejszy doping to lepsza akcja i odwrotnie.
Dokładnie tak, w meczu z Widzewem to bardzo mocno odczułem. Jeden z nas zrobił wślizg, trybuny się jeszcze bardziej ożywiły i to nas dalej napędzało. Dawno nie miałem tak, by kibice żyli z drużyną, a drużyna z kibicami. Mega mi się to podoba, to naprawdę pomaga.
Jak radzą sobie nowi zawodnicy?
System nie jest najłatwiejszy, ale mamy taką drużynę, że od razu czują się bardzo dobrze. Jesteśmy otwarci. Kiedyś nie widziałem takich rzeczy, gdy przychodził nowy zawodnik, jak mu pomóc czy doradzić. Teraz staramy się, ja się staram, być bardzo dobrym kolegą. Służyć żartem, pomocą, żeby jak najszybciej się odnaleźli i dobrze czuli. Całej drużynie to wychodzi na dobre, że szybko się wkomponowują. Warunek jest jeden: będziesz się czuł dobrze, jeśli dasz z siebie 100%. Jeśli nie dasz z siebie wszystkiego, będziesz się tu czuł źle i tyle.
Tłusty czwartek za nami, jaki twój ulubiony pączek? Lukier czy cukier puder?
Zdecydowanie lukier. Ulubiony z czekoladą, jadłem z moją córką. Ja sobie takiego sprawiłem i jej też takiego przywiozłem, bardzo takie lubi. Polany czekoladą i z czekoladą w środku, nie odmówiłem sobie (śmiech).


Najnowsze komentarze