Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd doniesień mediów: GieKSa pokonała Jagiellonki
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze rozpoczęli zmagania w II lidze – niestety, pierwszy mecz przegrali z Hutnikiem 2:3 (0:3). Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj. Drużyna żeńska wygrała, u siebie, z AZS UJ Kraków 2:0 (1:0) i zajmuje po czterech kolejkach piąte miejsce w tabeli.
Siatkarze i hokeiści przygotowują się do startu rozgrywek sezonu 2020/21. Siatkarze rozegrali w minionym tygodniu, jedno spotkanie sparingowe, w którym wygrali ze Stalą Nysa 3:1. Hokeiści ze względu na sytuację epidemiczną w kraju, zrezygnowali z rozegrania trzech spotkań sparingowych. Pierwsze mecze PHL zostaną rozegrane 11 września, GieKSa zagra na wyjeździe z KH Energą Toruń.
PIŁKA NOŻNA
2×45.info – GKS przegrywa z Hutnikiem, Chojniczanka rozbiła Pogoń. Świetny debiut Kacpra Sezonienki w Bytovii
W miniony weekend ruszyły rozgrywki drugiej ligi. Największą niespodzianką jest porażka GKS-u Katowice z beniaminkiem rozgrywek, Hutnikiem Kraków. Świetny start zaliczył natomiast faworyt do awansu, Chojniczanka Chojnice, która u siebie pewnie pokonała Pogoń Siedlce. Cenne zwycięstwo odniosła Bytovia Bytów, która wygrała z Olimpią Grudziądz.
W Katowicach – jak przed każdym sezonem – są wielkie ambicje i plany. Klub przed tygodniem odpadł z Pucharu Polski po porażce z Garbarnią Kraków, ale prawdziwa forma miała przyjść na ligę. Cóż, na razie jej nie widać… Ekipa Rafała Góraka poległa w niedzielę z beniaminkiem, Hutnikiem Kraków 2:3. Choć wynik może sugerować wyrównany pojedynek, to w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Krakowianie już do przerwy prowadzili 3:0! Najpierw w 2. minucie rzut karny wykorzystał doświadczony Piotr Stawarczyk, potem fatalny błąd popełnił Bartosz Mrozek, który po dośrodkowaniu wypiąstkował piłkę wprost w stojącego Radka Dejmka i ta ostatecznie wpadła do siatki, a tuż przed przerwą z bliska trafił Przemysław Antoniak. Co prawda kilka chwil po przerwie na listę strzelców wpisał się Filip Kozłowski, ale na niewiele się to zdało, bo kontaktowe trafienie GKS zdobył dopiero w doliczonym czasie gry. Golkipera Hutnika pokonał Marcin Urynowicz, ale zabrakło już czasu na strzelenie wyrównującego gola.
tylkokobiecyfutbol.pl – GieKSa pokonała Jagiellonki
Po blamażu w Łodzi piłkarki GieKSy wyszły w niedzielne popołudnie (30.08) na mecz z Jagiellonkami bardzo zmotywowane, co dało świetny końcowy wynik. Piłkarki Witolda Zająca pokonały przyjezdne 2:0, inkasując ważny komplet punktów.
Od początku optyczną przewagę zyskały gospodynie. Już po kwadransie gry strzał z dystansu na gola zamieniła Kinga Kozak. Chwilę potem jedenastkę za faul w polu karnym podyktowała sędzia Ewa Żyła. Jednak z jedenastki tylko poprzeczkę Klimek obiła Katrzyna Daleszczyk. Jagiellonki nie dawały za wygraną i miały swoje okazje. Najgroźniejszą miała Maziarz, lecz świetnie dziś dysponowana była bramkarka GieKSy.
W 60. minucie, po będzie Zapały gry wynik podwyższyła Nadia Stanović, strzałem w ‚krótki róg’ pokonała Karolinę Klabis. Przyjezdne dalej próbowały strzelić gola, lecz brakowało szczęścia.
Za tydzień GieKSa zagra we Wrocławiu ze Śląskiem, a Jagiellonki podejmą u siebie Sportis KKP Bydgoszcz.
SIATKÓWKA
siatka.org – Jakub Jarosz: cieszę się, że dalej mogę się spełniać w roli kapitana
Jakub Jarosz do GKS-u Katowice dołączył przed startem sezonu 2019/2020 i od razu powierzono mu funkcję kapitana. W nadchodzących rozgrywkach dalej będzie ją pełnił.
– W zeszłym sezonie po raz pierwszy w karierze pełniłem rolę kapitana zespołu; dobrze się czuję, kiedy mam szansę sprawować pieczę nad grupą i miałem okazję robić to w poprzednim sezonie. Sprawiało mi to dużo satysfakcji i cieszę się, że mogę kontynuować spełnienia swoich obowiązków w roli kapitana – powiedział siatkarz.
Jakub Jarosz barw GKS-u Katowice broni od sezonu 2019/2020. To właśnie jemu w poprzednim sezonie sztab szkoleniowy powierzył funkcję kapitana. Zmiany nie będzie, atakujący dalej będzie łącznikiem między trenerem i zawodnikami.
– Dowodzenie tą grupą było i jest dużą przyjemnością. W zeszłym sezonie po raz pierwszy w karierze pełniłem rolę kapitana zespołu; dobrze się czuję, kiedy mam szansę sprawować pieczę nad grupą i miałem okazję robić to w poprzednim sezonie. Sprawiało mi to dużo satysfakcji i cieszę się, że mogę kontynuować spełnianie swoich obowiązków w roli kapitana. Skoro po raz kolejny przypadł mi ten zaszczyt, oznacza to, że sztab szkoleniowy uznał, że nadaję się do tej roli – skomentował 33-latek.
[…] Kapitan GieKSy jest zadowolony z jakości pracy, jaką wykonano w ostatnich tygodniach przygotowań do nowego sezonu PlusLigi.
– Wszyscy jedziemy na tym samym wózku, tak samo mocno zaangażowani w nasz cel. Dla trenera Słabego jest to debiut w roli pierwszego trenera w PlusLidze i widać, że ogromnie mu zależy na powodzeniu drużyny w kolejnym sezonie. Tak, jak nam wszystkim, bo nasz sukces bądź jego brak będzie zależeć od pracy każdego z członków zespołu – dodał.
W starciu Stali Nysa z GKS-em Katowice górą przyjezdni
Siatkarze GKS-u Katowice w trakcie sparingu rozgrywanego w Nysie pozostawili po sobie lepsze wrażenie od gospodarzy i zasłużenie zwyciężyli 3:0. Przed meczem drużyny umówiły się na rozegranie czterech setów, pierwsze trzy wygrali katowiczanie, a w dodatkowej partii lepsi okazali się zawodnicy Stali, którzy po grze na przewagi zwyciężyli 27:25. Gra obu drużyn mocno falowała, czego przykładem były serie traconych punktów. W drugim secie miejscowi prowadzili 12:5, by ją przegrać, a w czwartym to goście nie utrzymali sześciopunktowej przewagi.
Zdecydowanie lepiej w spotkanie weszli katowiczanie, którzy szybko objęli najpierw dwupunktowe prowadzenie, a przy zagrywce Jakuba Szymańskiego podwyższyli je aż do siedmiu oczek. Duża w tym zasługa gospodarzy, gdyż nie potrafili skończyć piłek i popełniali proste błędy przy dograniach.
[…] Zawodnicy GKS-u wyraźnie przejęli inicjatywę w samej końcówce, wychodziło im praktycznie wszystko i po uderzeniu Jarosza wygrali seta do 17.
W drugą cześć meczu lepiej weszli zawodnicy Krzysztofa Stelmacha, którzy po asie serwisowym Marcina Komendy prowadzili 3:0. To właśnie ich dobra gra w tym elemencie pozwoliła im tę różnicę powiększyć, gdyż po dwóch zagrywkach Łukasza Kaczorowskiego było 10:4. Kiedy dodatkowo dołożyli blok na Kamilu Kwasowskim wydawało się, że uzyskali bezpieczną przewagę. Dystans ten utrzymywali do stanu 20:14, po czym kompletnie stanęli i nie potrafili zrobić przejścia. Kiedy przechodzącą piłkę wykorzystał Jakub Jarosz goście uwierzyli, że nie muszą jeszcze spisywać tej partii na straty. Trzy punktowe bloki doprowadziły do remisu, a gdy w kolejnej akcji przestrzelił Kaczorowski ekipa GieKSy była już na prowadzeniu 21:20. Decydującą akcją okazała się punktowa zagrywka Jarosza, po której na tablicy wyników było 22:24 i różnica ta utrzymała się do końca tej części spotkania.
Trzeci set był najbardziej wyrównanym z wszystkich. Po asie serwisowym Jakuba Jarosza katowiczanie szybko wyszli na dwupunktowe prowadzenie, ale zostało ono równie prędko zniwelowane po bloku na Kamilu Kwasowskim. Żadna z drużyn nie potrafiła uciec swojemu rywalowi. Najpierw po skończeniu ataku z lewego skrzydła przez Zbigniewa Bartmana dwa oczka więcej mieli zawodnicy beniaminka PlusLigi, chwilę później ponownie był remis, by po punktowej zagrywce Kwasowskiego prowadzili katowiczanie 18:16. Wszystko rozstrzygało się w samej końcówce. Kolejne dobre zagranie zza linii dziewiątego metra przez Jarosza sprawiło, że trener Krzysztof Stelmach poprosił o czas (19:21). Na niewiele się on zdał, gdyż końcówkę ponownie lepiej rozegrali siatkarze GKS-u i po ataku Jarosza oraz zatrzymaniu potrójnym blokiem Bartmana wygrali 25:21.
Trener Grzegorz Słaby na czwartego – dodatkowego seta – zmienił prawie cały wyjściowy skład. Nie zmieniło to jednak w żaden sposób obrazu gry, gdyż zawodnicy Stali nie grali nic w jego początkowym fragmencie. Po tym jak Wiktor Musiał wykorzystał kontrę z prawej flanki było 1:6. Z pomocną dłonią wyszli miejscowym ich rywale, którzy swoimi błędami sprawili, że różnica zmalała do dwóch punktów. Kiedy tylko przestali je popełniać, ponownie zwiększali dystans między ekipami. Drużyna z Nysy zaczęła także punktować po swoich dobrych akcjach. Po asie serwisowym Patryka Szczurka nawiązała kontakt punktowy, ale chwila dekoncentracji ponownie kosztowała ich odrabianie dużej straty (17:23). Jednak goście w tym momencie wyraźnie się rozluźnili, a przez to zacięli. Ataku z lewego skrzydła nie potrafił skończyć Sławomir Stolc, pomylił się także Musiał i to, co wydawało się niemożliwe stało się faktem, a mianowicie zrobiło się po 24. Żółto-niebiescy poszli za ciosem i po zatrzymaniu Jakuba Szymańskiego oraz wykorzystaniu kontry przez Bartosza Bućko wygrali ostatecznie czwartą partię 27:25.
Stal Nysa – GKS Katowice 1:3 (17:25, 23:25, 21:25, 27:25)
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Fraszko: Twardo stąpamy po ziemi
GKS Katowice wygrał jak na razie wszystkie mecze sparingowe. W każdym z nich na listę strzelców wpisywał się Bartosz Fraszko, który imponuje na razie dobą formą.
[…] – Wygraliśmy cztery mecze sparingowe, ale podchodzimy do tego z dużym spokojem i twardo stąpamy po ziemi. Każda drużyna jest na innym etapie przygotowań. Jestem rzecz jasna zadowolony ze zwycięstw, bo wyjeżdża się na lód, by wygrywać, ale przed nami jeszcze sporo pracy – zaznaczył Bartosz Fraszko.
Na razie trener Piotr Sarnik ustawił dynamicznego skrzydłowego w pierwszej formacji. Jego partnerami są Jesse Rohtla i Mikołaj Łopuski.
– Szybko złapaliśmy dobrą atmosferę i to na pewno pomaga nam się zgrać – powiedział wychowanek Sokołów Toruń, który w poprzednim sezonie był kapitanem i czołowym zawodnikiem KH Energi Toruń. W 51 spotkaniach strzelił 17 bramek i zaliczył 26 asyst.
– Rok spędzony w Toruniu na pewno dał mi wiele pod kątem mentalnym. Chcę te doświadczenia przenieść do drużyny, jaką tutaj zebraliśmy. Liczę na to, że jako zespół zaprezentujemy się w kolejnym sezonie z bardzo dobrej strony – wyjaśnił 24-letni napastnik.
GieKSa nie zagra już żadnego sparingu
GKS Katowice zdecydował się odwołać wszystkie pozostałe mecze sparingowe. Powodem jest sytuacja epidemiczna w kraju.
[…] – Zdrowie hokeistów jest dla nas nadrzędną wartością. Odwołując sparingi, ograniczamy ryzyko zachorowań, a także destabilizacji treningów ewentualnymi kwarantannami. Decyzja była oczywiście konsultowana ze sztabem szkoleniowym i wiemy, że nie wpłynie znacząco na stopień przygotowania drużyny do meczów ligowych – podkreśla Roch Bogłowski, dyrektor sportowy hokejowego GKS-u.
GieKSa wróci do Satelity
Awaria sprzętu do mrożenia lodu w Satelicie uniemożliwiła brązowym medalistom PHL normalne treningi, przez co katowicka drużyna musiała trenować i rozgrywać sparingi na lodowisku Jantor II. Już wiemy, że miasto pokryje koszty naprawy sprzętu, a GieKSa wróci na swój obiekt.
[…] – Problemem, który wpływa na funkcjonowanie lodowiska, jest brak sprawnej sprężarki. Sprzęt przekazany PTWP Event Center wraz z zarządzaniem obiektem jest wadliwy od 2016 roku. Przestarzały sprzęt nie pozwala skutecznie mrozić lodowiska, jest awaryjny i niebezpieczny. Wystąpiliśmy do Urzędu Miasta o rozwiązanie tego problemu, naprawę lub wynajem innej, sprawnej sprężarki. Zgodnie z umową koncesji, takie koszty ponosi Właściciel obiektu – wytłumaczył w rozmowie z portalem infokatowice.pl Marcin Stolarz, prezes PTWP Event Center.
Urząd Miasta poinformował, iż zlecił przeprowadzenie diagnostyki agregatu chłodniczego. Koszt naprawy wadliwych sprężarek wyniesie około 32 tysięcy złotych, a całą kwotę pokryje miasto.
Od 2016 roku Satelitą zarządza prywatna firma PTWP Event Center. Firma płaci miastu za użytkowanie obiektów Spodka oraz MCK 1,5 mln złotych netto rocznie. Samo miasto do infrastruktury Spodka dopłaca rocznie około 5 milionów netto.
Tegoroczny budżet Wydziału Promocji przekroczył sumę 24 mln złotych, z czego ponad 12,7 miliony pochłoną wydatki na remont, modernizację oraz opłaty stałe Spodka i MCK. Umowę koncesji z PWTP EC podpisano na 15 lat.
Galeria Piłka nożna
Feta na Arenie Katowice
Wspaniałe zakończenie weekendu! Piłkarze i sztab szkoleniowy GKS Katowice spotkali się dziś na Nowej Bukowej z kibicami GieKSy, aby razem świętować wielki powrót do europejskich pucharów po 23 latach. Zapraszamy do fotorelacji z tego wydarzenia.
Felietony Piłka nożna
Esencja piłki nożnej
Kurz już lekko opadł. Wczoraj na Nowej Bukowej świętowaliśmy i już samo to wydarzenie było czymś szczególnym. Kibice w liczbie kilku tysięcy pojawili się na stadionie, aby podziękować drużynie za ten kapitalny sezon. Organizacyjnie i eventowo wyszło top. Fajnie, konkretnie, bez zbędnego przedłużania. Były też stoiska gastronomiczne i atrakcje. Zarówno zagorzali kibice, jak i całe rodziny mogły spędzić tę ciepłą, słoneczną majową niedzielę relaksując się i świętując sukces.
Dziś mamy już nowy tydzień. Część naszej ekipy pojedzie na galę Canal Plus, gdzie – mamy nadzieję – kilka nagród nasi ludzie otrzymają. Rafał Strączek, Arek Jędrych, Bartek Nowak, Rafał Górak – są w nominacjach i liczymy na to, że nagrody wpadną w ich ręce. Faworytem do tytułu Piłkarza Sezonu jest Bartek i oby tak się stało, bo byłoby to niesamowite wyróżnienie dla naszego zawodnika.
Wróćmy jednak do soboty. Przyznam szczerze, że stresowałem się jak nigdy. To znaczy pierwszy stres mnie złapał tydzień wcześniej, bo gdy Colak strzelił dla Legii bramkę w doliczonym czasie gry w Gdańsku – zaczęły się dla nas ciężary. Wówczas ze złości cisnąłem jakąś koszulką o ziemię i cały wieczór miałem zepsuty. Bo wyjściowo mieliśmy się oglądać tylko na Zagłębie Lubin, a jego zwycięstwo w Białymstoku było przecież stosunkowo mało prawdopodobne. Wygrana Legii w Gdańsku spowodowała, że w Szczecinie MUSIELIŚMY zremisować, by Warszawianie nas nie dogonili. Bo w takie cuda, że Legia nie wygra z Motorem nie było co wierzyć.
W samym tygodniu ten stres nieco opadł. Wiadomo, życie się toczyło, praca i różne inne sprawy. Jednak w sobotę rano po pobudce emocje znowu wróciły. Ten dzień był jak egzamin. To nie był mecz jak jeden z wielu – w środku sezonu, że z mniejszymi lub większymi emocjami, ale względnie na luzie do niego podchodzisz. Wiadomo, że mieliśmy kilka takich kluczowych spotkań, głównie w Pucharze Polski. Mieliśmy kilka mega ważnych meczów, gdy znajdowaliśmy się tuż nad lub tuż pod kreską. Jesienny Motor czy chociażby pierwszy mecz w tym roku w Lubinie. Mecz z Rakowem w półfinale Pucharu Polski to był już wielki bonus tej pięknej przygody. I oczywiście żal było braku awansu do finału, ale zaszliśmy tak daleko, że i tak byliśmy zadowoleni. Mecz w Szczecinie miał innego rodzaju rangę. Graliśmy o coś więcej niż tylko super wrażenie wynikające z zajęcia takiego czy innego miejsca w tabeli. Graliśmy o realny cel, którym była przepustka do Europy. Dodatkowo ten cel był tak bliski, bo przecież wystarczyło zremisować, co praktycznie dałoby grę w europejskich pucharach.
A puchary to było wielkie marzenie nas wszystkich. To jest wyjście poza Polskę, poza nasze uniwersum krajowe. To trochę egzotyka, poznanie czegoś nowego, a jeśli się powiedzie – wejście na europejskie salony.
No i najpierw była ta długa i mozolna droga do Szczecina. Tam oczywiście zahaczyliśmy o znaną nam knajpkę z poprzedniego sezonu (więcej w PS). No i pojechaliśmy na mecz. Gdy już byłem na stadionie i usadowiłem się na miejscu na prasówce, czułem, jak stres robi się coraz większy. Zaraz miał się rozpocząć ten decydujący mecz. Zero przyjemności, maksimum skupienia. Oraz nadziei i wiary. To jest ten moment, którego osoba nie do końca zaangażowana nigdy nie zrozumie. Nie chcę tu oczywiście dzielić kibiców na takich i takich, no ale… tak się kibice dzielą. Są te słynne pikniki, które są bardzo potrzebne klubowi. I dla mnie to określenie „piknik” nie jest pejoratywne. To jest specyfika, a nie ocena. To są właśnie te rodziny z dziećmi, kibice, którzy na przykład pojawili się dopiero po otwarciu stadionu, którzy chcą, żeby GKS wygrywał, ale raczej traktują kibicowanie w kategorii relaksu i przyjemności. łapali modę na GKS. Piękna sprawa, też bym tak czasem chciał, ale chyba bym tak nie umiał.
Dla mnie ta identyfikacja z klubem, coś tak mocno wpojonego, wiąże się z tym, że porażki przeżywam boleśnie, a zwycięstwa euforycznie. Nawet jeśli przez jakiś czas emocjonalnie zdystansowałem się – to raczej w formie mechanizmu obronnego, żeby już tak nie cierpieć, a nie jakiejś chęci odejścia. Bo odejść się nie da. Jak 30 lat temu GieKSa pojawiła się w moim sercu i głowie, tak zostanie już na zawsze. To jest jeden z głównych aspektów życia.
Czekałem więc z niepokojem na pierwszy gwizdek, no i on wybrzmiał. Liczyłem na dobrą grę GKS i to, że wynik będzie korzystny. Oczywiście sama dobra gra go nie gwarantowała. Tak to jest w piłce, że gdy dwie wyrównane drużyny grają, to prawdopodobieństwo rozkłada się w jakiś określony sposób. I nawet jeśli na to, że GKS nie przegra szanse wynosiłyby 60-70% to wcale by mnie to nie uspokajało.
Pierwsza połowa… załamała mnie. Zamiast drużyny walczącej o marzenia widziałem zespół bezradny. Jak wydawało mi się, że nie da się zagrać gorzej niż pierwsza połowa z Piastem, tak… dało się jak najbardziej. I to jest ta nasza kochana, ale czasem niesforna GieKSa, która potrafi zagrać świetne zawody przeciw najlepszym zespołom w Polsce, ale czasem prezentuje nam taką kaszanę, że nie ma co zbierać. To co mnie czasem jeszcze wkurza to to, że przeciwnicy jakoś dziwnie potrafią przeciw nam się mobilizować i nagle przypominają się, jak się gra w piłkę. Tak było i w przypadku Pogoni. Od początku Szczecinianie cisnęli i wszelkie teorie, że się podłożą widać było, że nie mają racji bytu. Grali szybko, stworzyli kilka sytuacji i byliśmy w bardzo poważnych opałach.
W końcu stało się nieuniknione – straciliśmy bramkę. Gol sytuacyjny, raczej taki, jakie strzelamy, a nie tracimy, bo po wyrzucie z autu. Za chwilę dostaliśmy informację, że Legia strzeliła i zrobiło się bardzo źle. Do końca pierwszej połowy nie zdziałaliśmy nic. Zero strzałów, xG równe 0. Niezrozumiała była to niemoc.
Wiary nie traciłem, choć czułem, że jesteśmy w ciężkiej sytuacji. Tu już nie mieliśmy bronić – musieliśmy gonić. Co z tą grą było trudne. Ale GKS wielokrotnie po przerwie się budził i wyglądało to lepiej. Pozostawało mieć nadzieję, że tak będzie i tym razem.
I rzeczywiście gra się trochę poprawiła, choć dalej nie był to wybitny mecz. Natomiast Pogoń trochę stonowała, a GKS zaczął atakować i kilka sytuacji sobie wykreował. Mateusz Wdowiak miał setkę, ale strzelił tuż obok słupka. Lukas Klemenz trafił w poprzeczkę. Bartek Nowak główkował pięknie, ale Kamiński wyciągnął to spod poprzeczki. Minuty mijały, trenerzy robili zmiany.
No i zamarliśmy. Portowcy wyprowadzili akcję, po której strzelili drugiego gola. Stadion w euforii. My w rozpaczy. Miałem jednak wrażenie, że jest spalony – ale w początkowej fazie tej akcji, znaczy w okolicach środka boiska. Liczyłem, że sędzia podniesie rękę, więc od razu na niego popatrzyłem. Ludzie jeszcze byli w amoku, z trybun rozległ się tyfon i triumfalna melodia, ale ja już widziałem, że ręka arbitra Sylwestrzaka jest w górze. Czułem więc, że kamień spadł mi z serca. Jak później się okazało, spalony był też w sytuacji samego strzału w polu karnym, gdzie później wybitą piłkę dobijał Kamil Grosicki. O tym już nie wiedziałem i nie wiem, który moment był VAR-owany. W telewizji tej pierwszej sytuacji – gdy Grosik jest na spalony niemal na środku boiska – nie widać. Ja natomiast byłem na żywo przekonany, że ofsajd jest. Któryś z naszych zawodników leżał na murawie i nie wiedział, że gol nie został uznany. Drugi podszedł do niego i mówi – wstawaj.
Byliśmy już totalnie przemeblowani, Arek i Lukas gdzieś tam szaleli w ataku, Adrian na stoperze. Pomieszanie z poplątaniem.
Nie byliśmy jeszcze pogrzebani. Ale czasu było coraz mniej, Powoli kończył się ten regulaminowy. Przerw trochę było i zastanawiałem się, ile doliczy sędzia. Myślałem o sześciu. Dostaliśmy aż osiem. Nadal mnóstwo czasu.
Problem polegał na tym, że atak atakiem, ale bez ręki grał Rafał Strączek. Po którejś interwencji znów mu się odezwał bark i widać było, jak cierpi z bólu. Potem znów padł na murawę. W szale trener Górak kazał mu wstawać i grać, sam Rafał też odesłał fizjoterapeutów, którzy wbiegli na murawę. Było naprawdę nerwowo.
Szczerze mówiąc nie widziałem dobrze tej interwencji Kamińskiego. Znaczy nie byłem pewien, czy to ręce czy klatka, a już tym bardziej, czy było to poza polem karnym. Zdziwiłem się więc, że sędzia znów coś sprawdza na VAR, bo nie miałem pojęcia co, usłyszałem, że tę potencjalną rękę. Pojawił się promyk nadziei. Zaraz sędzia skierował się w stronę bramkarza i już wiedziałem, że to będzie czerwona kartka. Pogoń dokonała pięć zmian? Chyba tak! Jeszcze patrzę w swoje składy i liczę zmiany gospodarzy. Liczę: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jest! Będzie musiał wejść zawodnik z pola. Więc trzeba zrobić wszystko, by na naszą bramkę z jednorękim Strączkiem nie strzelano, a sami musimy po prostu uderzać na bramkę przeciwnika, ile wlezie.
Padło na Cuića. Napastnika, który strzelił nam gola w pierwszej połowie.
Dobra, z tym „ile wlezie” to przesadziłem. Trzeba dobrze i rozsądnie rozegrać akcję, żeby jako taką pozycję do strzału sobie wyrobić. Nic na hurra. Musimy dojść do okazji, żeby móc oddać celny strzał na bramkę, a to nie musi być takie łatwe. Najpierw rzut wolny po ręce Kamińskiego. Bartek Nowak trafia w mur, potem tracimy piłkę. Nic z tego. Kibice Pogoni w euforii, złapanie piłki i wykop Ciuića fetują niesamowitą wrzawą. Minuty upływają, choć ta przerwa z czerwoną kartką była długa.
W końcu odzyskaliśmy którąś piłkę pod naszym polem karnym i rozprowadziliśmy akcję. Kapitalnie zachował się Borja, który podprowadził piłkę i podał do niepilnowanego Marcela. Świetnie pokazywał się Mateusz Wdowiak, ale jednak były Portowiec zdecydował się na strzał. Dokładnie tak, jak należy. Z szesnastu metrów trzeba uderzyć mocno, gdy w bramce nie stoi w bramkarz.
Piłka wpadła do siatki! GOL! EUFORIA na ławce, sektorze gości, najmniejsza chyba… na boisku. Nasi zawodnicy tym razem wytrawni, cieszą się tak, by spowolnić tę grę i schłodzić rozgrzane głowy wszystkich.
Ja sam wyskakuję z radości na tej prasówce. Zazwyczaj powiem pod nosem „jest”, jakiś lekki gest radości wykonam. Tutaj nie umiałem się pohamować, więc po prostu zacząłem skakać z tej euforii. Coś co wydawało się tak nierealne, żeby w takich okolicznościach wyrównać, stało się faktem. Scenariusz nieprawdopodobny. Teraz pozostawało to tylko utrzymać. Te kilka minut. Pogoń na szczęście już nie atakowała, no i przecież grała w osłabieniu. Jeszcze chwilkę…
Koniec! GieKSa remisuje, nie przegrywa ósmego meczu i zapewnia sobie miejsce w pucharach. Ławka wyskakuje z radości, kibice w ekstazie, GKS Katowice osiąga historyczny sukces.
Ja sam nie widziałem, w co ręce włożyć. Tu zmieniłem tytuł live na „Mamy to!”, tu wrzucam na FB, zaraz nagrywam filmiki z radości. Ręce trzęsą mi się z emocji, przecież dopiero co byliśmy w piłkarskim piekle i nagle znaleźliśmy się w niebie. Niesamowita radość.
Tak jak pisałem w którymś felietonie – były takie mecze, po których nawet nie czułem jakiejś wielkiej radości, bo byłem tak wypruty nerwowo i emocjonalnie. Wówczas czułem raczej ulgę. Tym razem było inaczej. To była czysta, niezmącona radość. Autentycznie byłem przeszczęśliwy każdą komórką ciała.
Tu mnie jakiś dziennikarz ze Szczecina zaczepił, tu znajome twarze, równie radosne jak ja trybunach, na VIP-ach. Mamy to – po 23 latach GieKSa wraca na europejskie boiska.
Nie puszczały mnie te emocje długo. Oczywiście nagrywkę swoją tradycyjną zrobiłem, a w końcu udałem się na salkę konferencyjną. Tam spotkałem tę naszą i nie naszą katowicką ekipę, naszych fotografów, chłopaków z oficjalnej, pofatygował się też Kacper Janoszka, dziennikarz Sportu. Były piąteczki i radość. Gdzieś tam w tle też podśmiechujki, takie wiadomo nie prima sort, bo ktoś do tych pucharów awansował, a ktoś nie. Cóż, kibicowanie bywa nieco małostkowe, nikt nam tego zabronić nie może.
Bardzo się to wszystko przeciągało, długo czekaliśmy na trenerów. Był czas, żeby sobie odpalić fragmenty z Multiligi i zobaczyć na podzielonym ekranie, jak Marcel strzela gola dla GieKSy i jak reagują na to przy Łazienkowskiej. Był czas, żeby emocje opadły, ale opaść nie chciały. W końcu pojawił się trener i konferencja się rozpoczęła.
Mały prztyczek oczywiście dam, jednocześnie znów doceniając nas wszystkich, skromnych chłopaków z Katowic. Byliśmy oczywiście zadowoleni i było to po nas widać, ale naprawdę byliśmy na tej salce stonowani i po prostu wręcz cicho się zachowywaliśmy. Już sobie wyobraziłem, gdyby tam w takich okolicznościach byli „dziennikarze Widzewa” czy „dziennikarze Arki”. Podejrzewam, że ich zajebistość i narcystyczne ego roz…bałoby tę salkę w drobny mak. Byłoby pieprzenie o swoje wspaniałości i że w ogóle Liga Mistrzów, żarty, żarciki i tysiącprocentowy poziom kumatości. Boże, jak ja sobie przypominam te uniwersa, to żenadometr wywala mi poza skale.
Kilka pytań do trenera, już trochę innych, trochę bardziej na luzie, niekoniecznie merytorycznych. Widać było, że Rafał Górak też jest wzruszony, przecież to dla niego kolejny sukces w trenerskiej karierze, ale sukces większy niż taki zwykły, bo od podstaw stworzony i mający swoją kontynuację – najpierw był awans, potem super sezon i spokojne utrzymanie, a teraz puchary. Wszystko stworzone od zera. Absolutnego zera.
Popracowaliśmy jeszcze na salce. Fotografowie wrzucili galerię, ja konferencję, w międzyczasie Flifen zbierał wywiady. W końcu się ogarnęliśmy i ruszyliśmy do samochodu. Radośni i szczęśliwi. Nie zabrakło śpiewów w aucie. Czekała nas długa podróż do domu.
To był bardzo emocjonujący i ekscytujący dzień. Wiedzieliśmy, że musimy osiągnąć konkretny wynik, ale nikt z nas nie spodziewał się, że stanie się to w takich okolicznościach. W 97. minucie. Że obie drużyny na koniec będą grały praktycznie bez bramkarzy. Że otworzy nam się taka szansa.
Było blisko, żebyśmy wracali z nosem spuszczonym na kwintę. Wracaliśmy w wielkiej radości.
W piłce każdy klub ma czasem taką sytuację, że przechyla swoją szalę w doliczonym czasie gry. Każdy klub też mecze w taki sposób przegrywa. To jest czysta statystyka, grając dziesiątki czy setki meczów – coś takiego co jakiś czas się musi przydarzyć. Nie jest natomiast dane każdemu, żeby taki gol decydował o sukcesie czy klęsce w całym sezonie. To dotyka tylko niektórych. I niesamowite jest to, że my doświadczyliśmy tak potężnej klęski, gdy Witan nam strzelał gola w ostatniej minucie ostatniej kolejki. A teraz los nam oddał i to my na sam koniec, w tym horrorze okazaliśmy się zwycięzcami. To jest unikatowe doświadczenie. Coś, co w naszych kibicowskich sercach pozostanie już na zawsze.
Dłużyła się ta podróż bardzo. Śledziłem, co tam w necie na nasz temat piszą. A gdy po piątej wróciłem do domu, to zamiast pójść spać, zaparzyłem herbatkę i siedziałem jeszcze godzinę i oglądałem fragmenty Multiligi z kluczowymi momentami. Człowiek naprawdę jest chory psychicznie. Chory na punkcie swojego klubu.
Ten sezon doświadczył nas kilkoma bardzo trudnymi momentami. Stracony gol w doliczonym czasie gry przy Łazienkowskiej czy porażka w karnych z Rakowem. Straszna frustracja po meczu z Cracovią. Żal po Arce. Sama inauguracja sezonu bardzo słaba – punkt w dwóch meczach. Trochę tego było. Ale dużo więcej było momentów radosnych. Takich, że wracaliśmy z meczu i byliśmy bardzo zadowoleni. Gol Marcela i końcowy gwizdek to była wisienka na torcie.
Teraz nadszedł czas odpoczynku. Będziemy śledzić różne newsy dotyczące GieKSy. Terminarzowe czy transferowe. W połowie czerwca zasiądziemy z wielką ciekawością do internetu czy gdzie tam to losowanie będzie można śledzić. I zobaczymy gdzie nas wywieje. Czy do dalekiego Kazachstanu, a może po sąsiedzku Słowacja? A może Bałkany? Będzie to bardzo, bardzo ekscytujące.
Ale na razie odpoczywajmy. Zobaczymy jeszcze sobie baraże, żeby poznać komplet uczestników ekstraklasy w przyszłym sezonie. Oczywiście z naszym udziałem. Bo GieKSa już nie jest w ekstraklasie na dorobku. GieKSa jest z ekstraklasą zrośnięta. Jesteśmy jedną z twarzy najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Nadajemy jej kolorytu – rodzinną postawą, kultem pracy, niesamowitą determinacją i widowiskową grą. GieKSa robi wszystko, by na nowo stać się marką. Solidną marką piłkarską. I wygląda na to, że już za chwilę to stanie się rzeczywistością.
Galeria Piłka nożna
Z drugiej ligi do Europy
Zapraszamy do drugiej galerii ze Szczecina. GieKSa, po szalonej końcówce, zremisowała z Pogonią 1:1 i dostała się do europejskich pucharów. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.


Najnowsze komentarze