Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mass mediów: To zaledwie preludium…
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.
Dla przypomnienia – w ubiegłym tygodniu największymi „pracusiami” byli hokeiści, którzy rozegrali trzy spotkania ligowe (dwa wygrane i jedna porażka). Siatkarze ze względu na turniej finałowy Pucharu Polski, nie walczyli o ligowe punkty, ale zagrali dwa mecze sparingowe. Piłkarze z kolei, przygotowujący się do rundy wiosennej wygrali w test – meczu.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.pl – GKS Katowice. Dejmek dziś oficjalnie
Radek Dejmek najprawdopodobniej dopiero dzisiaj podpisze kontrakt w Katowicach. Co prawda trener Dariusz Dudek już po sobotnim sparingu przesądzał tę kwestię. Jednak nieco mijał się z prawdą, bo choć strony ustaliły warunki, to wtorek powinien być dniem złożenia podpisów. Na razie 30-letni czeski stoper, były kapitan Korony Kielce, pojechał w swoje rodzinne strony załatwiać osobiste sprawy. Jednak dziś powinien już pojawić się na Bukowej. Być może dzisiaj klub oficjalnie poinformuje o tym transferze.
[…] Nie ma już w ekipie testowanego w sobotnim sparingu z Sandecją Nowy Sącz (3:3) 19-letniego chorwackiego pomocnika Leona Marojevica z austriackiego III-ligowego SK Bischofshofen.
Priorytetowe zakupy GieKSy
30-letni czeski stoper i były kapitan Korony Kielce oraz Callum Rzonca, 22-letni pomocnik ostatnio Zagłębia Sosnowiec związali się kontraktami z klubem z Bukowej.
GKS Katowice poinformował we wtorek oficjalnie o zakontraktowaniu dwóch nowych piłkarzy.
[…] Dodajmy, że od wczoraj trenują z GieKSą i pozostaną w Katowicach trzej utalentowani, nastoletni zawodnicy Rozwoju Katowice: napastnik Bartosz Marchewka, bramkarz Bartosz Neugebauer i obrońca Bartosz Baranowicz. To efekt zawartej w 2017 roku umowy, która obejmuje m.in. wzajemne wspieranie się w szkoleniu młodzieży oraz wymianę zawodników.
Współpraca na wagę dwóch goli
W drugim sparingu tej zimy pierwszoligowcy z Katowic pokonali 11. drużynę drugiej ligi czeskiej – FK Trzyniec.
[…] W GieKSie zadebiutowali czeski stoper Radek Dejmek, który rozegrał pełne 90 minut oraz Anglik Callum Rzonca, który do Katowic przeszedł z Zagłębia Sosnowiec. Katowiczanie w ogóle spotkanie rozegrali na dwa składy, wyjątkiem wspomniany Dejmek. Bramki padały po przerwie po strzałach Dawida Anona oraz Daniela Rumina, którzy, co ciekawe sobie… asystowali. W pierwszej połowie spotkania bramki nie padły, ale obie drużyny narzuciły ostry styl gry. GieKSa w obu częściach spotkania skorzystała z różnych jedenastek.
Niespełna pięć minut po starcie drugiej części Daniel Rumin wyprzedził obrońcę w wyścigu o piłkę i dograł do zamykającego akcję Davida Anona, który strzelił pierwszą bramkę. Drugi gol dla katowiczan również był autorstwa dwójki Rumin-Anon, tym razem to Hiszpan podawał w pole karne, a jego kolega z drużyny wykończył akcję strzałem na 2:0. Więcej bramek nie padło, choć zarówno GieKSa, jak i Trzyniec stwarzały groźne sytuacje.
SIATKÓWKA
siatka.org – GKS Katowice i ASSECO Resovia sparowały w hali Podpromie
W rozgrywkach PlusLigi trwa przerwa, która związana jest z rozgrywaniem fazy finałowej Pucharu Polski. W związku z tym wiele klubów siatkarskiej ekstraklasy niebiorących udziału w pucharowych zmaganiach zdecydowało się na rozegranie gier kontrolnych. Uczynił to również zespół z Katowic, który skorzystał z zaproszenia Asseco Resovii i rozegrał dwa sparingi na rzeszowskim Podpromiu.
W czwartek GKS, grający pierwszą szóstką, wygrał dwa pierwsze sety. Następnie trener Piotr Gruszka dokonywał zmian, dając pograć większości zawodników. Ostatecznie sparing zakończył się remisem 2:2. W piątek rozegrano pięciosetowe spotkanie. GieKSa wygrała pierwszą i ostatnią partię, a mecz zakończył się wygraną gospodarzy 3:2.
Piotr Gruszka: na każdej pozycji mamy rywalizację
Obecny rok rozpoczął się kapitalnie dla GKS-u Katowice. Zawodnicy ze Śląska wygrali trzy swoje pierwsze spotkania, co pozwoliło im się przesunąć na siódmą pozycję w tabeli. Mają tyle samo punktów, co znajdujące się wyżej w tabeli Skra i Warta, więc wciąż liczą się w walce o awans do fazy play-off.
[…] Weszliście w ten rok kapitalnie, 3 mecze, 3 zwycięstwa, 9 punktów. Jaki sekret tak dobrej formy?
– Mieliśmy jakiś moment, na pewno sobie porozmawialiśmy, jakieś pewne zmiany nastąpiły przede wszystkim w naszym treningu, ale ta grupa świetnie się czuje w szatni. To jest wspaniałe, że oni naprawdę stworzyli kolektyw poprzez pracę. Ja zawsze uważam, że poprzez pracę my musimy zbudować grę w hali, a szatnię tworzą zawodnicy. Oni się czują po prostu dobrze ze sobą, a to, że zaczęliśmy grać lepiej, bardziej konsekwentnie i to zaufanie na pewno pozwoliło nam pobudzić lepszy ,,feeling”. To cieszy, bo na tym to polega. Nie zwycięstwa budują atmosferę, oczywiście łatwiej jest pracować i chłopakom przyjść na halę. Moment, gdzie się przegrywa mecze, tam byliśmy mocni i tam się stworzyło coś, co pozwoliło nam pracować lepiej i później przełożyć to na zwycięstwa.
GKS Katowice to nie tylko drużyna, w kapitalnej formie znajdują się poszczególni zawodnicy, m.in. Thomas Rousseaux i Karol Butryn, którzy potrafią porwać drużynę do walki…
– Każdy zespół ma swoich ludzi, którzy są od ważnych momentów, u nas jest podobnie, a to cieszy. W siatkówkę nie da się samemu wygrać i ten zespół na pewno jest potrzebny do tego, żeby zaasekurować, obronić piłkę. Cieszę się, że mamy takich liderów, w takiej dyspozycji. Teraz trzeba pracować dalej, odpocząć trochę, mamy dopiero mecz za dwa tygodnie, więc zobaczymy, co czas pokaże.
[…] Czy macie na pozycji środkowego „klęskę urodzaju”? Na środku w zespole GKS-u jest 4 dobrych zawodników…
– Myślę, że budowaliśmy ten zespół, żeby mieć rywalizację przede wszystkim. Na każdej pozycji mamy tę rywalizację i nie skupiajmy się tylko na środkowych, ale też na przyjęciu i na ataku. Ostatnio rzeczywiście jest nam trudniej, ponieważ Bartosz Krzysiek ma kontuzję, więc trochę trudniej dla Karola. Jednak też inaczej dysponujemy jego siłami i na rozegraniu Marcin na pewno ma pomoc w takim zawodniku, jakim jest Maciek Fijałek. Ja się cieszę, wygraliśmy mecz i to fajne, ale sezon jeszcze trwa, jeszcze jest dużo do zrobienia, więc trzeba spokojnie pracować, to co powiedziałem na początku, żeby być lepszą wersją samego siebie.
Czy stać was na awans do play-off?
– Nie rozmawiamy w ogóle o play-off, bo jeszcze do tego daleka droga. My chcemy grać dobrą siatkówkę, a później zobaczymy, co w rundzie zasadniczej nam się uda osiągnąć.
Walkę z pewnością ułatwi wam fakt, że zdecydowaną większość meczów rozegracie u siebie. Czekają was tylko dwa wyjazdy.
– Powiedziałem przed tą rundą, że na pewno będzie nam o wiele łatwiej, przynajmniej teoretycznie, bo będziemy mieli więcej czasu na trening, a przede wszystkim na odpoczynek, więc to bardzo cieszy. My pracujemy w tej hali codziennie, więc stąd nikt łatwo punktów nie wywiezie, bo nie chcielibyśmy tego. Szanujemy każdego przeciwnika, ale wiemy, że to nasza hala, bo tutaj właśnie poświęcamy swoje zdrowie, wkładamy dużo pracy. Żeby ktoś wywiózł stąd punkty, musi być naprawdę od nas lepszy i na razie cieszymy się, że ta passa z naszymi kibicami trwa.
HOKEJ NA LODZIE
nto.pl – Orlik Opole dzielnie walczył, ale punktów wiceliderowi nie urwał
[…] Co do pojedynku z katowiczanami to choć gospodarze przegrali 0:4 to zaprezentowali się z całkiem przyzwoitej strony. Rywal to wszak jeden z głównych faworytów ligi, ale miejscowi długo dawali im mocny odpór, wszak do 34 minuty przegrywali zaledwie 0:1 po uderzeniu Filipa Starzyńskiego z dalszej odległości na samym początku. Na niespełna kwadrans przed końcem było natomiast „tylko” 0:2, ale wówczas wątpliwości rozwiał trafieniem Maciej Urbanowicz a miejscowych dobił Jesse Rohtla. Opolanie też jedna mieli kilka swoich szans. Choćby wspomniany Zorin trafił w słupek a wcześniej groźne strzelali Georgij Ostapczuk i Alexis Svitac, a potem Oskar Rzekanowski. Bez powodzenia.
sportdziennik.pl – To zaledwie preludium…
[…] Na 1:46 min przed końcem, przy stanie 2:1, trener Andrej Gusow zdecydował się na wycofanie Johna Murraya i tyszanie za wszelką cenę chcieli doprowadzić do remisu. Gospodarze desperacko bronili przewagi i utrzymali wynik. Komplet punktów sprawił, że katowiczanie do play offu wystartują z pierwszego miejsca – pod warunkiem, że wygrają w niedzielę z Zagłębiem Sosnowiec. Wczorajszy mecz to było zaledwie preludium do tego, co będzie nas czekać w play offie.
Przed meczem sporo spekulowano o szansach obu zespołów. Nieco więcej przyznawano gościom, którzy dysponowali pełnymi 4 formacjami. Kłopoty personalne gospodarzy były powszechnie znane i na lodzie pojawiło się zaledwie 5 obrońców. Jednak takie trudne sytuacje potrafią jednoczyć i czynić wiele dobrego. Katowiczanie przystąpili do gry niesłychanie zmotywowani i w I tercji zademonstrowali całą gamę umiejętności. Tauron było zdecydowanie lepszy i tyszanie powinni dziękować, że skończyło się zaledwie dwoma golami.
W 6:38 min Tomasz Malasiński w dogodnej sytuacji był faulowany przez Petra Novajovskiego i sędziowie podyktowali karnego. Kapitan Tauronu się nie popisał, bo w kluczowym momencie był mało zdecydowany i niemal oddał krążek Johnowi Murrayowi. Jednak niespełna 2 min później w pełni się zrehabilitował i popisał się precyzyjnym uderzeniem. Po tym golu z trybun na taflę powędrowały pluszaki. Wszystkie maskotki zostaną przekazane pacjentom Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka im. Jana Pawła II w Katowicach.
Napór gospodarzy były spory i Murray musiał się napracować. Goście sporadycznie pojawiali się w tercji gospodarzy, zwłaszcza przy okazji gry w przewadze. Przewaga katowiczan została ukoronowana trafieniem Damiana Tomasika. Gospodarze, co było sporym zaskoczeniem, zdominowali wydarzenia na lodzie i przy większej precyzji mogli prowadzić jeszcze wyżej.
W kolejnej odsłonie tempo akcji katowiczan wyraźnie się zmniejszyło i goście zaczęli konstruować coraz groźniejsze akcje. Kevin Lindskoug miał zdecydowanie więcej pracy i kilka razy się zakotłowało pod jego bramką.
hokej.net – Bramka równo z syreną daje zwycięstwo Zagłębiu!
Nie lada sensację sprawili hokeiści Zagłębia Sosnowiec, którzy pokonali w małym Spodku Tauron KH GKS Katowice 4:3 zdobywając zwycięską bramkę równo z syreną! Katowiczanie, którzy dwa dni wcześnie wygrali w meczu na szczycie z Tychami dziś mogli zapewnić sobie pierwsze miejsce po sezonie zasadniczym. Porażka oznacza, że czeka ich jeszcze walka we wtorek o lidera PHL z Unią Oświęcim.
[…] Sztab szkoleniowy w tym meczu nie mógł skorzystać z kilku zawodników, którzy narzekają na urazy. W porównaniu z piątkowym meczem z GKS-em Tychy (2:1) na tafli „Satelity” zabrakło tym razem Mikołaja Łopuskiego oraz Janne Laakkonena, którzy z powodów zdrowotnych musieli odpocząć. Mimo osłabień, to GiekSa dyktowała warunki gry na początku spotkania. Mocne strzały początkowo nie przynosiły jednak rezultatu, aż do 6. minuty. Wówczas mocne uderzenie w kierunku bramki Zagłębia posłał Damian Tomasik, a Filip Starzyński dobił strzał niemal do pustej bramki. W kolejnych minutach gra nieco się wyrównała, a w końcówce swoją chwilę mieli goście, którzy najpierw wyprowadzili skuteczny kontratak, a po chwili wyszli na prowadzenie wykorzystując błąd defensywy gospodarzy.
[…] Podrażnieni stratą dwóch bramek katowiczanie rozpoczęli drugą tercję z animuszem, jednak w ich poczynaniach brakowało nieco skuteczności. W 30. minucie rywale zdołali podwyższyć prowadzenie, po kolejnym nieporozumieniu katowiczan w defensywie.
W III tercji goście mocno przycisnęli i wydawało się, że doprowadzą do remisu. Jednak gospodarze umiejętnie się bronili. W 59 min Fraszko nie wykorzystał karnego, a potem znów było gorąco pod bramką Lindskouga.
[…] W kolejnych minutach GKS miał kilka okazji do odrobienia części strat. Udało się to na 70 sekund przed końcem tercji, gdy Patryk Krężołek przejął krążek w strefie obronnej rywali i celnym strzałem z ostrego kąta pokonał Rafała Radziszewskiego. W ostatnich sekundach katowiczanie robili wszystko, by wyrównać stan spotkania, ale po 40 minutach na prowadzeniu nadal byli goście.
Od początku trzeciej tercji GieKSa rozpoczęła szturm na bramkę rywali. W 46. minucie krążek znalazł się w bramce Zagłębia, jednak sędziowie nie uznali gola Tomasza Malasińskiego, nawet po powtórce wideo. Co nie udało się kapitanowi, wyszło minutę później Marisowi Jassowi, który zdobył swoją pierwszą bramkę w trójkolorowych barwach. Łotewski obrońca strzałem z okolic niebieskiej linii pokonał bramkarza Zagłębia, doprowadzając do remisu.
W ostatnich minutach spotkania ataki na sosnowiecką bramkę nie ustawały. Szansę na gola mieli m.in. Patryk Krężołek, Jesse Rohtla czy Dusan Devečka. Dramatyczne wydarzenia miały miejsce w samej końcówce. Na niespełna sekundę przed końcem meczu Zagłębie zdobyło bramkę Tuż po wygranym wznowieniu uderzył w samo okienko Denis Akimoto. Powtórka wideo potwierdziła, że została zdobyta prawidłowo.
dziennikzachodni.pl – Pluszaki na lodowisku!
[…] Znakomite widowisko stworzyli hokeiści Tauron KH GKS Katowice i GKS Tychy. W meczu, który prawdopodobnie zadecydował o pierwszym miejscu w tabeli przed fazą play off, górą byli wicemistrzowie Polski.
[…] Starcie dwóch najlepszych zespołów rozgrzało kibiców do czerwoności. Katowiczanie zaczęli mecz od wyśmienitej pierwszej tercji, którą zasłużenie wygrali 2:0, ale potem do głosu doszli goście, którzy zmniejszyli dystans bramkowy i podjęli twardą walkę na całym lodowisku. W ostatnich minutach sypały się kary i trzeszczały kości zawodników.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze