Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Multisekcyjny przegląd mediów: Katowiczanie zdobyli Oświęcim. O awansie zadecyduje mecz w Satelicie
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.
W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali dwa spotkania w PHL, stan w rywalizacji w play-off jest remisowy 3:3 – dzisiaj wieczorem decydujące o awansie do półfinału siódme starcie. Siatkarze, w 23 kolejce Plus Ligi wygrali po tie-breaku, mecz z MKS-em Będzin. Piłkarki w tym tygodniu pauzowały, ze względu na mecze reprezentacji Polski. Piłkarze wrócili na boiska Fortuna I liga z wiadomym efektem – prasówkę po meczu z Wigrami możecie przeczytać tutaj.
PIŁKA NOŻNA
polsatsport.pl – Przewidywania komentatorów Polsatu przed wiosną w Fortuna 1 Lidze
Czy Raków Częstochowa może już szykować się na ekstraklasowe wymagania? Czy Garbarnia jest w stanie zachować pierwszoligowy byt? Kto oczaruje, a kto okaże się rozczarowaniem? Rozgrywki wznawia Fortuna 1 Liga, która dla wielu kibiców jest prawdziwym „stylem życia”. Oto przewidywania naszych ekspertów i komentatorów przed startem jej wiosny.
Tomasz Łapiński:
[…] Rozczaruje: GKS Katowice
[…] Bożydar Iwanow:
[…] Rozczaruje: GKS Katowice – jeżeli nie skończy sezonu w pierwszej ósemce
Tomasz Włodarczyk:
[…] Rozczaruje: GKS Katowice
2×45.info – Panel ekspercki przed rundą wiosenną I ligi – Iwan, Łapiński, Sulej. Kto awansuje, kto spadnie, na kogo trzeba zwrócić uwagę?
I liga wraca już w ten weekend, a z tej okazji przepytaliśmy ekspertów śledzących na bieżąco te rozgrywki – Tomasza Łapińskiego (Polsat Sport), Andrzeja Iwana (Weszło FM) oraz Kamila Suleja (Piłka Nożna). Czy Raków Częstochowa możemy już witać w Ekstraklasie? Kto spadnie z drugiej klasy rozgrywkowej? Na jakiego zawodnika trzeba zwrócić uwagę? Czy GKS Katowice się uratuje, a problemy Stomilu Olsztyn wpłyną na postawę „Dumy Warmii”? Zapraszamy.
[…] Czy GKS Katowice będzie zmuszony do końca walczyć o utrzymanie?
TŁ: Spoglądając na tabelę wnioskować można, że tak. Chociaż myślę, że mimo wszystko GieKSa ma bardzo silną i w dużym stopniu doświadczoną kadrę, więc pozostaje kwestia tego, jak zimą poukładał ją trener Dudek. Siłą rzeczy, mając osiemnaście punktów będą musieli przez kilka kolejek wydostawać się ze strefy spadkowej. Natomiast w kontekście całej rundy wiosennej wydaje mi się, że powinni się wybronić.
KS: Myślę, że tak, ale ostatecznie uda im się utrzymać. Wielu rzeczy, które w Katowicach miały miejsce, sobie nie wyobrażałem. Aczkolwiek spadek tak dużej firmy, z takim zapleczem kibicowskim, jak również z siłą kadry (bo na papierze jest to skład na miarę pierwszej piątki, a jednak na boisku wyglądała dużo gorzej) jest dla mnie niewyobrażalny.
AI: Tabela pokazuje, że tak. Skoro tej drużynie nie udawało się zbyt często wygrywać jesienią, to czemu nagle wszystko miałoby się odwrócić? Tym bardziej, że zdarzało się, iż GieKSa dysponowała lepszą ekipą, niż ma teraz. Dlatego jestem przekonany, że będzie musiała bić się do końca. Straty są dosyć znaczne, bo nawet jeśli wyskoczy się ze strefy spadkowej, zawsze można szybko do niej wrócić. Nawet po jednym czy dwóch nieudanych meczach. Szkoda by było, gdyby taki zespół zniknął z pierwszoligowej mapy, ponieważ jest to klub, który generuje emocje, ma za sobą rzeszę kibiców. Od siebie życzę GieKSie wszystkiego najlepszego. Wiemy, że hasło „Ekstraklasa albo śmierć”, które obowiązuje tam od wielu lat, w tym roku na pewno się nie sprawdzi. Mimo to mam nadzieję, że latem, przed startem sezonu, będziemy znów mogli wymieniać GKS w gronie faworytów do awansu.
weszlo.com – Wiosną zobaczymy odmieniony GKS Katowice
Największą negatywną niespodzianką rundy jesiennej na zapleczu Ekstraklasy był bezsprzecznie GKS Katowice. Owszem, nie daliśmy się nabrać na szturm GieKSy w stronę polskiej elity, ale nie wyobrażaliśmy sobie również, że wyląduje w strefie spadkowej. Fatalna jesień spowodowała, że katowiczanie będą musieli mocno powalczyć, by zostać w I lidze. Prawy obrońca katowickiej drużyny, Wojciech Lisowski uważa, że wiosną zobaczymy zupełnie inną drużynę. Dobrze grającą w piłkę i przede wszystkim wygrywającą.
[…] Okres przygotowawczy był ciężki?
Nawet bardzo ciężki, ponieważ do obozu w Turcji trenowaliśmy dwa razy dziennie. Przychodziliśmy do klubu o 08:30, a wychodziliśmy o 17:30. Styczeń i luty przepracowaliśmy więc bardzo solidnie, dlatego mam nadzieję, że efekty będą już w pierwszych kolejkach na wiosnę.
Nie będzie „ciężkich nóg”, bo w waszym wypadku przespanie pierwszych kolejek może być dramatyczne w skutkach?
Trenerzy wszystko przygotowali tak, żeby tego uniknąć. Do wyjazdu na obóz trenowaliśmy ciężko, ale w Turcji pracowaliśmy już głównie nad dynamiką. Prawie wszystkie ćwiczenia były z piłką. Z tego co mi wiadomo nikt nie narzekał, że jest zmęczony. Czujemy się naładowani i najchętniej zagralibyśmy z Wigrami już dziś.
[…] W niedziele zagracie z Wigrami, które znajdują się tuż nad strefą spadkową. Jaka jest atmosfera w drużynie przed tym spotkaniem?
Szczerze mówiąc, rozrywa nas już bardzo. Owszem, sparingi nic nie znaczą, ale wyglądaliśmy w nich naprawdę dobrze. Chcemy jak najszybciej pokazać kibicom, że ciężko pracowaliśmy zimą. Jestem niemal pewny, że wiosną ludzie zobaczą odmieniony GKS Katowice.
Czułeś wstyd przed kibicami, że graliście tak słabo jesienią?
Wstyd może nie, ponieważ naprawdę dawaliśmy z siebie wszystko. Nic nam jednak nie żarło, co spowodowało, że wpadliśmy w duży dołek. Oczywiście mam jednak świadomość, że zawiedliśmy kibiców, dlatego teraz chcemy im to wynagrodzić.
GKS Katowice utrzyma się spokojnie w lidze, czy będzie walka do samego końca?
Nie wyobrażamy sobie byśmy spadli z ligi, ponieważ wiem, jak prezentowaliśmy się w sparingach. Moje odczucie jest takie, że wiosną zobaczymy zupełnie inny GKS Katowice.
dzienniksport.pl – Transakcja wiązana GKS-u Katowice i Rozwoju
[…] Nowym nabytkiem GKS-u Katowice został Bartosz Marchewka, który związał się 2,5-letnim kontraktem z opcją przedłużenia. Bartosz Marchewka to zawodnik młodego pokolenia, młodzieżowy reprezentant Polski w rocznikach U15 i U16. Jesienią w barwach Rozwoju wystąpił w 10 spotkaniach.
Na zasadzie transakcji wiązanej do Rozwoju trafi natomiast Kamil Kurowski, którego kontrakt wygaśnie wraz z końcem bieżących rozgrywek.
sportslaski.pl – Marchewka już w „GieKSie”. Kolejny talent z kontraktem w czerwcu?
[…] Tymczasem wiele wskazuje na to, że na Bartoszu Marchewce GKS nie zakończył fedrowania w okolicach stadionu przy Zgody. Po zakończeniu sezonu do pierwszoligowca może trafić Bartosz Baranowicz. 16-letni pomocnik należy do grona najbardziej utalentowanych graczy w kadrze Rozwoju, a potwierdzeniem jego umiejętności niech będzie fakt, że mimo swojego wieku zanotował aż 16 występów w obecnym sezonie drugiej ligi. Dodatkowo w styczniu 2018 roku Baranowicz spędził tydzień na testach w słynnym Liverpoolu. Pomocnik zaliczył w Anglii cztery treningi z zespołem u-16, a klub z Anfield zapewnił, że dalej będzie obserwował jego poczynania.
W styczniu tego roku zawodnik rozpoczął z kolei treningi w GieKSie, wraz z Bartoszem Neugebauerem oraz… nowym nabytkiem pierwszoligowca, Bartoszem Marchewką. Czy 16-latek zdecyduje się podążyć śladem nieco starszego kolegi?
gol24.pl – Dariusz Dudek jest gotowy na wygranie wiosennej wojny
Piłkarze GKS Katowice do wiosennych spotkań przystępują zajmując przed ostatnie miejsce w tabeli Fortuna 1. Ligi.
– Te 13 spotkań, które nam zostały to będą mecze o życie. Czeka nas w tej rundzie wielka wojna, która na koniec sezonu okaże się wojną wygraną – powiedział Dariusz Dudek, trener GKS Katowice.
[…] – Oddzielamy grubą kreską to co się działo jesienią i szczerze liczę, że wiosną zobaczymy nowy GKS. Nie rozpamiętujemy tego co było w 2018 roku. Czeka nas nowa runda, a w niej wielkie wyzwanie. Liczymy, że będziemy seryjnie wygrywać mecze i spokojnie utrzymamy się w I lidze – powiedział Jakub Wawrzyniak, kapitan GKS Katowice.
[…] Kapitan katowickiej drużyny był pod sporym wrażeniem zimowych wzmocnień.
– Zrobiliśmy świetne transfery. Rywalizacja na każdej pozycji jest teraz bardzo mocna, co sam również odczuwam. Zwykło się mówić, że pierwszy mecz po takiej przerwie jest wielką niewiadomą, ale ja mam nadzieję, że już od pierwszego meczu z Wigrami będziemy grać to co sobie założyliśmy – powiedział Jakub Wawrzyniak.
Trener Dudek był bardzo zadowolony, że klub zdecydował się na zakup systemu „Katapult” umożliwiającego monitorowanie wysiłku piłkarzy.
– Dziękuję prezesowi, że znalazł prywatnego sponsora na zakup tego systemu. Dzięki temu łatwo będzie można sprawdzić czy dobrze przygotowałem zespół do rozgrywek, a mnie bardzo ułatwi to pracę w mikrocyklu tygodniowym – dodał opiekun piłkarzy GieKSy.
SIATKÓWKA
dziennikzachodni.pl – Katowiczanie wygrali derbowe starcie po tie-breaku
Siatkarze GKS Katowice w meczu otwierającym 23. kolejkę PlusLigi pokonali w derbowym spotkaniu MKS Będzin. Katowiczanie przedłużyli zwycięską serię i wciąż mają szansę na awans do czołowej szóstki, która przystąpi do rywalizacji play off o medale mistrzostw Polski.
W pierwszym meczu tych drużyn w Sosnowcu GKS Katowice wygrał z MKS Będzin dopiero po tie-breaku. Teraz też będzinianie postawili się katowiczanom i w hali w Szopienicach gospodarze znów mogli cieszyć się ze zwycięstwa dopiero po rozegraniu pięciu setów.
[…]Katowiczanie po tej wygranej wciąż mają szanse na awans do czołowej szóstki, która w play off walczyć będzie o medale mistrzostw Polski. Będzinianie nadal zajmują ostatnie miejsce w tabeli PlusLigi mając na koncie tylko jedną wygraną.
siatka.org – Nierówny mecz w Katowicach. Gospodarze lepsi od będzinian
Po raz pierwszy od grudnia swoje punktowe konto powiększyli siatkarze MKS-u Będzin, którzy na wyjeździe przegrali z GKS-em Katowice. Choć spotkanie zakończyło się w tie-breaku, to nie był to równy pojedynek, w każdym z setów przeważała jedna, albo druga drużyna, a ostatecznie ze zwycięstwa mogli cieszyć się gospodarze.
polsatsport.pl – Droga przez mękę i zwycięstwo GKS Katowice
Siatkarze GKS Katowice pokonali MKS Będzin po niezwykle zaciętym spotkaniu 3:2 (25:20, 18:25, 25:15, 19:25, 15:6). W tie-breaku podopieczni Piotra Gruszki nie pozostawili złudzeń, że to im bardziej należały się dwa punkty.
Było to spotkanie dwóch ekip, które mają w rozgrywkach zupełnie inne cele. GKS bardzo poważnie myśli o grze w szóstce, a MKS zamyka zestawienie. Gdyby nie wycofanie się z ligi Stoczni Szczecin, to siatkarze z Będzina obecnie broniliby się przed spadkiem.
Początek pierwszej partii zupełnie nie obrazował sytuacji z tabeli. Obie drużyny walczyły jak równy z równym. Dopiero przy stanie 10:10 zaczęła uwidaczniać się przewaga gospodarzy.
[…] Porażka w drugim secie podrażniła podopiecznych trenera Piotra Gruszki. Już na początku trzeciej odsłony wyraźnie odskoczyli. W pewnym momencie prowadzili aż 16:8! Wychodziło im dosłownie wszystko. Set zakończył się miażdżącym wynikiem 25:15.
Wydawało się, że będzinianie nie podniosą się po klęsce w trzeciej odsłonie. Nic bardziej mylnego. Przyjezdni wyszli na boisko niezwykle skoncentrowani i zdystansowali rywali 10:4. Przez dłuższy czas utrzymywało się wysokie prowadzenie MKS. Gospodarze zerwali się jednak do walki i złapali kontakt punktowy 15:16. Nie poszli jednak za ciosem i o zwycięstwie musiał zadecydować tie-break. W nim przewaga gospodarzy nie podlegała dyskusji. Wynik 15:6 mówił sam za siebie…
HOKEJ NA LODZIE
sport.interia.pl – PHL. Tauron HC Katowice – Unia Oświęcim 0-3 w 5. ćwierćfinale
Wicemistrzowie Polski z Katowic jedną nogą za burtą półfinałów play-off. W piątym meczu ćwierćfinałów play-off przegrali u siebie z Unią Oświęcim 0-3 i w serii do czterech zwycięstw przegrywają 2-3.
[…] Mecz rozgrywano w pękającej od kibiców hali małego „Spodka”. Bilety na rywalizację play-off rozeszły się już dawno, w formie abonamentów. Wydawało się, że przy tak głośnym dopingu nikt nie będzie w stanie odebrać atutu własnej hali katowiczanom. Tymczasem Unia, która na kilka tygodni przed play-offem pożegnała trenera Jirziego Szejbę, by postawić na swojego szkoleniowca – Witolda Magierę, potrafiła tego dokonać!
dziennikzachodni.pl – Sensacja w Satelicie. Katowiczanie o krok od klęski
Sensacja w Satelicie. Hokeiści Tauronu KH GKS Katowice ulegli na własnym lodowisku Unii Oświęcim 0:3 i są o krok od odpadnięcia z walki o mistrzostwo Polski.
[…] Tego nikt się nie spodziewał. Najlepsza drużyna sezonu zasadniczego Polskiej Hokej Ligi po pięciu meczach ćwierćfinałowych przegrywa z Unią, która do play off awansowała dopiero po zwycięskich prekwalifikacjach z Zagłębiem Sosnowiec i jest o krok od odpadnięcia z rywalizacji. Oświęcimianom do awansu do półfinału brakuje już tylko jednej wygranej, a kolejny mecz odbędzie się na ich lodowisku. Porażka w Satelicie była dla katowiczan szczególnie przykra, bo w dniu meczu świętowali oni 55 rocznicę powstania klubu. Każdy kibic GieKSy wchodzący na lodowisko dostał urodzinowe ciastko, a kapitan drużyny Tomasz Malasiński przed pierwszym gwizdkiem sędziów wjechał na lód z okazałym tortem.
Na tafli już tak miło nie było. Gospodarze mieli wprawdzie optyczną przewagę i oddawali więcej strzałów na bramkę, ale grali bardzo nieskutecznie. W I tercji GieKSa przetrwała ponad 95 sekund gry w podwójnym osłabieniu, ale gdy pod koniec II odsłony na ławkę kar powędrował Niko Tuhkanen Unia objęła prowadzenie.
[…] Katowiczanie starali się odrobić straty, ale gdy grali w przewadze zrobili fatalną zmianę i były gracz GKS Słowak Andrej Themar strzelił drugiego gola. W 57 minucie gospodarze postawili wszystko na jedną kartę i wycofali bramkarza. Szybko stracili jednak krążek i Jan Danecek skierował krążek do pustej bram-ki przypieczętowując pierwszą wygraną Unii w Katowicach.
sportdziennik.pl – Ważne zwycięstwo GKS-u
Trenerzy Tauronu po przegranej w Katowicach doszli do wniosku, że trzeba dokonać rewolucji w składzie. Wszystkie ataki zostały mocno przemeblowane, ale na pewno w I tercji nie funkcjonowały tak, jak sobie wyobrażali szkoleniowcy. Od pierwszej minuty rozgrzała twarda walka, ale lepiej zorganizowani byli gospodarze. Umiejętnie grali we własnej strefie i wyprowadzali szybkie oraz groźne kontry. Gdy Marisowi Jassowi pozostało do końca kary 23 sek. Martin Przygodzki precyzyjnym uderzeniem pokonał Kevina Lindskouga. Gospodarze oddali aż 16 strzałów przy 8 gości. W przerwie w katowickiej szatni musiało dojść do gorących rozmów i trenerzy znów dokonali przetasowań w układzie ataków. Goście wyszli zmobilizowani, z kolei hokeiści Unii sprawiali wrażenie, że jeszcze nie wyszli z szatni. W konsekwencji stracili szybko 2 gole. Maciej Urbanowicz, a potem Patryk Wronka pokonali dobrze spisującego się Michala Fikrta. Trudno mieć do niego pretensje skoro oba strzały oddane z bliskiej odległości. Kiedy Grzegorz Pasiut podwyższył na 3:1, wydawało się, że ta potyczka została rozstrzygnięta i trzeba było się sposobić do decydującego spotkania.
W ostatniej tercji mecz stracił na jakości, ale trudno się dziwić skoro goście nie kwapili się do ataków. Natomiast miejscowi hokeiści znów szukali swoich szans w kontrach.
dzienikzachodni.pl – Katowiczanie zdobyli Oświęcim. O awansie zadecyduje mecz w Satelicie
[…] Katowiczanie po raz pierwszy w play off wygrali w Oświęcimiu, choć początek meczu nie wskazywał na taki scenariusz. To Unia dopingowana przez ponad 3 tysiące kibiców pierwsza zdobyła gola w tym spotkaniu. Na listę strzelców już w 6 min wpisał się Martin Przygodzki wykorzystując okres gry w przewadze Katowiczanie dopiero w drugiej tercji zaczęli grać skuteczniej i na efekty nie trzeba było długo czekać.
Już 32 sekundy po zmianie stron do remisu doprowadził Maciej Urbanowicz. Goście ani myśleli jednak na tym poprzestać. Pięć minut później na prowadzenie wyprowadził GKS Patryk Wronka popisując się w swoim stylu rajdem wzdłuż bramki i wpychając krążek do siatki. Teraz to Unia musiała atakować, a katowiczanie czekali na okazję do kontry. Ta nadarzyła się tuż przed przerwą i Grzegorz Pasiut zaskoczył zasłoniętego przez Tomasza Malasińskiego bramkarza oświęcimian. Po takiej tercji hokeiści Unii sprawiali wrażenie lekko zamroczonych, lecz w ostatniej odsłonie rzucili się do odrabiania strat. Gospodarze atakowali, ale między słupkami katowiczan świetnie spisywał się krytykowany ostatnio Kevin Lindskoug. Szwed w całym meczu obronił aż 32 strzały oświęcimian. Gdy w 52 min. Filip Starzyński strzelił czwartą bramkę dla GKS wydawało się, że jest już po meczu. Chwilę później drugiego gola dla Unii zdobył jednak Aleksiej Trandin, a zaraz potem na ławkę kar powędrował Urbanowicz i pod bramką gości było naprawdę gorąco. Katowiczanie przetrzymali 2-minutowy okres gry w osłabieniu i utrzymali korzystny wynik do końcowej syreny.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?


Najnowsze komentarze