Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka

Multisekcyjny przegląd prasy: Mglista inauguracja Zagłębia Sosnowiec. GieKSa za mocna 

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Korzystając z przerwy reprezentacyjnej, zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, hokeja na lodzie i siatkówki GieKSy.

 

PIŁKA NOŻNA:

dziennikzachodni.pl – Niespodzianka in minus

[…] Nieoczekiwanej porażki z Olimpią Szczecin doznały piłkarki GKS Katowice.
[…] W czterech ostatnich piłkarki GKS Katowice poniosły trzy porażki. Tym razem w meczu rozegranym na Bukowej zespół Witold Zająca nieoczekiwanie przegrał 0:1 z Olimpią Szczecin, która miała na koncie tylko jeden punkt i aż 21 straconych gol.

weszlo.com – Ekstraklasa w Katowicach? A komu to potrzebne?

Cztery porażki w pięciu ostatnich meczach – tak fatalna passa GKS-u Katowice sprawiła, że klub znalazł się już w okolicach strefy spadkowej. Z dorobkiem punktowym na poziomie Warty Poznań, targanej gigantycznymi zawirowaniami właścicielskimi. Warty, która rozegrała o dwa mecze mniej. Dwunastopunktowa strata do lidera nie zwiastuje nic optymistycznego w kontekście walki o awans do ekstraklasy, a to przecież – jak co roku – miało być celem katowiczan. Latem zatrudniono cały tabun doświadczonych zawodników, tymczasem sezon rozpoczął się dla GieKSy po prostu dramatycznie słabo.

[…] Posada trenera Jacka Paszulewicza już teraz wisi na włosku, choć sezon na dobrą sprawę dopiero się rozkręca. W poniedziałek odbyło się w klubie długie zebranie, na którym decydowały się dalsze losy szkoleniowca. Ostatecznie stanęło na tym, że zarząd GKS-u zaakceptował plany Paszulewicza na poprawę katastrofalnej formy zespołu. Prezes klubu, Marcin Janicki, podkreślał po tym spotkaniu, że uważnie oglądał ostatni mecz (przegrany 1:2 z Chojniczanką na wyjeździe) i styl gry katowiczan nie był całkowicie do chrzanu. Niemniej – wyniki muszą ulec szybkiej odmianie.

[…] I awans jak zwykle ucieka. Podobnie było przecież w zeszłym sezonie – Marcin Krupa, prezydent Katowic, w połowie września ubiegłego roku oznajmił publicznie, że sezon dla klubu jest już stracony, a celem powinien być awans do ekstraklasy w 2019 roku. Zbliża się rocznica tamtego wywiadu i jak tak dalej pójdzie, to trzeba będzie złożyć oświadczenie, że awans zaplanowano jednak na rok 2020. I tak w kółko.

Zabawa w oświadczenia w GKS-ie Katowice. Afera na linii klub-zawodnik

[…] GieKSa znajduje się obecnie w strefie spadkowej i wydawało się, że jedyne, czego jej jeszcze brakuje to jakieś zamieszanie wewnątrz klubu. To też, oczywiście, musiało się pojawić.

O co chodzi? W skrócie – Paweł Mandrysz oskarża swój klub, że nie może walczyć o skład, bo GieKSa nie zgłosiła go do ligi. Klub argumentuje, że Mandrysz mógł rozwiązać kontrakt, a wcześniej oferowano mu wypożyczenie.

Generalnie spore zamieszanie, tym bardziej że dwie strony wydały swoje oświadczenia.

[…] Zacznijmy od pewnej nieścisłości. Mandrysz pisze: „Pragnę również zaznaczyć, iż w momencie przedłużenia przeze mnie kontraktu, nie zostałem poinformowany o tym, że jedyną opcją na występy w meczach piłkarskich będzie pójście na wypożyczenie do innego klubu”.

Zerkamy na 90minut.pl i widzimy czerwcową informację o przedłużeniu przez niego kontraktu, a tam stoi jak byk: „20-letni pomocnik Paweł Mandrysz przedłużył o rok swój kontrakt z GKS-em Katowice. Pierwszoligowiec poinformował również, że Mandrysz, a także 18-letni obrońca Patryk Wnuk otrzymali od klubu zgodę na wypożyczenie do innych drużyn”.

Jakkolwiek spojrzeć, jeżeli klub zgadza się na twoje wypożyczenie, to raczej nie wiąże z tobą przyszłości w najbliższym sezonie.

[…] W Katowicach obserwujemy więc spore zamieszanie. Argumenty klubu wydają się sensowne, przede wszystkim zastanawia zapieranie się Pawła Mandrysza, że nie został poinformowany o tym, że jedyną opcją na występy w meczach piłkarskich będzie pójście na wypożyczenie do innego klubu, choć już w czerwcu zostało to wyraźnie zaznaczone.

Dziś nie dowiemy się, jak było naprawdę, ale to zamieszanie wydaje się kolejnym dowodem na to, że w GieKSie obecnie nie dzieje się najlepiej. Zarówno na boisku, jak i poza nim.

sportdziennik.pl – Problem za trzy dychy

Prawdopodobnie to Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych oceni niebawem, czy działacze GKS-u Katowice popełnili grzech zaniechania, nie zgłaszając Pawła Mandrysza do rozgrywek w trakcie trwania okienka transferowego.

„Klub ze swojej winy zaniechał zgłoszenia Zawodnika do rozgrywek ligowych, pod warunkiem, iż oświadczenie o rozwiązaniu Kontraktu zostanie złożone w terminie jednego miesiąca od daty zamknięcia okresu zmiany przynależności klubowej zgodnie z obowiązującymi przepisami PZPN” – to fragment Uchwały nr III/54 zarządu PZPN z marca 2015 roku, odpowiadający na kwestię, kiedy zawodnikowi przysługuje prawo do jednostronnego rozwiązania kontraktu z winy klubu. Właśnie na tej podstawie Paweł Mandrysz, niespełna 21-letni pomocnik GKS-u Katowice, chce rozstać się z Bukową.

[…] Wniosek o rozwiązanie kontraktu z winy klubu trafił do PZPN już w sobotę. Licząc od tego dnia, GKS ma tydzień, by się od niego odwołać.

– Rozważamy w tej sytuacji wiele sposobów działania i nie chcemy deklarować, którego się podejmiemy. Z pewnością złożenie odwołania to jeden z tych scenariuszy – poinformował nas Maciej Blaut z działu komunikacji klubu z Bukowej.

[…] Niesporządzenie odwołania byłoby jednoznaczne z kapitulacją „Gieksy” i – co niesie ze sobą rozwiązanie umowy z winy klubu – koniecznością wypłacania zawodnikowi wynagrodzenia aż do pierwotnego terminu wygaśnięcia umowy, czyli 30 czerwca 2019 roku.

 

HOKEJ NA LODZIE:

hokej.net – Mgła płatała figle

Hokeiści Zagłębia Sosnowiec przegrali na własnym lodzie z Tauronem KH GKS-em Katowice 1:4. Katem sosnowiczan, którzy wrócili na ekstraligowe salony, okazał się Tomasz Malasiński, który zdobył dwie bramki i asystował przy trafieniu Grzegorza Pasiuta.

[…] Sosnowiczanie po objęciu prowadzenia starali się przeciwstawiać aktualnemu wicemistrzowi Polski, który przejął inicjatywę na lodzie. Zmasowane ataki katowiczan zakończyły się bramką Eetu Heikkinena, który silnym strzałem w samo okienko pokonał Radziszewskiego.

W czasie trwania drugiej tercji nad lodem zaczęła unosić się mgła, która utrudniała widoczność zawodnikom dlatego prowadzący to spotkanie arbiter Bartosz Kaczmarek postanowił zakończyć ją pięć minut przed czasem. Po piętnastominutowej przerwie hokeiści obu drużyn dokończyli drugą odsłonę i po zmianie stron rozpoczęli trzecią tercję.

Warto wspomnieć, że w 23. minucie meczu Radosław Sawicki nie wykorzystał rzutu karnego, a jego próbę pewnie wybronił „Radzik”.

[…] Ostatnia tercja również musiała zostać przerywana, a zawodnicy poprzez jazdę wokół tafli rozganiali mgłę.

sosnowiec.wyborcza.pl – Mglista inauguracja Zagłębia Sosnowiec. GieKSa za mocna

Zagłębie Sosnowiec wróciło do ekstraligi z myślą, że będzie ucierać nosa nawet najlepszym. Faworyt z Katowic rzeczywiście musiał się mocno napracować, żeby wywieźć ze Stadionu Zimowego trzy punkty. Zagłębie nie mogło sobie wymarzyć lepszego rywala na inaugurację rozgrywek. Przeciwnik zza miedzy to zawsze dodatkowe emocje dla kibiców, a dla zawodników sygnał, że trzeba sięgnąć do najgłębszych pokładów ambicji.

Sosnowiczanie nie mają dziś tylu strzelb, żeby postawić silny GKS pod ścianą. Trener Marcin Kozłowski zapowiadał co prawda, że Zagłębie ma sposób na wicemistrza Polski, ale szybko okazało się, że ten sposób to przede wszystkim Rafała Radziszewski.

 

SIATKÓWKA:

sportowefakty.wp.pl – Triumf Cerradu Czarnych Radom w turnieju z udziałem drużyn PlusLigi

Cztery zespoły PlusLigi wzięły udział w turnieju we Włoszczowie. Rywalizację pomiędzy Cerradem Czarnymi Radom, GKS-em Katowice, Chemikiem Bydgoszcz i MKS-em Będzin wygrali ci pierwsi. W finale Wojskowi pokonali podopiecznych Piotra Gruszki 3:1.

Mocną obsadę miał Turniej Piłki Siatkowej Mężczyzn z okazji 100-lecia Odzyskania Niepodległości, rozgrywany we Włoszczowie. W półfinałach zmierzyły się: Cerrad Czarni Radom z MKS-em Będzin oraz GKS Katowice z Chemikiem Bydgoszcz. Oba mecze nie dostarczyły zbyt wielu emocji, o czym mogą świadczyć chociażby wyniki poszczególnych setów. Podopieczni Piotra Gruszki jedynie w drugiej partii musieli uznać wyższość drużyny znad Brdy. Pomęczyli się także w czwartej odsłonie, wygranej ostatecznie 33:31.

[…] W finale Cerrad Czarni rozprawili się z GKS-em. Starcie otworzyła świetna seria zagrywek Reto Gigera, po której radomianie prowadzili 7:0. To ustawiło losy premierowej odsłony. W drugim secie katowiczanie mocniej postawili się rywalom i w pewnym momencie zniwelowali stratę nawet do jednego punktu. Zacięta końcówka należała jednak do Wojskowych. Później świetnie blok przeciwników rozrzucał Maciej Fijałek i to głównie dzięki jego dobrej grze GieKSa wygrała 25:19. W czwartej partii ekipa z województwa mazowieckiego wróciła do wcześniejszej dyspozycji.

[…] Nagrody indywidualne:

MVP: Reto Giger (Cerrad Czarni Radom)

Najlepszy libero: Michał Ruciak (Cerrad Czarni Radom)

Najlepszy przyjmujący: Dominik Depowski (GKS Katowice)

Najlepszy atakujący: Maksim Żygałow (Cerrad Czarni Radom)

Najlepszy środkowy: Bartłomiej Krulicki (GKS Katowice).



Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Tychach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W 20. kolejce THL nasza drużyna wyruszyła do Tychów żeby zmierzyć się z miejscowym GKS-em.

Pierwszą tercję rozpoczęliśmy od szarpanej gry w tercji neutralnej. Dopiero w 4. minucie strzał na bramkę Fucika zdołał oddać Wronka, ale jego uderzenie nie sprawiło problemów bramkarzowi gospodarzy. W 7. minucie miejscowi wyszli na prowadzenie. W drugiej połowie pierwszej odsłony nasza drużyna stanęła przed szansą wyrównania wyniku za sprawą liczebnej przewagi. Pomimo oddania kilku groźnych strzałów, to żaden z naszych zawodników nie zdołał pokonać Fucika. W 19. minucie fantastyczną interwencją popisał się Eliasson ratując nas przed utratą drugiej bramki. Chwilę przed syreną kończącą pierwszą tercję Eliasson ponownie zachował czujność i pewnie obronił kolejne strzały gospodarzy.

Drugą tercję rozpoczęliśmy od zdecydowanego ataku na bramkę Fucika, blisko zdobycia bramki był Wronka i Varttinen. W 24. minucie gospodarze zdobyli drugą bramkę, wykorzystując liczebną przewagę. Kilkanaście sekund później gospodarze ponownie podwyższyli. W 25. minucie nastąpiła zmiana bramkarza w naszej drużynie. W 28. minucie czwartą bramkę dla drużyny gospodarzy zdobył Drabik, wykorzystując bierną postawę naszych obrońców. W 33. minucie w sytuacji sam na sam z Fucikiem znalazł się Dupuy, ale jego strzał był za lekki, by pokonać bramkarza gospodarzy. Na sam koniec drugiej odsłony gospodarze po raz piąty wbili krążek do naszej bramki.

Trzecią odsłonę rozpoczęliśmy od kilku strzałów na bramkę Fucika. Jednak to gospodarze ponownie znaleźli drogę do naszej bramki, zdobywając szóstą bramkę w tym meczu. Minutę później po raz siódmy do bramki trafił Viinikainen. Na sam koniec meczu bramkę honorową dla naszej drużyny zdobył Jonasz Hofman.

GKS Tychy – GKS Katowice 7:1 (1:0, 4:0, 2:1)

1:0 Filip Komorski (Valtteri Kakkonen, Rafał Drabik) 06:16
2:0 Alan Łyszczarczyk (Rasmus Hejlanko, Valtteri Kakkonen) 23:23, 5/4
3:0 Mark Viitianen (Dominik Paś) 24:18
4:0 Rafał Drabik (Szymon Kucharski, Mateusz Bryk) 27:48
5:0 Mateusz Gościński (Hannu Kuru, Olli Kaskinen) 38:56
6:0 Hannu Kuru (Juuso Walli, Bartłomiej Pociecha) 45:23
7:0 Olli-Petteri Viinikainen (Alan Łyszczarczyk, Rasmus Hejlanko) 47:54
7:1 Jonasz Hofman

GKS Tychy: Fucik, Lewartowski – Viinikainen, Bryk, Łyszczarczyk, Komorski, Knuutinen – Kaskinen, Kakkonen, Jeziorski, Kuru, Heljanko- Walli, Pociecha, Karkkanen, Paś, Viitanen – Bizacki, Ubowski, Drabik, Kucharski, Gościński.

GKS Katowice: Eliasson, Kieler – Maciaś, Hoffman, Wronka, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Anderson, Monto, Dupuy – Runesson, Lundegard, Michalski, McNulty, Hofman Jo. – Chodor, Dawid, Hofman Ja.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Komu nie zależało, by zagrać?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Gdy wyjrzałem dziś za okno z pokoju hotelowego, zobaczyłem szron na pobliskich dachach. I tyle. Śniegu nie było ani grama, jedyne, co mogło nas przyprawiać o lekkie dreszcze to przymrozek i konieczność spędzenia tego meczu w tak niskiej temperaturze. Wiadomo jednak, że podczas dobrego widowiska można się porządnie rozgrzać i emocje sportowe niwelują jakiekolwiek atmosferyczne niedogodności. Głowiłem się, jak to jest, że w różnych rejonach Polski mamy atak zimy, a przecież okolice bieguna zimna, które teoretycznie najbardziej są narażone na popularny biały puch, tym razem są wolne od tego.

Gdy jechałem autobusem na mecz i zaczęło lekko prószyć – a było to o godz. 10.30 ani przez myśl nie przeszło mi, jak to się wszystko skończy. Po prostu – śnieg zaczął sobie padać, nie był to jakiś armagedon, a i same opady śniegu, choć były wyraźne, nie przypominały tych, które znamy z przeszłości.

Po wejściu na stadion zobaczyłem taką właśnie oprószoną murawę – niezasypaną. Białawo-zieloną lub zielonkawo-białą. Typowy widok, gdy mamy pierwsze opady śniegu w roku lub też szron po mroźnej nocy. Białe gunwo (że tak zejdziemy z romantycznej wersji o puchu) ciągle jednak z białostockiego nieba spadało. I w pewnym momencie rzeczywiście murawa stała się dość biała. Nie przeszkodziło to jednak obu drużynom oraz sędziom rozgrzewać się. Kibice wypełniali stadion, zwłaszcza ci z Jagiellonii jeszcze przed meczem głośno dopingując swój zespół. Sympatycy GieKSy powoli zaczęli wchodzić na sektor gości i też dali znać o sobie. Przyznam, że nie myślałem w ogóle o tym, że mecz może się nie odbyć. Nie miałem takiego konceptu w głowie.

Za łopaty wzięło się… kilka osób. Zaczęli odśnieżać pola karne. Wyglądało to tak, że na jednym skrzydle stało trzech chłopa i sami nie wiedzieli, jak się za to zabrać. „Gdzie kucharek sześć…” – powiedziałem Miśkowi. A na drugim skrzydle szesnastki jeden jegomość odśnieżył na kilka metrów szerokość pola karnego, pokazując, że „da się”. A tamci deliberowali. Do tej pory odśnieżone były tylko linie i wspomniany kawałek. Na drugim polu karnym natomiast jakiś artysta „odśnieżał” w taki sposób, że zagarniał, wręcz zdrapywał śnieg, zamiast go nabierać na łopatę. Nie trzeba być śnieżnym omnibusem, żeby wiedzieć, że średnio efektywna jest to metoda. Po niedługim czasie wszyscy położyli na to lachę i sobie poszli czy tam przestali działać.

Dopiero kilka minut przed meczem zorientowałem się, że sędzia się dziwnie zachowuje, wychodzi i sprawdza. Załączyłem Canal+, by nasłuchiwać wieści i tam było jasne, że arbiter Wojciech Myć sugerował, iż szanse na rozegranie tego spotkania są dość marne. Potem wyszedł na boisko jeszcze raz, ze swoimi asystentami i patrzyli, jak zachowuje się piłka. W moim odczuciu ta rzucana i turlana przez nich futbolówka reagowała normalnie, z odpowiednim odbiciem czy brakiem większego oporu przy toczeniu się po ziemi. Do końca miałem nadzieję, że mecz się odbędzie.

Sędzia jednak zadecydował inaczej. W wywiadzie dla Canal+ powiedział, że ze względu na zdrowie zawodników, a także ograniczoną widoczność – podejmuje decyzję o odwołaniu meczu. Podał też argument, że do pomarańczowej piłki przykleja się śnieg i tak jej nie widać. A linie, które zostały odśnieżone i tak za chwilę zostałyby zasypane.

Mecz się nie odbył.

Odniosę się więc najpierw do słów sędziego, bo już one są dla mnie kuriozalne. Odśnieżone linie po 40 minutach (także już po odwołaniu meczu) nadal były widoczne. I nie zanosiło się specjalnie na to, że mają zostać momentalnie zasypane. Nawet jeśli – to chwila przerwy w meczu lub po prostu w przerwie między dwiema połowami – pospolite ruszenie do łopat i gotowe. A argument o piłce to już kuriozum do kwadratu. Na Boga – przecież śnieg to nie jest jakiś klej czy oleista substancja. I nawet jeśli w statycznej sytuacji klei się do piłki, to jest ona cały czas KOPANA. Dla informacji pana Mycia – to powoduje drgania w futbolówce, a to (plus odbijanie się od ziemi) z piłki przyklejony kawałek śniegu strząsa. Więc naprawdę nie mówmy takich głodnych kawałków na głos, bo tylko wzmacniamy opinię o sędziach taką, a nie inną.

Trener Siemieniec już po decyzji mówił dla Canal Plus, że z punktu widzenia logistyki w rundzie jesiennej, nie na rękę jest im nie grać, w domyśle, że ten mecz trzeba będzie jeszcze gdzieś wcisnąć. Tylko przecież WIADOMO, że tego spotkania nie da się rozegrać jesienią, bo przecież po ostatnim meczu ligowym Jaga gra dwa razy w Lidze Europy plus jeszcze w środku grudnia zaległy mecz z Motorem. Więc z GKS musieliby zagrać tuż przed świętami, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie przedłuży rundy GieKSie o dwa tygodnie z powodu zaległego meczu. Niech więc trener Adrian nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym trener powiedział, że ze względu na stan boiska, była to jedyna i słuszna decyzja i trudno nie było odnieść wrażenia, że z powodu napiętego terminarza właśnie TERAZ, dłuższy oddech dla Jagiellonii to najlepsze, co może ich spotkać…

A Rafał Górak? Bardzo dyplomatycznie mówił, że rozumie decyzję sędziów, ale chyba trzy razy podczas wywiadu dał do zrozumienia, jakie miał zdanie… Panowie za zamkniętymi drzwiami rozmawiali, każdy dał swoje argumenty. Trener zwrócił uwagę, że ze względu na szczelnie wypełniony sektor gości mogło to wyglądać inaczej. Że białe linie widać i przy dobrej woli organizatora, boisko można byłoby doprowadzić do stanu używalności. Że taki wyjazd bez meczu to dodatkowe koszty dla klubu. Jakbym więc miał typować, to pewnie wyglądało to tak „ej Rafał, wiesz, jak jest, jaką mamy sytuację, wiem, że nie jest to wam na rękę, ale zgódź się na przełożenie meczu, odwdzięczymy się dobrym winkiem”… Być może więc ze względu na solidarność kolegów po fachu i gentelmen’s agreement, szkoleniowiec, mimo że wolałby zagrać – nie oponował.

No i właśnie. To jest pytanie – czy komuś zależało, żeby wykorzystać opady i meczu nie rozegrać? Powiem wprost – reakcja organizatora meczu na tę „zimę” jest mocno zastanawiająca i nie wiem, czy Jagiellonia nie powinna z tego tytułu ponieść konsekwencji. Powtórzę – klub nie zrobił absolutnie nic, żeby ten mecz rozegrać. Począwszy od prognoz – przecież atak zimy w Polsce był już wczoraj, więc nie można było nie zakładać, że podobna sytuacja powtórzy się w Białymstoku. A jeśli tak, to przygotowuje się zastępy ludzi – choćby na wszelki wypadek – do tego, żeby boisko odśnieżyć. Pamiętacie, co było w zeszłym sezonie w meczu Radomiaka z Zagłębiem? Momentalnie, w ciągu kilku minut płyta po nawałnicy zrobiła się biała. Tam też było ryzyko przerwania i odwołania meczu. Ale ludzie robili, co w swojej mocy, odśnieżali, jak tylko się da i spotkanie zostało dokończone. Wczoraj w Rzeszowie kompletnie zasypany stadion został odśnieżony i mecz również się odbył. A w Białymstoku? Nie było chętnych czy nie miało ich być? Mogli nawet tych żołnierzy wziąć, co to zawsze są na trybunach. Cokolwiek. A tutaj kilku ludzi z łopatą zaczęło nieskładnie machać, ale chyba ktoś im powiedział, że to bez sensu – no i przestali.

Nie będę wnikał, czy na takim boisku można grać czy nie. Jak bardzo wpływa to na zdrowie zawodników. Wiem, że w przeszłości takie mecze się odbywały i nikt nie płakał i nie zasłaniał się ani zdrowiem, ani terminarzem. GieKSa taki mecz rozgrywała z Arką Gdynia – pamiętny z niewykorzystanym karnym Adamczyka – i jakoś się dało. Nie jest to może najbardziej estetyczne widowisko, ale mecz jest rozegrany i jest z głowy.

Natomiast tu nie chodzi o to, czy na zaśnieżonym boisku można grać. Chodzi o to, że nikt nie zajął się odśnieżaniem. Dlatego cała ta sytuacja ostatecznie wydaje mi się po prostu skandaliczna. Dosłownie godzinkę śnieg poprószył – bez jakiejś większej nawałnicy – i odwołujemy mecz.

I tak – piłkarze pojechali sobie na drugi koniec polski, by pobiegać na murawie stadionu Jagiellonii. Klub zapłacił za hotel, wyżywienie, przejazd. Teraz będzie to musiał zrobić drugi raz – najpewniej na wiosnę. Kibice zrywali się o drugiej w nocy, niektórzy pewnie nawet nie poszli spać, by stawić się na zbiórkę w ciemnych Katowicach. Jechali w tak wielkiej liczbie przez cały kraj – też przecież zapłacili za bilety i przejazd. I dostali w bambuko, bo paru osobom nie chciało się wyjść i doprowadzić boisko do jako takiego stanu.

Uważam, że PZPN czy Ekstraklasa, czy kto tam zarządza tym całym grajdołkiem, nie powinien przyzwalać na taką fuszerkę. To jest kupa kasy i czas wielu ludzi, którzy zdecydowali się do Białegostoku przyjechać. To po prostu jest nie fair.

Nieraz bywały jakieś sytuacje czy to z pogodą, czy wybrykami kibiców i kapitanowie lub trenerzy obu drużyn zgodnie mówili – gramy/nie gramy. Była ta wyraźna jednogłośność. A czasem spór. Grano nawet po zapaści Christiana Eriksena – choć tam akurat uważam, że ta decyzja była fatalna (choć z drugiej strony to Euro, więc logistyka dużo trudniejsza). Tutaj zabrakło determinacji, żeby mecz rozegrać. Rozumiem trenera Góraka, że podszedł dyplomatycznie do sprawy. Ja tego protokołu dyplomatycznego trzymać nie muszę i wysuwam hipotezę, że komuś na rękę był ten niezbyt wielki opad śniegu.

Dotychczas wielokrotnie pisałem i mówiłem, że cenię Jagiellonię i Adriana Siemieńca za to, jak łączą ligę i puchary. Byłem pod wrażeniem, że rok temu Jaga nie przełożyła spotkania z GKS na jesień, gdy sama była pomiędzy meczami z Ajaxem – trener gospodarzy dzisiejszego niedoszłego pojedynku mówił, że poważna drużyna musi umieć grać co trzy dni. Tym razem jednak w obliczu meczu z KuPS i końcówki ligi, takie zdanie przestało już zobowiązywać.

Nam nie pozostaje nic innego, jak przygotować się do sobotniego spotkania z Pogonią. Oby piłkarze GKS również wykorzystali fakt, że nie będą mieli Jagi w nogach i jak najlepiej mentalnie i fizycznie przygotowali się do spotkania z Portowcami. A z Jagiellonią i tak się już niedługo zmierzymy, bo za jedenaście dni w Pucharze Polski.

Kups!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz z Jagiellonią odwołany!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W związku z atakiem zimy w Białymstoku i niezdatnymi według sędziego warunkami do gry mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice został odwołany.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga