Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Nie ma podstaw, by wierzyć w tych ludzi…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

No i co proszę państwa? Po meczach z rywalami z czołówki wydawało się, że GKS Katowice ma w tym sezonie ekipę zdolną awansować do ekstraklasy. Że przyszedł trener, który poukładał to rozmemłane towarzystwo i nawet tych, którzy w poprzednim sezonie zawiedli (czytaj: oddali awans bez walki), tym razem udało się przekonać do tej walki przekonać.

Mieliśmy rację – wydawało nam się. To, co ujrzeliśmy w meczu ze Stalą było pewnym ostrzeżeniem. Zbagatelizowanym, bo przecież katowiczanie wygrali potem dwa wyjazdy z ciężkimi rywalami. To co było z Puszczą napawało już pewnym niepokojem. Nie sama porażka jako taka, bo to się zawsze może zdarzyć, ale jej styl. Styl beznadziejny, taki że niektórzy zawodnicy byli nie do poznania (a może jednak?). Tak więc do Bytovii podchodziliśmy z uzasadnionymi obawami, które znów się potwierdziły. Na swoim stadionie zespół zagrał bezjajecznie, bezbarwnie, nie stwarzał zagrożenia i był bliski porażki. Tu już widzieliśmy, że będzie ciężko z awansem. Mimo że drużyny rywali traciły punkty, to dwa razy nie udało się odskoczyć. Dodatkowo postawa niektórych zawodników była tak skandaliczna, że jedyne, na co mogliśmy liczyć to cud i dalsze straty punktów przez przeciwników. I tutaj od razu zaznaczmy, że GieKSa liczy się jeszcze w stawce tylko i wyłącznie ze względu na równie dramatyczną postawę innych drużyn. Gdyby choć jedna oprócz Miedzi zachowała minimalny poziom przyzwoitości, to moglibyśmy się na tym etapie sezonu bić już co najwyżej o prestiżowy Puchar Wiosny.

Mimo to, mecz ze Stomilem jawił się jako ten, który po prostu trzeba wygrać i GKS prawdopodobnie wygra. Wiele by to nie zmieniło w postrzeganiu tej ekipy, bo pryzmat Puszczy i Bytovii byłby nadal znacznym kontekstem. Mecz w Olsztynie trzeba było bezwzględnie wygrać, bo zaraz czeka nas Podbeskidzie i Ruch.

Kto był w Olsztynie, ten widział. GKS w pierwszej połowie na tle najsłabszej drużyny w lidze rzeczywiście prezentował się przyzwoicie. I tylko tyle – przyzwoicie. Nie wierzcie trenerowi Paszulewiczowi, że GKS zagrał jedną z „ładniejszych” połów. To jest trochę tak, jakby wybrać najmniej brzydką dziewczynę. Nadal będzie niezbyt urodziwa, o niezbyt pociągających kształtach, dodatkowo z wąsem. Ale najmniej brzydka.

Co z tego, że GKS potrafił przetrzymywać piłkę na połowie najsłabszej drużyny w lidze (która nawet nie potrafiła wygrać z Ruchem), skoro przy szesnastym metrze zawodnicy głupieli i nie wiedzieli (albo nie chcieli wiedzieć), co z tą piłką zrobić? Bo tak naprawdę ilekroć jakiś Słomka czy Zejdler próbowali coś zdziałać z przodu, to wyglądało to pokracznie. Tak jak próba Zejdlera, który dochodził do pola karnego z prawej strony, miał IDEALNĄ sytuację, ale wystrzelił piłkę byle wyżej i byle dalej od centrum pola karnego. Na wprost pola karnego piłkę dostał Prokić i pokracznie uderzył prosto w przeciwnika. Do Prokića jeszcze wrócimy…

Ale pierwsza połowa to jeszcze była „dobra” w porównaniu z drugą częścią gry. Tam mieliśmy festiwal nieporadności – celowej lub nie – po raz trzeci przypomnimy, z najgorszą punktowo drużyną ligi. Drużyną, która w poprzednich trzynastu meczach wygrała tylko raz. Drużyną, która była kompletnie bezradna w ofensywie, niemająca umiejętności ataku i taką, gdzie w najgorszych snach widzielibyśmy co najmniej bezbramkowy remis. Ale nie – nasi zawodnicy są piłkarskimi magikami, więc z jedynej sensownej akcji gospodarzy wyszedł rzut karny i gol. I mecz zakończył się porażką, Stomil przedłużył nadzieje na utrzymanie (które pewnie zaraz prysną, bo tak słaba drużyna przegra jeszcze kilka spotkań). A my utwierdziliśmy się w przekonaniu, że ten sezon to jednak kopiuj-wklej tego, co obserwowaliśmy dokładnie rok temu.

Nie ma racjonalnych przesłanek, by uwierzyć, że tę ekipę stać na awans. Nie sportowo – bo sportowo to wystarczy wsadzić palec do nosa, dwa razy podłubać i awans ma się w kieszeni. Niestety naszych zawodników nie stać nawet na to. Mówimy więc o przesłankach związanych z tym co widzimy teraz i co pamiętamy z zeszłego roku. Podobnie jak za Brzęczka, tak i teraz momenty, w których GKS zbliża się do awansu i ma szansę na zrobienie czegoś więcej, są sabotowane przez zawodników. Rok temu pięciokrotna sytuacja, w której wygrana dałaby lidera została zaprzepaszczona przez żenujące mecze. Teraz można było TRZY PIEPRZONE RAZY z rzędu odskoczyć od rywali na komfortową odległość i skończyło się do jednym punktem w trzech meczach ze słabeuszami i to jeszcze bez strzelonej bramki. Za to z postawą mało godną sportowca, który, gdy tylko zwietrzy szansę na przypadkowy sukces, to robi wszystko, żeby tego sukcesu nie osiągnąć. Nasi zawodnicy snują się po boisku, wyglądają, jakby pierwszy raz się skrzyknęli na placu zaraz obok budki z piwem. A jak mają już naprawdę korzystną sytuację do oddania strzału, otwierającego podania czy ciekawego dośrodkowania – wówczas naprawdę wyglądają, jakby nie byli w pełni dyspozycyjni tego wieczoru.

Musimy pamiętać, że w pewnej mierze za ten stan rzeczy są odpowiedzialni niektórzy główni bohaterowie wiosny 2017. O ile Kamiński jeszcze jako tako się prezentuje (zazwyczaj dobrze), to postawa wspomnianego Zejdlera jest tak skandaliczna, że trzymanie tego zawodnika przez tyle czasu w klubie jest działaniem na jego szkodę (klubu). To co wyprawia w całej rundzie sprawia, że zastanawiamy się, czy nie nastąpiła pomyłka w wyborze zawodu. Foszmańczyk od kółeczka w Grudziądzu na szczęście gra mało, ale dostał dwie szanse i dostosował się do poziomu „niechciejstwa” reszty. Goncerz grał w kilku meczach i i tak wypadł lepiej niż się spodziewaliśmy, bo zaliczył asystę i trafił w słupek. Ale poza tym grał słabo.

I tu dochodzimy do człowieka, który jawnie przechodzi obok meczu, nie angażuje się i emanuje olewactwem. Andreja Prokić – zawodnik, który zrobił nas w konia, że mu zależy, bo zagrał kilka bardzo dobrych meczów wcześniej. Patrząc na jego żenującą postawę ostatnio, coraz bardziej jednak nabieramy przekonania, że błędem jest stawiać na zawodnika, który po sezonie przechodzi do klubu, z którym jego obecny klub bezpośrednio rywalizuje o ekstraklasę. Nie bądźmy idealistami, bo grupa zawodowa pt. piłkarze to nie jest grupa honorowa i daleko im do takich wartości jak profesjonalizm i przywiązanie. Nie ma powodu, by sądzić, że z Prokićem jest inaczej, patrząc na jego postawę, są podstawy, żeby sądzić, iż może „grać”. I to bynajmniej nie w piłkę…

Prokić nie jest w słabszej formie. Słabszą formę potrafimy widzieć i ocenić. Prokić po prostu gra tak niechlujnie, nie przykłada się do pojedynczych zagrań, poziom jego agresji na boisku, szybkości, siły jest zerowy. Widać gołym okiem, że on się nie angażuje w grę. Natomiast jego dziwne zachowania w korzystnych sytuacjach, naprawdę powodują powstawanie w głowie szeregu pytań. Dla dobra zawodnika, trenera, klubu, jak i nas, najlepszym rozwiązaniem byłoby zrezygnowanie z jego usług do końca tego sezonu. Zawodnik swoją postawą powoduje, że absolutnie nie można mieć do niego zaufania. Obserwując jego poczynania w Olsztynie, jakiekolwiek marzenia o jego efektywności były jedynie magicznym myśleniem, bo wiadomo było, że nawet, gdy nadarzy mu się okazja, wywinie taki numer, że szkoda gadać.

Trener Paszulewicz po meczu ze Stomilem wyglądał na załamanego, ale też zdezorientowanego. To szokujące, że nas nie dziwi to, co dziwi jego. Trener stara się wytłumaczyć sobie to wszystko ciągle „brakiem jakości piłkarskiej, przy obecnej we wcześniejszych meczach motoryce i organizacji gry”. Nie mówi jednak nic o motywacji zawodników, tak jakby w ogóle to nie było istotne, a przecież jest warunkiem koniecznym. Trener jest chyba tak zszokowany postawą piłkarzy, że nie chce dopuścić myśli, że im się nie chce, że mają to w dupie, że awans do ekstraklasy nie jest czymś, o co warto się zabijać na boisku. Więc musi to tłumaczyć brakiem jakości. A tak jak napisaliśmy, jakość, która by wystarczyła to przysłowiowe podłubanie trochę w nosie. Jeszcze chwila i trener zorientuje się, że piłkarze nie grają do tej samej bramki, co on – tylko do przeciwnej. A jest to bramka samobójcza.

Szkoleniowiec ratuje się, jak może wystawiając coraz to nowych zawodników, ale praktycznie każdy go zawodzi. Próbował już tych wszystkich Foszmańczyków, Cerimagiców w środku, spróbował Plizgi, który coś tam próbował, ale bez efektu. W ataku kombinuje: Kędziora czy Goncerz, Goncerz czy Kędziora? W końcu postawił przez 20 minut na Volasa, a ten nie wykorzystał setki, a w drugiej sytuacji zachował się idiotycznie. Słabego wystawia na prawej stronie, a prawa noga służy mu tylko do podpierania.

Zdaję sobie sprawę, że po tym felietonie znów szatnia zatrzęsie się z nerwowego śmiechu, że znów piłkarze będą mieli pretensje, o co mi chodzi. Że pewnie niektórzy kibice powiedzą, że za ostro i że nie wierzę w awans i za wcześnie ich skreślam.

Tak, po meczu w Olsztynie nie wierzę w ten awans. Wierzyłem bardzo mocno przed Puszczą, wierzyłem po Puszczy, choć ostrożnie, po Bytovii ta wiara była mocno nadszarpnięta, a teraz już w zasadzie zniknęła. Chciałbym się bardzo mylić i żeby ten zły sen się skończył. GieKSę w sercu mam, ale w ten zespół i tych konkretnych zawodników nie wierzę. Wykazałem bardzo dużo dobrej woli w artykułach, jak GKS wygrywał, nakręcaliśmy pozytywną atmosferę, zdawaliśmy relację z meczów. Teraz sezon jest w toku, liga jeszcze trwa, szansa matematyczna na awans jest ciągle bardzo duża. Ale matematyka to za mało. Znów dałem się nabrać. Z tej okazji przytoczę fragment felietonu, który popełniłem rok temu po meczu z Kluczborkiem.

„Nie wiem, czy jestem w stanie się w tym momencie przemóc. Nie wierzę w tę zgraję, która jest i zapewne pozostanie w GieKSie. To olbrzymi problem, bo trzeba będzie na mecze chodzić i działać dalej. Ale po tym, co otrzymałem od nich w tym sezonie, po wzbudzeniu niesamowitej nadziei i naprawdę dużym zaufaniu w profesjonalizm i ambicję, a potem oddaniu tego awansu bez gry – nie potrafię. Udało im się tę nadzieję wzbudzić po poprzedniej ekipie hamulcowych. Po czym zrobili jeszcze gorszą rzecz niż oni.

Dziewczyna zdradziła, to już koniec. Stwierdziłeś, że już nigdy nie zaufasz i nic z tego nie będzie. Ale to przecież naprawdę mądra, dojrzała kobieta, inna niż wszystkie pozostałe. Po prostu raz jej się zdarzyła chwila niedyspozycji. Kobieta, którą posądzisz o wiele, ale ostatnią rzeczą jest to, że będzie niewierna. I będziesz się utwierdzał w tym przekonaniu, a wszystkie jej zachowania będą wzbudzać twoje zaufanie na nowo. Twoje obawy z przeszłości wydadzą ci się irracjonalne. Po czym w najmniej spodziewanym momencie ona po prostu skoczy w bok. Po raz kolejny. Z uśmiechem na twarzy…

Zaufaj wtedy znowu.

Wierzę w ten klub i w to, że wkrótce awans do ekstraklasy będzie. Wierzę po prostu w GKS Katowice. Ale nie z tymi piłkarzami. Ci po prostu są tą zdradzającą dziewczyną. Nie przemogę się, by ich wspierać i dopingować. Nie wierzę w to, że oni mogą mieć w sobie coś takiego, jak chęć odkupienia win. Nie wierzę w jakąkolwiek ich ambicję. Nie przemogę się do entuzjazmu i do chwalenia ich.

Jedyne, co mogę zrobić, to być neutralnym. I nie krytykować ich za bardzo, jak wygrają mecz.

PS. Jedynymi piłkarzami, do który w perspektywie całej rundy nie mogę mieć zastrzeżeń to Andreja Prokić i Kamil Jóźwiak (nawet jeśli mi coś tam burknął w tunelu). Tylko ich bym widział w przyszłym sezonie w GieKSie. Reszta – tak jak w ostatnim akapicie i słowie z ostatniego felietonu…”.

Jak widzicie, naprawdę trzeba było się przełamać i znów zaufać i uwierzyć tej „zdradzającej dziewczynie”. To się udało na jesień, przed meczem z Ruchem i był gong, a potem poprawka z Tychami. To się udało teraz na wiosnę i trzy ostatnie mecze to powrót do traumatycznych „korzeni”.

Nie wiem, na czym mogliśmy opierać nadzieję, że jeśli ktokolwiek z tańczących w kółeczku zostanie, to nagle coś się odmieni. Jednak oprócz tego boli to, że ci co przyszli, weszli w komitywę z „grudziądzanami”.

I nie wiem cholera jasna, co mi strzeliło wówczas z tym Prokićem. Chyba w ferworze tego całego szamba, które mieliśmy, uznałem, że Andreja nie był taki, jak inni, bo strzelił kilka bramek i był ambitny. A przecież w decydujących meczach był tak samo słaby, jak inni. Pomyliłem się co do niego. To co odstawia teraz dyskwalifikuje go z dalszych meczów.

Rok temu po kolejnych porażkach, najpierw z Sandecją, potem Górnikiem pisałem, że trzeba wziąć się w garść, żeby pokazali, że są mężczyznami, że jeszcze nie wszystko stracone, tylko trzeba się przestać klepać po dupach, a wziąć się za jazdę na boisku. Teraz nie mam już chęci, by takie teksty pisać, bo kopia poprzedniego sezonu to określenie za mało wyraziste – to jest istna kalka. A przecież rok temu nie dość, że przegrany został przez piłkarzy awans poprzez żenującą postawę, to jeszcze dołożyli do tego wspomniane kółeczko w Grudziądzu, które było symbolem moralnego upadku piłkarza.

Więc jeśli ktoś wierzy w awans, ja mu tego nie odbieram. Ale dla mnie wiara w ludzi, którzy markują grę zamiast rzeczywiście się w nią angażować jest naiwna i kompletnie bezsensowna. Spowoduje tylko większą frustrację.

Nie twierdzę, że ten awans jest niemożliwy, że nagle nie stanie się jakiś cud, typu decyzja w szatni – „panowie, gramy o awans z całych sił, jak ktoś nie ma siły, to niech zejdzie z pokładu”. Ale wydaje mi się to po prostu tak abstrakcyjnym rozwiązaniem, bo gdyby to miało nastąpić, to dzisiaj po wygranych z Puszczą i Stomilem mrozilibyśmy szampany.

Jeśli GieKSa jakimś cudem awansuje, to uroczyście odszczekam na antenie podcastu wszystkie te słowa. Chciałbym, bardzo chciałbym to zrobić. Ale na ten moment martwię się o to, żeby nie było gorzej. Bo z taką postawą, to nawet z przegrywającym z każdym i wszędzie Ruchem Chorzów możemy popłynąć. Jeśli mają spartaczyć ten sezon, to niech przynajmniej wygrają w Chorzowie. Ale skoro przegrali u siebie, to na wyjeździe mogą tym bardziej. Nie ma podstaw, by podejrzewać, że piłkarze GKS uznają, że to jest mecz szczególny i trzeba dać z siebie wszystko…

Tak jak nie ma podstaw, że jakikolwiek sukces sportowy jest dla nich grą wartą świeczki.

28 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

28 komentarzy

  1. Avatar photo

    Bartolo

    6 maja 2018 at 09:42

    Drogi Autorze tekstu,niejaki Shellu:Ty bardzo dobrze wiesz,dlaczego oni tak grają..bardzo dobrze wiesz,kto tak naprawdę gra…Wiesz,że kopacze,trener są tylko kozłami ofiarnymi..i na nich ma się skupić opinia publiczna.Pytam się,dlaczego o tym ani słowa w Twoich tekstach.Wiesz dlaczego?? Dlatego,że wszyscy jedziecie na tym samym wózku..i kaska też się zgadza,prawda?? Wszyscy jesteście…..

  2. Avatar photo

    Greg

    6 maja 2018 at 09:45

    Wstyd wstyd wstyd piłkarze to jest wasz zawód dla nas to całe życie
    Ostatnie 3 mecze zagraliście tak ze chłopcy na placu grają z większa determinacja
    Co do prokica to wiadomo ze idzie do mielca i wolał by grać w ekstraklapie wiec Gieksie
    Juz nie pomoże co do ex kapitana Gonza marność nad marnościami chop juz sie u nos nie dźwignie
    A kontrakt Mo najwyższy trener jest mądry nie jest ślepy takich piłkarzy na przysz sezon nie potrzebujemy zostawić paru zawodników reszta weg

  3. Avatar photo

    Sivvy_Brw

    6 maja 2018 at 09:48

    Nic z tego już nie będzie, pokazali co o nas myślą. Awansu w tym klubie chcą tylko my, kibice.

  4. Avatar photo

    anty grzyb

    6 maja 2018 at 10:22

    To sa zlodzieje naszych marzen. Ich zawód by zarabiac nasze cale zycie ich wyrafinowanie i przeliczanie zyskow nasz dramat. Ile bym oddał za ten awans wiem tylko ja i tacy jak ja a gdzie beda grac i ile zarabiac wiekszosc z tych kopaczy nie wie ale wie ze do ekstraklasy sie nie nadaje

  5. Avatar photo

    Cierpliwy

    6 maja 2018 at 11:09

    Skoro obecny sezon jest identyczny do poprzedniego to z PBB przegramy u siebie aby później odtańczyć kółeczko zwycięstwa w Grudziądzu. Zakończymy sezon na 2:3 z (wtedy Kluczbork, teraz Łęczna)

  6. Avatar photo

    Kibic

    6 maja 2018 at 12:06

    Bartolo,rozwiej nasze wątpliwości.

  7. Avatar photo

    maciej

    6 maja 2018 at 12:46

    OOOOOOooooooo….!!!!!
    Ołeeeee Legia Gol…..

  8. Avatar photo

    Gregi

    6 maja 2018 at 12:58

    Przypomnijcie sobie, co powiedział Krupa o awansie w tym sezonie, wtedy wszystko stanie się jasne. Kto zapomniał ten frajer..

    Shellu – agent Fox Moulder z Archiwum X miał plakat UFO w swoim gabinecie, na którym widniał napis I WANT TO BELIEVE. Wszyscy powinniśmy mieć podobny z herbem GieKSy.

  9. Avatar photo

    Tom

    6 maja 2018 at 13:02

    Kurwa awansu nie będzie dopóki stadionu nie będzie a huj wie czy ten stadion będzie krupa stawia na siatkówkę teraz musieli wdupic zeby ze smrodami wygrać potem zaś zremisują wdupia i braknie trzech punktów patola nie zna granic u nas w klubie juz sie zakotwiczyła od dawna tylko szkoda nas wszystkich że tyle lat w tym dziadostwie uczestniczymy i sie łudzimy Żr kolejny sezon to będzie to huja będzie na następnym szpilu będzie Max tys ludzi bo jeszcze chcemy wierzyć ale juz jest po ptokach Trzeba ich kurwa odwiedzić na treningu i z nimi porozmawiać czemu nagle zapomnieli jak kopać piłkę moze słońce za mocno swieci moze dobór złych korków moze fryzura nie ta

  10. Avatar photo

    wiesiek

    6 maja 2018 at 13:54

    Apropos stadionu. Były przecież już jakieś konkursy na projekt stadionu. Ktoś z UM wydał na to kasę i ktoś też ją przytulił. I tak ze dwa hak nie trzy razy. Pamiętam doskonale graficzne przedstawienia nowego stadionu. Może by tak zaonteresowała się tym prokuratura bo wygląda to na defraudacje publicznych środków.

  11. Avatar photo

    1964

    6 maja 2018 at 14:43

    Prokić przestał grać bo został polakiem!Teraz ma wyjebane!

  12. Avatar photo

    Scifo

    6 maja 2018 at 16:40

    Drogi Bartolo oświeć nas, bo my prości ludzie jesteśmy. Kopacze są kozłami ofiarnymi? Żebyś nie wykrakał bo Was złożą w ofierze samopalnej… Chuje nas ładują, rodzinka w Czechach u buków obstawia a kaska ma się zgadzać. A Ty patafianie pierdolisz o kozłach ofiarnych… za mało ugrałeś? Przygotowujecie drugi Kluczbork? Tylko kurwa uważajcie…

  13. Avatar photo

    Bartolo

    6 maja 2018 at 17:11

    Nie,Scifo oni zasłużyli na stukrotne połamanie nóg,ordynarnie bezczelnie robią nas w h..a od lat,ale to nie piłkarze i trenerzy są mózgiem tej przestępczej manipulacji,tylko włodarze klubu.Tymczasem wszystko skupia się na nich,a władza się z nas śmieje.

  14. Avatar photo

    GieKSiorz

    6 maja 2018 at 19:01

    Powiem jedno szmaty,dziady i h.. bez ambicji i honoru.krupa kaj ten stadion zas w huja robisz,tak jak z awansem?jo jezdza na GieKSa od lat 90tych ale wczoraj potargolech karnet i już nie pojada,nie dom się robic już w ciula.nie jestech kibicem sukcesu ale po co mom tracic zdrowie,czas,kasa żeby brac udział w tym kabarecie krupy i lazic na szpile co som obstawione już wczesnij,wola się isc na a klasa większe emocje chociaż a poziom podobny.JO JE Z TA GIEKSA CO BYLA AMBITNO,GRALA DO KONCA I NIE PRZYNOSILA GAŃBY A TEROZ TO TWOR PSEUDO DZIALACZY<PREZESOW I PANA KRUPY.JO DZIEKUJA JUZ SIE WYLECZYLECH Z NAIWNOSCI!!!!!

  15. Avatar photo

    Dziadek

    6 maja 2018 at 22:01

    Trener miał postawić na młodych i budować drużynę na przyszłość. Gdyby to robił nikt nie miałby pretensji. A tu nadal te same gęby, te same wały, te same mamienie awansem, to samo pierniczenie miasta. I kolejny sezon zostaną w tej lidze po „walce do końca” na „dobrym miejscu w czołówce”. Na B1 od lat jest jakaś alternatywna rzeczywistość i seans zbiorowej hipnozy, bo im większe są wały tym mniej ludzie je widzą…

  16. Avatar photo

    kejta

    7 maja 2018 at 06:14

    15 komentarzy a zaden z nich nie na temat. Trener ma ambicje i chce cos osiagnac ale Miasto dogaduje sie z kopaczami, zastanawia mnie to jak oni sie dogaduja bo np jesli ktos z miasta mowi naszym kopaczom-a tak jest- zeby gral piach i ze ma przegrac mecz czyli musi cos za to dostac, podejrzewam ze kase a to juz podchodzi pod kryminal tylko nic sie nie da udowodnic.
    Kilka lat do tylu mowil o tym Moskal kiedy odszedl z Termalici ktora nie chciala awansowac, mowil ze zawiedli go pilkarze ktorzy byli dogadani z prezesem zeby nie robic awansu, to samo jest teraz u nas

  17. Avatar photo

    Irishman

    7 maja 2018 at 07:20

    @Kejta, a Ty to żeś napisał „na temat” jak pieron. A pod kryminał to póki co podchodzą takie pomówienia… to znaczy podchodziłyby, gdyby nie były tak śmieszne. Różnych głupot, się tu naczytałem… ale Ty @Kejta przebiłeś wszystkich! Miasto płaci piłkarzom, żeby nie awansowali….. 😀 😀 😀 Jakby był jakiś Złoty Buk, za najśmieszniejszy wpis, to masz go jak w banku! 😀

    A nie pomyśleliście, wszyscy Ci, którzy piszą te wszystkie śmieszne teorie, ze oni są po prostu za słabi, ewentualnie po prostu nie przykładają się na 100% do walki, bo np. wiedzą, że już odejdą.
    Do tego mamy trenera, okazuje się, że przecenionego przez nas (pa przynajmniej przeze mnie), który mimo to stawia ciągle na tych słabych, bo nie ma pomysłu na co innego plus nie ma wyboru. I tyle

  18. Avatar photo

    wiesiek

    7 maja 2018 at 07:48

    @Irishman skoro jak mówisz są tak słabi to dlaczego są na 3 miejscu ?

  19. Avatar photo

    Mecza

    7 maja 2018 at 09:21

    Ja też się pomyliłem co do trenera, ale tylko w kwestii że się dałem omamić gadką i początkowymi wynikami. Byłem przekonany, że zwolnienie Mandrysza przekreśla nasze szansę i wiosnę na luzie obejrzę. Znowu uwierzyłem i k. patrzę w tą tabelę widząc,że jeszcze można to zrobić ale nie ma żadnych podstaw do tego. Jeśli by stał się cud to byłby najsmutniejszy awans. Dobra bredzę już używając słowa awans. W teorie spiskowe nie wierzę ale brak umiejętności widać na boisku. Jedynie Prokiciowi nie zależy na awansie.

  20. Avatar photo

    Irishman

    7 maja 2018 at 13:02

    @Wiesiek, bo inni są jeszcze słabsi. Poza tym zaskoczyliśmy innych nową taktyka, ale została już rozgryziona.

    Zobaczymy zresztą jaki to „jakościowy” skok zrobiliśmy tej rundy, po jej zakończeniu.

  21. Avatar photo

    PanGoroli

    7 maja 2018 at 14:28

    Irishman, mądry z Ciebie chłop, ale czasem strasznie naiwny. widziałem kiedyś ustawkę w 2 lidze włoskiej. lider grał ze spadkowiczem. Ich gwiazda grał dokładnie tak, jak Prokic – seria kiksów, przestrzelania pustej bramki, niewidzenie innych. oczywiście teatralne łapanie się za głowę, itd. lider w końcu przegrał 0 : 1, bo tak miało być… coś to przypomina? nie wiem, może znajdę gdzieś na yt ten mecz, ale aktorstwo jest dokładnie takie same. nie wiem, czy mecz sprzedany konkurencji, u buka, czy po prostu przyjacielska przysługa przyszłym pracodawcom, ale jak dla mnie, to taki prokic to nie powinien juz progu klubu przekroczyc. tak jak kilku innych, ktorzy nagle, jak za dotknieciem rozdzki stracili zupelnie forme. falszywy przyjaciel jest 10x gorszy od szczerego wroga…

  22. Avatar photo

    Mecza

    7 maja 2018 at 14:47

    @PanGoroli, wiadomo przynajmniej czego spodziewać się po wrogu. Prokić wybrał Mielec dla kasy, nawet jeśli jest wszystko czysto to mentalnie chce awansu Mielca i nie ma się co dziwić. Widać na boisku. Najgorsze jest to, iż nie ma w zespole tzw. rady drużyny, starszyzny oddanej GKS która mogłaby z trenerem pogadać co zmienić, kogo posadzić na trybunach. Może jednak starszyzna jest i podpowiada kogo eliminować aby nie było za dobrze.

  23. Avatar photo

    mat

    7 maja 2018 at 15:04

    fajny artykuł tylko nie podoba mi sie poczatek o tym ze „wydawało nam sie ze mecz ze stalą był ostrzeżeniem”. Wiekszości na tamtym meczu,a zwłaszcza takim jak ja którzy wyszli po 2 bramce ukazała sie druzyna z poprzedniego sezonu i poprzedniej rundy. Nie potrafiaca oddac strzału, przegrywajac podaja do bramkarza, strzelaja samobuje, przegrywaja wygrane mecze, nie potrafia zremisowac z najsłabszymi, nie umieją podawac i walczyc, nie ma cwaniactwa itd wiele innych. Kto sledzi gre piłkarzy GieKSy ten pozna ich tragiczny styl nawet po 10 wygranych meczach jak jeden przegraja. Wtedy ludzie wyjda ze stadionu i wrócą na kolejny mecz ale młodych to nie przyciagnie nigdy.

  24. Avatar photo

    Prezes1964

    7 maja 2018 at 15:26

    Patrząc na tabelę, na wyścig żółwi który ma miejsce, może my kibice powinnismy w sposób stanowczy wypowiedzieć się – skoro jak widac sytuacja robi się identyczna jak rok temu.

  25. Avatar photo

    mat

    7 maja 2018 at 15:38

    zwróccie uwage na jeszcze jedną rzecz. Jak niski poziom jest tej ligi i gry naszej GieKSy wyobraźcie sobie ze z chojniczanką i chrobrym po walce przegrywamy ,a mecze ze słabeuszami wygrywamy tak jak to powinno wygladac na 5 meczy (chojniczanka,chrobry,puszcza,bytowia,stomil) zdobyte by było 9pkt zamiast 7pkt i pompowanie balonika o wspaniałej seri zwyciestw na wiosne mielibysmy normalna stabilna druzyne a nie przypadkową serie zwyciestw po której dostajemy z buta w pysk w postaci przegranych z najgorszymi tej ligi.

  26. Avatar photo

    PanGoroli

    7 maja 2018 at 16:29

    Gdybym to ja był prezesem, to wziąłbym ostro na rozpytkę Błąda. Synek w pojedynkę zdobywa 6 punktów, gdy reszta w ogóle nie gra. bez tych 6 punktów GieKSa miałaby wygodne dla kopaczy miejsce w środku i grę o nic. I nagle synek przestaje grać, 'boi’ się piłki. Tak, jakby od 'starych’ dostal zjeby, że ma się nie wychylać… Kuźwa, za wiele faktów układa się tu w całość. Ja tu pr ędzej jestem za teorią, że to nie magistrat, tylko szatnia zadecydowała, że awansu nie bedzie. OD lat tu się pisze – młodych, ambitnych nam trzeba, którzy dadza się pokroić za ten klub i kibiców.

  27. Avatar photo

    Prezes1964

    7 maja 2018 at 18:48

    W tej śmiesznej lidze wystarczą nawet nie tacy którzy by za ten klub dali się pokroić , tylko kilku przyzwoitych graczy z chęcią rozwoju i amicją gry w ekstraklasie. Jak widac na te sprzedajne dziwki bez ambicji to zbyt wiele

  28. Avatar photo

    Bce

    8 maja 2018 at 09:36

    Widzę dyskusja rozgorzała na dobre. Wyścig żółwi trwa. Nie machcą awansu a jak już to fartem od niechcenia. Takie farmazony co słyszę od innych, że trener nie taki a to piłkarze źli itd. Nie ma zielonego światła z magistratu i tyle. Po obserwujcie wypowiedzi co poniektórych osób i będzie się wam to układało w sensowna całość. Był zły trener a Płock pociągnął do góry. Piłkarze Błąd, Kędziora, Prokić to ludzzie co potrafią wygrać mecz dla Gieksy. Do moich przed-mówców hurra optymistów i pesymistów. Nie atakujmy się nawzajem. Gieksa to nasza wspólna sprawa. Możemy się wadzić, wyzywać ale czas rozkminić ciepły kur… dołek na Bukowej. Nie chcą awansu to niech ci ludzie się stracą i nie zajmują miejsca osobą którym zależy. Nie dajmy sobie mydlić oczu p. Krupie o stadionie, nowej halii i innych rzeczach wyssanych z palca. Awansujac czego sobie życzymy wszyscy trzeba mieć dobre wkłady do koszulek. Awansować i się utrzymać do jest sztuka, czego nie udało się Sandecji jako beniaminkowi. Na koniec dobrze, że smrody lecą niech poczuja te …. co oznacza banicja na kilka ładnych lat!!!
    Pozdrawiam.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga