Piłka nożna
Noty i opisy po Olimpii
GKS Katowice wygrał ze słabiutką Olimpią Grudziądz 2:0. Rywal postawił trudne warunki tylko na początku spotkania, im było dalej – tym gorzej. Mimo to w pierwszej kolejce nasz zespół zagrał beznadziejnie, za to po przerwie nieźle i od momentu strzelenia gola, bliżej było drugiego i kolejnych trafień, niż tego, że goście choć raz trafią do siatki. Nie była to jednak jakaś wielka gra i lepiej dysponowany rywal wcale nie musiałby tego meczu przegrać.
Sebastian Nowak – 6,5
Zachował czyste konto, w końcu. W pierwszej połowie bardzo ważna i kluczowa podwójna interwencja dała możliwość bezbramkowego remisu do przerwy i gry o zwycięstwo. Niezbyt często zatrudniany, błędów nie popełnił. Spokojny mecz.
Adrian Frańczak – 5
Synonim przeciętności – nic nie zepsuł, ale też nic nie dał od siebie więcej niż typowy średniak. W ofensywie bez udziału, a akurat to by się bardzo w tym meczu przydało.
Lukas Klemenz – 6,5
Spokojny mecz stopera, bez większych błędów. Kilka dość ambitnych interwencji w defensywie, na szybkości. Nieźle.
Tomasz Midzierski – 6
Również bez większych błędów, ale nic więcej nie da się powiedzieć. Rywale niespecjalnie go zatrudniali.
Mateusz Mączyński – 5,5
Wirtuoz to nie jest, ale dobrze odnalazł się w sytuacji bramkowej, gdy zagrał na klepkę i oddał strzał z ostrego kąta, a w efekcie padła bramka. Ponadto bardzo przeciętny mecz.
Oktawian Skrzecz – 7
Zawodnik meczu i jeden z najlepszych indywidualnie występów w tym sezonie. Tak naprawdę to jego ambitna postawa od początku meczu potrafiła tchnąć cokolwiek w zbieraninę mało ambitnej reszty. Szybkie akcje, próby, pokazywanie się na pozycje, aktywność na skrzydle, ale też w środku, to powodowało, że był to najlepszy mecz młodzieżowca w GKS. Gdyby tylko miał lepiej nastawiony celownik… Ale i tak główny architekt zwycięstwa. I aż żal, że ma takich ludzi wokół.
Peter Sulek – 4
W pierwszej połowie coś tam się starał, w drugiej niewidzialny na boisku. Zauważyliśmy go dopiero, jak był znoszony na noszach po kontuzji. To już druga kontuzja w krótkim czasie, poprzednia była w Bielsku. Pojawia się pytanie o podatność tego zawodnika na urazy.
Łukasz Zejdler – 5,5
Kompletnie przeciętny, by nie powiedzieć słaby występ. Niewiele dał od siebie w kreacji, w destrukcji średnio. Ale gola strzelił, otworzył wynik, więc mały plusik.
Tomasz Foszmańczyk – 5,5
Bohater z Grudziądza z wiosny tym razem gola nie strzelił, choć okazji miał kilka, ale za każdym razem albo dobrze interweniował bramkarz, albo uderzenie było lekko niecelne. Poza tym dość widoczny i nawet niezły mecz, ale efektywności brak. Za to w sytuacji poprzedzającej drugą bramkę, świetnie „powalczył” o piłkę po zagraniu Prokića. To był typowy Fosa, dla którego piłka tocząca się o metr od niego jest już stracona…
Armin Cerimagić – 5,5
Również średni mecz, nic wielkiego nie dał od siebie, kiepskie stałe fragmenty gry. Za to bardzo dobra klepka z Mączyńskim przy golu. Ale widzieliśmy lepsze spotkania Bośniaka.
Wojciech Kędziora – 4
Słaby. Dużo strat, nieefektywny, z jednym dobrym odegraniem do Skrzecza w pierwszej połowie. Aż nagle strzelił bramkę roku po uderzeniu z dystansu. I wszystko by było pięknie, gdyby nie idiotyczne zachowanie po golu, które możemy określić jednym słowem: bezczelność.
Andreja Prokić (grał od 64. minuty) – niesklas.
Dobra zmiana, wszedł i pokazał sporo szybkości. Miał sytuację bramkową, zaliczył asystę przy golu Kędziory. Na plus.
Paweł Mandrysz (grał od 71. minuty) – niesklas.
Jakbyśmy mieli porównać tylko Mandrysza i Skrzecza w skali od 1 do 10, to Skrzecz by dostał 10, Mandrysz 1. Beznadziejna zmiana, zawodnik cofa się w rozwoju, jest tak słaby, że w zasadzie powoli powinniśmy się z nim żegnać. Spryciula zobaczył żółtą kartkę na koniec, czym wyeliminował się z meczu z Łęczną, w którym i tak nie zagra, bo jedzie na kadrę.
Bartłomiej Kalinkowski (grał od 82. minuty) – niesklas.
Słabiak wszedł na końcówkę i pokazał to, co zwykle – czyli nic.
Piłka nożna Wywiady
Jędrych: Stempel mocnej wiary
Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.
Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.
Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.
Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.
Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.
Piłka nożna Wywiady
Wasielewski: Tutaj się odnalazłem
Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.
Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.
Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.
Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.
Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.
Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.
Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.
Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.
Jaki był plan na ten mecz?
Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.
Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?
To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.
Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?
Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.
Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?
Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.
Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.
Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.
Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?
Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.
Felietony Piłka nożna
Marsz ku marzeniom
No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.
Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.
Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.
Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.
GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.
Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.
Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.
I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.
GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.
Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.
Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.
No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.
Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.
I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.
Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.
Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.
Niepojęte. Twierdza od samego startu.
Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.
W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.
Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.
Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.
Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.
Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.
Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.
A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?


IRO
5 listopada 2017 at 09:37
Kędziora strzela bramkę, a ty dajesz mu 4? To są oceny za grę, a nie za zachowanie.
Jarek
5 listopada 2017 at 09:43
Młody Mandrysz jedzie na kadre a Skrzecz nie. Coż za ironia losu.
Shellu
5 listopada 2017 at 10:05
Oceny są za całokształt. To było niesportowe zachowanie, które też wlicza się do oceny meczu.
Uk
5 listopada 2017 at 10:06
Kedziora szmato wypierdalaj
Sajmonczan
5 listopada 2017 at 10:09
4 dla Sulka ? Gość w 1 połowie najlepszy na boisku tylko z kim on miał grać ? Walczył, nie tracił piłek, odgrywał.
AntyGrzyb
5 listopada 2017 at 11:10
Foszmanczyk tez wiecej powinien dostac. Zapierdalal po calym boisku. Sulek nie powinien mic tyle co ta kurwa kedziora mimo ze nie strzelil gola byl duzo lepszy on gral z ambicja
Tom
5 listopada 2017 at 11:13
Sulek 4 ? Grał całkiem przyzwoicie.
A taki Franczak wyżej oceniony choć miał sporo strat zarówno przy wyprowadzaniu piłki jak i był mijany kilka razy przez przeciwników i sporo akcji gości szło jego stroną (co nawet nie zauważyliście pisząc, że nic nie zepsuł)
1964
5 listopada 2017 at 11:17
Też nie zgadzam się z oceną Sulka.Gość ma duży potencjał każdą piłkę stara się grać do przodu.Jednak ma wokół siebie wkłady do koszulek więc z kim ma pograć.Kędziora oprócz bramki był najsłabszy na boisku!tak więc nota sprawiedliwa!Robiąc czystkę w GieKSie zostawiłbym Klemenza,Sulka,Cerimagica,Skrzecza może Zejdlera reszta OUT!
AntyGrzyb
5 listopada 2017 at 11:25
Na usprawiedliwienie trzeba dodac ze Gieksa GRALA NA TRUDNYM TERENIE BO U SIEBIE jak twierdzi imitacja trenera NA WYJAZDACH GRA NAM SIE LEPIEJ
wrogreg
5 listopada 2017 at 14:17
Niech jeszcze doda, że wyjazd to od 50 km, bo te bliskie Sosnowiec, Tychy to jednak dalej czuć ducha Katowic i gra się ch…..
Jarosław
5 listopada 2017 at 17:33
Zejdler zapieprzał po całym boisku, wracał, rozgrywał, doskakiwał, podawał fakt że nie wszystko wychodziło bo gdyby wszystko wychodziło to by tu nie grał.Nawet zdarzały się ciekawe zwody na które nabierali się przeciwnicy. Czy ktoś jeszcze tak zapipeprzał- nie. Pochwaliłbym Skrzecza i Sulka( ocena 4 to chyba przesada)Bramki poprzedził presing i zmuszenie przeciwnika do błędu.
Mecza
5 listopada 2017 at 21:25
Oceny, ocenami ale z opisami się nie zgadzam. Skrzecz nie był taki rewelacyjny a Zejdler taki słaby. Sulek to jest liga mistrzów przy Kalonkowskim, zresztą było widać w drugiej połowie jak przez te kilka minut zepsół piłkę bo przy wyprowadzaniu bo tego nienpitrafi.
stefano
6 listopada 2017 at 09:16
Sulek , na pewno więcej niż 5,5 , Skrzecz najbardziej chętny do biegania i walki , lecz większość wkładów totalnie ma wyjebane .
Rewolucja i pożegnanie w przerwie co najmniej 10 grajków !!!