Dołącz do nas

Felietony

Obyśmy nie zaczęli się w niej urządzać…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Runda jesienna zakończona. Wkraczamy w niespotykaną ilość czterech kolejek rundy wiosennej rozegraną awansem. Dotychczas największą liczbą meczów z wiosny rozgrywanych jeszcze jesienią było trzy. Jakim zrządzeniem losu jest to, że nadchodzące pojedynki – aż do 21. kolejki – będą tak naprawdę być może kluczowymi dla przyszłości całego klubu. Meczami o wadze życia i śmierci.

Sytuacja katowiczan w tabeli jest bardzo zła. O ile po remisie w Bytowie udało się co prawda uciec z ostatniego miejsca w tabeli, to strata czterech oczek została utrzymana. I również – z jednej strony dobrze, że bezpośredni rywale w strefie spadkowej plus Tychy przegrały swoje mecze, natomiast wygrana Niecieczy spowodowała, że właśnie do Tychów mamy co prawda cztery punkty straty, ale do kolejnego bezpiecznego miejsca – już sześć.

Nie trzeba nikomu mówić, że im więcej drużyn walczących o utrzymanie, tym większa szansa, że… któraś z nich potraci punkty i będzie łatwiej kogoś dogonić. W obecnej sytuacji musimy mocno skupić się na Tychach, a wydaje się, że ta ekipa nie będzie się przecież przez cały czas prezentować tak słabo.

Problem w tym, że wspomniane nadchodzące cztery mecz zapowiadają się mega trudno – zarówno każdy z osobna, jak i wszystkie razem. Podbeskidzie chce się włączyć do walki o awans i pewnie już dawno byłoby w czołówce, gdyby nie fatalny początek u siebie. Ale patrząc na rezultaty Górali z tego sezonu: wygrana w Mielcu, 4:1 z Wartą, 5:0 w Suwałkach, wygrana z Chojniczanką, w Opolu czy ostatnio 3:0 z Chrobrym – pokazuje, że rywal spod Klimczoka potrafi zagrać bardzo efektownie i skutecznie. ŁKS Łódź to wicelider tabeli, który w rundzie jesiennej przegrał tylko 4 mecze. GKS Tychy na wyjeździe – sami wiemy, jak fatalne mecze tam rozgrywał ostatnio nasz zespół. W końcu Sandecja, która nie ukrywa aspiracji powrotu do ekstraklasy.

Na zdrowy rozum mecze, w których obowiązkiem były punkty i poprawa sytuacji w tabeli – klasycznie przerżnęliśmy. W słabym stylu, bez ikry, bez walki, dodatkowo darując punkty bezpośrednim rywalom. Dodatkowo na własnym boisku. A skoro nie umieliśmy punktować ze słabiakami, to teraz stajemy pod ścianą i MUSIMY punktować ZA TRZY z ekipami z czołówki i w meczu derbowym. Skoro nie potrafiliśmy dać ciosu zataczającemu się pijaczkowi chcącemu ukraść nam portfel, musimy stawić czoła w ciemnej ulicy wyższemu i tęższemu jegomościowi i uważać, żeby ten nokautujący cios nie powalił nas, zanim tylko zdążymy pomyśleć…

Pytanie zasadnicze, czy cokolwiek przemawia za naszą drużyną. Kibice GieKSy obecni w Bytowie – tradycyjnie i od tysiąca lat, próbują wyciągać desperacko choćby najmniejszy pozytyw i opakowywać go jako wielka nadzieja na przyszłość. Tym razem był to fakt dwukrotnego odrobienia strat, dwukrotnie po bardzo dobrym stałym fragmencie gry. Tym była, walka i ambicja i to, że „gdyby nie błędy indywidualne”, to wynik byłby inny. Trochę upodabniamy się w tłumaczeniach do trenerów i piłkarzy. Nic to, że Bytów jest słabiutki i obowiązkiem było wygrać. Musimy się jakoś ratować przed popadnięciem w totalną niewiarę.

Oczywiście będąc sprawiedliwym, te same osoby mówią również, że mecz był po prostu słaby. Ale żeby przeważyć szalę na tę z optymizmem, bagatelizują tę słabą grę i skupiają się na pozytywach.

Sam meczu z Bytowie nie widziałem, natomiast wierzę, że gra była słaba, a bramki widziałem na skrócie i rzeczywiście były takie… nie w naszym stylu. Bardzo mi się podobały. Chciałbym wierzyć, że jest to jakiś ogólny trend w stałych fragmentach, ale dla mnie to zdecydowanie za wcześnie. Zinedine Zidane też kiedyś strzelił dwa gole głową po rogu (w takim jednym meczu), a poza tym nie zdarzało mu się to prawie nigdy, więc był to wyjątek. Za wcześnie więc, żeby stwierdzić, że już jesteśmy maszyną do stałych fragmentów.

Przerażające jest to, że w dwunastu ostatnich meczach ligowych (a czternastu w sumie) GKS Katowice wygrał tylko raz. To nie są przelewki, to jest kompletny dramat i upadek, a mecze z ostatnich kolejek pokazują, że zdecydowanej poprawy nie ma. Wyjąwszy te rzuty rożne, to jednak trzeba powiedzieć, że w Bytowie sami sobie zapakowaliśmy dwa gole. Tak jak to było z Garbarnią, Stalą czy Wartą. Stały fragment raz wyjdzie, częściej nie – a prokurowanie sytuacji bramkowych dla rywali to u nas reguła powtarzana w każdej kolejce. Środkowych obrońców niestety mamy tragicznych i jeśli przede wszystkim to się nie zmieni – to przy indolencji w grze ofensywnej, będziemy coraz dalej od zwycięstw lub choćby remisów.

Można zadać pytanie – jeśli w rundzie jesiennej nie potrafiliśmy osiągnąć średniej jednego punktu na mecz, to dlaczego grając beznadziejnie mamy myśleć, że nagle będziemy w jednym meczu zdobywać trzy? Nie ma ku temu przesłanek, jedynie magiczne myślenie zdesperowanego dziecka.

Trener Dariusz Dudek musi się wziąć ciężko do pracy, bo jeśli tego nie zrobi teraz i już, to powoli będziemy musieli się witać z drugą ligą już w grudniu, a wiosną to będzie dogorywanie. Tu nie ma co już pieprzyć pod publiczkę słów o wsparciu i tak modnych deklaracjach (z jednej i drugiej strony). Tu k… trzeba po prostu zacząć grać!

I jak w jakimś stopniu jeszcze jestem w stanie zrozumieć kibiców, że chcą wspierać piłkarzy w Bielsku, bo może i ci „chcą, ale nie potrafią”, to nadal dziwi mnie powściągliwość w wyrażaniu – czy raczej niewyrażaniu swojego niezadowolenia w stosunku do dyrektora sportowego i prezesa. Janickiego i Bartnika nie powinno tu być ani chwili dłużej, bo każdy dzień z nimi na pokładzie przybliża ten klub do spadku i upadku. Swoim ciągiem decyzji w ostatnich kilkunastu miesiącach doprowadzili do tego, że jesteśmy sportowym pośmiewiskiem w całym kraju i nie zanosi się na to, żeby było lepiej. Kolejne osoby z pięknymi słowami, robiące kibicom wodę z mózgu. Powtarza się schemat wielu trenerów i piłkarzy z poprzednich sezonów, którzy nie mieli sobie nic do zarzucenia, mieli za to wielkie pretensje i zdziwienie, że ktoś ich krytykuje, dyskutowali, bronili się eksperckim tonem typu „a grał pan kiedyś w piłkę”, a potem wychodziło, że swoim nieprofesjonalizmem zostawili drużynę i klub w zgliszczach.

Jesteśmy w dupie, proszę państwa. I te cztery mecze pokażą, czy się w niej przypadkiem nie zaczynamy urządzać. Obyśmy tylko nie musieli tego stwierdzić już nawet i po dwóch meczach…

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    9 listopada 2018 at 09:03

    Zerknąłem na tabelę poprzedniego sezonu po 17 kolejkach. Chciałbym mieć tyle punktów co Grudziądz (18) i Łęczna (17) wtedy a oni polecieli.

  2. Avatar photo

    Irishman

    9 listopada 2018 at 11:46

    To jest tak Shellu, ze to się wielu z nas nie mieści w głowie, ze możemy spaść – mnie tez. Ale to nie tylko nam, kibicom. Ostatnio w „Magazynie Fortuna 1. Ligi” też mówiono tam coś takiego, ze przecież my mamy bardzo dobrych piłkarzy…..

    No tylko, że nikt inny, a właśnie ci piłkarze przegrywając mecz z niby słabszymi rywalami spowodowali, ze jestesmy tu, gdzie jestesmy. Dlatego jeśli jeszcze tej jesieni nie zapunktują, to wiosną może być już za późno, nawet gdybyśmy prezentowali się jak za czasów Nawałki. Poza tym wcale nie jest powiedziane, ze trener Dudek okaże się choć w połowie dobry jak nasz były selekcjoner.

    Z tym, że czy teraz zmiana dyrektora albo prezesa coś mogłaby pomóc? Wątpię!

  3. Avatar photo

    PanGoroli

    9 listopada 2018 at 17:18

    @Irish, ależ jak najbardziej. Trzeba usunąć szkodników, by nie czynili dalszych szkód. Choćby takich, jak ta ostatnia – dla mnie to wygląda, że znów gramy bez rezerw. Serio chcesz, by Bartnik robił kolejny, zimowy zaciąg? By od niego zależało, kto będzie ratować GieKSę przed spadkiem?

  4. Avatar photo

    PanGoroli

    9 listopada 2018 at 17:49

    Dzięki Mecza.
    „GKS II Katowice będzie rywalizował w A-klasie bez prawa awansu. To był wniosek i prośba samego GKS-u.” To są dla mnie po prostu jakieś niepojęte wyżyny managementu. Ciekawe, kto w GKS mógł o to wnioskować…

  5. Avatar photo

    KaTe

    9 listopada 2018 at 18:52

    Cóż, OZPN chciał by rezerwy GKS-u zaczęły od B-klasy. Z trudem dogadano się, że zagrają ten sezon w A-klasie bez prawa awansu. Dzięki temu, nie muszą grać na kompletnych klepiskach w szczerym polu, a tylko na bardzo dalekich od ideału boiskach (prawie) trawiastych.
    Możemy podziękować panu Cyganowi za jego fachowość i dalekowzroczność, życząc (przy okazji) aby podobne decyzje podejmował w Częstochowie

    • Avatar photo

      Mecza

      9 listopada 2018 at 20:28

      Dokładnie, decyzja potwierdzająca fachowość Cygana.

  6. Avatar photo

    Irishman

    9 listopada 2018 at 21:57

    @PanGoroli, nie dla mnie to co zrobił dyrektor Bartnik jest absolutnie dyskwalifikujące, go na tym stanowisku, a skoro postawił na niego prezes Janicki, to nasza sytuacja jest także jego winą. chodzi mi tylko o to, że czy zmiany kadrowe nastąpią teraz, czy zaraz po ostatnim meczu w bieżącym roku niczego to już nie zmieni.
    Natomiast co do tego fragmentu, który zacytowałeś, a który też mnie rozwalił to wg dyskusji z Kosą na forum, przedstawiciel Związku….. nie mówi prawdy.

  7. Avatar photo

    Krzysztof

    19 listopada 2018 at 06:45

    A co tam u naszych wypożyczonych zawodników?

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowskie święto w Kielcach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.

Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga