Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: Ekstraklasa to nie Football Manager
Nic tak nie rozpala wyobraźni jak wielkie pieniądze, a tych w polskim futbolu pojawia się coraz więcej. Na czoło wyścigu ekstraklasowych zbrojeń ma ochotę wysunąć się nasz najbliższy ligowy rywal, którego plany i ambicje mogą imponować. Jak daleko do ich realizacji? Czy starczy na nie cierpliwości? I jak zważyć ciężar niedzielnego meczu w lidze i marcowego Pucharu? Przed meczem z Widzewem opowiedział nam o tym Maciej Winczewski z Radia Widzew.
Kto najmocniej pompuje czerwony widzewski balonik?
Wszystkie media nie-widzewskie, czyli tak naprawdę cały sportowy mainstream, bo to się klika. Szerokim echem odbijają się treści o kolejnych wydawanych milionach euro, można zrobić dziesięć programów o transferowych spekulacjach, natomiast całą tę „panikę”, że ruchy Widzewa się nie sprawdzają, tak naprawdę nakręcają główne media sportowe i kibice innych klubów. Paradoksalnie, najspokojniejsi w tym wszystkim są kibice Widzewa.
Jest to powszechne nastawienie, czy mimo wszystko daje o sobie znać niecierpliwość i apetyt na sukces tu i teraz?
Tego typu głosy zawsze będą się pojawiać, natomiast ostatnie lata nauczyły nas pokory, która studzi rozgrzane głowy. Pamiętajmy, że przez wiele lat nie było nas w „dużej” piłce. Z rozbawieniem czytałem, gdy po powrocie do Ekstraklasy przed meczem z Legią wyliczano, od jak dawna nie wygraliśmy ze stołecznymi. Zapominano jednak dodać, że przez większość tego okresu nie było nas w elicie. Dużo czasu zajęła nam reaktywacja i powrót na piłkarskie salony, dlatego moim zdaniem większość kibiców rozumie, że sukces nie przyjdzie z dnia na dzień. Ekstraklasa to nie Football Manager – może to banalne, ale prawdziwe.
Jest pewna przestrzeń – choć w tym sezonie niezbyt szeroka – pomiędzy walką o mistrzostwo a obroną przed spadkiem. Tymczasem Widzew mimo ambitnych ruchów na razie się w niej nie mieści i okupuje dolne rejony tabeli. Jest to dla ciebie powód do niepokoju?
Nie jest przyjemnie przewijać tabelę coraz niżej w poszukiwaniu Widzewa, natomiast to jeszcze nie moment, gdy wszyscy tu biją na alarm. Liga jest płaska i wyrównana, a różnice punktowe małe. W Widzewie jest za dużo jakości, aby na dłuższą metę martwić się o utrzymanie. Z drugiej strony przed laty podobnie mówiło się o Górniku pod skrzydłami Allianza, który z hukiem spadł do 1. ligi. To jednak nie jest ten sam model wypalonych piłkarzy, który wtedy trafiali do Zabrza w poszukiwaniu dużych pieniędzy. Dlatego na ten moment ja jestem spokojny, pewności dodaje mi też swoim nastawieniem trener Igor Jovićević.
Podkręcaniu medialnego szumu wokół was posłużyła porażka z Jagiellonią. Waszym szczęściem w nieszczęściu jest postawa Legii, bo krytyka i „szydera” rozkłada się niejako na dwa markowe kluby. Odczuwacie w Łodzi tę zewnętrzną presję?
Na pewno. Zwróćmy uwagę, że przed rozpoczęciem rundy wszystkie najważniejsze sportowe kanały robiły specjalne programy, łączenia, wysyłały ludzi do Łodzi, budując swoje zasięgi. A gdy przychodzi pierwsza porażka, znów mogą nakręcić kolejny materiał, zaprosić następnych ekspertów i omawiać nasze problemy. Kliki będą się zgadzać, bo pojawią się różne komentarze. Koniec końców przekłada się to na pieniądze. Zobaczmy, ile mówiło się o Widzewie w ostatnim czasie – praktycznie bez końca, mimo przerwy w rozgrywkach. Teraz przegraliśmy pierwszy mecz, więc można pisać i mówić dalej.
Coraz częściej trafiam na komentarze o „polskim PSG” – czasem poważne, a czasem nieco szydercze. Jak na to patrzysz?
Nie da się uciec od tego, że Widzew wydaje kosmiczne jak na polskie warunki pieniądze. Mówi się, że zimą trudniej o transfery, tymczasem my robiąc o połowę mniej ruchów niż latem, wydaliśmy znacznie więcej. Dlatego można szukać takich analogii, ale moim zdaniem nie do końca. Jak podkreślał Robert Dobrzycki, w innych klubach takie inwestycje były rozłożone w czasie. My mamy obecnie takie możliwości, że nie musimy czekać i trzymać pieniądze w kieszeni. Kluby takie jak PSG czy Manchester City startowały z poziomu zbliżonego do ligowej czołówki, tymczasem my mamy do nadrobienia różnice, które powstały przez lata. Dlatego żal byłoby nie wykorzystać okazji, jaka się nadarza. Poza tym na razie nikt w Łodzi głośno o tym nie mówi, ale dużą szansą na zwiększenie przychodów są europejskie puchary, które są coraz bardziej w zasięgu polskich klubów. Najlepszy przykład to Jagiellonia, która m.in. dzięki występom w Europie buduje dziś super ośrodek szkoleniowy. Mówi się, że nie można kupić sukcesu – moim zdaniem można. Oczywiście, nikt nie oczekuje od Widzewa Ligi Mistrzów, w której ostatnio graliśmy w 1996 roku. Natomiast w polskich warunkach można zwiększyć swoje szanse na dobry wynik w lidze inwestując w klasowych piłkarzy. W dłuższej perspektywie takie wydatki muszą się przełożyć na wynik sportowy.
Smaczne danie wymaga jakościowych produtków, tak jak dobra drużyna musi się składać z jakościowych piłkarzy. Pozostaje pytanie, jak długo trzeba gotować, aby efekt był zadowalający. Nie zabraknie wam cierpliwości?
Kibice potrafią zareagować, gdy brakuje zaangażowania, czego przykład mieliśmy w tym sezonie w meczu z Koroną, gdy w drugiej połowie zaprzestano dopingu. Nie było zmasowanej szydery czy ataku na piłkarzy – powiedziano jedynie, że skoro piłkarzom się nie chce, to kibice dostosują się do tego poziomu. Na pewno nie jest tak, że po każdej porażce są rozmowy „przy płocie” – kibice zdają sobie sprawę, że zmiana nie będzie natychmiastowa. Natomiast im dalej w las, tym tej cierpliwości może ubywać, bo nie możemy się już doczekać tego, kiedy przyjdą sukcesy sportowe. Z kolei jeśli chodzi o Roberta Dobrzyckiego, to w jednym ze swoich pierwszych wystąpień dostał dwa pytania: czy Widzew w ciągu trzech lat zdobędzie mistrzostwo Polski lub czy w tym czasie zagra w fazie grupowej europejskich pucharów. Na oba odpowiedział przecząco. Być może nieco asekuracyjnie, bo mówi się, że od następnego sezonu Widzew ma walczyć o ligowe podium. Wtedy wymagania w stosunku do drużyny i pionu sportowego zaczną rosnąć. Pamiętajmy, że Robert Dobrzycki jest zafiksowany na punkcie Widzewa, więc porównania do Wojciechowskiego czy Króla są nieuzasadnione. Nie od wczoraj jest obecny w Widzewie i zostanie z nim na dobre i na złe.
O transferach Widzewa powiedziano już chyba wszystko, dlatego proszę o wskazanie zawodnika, po którym ty obiecujesz sobie najwięcej.
Wskażę dwóch. Pierwszy to Lukas Lerager, który jeszcze jesienią grał w Lidze Mistrzów i był ważną postacią Kopenhagi. Pokazał się z dobrej strony już w meczu z Jagiellonią – patrząc na jego statystyki odbiorów, większość na połowie przeciwnika, byłem pod wrażeniem. Jestem pewien, że z każdą kolejką będzie się rozkręcał. Drugi to Emil Kornvig z norweskiego Brann, z którym grał w Lidze Europy. Bardzo żałowano tam jego odejścia. W sobotę od razu po wejściu na boisko uczestniczył w trzech akcjach, które można było zamienić na gole. Myślę, że szybko stanie się podstawowym piłkarzem Widzewa. Na te dwie postaci zwróciłbym szczególną uwagę, ale nie jest tajemnicą, że klub szykuje jeszcze jakieś ruchy.
Niedawno pojawiło się nawet nazwisko Nicoli Zalewskiego.
Ten transfer na pewno nie dojdzie do skutku, ale pokazuje kierunek, w jakim Widzew będzie podążał. Dajemy w ten sposób sygnał co do naszych ambicji i planów. Piłkarze lubią rozmawiać o takich sprawach i jestem przekonany, że na najbliższym zgrupowaniu kadry temat Widzewa będzie się przewijał, czy w kontekście Zalewskiego, czy Kędziory, który również był w orbicie naszych zainteresowań, a przede wszystkim Wiśniewskiego i Drągowskiego, którzy dzisiaj są u nas. Myślę, że temat Widzewa będzie poważnie rozpatrywany przez menadżerów piłkarzy z coraz wyższej półki.
W mojej poprzedniej rozmowie o Widzewie z Bartkiem Stańdo zwrócił on uwagę, że nie wyobraża sobie, że Widzew stanie się przytulnym miejscem, gdzie można dobrze zarobić bez większych oczekiwań. Dostrzegasz obecnie takie ryzyko?
Myślę, że pójdzie to raczej w drugą stronę: możesz trafić do Widzewa? Zastanów się i spójrz, co tam się dzieje. A co się dzieje? Fornalczyk pozyskany za 1,5 mln euro, zaczyna nową rundę jako rezerwowy i już szukamy zawodnika na lewe skrzydło. Akere, potencjalna gwiazda ligi, dziś jest wypożyczony do Osijeku, Teklicia też już w Łodzi nie ma. Podobnie jest w innych formacjach. Absolutnie nie mam obaw, że wśród piłkarzy rozejdzie się fama o Widzewie jako ciepłym i spokojnym przytułku. Na każdym treningu trzeba udowadniać swoją wartość, by zostać w tej drużynie.
Odwrócę więc pytanie. Jak motywować piłkarzy, szczególnie tych młodszych, skoro w przypadku obniżki formy za pół roku może nie być już dla nich miejsca w zespole, więc nie opłaca się wypruwać żył?
Widzew nie chce pozyskiwać zawodników o takim nastawieniu. Mówił mi o tym Robert Dobrzycki – nie chcemy piłkarzy niegotowych do rywalizacji. Z drugiej strony nikt nie będzie robił problemów z odejściem na rozsądnych warunkach zawodnikom, którzy się nie sprawdzili. Widzew to projekt, w którym piłkarz będzie mógł się rozwijać – być może dziś trudno w to uwierzyć, ale wkrótce będziemy grać o najwyższe cele w Polsce. Jestem o tym przekonany, a czas będzie naszym sprzymierzeńcem.
Miałem nie pytać o Sebastiana Bergiera, bo w poprzedniej rozmowie było o nim dużo, natomiast w związku z informacją sprzed chwili, że podpisał nowy kontrakt, warto się przy nim zatrzymać. Przekonał do siebie wszystkich w Łodzi?
Na początek proszę, aby właściwie nazywać naszego napastnika, a więc nie Bergier, ale Bergier – King. Przez ostatnie miesiące Sebastian zrobił olbrzymie wrażenie na kibicach swoim charakterem i zaangażowaniem, szybko odnalazł się w szatni i stał się „swój”. Jego transfer oceniam jako jeden z lepszych ruchów, mimo że jeden z najtańszych, bo trafił przecież do nas za darmo. GKS może żałować, że nie udało się zatrzymać go w Katowicach. Przed sezonem przewidywałem, że zdobędzie 15-16 bramek w sezonie. Dziś ma na swoim koncie 10, więc niewykluczone, że ten pułap przebije. Mówiło się, że ma być napastnikiem numer dwa, tymczasem z powodzeniem walczy o swoje miejsce w składzie. Uważam, że Bergier będzie pierwszym od lat debiutantem w reprezentacji Polski powołanym z Widzewa. Dziś jest naszym napastnikiem numer jeden i myślę, że w niedzielę zamelduje się na boisku w Katowicach.
Tak się ułożyły ligowe ścieżki, że nasze ekipy miały się mierzyć z Jagiellonią w odstępie kilku dni. Nasz mecz jednak po raz kolejny przełożono. Nie możemy się więc porównywać na tle Jagi, z którą w tym sezonie dwa razy przegraliście.
Przede wszystkim uważam, że poprzednia kolejka nie powinna być rozgrywana. Nie chcę usprawiedliwiać naszej porażki pogodą, bo warunki były równe dla obu zespołów, ale jeden zespół czuł się w nich trochę lepiej i wygrał. Natomiast ani dla kibiców, ani dla piłkarzy, którzy bardziej niż o dobrej grze myśleli o swoim zdrowiu, nie były to odpowiednie warunki. Nawet Adrian Siemieniec, trener zwycięskiej drużyny, zwracał na to uwagę. Piłkarstwa nie było zbyt wiele, natomiast patrząc na statystyki Widzew pozwolił Jagiellonii oddać zaledwie pięć strzałów, gdy w innych meczach oddawała ich co najmniej jedenaście. Dlatego mimo straty trzech goli zagraliśmy nienajgorzej w obronie. Nie ustrzegliśmy się błędów indywidualnych, bo w kilku sytuacjach, szczególnie przy rzucie karnym, można było zachować się lepiej. Widzew stworzył sobie kilka dogodnych sytuacji, ale Jagiellonia okazała się zespołem inteligentniejszym i lepiej poprowadziła to spotkanie. Pamiętajmy jednak, że jest to zgrany zespół, który od kilku lat gra o najwyższe cele w Ekstraklasie, mając jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego polskiego trenera. Porażka z takim zespołem nie jest więc powodem do rozpaczy, bo doceniamy klasę rywala. Wyszliśmy z nastawieniem na zwycięstwo i mimo że się nie udało, to nie była to deklasacja. Chętnie zobaczyłbym taki mecz rozgrywany w bardziej sprzyjających warunkach.
Przykładając tę samą miarę do GieKSy – nie jesteśmy zespołem z topu, a dopiero urządzamy się w Ekstraklasie. Trzy punkty z takim rywalem to w waszej sytuacji obowiązek?
Zarówno piłkarze, jak i trener chcą coś udowodnić światu – nie sobie, bo oni znaja swoją wartość. Na marginesie, trochę żałuję, że nie zagraliście w Białymstoku, bo na pewno odczulibyście w nogach zarówno sam mecz, jak i męczącą podróż. Z drugiej strony cieszę się, bo z Widzewem nie zagra Borja Galán, którego uważam za jednego z trzech najlepszych zawodników GieKSy.
Wracając pamięcią do czasów dawnej rywalizacji GieKSy z Widzewem, w piłkarskim żargonie popularne było hasło „puchar za ligę”. Gdybyś dziś musiał wybierać, co byś wolał?
Trudno mi odpowiedzieć, bo każdy chciałby wygrać jedno i drugie, a Widzew na to stać. Dzisiaj bardzo mi zależy, aby wygrać w lidze, ale jak zadzwonisz do mnie za tydzień, to powiem, że wcześniej trochę kłamałem i teraz bardziej zależy mi na zwycięstwie w Pucharze. Mówiąc serio, nie jestem w stanie zdecydować, co jest ważniejsze. Puchar to krótka droga do europejskich pucharów, która może wieść przez GKS i np. Zawiszę Bydgoszcz. Wtedy perspektywa finału na Narodowym staje się całkiem realna. Poczuliśmy szansę, że można mocniej powalczyć w Pucharze i mimo że wciąż można marzyć o przepustce do Europy przez ligę, to szybciej może się to ziścić poprzez Puchar Polski. Tym bardziej, że nie mamy ich w kolekcji zbyt wiele bo raptem jeden, zdobyty ponad 40 lat temu po pokonaniu w finale GKS-u.
Rok później my pokonaliśmy Górnika w finale na Stadionie Śląskim i po raz pierwszy podnieśliśmy ten puchar. Aż się prosi, aby uczcić 40. rocznicę tego wydarzenia powtarzając taki sukces.
Z kolei w 1996 roku, 30 lat temu Widzew po raz trzeci sięgnął po Mistrzostwo Polski…
Możemy się więc podzielić – wy bierzcie Mistrza, a my zgarniamy Puchar.
Widzew będzie chciał wygrać w Katowicach, zarówno w niedzielę, jak i w marcu. Ale jak to w sporcie, na boisku może wydarzyć się wszystko.
Przez wiele lat graliśmy poza Ekstraklasą, a nasze drogi czasem się przecinały. Masz jakieś szczególne wspomnienia towarzyszące naszej rywalizacji?
Z pewnością nietypowy „sylwester”, jaki nam zorganizowaliście w pierwszej lidze. Jednak w pierwszej kolejności przychodzi mi na myśl Marek Koniarek, czyli napastnik, który łączy oba kluby. Nie wiem, ile bramek nastrzelał w Katowicach, ale w Widzewie jest jednym z tych, których do dzisiaj się wspomina i śni o napastniku podobnego kalibru. Pamiętam, jak przed meczem z Legią w Warszawie został zaczepiony przez dziennikarza pytaniem, czy czuje się na siłach, aby strzelić bramkę Legii. Odpowiedział w swoim stylu, że gdyby się nie czuł, to nie wychodziłby na boisko. A w meczu oczywiście trafił do siatki. Poza tym mam rodzinę na osiedlu Tysiąclecia w Katowicach, pamiętam starą Bukową i jestem ciekawy waszego nowego stadionu.
W kontekście stadionu wiele się mówi także i w Łodzi, że obiekt przy Piłsudskiego jest dla was za ciasny. Rok temu pytany przeze mnie Michał Nibarski polecał włożyć między bajki zapowiedzi rozbudowy, ale gdy dziś głośno mówi o tym Robert Dobrzycki, można chyba podejść do sprawy poważniej.
Wcześniej tylko się o tym mówiło, natomiast Robert Dobrzycki zlecił sporządzenie studium takiej operacji – projekt, kosztorys i warunki przebudowy. Konkrety trzeba będzie przedstawić Miastu, które jest właścicielem obiektu i gruntów wokół niego. Jedno jest pewne – Dobrzycki nie zrobi nic na obiekcie, który nie będzie jego własnością. Trzeba więc dojść do porozumienia z Urzędem Miasta, gdzie nie ma zbyt wielu przychylnych nam osób. W ostateczności właściciel Widzewa może poszukać innego terenu i w całości poprowadzić taką inwestycję od zera. Obecny stadion jest i za mały, i niezbyt funkcjonalny, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie. Wszyscy skupiamy się na transferach, ale gdzieś z boku trwają prace nad budową ośrodka treningowego, plany związane ze stadionem, czy rozwój akademii. Chcemy się rozwijać na wielu polach.
Środowisko piłkarskie pełne jest przesądów. Przed niedzielnym meczem z jednej strony mamy Rafała Góraka, który jako trener GieKSy jeszcze nie wygrał z Widzewem, ale na drugim biegunie jest red. Michał Trela, który przyznał mi w niedawnej rozmowie, że jako komentator Canal+ w tym sezonie widział tylko nasze zwyciestwa. W niedzielę również zasiądzie w komentatorskiej kabinie przy Nowej Bukowej. Które fatum okaże się silniejsze?
Mam nadzieję, że utrzyma się to pierwsze i za to będę trzymał kciuki. To zawsze fajne ciekawostki, a jedną z popularniejszych jest klątwa byłego gracza, który w barwach innego zespołu trafiał do naszej siatki. Zdarzało nam się to często, na szczęście w Katowicach nie ma już Kuby Łukowskiego. Jest za to były zawodnik GieKSy w naszym składzie, zresztą jednego gola Sebastian już wam strzelił. Będzie chciał pokazać swoją ambicję w niedzielę, zobaczymy, jak przyjmą go kibice – pewnie dostanie swoją porcję „pozdrowień”. Liczę, że zadziała to na niego mobilizująco.
Jaki scenariusz przewidujesz na niedzielę? Patrząc na wasz potencjał będziecie dyktować warunki od pierwszej do ostatniej minuty?
Bardzo wiele będzie zależało od dwóch zawodników GKS-u: Nowaka i Kowalczyka, których obok Galána uważam za najlepszych w Katowicach. Nowak wygląda niesamowicie w tym sezonie i myślę, że powoli możecie szukać kamienia na pomnik, jaki mu postawicie. Tym bardziej, że niedawno przedłużył kontrakt. Nie chcę zdradzać zbyt wiele co do pomysłu Widzewa na ten mecz, ale jestem ciekawy, który z planów wybierze trener Jovićević. Nie sądzę z kolei, że trener Górak odejdzie od swojego pomysłu na drużynę. Spodziewam się, że Widzew zaprezentuje się inaczej niż z Jagiellonią, zarówno pod względem personalnym, jak i taktycznym. Od początku ruszymy do natarcia i będziemy chcieli szybko objąć prowadzenie. Potrzebujemy takiego bodźca mentalnego. Jeśli boisko będzie dobrze przygotowane, to mecz będzie ciekawy piłkarsko. Nie sądzę, że powtórzy się wynik z jesieni, kiedy wyjechaliście z Łodzi z bagażem trzech goli. Marzy mi się wynik 2:0 dla Widzewa, ale nie obrażę się też na 2:1.
Na koniec pytanie a’la tiktokowe rolki: żółto-czarne stroje meczowe – klasa czy obciach?
Klasa. Te barwy kojarzą mi się z Widzewem lat 90., ale także czasami Sylwestra Cacka, kiedy dwa sezony z rzędu wygrywaliśmy 1. ligę, choć wtedy koszulki były bardziej złote. Pamiętam tamte sezony, a szczególnie piękną bramkę Marcina Robaka w Opolu. Oczywiście, GKS Katowice to żółto-czarne barwy, ale chyba każdemu przychodzi też do głowy Borussia Dortmund, z którą rywalizowaliśmy w Lidze Mistrzów w sezonie 1996/97. Powtarzano wtedy słowa Franza Beckenbauera, że takie zespoły jak Widzew nie powinny grać w Lidze Mistrzów, tymczasem Niemcy drżeli o to, czy wywiozą choćby punkt z Piłsudskiego. Po tym meczu Widzew postrzegano już inaczej.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Piłka nożna
Mecz z Jagiellonią znów odwołany
Mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice, który miał się odbyć w środę 4 lutego o 20:30 został odwołany na wniosek obu zainteresowanych klubów.
Pierwotnie spotkanie miało się odbyć w niedzielę 23 listopada, ale wówczas zostało odwołane ze względu na zalegającą na boisku warstwę świeżo napadanego śniegu.
„W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe. Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski” – powiedział na łamach strony ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.
Nowy termin przekładanego już dwa razy meczu poznamy wkrótce.
Piłka nożna
Z Widzewem we wtorek
Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.
Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.
STS Puchar Polski – 1/4 finału
wtorek, 3 marca 2026
20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź
środa, 4 marca 2026
17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze
czwartek, 5 marca 2026
13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa
Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.


Najnowsze komentarze