Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: mecze z GKS-em były szlagierami
W ostatnich latach w Częstochowie dość niespodziewanie wyrósł jeden z ligowych potentatów, który włączył się do walki o najcenniejsze piłkarskie trofea w Polsce. Jak wyglądała droga do tych sukcesów? Dlaczego za budową klubu nie nadążyła budowa stadionu? Czy mecz z Koszarawą Żywiec był ważniejszy niż Puchar Polski? Jak przed laty wyglądały pojedynki Rakowa z GieKSą, ilu kibiców z Suwałk było świadkami cudownego utrzymania Wigier w lidze w pamiętnym dla nas sezonie i co trzeba zrobić, aby nie wyjechać z Częstochowy z bagażem goli? O to wszystko zapytalismy Roberta Parkitnego ze stowarzyszenia „Wieczny Raków”, który w wolnych chwilach nagrywa również Rozmowy Kibicowsko-Sportowe na kanale Racovia TV.
Jesteś członkiem zarządu stowarzyszenia „Wieczny Raków”. Zanim zapytam cię o klub, powiedz coś więcej o waszej działalności.
Stowarzyszenie „Wieczny Raków” powstało w 2010 roku. Na początku było mocno zaangażowane we współpracę z klubem w kwestii promocji meczów i podnoszenia frekwencji. W tamtych czasach na trybuny przychodziło kilkaset osób, a w klubie nie było właściwie nic, czasami nawet ciepłej wody. Stowarzyszenie działało jednak na tyle prężnie, że nawet w jednej rundzie nasza nazwa znalazła się na froncie koszulek piłkarzy. Z biegiem lat sytuacja zmieniała się na lepsze, przyszedł x-kom, a stowarzyszenie skupiło się na inicjatywach charytatywnych i patriotycznych. Warto wspomnieć przede wszystkim akcję „Wieczny Raków dla zwierzaków”, czyli wsparcie dla częstochowskiego schroniska. Przez 9 lat udało się zebrać kilkanaście ton karmy dla jego podopiecznych. Staramy się też pomagać w domach dziecka, organizować akcje mikołajkowe w szpitalach. Na różne sposoby promujemy klub, zdrowy tryb życia i zapraszamy mieszkańców Częstochowy na mecze Rakowa.
Zanim w tym sezonie spotkaliśmy się w Ekstraklasie, nasze drogi przecięły się i rozeszły w I lidze. W ostatniej kolejce sezonu 2018/19 walczyliśmy o utrzymanie z Bytovią i Wigrami, które swój mecz grały w Częstochowie. Wigry się utrzymały, wy awansowaliście, a my spadliśmy po golu bramkarza Bytovii w 97. minucie…
W tamtym sezonie zapewniliśmy sobie awans już w 30. kolejce po zwycięstwie z Podbeskidziem. Od tego momentu Raków nie wygrał już ani razu do końca sezonu. W ostatniej kolejce do Częstochowy przyjechały Wigry, a ciekawostką jest fakt, że w sektorze gości zasiadł jeden kibic z Suwałk. Jak się później okazało, był on świadkiem cudownego wręcz utrzymania swojego klubu, choć musiał się cieszyć w samotności. O ile znam trenera Papszuna, to nie było mowy o celowym odpuszczeniu końcówki sezonu, natomiast można zrozumieć piłkarzy, którzy po awansie spuścili nieco z tonu. Pamiętam, że gdy Szymon Lewicki wyrównał stan meczu z Wigrami, spodziewaliśmy się kolejnych goli dla Rakowa i zwycięstwa, które przypieczętuje udany sezon. Tymczasem w 90. minucie gola zdobyły Wigry i w konsekwencji rezultatu z Katowic utrzymały się w lidze.
GKS wraca do Ekstraklasy, w której Raków od lat jest potentatem. Drugie miejsce na koniec sezonu będzie dla was porażką?
Osobiście trudno mi odpowiadać na takie pytania, bo doskonale pamiętam czasy, gdy w kilkaset osób wspieraliśmy Raków z trybun na meczach 3. czy 4. ligi. Z drugiej strony często słyszę, żeby już do tego nie wracać i skupić się na przyszłości. Mimo to wciąż nie dociera do mnie, że teraz co sezon bijemy się o mistrza. Dla mnie i mi podobnych, z którymi 15 lat temu stałem w młynie, mistrz nie jest obowiązkiem. Fajnie byłoby mieć europejskie puchary, bo poprzednio pokazaliśmy się w nich z dobrej strony, zarówno sportowo, jak i kibicowsko, wykręcając dobre liczby na wyjazdach w Lizbonie, Grazu czy nawet w odległym Azerbejdżanie. Natomiast jeśli chodzi o właściciela, to każdy wynik inny niż mistrzostwo będzie dla niego rozczarowaniem. Po to wrócił Marek Papszun, dlatego mamy taki styl gry, gdzie czasem gramy wolno, ale zawsze bardzo dokładnie, tracimy najmniej bramek, ale strzelamy też bardzo mało. Nie wiem, czy to recepta na mistrzostwo, bo Lech gra bardzo dobrze i widowiskowo, podobnie do Jagiellonii w poprzednim sezonie. Rywale są silni, a my niespecjalnie się wzmocnilismy, o co jest trudno, gdy nie ma się dyrektora sportowego.
Jak oceniasz decyzję klubu o ponownym zatrudnieniu Marka Papszuna?
Mam duży szacunek i sympatię do Marka Papszuna, bo jest dla mnie bardzo otwarty i zawsze znajduje czas np. na wywiad. Gdy odchodził z Rakowa, w gronie stowarzyszenia urządziliśmy mu pożegnanie w naszym kibicowskim barze – zebrało się wtedy ok. 100 osób, czego na pewno się nie spodziewał. Gdy pojawiła się informacja, że Papszun wraca, miałem mieszane uczucia, zastanawiając się, czy jest szansa po raz drugi napisać tę samą historię.
Czego zabrakło Dawidowi Szwardze, aby „wskoczyć w buty” Papszuna i kontynuować jego sukcesy?
Trenerowi Szwardze udało się sie na początku awansować do fazy grupowej LKE, mimo to miał wielu przeciwników, często niesprawiedliwych w jego ocenach. Zapominali, że mistrzostwo w 2023 roku okupione było wieloma kontuzjami, bo piłkarze grali ambitnie, często na środkach przeciwbólowych, w grze o mistrzostwo stawiając na szali własne zdrowie. Gdy Szwarga przejmował drużynę, wielu zawodników miało problemy zdrowotne. Nie było więc łatwo kontynuować pracę na dotychczasowym poziomie. Trener Szwarga jest dobrym fachowcem, choć uważam, że brakowało mu umiejętności odpowiedniego zarządzania szatnią w stylu, jaki miał Papszun. Mimo to mieliśmy wiele powodów do radości w poprzednim sezonie, m.in. po raz pierwszy wygraliśmy w Łodzi z Widzewem. Szwarga miał zawsze trzeźwe spojrzenie na drużynę, widział swoje błędy, rzeczowo analizował problemy, z jakimi się mierzył i otwarcie mówił o tym, dlaczego przegrywamy.
Czy twoim zdaniem uda mu się awansować z Arką, która w poprzednim sezonie wywróciła się na ostatniej prostej?
Życzę trenerowi, żeby zrobił ten awans, bo na to zasługuje. Natomiast patrząc na tabelę 1. ligi widzę kilku groźnych rywali.
W momencie, w którym rozmawiamy, oficjalnie ogłoszono wypozyczenie Dawida Drachala z Rakowa do GKS-u. Dlaczego, podobnie jak w przypadku letniego transferu Bartka Nowaka, trwa to u was tak długo?
Decydujący jest model zarządzania drużyną. Nawet jeśli piłkarz nie ma szans na grę, to zanim wykona się pewne ruchy, to zbiera się sztab ludzi odpowiedzialnych za pion sportowy i sprawy finansowe i dopiero wtedy podejmują decyzję.
Drachal ma w swoim CV hattrick strzelony Ruchowi Chorzów. Nie wystarczyło to jednak, aby zadomowić się w wyjściowym składzie Rakowa. Czy ta sztuka uda mu się w Katowicach?
Dawid nie przebił się do pierwszego składu Rakowa, bo na jego pozycji jest duża konkurencja. Jest jednak obiecującym zawodnikiem – pokazał swój potencjał w meczu z Ruchem, jest szybki i waleczny, dysponuje dobrym dośrodkowaniem. Myślę, że zarówno on, jak i wasz klub, będzie miał dużo korzyści z tego wypożyczenia. W 1. lidze Dawid by się marnował, więc uważam, że Katowice to dla niego idealny kierunek.
W strukturach Rakowa nie brakuje silnych osobowości – od właściciela, poprzez prezesów, na trenerze kończąc. Kto ma najwięcej do powiedzenia? Jaką rolę w klubie odgrywa Wojciech Cygan, którego doskonale znamy z pracy w Katowicach?
Wojciech Cygan wcześniej był prezesem zarządu, a obecnie jest prezesem Rady Nadzorczej. Przy jego licznych obowiązkach w PZPN i nie tylko często jest poza klubem i brakuje mu czasu, aby być codziennie w Częstochowie. Stąd zatrudnienie Piotra Obidzińskiego, który cieszy się dużym zaufaniem Michała Świerczewskiego. Jest on odpowiedzialny głównie za relacje ze sponsorami i partnerami biznesowymi. Coraz więcej dużych firm angażuje się we współpracę z Rakowem, na dniach ma zostać ogłoszony kolejny duży sponsor (chiński producent elektroniki Hisense – przyp. red.), więc dobrze wywiązuje się z tej roli. Wojciech Cygan, z racji swoich znajomości w środowisku piłkarskim, pomaga w negocjacjach z menedżerami czy PZPN. Moim zdaniem jest w tej chwili niezbędny dla Rakowa i to jemu zawdzięczamy, że udało się przetrwać wszystkie zawirowania związane z modernizacją stadionu i możemy grać u siebie w Ekstraklasie.
Co się dzieje w sprawie nowego stadionu dla Rakowa?
W tej chwili nic się nie dzieje.
Dlaczego?
Trzeba zdać sobie sprawę, że Raków nigdy nie był lubiany w Mieście i często pomijany przez władze Częstochowy. W latach 90. Raków był w Ekstraklasie (wtedy 1. lidze – przyp. red.), ale był też żużlowy Włókniarz i siatkarski AZS, które biły się o Mistrzostwo Polski w swoich ligach. Wtedy kibice tych klubów trzymali się razem, aż do momentu, gdy część kibiców siatkówki stwierdziła, że woli jeździć na Widzew. Powstał w Częstochowie fanclub Widzewa, oczywiście w kontrze do Rakowa. Dopiero na przełomie wieków udało się zdusić tę inicjatywę. Wtedy jednak Raków szedł już na piłkarskie dno, aż do 4. ligi. W 2002 roku niewiele brakowało, a zupełnie przestałby istnieć – w tajemnicy zwołano spotkanie zarządu i gdyby nie interwencja kibiców z Markiem Magierą, obecnie dziennikarzem Polsatu Sport, a prywatnie bratem trenera Jacka Magiery, to klubu by nie było. Przez Miasto Raków zawsze był traktowany jak piąte koło u wozu. Na mecze chodziło kilkaset osób, podczas gdy na żużel i siatkówke po kilka tysięcy. Ponadto kibice Rakowa mieli łatkę złych kiboli. Po co więc inwestować w stadion?
Aż tu nagle przyszedł możny właściciel, a wraz z nim sukcesy.
Wcześniej, bo w 2005 r. po rzutach karnych wygraliśmy baraż o 3. ligę z Koszarawą Żywiec. Starsi kibice do dziś powtarzają, że był to jeden z najlepszych meczów Rakowa w ich życiu i nie zmienią tego zwycięstwa w europejskich pucharach czy finał Pucharu Polski. Oglądany przez 10 tysięcy ludzi baraż pozwolił nam wreszcie wydobyć się z nicości i pojawiła się nadzieja na lepsze czasy. Temat stadionu wciąż jednak schodził na dalszy plan. Ponadto, kolejne lata znów przyniosły problemy organizacyjne. Dopiero wejście do klubu Michała Świerczewskiego wyprowadziło klub na prostą. Awanse przyszły szybko, na co Miasto nie było przygotowane. Klub dążył do tego, aby stadion był przebudowywany, co Miasto wykorzystało jako pretekst do rezygnacji z pomysłu budowy nowego stadionu. Jest to zwykła wymówka, bo przez te wszystkie lata nie zrobiono nic, aby nowy stadion w Częstochowie powstał. Nie ma też co liczyć na wielką przebudowę obecnego obiektu, bo klubowy budynek wpisano do rejestru zabytków, więc jest w zasadzie nietykalny, a znajdujące się w sąsiedztwie stadionu tory i pętla tramwajowa praktycznie uniemożliwiają wykorzystanie tego terenu.
Na europejskie puchary znów trzeba będzie jeździć do Sosnowca?
Wszystko na to wskazuje, bo na dziś jest to dla nas optymalne rozwiązanie. Dla samego obiektu w Sosnowcu jest to z kolei okazja do promocji. Natomiast kto wie, może Wojtek Cygan uruchomi swoje kontakty w Katowicach i taki temat się pojawi. Do tego potrzebna jest jednak chęć z obu stron.
Jak osobiście wspominasz pojedynki Rakowa z GKS-em?
Z racji wieku niewiele pamiętam z lat 90., ale czasem zdarza mi się przeglądać urywki z tamtych lat, które wrzucamy na profil Wiecznego Rakowa. Mecze z GKS-em były wtedy szlagierami. Ja natomiast pamiętam nasz mecz w 3. lidze w kwietniu 2007 r. i prawdziwy najazd kibiców GieKSy na Częstochowę, wszyscy ubrani na żółto, bodajże 540 osób. Pamiętam wasz przemarsz z dworca na stadion. Ktoś z waszej redakcji pytał mnie niedawno, czy jest to rekord, ale wydaje mi się, że Górnik albo Ruch tę liczbę przebili. Nas było wtedy blisko 5 tysięcy, przygotowaliśmy fajną oprawę, ale z tego wielkiego wydarzenia wyszło niewiele, bo mecz był beznadziejny i skończył się bezbramkowym remisem. Nie było między nami żadnych „wymian uprzejmości”, bo mam takie przeświadczenie, że gdy trzeba było sobie nawzajem pomóc w kwestiach kibicowskich, to tak się działo. Pamiętam też, że dwa razy wygraliśmy z wami w sezonie, gdy awansowaliśmy.
Latem spotkaliśmy się ponownie przy Bukowej. Faworyt zwyciężył, choć nie przyszło mu to łatwo.
Aż wstyd się przyznać, ale pierwszy raz w Katowicach byłem dopiero w tym sezonie. Cieszę się, że mogłem zobaczyć Blaszok jeszcze przed waszymi przenosinami. GKS postawił nam trudne warunki, powiedziałbym nawet, że momentami był zdecydowanie lepszą drużyną. Poza tym trybuny was niosły. Robiło wrażenie, gdy jednocześnie ryknęli kibice na Blaszoku i trybunie głównej. Koniec końców przeważyło jednak doświadczenie ekstraklasowe, które tego dnia było po naszej stronie.
W zimowej przerwie do waszej drużyny dołączył Leonardo Rocha, który w tym sezonie trzykrotnie znalazł sposób na GKS. Jak wprowadził się do drużyny i jak oceniasz ten transfer?
Ciężko ocenić jego występ przez niespełna kwadrans z Cracovią. Z jednej strony mówi się o nas, że najpierw trzeba poznać i zrozumieć styl Marka Papszuna, aby dostać miejsce w pierwszym składzie, natomiast jeśli przychodzi najlepszy strzelec w lidze, to wydawałoby się, że z miejsca powinien grać od początku. Od zawsze mamy problem z poszukiwaniem bramkostrzelnych napastników, sam przeżyłem ich kilkudziesięciu. Mowi się, że w naszym systemie napastnicy maja tyle zadań taktycznych, że zapominają o tym najważniejszym – strzelaniu goli. Z tej perspektywy transfer Rochy wydaje się dobrym ruchem. Zobaczymy, czy sie u nas odnajdzie.
Jaki przebieg spotkania przewidujesz w sobotę?
Raków u siebie nie zwykł przegrywać, więc trzeba się tu wykazać czymś ekstra. Dużo będzie zależeć od tego, jak do meczu podejdzie GKS. Jeśli zdecydujecie się na wymiane ciosów, to skończy się szybkimi golami dla Rakowa, bo lubimy grać z takimi drużynami. Natomiast jeśli zagracie rozważnie i zachowawczo, to mecz może wyglądać podobnie jak nasz ostatni występ w Krakowie, czyli można będzie ze dwa razy zasnąć. Dlatego albo zdecydowanie wygra Raków, albo skończy się na jednym golu dla którejś ze stron. Absolutnie nie stawiam GieKSy na straconej pozycji. GKS nic nie musi i przy właściwej beniaminkom fantazji może nam narobić kłopotów. My jednak nie możemy sobie pozwolić na kolejną stratę punktów, jeśli chcemy odrobić stratę do Lecha.
Jaki wynik typujesz?
Liczę na 3:0 dla Rakowa. Niech to będzie powtórka naszego ostatniego pojedynku w Ekstraklasie w latach 90.
Hokej
Kompromitacja w Sosnowcu
W ramach zaległego meczu z 35. kolejki Tauron Hokej Ligi zmierzyliśmy się na wyjeździe z drużyną ECB Zagłębie Sosnowiec. Tak jak w piątkowym meczu również i dziś musieliśmy przełknąć gorycz porażki.
Początek należał do gospdarzy, którzy w pierwszych minutach sprawdzili dyspozycję Kielera. Nasz bramkarz skapitulował w 4. minucie po strzale z bliskiej odległości Chmielewskiego. Kolejne minuty nie przyniosły wiele emocji. W połowie tercji precyzyjnym uderzeniem pod poprzeczkę do wyrównania doprowadził Monto. Tuż po wznowieniu gry po przerwie reklamowej wyszliśmy z dwójkową akcją Bepierszcz-Pasiut, jednak strzał naszego kapitana bez problemu obronił Halonen. Sosnowiczanie spokojnie czekali na swoje okazje i dwie z nich zamienili na kolejne trafienia. Najpierw strzałem w okienko gola zdobył Alanen, a niespełna trzy minuty później Sozanski ze stoickim spokojem „położył” Kielera i z bliskiej odległości umieścił krążek w bramce.
W drugiej tercji obie drużyny grały kilkukrotnie w liczebnych przewagach, których nie potrafiły zamienić na gola. W 22. minucie Fraszko strzelił nad poprzeczką. Po drugiej stronie aktywny był Jokinen, ale jego uderzenia obronił Kieler. W 32. minucie strzał Dupuya z bliskiej odległości obronił Halonen. Pod koniec tercji mocniej zaatakowali Katowiczanie, którzy mimo gry w pełnych składach, zamnknęli miejscowych we własnej tercji. Niestety nie udało nam się tej przewagi zamienić na gola, a co więcej na 44 sekundy przed syreną kończącą drugą tercję Sosnowiczanie wyprowadzili kontrę 2 na 1, którą na gola zamienił Chmielewski.
W trzeciej tercji niewiele się działo w tym spotkaniu. W 46. minucie grający w osłabieniu gospodarze zdobyli szóstą bramkę, a jej autorem był Hamalainen, który wykorzystał sytuację sam na sam z Kielerem. Cztery minuty później drugą bramkę dla GieKSy zdobył Monto. W 58. minucie meczu Biłas w sytuacji sam na sam pokonał naszego bramkarza i tym samym ustalił wynik meczu.
ECB Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 6:2 (3:1, 1:0, 2:1)
1:0 Aron Chmielewski (Miike Roine) 6:27
1:1 Joona Monta (Bartosz Fraszko, Travis Verveda) 10:01, 5/4
2:1 Jere-Matias Alanen (Joni Piiponen) 13:59
3:1 Matthew Sozanski (Vaino Sirkia, Sebastian Brynkus) 16:52
4:1 Aron Chmielewski (Adrian Gromadzki, Matthew Sozanski) 39:16
5:1 Aleksi Hamalainen (Vaino Sirkia) 45:09
5:2 Joona Monto 49:16
6:2 Karol Biłas (Eric Kaczyński, Adrian Gromadzki) 57:02
ECB Zagłębie Sosnowiec: Halonen (Miarka) – Sozanski, Ciura, Jokinen, Hamalainen, Piiponen – Naróg, Wanacki, Chmielewski, Roine, Gromadzki – Biłas, Bjorkung, Sirkia, Alanen, Brynkus – Krawczyk, Kotlorz, Bernacki, Kaczyński, Sołtys.
GKS Katowice: Kieler (Eliasson) – Runesson, Lundegard, Bepierszcz, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Dupuy, Anderson, Wronka – Chodor, Hoffman, McNulty, Monto, Hofman Jonasz – Maciaś, Hornik, Michalski, Dawid, Koivusaari.
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
Piłka nożna Wywiady
Witek: Każdy może zostać mistrzem
W poniedziałkowe popołudnie w GieKSa Fanstore odbyło się spotkanie przedstawicieli mediów z trenerem, Rafałem Górakiem, kapitanem Arkadiuszem Jędrychem oraz prezesem Sławomirem Witkiem. W nowym punkcie porozmawialiśmy z prezesem katowickiego klubu o jego funkcjonowaniu, a także o ostatnich miesiącach we wszystkich sekcjach i oczekiwaniach na nadchodzącą rundę wiosenną Ekstraklasy.
Jakie są oczekiwania na wiosnę? Kibicom po ostatnich latach wzrosły apetyty i niektórzy oceniają krytycznie minioną rundę, choć różnice punktowe w lidze są minimalne.
Sławomir Witek: Jestem umysłem ścisłym – dla mnie nie miejsce jest najważniejsze, tylko liczba punktów. Dlatego patrzę nie pesymistycznie, a optymistycznie na wiosenną rundę. Mecze i rozgrywki będą bardzo ciekawe, bo każdy może zostać mistrzem i każdy może spaść. My liczymy, przy naszym potencjale, świetnej pracy trenera i sztabu oraz spełnieniu wszystkich warunków założonych przed tą rundą na to, że zostaniemy w Ekstraklasie, a może jeszcze sprawimy kibicom miłą niespodziankę.
We wszystkich sekcjach GieKSa jest w czołówce albo w walce wokół niej. Jeśli mimo tego słychać negatywne opinie, to chyba dobrze świadczy o klubie?
Też byśmy chcieli zdobywać tylko mistrzostwa, ale z drugiej strony sport byłby wtedy nudny, musi być dawka emocji. Oczywiście się cieszę, że walczymy o najwyższe miejsca w kilku sekcjach: piłkarze, piłkarki, hokeiści, siatkarze, a także bilardziści i szachiści – to jest naszym celem. Mamy stworzyć warunki do tego, żeby sportowcy mogli osiągać swoje sufity i to właśnie robimy. Jesteśmy klubem stabilnym, z dobrą infrastrukturą, płynnością finansową, nie narzekamy na nic, co mogłoby przeszkadzać w procesie treningowym i szkoleniowym. Mając takie warunki i osoby w sztabach dobierające zawodników pod sukces, możemy być w miarę pewni dobrych miejsc.
Jesteśmy faktycznie nudnym klubem, jeśli chodzi o zakulisowe informacje prasowe.
Ja też myślę, że tak jest (śmiech). Zawsze powtarzam, że jeśli miałem pod sobą różnego rodzaju podwładnych, którzy byli dyrektorami różnych placówek, najbardziej cieszyłem się z tych, od których nie docierały żadne złe informacje. Taki sam przykład daje GieKSa. Jeśli nie ma o czym pisać w tym kontekście, to nie ma skandali, czyli jest dobrze.
Klub miejski ma ograniczony budżet, a głośno jest chociażby wokół Bartosza Nowaka. Trzeba jakoś decyzje podejmować, to duże wyzwanie dla prezesa?
Cieszę się, że w tych czasach większościowym właścicielem jest miasto, bo odczuwamy jego wyraźną opiekę i stabilizację. Ta stabilizacja pomaga w rozmowach ze sponsorami, a także są rozmowy o znalezieniu w przyszłości udziałowca. Lepszą sytuacją dla nas jest, jeśli możemy poddać się każdemu audytowi i wykazać, że nie mamy żadnych zaległości i jesteśmy stabilni finansowo. Sponsorzy wtedy wykazują większą chęć przyjścia do klubu niż w momencie, gdy przyszłość nie jest tak pewna.
Czy spodziewał się pan, że Bartosz Nowak zostanie ligowcem roku?
Bardzo na to liczyłem, znam Bartka – to jest Pan Piłkarz. Nawet rywalizując z takimi nazwiskami jak Grosicki, zasługiwał na wyróżnienie. Odrzucając emocje, powiedziałbym, że absolutnie Bartek zapracował sobie na tę nagrodę.
Wielosekcyjność klubu dokłada dużo pracy w okienku zimowym? Rozmawialiśmy z przedstawicielem Superbetu i dla sponsorów jest to atrakcyjne. Jak to wygląda z perspektywy prezesa klubu?
Oj, tak (śmiech). Nie mam kompletnie czasu na urlop. W tej przerwie, gdy koledzy prezesi z jednosekcyjnych klubów odpoczywają i biorą urlopy, to u mnie się toczą rozgrywki w hokeju czy siatkówce i ta przerwa na obozy piłkarzy i piłkarek wcale nie oznaczała dla mnie tego, że odpocznę.
Jest pan zadowolony z lokalizacji nowego sklepu?
Jak to w handlu – zawsze jest jakieś ryzyko, i to ryzyko podjąłem. Mając doświadczenie z prowadzenia własnej działalności gospodarczej, wiedziałem, że jeżeli nie podejmiemy ryzyka, to nigdy się nie dowiemy, czy się uda. Oczywiście wszystko zostało przemyślane – od metrażu po miejsce. Rozmawialiśmy z Galerią Katowicką na temat warunków, na jakich zostanie postawiony nasz sklep. Jak dotąd jestem zadowolony, ale to jest oczywiście dopiero początek i cały czas to analizujemy. Otwieraliśmy sklep na Mikołaja i grudzień był rewelacyjny. Teraz badamy okres przejściowy do czasu rozpoczęcia rundy, a potem zobaczymy jak wyjdzie pełna runda. Na pewno jest lepiej niż w dawnej lokalizacji, mimo większych kosztów.
Czy na starej Bukowej i Arenie Katowice będą stałe punkty sprzedażowe, czy będą otwierane tylko na okazje spotkań?
Jeśli będzie taka potrzeba, to na Nowej Bukowej jesteśmy przygotowani na taką możliwość. Mamy dwa ładnie obrandowane kontenery, kto był na stadionie, ten widział. Są nowoczesne, z założonym ogrzewaniem, oświetleniem i internetem. Mogą one służyć jako sklep stacjonarny, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie. Chcemy otwierać ten sklep nie tylko na mecze, ale także na wszystkie eventy. Jeśli uznamy, że jest sens otwierania tych sklepów na co dzień, to tak będzie. Natomiast na starej Bukowej na razie nie planujemy sklepu stacjonarnego.
















Najnowsze komentarze