Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: mecze z GKS-em były szlagierami
W ostatnich latach w Częstochowie dość niespodziewanie wyrósł jeden z ligowych potentatów, który włączył się do walki o najcenniejsze piłkarskie trofea w Polsce. Jak wyglądała droga do tych sukcesów? Dlaczego za budową klubu nie nadążyła budowa stadionu? Czy mecz z Koszarawą Żywiec był ważniejszy niż Puchar Polski? Jak przed laty wyglądały pojedynki Rakowa z GieKSą, ilu kibiców z Suwałk było świadkami cudownego utrzymania Wigier w lidze w pamiętnym dla nas sezonie i co trzeba zrobić, aby nie wyjechać z Częstochowy z bagażem goli? O to wszystko zapytalismy Roberta Parkitnego ze stowarzyszenia „Wieczny Raków”, który w wolnych chwilach nagrywa również Rozmowy Kibicowsko-Sportowe na kanale Racovia TV.
Jesteś członkiem zarządu stowarzyszenia „Wieczny Raków”. Zanim zapytam cię o klub, powiedz coś więcej o waszej działalności.
Stowarzyszenie „Wieczny Raków” powstało w 2010 roku. Na początku było mocno zaangażowane we współpracę z klubem w kwestii promocji meczów i podnoszenia frekwencji. W tamtych czasach na trybuny przychodziło kilkaset osób, a w klubie nie było właściwie nic, czasami nawet ciepłej wody. Stowarzyszenie działało jednak na tyle prężnie, że nawet w jednej rundzie nasza nazwa znalazła się na froncie koszulek piłkarzy. Z biegiem lat sytuacja zmieniała się na lepsze, przyszedł x-kom, a stowarzyszenie skupiło się na inicjatywach charytatywnych i patriotycznych. Warto wspomnieć przede wszystkim akcję „Wieczny Raków dla zwierzaków”, czyli wsparcie dla częstochowskiego schroniska. Przez 9 lat udało się zebrać kilkanaście ton karmy dla jego podopiecznych. Staramy się też pomagać w domach dziecka, organizować akcje mikołajkowe w szpitalach. Na różne sposoby promujemy klub, zdrowy tryb życia i zapraszamy mieszkańców Częstochowy na mecze Rakowa.
Zanim w tym sezonie spotkaliśmy się w Ekstraklasie, nasze drogi przecięły się i rozeszły w I lidze. W ostatniej kolejce sezonu 2018/19 walczyliśmy o utrzymanie z Bytovią i Wigrami, które swój mecz grały w Częstochowie. Wigry się utrzymały, wy awansowaliście, a my spadliśmy po golu bramkarza Bytovii w 97. minucie…
W tamtym sezonie zapewniliśmy sobie awans już w 30. kolejce po zwycięstwie z Podbeskidziem. Od tego momentu Raków nie wygrał już ani razu do końca sezonu. W ostatniej kolejce do Częstochowy przyjechały Wigry, a ciekawostką jest fakt, że w sektorze gości zasiadł jeden kibic z Suwałk. Jak się później okazało, był on świadkiem cudownego wręcz utrzymania swojego klubu, choć musiał się cieszyć w samotności. O ile znam trenera Papszuna, to nie było mowy o celowym odpuszczeniu końcówki sezonu, natomiast można zrozumieć piłkarzy, którzy po awansie spuścili nieco z tonu. Pamiętam, że gdy Szymon Lewicki wyrównał stan meczu z Wigrami, spodziewaliśmy się kolejnych goli dla Rakowa i zwycięstwa, które przypieczętuje udany sezon. Tymczasem w 90. minucie gola zdobyły Wigry i w konsekwencji rezultatu z Katowic utrzymały się w lidze.
GKS wraca do Ekstraklasy, w której Raków od lat jest potentatem. Drugie miejsce na koniec sezonu będzie dla was porażką?
Osobiście trudno mi odpowiadać na takie pytania, bo doskonale pamiętam czasy, gdy w kilkaset osób wspieraliśmy Raków z trybun na meczach 3. czy 4. ligi. Z drugiej strony często słyszę, żeby już do tego nie wracać i skupić się na przyszłości. Mimo to wciąż nie dociera do mnie, że teraz co sezon bijemy się o mistrza. Dla mnie i mi podobnych, z którymi 15 lat temu stałem w młynie, mistrz nie jest obowiązkiem. Fajnie byłoby mieć europejskie puchary, bo poprzednio pokazaliśmy się w nich z dobrej strony, zarówno sportowo, jak i kibicowsko, wykręcając dobre liczby na wyjazdach w Lizbonie, Grazu czy nawet w odległym Azerbejdżanie. Natomiast jeśli chodzi o właściciela, to każdy wynik inny niż mistrzostwo będzie dla niego rozczarowaniem. Po to wrócił Marek Papszun, dlatego mamy taki styl gry, gdzie czasem gramy wolno, ale zawsze bardzo dokładnie, tracimy najmniej bramek, ale strzelamy też bardzo mało. Nie wiem, czy to recepta na mistrzostwo, bo Lech gra bardzo dobrze i widowiskowo, podobnie do Jagiellonii w poprzednim sezonie. Rywale są silni, a my niespecjalnie się wzmocnilismy, o co jest trudno, gdy nie ma się dyrektora sportowego.
Jak oceniasz decyzję klubu o ponownym zatrudnieniu Marka Papszuna?
Mam duży szacunek i sympatię do Marka Papszuna, bo jest dla mnie bardzo otwarty i zawsze znajduje czas np. na wywiad. Gdy odchodził z Rakowa, w gronie stowarzyszenia urządziliśmy mu pożegnanie w naszym kibicowskim barze – zebrało się wtedy ok. 100 osób, czego na pewno się nie spodziewał. Gdy pojawiła się informacja, że Papszun wraca, miałem mieszane uczucia, zastanawiając się, czy jest szansa po raz drugi napisać tę samą historię.
Czego zabrakło Dawidowi Szwardze, aby „wskoczyć w buty” Papszuna i kontynuować jego sukcesy?
Trenerowi Szwardze udało się sie na początku awansować do fazy grupowej LKE, mimo to miał wielu przeciwników, często niesprawiedliwych w jego ocenach. Zapominali, że mistrzostwo w 2023 roku okupione było wieloma kontuzjami, bo piłkarze grali ambitnie, często na środkach przeciwbólowych, w grze o mistrzostwo stawiając na szali własne zdrowie. Gdy Szwarga przejmował drużynę, wielu zawodników miało problemy zdrowotne. Nie było więc łatwo kontynuować pracę na dotychczasowym poziomie. Trener Szwarga jest dobrym fachowcem, choć uważam, że brakowało mu umiejętności odpowiedniego zarządzania szatnią w stylu, jaki miał Papszun. Mimo to mieliśmy wiele powodów do radości w poprzednim sezonie, m.in. po raz pierwszy wygraliśmy w Łodzi z Widzewem. Szwarga miał zawsze trzeźwe spojrzenie na drużynę, widział swoje błędy, rzeczowo analizował problemy, z jakimi się mierzył i otwarcie mówił o tym, dlaczego przegrywamy.
Czy twoim zdaniem uda mu się awansować z Arką, która w poprzednim sezonie wywróciła się na ostatniej prostej?
Życzę trenerowi, żeby zrobił ten awans, bo na to zasługuje. Natomiast patrząc na tabelę 1. ligi widzę kilku groźnych rywali.
W momencie, w którym rozmawiamy, oficjalnie ogłoszono wypozyczenie Dawida Drachala z Rakowa do GKS-u. Dlaczego, podobnie jak w przypadku letniego transferu Bartka Nowaka, trwa to u was tak długo?
Decydujący jest model zarządzania drużyną. Nawet jeśli piłkarz nie ma szans na grę, to zanim wykona się pewne ruchy, to zbiera się sztab ludzi odpowiedzialnych za pion sportowy i sprawy finansowe i dopiero wtedy podejmują decyzję.
Drachal ma w swoim CV hattrick strzelony Ruchowi Chorzów. Nie wystarczyło to jednak, aby zadomowić się w wyjściowym składzie Rakowa. Czy ta sztuka uda mu się w Katowicach?
Dawid nie przebił się do pierwszego składu Rakowa, bo na jego pozycji jest duża konkurencja. Jest jednak obiecującym zawodnikiem – pokazał swój potencjał w meczu z Ruchem, jest szybki i waleczny, dysponuje dobrym dośrodkowaniem. Myślę, że zarówno on, jak i wasz klub, będzie miał dużo korzyści z tego wypożyczenia. W 1. lidze Dawid by się marnował, więc uważam, że Katowice to dla niego idealny kierunek.
W strukturach Rakowa nie brakuje silnych osobowości – od właściciela, poprzez prezesów, na trenerze kończąc. Kto ma najwięcej do powiedzenia? Jaką rolę w klubie odgrywa Wojciech Cygan, którego doskonale znamy z pracy w Katowicach?
Wojciech Cygan wcześniej był prezesem zarządu, a obecnie jest prezesem Rady Nadzorczej. Przy jego licznych obowiązkach w PZPN i nie tylko często jest poza klubem i brakuje mu czasu, aby być codziennie w Częstochowie. Stąd zatrudnienie Piotra Obidzińskiego, który cieszy się dużym zaufaniem Michała Świerczewskiego. Jest on odpowiedzialny głównie za relacje ze sponsorami i partnerami biznesowymi. Coraz więcej dużych firm angażuje się we współpracę z Rakowem, na dniach ma zostać ogłoszony kolejny duży sponsor (chiński producent elektroniki Hisense – przyp. red.), więc dobrze wywiązuje się z tej roli. Wojciech Cygan, z racji swoich znajomości w środowisku piłkarskim, pomaga w negocjacjach z menedżerami czy PZPN. Moim zdaniem jest w tej chwili niezbędny dla Rakowa i to jemu zawdzięczamy, że udało się przetrwać wszystkie zawirowania związane z modernizacją stadionu i możemy grać u siebie w Ekstraklasie.
Co się dzieje w sprawie nowego stadionu dla Rakowa?
W tej chwili nic się nie dzieje.
Dlaczego?
Trzeba zdać sobie sprawę, że Raków nigdy nie był lubiany w Mieście i często pomijany przez władze Częstochowy. W latach 90. Raków był w Ekstraklasie (wtedy 1. lidze – przyp. red.), ale był też żużlowy Włókniarz i siatkarski AZS, które biły się o Mistrzostwo Polski w swoich ligach. Wtedy kibice tych klubów trzymali się razem, aż do momentu, gdy część kibiców siatkówki stwierdziła, że woli jeździć na Widzew. Powstał w Częstochowie fanclub Widzewa, oczywiście w kontrze do Rakowa. Dopiero na przełomie wieków udało się zdusić tę inicjatywę. Wtedy jednak Raków szedł już na piłkarskie dno, aż do 4. ligi. W 2002 roku niewiele brakowało, a zupełnie przestałby istnieć – w tajemnicy zwołano spotkanie zarządu i gdyby nie interwencja kibiców z Markiem Magierą, obecnie dziennikarzem Polsatu Sport, a prywatnie bratem trenera Jacka Magiery, to klubu by nie było. Przez Miasto Raków zawsze był traktowany jak piąte koło u wozu. Na mecze chodziło kilkaset osób, podczas gdy na żużel i siatkówke po kilka tysięcy. Ponadto kibice Rakowa mieli łatkę złych kiboli. Po co więc inwestować w stadion?
Aż tu nagle przyszedł możny właściciel, a wraz z nim sukcesy.
Wcześniej, bo w 2005 r. po rzutach karnych wygraliśmy baraż o 3. ligę z Koszarawą Żywiec. Starsi kibice do dziś powtarzają, że był to jeden z najlepszych meczów Rakowa w ich życiu i nie zmienią tego zwycięstwa w europejskich pucharach czy finał Pucharu Polski. Oglądany przez 10 tysięcy ludzi baraż pozwolił nam wreszcie wydobyć się z nicości i pojawiła się nadzieja na lepsze czasy. Temat stadionu wciąż jednak schodził na dalszy plan. Ponadto, kolejne lata znów przyniosły problemy organizacyjne. Dopiero wejście do klubu Michała Świerczewskiego wyprowadziło klub na prostą. Awanse przyszły szybko, na co Miasto nie było przygotowane. Klub dążył do tego, aby stadion był przebudowywany, co Miasto wykorzystało jako pretekst do rezygnacji z pomysłu budowy nowego stadionu. Jest to zwykła wymówka, bo przez te wszystkie lata nie zrobiono nic, aby nowy stadion w Częstochowie powstał. Nie ma też co liczyć na wielką przebudowę obecnego obiektu, bo klubowy budynek wpisano do rejestru zabytków, więc jest w zasadzie nietykalny, a znajdujące się w sąsiedztwie stadionu tory i pętla tramwajowa praktycznie uniemożliwiają wykorzystanie tego terenu.
Na europejskie puchary znów trzeba będzie jeździć do Sosnowca?
Wszystko na to wskazuje, bo na dziś jest to dla nas optymalne rozwiązanie. Dla samego obiektu w Sosnowcu jest to z kolei okazja do promocji. Natomiast kto wie, może Wojtek Cygan uruchomi swoje kontakty w Katowicach i taki temat się pojawi. Do tego potrzebna jest jednak chęć z obu stron.
Jak osobiście wspominasz pojedynki Rakowa z GKS-em?
Z racji wieku niewiele pamiętam z lat 90., ale czasem zdarza mi się przeglądać urywki z tamtych lat, które wrzucamy na profil Wiecznego Rakowa. Mecze z GKS-em były wtedy szlagierami. Ja natomiast pamiętam nasz mecz w 3. lidze w kwietniu 2007 r. i prawdziwy najazd kibiców GieKSy na Częstochowę, wszyscy ubrani na żółto, bodajże 540 osób. Pamiętam wasz przemarsz z dworca na stadion. Ktoś z waszej redakcji pytał mnie niedawno, czy jest to rekord, ale wydaje mi się, że Górnik albo Ruch tę liczbę przebili. Nas było wtedy blisko 5 tysięcy, przygotowaliśmy fajną oprawę, ale z tego wielkiego wydarzenia wyszło niewiele, bo mecz był beznadziejny i skończył się bezbramkowym remisem. Nie było między nami żadnych „wymian uprzejmości”, bo mam takie przeświadczenie, że gdy trzeba było sobie nawzajem pomóc w kwestiach kibicowskich, to tak się działo. Pamiętam też, że dwa razy wygraliśmy z wami w sezonie, gdy awansowaliśmy.
Latem spotkaliśmy się ponownie przy Bukowej. Faworyt zwyciężył, choć nie przyszło mu to łatwo.
Aż wstyd się przyznać, ale pierwszy raz w Katowicach byłem dopiero w tym sezonie. Cieszę się, że mogłem zobaczyć Blaszok jeszcze przed waszymi przenosinami. GKS postawił nam trudne warunki, powiedziałbym nawet, że momentami był zdecydowanie lepszą drużyną. Poza tym trybuny was niosły. Robiło wrażenie, gdy jednocześnie ryknęli kibice na Blaszoku i trybunie głównej. Koniec końców przeważyło jednak doświadczenie ekstraklasowe, które tego dnia było po naszej stronie.
W zimowej przerwie do waszej drużyny dołączył Leonardo Rocha, który w tym sezonie trzykrotnie znalazł sposób na GKS. Jak wprowadził się do drużyny i jak oceniasz ten transfer?
Ciężko ocenić jego występ przez niespełna kwadrans z Cracovią. Z jednej strony mówi się o nas, że najpierw trzeba poznać i zrozumieć styl Marka Papszuna, aby dostać miejsce w pierwszym składzie, natomiast jeśli przychodzi najlepszy strzelec w lidze, to wydawałoby się, że z miejsca powinien grać od początku. Od zawsze mamy problem z poszukiwaniem bramkostrzelnych napastników, sam przeżyłem ich kilkudziesięciu. Mowi się, że w naszym systemie napastnicy maja tyle zadań taktycznych, że zapominają o tym najważniejszym – strzelaniu goli. Z tej perspektywy transfer Rochy wydaje się dobrym ruchem. Zobaczymy, czy sie u nas odnajdzie.
Jaki przebieg spotkania przewidujesz w sobotę?
Raków u siebie nie zwykł przegrywać, więc trzeba się tu wykazać czymś ekstra. Dużo będzie zależeć od tego, jak do meczu podejdzie GKS. Jeśli zdecydujecie się na wymiane ciosów, to skończy się szybkimi golami dla Rakowa, bo lubimy grać z takimi drużynami. Natomiast jeśli zagracie rozważnie i zachowawczo, to mecz może wyglądać podobnie jak nasz ostatni występ w Krakowie, czyli można będzie ze dwa razy zasnąć. Dlatego albo zdecydowanie wygra Raków, albo skończy się na jednym golu dla którejś ze stron. Absolutnie nie stawiam GieKSy na straconej pozycji. GKS nic nie musi i przy właściwej beniaminkom fantazji może nam narobić kłopotów. My jednak nie możemy sobie pozwolić na kolejną stratę punktów, jeśli chcemy odrobić stratę do Lecha.
Jaki wynik typujesz?
Liczę na 3:0 dla Rakowa. Niech to będzie powtórka naszego ostatniego pojedynku w Ekstraklasie w latach 90.
Piłka nożna
Mecz z Jagiellonią znów odwołany
Mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice, który miał się odbyć w środę 4 lutego o 20:30 został odwołany na wniosek obu zainteresowanych klubów.
Pierwotnie spotkanie miało się odbyć w niedzielę 23 listopada, ale wówczas zostało odwołane ze względu na zalegającą na boisku warstwę świeżo napadanego śniegu.
„W Białymstoku panują i przez kilka najbliższych dni prognozowane są silne mrozy, sięgające w poniedziałek i wtorek nawet –25°C, a dodatkowo w dniu meczu możliwe są opady śniegu. To najgorsze przewidywane warunki, jeszcze bardziej niekorzystne niż panujące w weekend. Obecnie na terenie województwa podlaskiego obowiązuje ostrzeżenie drugiego stopnia IMiGW w związku z silnymi mrozami. Niestety, zapowiada się, w najbliższą środę warunki na Podlasiu będą nadal bardzo złe. Ponieważ GKS Katowice już raz nie ze swojej winy nie mógł rozegrać spotkania w terminie, a Jagiellonia Białystok potwierdziła, iż przychyli się do wniosku GKS, Departament Logistyki Rozgrywek, mając na uwadze zgodne stanowisko klubów, wyznaczy nowy termin zawodów. Mecz będzie rozegrany w pierwszym możliwym terminie, a jego data zależy od wyników obydwu klubów w rozgrywkach Ligi Konferencji UEFA i Pucharu Polski” – powiedział na łamach strony ekstraklasa.org Marcin Stefański, dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.
Nowy termin przekładanego już dwa razy meczu poznamy wkrótce.
Piłka nożna
Z Widzewem we wtorek
Po przerwie zimowej wznowione zostaną rozgrywki Pucharu Polski. GieKSa otworzy rundę ćwierćfinałową meczem przy Nowej Bukowej we wtorek 3 marca o godzinie 20:45.
Nasza poprzednia potyczka z Widzewem zakończyła się wyjazdową porażką 0:3.
STS Puchar Polski – 1/4 finału
wtorek, 3 marca 2026
20:45 GKS Katowice – Widzew Łódź
środa, 4 marca 2026
17:30 Zawisza Bydgoszcz – Chojniczanka Chojnice
20:30 Lech Poznań – Górnik Zabrze
czwartek, 5 marca 2026
13:30 Avia Świdnik – Raków Częstochowa
Przypominamy, że za tydzień, 8 lutego o godzinie 17:30 również rozegrany zostanie domowy mecz z Widzewem w ramach rozgrywek Ekstraklasy.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Zagłębiu
Po meczu w Lubinie można było odnieść wrażenie, że GieKSa wreszcie weszła w tryb „kontrola, spokój, trzy punkty”. Z planem, konsekwencją i bardzo dojrzałym podejściem do spotkania. Wyjazd na stadion Zagłębia od lat był dla Katowiczan terenem wyjątkowo niewygodnym.
Zapraszam na plusy i minusy po meczu w Lubinie.
Plusy:
+ Wejście w mecz i pressing od pierwszej minuty
Pierwsza akcja ustawiła całe spotkanie. Kapitalny odbiór Milewskiego, szybkie rozegranie, spryt Nowaka i prowadzenie. To był modelowy przykład tego, jak GKS chciał grać w Lubinie. Wysoki pressing, agresja, odbiór na połowie rywala. Zagłębie zostało tym kompletnie zaskoczone.
+ Organizacja i spokój w defensywie
Jeśli ktoś przed meczem martwił się o napór gospodarzy, to po pierwszej połowie mógł spać spokojnie. Stałe fragmenty, wrzutki, zamieszanie – wszystko było kasowane. Klemenz, Jędrych, Milewski każdy wiedział, gdzie ma być. Strączek praktycznie nie musiał wyciągać „setek”. To był bardzo dojrzały występ całej formacji defensywnej.
+ Bartosz Nowak – lider na boisku
Gol, asysta, kreatywność, ciągłe szukanie gry. Nowak znów pokazał, dlaczego jest kluczową postacią tego zespołu. Brał odpowiedzialność, próbował nieszablonowych rozwiązań, potrafił przyspieszyć akcję jednym kontaktem. Bez niego ten mecz wyglądałby zupełnie inaczej.
+ Stałe fragmenty – wreszcie broń
Rzut rożny i główka Jędrycha na 2:0 to moment, który mentalnie „zamknął” mecz. Wcześniej GKS często marnował takie sytuacje. Tym razem było konkretnie, precyzyjnie i skutecznie. A przy wyniku 2:0 Zagłębiu zaczęło wyraźnie brakować wiary.
+ Dojrzałość zespołu
To nie był mecz efektowny. To był mecz mądry. GKS wiedział, kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić, kiedy wybić piłkę, a kiedy ją przytrzymać. Nie było głupich strat, niepotrzebnych szarż, nerwowości.
Minusy:
– Niewykorzystane momenty na podwyższenie wyniku
Galán, Kowalczyk, Nowak – było kilka sytuacji, w których można było „zabić” mecz wcześniej. Zbyt lekki strzał, złe podanie, minimalnie niecelne uderzenie. Przy bardziej wymagającym rywalu takie okazje mogą się zemścić.
– Krótkie fragmenty nerwowości po przerwie
W okolicach 55–65. minuty pojawiło się trochę chaosu w rozegraniu. Niedokładności, straty, problemy z wyjściem spod pressingu. Zagłębie nie potrafiło tego wykorzystać, ale to sygnał ostrzegawczy na przyszłość.
Podsumowanie:
To był jeden z najbardziej „dorosłych” meczów GieKSy w ostatnich miesiącach. Bez romantyzmu, bez chaosu, za to z chłodną głową i realizacją planu od A do Z. Szybki gol, kontrola gry, cios po przerwie i spokojne dowiezienie wyniku do końca.
Wygrana na wyjeździe z niepokonanym dotąd u siebie Zagłębiem ma ogromną wagę – sportową, mentalną i symboliczną. Przełamana została wieloletnia niemoc w Lubinie.
To spotkanie nie było piękne. Było skuteczne. A w obecnej sytuacji tabeli właśnie takich meczów GKS potrzebuje najbardziej. Jeśli ta drużyna będzie grała z podobną dyscypliną, koncentracją i odpowiedzialnością wiosna może być naprawdę spokojna. A może nawet… lepsza, niż wielu się dziś spodziewa.
GieKSiarz


Najnowsze komentarze