Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: musicie strzelić więcej niż jedną bramkę, żeby wygrać
fot.: Joanna Ciupak, TerazPasy.pl
Po raz drugi w tym sezonie pojedziemy do Krakowa, by na stadionie przy ulicy Kałuży rozegrać mecz w Ekstraklasie. Tym razem podejmie nas rzeczywisty gospodarz tego obiektu, czyli Cracovia. Czy okaże się tak samo gościnny jak Puszcza? Biorąc pod uwagę obecną formę Pasów trudno na to liczyć. Przed sobotnim meczem porozmawialiśmy z Rafałem Nowakiem, redaktorem serwisu TerazPasy.pl.
Kiedy w maju wygrywaliśmy z Arką mecz na wagę awansu do Ekstraklasy, niezadowoleni byli kibice nie tylko w Gdyni, ale pewnie też w pasiastej części Krakowa.
Oczywiście, że sympatie kibicowskie mają tu znaczenie. Kibicujemy Cracovii i naszym zgodom, jest to sprawa naturalna. Dlatego liczyłem, że to Arka wejdzie do Ekstraklasy, ale niestety stało się inaczej. Wielu naszych kibiców od lat przyjaźni się z sympatykami Arki oraz Lecha. Mecz z Kolejorzem jest zawsze wielkim świętem w Krakowie, przyjeżdżają wtedy także kibice Arki. Dlatego śledzimy ich losy, wspieramy i mam nadzieję, że w przyszłym roku ziści się to, co nie udało się w poprzednim sezonie, a Arka wreszcie zagra w Ekstraklasie.
Cracovia to obecnie czołówka ligi. Czujecie się kandydatem do mistrzostwa?
Naszej rozmowie przysłuchuje się mój syn i on odpowiedział za mnie: tak. Chcielibyśmy wreszcie wstawić coś do gabloty, ale celujemy przynajmniej w medal Mistrzostw Polski, bo Cracovia nie była na ligowym podium od lat 50. Poza pięknym epizodem za kadencji Michała Probierza, zakończonym zdobyciem Pucharu Polski, a także Superpucharem, wygranym po karnych na Legii, większość kibiców nie ma realnych wspomnień trofeów w Cracovii. Pewnie, że chcielibyśmy wygrać mistrzostwo, ale droga do tego jest bardzo trudna. Z całym szacunkiem dla Jagiellonii, ale tak słabego mistrza w tym sezonie nie będzie. Obudziły się silne ligowe marki: mocno punktuje Lech, Jaga też radzi sobie całkiem dobrze, Raków odżył pod okiem Marka Papszuna, a nie skreślałbym też Legii.
Na jednym z waszych kanałów SM widziałem film, w którym piłkarze pół żartem, pół serio deklarują, że będzie to dla Pasów sezon mistrzowski.
W ramach kulisów naszego ostatniego meczu z Lechią rozmawiali o tym chyba Ghiță, Atanasov i Ólafsson. Dobrze, że o tym mówią, ale najważniejsze, żeby zaczęli w to naprawdę wierzyć. Faktem jest, że jesteśmy rekordzistami pod względem zwycięstw w spotkaniach, w których musieliśmy odrabiać straty. To zawsze buduje mental. Jednocześnie w oficjalnych wypowiedziach zarówno trener, jak i piłkarze trochę uciekają od takich jednoznacznych deklaracji. Ja to rozumiem, bo przed nami jeszcze dużo meczów. O mistrza gra się wiosną.
Poprzedni sezon zakończyliście w dole tabeli. Obecna postawa drużyny jest dla was zaskoczeniem?
Z pewnością, ja też szczerze mówiąc trochę nie dowierzam, bo tak dobrze na tym etapie sezonu nie było u nas od kilkudziesięciu lat. Dotychczas byliśmy przyzwyczajeni, że nawet jak graliśmy dobrze, to na nas przełamywały się drużyny w kryzysie. Tymczasem w tym sezonie zazwyczaj wygrywamy zarówno jako faworyt, jak i z silniejszymi przeciwnikami. Dla nas to sytuacja niecodzienna, do której sceptyczny z natury kibic Cracovii nie przywykł.
Co jest dzisiaj najmocniejszą stroną Pasów?
Stosując narrację trenera Kroczka, Cracovia gra bardzo intensywnie w fazach przejściowych. Jeśli zaatakujecie nas wysoko, musicie liczyć się z szybkimi kontrami. Nie radziłbym też rozgrywać piłki od tyłu, bo nasze skoki pressingowe są efektywne i może się to dla was źle skończyć. Ponadto, mamy mocne stałe fragmenty gry. Statystyki pokazują jednoznacznie, że strzelamy w ten sposób znacznie więcej goli niż rywale. Należy jednak pamiętać, że kontuzjowani są Glik i Ghiță, którzy decydowali o naszej sile w tym aspekcie. Dużą zmianą jest też fakt, że gdy prowadzimy jedną bramką, to nie ma mowy o defensywie, ale szukamy kolejnych goli.
Terminarz ułożył się dla was w ten sposób, że mierzycie się kolejno z każdym z beniaminków. Którego cenisz najwyżej?
Wygraliśmy z Lechią i Motorem, ale to GKS jest powszechnie postrzegany wśród kibiców Cracovii jako najmocniejszy z beniaminków. Sobotni mecz będzie więc dla nas trudnym egzaminem, tym bardziej, że jak wspominałem, z powodu urazów posypała się nasza obrona. Nie mam pewności, w jakim zestawieniu zagramy w tej formacji.
Jakiego meczu spodziewasz się w sobotę?
Nie sądzę, żeby GKS przyjechał nastawiony defensywnie, przesadnie obawiając się Cracovii. Będziecie grać swoje, co może się przełożyć na ciekawe widowisko. W przypadku trenerów „nowej fali” mówi się o powtarzalnym stylu ich drużyn, określonym DNA. Zarówno wy, jak i Motor, staracie się grać tak samo, niezależnie od przeciwnika. Jeśli w sobotę też tak będzie, to pewnie co najmniej jednego gola nam strzelicie. Natomiast, poza meczem z Lechem, stracona bramka nigdy dotąd nie podcięła nam skutecznie skrzydeł. Dlatego moim zdaniem raczej nie zagramy na zero z tyłu, natomiast wierzę, że nawet jeśli mecz ułoży się dla nas źle, to będziemy w stanie odwrócić jego losy. Jeśli chcecie wygrać, musicie strzelić więcej niż jedną bramkę.
W świadomości kibica Ekstraklasy utrwalił się obraz Cracovii jako najbardziej międzynarodowej mieszanki piłkarzy. Zagraniczny scouting to dziś recepta na sukces w tej lidze?
Trudno porównywać się do Lecha, który wprowadza do składu wielu Polaków wychowanych w swojej akademii, w którą inwestuje ogromne pieniądze. Widziałem szacunki, że roczny koszt jej utrzymania to ok. 17 mln zł. Tymczasem my wydajemy na szkolenie ok. 2-3 mln. Z kolei Legia obraca takim budżetem transferowym, że jest w stanie sięgnąć po zawodnika na wewnętrznym rynku transferowym, który jest bardzo drogi. Cracovia nie może sobie pozwolić na takie wydatki, więc pozostaje szukanie okazji za granicą. Widziałem statystyki występów Polaków w Ekstraklasie, gdzie na pierwszym miejscu jest GKS, a Cracovia przedostatnia. Niżej jest tylko Raków. Spodziewam się, że prędzej czy później ten zarzut wobec nas zostanie podniesiony, bo pamiętam, jak często wypominano to trenerowi Probierzowi. Na razie jest cicho, bo dopóki są wyniki, to nikt nie będzie miał pretensji do Kallmana o to, że jest Finem.
Dobra postawa Pasów w tym sezonie to zasługa letnich transferów?
Wielu trenerów i obserwatorów ligi podkreśla, że Cracovia wzmocniła się personalnie przed tym sezonem, transfery były jakościowe, a drużyna jest mocniejsza. Dodatkowo trener Kroczek zwracał uwagę, że gra o utrzymanie do pewnego stopnia „pęta nogi” zawodnikom, dlatego bardzo trudno grało się nam wiosną. W tym sezonie od początku gramy dobrze i widać rosnącą pewność siebie wśród zawodników. Kiedy raz czy drugi uda ci się zrobić salto, to potem robisz je coraz śmielej. Zmiany personalne na pewno podniosły jakość zespołu, ale spodziewam się dalszych ruchów transferowych w przerwie zimowej, szczególnie na pozycjach obrońców, bo tracimy za dużo bramek.
Zarówno Cracovia, jak i GKS muszą zapisać po stronie wpadek występ w Pucharze Polski.
Nie ulega wątpliwości, że wszyscy u nas są rozczarowani porażką w Nowym Sączu. Zapytam jednak przewrotnie: lepiej odpaść w pierwszej rundzie czy przegrać finał w stylu Pogoni? Efekt jest ten sam, bo nie zdobywasz pucharu, a w Szczecinie mają pewnie kaca do dzisiaj. Warto walczyć w pucharze, ale przegraliśmy i trzeba o tym zapomnieć. Dla was odpadnięcie też może być korzystne, bo dla kondycji i przyszłości klubu znacznie ważniejsze od Pucharu Polski są występy w Ekstraklasie. Przykładów nie trzeba szukać daleko.
Jakie masz wspomnienia z meczów z GieKSą?
Pamiętam, że w sezonie 2004/2005 przegraliśmy na Bukowej 0:1. Byłem wtedy nieoficjalnie na waszej trybunie. Po takim meczu zawsze ciężko wraca się do domu. Natomiast porażka w 2005 roku w Krakowie ostatecznie zamknęła wam drogę do utrzymania (matematyczne szanse na utrzymanie GKS faktycznie stracił kilka dni później w meczu z Odrą Wodzisław – przyp. red.). Wtedy mieliśmy frajdę, że to Cracovia spuściła was do II ligi, dziś patrzę już na to inaczej. Swoją drogą był to ten słynny mecz, po którym aresztowano sędziego Antoniego F. w związku z zarzutami korupcyjnymi. Wówczas było bardzo głośno o policyjnej prowokacji, w ramach której współpracujący już z organami ścigania prezes GKS Piotr Dziurowicz wręczył pieniądze sędziemu, który schował je w kole zapasowym. Gdy ten chciał odjechać, został zatrzymany przez funkcjonariuszy. Od tego zaczęło się rozliczanie afery korupcyjnej w polskiej piłce. Z kolei z czasów, kiedy graliśmy razem w I lidze, nasze mecze niespecjalnie zapadły mi w pamięć.
Jak dziś prezentują się Pasy pod względem kibicowskim?
Pod tym względem wiele się u nas poprawiło i jest to w dużej mierze zasługa profrekwencyjnych działań klubu. Prezes Dróżdż wdrożył wiele inicjatyw okołomeczowych, które przyciągają kibiców. Trzeba docenić jego zaangażowanie na tym polu, bo jest nastawiony na współpracę ze środowiskami kibicowskimi i słucha naszego głosu. Organizowane są ciekawe akcje pozyskiwania młodych fanów, a starzy, uśpieni kibice prędzej czy później wrócą na stadion, bo przyciągną ich dobre wyniki sportowe. Można powiedzieć, że jesteśmy w tej chwili na krzywej wznoszącej, jeśli chodzi o frekwencję. Niestety od meczu z Widzewem na nasz stadion nie są wpuszczani kibice gości i szkoda, że w sobotę was zabraknie. Mimo animozji kibice Cracovii uważają GKS za mocną ekipę.
Niedawno pożegnaliście waszego wieloletniego prezesa, Janusza Filipiaka. Czy jego śmierć przełożyła się na funkcjonowanie klubu?
Proces zmian właścicielskich w klubie rozpoczął jeszcze prezes Filipiak, ale dokończono go już po jego śmierci. W tej chwili Cracovia jest właściwie w 100% własnością Comarchu, po przejęciu udziałów od Miasta. Z nazwy klubu zniknął więc skrót MKS i wróciliśmy do starego zapisu KS Cracovia. Kluczowe natomiast będą zmiany, jakie zachodzą w samym Comarchu. Nieoficjalnie mówi się, że zakupem Cracovii zainteresowany jest Red Bull. A skoro zgłasza się kupiec, to jest też pewnie chęć sprzedaży. Generalnie niewiele dziś wiadomo, natomiast w przyszłości nie można wykluczyć zmian właścicielskich w Cracovii. Jednak moim zdaniem nie przełoży się to negatywnie na funkcjonowanie klubu i nie traktuję tego jako zagrożenia.
Rywalizacja GieKSy z Cracovią toczy się nie tylko na murawie, ale także na lodowej tafli. Jak dziś wygląda sytuacja krakowskiego hokeja pod względem sportowym i kibicowskim?
Sam jestem miłośnikiem hokeja i jest cała grupa ludzi, których znam z widzenia zarówno ze stadionu, jak i z lodowiska. U was chyba jest podobnie, że baza kibiców piłki jest zdecydowanie większa, ale zainteresowanie hokejem też jest duże. Sportowo trochę się minęliśmy, bo w czasie, gdy Cracovia była najmocniejsza, to was nie było w czołówce, a kiedy wróciliście, to my zaczęliśmy słabiej grać. Teraz nasze mecze są wyrównane i zacięte, z tym że zwykle to wy wygrywacie. Dla nas pierwszy sezon bez trenera Rohacka to wielka niewiadoma. Osobiście nie rozumiem tej zmiany i nie znajduję dla niej uzasadnienia, bo niewiele się zmieniło w funkcjonowaniu drużyny. Oficjalnie mówi się, że strategia rozwoju klubu została rozpisana na 3 lata, co można odczytywać w ten sposób, że w tym sezonie nie gramy o nic. Pogrzebaliśmy swoje szanse na Puchar Polski, bo choć mamy dobrego bramkarza, to z powodu urazów pauzował on w trzech meczach, które przegraliśmy i spadliśmy na 5. miejsce w lidze. Nadzieje na przyszłość dają szwedzkie transfery, brakuje jednak odpowiedniej jakości całego zespołu. Do lutego jest czas na budowę drużyny do walki o medale. Dobrze, że wrócił Damian Kapica, z Katowic przyszli Kruczek i Wanacki, a mówiło się, że na stole leży gotowy kontrakt dla Patryka Wronki. Ostatecznie trafił do was, więc albo przebiliście nasze warunki, albo prezes Dróżdż ocenił, że nie ma budżetu na kolejny transfer.
Jaki wynik typujesz w sobotę?
Liczę na ciekawy mecz i dużo goli. Chciałbym, żebyśmy wygrali 4:2, bez nerwówki i nie wierzę, że skończymy z czystym kontem.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Jagi i Cracovii
Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.
1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.
2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.
3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.
4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.
5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.
6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.
7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.
8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.
9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.
10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.
11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.
12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.
13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.
14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.
15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.
16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.
17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.
18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.
19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.
20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.
21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.
22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.
23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.
24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.
25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.
—-
26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.
27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.
28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.
29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.
30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.
31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.
32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.
33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.
34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.
35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.
36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.
37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.
38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.
39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.
40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.
41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.
42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.
43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.
44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.
45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.
46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.
47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.
48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.
49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.
50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.
51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.
52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.
53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.
54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.
55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.
56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.
57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.
58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.
59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.
60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.
61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!
62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.





































































Najnowsze komentarze