Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: nie mamy kim strzelać
Aż trudno uwierzyć, że poniedziałkowy pojedynek GieKSy z Koroną będzie naszym pierwszym spotkaniem w Ekstraklasie. Dotychczas nasze drogi przecinały się tylko na poziomie pierwszej ligi oraz Pucharu Polski. O wrażenia z tamtych meczów, sytuację w klubie z Kielc i przewidywania przed najbliższym spotkaniem zapytaliśmy Michała Janusa, redaktora zina kibiców Korony „Złocisto Krwiści”.
Zanim porozmawiamy o obecnych rozgrywkach, chciałbym wrócić do finału poprzedniego sezonu, kiedy miał miejsce „cud nad Wartą” i w Poznaniu uratowaliście Ekstraklasę dla Kielc. Godziliście się powoli ze spadkiem do pierwszej Ligi?
Osobiście traktowałem ten wyjazd jak każdy inny. Nie podchodziłem do kwestii gry o utrzymanie zbyt emocjonalnie. Dla mnie spadek to nie byłby koniec świata, dostrzegałem nawet pewne plusy z gry w pierwszej lidze. Gra tam przecież kilka uznanych firm i rywalizacja też jest ciekawa. Jak się jednak okazało, udało się odnieść zwycięstwo, mimo że do przerwy przegrywaliśmy. Właśnie z powodu dramaturgii tego meczu będę go dobrze wspominał, gdyż jak dotąd rzadko udawało nam się odwrócić niekorzystny wynik, szczególnie na wyjazdach.
Głośnym echem odbiła się postawa kibiców Lecha w tym meczu, którzy zamiast dopingu zorganizowali w „Kotle” wakacyjny performance. Jaki twoim zdaniem miało to wpływ na przebieg meczu?
Z perspektywy kibiców gości takie zachowanie wręcz przeszkadzało w prowadzeniu dopingu. Głośna muzyka, którą gospodarze puszczali ze swojego sektora, zagłuszała nasz doping. Sam pomysł uważam jednak za oryginalny i, jak się dzisiaj okazuje, dość skuteczny. W obecnym sezonie Lech jest jak dotąd zupełnie inną drużyną, bardzo dobrze rozpoczął rozgrywki ligowe. Na dzisiaj są głównym kandydatem do Mistrzostwa Polski, ale moim zdaniem to zmiana trenera w głównej mierze spowodowała, że drużyna zaczęła grać o wiele lepiej.
Trener zmienił się też w Koronie i to już po dwóch kolejkach. Mimo to w Kielcach podobnej metamorfozy nie ma.
Moim zdaniem pod względem sportowym niewiele się zmieniło. Dostrzegam, że styl gry zmienił się na bardziej ofensywny, atrakcyjny dla oka, z wykorzystaniem szybkich wahadłowych. Jednak wyniki wciąż nie są takie, jakich byśmy oczekiwali. Zasadniczo nie jesteśmy faworytem w meczach ligowych i te 12 punktów, jakie do tej pory zdobyliśmy, odzwierciedla poziom naszej drużyny. Udało się sprawić jedną niespodziankę, jaką było zwycięstwo w Łodzi z Widzewem.
Trzeba przyznać, że pora na zmianę trenera była dość nietypowa. Dlaczego doszło do niej na tak wczesnym etapie sezonu?
Zmiana trenera to ostatni etap powolnego rozkładu całej ekipy, która odpowiadała za Koronę w poprzednim sezonie. Wcześniej odeszli prezes Łukasz Jabłoński i dyrektor sportowy Paweł Golański. Podejrzewam, że już w czasie przygotowań do sezonu nie kleiła się współpraca pomiędzy trenerem a nowym zarządem i sam Kamil Kuzera zdawał sobie sprawę, że są to jego ostatnie chwile w Kielcach. Mogły go uratować dobre wyniki, tymczasem po dwóch kolejkach mieliśmy zero punktów. Jednak to nie wynik sportowy był tu decydujący. Zmieniła się władza w mieście, na czele z prezydentem, co przełożyło się na zmiany w klubie, który jest miejski. Dlatego, jeśli miałbym szukać powodów do optymizmu, to uważam, że w perspektywie tak wielu zmian w dość krótkim czasie zdobyte przez nas 12 punktów wcale nie jest złym wynikiem, bo mogło być znacznie gorzej.
Wygląda na to, że obecny sezon w Kielcach nie będzie się wiele różnił od poprzednich – walka o utrzymanie do ostatniej kolejki. Takie jest dziś miejsce Korony na piłkarskiej mapie Polski?
Patrząc z perspektywy ostatnich 20 lat, czyli od momentu, kiedy GKS spadł z Ekstraklasy, to mniej więcej 90% tego czasu Korona spędziła w najwyższej lidze. Dlatego uważam, że zasługujemy na to miejsce. Za czasów Kolportera ambicje były duże, walczyliśmy o awans do europejskich pucharów, w 2007 graliśmy w finale Pucharu Polski. Teraz cele są zupełnie inne: klub jest finansowany z budżetu Miasta i można powiedzieć, że idziemy po linii najmniejszego oporu – utrzymać Ekstraklasę wydając przy tym jak najmniej. Poza tym trzeba pamiętać, że Korona wciąż spłaca długi zaciągnięte przez niemiecką firmę, która przez 2 lata zarządzała klubem. Mam jednocześnie nadzieję, że jeśli drużyna dobrze przepracuje zimowy okres przygotowawczy, to uda się zadomowić w środku tabeli. Celem nadrzędnym jest jednak utrzymanie.
Ciekawostką jest fakt, że GKS i Korona nigdy nie spotkały się w rozgrywkach najwyższego szczebla. W najnowszej historii potykaliśmy się jednak na poziomie pierwszej ligi.
Byłem na meczu w Kielcach w 2008 roku. My zaprezentowaliśmy wtedy ciekawą oprawę, ale niestety Wasza grupa nie dojechała z powodu tragicznego wypadku, w którym zginął jeden z Waszych kibiców. Natomiast wiem, że na meczu rewanżowym rozgrywanym w Jaworznie na sektorach gospodarzy było trzech naszych kibiców. Oba mecze w tamtym sezonie udało się nam wygrać. Z kolei w sezonie 2021/2022 GKS Katowice był jedyną drużyną, która wygrała oba mecze z Koroną. Jako kibice pokazaliśmy się wtedy w Katowicach z dobrej strony, szczelnie wypełniając sektor gości, co w I lidze nie było u Was codziennością, a wiosną w Kielcach było Was ponad 800. Spodziewam się, że wiosną stawicie się w Kielcach w co najmniej takiej liczbie. Mam nadzieję, że uda się odczarować wyniki meczów z Wami. Dlatego mówiąc z przymrużeniem oka, teraz jest dobry moment, by oddać punkty zabrane w sezonie 2021/22.
Masz jakieś szczególne wspomnienia z wizyt w Katowicach?
GKS Katowice kojarzy mi się przede wszystkim ze starym stadionem i legendarną wręcz trybuną gości, która niestety została zburzona, a swego czasu mogła pomieścić ponad 1000 kibiców. Jednocześnie cieszę się, że będę mógł po raz drugi odwiedzić sektor gości na starym stadionie w Katowicach. Zapisy u nas jeszcze trwają, ale już niewiele brakuje do kompletu. Ponadto liczę na to, że w przyszłym sezonie spotkamy się już na Waszym nowym stadionie.
Jakie masz przewidywania przed naszym meczem?
Realnie rzecz biorąc uważam, że remis w poniedziałek byłby dobrym wynikiem, bo patrząc na ostatnie mecze GieKSy w Katowicach to niejeden faworyt już się tam potknął. Wyrównany mecz na 0:0 biorę w ciemno, tym bardziej, że nasz podstawowy napastnik jest kontuzjowany i nie wiadomo czy zagra. Nie mamy kim strzelać bramek.
Korona jest dziś najsłabszą ofensywnie drużyną w lidze. Mimo to którego waszego zawodnika powinniśmy się najbardziej obawiać?
Na dziś mamy dwóch typowych napastników: reprezentant Białorusi Jewgienij Szykawka i Dalmau, który raczej nie zagra w poniedziałek z powodu kontuzji. W dobrej dyspozycji jest za to Mariusz Fornalczyk. Ponadto spodziewam się, że ważną rolę mogą odegrać stałe fragmenty gry. W naszej drużynie specjalistą od takich zagrań jest Marcel Pięczek.
Bohaterem letniej transferowej sagi był Japończyk Shuma Nagamatsu. Wielu witało go już w Katowicach, tymczasem ostatecznie wylądował on w Kielcach. Jesteście zadowoleni z tego transferu?
Moim zdaniem Nagamatsu jeszcze nie do końca przystosował się do gry w Ekstraklasie, nie tyle pod kątem poziomu, co ogólnej charakterystyki ligi. Wykręcał świetne statystyki w I lidze, co na razie nie przekłada się na występy w Ekstraklasie. Musi lepiej wkomponować się w zespół, natomiast trzeba go pochwalić za ambicję i przede wszystkim za gola w Łodzi, bo dzięki niemu wygraliśmy z Widzewem.
Po stronie ubytków warto z kolei odnotować transfer Jakuba Łukowskiego z Korony właśnie do Widzewa. Sam zawodnik dał się nam we znaki, wyrównując stan meczu w Katowicach. Czy jest to wasza największa strata kadrowa?
Bezpośrednio nie, bo w końcówce ubiegłego sezonu Łukowski dopiero wracał po ciężkiej kontuzji i nie prezentował formy, z której znaliśmy go wcześniej. Do momentu kontuzji był chyba najlepszym zawodnikiem Korony, miał stabilną, dobrą formę. Stracił jednak pół roku, a gdy wrócił do gry, wiedzieliśmy już, że nie przedłuży kontraktu w Kielcach i odejdzie do Widzewa. Podczas naszego meczu w Łodzi został dość ostro potraktowany przez naszych kibiców i na pewno nie było mu miło.
W tym tygodniu rozgrywaliśmy rundę Pucharu Polski. Choć los przydzielił nam przeciwników podobnego kalibru, to wy zrobiliście swoje w meczu z rezerwami Lecha, my natomiast zaliczyliśmy spektakularną wywrotkę w Skierniewicach.
W poprzednim sezonie los dwukrotnie stawiał na naszej drodze rezerwy ekstraklasowiczów: najpierw Jagiellonii, a potem Legii. Co ciekawe, w kolejnych rundach trafiliśmy na pierwszą drużynę i Legii (wygrana 2:1 po dogrywce), i Jagiellonii (porażka 1:2). Mamy więc doświadczenie gry z rezerwami. W tym roku graliśmy z rezerwami Lecha. Byłem pewny, że nic złego w tym meczu nie może się nam przydarzyć, bo zawodnicy Akademii Lecha nie są zbyt doświadczeni. Niespodzianki nie było i już do przerwy prowadziliśmy 3:0. Natomiast patrząc z boku na Wasz mecz to trzeba docenić siłę Unii Skierniewice, która jest liderem w swojej lidze.
Jak ocenisz waszą formę kibicowską? Jesteście zadowoleni ze swojej postawy w tym sezonie?
Ostatnie lata, w których do końca, z sukcesem walczyliśmy o utrzymanie, pozwoliły nam nabrać wiary w tę drużynę. Ponadto sezon zawsze jest ciekawszy, gdy do końca gra się o stawkę. Przez ostatnie 3 lata ani razu nie zajmowaliśmy miejsca wyższego niż dziesiąte przez dłużej niż dwie kolejki. Mimo to frekwencja na trybunach notuje tendencję wzrostową. Poprzedni sezon był najlepszy w historii pod kątem liczby kibiców, a w obecnym jeszcze poprawiamy te statystyki. Mimo gry o utrzymanie średnia frekwencja utrzymuje się na poziomie 11 tysięcy.
A jak z formą w klubowych gabinetach? Ostatnie zmiany przyniosły więcej spokoju?
Nie nazwał bym tego spokojem. Nowy prezes jest człowiekiem z zewnątrz, wcześniej pracował w Zagłębiu Lubin. Na razie jako kibice nie wiemy o nim zbyt wiele, jednak sugerując się opiniami sympatyków Zagłębia nie będzie to łatwa współpraca. Zwłaszcza w porównaniu z prezesem Jabłońskim, który był dla nas jak brat, zawsze stawał po naszej stronie. Paradoksalnie nie spodziewam się wielu zmian organizacyjnych, jednak mam obawy o poziom zaangażowania Miasta w klub. Jako kibice stoimy na stanowisku, że na tym etapie finansowanie Korony powinno być miejskie, dopóki nie znajdzie się wiarygodny inwestor.
Swego czasu stery w Kielcach dzierżył Krzysztof Zając, w przeszłości piłkarz GieKSy. Jak oceniasz jego rządy?
Miałem „przyjemność” osobiście spotykać się z prezesem Zającem w jego gabinecie i nie wspominam miło tych rozmów. Prezes nie przyjmował naszych argumentów, z jego strony nie było woli współpracy z kibicami. Dodatkowo, przez swoje zarządzanie zadłużył klub, podpisując kontrakty z zawodnikami, którzy nic nie dali Koronie, a zarabiali niemałe pieniądze. Za jego rządów wiele straciliśmy i cofnęliśmy się w rozwoju jako klub.
Jakie rozstrzygnięcie przewidujesz w poniedziałkowym meczu?
Na początku chciałem dodać, że zawodnikiem łączącym oba nasze kluby jest Lukas Klemenz, który przez pół roku grał w Kielcach. Często się nam zdarza, że byli piłkarze strzelają nam bramki, więc typuję, że jeśli GieKSa wygra, to po golu Klemenza. „Na zimno” obstawiam jednak bezbramkowy remis. Ponadto spodziewam się, że Oskar Repka, który dostał czerwoną kartkę w Pucharze Polski, będzie chciał odkupić winy, więc trzeba na niego szczególnie uważać.
Felietony Piłka nożna
Plusy i minusy po Lechii
GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.
Plusy:
+ Bartosz Nowak
Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.
+ Rafał Strączek
Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.
+ Skuteczność przy niskim posiadaniu
38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.
Minusy:
– Zmarnowane okazje
Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.
Podsumowanie:
2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.
GieKSiarz
Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu
W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl
W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.
Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.
W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.
Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.
Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.
A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.
Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.
Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.
Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.
W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.
Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.
To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.
Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.
Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.
Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.
Piłka nożna
Górak: To nasz bardzo szczęśliwy dzień
Na pomeczowej konferencji pojawili się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i John Carver. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
John Carver (trener Lechii Gdańsk):
Ten mecz miał dwie połowy. Mam na myśli różnicę, między połowami, bo w pierwszej połowie byliśmy w dobrej formie i stworzyliśmy 1-2 klarowne sytuacje, ale druga połowa była skrajnie przeciwna. Mecz wygrała drużyna lepsza i jest to trudne do zaakceptowania. Musieliśmy dokonać kilku zmian w naszym zespole, szczególnie w przerwie dokonaliśmy zmiany Rodina, jedynego doświadczonego zawodnika w naszej obronie, który dostał w żebra i miał problemy z oddychaniem. Jak się traci takiego zawodnika, to ma to duży wpływ na nasz zespół. W mojej opinii graliśmy za bardzo bezpiecznie w ataku, bez ryzyka, bez prób zagrania w pole karne. Gratulujemy trenerowi GKS-u, lepsza drużyna wygrała. Musimy się podnieść, bo mamy dziewięć meczów do końca.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Zdawaliśmy sobie sprawę z siły przeciwnika, bo startowali z dyskomfortem minus pięciu punktów. Wyobrażam sobie tę trudność, jednocześnie kapitalnie Lechia z tego wyszła. Strzelili do dzisiaj 49 bramek, więc wiedzieliśmy, że musimy się mieć na baczności. Oczywiście można dywagować na temat składu, ale przecież jedna i druga strona była w jakiś sposób nie tyle osłabiona, ale jednak absencje po jednej i po drugiej stronie były.
Widzieliśmy więc mecz, w której rywal próbował w pierwszej połowie nas zepchnąć – trochę przy wrzutach z autu za nisko się ustawialiśmy. W związku z tym, było parę niebezpiecznych prób rywali zza pola karnego, staraliśmy to skorygować w przerwie, żeby stanąć wyżej i kiedy przeciwnik nie rzuca z autu długiej piłki, nie możemy być tak nisko w polu karnym – zneutralizowaliśmy to i dzięki temu się to trochę oddaliło.
Zawodnicy wykonali kupę mrówczej pracy. Nie dość, że orali, to wykonywali zadania taktyczne, że jestem zadowolony. A mieliśmy przecież trochę przebudowanych rzeczy – cała linia obrony była wywrócona do góry nogami. Każdy zdał egzamin na piątkę. I to mnie bardzo cieszy, że jesteśmy gotowi na to, że w perspektywie natłoku meczów, kapela, którą mamy jest szeroka i mocna. To jest klucz, by budować trening i atmosferę, a zawodnicy się też sami dobrze nakręcają. Każdy z nich czuje ważność tego momentu. Zdobyliśmy strasznie ważne punkty, u siebie, na zero z tyłu z Lechią. To są rzeczy, które budują. I to tyle o meczu, bo już w głowie mam to, co będzie się działo we wtorek.
W wielosekcyjnej GieKSie dużo się dzieje, mocno czekamy na półfinały i Jackowi Płachcie będziemy bardzo mocno trzymać kciuki w rywalizacji z Unią Oświęcim. Mam nadzieję, że kolejne finały przed nami. Dziewczyny również grają w Pucharze Polski – wygrały w Warszawie, a dzisiaj w Krakowie – gratuluję trenerce, gratuluję dziewczynom. Mam ogromną frajdę, że pracuję w tym wielosekcyjnym klubie i naprawdę trzymam za wszystkich kciuki. To jest dzisiaj nasz bardzo szczęśliwy dzień.


Najnowsze komentarze