Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: zwyciężają ci, którzy nie tracą wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dzięki zwycięstwu nad Cracovią Śląsk Wrocław wygrzebał się wreszcie z dna ligowej tabeli. Droga do utrzymania wciąż jest jednak długa i wyboista. Kolejny krok w tym kierunku wrocławianie będą chcieli postawić w Wielką Sobotę w meczu z GieKSą, jednak my nie zamierzamy ułatwiać im zadania. Czy we Wrocławiu wciąż tli się nadzieja na utrzymanie? Jakie argumenty przemawiają za tym, aby to właśnie Śląsk uniknął degradacji? Na te pytania odpowiedział nam Piotr Potępa z redakcji serwisu iGol.pl.

Przez większość sezonu Śląsk świeci się w tabeli na czerwono, próbując wydostać się z zagrożonej strefy. Czy to się jeszcze może udać?
Wierzę, że jak najbardziej może, szczególnie patrząc na ostatnie wyniki Śląska. We Wrocławiu krąży powiedzenie, że zwyciężają tylko ci, którzy nie tracą wiary. Z drugiej strony sam muszę przyznać, że był moment, kiedy zwątpiłem w utrzymanie – pod koniec rundy jesiennej, kiedy prowadzący drużynę trenerzy Michał Hetel i Marcin Dymkowski nie mogli się ze sobą dogadać. Dopiero gdy pojawił się Ante Šimundža i zaczął wprowadzać swoje porządki, ta nadzieja do mnie wróciła. W ostatnim czasie po zespole widać już w pełni rękę trenera, który wie, co chce osiągnąć, a jego nastawienie przekłada się na postawę piłkarzy. Na korzyść Śląska przemawia również fakt, że rywale do utrzymania obecnie nie imponują formą.

W tabeli rundy wiosennej Śląsk jest ósmy, jeden punkt za GKS-em. Mogłoby być lepiej, jeśli marzycie o utrzymaniu.
Od początku rundy liczyliśmy, ile punktów potrzebuje Śląsk, aby się utrzymać, ale równie istotna jest kwestia, jak punktują bezpośredni przeciwnicy w walce o utrzymanie. Tymczasem Stal Mielec wygląda obecnie fatalnie, Lechia punktuje w kratkę, a w jej przypadku większym problemem może być uzyskanie licencji na kolejny sezon. Dużą niewiadomą jest postawa Puszczy, która wiele meczów przegrywa, ale potrafi też przepchnąć korzystny wynik przypadkowym golem.

Nadzieją dla Śląska jest więc jego siła czy słabość rywali?
Myślę, że jedno i drugie, bo słabość rywali może być decydująca, ale sam Śląsk jest obecnie na fali wznoszącej. Nasza gra jest w końcu poukładana i widać w tym pomysł trenera, który znalazł wśród zawodników wykonawców swoich założeń. Coraz więcej do gry wnoszą gracze sprowadzeni zimą przez Rafała Grodzickiego. Śląsk ma wreszcie napastnika, który strzela gole, pomocnika, który bierze na siebie odpowiedzialność za rozgrywanie piłki i lewego obrońcę, który zabezpiecza grę na tej pozycji. Wierzę, że to zadziała i Śląsk będzie punktował jak należy, ale równie dobrze może się okazać za późno na odrobienie strat.

Wiary w utrzymanie kibicom chyba nie brakuje?
To, że kibice wierzą w pozytywny finał tego sezonu, pokazuje bardzo dobra frekwencja. Pomimo ostatniego miejsca w tabeli i beznadziejnego startu w rundzie wiosennej, trybuny zawsze wypełniają się na przyzwoitym poziomie. Kibicom udziela się mental drużyny, która pokazuje, że nie można pękać, tylko robić swoje.

Od naszego poprzedniego meczu w waszym klubie wiele się zmieniło pod względem personalnym, począwszy od prezesa, na trenerze kończąc. Czy są to zmiany na lepsze?
Od lutego w klubie jest nowy prezes – Michał Mazur, który w Śląsku jest odkąd pamiętam, najpierw w roli rzecznika prasowego, a potem dyrektora zarządzającego. Zna więc klub od podszewki. Jest też nowy dyrektor sportowy. Rafał Grodzicki, który – jak się niedawno okazało – mimo że wykonał zimą całkiem dobrą robotę, to po sezonie pożegna się ze stanowiskiem. Szykują się więc kolejne zmiany i często zwracamy na to uwagę, że w Śląsku brakuje ciągłości działania według długofalowego planu. Trudno mówić o rozwoju, gdy co pół roku dochodzi do roszad na kluczowych stanowiskach. Doskonale skomentował to na Twitterze nasz kibic Breslavia pisząc, że „prawdopodobnie najgorsze, co dotyka Śląsk to fakt, że tymczasowi ludzie zawsze dostają narzędzia do snucia swoich długofalowych wizji, które zawsze, tak jak ci tymczasowi ludzie, kończą się szybko”.

Do rundy wiosennej Śląsk przystąpił pod okiem nowego trenera. Nie postawiliście ani na „strażaka”, ani na klubową legendę, jak to zwykle bywa, gdy robi się gorąco. Ekstraklasę dla Wrocławia próbuje ratować Słoweniec Ante Šimundža.
Zatrudnienie trenera z zagranicy to bardzo duże ryzyko. Šimundža jest wyborem spoza trenerskiej karuzeli, i to wyborem nie tanim. Od początku jednak przemawia za nim jakość, której efekty widać obecnie. Piłkarze mają duży respekt do Šimundžy, który wymaga od nich dyscypliny i takiego podejścia obecnie potrzebujemy. Trener potrafi wyciągnąć z zawodników to, co najlepsze – piłkarze, którzy za poprzednich szkoleniowców byli dalecy od odpowiedniej formy fizycznej i mentalnej, teraz grają na miarę swoich możliwości. Dlatego uważam, że ryzyko związane z zatrudnieniem trenera spoza naszej bańki opłaciło się.

Patrząc na zimowe wzmocnienia, przestaliście w końcu tęsknić za Erikiem Exposito?
W dalszym ciągu wracamy w rozmowach do Exposito, ale ostatnio bardziej w kontekście porównania z Assadem Al-Hamlawim. Sam widzę kilka podobieństw, ale dostrzegam też u Assada jego własny styl i sportową ambicję. Nasz pomocnik Kuba Jezierski zdradził w rozmowie z dziennikarzem serwisu Slasknet.com, że Al-Hamlawi był niepocieszony, gdy z Motorem nie podtrzymał serii meczów ze zdobytym golem. Exposito był typem piłkarza, który potrzebował nad sobą „bata”, aby prezentować się z najlepszej strony. Gdy tylko dostawał za dużo luzu, od razu pojawiały się u niego problemy z formą czy też wagą. Al-Hamlawi wydaje się być zupełnie inny pod tym względem, bo sam stara się narzucać sobie ambitne cele i próbuje je realizować.

Analizując pozostałe transfery można powiedzieć, że drużyna jest mocniejsza niż jesienią?
Mimo że jestem pierwszym krytykiem Rafała Grodzickiego jako dyrektora sportowego, to muszę mu oddać, że zimą wykonał kawał dobrej roboty. Drużyna jest z pewnością mocniejsza niż jesienią, przede wszystkim dzięki transferowi hiszpańskiego pomocnika José Pozo. Co ciekawe, na żadnym etapie ten ruch nie wypłynął do mediów i dowiedzieliśmy się o nim dopiero z oficjalnego komunikatu klubu. Pozo jest prawdziwym mózgiem naszej drużyny. Jednym przyjęciem potrafi zwieść kilku przeciwników, po czym doskonale obsłużyć napastnika lub skrzydłowych. Według mnie to właśnie Pozo, a nie Al-Hamlawi, jest dziś kluczowym zawodnikiem Śląska.

Po ostatnim meczu gruchnęła informacja o problemach zdrowotnych Petra Schwarza.
Brak Schwarza to cios w serce tej drużyny. Można powiedzieć, że Pozo jest mózgiem Śląska, a Schwarz jego sercem. Kapitan pełną gębą, który nigdy nie odpuszcza. Rodzina piłkarza prosiła, aby nie roztrząsać tematu jego zdrowia na łamach mediów. Piotr Janas z Gazety Wrocławskiej informował jedynie, że do końca sezonu na pewno nie zobaczymy Schwarza na boisku. Jego brak to kolejna poważna przeszkoda na drodze do utrzymania. Jeżeli w takich okolicznościach uda się uratować Ekstraklasę, będzie to niebywałe osiągnięcie.

Na początku rundy na dłuższy czas wypadł z kolei Jakub Świerczok. Jak oceniasz tę stratę?
Osobiście od początku nie byłem fanem Świerczoka, przede wszystkim ze względu na zachowanie względem Śląska za czasów jego występów w Zagłębiu Lubin. Obecnie z gry eliminuje go poważna kontuzja zerwania więzadła krzyżowego, jednak niezależnie od tego większość naszych kibiców niespecjalnie za nim tęskni. Podobnie zresztą jest w przypadku Sebastiana Musiolika, który jest wystawiony na listę transferową.

Jeśli chodzi o napastników, to najlepszy obecnie na tej pozycji wychowanek Śląska gra w naszych barwach. Śledzisz losy Sebastiana Bergiera?
Z jednej strony możemy być dumni, że wychowaliśmy takiego napastnika, ale z drugiej nie przynosi nam chwały, że wypuściliśmy go z rąk. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Sebastian odchodził ze Śląska, bo nie był w stanie wygrać rywalizacji z Erikiem Exposito. Jako zawodnik urósł dopiero u was i to przede wszystkim wasza zasługa, że dziś jest jednym z najlepszych napastników w Ekstraklasie. Zawsze ciepło się o nim wypowiadam, bo to chłopak z Wrocławia, od dzieciństwa trenujący w Śląsku. Jego losy tak się jednak potoczyły, że musiał odejść, ale wszyscy życzymy mu jak najlepiej – niech się rozwija i strzela dużo goli, może z wyjątkiem najbliższego meczu.

Bergier nie zagrał przeciwko Śląskowi w Katowicach z powodu kontuzji. Ta strata była dla nas aż nazbyt odczuwalna, bo w zasadzie nie zagroziliśmy waszej bramce.
Szczerze mówiąc niewiele pamiętam z jesiennego meczu – musiał być na tyle słaby, że wyparłem go z pamięci. W sobotę liczę na lepsze widowisko i mam nadzieję, że przełamie się Assad Al-Hamlawi, strzelając jedną albo dwie bramki. Z drugiej strony spodziewam się, że Seba też trafi do siatki, bo zdarzało się już, że byli piłkarze Śląska strzelali gole dla rywali na stadionie we Wrocławiu.

Jaki scenariusz przewidujesz na nasz sobotni pojedynek?
Ze względu na sytuację w tabeli to gospodarzom powinno bardziej zależeć na wygranej, ale GKS ma już duży komfort, więc może grać otwarty futbol, bez murowania bramki. Zapowiada się więc ciekawy, otwarty mecz i liczę, że zobaczymy kilka goli. Gdybym miał typować wynik to postawię na 2:1 dla Śląska po dwóch trafieniach Assada i jednym Sebastiana.

Na sześć kolejek do końca sezonu Śląsk potrzebuje co najmniej trzech zwycięstw, by realnie myśleć o utrzymaniu. Na kim chcecie zdobyć te brakujące punkty?
Celujemy w pokonanie GKS-u, poza tym na pewno trzeba wygrać derby. Zwycięstwo z Zagłębiem pozwoli zarówno odrobić część strat do Miedziowych, jak i przede wszystkim zmazać plamę z jesiennego meczu w Lubinie. Szansy na trzy punkty upatrywałbym też w meczu z Górnikiem, który obecnie jest w przebudowie i może uda się to wykorzystać. Z Rakowem i Jagiellonią o zwycięstwo będzie niezwykle trudno, ale logika Ekstraklasy często działała na przekór faworytom. Nie chciałbym natomiast, aby o naszym losie decydował ostatni mecz z Puszczą w Niepołomicach. Po pierwsze prawdopodobnie nie będzie tam kibiców Śląska, po drugie obawiam się scenariusza, że mimo heroicznej walki w końcówce sezonu spadamy z ligi tracąc decydującego gola po wrzucie z autu.

Podobny jak teraz scenariusz na końcówkę sezonu Śląsk napisał dwa lata temu. Wówczas udało się urwać ze stryczka.
W ostatnich latach fani Śląska zdążyli przywyknąć do huśtawki nastrojów, jaką serwuje nam drużyna. Niezależnie od celów, o jakie walczymy, kibice zawsze są pełni entuzjazmu i wiary w końcowy sukces. Dwa lata temu, gdy równie rozpaczliwie broniliśmy się przed spadkiem, z inicjatywy redakcji Śląsknetu wielu ludzi związanych ze Śląskiem nagrało krótkie filmiki ze słowami otuchy dla zawodników i sztabu. Byli to między innymi Dalibor Stevanović, członek mistrzowskiej drużyny z 2012 roku, trener Vítězslav Lavička, Maciej Zieliński – legenda koszykarskiego Śląska, Sebastian Mila, Łukasz Gikiewicz i wielu innych. Teraz nastroje są podobne i całe wrocławskie środowisko będzie się w ten czy inny sposób wzajemnie motywować w walce o utrzymanie. Nie mam wątpliwości, że miejsce Śląska jest w Ekstraklasie i do końca będziemy wierzyć, że uda się osiągnąć ten cel.

Masz jakieś osobiste wspomnienia z meczów GieKSy?
Pochodzę z Tarnobrzega na Podkarpaciu i pamiętam z dzieciństwa mecze Siarki z GKS-em. Śledziłem też losy GieKSy w europejskich pucharach i pamiętam słynny mecz z Bordeaux. Z tamtej drużyny najbardziej lubiłem Adama Kucza i polowałem na jego autograf za każdym razem, gdy GieKSa przyjeżdżała do Tarnobrzega. Dla mnie był wcieleniem określenia „mały, ale wariat”.

Niedawno rozmawiałem z przedstawicielem Pogoni o przejęciu klubu przez Alexa Haditaghiego. Mówiło się, że ten inwestor przymierzał się również do objęcia sterów we Wrocławiu.
Informacja o chęci przejęcia Śląska przez Alexa Haditaghiego jest potwierdzona. Prowadzono z nim rozmowy, ale gdy miało dojść do podpisania klauzuli poufności i przekazania Haditaghiemu dokumentów finansowych klubu, pojawiła się opcja przejęcia Pogoni i ostatecznie nie doszło nawet do podpisania wspomnianej klauzuli. Rozmowy zakończyły się więc na wstępnym etapie, a Haditaghi wybrał Szczecin.

Jakie są dziś szanse na prywatnego właściciela w Śląsku?
Większość kibiców nie dowierza, że w ogóle dojdzie do prywatyzacji. Osobiście szczególnie śledzę ten temat i może nieco naiwnie wierzę, że w końcu uda się ten proces sfinalizować. Obecnie prowadzony jest zewnętrzny audyt i nowa wycena klubu – w Mieście zdali sobie chyba sprawę, że przeholowali w kwestii ostatniej wyceny Śląska na ponad 50 mln. Następnym krokiem ma być nowy przetarg na wyłonienie inwestora. Mówi się o kilku zainteresowanych podmiotach, ale na dziś niewiele o nich wiadomo.

W sobotę do Wrocławia wybiera się wyjątkowo liczna grupa kibiców z Katowic. Jak wygląda zainteresowanie meczem po stronie gospodarzy?
Na ten moment sprzedano ok. 12 tysięcy biletów. Nie jest to imponująca liczba, ale trzeba brać pod uwagę okres świąteczny, kiedy wielu kibiców wyjeżdża. Sam jestem poza Wrocławiem u rodziny i sobotni mecz obejrzę w telewizji. Zakładam, że na stadionie będzie ok. 15 tysięcy widzów. W całym sezonie Śląsk jest czwarty w Ekstraklasie pod względem frekwencji więc generalnie nie ma na co narzekać.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga