Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: zwyciężają ci, którzy nie tracą wiary
Dzięki zwycięstwu nad Cracovią Śląsk Wrocław wygrzebał się wreszcie z dna ligowej tabeli. Droga do utrzymania wciąż jest jednak długa i wyboista. Kolejny krok w tym kierunku wrocławianie będą chcieli postawić w Wielką Sobotę w meczu z GieKSą, jednak my nie zamierzamy ułatwiać im zadania. Czy we Wrocławiu wciąż tli się nadzieja na utrzymanie? Jakie argumenty przemawiają za tym, aby to właśnie Śląsk uniknął degradacji? Na te pytania odpowiedział nam Piotr Potępa z redakcji serwisu iGol.pl.
Przez większość sezonu Śląsk świeci się w tabeli na czerwono, próbując wydostać się z zagrożonej strefy. Czy to się jeszcze może udać?
Wierzę, że jak najbardziej może, szczególnie patrząc na ostatnie wyniki Śląska. We Wrocławiu krąży powiedzenie, że zwyciężają tylko ci, którzy nie tracą wiary. Z drugiej strony sam muszę przyznać, że był moment, kiedy zwątpiłem w utrzymanie – pod koniec rundy jesiennej, kiedy prowadzący drużynę trenerzy Michał Hetel i Marcin Dymkowski nie mogli się ze sobą dogadać. Dopiero gdy pojawił się Ante Šimundža i zaczął wprowadzać swoje porządki, ta nadzieja do mnie wróciła. W ostatnim czasie po zespole widać już w pełni rękę trenera, który wie, co chce osiągnąć, a jego nastawienie przekłada się na postawę piłkarzy. Na korzyść Śląska przemawia również fakt, że rywale do utrzymania obecnie nie imponują formą.
W tabeli rundy wiosennej Śląsk jest ósmy, jeden punkt za GKS-em. Mogłoby być lepiej, jeśli marzycie o utrzymaniu.
Od początku rundy liczyliśmy, ile punktów potrzebuje Śląsk, aby się utrzymać, ale równie istotna jest kwestia, jak punktują bezpośredni przeciwnicy w walce o utrzymanie. Tymczasem Stal Mielec wygląda obecnie fatalnie, Lechia punktuje w kratkę, a w jej przypadku większym problemem może być uzyskanie licencji na kolejny sezon. Dużą niewiadomą jest postawa Puszczy, która wiele meczów przegrywa, ale potrafi też przepchnąć korzystny wynik przypadkowym golem.
Nadzieją dla Śląska jest więc jego siła czy słabość rywali?
Myślę, że jedno i drugie, bo słabość rywali może być decydująca, ale sam Śląsk jest obecnie na fali wznoszącej. Nasza gra jest w końcu poukładana i widać w tym pomysł trenera, który znalazł wśród zawodników wykonawców swoich założeń. Coraz więcej do gry wnoszą gracze sprowadzeni zimą przez Rafała Grodzickiego. Śląsk ma wreszcie napastnika, który strzela gole, pomocnika, który bierze na siebie odpowiedzialność za rozgrywanie piłki i lewego obrońcę, który zabezpiecza grę na tej pozycji. Wierzę, że to zadziała i Śląsk będzie punktował jak należy, ale równie dobrze może się okazać za późno na odrobienie strat.
Wiary w utrzymanie kibicom chyba nie brakuje?
To, że kibice wierzą w pozytywny finał tego sezonu, pokazuje bardzo dobra frekwencja. Pomimo ostatniego miejsca w tabeli i beznadziejnego startu w rundzie wiosennej, trybuny zawsze wypełniają się na przyzwoitym poziomie. Kibicom udziela się mental drużyny, która pokazuje, że nie można pękać, tylko robić swoje.
Od naszego poprzedniego meczu w waszym klubie wiele się zmieniło pod względem personalnym, począwszy od prezesa, na trenerze kończąc. Czy są to zmiany na lepsze?
Od lutego w klubie jest nowy prezes – Michał Mazur, który w Śląsku jest odkąd pamiętam, najpierw w roli rzecznika prasowego, a potem dyrektora zarządzającego. Zna więc klub od podszewki. Jest też nowy dyrektor sportowy. Rafał Grodzicki, który – jak się niedawno okazało – mimo że wykonał zimą całkiem dobrą robotę, to po sezonie pożegna się ze stanowiskiem. Szykują się więc kolejne zmiany i często zwracamy na to uwagę, że w Śląsku brakuje ciągłości działania według długofalowego planu. Trudno mówić o rozwoju, gdy co pół roku dochodzi do roszad na kluczowych stanowiskach. Doskonale skomentował to na Twitterze nasz kibic Breslavia pisząc, że „prawdopodobnie najgorsze, co dotyka Śląsk to fakt, że tymczasowi ludzie zawsze dostają narzędzia do snucia swoich długofalowych wizji, które zawsze, tak jak ci tymczasowi ludzie, kończą się szybko”.
Do rundy wiosennej Śląsk przystąpił pod okiem nowego trenera. Nie postawiliście ani na „strażaka”, ani na klubową legendę, jak to zwykle bywa, gdy robi się gorąco. Ekstraklasę dla Wrocławia próbuje ratować Słoweniec Ante Šimundža.
Zatrudnienie trenera z zagranicy to bardzo duże ryzyko. Šimundža jest wyborem spoza trenerskiej karuzeli, i to wyborem nie tanim. Od początku jednak przemawia za nim jakość, której efekty widać obecnie. Piłkarze mają duży respekt do Šimundžy, który wymaga od nich dyscypliny i takiego podejścia obecnie potrzebujemy. Trener potrafi wyciągnąć z zawodników to, co najlepsze – piłkarze, którzy za poprzednich szkoleniowców byli dalecy od odpowiedniej formy fizycznej i mentalnej, teraz grają na miarę swoich możliwości. Dlatego uważam, że ryzyko związane z zatrudnieniem trenera spoza naszej bańki opłaciło się.
Patrząc na zimowe wzmocnienia, przestaliście w końcu tęsknić za Erikiem Exposito?
W dalszym ciągu wracamy w rozmowach do Exposito, ale ostatnio bardziej w kontekście porównania z Assadem Al-Hamlawim. Sam widzę kilka podobieństw, ale dostrzegam też u Assada jego własny styl i sportową ambicję. Nasz pomocnik Kuba Jezierski zdradził w rozmowie z dziennikarzem serwisu Slasknet.com, że Al-Hamlawi był niepocieszony, gdy z Motorem nie podtrzymał serii meczów ze zdobytym golem. Exposito był typem piłkarza, który potrzebował nad sobą „bata”, aby prezentować się z najlepszej strony. Gdy tylko dostawał za dużo luzu, od razu pojawiały się u niego problemy z formą czy też wagą. Al-Hamlawi wydaje się być zupełnie inny pod tym względem, bo sam stara się narzucać sobie ambitne cele i próbuje je realizować.
Analizując pozostałe transfery można powiedzieć, że drużyna jest mocniejsza niż jesienią?
Mimo że jestem pierwszym krytykiem Rafała Grodzickiego jako dyrektora sportowego, to muszę mu oddać, że zimą wykonał kawał dobrej roboty. Drużyna jest z pewnością mocniejsza niż jesienią, przede wszystkim dzięki transferowi hiszpańskiego pomocnika José Pozo. Co ciekawe, na żadnym etapie ten ruch nie wypłynął do mediów i dowiedzieliśmy się o nim dopiero z oficjalnego komunikatu klubu. Pozo jest prawdziwym mózgiem naszej drużyny. Jednym przyjęciem potrafi zwieść kilku przeciwników, po czym doskonale obsłużyć napastnika lub skrzydłowych. Według mnie to właśnie Pozo, a nie Al-Hamlawi, jest dziś kluczowym zawodnikiem Śląska.
Po ostatnim meczu gruchnęła informacja o problemach zdrowotnych Petra Schwarza.
Brak Schwarza to cios w serce tej drużyny. Można powiedzieć, że Pozo jest mózgiem Śląska, a Schwarz jego sercem. Kapitan pełną gębą, który nigdy nie odpuszcza. Rodzina piłkarza prosiła, aby nie roztrząsać tematu jego zdrowia na łamach mediów. Piotr Janas z Gazety Wrocławskiej informował jedynie, że do końca sezonu na pewno nie zobaczymy Schwarza na boisku. Jego brak to kolejna poważna przeszkoda na drodze do utrzymania. Jeżeli w takich okolicznościach uda się uratować Ekstraklasę, będzie to niebywałe osiągnięcie.
Na początku rundy na dłuższy czas wypadł z kolei Jakub Świerczok. Jak oceniasz tę stratę?
Osobiście od początku nie byłem fanem Świerczoka, przede wszystkim ze względu na zachowanie względem Śląska za czasów jego występów w Zagłębiu Lubin. Obecnie z gry eliminuje go poważna kontuzja zerwania więzadła krzyżowego, jednak niezależnie od tego większość naszych kibiców niespecjalnie za nim tęskni. Podobnie zresztą jest w przypadku Sebastiana Musiolika, który jest wystawiony na listę transferową.
Jeśli chodzi o napastników, to najlepszy obecnie na tej pozycji wychowanek Śląska gra w naszych barwach. Śledzisz losy Sebastiana Bergiera?
Z jednej strony możemy być dumni, że wychowaliśmy takiego napastnika, ale z drugiej nie przynosi nam chwały, że wypuściliśmy go z rąk. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Sebastian odchodził ze Śląska, bo nie był w stanie wygrać rywalizacji z Erikiem Exposito. Jako zawodnik urósł dopiero u was i to przede wszystkim wasza zasługa, że dziś jest jednym z najlepszych napastników w Ekstraklasie. Zawsze ciepło się o nim wypowiadam, bo to chłopak z Wrocławia, od dzieciństwa trenujący w Śląsku. Jego losy tak się jednak potoczyły, że musiał odejść, ale wszyscy życzymy mu jak najlepiej – niech się rozwija i strzela dużo goli, może z wyjątkiem najbliższego meczu.
Bergier nie zagrał przeciwko Śląskowi w Katowicach z powodu kontuzji. Ta strata była dla nas aż nazbyt odczuwalna, bo w zasadzie nie zagroziliśmy waszej bramce.
Szczerze mówiąc niewiele pamiętam z jesiennego meczu – musiał być na tyle słaby, że wyparłem go z pamięci. W sobotę liczę na lepsze widowisko i mam nadzieję, że przełamie się Assad Al-Hamlawi, strzelając jedną albo dwie bramki. Z drugiej strony spodziewam się, że Seba też trafi do siatki, bo zdarzało się już, że byli piłkarze Śląska strzelali gole dla rywali na stadionie we Wrocławiu.
Jaki scenariusz przewidujesz na nasz sobotni pojedynek?
Ze względu na sytuację w tabeli to gospodarzom powinno bardziej zależeć na wygranej, ale GKS ma już duży komfort, więc może grać otwarty futbol, bez murowania bramki. Zapowiada się więc ciekawy, otwarty mecz i liczę, że zobaczymy kilka goli. Gdybym miał typować wynik to postawię na 2:1 dla Śląska po dwóch trafieniach Assada i jednym Sebastiana.
Na sześć kolejek do końca sezonu Śląsk potrzebuje co najmniej trzech zwycięstw, by realnie myśleć o utrzymaniu. Na kim chcecie zdobyć te brakujące punkty?
Celujemy w pokonanie GKS-u, poza tym na pewno trzeba wygrać derby. Zwycięstwo z Zagłębiem pozwoli zarówno odrobić część strat do Miedziowych, jak i przede wszystkim zmazać plamę z jesiennego meczu w Lubinie. Szansy na trzy punkty upatrywałbym też w meczu z Górnikiem, który obecnie jest w przebudowie i może uda się to wykorzystać. Z Rakowem i Jagiellonią o zwycięstwo będzie niezwykle trudno, ale logika Ekstraklasy często działała na przekór faworytom. Nie chciałbym natomiast, aby o naszym losie decydował ostatni mecz z Puszczą w Niepołomicach. Po pierwsze prawdopodobnie nie będzie tam kibiców Śląska, po drugie obawiam się scenariusza, że mimo heroicznej walki w końcówce sezonu spadamy z ligi tracąc decydującego gola po wrzucie z autu.
Podobny jak teraz scenariusz na końcówkę sezonu Śląsk napisał dwa lata temu. Wówczas udało się urwać ze stryczka.
W ostatnich latach fani Śląska zdążyli przywyknąć do huśtawki nastrojów, jaką serwuje nam drużyna. Niezależnie od celów, o jakie walczymy, kibice zawsze są pełni entuzjazmu i wiary w końcowy sukces. Dwa lata temu, gdy równie rozpaczliwie broniliśmy się przed spadkiem, z inicjatywy redakcji Śląsknetu wielu ludzi związanych ze Śląskiem nagrało krótkie filmiki ze słowami otuchy dla zawodników i sztabu. Byli to między innymi Dalibor Stevanović, członek mistrzowskiej drużyny z 2012 roku, trener Vítězslav Lavička, Maciej Zieliński – legenda koszykarskiego Śląska, Sebastian Mila, Łukasz Gikiewicz i wielu innych. Teraz nastroje są podobne i całe wrocławskie środowisko będzie się w ten czy inny sposób wzajemnie motywować w walce o utrzymanie. Nie mam wątpliwości, że miejsce Śląska jest w Ekstraklasie i do końca będziemy wierzyć, że uda się osiągnąć ten cel.
Masz jakieś osobiste wspomnienia z meczów GieKSy?
Pochodzę z Tarnobrzega na Podkarpaciu i pamiętam z dzieciństwa mecze Siarki z GKS-em. Śledziłem też losy GieKSy w europejskich pucharach i pamiętam słynny mecz z Bordeaux. Z tamtej drużyny najbardziej lubiłem Adama Kucza i polowałem na jego autograf za każdym razem, gdy GieKSa przyjeżdżała do Tarnobrzega. Dla mnie był wcieleniem określenia „mały, ale wariat”.
Niedawno rozmawiałem z przedstawicielem Pogoni o przejęciu klubu przez Alexa Haditaghiego. Mówiło się, że ten inwestor przymierzał się również do objęcia sterów we Wrocławiu.
Informacja o chęci przejęcia Śląska przez Alexa Haditaghiego jest potwierdzona. Prowadzono z nim rozmowy, ale gdy miało dojść do podpisania klauzuli poufności i przekazania Haditaghiemu dokumentów finansowych klubu, pojawiła się opcja przejęcia Pogoni i ostatecznie nie doszło nawet do podpisania wspomnianej klauzuli. Rozmowy zakończyły się więc na wstępnym etapie, a Haditaghi wybrał Szczecin.
Jakie są dziś szanse na prywatnego właściciela w Śląsku?
Większość kibiców nie dowierza, że w ogóle dojdzie do prywatyzacji. Osobiście szczególnie śledzę ten temat i może nieco naiwnie wierzę, że w końcu uda się ten proces sfinalizować. Obecnie prowadzony jest zewnętrzny audyt i nowa wycena klubu – w Mieście zdali sobie chyba sprawę, że przeholowali w kwestii ostatniej wyceny Śląska na ponad 50 mln. Następnym krokiem ma być nowy przetarg na wyłonienie inwestora. Mówi się o kilku zainteresowanych podmiotach, ale na dziś niewiele o nich wiadomo.
W sobotę do Wrocławia wybiera się wyjątkowo liczna grupa kibiców z Katowic. Jak wygląda zainteresowanie meczem po stronie gospodarzy?
Na ten moment sprzedano ok. 12 tysięcy biletów. Nie jest to imponująca liczba, ale trzeba brać pod uwagę okres świąteczny, kiedy wielu kibiców wyjeżdża. Sam jestem poza Wrocławiem u rodziny i sobotni mecz obejrzę w telewizji. Zakładam, że na stadionie będzie ok. 15 tysięcy widzów. W całym sezonie Śląsk jest czwarty w Ekstraklasie pod względem frekwencji więc generalnie nie ma na co narzekać.
Felietony Piłka nożna
Co poprawić przed Igrzyskami Śmierci?
Igrzyska Śmierci, jak określił rundę wiosenną trener Motoru Lubin, zbliżają się wielkimi krokami. Za niecałe 30 dni GieKSa będzie już po pierwszym spotkaniu ligowym i miejmy nadzieję, że będziemy do tego meczu bardzo dobrze przygotowani. Runda jesienna to jedna wielka sinusoida – od nieudanego początku, przez niezłe mecze w środku, dobrą końcówkę i słabiutkie wykończenie akcji w Częstochowie. A to wszystko przeplatane świetnymi występami w Pucharze Polski.
Liga na wiosnę nie wybaczy błędów, drużyny będą chciały unikać spadku i kto wie, czy nie będziemy świadkami jednego z najciekawszych pod względem dramaturgii sezonu w Ekstraklasie od wielu lat. W grze GieKSy było sporo do poprawy, a ja postanowiłem się pochylić nad tymi najważniejszymi i przygotowałem dla trenera Rafała Góraka małą ściągawkę.
Co do poprawy?
OBRONA – błędów w obronie Ekstraklasa nie wybacza i przekonaliśmy się o tym wiele razy w tym sezonie. GieKSa pod koniec rundy odnalazła swój rytm, a kulminacją był występ przeciwko Pogoni Szczecin. Zagraliśmy wtedy kapitalnie w defensywie i jeśli chcemy myśleć o utrzymaniu, to takie spotkania muszą nam się zdarzać częściej. Potrzeba większego zgrania, automatyzmów i przede wszystkim wyczulenia na niechlujne zagrania przy rozegraniu piłki.
GALAN – z przyjemnością się patrzy na tego zawodnika i jego panowanie z piłką. Kolejny raz Hiszpan jest w czołówce wygranych pojedynków, ale…. nie mogę znieść jednego w grze Hiszpana. Borja stanowczo za dużo aktorzy na boisku – przewracanie się, machanie do sędziego, wieczne pretensje o nieodgwizdane faule. GieKSa to zespół, który słynął z waleczności, nie ma tu miejsca na udawanie i pretensje. Życzę sobie, byś na wiosnę stał się naszym kolejnym zakapiorem, który pokaże nam trochę hiszpańskiej magii na boisku. Nie chcę aktora na boisku, ale – zachowując proporcję – katowickiego Sergio Ramosa. Trenerze – czas troszkę odmienić Borję i jego styl gry.
STAŁE FRAGMENTY GRY – ze stałymi fragmentami gry GieKSa miała problem w tym sezonie. Nieco został on przykryty przez świetne strzały z rzutów wolnych Bartosza Nowaka oraz spotkanie z Arką, w którym funkcjonowały one znakomicie. Może jeszcze rzut rożny na Motorze przy golu Zrelaka wyszedł świetnie. Problem w tym, że ogólnie brakuje nam goli ze stałych fragmentów. Czasem wydaje mi się, że nasze rzuty wolne są za bardzo przekombinowane, a czasem zbyt proste do rozczytania (cała liga już wie, że będzie wrzutka na długi słupek, wyblok jednego z obrońców i próba zgrania w pole karne przez drugiego).
Jak już mamy rzut rożny, to niewiele z niego wynikało i zamiast kombinować z wystawieniem piłki na woleje z 16 metra, przydałaby się mocna centra w pole karne – wzorem niech będzie gol Radka Dejmka ze spotkania z Resovią w Rzeszowie (2:2). Trener Górak, Adi Błąd czy Arek Jędrych na pewno będą pamiętać tego gola.
Trener Górak u redaktora Ćwiąkały przywołał świetnie rozegrany stały fragment gry ze spotkania z Błękitnymi w II lidze. Wszystko tam super zagrało, ale jak popatrzymy na to na chłodno, to poziom skomplikowania tego wykonania rożnego był naprawdę duży. Czasem większa prostota, czasem popatrzenie na to, co było w przeszłości, może dać lepsze efekty. Sugeruję spojrzeć na rozegranie od gwizdka przez PSG i gol Mbappe czy też na rzut wolny Szwecji z MŚ w 1994 roku w spotkaniu z Rumunią i gol Brolina. Można również spojrzeć na rzut wolny Argentyny w spotkaniu z Anglią z 1998. To są po prostu klasyki, które powinniśmy spróbować skopiować w tak prostych sytuacjach. Apeluję o większą prostotę trenerze.
Brakuje również rzutów karnych, które mogłyby ustawić nam spotkanie. Statystycznie jesteśmy coraz bliżej, ale tak się składa, że na Arenie Katowice nie mieliśmy jeszcze ani jednego rzutu karnego, a i na wyjazdach jakby ich mniej ostatnio. Warto się temu przyjrzeć, dlaczego tych karnych mamy tak mało i co można z tym zrobić.
MNIEJ EKSPERYMENTÓW – runda wiosenna nie wybaczy eksperymentów. Musimy być przygotowani a zawodnicy wiedzieć, co mają robić. To nie będzie czas na to, by testować Grzegorza Rogalę na stoperze, nie będzie to również czas, by stawiać w ataku na Rosołka, rotacje w środku pola również mogą nam nie dać dużo dobrego. Przed trenerem ciężkie zadanie, by w te niecałe 30 dni przygotować zespół do tego, by wiedział, co ma robić na boisku, a jednocześnie dobrze reagować na to, co nieprzewidywalne.
TRANSFERY – tutaj już kamień do ogródka dyrektora sportowego. Rynek w oknie zimowym ciężki, ale GieKSa nie może zostać w tyle pod tym względem. Pokusa będzie pewnie duża, by dać zaufać ekipie, którą zmontowano latem, ale jeśli ja widzę jeszcze małe braki kadrowe, to tym bardziej powinni widzieć je dyrektor sportowy oraz sztab szkoleniowy. Liczę na wzmocnienia składu przed jedną z najważniejszych rund dla GieKSy. Liczę, że uda się wyłowić ciekawych zawodników, którzy będą wzmocnieniem.
Galeria Kibice Piłka nożna
Spodek Super Cup 2026
Zapraszamy do pierwszej galerii z Superbet Spodek Super Cup 2026. Turniej wygrała Reprezentacja Polski Socca, która w finale pokonała Wieczystą Kraków, a ostatnie miejsce na podium wywalczył ROW Rybnik. Autorem zdjęć jest Misiek.
Piłka nożna
Mateusz Wdowiak piłkarzem GieKSy!
Mateusz Wdowiak dołączył do naszej drużyny na zasadzie transferu definitywnego. 29-latek związał się z GieKSą umową do 30 czerwca 2027 roku.
Wdowiak jest pomocnikiem – może grać jako „10” oraz wahadłowy. W poprzedniej rundzie reprezentował Zagłębie Lubin. W barwach tej drużyny wystąpił łącznie w 73 spotkaniach, strzelił 9 bramek oraz zaliczył 6 asyst. W tym sezonie wystąpił w 12 meczach (11 Ekstraklasa, 1 Puchar Polski).
Na wcześniejszym etapie kariery reprezentował Cracovię, z którą był związany od najmłodszych lat. W barwach „Pasów” zaliczył 152 spotkania, strzelając 13 bramek i notując 23 asysty. Z ekipą z Krakowa świętował zdobycie Pucharu Polski, strzelając decydującą bramkę w finale.
Po dobrych występach po zawodnika sięgnął Raków Częstochowa, a dla Wdowiaka nastał najlepszy okres w karierze. Z ekipą z Częstochowy zdobył: Mistrzostwo Polski, Puchar Polski (dwukrotnie) oraz Superpuchar (również dwa razy). W Rakowie wystąpił w 98 spotkań, strzelając 17 bramek i zaliczając 7 asyst.
Nowy zawodnik wkrótce dołączy do drużyny przebywającej na zgrupowaniu w Turcji. Życzymy mu wszystkiego, co najlepsze w naszych barwach!


Najnowsze komentarze