Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: zwyciężają ci, którzy nie tracą wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dzięki zwycięstwu nad Cracovią Śląsk Wrocław wygrzebał się wreszcie z dna ligowej tabeli. Droga do utrzymania wciąż jest jednak długa i wyboista. Kolejny krok w tym kierunku wrocławianie będą chcieli postawić w Wielką Sobotę w meczu z GieKSą, jednak my nie zamierzamy ułatwiać im zadania. Czy we Wrocławiu wciąż tli się nadzieja na utrzymanie? Jakie argumenty przemawiają za tym, aby to właśnie Śląsk uniknął degradacji? Na te pytania odpowiedział nam Piotr Potępa z redakcji serwisu iGol.pl.

Przez większość sezonu Śląsk świeci się w tabeli na czerwono, próbując wydostać się z zagrożonej strefy. Czy to się jeszcze może udać?
Wierzę, że jak najbardziej może, szczególnie patrząc na ostatnie wyniki Śląska. We Wrocławiu krąży powiedzenie, że zwyciężają tylko ci, którzy nie tracą wiary. Z drugiej strony sam muszę przyznać, że był moment, kiedy zwątpiłem w utrzymanie – pod koniec rundy jesiennej, kiedy prowadzący drużynę trenerzy Michał Hetel i Marcin Dymkowski nie mogli się ze sobą dogadać. Dopiero gdy pojawił się Ante Šimundža i zaczął wprowadzać swoje porządki, ta nadzieja do mnie wróciła. W ostatnim czasie po zespole widać już w pełni rękę trenera, który wie, co chce osiągnąć, a jego nastawienie przekłada się na postawę piłkarzy. Na korzyść Śląska przemawia również fakt, że rywale do utrzymania obecnie nie imponują formą.

W tabeli rundy wiosennej Śląsk jest ósmy, jeden punkt za GKS-em. Mogłoby być lepiej, jeśli marzycie o utrzymaniu.
Od początku rundy liczyliśmy, ile punktów potrzebuje Śląsk, aby się utrzymać, ale równie istotna jest kwestia, jak punktują bezpośredni przeciwnicy w walce o utrzymanie. Tymczasem Stal Mielec wygląda obecnie fatalnie, Lechia punktuje w kratkę, a w jej przypadku większym problemem może być uzyskanie licencji na kolejny sezon. Dużą niewiadomą jest postawa Puszczy, która wiele meczów przegrywa, ale potrafi też przepchnąć korzystny wynik przypadkowym golem.

Nadzieją dla Śląska jest więc jego siła czy słabość rywali?
Myślę, że jedno i drugie, bo słabość rywali może być decydująca, ale sam Śląsk jest obecnie na fali wznoszącej. Nasza gra jest w końcu poukładana i widać w tym pomysł trenera, który znalazł wśród zawodników wykonawców swoich założeń. Coraz więcej do gry wnoszą gracze sprowadzeni zimą przez Rafała Grodzickiego. Śląsk ma wreszcie napastnika, który strzela gole, pomocnika, który bierze na siebie odpowiedzialność za rozgrywanie piłki i lewego obrońcę, który zabezpiecza grę na tej pozycji. Wierzę, że to zadziała i Śląsk będzie punktował jak należy, ale równie dobrze może się okazać za późno na odrobienie strat.

Wiary w utrzymanie kibicom chyba nie brakuje?
To, że kibice wierzą w pozytywny finał tego sezonu, pokazuje bardzo dobra frekwencja. Pomimo ostatniego miejsca w tabeli i beznadziejnego startu w rundzie wiosennej, trybuny zawsze wypełniają się na przyzwoitym poziomie. Kibicom udziela się mental drużyny, która pokazuje, że nie można pękać, tylko robić swoje.

Od naszego poprzedniego meczu w waszym klubie wiele się zmieniło pod względem personalnym, począwszy od prezesa, na trenerze kończąc. Czy są to zmiany na lepsze?
Od lutego w klubie jest nowy prezes – Michał Mazur, który w Śląsku jest odkąd pamiętam, najpierw w roli rzecznika prasowego, a potem dyrektora zarządzającego. Zna więc klub od podszewki. Jest też nowy dyrektor sportowy. Rafał Grodzicki, który – jak się niedawno okazało – mimo że wykonał zimą całkiem dobrą robotę, to po sezonie pożegna się ze stanowiskiem. Szykują się więc kolejne zmiany i często zwracamy na to uwagę, że w Śląsku brakuje ciągłości działania według długofalowego planu. Trudno mówić o rozwoju, gdy co pół roku dochodzi do roszad na kluczowych stanowiskach. Doskonale skomentował to na Twitterze nasz kibic Breslavia pisząc, że „prawdopodobnie najgorsze, co dotyka Śląsk to fakt, że tymczasowi ludzie zawsze dostają narzędzia do snucia swoich długofalowych wizji, które zawsze, tak jak ci tymczasowi ludzie, kończą się szybko”.

Do rundy wiosennej Śląsk przystąpił pod okiem nowego trenera. Nie postawiliście ani na „strażaka”, ani na klubową legendę, jak to zwykle bywa, gdy robi się gorąco. Ekstraklasę dla Wrocławia próbuje ratować Słoweniec Ante Šimundža.
Zatrudnienie trenera z zagranicy to bardzo duże ryzyko. Šimundža jest wyborem spoza trenerskiej karuzeli, i to wyborem nie tanim. Od początku jednak przemawia za nim jakość, której efekty widać obecnie. Piłkarze mają duży respekt do Šimundžy, który wymaga od nich dyscypliny i takiego podejścia obecnie potrzebujemy. Trener potrafi wyciągnąć z zawodników to, co najlepsze – piłkarze, którzy za poprzednich szkoleniowców byli dalecy od odpowiedniej formy fizycznej i mentalnej, teraz grają na miarę swoich możliwości. Dlatego uważam, że ryzyko związane z zatrudnieniem trenera spoza naszej bańki opłaciło się.

Patrząc na zimowe wzmocnienia, przestaliście w końcu tęsknić za Erikiem Exposito?
W dalszym ciągu wracamy w rozmowach do Exposito, ale ostatnio bardziej w kontekście porównania z Assadem Al-Hamlawim. Sam widzę kilka podobieństw, ale dostrzegam też u Assada jego własny styl i sportową ambicję. Nasz pomocnik Kuba Jezierski zdradził w rozmowie z dziennikarzem serwisu Slasknet.com, że Al-Hamlawi był niepocieszony, gdy z Motorem nie podtrzymał serii meczów ze zdobytym golem. Exposito był typem piłkarza, który potrzebował nad sobą „bata”, aby prezentować się z najlepszej strony. Gdy tylko dostawał za dużo luzu, od razu pojawiały się u niego problemy z formą czy też wagą. Al-Hamlawi wydaje się być zupełnie inny pod tym względem, bo sam stara się narzucać sobie ambitne cele i próbuje je realizować.

Analizując pozostałe transfery można powiedzieć, że drużyna jest mocniejsza niż jesienią?
Mimo że jestem pierwszym krytykiem Rafała Grodzickiego jako dyrektora sportowego, to muszę mu oddać, że zimą wykonał kawał dobrej roboty. Drużyna jest z pewnością mocniejsza niż jesienią, przede wszystkim dzięki transferowi hiszpańskiego pomocnika José Pozo. Co ciekawe, na żadnym etapie ten ruch nie wypłynął do mediów i dowiedzieliśmy się o nim dopiero z oficjalnego komunikatu klubu. Pozo jest prawdziwym mózgiem naszej drużyny. Jednym przyjęciem potrafi zwieść kilku przeciwników, po czym doskonale obsłużyć napastnika lub skrzydłowych. Według mnie to właśnie Pozo, a nie Al-Hamlawi, jest dziś kluczowym zawodnikiem Śląska.

Po ostatnim meczu gruchnęła informacja o problemach zdrowotnych Petra Schwarza.
Brak Schwarza to cios w serce tej drużyny. Można powiedzieć, że Pozo jest mózgiem Śląska, a Schwarz jego sercem. Kapitan pełną gębą, który nigdy nie odpuszcza. Rodzina piłkarza prosiła, aby nie roztrząsać tematu jego zdrowia na łamach mediów. Piotr Janas z Gazety Wrocławskiej informował jedynie, że do końca sezonu na pewno nie zobaczymy Schwarza na boisku. Jego brak to kolejna poważna przeszkoda na drodze do utrzymania. Jeżeli w takich okolicznościach uda się uratować Ekstraklasę, będzie to niebywałe osiągnięcie.

Na początku rundy na dłuższy czas wypadł z kolei Jakub Świerczok. Jak oceniasz tę stratę?
Osobiście od początku nie byłem fanem Świerczoka, przede wszystkim ze względu na zachowanie względem Śląska za czasów jego występów w Zagłębiu Lubin. Obecnie z gry eliminuje go poważna kontuzja zerwania więzadła krzyżowego, jednak niezależnie od tego większość naszych kibiców niespecjalnie za nim tęskni. Podobnie zresztą jest w przypadku Sebastiana Musiolika, który jest wystawiony na listę transferową.

Jeśli chodzi o napastników, to najlepszy obecnie na tej pozycji wychowanek Śląska gra w naszych barwach. Śledzisz losy Sebastiana Bergiera?
Z jednej strony możemy być dumni, że wychowaliśmy takiego napastnika, ale z drugiej nie przynosi nam chwały, że wypuściliśmy go z rąk. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Sebastian odchodził ze Śląska, bo nie był w stanie wygrać rywalizacji z Erikiem Exposito. Jako zawodnik urósł dopiero u was i to przede wszystkim wasza zasługa, że dziś jest jednym z najlepszych napastników w Ekstraklasie. Zawsze ciepło się o nim wypowiadam, bo to chłopak z Wrocławia, od dzieciństwa trenujący w Śląsku. Jego losy tak się jednak potoczyły, że musiał odejść, ale wszyscy życzymy mu jak najlepiej – niech się rozwija i strzela dużo goli, może z wyjątkiem najbliższego meczu.

Bergier nie zagrał przeciwko Śląskowi w Katowicach z powodu kontuzji. Ta strata była dla nas aż nazbyt odczuwalna, bo w zasadzie nie zagroziliśmy waszej bramce.
Szczerze mówiąc niewiele pamiętam z jesiennego meczu – musiał być na tyle słaby, że wyparłem go z pamięci. W sobotę liczę na lepsze widowisko i mam nadzieję, że przełamie się Assad Al-Hamlawi, strzelając jedną albo dwie bramki. Z drugiej strony spodziewam się, że Seba też trafi do siatki, bo zdarzało się już, że byli piłkarze Śląska strzelali gole dla rywali na stadionie we Wrocławiu.

Jaki scenariusz przewidujesz na nasz sobotni pojedynek?
Ze względu na sytuację w tabeli to gospodarzom powinno bardziej zależeć na wygranej, ale GKS ma już duży komfort, więc może grać otwarty futbol, bez murowania bramki. Zapowiada się więc ciekawy, otwarty mecz i liczę, że zobaczymy kilka goli. Gdybym miał typować wynik to postawię na 2:1 dla Śląska po dwóch trafieniach Assada i jednym Sebastiana.

Na sześć kolejek do końca sezonu Śląsk potrzebuje co najmniej trzech zwycięstw, by realnie myśleć o utrzymaniu. Na kim chcecie zdobyć te brakujące punkty?
Celujemy w pokonanie GKS-u, poza tym na pewno trzeba wygrać derby. Zwycięstwo z Zagłębiem pozwoli zarówno odrobić część strat do Miedziowych, jak i przede wszystkim zmazać plamę z jesiennego meczu w Lubinie. Szansy na trzy punkty upatrywałbym też w meczu z Górnikiem, który obecnie jest w przebudowie i może uda się to wykorzystać. Z Rakowem i Jagiellonią o zwycięstwo będzie niezwykle trudno, ale logika Ekstraklasy często działała na przekór faworytom. Nie chciałbym natomiast, aby o naszym losie decydował ostatni mecz z Puszczą w Niepołomicach. Po pierwsze prawdopodobnie nie będzie tam kibiców Śląska, po drugie obawiam się scenariusza, że mimo heroicznej walki w końcówce sezonu spadamy z ligi tracąc decydującego gola po wrzucie z autu.

Podobny jak teraz scenariusz na końcówkę sezonu Śląsk napisał dwa lata temu. Wówczas udało się urwać ze stryczka.
W ostatnich latach fani Śląska zdążyli przywyknąć do huśtawki nastrojów, jaką serwuje nam drużyna. Niezależnie od celów, o jakie walczymy, kibice zawsze są pełni entuzjazmu i wiary w końcowy sukces. Dwa lata temu, gdy równie rozpaczliwie broniliśmy się przed spadkiem, z inicjatywy redakcji Śląsknetu wielu ludzi związanych ze Śląskiem nagrało krótkie filmiki ze słowami otuchy dla zawodników i sztabu. Byli to między innymi Dalibor Stevanović, członek mistrzowskiej drużyny z 2012 roku, trener Vítězslav Lavička, Maciej Zieliński – legenda koszykarskiego Śląska, Sebastian Mila, Łukasz Gikiewicz i wielu innych. Teraz nastroje są podobne i całe wrocławskie środowisko będzie się w ten czy inny sposób wzajemnie motywować w walce o utrzymanie. Nie mam wątpliwości, że miejsce Śląska jest w Ekstraklasie i do końca będziemy wierzyć, że uda się osiągnąć ten cel.

Masz jakieś osobiste wspomnienia z meczów GieKSy?
Pochodzę z Tarnobrzega na Podkarpaciu i pamiętam z dzieciństwa mecze Siarki z GKS-em. Śledziłem też losy GieKSy w europejskich pucharach i pamiętam słynny mecz z Bordeaux. Z tamtej drużyny najbardziej lubiłem Adama Kucza i polowałem na jego autograf za każdym razem, gdy GieKSa przyjeżdżała do Tarnobrzega. Dla mnie był wcieleniem określenia „mały, ale wariat”.

Niedawno rozmawiałem z przedstawicielem Pogoni o przejęciu klubu przez Alexa Haditaghiego. Mówiło się, że ten inwestor przymierzał się również do objęcia sterów we Wrocławiu.
Informacja o chęci przejęcia Śląska przez Alexa Haditaghiego jest potwierdzona. Prowadzono z nim rozmowy, ale gdy miało dojść do podpisania klauzuli poufności i przekazania Haditaghiemu dokumentów finansowych klubu, pojawiła się opcja przejęcia Pogoni i ostatecznie nie doszło nawet do podpisania wspomnianej klauzuli. Rozmowy zakończyły się więc na wstępnym etapie, a Haditaghi wybrał Szczecin.

Jakie są dziś szanse na prywatnego właściciela w Śląsku?
Większość kibiców nie dowierza, że w ogóle dojdzie do prywatyzacji. Osobiście szczególnie śledzę ten temat i może nieco naiwnie wierzę, że w końcu uda się ten proces sfinalizować. Obecnie prowadzony jest zewnętrzny audyt i nowa wycena klubu – w Mieście zdali sobie chyba sprawę, że przeholowali w kwestii ostatniej wyceny Śląska na ponad 50 mln. Następnym krokiem ma być nowy przetarg na wyłonienie inwestora. Mówi się o kilku zainteresowanych podmiotach, ale na dziś niewiele o nich wiadomo.

W sobotę do Wrocławia wybiera się wyjątkowo liczna grupa kibiców z Katowic. Jak wygląda zainteresowanie meczem po stronie gospodarzy?
Na ten moment sprzedano ok. 12 tysięcy biletów. Nie jest to imponująca liczba, ale trzeba brać pod uwagę okres świąteczny, kiedy wielu kibiców wyjeżdża. Sam jestem poza Wrocławiem u rodziny i sobotni mecz obejrzę w telewizji. Zakładam, że na stadionie będzie ok. 15 tysięcy widzów. W całym sezonie Śląsk jest czwarty w Ekstraklasie pod względem frekwencji więc generalnie nie ma na co narzekać.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowskie święto w Kielcach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do galerii z Kielc, gdzie GieKSa podzieliła się punktami z Koroną. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie będę przesadzał z ubolewaniem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Korona Kielce – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Jacek Zieliński i Rafał Górak. Poniżej prezentujemy główne opinie szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Przyjmujemy i szanujemy tę zdobycz punktową – jednopunktową. Wydaje mi się, że nie byliśmy dzisiaj najlepszą wersją siebie, na pewno mogliśmy grać lepiej, szczególnie w działaniach, gdy mieliśmy piłkę. Trochę to szwankowało i z tego może troszkę jestem niezadowolony. Jednak z samego przebiegu meczu, gdzie uważam, że remis jest sprawiedliwy, nie będę zbytnio przesadzał z ubolewaniem nad tym punktem. Bo to jest trudny teren i nikomu się łatwo tutaj nie gra. Był pełny stadion i to też chyba fajne dla kibiców, bo ci ludzie dzisiaj dużo dawali, widać dużo walki i zaangażowania. Były momenty lepsze i gorsze zarówno w jednej, jak i drugiej drużynie, dlatego uważam, że jest okej. Cieszę się również, że drużyna jako całość zdaje egzamin, w takim momencie, bo dzisiaj przyjechaliśmy bez sześciu ważnych zawodników. Ta głębia kadry, chciałem to podkreślić, daje radę i zawodnicy, którzy grali mniej wchodzą i realizują swoje zadania. Remis przyjmuję ze zrozumieniem, uważam, że jest to wynik zasłużony.

Jacek Zieliński (trener Korony Kielce):
Nie wiem jak ocenić ten mecz i ten punkt, czy on jest zdobyty czy są dwa stracone. Ale jak się goni wynik i ma się punkt w końcówce, to jest to w miarę zdobycz. Natomiast liczyliśmy na więcej, trochę inaczej miała wyglądać pierwsza połowa, oddaliśmy za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach. Wiedząc, że GKS jest w tym groźny, to najbardziej boli, jak się traci taką bramkę. No nic, w piątek kolejny mecz u siebie i tu już nie będzie półśrodków, tu po prostu trzeba wygrywać.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga