Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Opinie mediów na temat meczu GieKSa-Stal 3:2: Wielkie emocje na Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Stal Rzeszów 3:2 (2:2).

 

sportdziennik.com – Wielkie emocje na Bukowej. GKS – Stal 3:2!

Szarża i gol środkowego obrońcy Grzegorza Janiszewskiego przesądziły o wygranej katowiczan w starciu z bardzo dobrze dysponowanymi gośćmi z Rzeszowa. GieKSie nie szło. To Stal była tego dnia lepiej dysponowana. W końcówce do jednego z ataków katowiczan podłączył się stoper Grzegorz Janiszewski. Najpierw rozprowadził piłkę, a kilka sekund później sam w polu karnym wpakował ją do siatki. Euforia. Rezerwowi, trenerzy, cała drużyna cieszyła się wspólnie. Gdy po latach będziemy wspominać drugoligowy czas GKS-u, bardzo możliwe, że przed oczami będziemy mieć właśnie taką pocztówkę. Te wyszarpywane w ostatnich minutach zwycięstwa. Te sprinty trenera Rafała Góraka do swych podopiecznych – że o mało dżokejka z głowy nie spadnie. Tego trudu. Bo spaść zawsze łatwo, a awansować zawsze trudno.

I trudno jest też przybliżającej się coraz bardziej do tego celu GieKSie, choć w drugiej lidze to przecież wielka i wiele znacząca marka. Tym większy żal, że część występów tej drużyny, której czasem pewnie można odmówić optymalnej dyspozycji, ale nigdy nie charakteru, ominie kibiców. Gdyby tego wieczoru byli, „Blaszok” w końcówce pewnie by odleciał.

Skłamalibyśmy pisząc, że GKS wygrał bezapelacyjnie i zasłużenie; że podobał nam się bardziej i lepiej grał w piłkę. Nie – lepiej w piłkę grała pukająca do barażowej szóstki Stal. Była jakby świeższa, a przede wszystkim odważna – jak chyba żaden inny zespół, który w tym sezonie zawitał na Bukową. Przyjechała do jaskini lwa – nie ma w tym przesady, skoro katowiczanie to najlepiej punktujący u siebie drugoligowiec – jak po swoje. W składzie miała dwóch byłych zawodników GieKSy.

Jak to zwykle przy okazji takich powrotów bywa, obaj mocno dali się we znaki swemu byłemu pracodawcy. To strzał Grzegorza Goncerza w poprzeczkę z bliska dobił Wojciech Reiman i po raz pierwszy Stal doprowadziła do wyrównania (1:1). To centrę Damiana Michalika na gola zamienił Wiktor Kłos i po raz drugi Stal doprowadziła do wyrównania (2:2). Michalik prezentował się świetnie, rześko, był bardzo aktywny i robił na skrzydle sporo szumu, a miał przecież naprzeciw siebie czołowego lewego obrońcę poziomu rozgrywkowego nr 3, czyli Grzegorza Rogalę. Również za sprawą Michalika w pierwszej połowie oglądaliśmy bardzo emocjonujące widowisko. Choć GKS dwukrotnie obejmował prowadzenie, w zasadzie schodząc na przerwę mógł być zadowolony, że jest 2:2.

 

sportslaski.pl – Ucieczka skutecznej GieKSy. Ważne punkty w grze o awans!

Cenne zwycięstwo GKS-u Katowice w starciu z silną Stalą Rzeszów. Podopieczni trenera Rafała Góraka dwukrotnie dawali się dogonić rywalowi, ale po ciosie zadanym w końcówce spotkania dołożyli kolejną cegiełkę do konsekwentnie wznoszonej przez siebie przy Bukowej twierdzy. Trener Rafał Górak w porównaniu z poprzednim meczem dokonał w składzie dwóch zmian. Do „jedenastki” wrócił Grzegorz Rogala, po raz pierwszy swoje miejsce znalazł w niej również Piotr Kurbiel. Były napastnik Błękitnych Stargard odwdzięczył się szkoleniowcowi już po 4 minutach gry. Dostał piłkę od Adriana Błąda i nie marnując sytuacji sam na sam z Wiktorem Kaczorowskim otworzył wynik spotkania.

[…] Sygnał ostrzegawczy wysłał Grzegorz Goncerz, który po rzucie rożnym wyskoczył wyżej od Michała Gałeckiego, ale jego „główka” okazała się nieznacznie niecelna. Powracający na Bukową „Gonzo” mógł trafić również 60 sekund później. Tym razem kopnął piłkę dośrodkowaną z lewej strony boiska, ale obił tylko poprzeczkę. Po chwili biegł jednak gratulować Wojciechowi Reimanowi, który przytomnie poprawiał jego próbę.

GieKSa odzyskała prowadzenie po zaledwie 5 minutach. Z lewej strony dośrodkował Grzegorz Rogala, w polu karnym znalazł się Kacper Michalski, który głową skierował piłkę do siatki. Katowiczanie chcieli pójść za ciosem – najpierw Adrian Błąd, później Michalski z dystansu próbowali wstrzelić się w bramkę przyjezdnych. Rzeszowianie, którzy również chcieli tego dnia sięgnąć po pełną pulę z biegiem czasu zaczynali jednak przeważać na boisku. Po kolejnej centrze z rzutu rożnego tuż nad bramką głową uderzał Damian Kostkowski. Miejscowi wyraźnie mieli jednak problemy z piłkami wstrzeliwanymi w ich „szesnastkę”. Wreszcie w 36. minucie z dobrej „wrzutki” Michalika skorzystał Wiktor Kłos, który wbiegł przed Kacpra Michalskiego i doprowadził do wyrównania. Stal, choć dwukrotnie przed przerwą musiała gonić wynik, z gry w trakcie pierwszych 45 minut mogła być względnie zadowolona. To rzeszowianie lepiej operowali piłką i zdawali się delikatnie przeważać przy Bukowej.

Niewiele brakowało, by kilka minut po zmianie stron to katowiczanie po raz trzeci wyszli na prowadzenie. W polu karnym przyjezdnych przy próbie strzału wyraźnie popychany przez Kostkowskiego był Kurbiel. Gwizdek arbitra milczał, co na tyle wyprowadziło z równowagi trenera Góraka, że ten po chwili obejrzał żółtą kartkę. Zanim do tego doszło z dystansu strzelał jeszcze Szymon Kiebzak, ale trafił w dobrze ustawionego bramkarza rzeszowian. Po kilkunastu minutach Stal znowu zaczęła wyprzedzać katowiczan i coraz sprawniej radziła sobie z piłką na ich połowie. Sposobu na Bartosza Mrozka szukał m.in. Goncerz, który po jednym z podań od innego eks-piłkarza GKS-u – Damiana Michalika – próbował oszukać obronę miejscowych. Uderzył jednak na tyle słabo, że 20-letni bramkarz spokojnie zdążył z interwencją. Na kwadrans przed końcem rzeszowianie przechwycili piłkę w środku boiska. Rezerwowy Artur Pląskowski zagrał do Reimana, który uderzył mocno, ale trafił w poprzeczkę. W odpowiedzi z rzutu wolnego na połowie gości dośrodkowywał Błąd. Piłkę dostał Grzegorz Janiszewski, wyłożył ją Kiebzakowi, ale ten z niezłej pozycji strzelił nad bramką.

Trener Krzysztof Łętocha chciał grać o komplet punktów, kolejnymi zmianami coraz mocniej stawiając na ofensywę.

[…] Tymczasem na 4 minuty przed końcem gola podarował im Wiktor Kaczorowski. Bramkarz Stali wypuścił z rąk piłkę dośrodkowaną przez Kacpra Michalskiego, z czego momentalnie skorzystał obchodzący swoje 24 urodziny Janiszewski. Stoper z zimną krwią wykorzystał prezent od przeciwnika, strzelając swojego pierwszego gola w barwach GieKSy.

Trafienie Janiszewskiego okazało się golem za trzy punkty. Rzeszowianie rzucili się co prawda do odrabiania strat, ale poza jedną okazją uderzającego głową Łukasza Góry nie udało im się stworzyć bramkowej okazji w polu karnym Mrozka. Kropkę nad „i” powinien za to postawić Adrian Błąd. W doliczonym czasie gry wyprowadził kontrę, w końcowej fazie akcji podając do Wrońskiego. Ten zdołał się utrzymać przy futbolówce i pozwolił się sfaulować Kostkowskiemu. Kapitan GKS-u ustawił sobie piłkę na jedenastym metrze, ale kopnął tuż obok słupka, czym odrobinę popsuł sobie radość z cennej wygranej.

 

nowiny24.pl – Szalony mecz w Katowicach. Ostatecznie GKS ograł Stal Rzeszów 3:2

Starcie GKS-u Katowice ze Stalą Rzeszów zapowiadało się niezwykle emocjonująco – wszak mierzyły się ze sobą dwa zespoły o ambicjach minimum pierwszoligowych. I takie też było – mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy 3:2.

[…] Stal nie podłamała się i po stracie bramki groźnie atakowała. Najpierw minimalnie głową chybił Goncerz, ale po chwili rzeszowianie doprowadzili do wyrównania; Piotr Głowacki zagrał w pole karne, tam znalazł się Damian Michalik, który huknął na bramkę. Golkiper GKS-y odbił piłkę na poprzeczkę, ale ze skuteczną dobitką doskoczył Wojciech Reiman.

GKS Katowice bardzo groźnie atakował swoim lewym skrzydłem; po kontrze na 1:0, również gol na 2:1 padł po akcji z tego sektora boiska. Rogala dośrodkował w pole karne, a tam Michalski popisał się skuteczną główką.

Stal ciągle dążyła do wyrównania i znów ta sztuka się udała. Po dośrodkowaniu z prawego skrzydła akcję zamknął utalentowany Wiktor Kłos, który wygrał walkę o piłkę z Michalskim i głową skierował futbolówkę do bramki GKS-u.

W drugiej połowie to podopieczni Marcina Wołowca przejęli inicjatywę.

[…] Jednak ostateczny cios należał do ekipy Rafała Góraka. GKS posłał atak prawą stroną; piłka została dośrodkowana w pole karne Stali, a Wiktor Kaczorowski niepewnie „wypluł” ją przed siebie. Do piłki dopadł Grzegorz Janiszewski, który z zimną krwią wykorzystał ten prezent.

 

stalrzeszów.pl – Powinny być punkty, pozostał niedosyt

Pomimo dobrego meczu, Stal Rzeszów nie zdołała zdobyć punktów w meczu z GKS-em Katowice. O wszystkim zadecydowały ostatnie minuty spotkania. Mecz rozpoczął się z przytupem. W pierwszych dwudziestu minutach padły aż trzy bramki, z czego, niestety, dwie dla GKS-u Katowice.

[…] O ile pierwsza część premierowej połowy była wyrównana, z lekkim naciskiem na GKS Katowice, o tyle po drugiej straconej bramce biało-niebiescy zdecydowanie przejęli inicjatywę. Dobre okazje mieli Goncerz po dośrodkowaniu po ziemi z prawej strony oraz Kostkowski po rzucie rożnym, ale brakowało tego “czegoś” do pozytywnego ich sfinalizowania.

[…] Na drugą część gry GKS Katowice wyszedł wyraźnie zmotywowany. Przejął inicjatywę od pierwszych jej minut i dwukrotnie zrobiło się gorąco. Zwłaszcza w 52. minucie, kiedy miejscowi domagali się rzutu karnego po zagraniu Kostkowskiego. Do jego podyktowania jednak nie doszło, a żółtą kartką za protesty ukarany został trener Rafał Górak.

[…] Ponownie obserwowaliśmy później zjawisko znane z pierwszej części gry – po serii ataków gospodarzy w pierwszych minutach, inicjatywę przejęła Stal Rzeszów. Akcje sunęły zwłaszcza prawą stroną, gdzie Michalik albo próbował dośrodkowań, albo akcji indywidualnych. Gorąco zrobiło się zwłaszcza w 75. minucie – kontrę naszej drużyny wyprowadzał Pląskowski, który chwilę wcześniej pojawił się na murawie, podał do Reimana, a ten z prostego podbicia trafił w poprzeczkę. Chwilę później dobra okazja dla GKS-u, ale strzał z linii pola karnego minimalnie minął bramkę.

[…] Ostatnią akcją spotkania był rzut karny dla katowiczan, ale zmarnował go Błąd.

Nie wpłynęło to jednak nijak na ogólny obraz meczu. Stal Rzeszów grała dobrze, przez większość meczu przeważała i atakowała zaciekle GKS Katowice. Na nasze nieszczęście, gra Żurawi w obronie w początkowych fragmentach meczu pozostawiała wiele do życzenia i ostatecznie, w końcowych minutach, sprawiła, że nie udało nam się wywieźć punktów ze Śląska. GKS Katowice wykorzystał te sytuacje, które powinien, i sięgnął po trzy oczka. Pozostał ogromny niedosyt.

 

Wypowiedzi po meczu z GKS-em Katowice

Po meczu z GKS-em Katowice głos zabrali m. in trener Marcin Wołowiec oraz Grzegorz Goncerz.

[…] Marcin Wołowiec:

Byliśmy zespołem, który dzisiaj nie zasłużył na porażkę. Oczywiście, taka jest piłka, czasem jest trochę niesprawiedliwa. Oczywiście, przegrać z GKS-em na jego boisku to nie jest wstyd. Niejeden zespół tutaj już przegrał i niejeden jeszcze przegra. GKS Katowice to klasowa drużyna jak na tę ligę i pewnie zmierza z powrotem do I ligi. Niemniej jednak postawiliśmy im bardzo duże wymagania i czujemy bardzo duży niedosyt, bo ten remis był w zasięgu ręki, choć i on tak naprawdę nikogo nie zadowalał. Przez cały mecz trwała ostra wymiana ciosów i myślę, że ten mecz mógł się podobać.

[…] Grzegorz Goncerz:

Na wstępie muszę powiedzieć, że serce dzisiaj mocno zabiło, choć jest to trochę inne uczucie niż ostatnio z Podbeskidziem, wtedy zadra w sercu jeszcze była, ale czas leczy rany. Przyjechałem dziś ze Stalą Rzeszów ponownie na Bukową i znowu poczułem tę atmosferę. Niestety graliśmy bez kibiców na trybunach, ale i tak bardzo miło znowu Was wszystkich zobaczyć. Pierwsza połowa to dwie nasze i dwie Wasze bramki, ale niestety w końcówce GieKSa zdobyła trzecie trafienie – 3:2 i do Rzeszowa wracamy bez punktów.

 

dziennikzachodni.pl – Szczęśliwe zwycięstwo GieKSy

Drugi mecz po restarcie rozgrywek u siebie i drugie zwycięstwo GieKSy. Piłkarze GKS Katowice w meczu 25. kolejki II ligi pokonali na Bukowej Stal Rzeszów, choć sukces nie przyszedł im łatwo. Na boisku długo utrzymywał się remis 2:2 i dopiero w samej końcówce gol jubilata Grzegorza Janiszewskiego zapewnił katowiczanom zwycięstwo.

Spotkanie rozpoczęło się kapitalnie dla GKS, bo już w 4 min. debiutujący w pierwszym składzie gospodarzy Piotr Kurbiel płaskim strzałem pokonał bramkarza rywali wykorzystując podanie Adriana Błąda. Odpowiedź gości była jednak błyskawiczna. Po strzale Goncerza Bartosz Mrozek zdołał sparować piłkę na poprzeczkę, lecz wobec dobitki Wojciecha Reimana był już bezradny.

[…] Po przerwie dalej trwała wymiana ciosów, z której zwycięsko wyszedł GKS. Reiman będąc w sytuacji sam na sam strzelił w poprzeczkę i niewykorzystanie tej sytuacji zemściło się na gościach. W 86 minucie Janiszewski skorzystał z błędu bramkarza gości i z bliska wepchnął piłkę do siatki po centrze Michalskiego. Katowiczanie mogli wygrać wyżej, bo w doliczonym czasie gry mieli rzut karny podyktowany za faul na Łukaszu Wrońskim, ale Błąd nie trafił z 11 m w bramkę.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Klemenz: Wygraliśmy mimo prowokacji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu z Widzewem porozmawialiśmy także ze strzelcem bramki – Lukasem Klemenzem.

Powiedzieliście sobie kilka ostrzejszych słów z Bergierem?

Było kilka spięć, ale to jest mój dobry kolega, byłem u niego w szatni. Dziś byliśmy rywalami, czasami nerwy puszczają. To był mecz o dużą stawkę. Wiemy, w jakim miejscu jest Widzew, my za to jesteśmy w dobrej formie. Mój wywiad po ostatnim meczu z Widzewem też pewnie podgrzał atmosferę przed tym starciem. Kilku zawodników Widzewa, nie tylko Bergier, próbowało mnie wyprowadzić z równowagi. Jak się okazało, to ja strzeliłem bramkę i wygraliśmy mecz, więc nie zdało to się im na nic. Cieszę się, że mimo tych prowokacji, udało się dokończyć ten mecz i go wygrać.

A jak podpuścić Radomiaka? Może też to pomoże.

Może, może (śmiech).  Nie no, nie będę nikogo podpuszczać. W momencie, kiedy dawałem tamten wywiad, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu jest dużo nowych twarzy w Widzewie. Przy tym nakładzie finansowym, każdy od nich dużo wymaga, a wyniki jakie są, każdy widzi. Nie chciałem nikogo obrazić, tyle.

Skąd się bierze taka skuteczność obrony GieKSy? Ty i Arek Jędrych strzelacie, Alan Czerwiński asystuje. 

Każdy z nas broni, każdy atakuje. Mamy dobrą skuteczność, Arek potwierdza to już od dawna. Pytaliście, co jem przed meczami – nic ciekawego. Nie wiem, co się zmieniło, ale znajduję sytuacje i dobrze czuję się pod bramką rywala. Dobrze to wychodzi.

Czterdzieści lat minęło od pierwszego triumfu GieKSy w Pucharze Polski. Patrzycie już w stronę finału?

Mam wywieszony plakat Narodowego w szatni, wisi od samego początku. Zobaczymy, każdy ma na to apetyt. Musimy dobrze przygotować się do następnego meczu, niezależnie od drużyny, na jaką trafimy.

Awans do Ekstraklasy, przeprowadzka na Nową Bukową, potem najlepszy wynik wśród drużyn ze Śląska, teraz Puchar Polski. Tworzycie scenariusz pod film?

Tak nam to wychodzi. Trzeba się z tego cieszyć. Rozmawialiśmy tak z Arkiem Jędrychem, mamy po trzydzieści parę lat i każdy z nas zasuwa. Walczyliśmy o to, żeby być w Ekstraklasie. I my, i myślę, że kibice cieszymy się z tego, że doszliśmy do takiego momentu jako GieKSa.

To nie jest Anglia, puchar rozgrywa się w środku tygodnia. Dzisiaj 120 minut, zaraz mecz z Radomiakiem. Dacie radę?

Podchodzimy do każdego meczu z marszu. Każdy z nas jest ważny, trener to podkreślał na odprawach. Mamy sześć spotkań w trzy tygodnie, to jest natłok. Zdarzają się jakieś kontuzje, jakaś słabsza forma akurat nie wyskoczyła ostatnio, bo wygrywamy. Każdy musi być gotowy.

A zdążycie przygotować nogi na mecz w niedzielę?

Czeka nas podróż, ale mamy super sztab medyczny, który nam bardzo pomoże.

W szatni myślicie, że Bartosz Nowak może być pewny powołania do kadry?

Bardzo mu kibicujemy. Wiemy, jaką jakość nam daje i jakie liczby dokłada. Fajnie, że jest w orbicie, ale to nie jest od nas zależne. Selekcjoner pewnie na wszystko patrzy chłodną głową.

Zazwyczaj na głowę dogrywa Bartosz Nowak, dziś ciasteczko dał Alan Czerwiński.

Ma najlepiej ze stoperów ułożoną stopę, często nam dogrywa na treningach.

Biło serce, jak sprawdzali spalonego?

Z mojej perspektywy wyglądało to jak typowa mijanka. Może to tak długo trwało przez rysowanie linii, ale raczej byłem spokojny.

Ćwiczycie na treningach grę bez nominalnej dziewiątki, na styl reprezentacji Hiszpanii?

Trenujemy takie warianty, czasem też tam występuje Eman Marković. Jest dużo tych wariantów.

Po tej żółtej kartce tylko raz popełniłeś ostrzejszy faul. Trener cię na to uczulał, czy to kwestia doświadczenia?

Rozmawiałem z chłopakami, że lepiej będzie, jak odpuszczę. Nie chciałem osłabić drużyny i cieszę się, że wytrzymałem. Chłopaki też mi w tym pomogli.

Po ostatnim meczu z Widzewem chwaliłeś drużynę. Dzisiaj Damian Rasak, który jest niedługo w zespole, wiedział, że musi zająć pozycję Arka Jędrycha, kiedy ten wybiegł do ataku. Trener mówił, że dużo rozmawiacie o piłce.

Tak, bardzo dużo rozmawiamy, wszystko analizujemy. Mamy świadomy zespół, nikt się za nic nie obraża. Chwała Damianowi za to, że też chce się uczyć. Jest z nami parę tygodni, ale już wie, kiedy ma gdzie się pojawiać.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: damy radę nawet bez prądu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GKS Katowice wybiegnie na boisko w Radomiu, gdzie uskrzydleni czwartkowym zwycięstwem gospodarze będą chcieli podtrzymać zwycięską passę. O nadziejach związanych zarówno z najbliższym meczem, jak i dalszą częścią sezonu, najmocniejszych punktach „Zielonych”, trenerze Feio i pozasportowych „przygodach” w meczach z Arką i Koroną porozmawialiśmy z Bartłomiejem Jędrzejczakiem z futbolowarebelia.com i podgolebnikiem.pl

W ostatnich dniach my emocjonowaliśmy się Pucharem Polski. Radomiak już jakiś czas temu pożegnał się z tymi rozgrywkami, mimo to jak oceniasz rozstrzygnięcia, do których doszło na boisku i w czasie losowania półfinałów?
Radomiak odpadł z Pucharu już w pierwszej rundzie, z tego powodu szybko przestałem się interesować tymi rozgrywkami. Dla was półfinał to na pewno duża rzecz. Wylosowano ciekawe pary, bo Zawisza będzie się mierzył z Górnikiem, a wy zagracie małe derby województwa w Częstochowie. Dla niezaangażowanych kibiców ciekawostką jest obecność na tym etapie 3-ligowca, choć tutaj Górnik jest zdecydowanym faworytem. Z kolei GKS jest niewygodnym rywalem dla Rakowa, więc ta rywalizacja będzie ciekawsza. Gdybym miał typować, to postawiłbym na śląski finał Górnika z GKS-em.

Wracając jednak do Ekstraklasy, w tym sezonie można powiedzieć, że nie ma środka tabeli – albo bijesz się o puchary, albo „walczysz o spadek”. W której grupie jest dziś Radomiak?
Przed każdym sezonem naszym podstawowym celem jest jak najszybsze zapewnienie sobie utrzymania. Znamy swoje miejsce w szeregu i wiemy, że nie jesteśmy ligowym krezusem pod względem finansów. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia – jeśli w miarę regularnie punktujesz, to w pewnym momencie pojawia się chęć gry o coś więcej. Z drugiej strony liga się wyrównała i na przestrzeni 2-3 spotkań położenie zespołu może się radykalnie zmienić – będąc w czołówce nagle można zamieszać się w grę o utrzymanie. To utrzymanie Radomiaka jest więc celem minimum, a wszystko ponad będzie dodatkowym bonusem. Patrząc na ambicje włodarzy klubu i trenera Feio, a także indywidualną jakość sportową zawodników, mam nadzieję na szybkie utrzymanie, a wykorzystując sytuację w lidze możemy się zakręcić w okolicach strefy pucharowej. To jest takie ciche marzenie – moje, ale i pewnie każdego sympatyka Zielonych.

W ostatnim czasie w Radomiu tych punktów jednak brakowało, bo przez cztery kolejki nie potrafiliście wygrać. Przełamanie nastąpiło po nadrobieniu zaległości z Arką. Gdybyśmy tylko na jej tle mieli oceniać potencjał naszych zespołów, to w niedzielę bylibyście zdecydowanym faworytem.
W czwartek zadecydował bardzo dobry początek – prowadzenie 2:0 po ośmiu minutach ustawiło przebieg meczu pod dyktando Radomiaka. Z kolei Arka kreowała więcej po przerwie i w pewnym momencie wydawało się, że może wrócić do meczu, jednak dobra postawa Filipa Majchrowicza, który zrehabilitował się za błędy w poprzednich meczach, pozwoliła nam utrzymać, a następnie podwyższyć prowadzenie. Arka zdobyła wprawdzie bramkę kontaktową, a w pewnym momencie potrójna interwencja naszego bramkarza do spółki z Jankiem Grzesikiem uchroniła nas od straty drugiego gola. Gdyby ten padł, to moim zdaniem Radomiak by nie wygrał. Na szczęście dla nas gol Romário Baró z rzutu wolnego ostatecznie rozstrzygnął mecz na naszą korzyść.

Jesienią przed meczem z GieKSą do pełni formy wracał Capita Capemba – lider zespołu, strzelec jednego z goli w ostatnim meczu z Arką. W niedzielę zabraknie go z innego powodu: na ostatniej prostej jest jego transfer za ocean. Jaki będzie Radomiak bez niego?
Capita jest dla Radomiaka bardzo ważną postacią i jakość całego zespołu z nim w składzie idzie zdecydowanie do góry. Trzeba jednak mieć świadomość, że jego odejście było planowane od dłuższego czasu, więc nie jesteśmy tym ruchem zaskoczeni. Elves Baldé i Salifou Soumah to jego naturalni następcy, choć tego pierwszego w niedzielę zabraknie z powodu zawieszenia po wydarzeniach po meczu z Koroną Kielce. Szkoda, bo dał się wam już poznać jesienią zdobywając pierwszego gola. O Soumahu wiemy niewiele – dołączył do nas już po starcie rundy i czekamy, co pokaże na boisku. Wracając jednak do Capity uważam, że Ekstraklasa sporo traci na odejściu takich zawodników jak on. Mimo że liga rośnie, powstają piękne stadiony i coraz lepiej prezentujemy się w pucharach, to jeszcze nie jesteśmy w stanie konkurować z silniejszymi klubami o wyróżniających się zawodników. Oglądać Capitę na boisku było czystą przyjemnością, ale mam nadzieję, że uda się sprawnie i bezboleśnie zapełnić lukę po nim.

Wspomniałeś o meczu z Koroną zakończonym skandalem, który przełożył się m.in. na karę Baldé, ale i zawieszenie Gonçalo Feio na pięć meczów. Jak twoimi oczami wyglądały tamte wydarzenia?
Wiele negatywnych okoliczności nałożyło się na siebie przy okazji tego nieszczęsnego meczu z Koroną. Po pierwsze, błąd Filipa Majchrowicza przy rozegraniu piłki dał bramkę gościom, kolejny błąd przy stałym fragmencie gry i drugie trafienie. Z kolei Radomiak mimo mnóstwa sytuacji nie był w stanie zdobyć gola – albo zawodziła skuteczność, albo na wysokości zadania stawał Dziekoński. Słaba postawa sportowa Radomiaka przełożyła się na frustrację, zarówno na murawie, jak i na trybunach. Doszło do skandalicznych incydentów, które nie mają prawa dziać się na żadnym stadionie. Atmosfera była nerwowa, bo wiemy jakie stosunki panują między kibicami Korony i Radomiaka. Temperaturę dodatkowo podniosła decyzja Komisji Ligi o niewpuszczeniu kibiców gości. Atmosfera od początku była nerwowa, a porażka na własnym stadionie nie ostudziła emocji. Nie ulega jednak wątpliwości, że nigdy nie powinno dochodzić do wydarzeń, których świadkami byliśmy po meczu, a które zaowocowały surowymi karami.

A jak trener radzi sobie na „pracy zdalnej”?
Kara dla Gonçalo Feio jest surowa przede wszystkim ze względu jego przeszłość i łatkę, jaką mu przyklejono. On z tym mocno walczy, starając się przekonać wszystkich, że się zmienił. Osobiście nie znałem go wcześniej, natomiast gdyby nie doniesienia medialne, znając go teraz nigdy bym nie powiedział, że jest osobą konfliktową. Na co dzień jest otwartym i serdecznym gościem. W meczu z Koroną rzucił w stronę sędziów uwagę w stylu „zapłacili wam”, którą Komisja Ligi uznała za oskarżenia korupcyjne i surowo go ukarała. Tymczasem w tej samej kolejce trener Wisły Mariusz Misiura stwierdził, że wszystko jest ustawione pod Legię i Widzew, a nie spotkała go za to żadna kara. Trener Feio radzi sobie dobrze, bo w czasie meczów jest stale na łączach z asystentem Emanuelem Ribeiro. W Niecieczy miałem okazję siedzieć na trybunach obok niego i mimo że nic nie rozumiałem, bo panowie rozmawiali po portugalsku, to byłem pod wrażeniem, bo Gonçalo Feio mówił praktycznie bez przerwy i miałem odczucie, że słucham nie trenera, ale komentatora sportowego. W meczu z GKS-em jeszcze nie będzie go na ławce, ale jak sam podkreśla, perspektywa trybun też jest ciekawa i patrzy na mecz nieco inaczej niż z poziomu murawy.

Radomiak jest jedną z ekip, która zdecydowanie lepiej prezentuje się u siebie niż na wyjeździe. Co takiego jest przy Struga 63, co aż tak wam pomaga?
Kiedy w 2023 roku oddano do użytku nowy stadion Radomiaka, wówczas składający się z dwóch trybun, nie był naszym szczególnym atutem. Natomiast w tym sezonie, kiedy od listopada funkcjonują już cztery trybuny i po wielu latach oczekiwań wreszcie pojawiają się kibice gości, to atmosfera jest zupełnie inna. Doping jest fantastyczny – bywałem na wielu stadionach Ekstraklasy i w porównaniu do innych nie mamy się czego wstydzić. To na pewno motywuje piłkarzy i wpływa na ich dyspozycję. W tym sezonie tylko Jagiellonia i niestety Korona wygrały przy Struga. Zazwyczaj jednak jesteśmy bardzo mocni u siebie – wystarczy przypomnieć zwycięstwa 4:0 z Górnikiem, 5:1 z Pogonią, 3:0 z Cracovią i ostatnie 3:1 z Arką. Nikt nie ma łatwo w Radomiu i w niedzielę musicie się liczyć z ciężką przeprawą.

Od początku rundy wiele się mówi o kiepskim stanie murawy na większości stadionów Ekstraklasy. Jak będzie u was?
W porównaniu z czwartkowym meczem z Arką nie spodziewam się, aby stan murawy diametralnie się polepszył. Jest to problem wielu klubów, choć wiem, że wy możecie się pochwalić świetnie przygotowaną nawierzchnią i podobnie jest w Gliwicach. Gdzie indziej widać jednak trudy ciężkiej zimy – w Radomiu też nie jest idealnie, ale mogło być gorzej. W krótkim odstępie czasu gramy u siebie trzy mecze ligowe, a za chwilę będziemy gościć kadrę U-21 podczas meczu z Armenią. Nie wiem jak murawa to przetrzyma, ale mam nadzieję że z biegiem czasu będzie coraz lepiej. Nie można odmówić osobom zaangażowanym w utrzymanie boiska, że robią wszystko, co w ich mocy, aby w obecnych warunkach jak najlepiej przygotować boisko do gry. Radomiak jest zespołem technicznym, który lubi mieć piłkę przy nodze, więc boisko dobrej jakości jest naszym sprzymierzeńcem.

Kto będzie w niedzielę najlepszym piłkarzem z Radomia i dlaczego Bartek Nowak?
Bartek to piłkarz o olbrzymiej jakości piłkarskiej, mózg i serce GKS-u. Trener Górak powtarzał w wywiadach, że Nowak świetnie rozumie jego pomysł na grę i pomaga innym piłkarzom w realizowaniu go na boisku. Oby jak najwięcej zawodników, którzy do tego stopnia wyróżniają się na tle całej ligi. Bartek jest przecież Radomianinem, więc ten mecz może być dla niego inny niż wszystkie, bo przyjeżdża w rodzinne strony. Mimo to mam cichą nadzieję, że w niedzielę najlepszy piłkarz z Radomia zagra jednak w zielonej koszulce.

W ubiegłym sezonie to właśnie Radomiak witał nas w Ekstraklasie, jeszcze na starej Bukowej. Nie było to najmilsze powitanie.
Do tej pory nie miałem okazji zobaczyć waszego nowego stadionu, ale cieszę się, że tuż po waszym awansie mogłem zobaczyć mecz z wysokości trybun starego obiektu. Dość szybko na prowadzenie wyprowadził nas Rocha, dwukrotnie pokonując Kudłę i byłem wręcz zdumiony, jak duża jest różnica klas między naszymi zespołami. GKS zderzył się z Radomiakiem, który sezon wcześniej utrzymał się rzutem na taśmę, więc nie spodziewałem się takiej przewagi. W drugiej połowie obraz gry się zmienił, a Mateusz Marzec zdobył nawet gola po ładnym woleju i koniec końców GKS był bliski, aby tego meczu nie przegrać.

Jak oceniasz zmianę w postawie GKS-u, która od tamtego meczu zaszła na przestrzeni kolejnego 1,5 roku?
GKS był początkowo postrzegany jako typowy beniaminek, który jednak z pozycji underdoga punktował nadspodziewanie dobrze. Nie nazwałbym was czarnym koniem, ale przez cały sezon z powodzeniem utrzymywaliście się blisko środka tabeli. Podobnie radził sobie Motor, ale GKS był dla mnie większym zaskoczeniem. Pamiętam też nasz mecz rewanżowy, ostatni w 2024 roku, zakończony remisem 1:1 i to Radomiak musiał gonić wynik. Trener Górak mówił wtedy, że przyjmuje ówczesny dorobek GieKSy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Z zadowoleniem śledziłem wasze dalsze losy, bo GKS to duża firma i dobrze, że zadomowiła się w Ekstraklasie. Początek nowego sezonu GKS miał jednak trudny i pamiętam, jak przed naszym meczem analizowałem tabelę. Pojedynek z Radomiakiem był dla was kluczowy i uważałem, że jeśli nie odbijecie się na nas, to mocno zakopiecie się w dolnych rejonach tabeli. Na szczęście dla was udało się odbić, zresztą po świetnym meczu. Macie dobrze skomponowany zespół: Rafał Strączek wygryzł ze składu Dawida Kudłę i radzi sobie bardzo dobre, solidna obrona na czele z Arkadiuszem Jędrychem, wspomniany wcześniej Nowak i – jak się z czasem okazało – jest też życie po Sebastianie Bergierze. W naszym ostatnim meczu z dobrej strony pokazał się też Marcin Wasielewski.

To właśnie on, do spółki z Nowakiem, przesądził o ostatecznym zwycięstwie z Radomiakiem przy Nowej Bukowej. Pamiętam ten pojedynek jako mecz pięknych goli i jeszcze lepszych parad bramkarzy. A jak ty wspominasz tamto spotkanie?
Mecz był rozgrywany w ramach Superpiątku jako świetna reklama Ekstraklasy. Z drugiej strony, oprócz pięknych goli były też kontrowersje, m.in. decyzja o nieuznaniu trzeciego gola Radomiaka. Jeśli dobrze pamiętam, w Lidze+ Ekstra uznano ją za błędną. Nasze mecze zwykle obfitują w gole, więc nie obraziłbym się, gdyby podobnie było w niedzielę. Radomiak u siebie jest drużyną usposobioną ofensywnie, więc w starciu z GKS-em, który jest uskrzydlony ostatnimi dobrymi wynikami, nie powinno być nudy i jestem przekonany, że w niedzielę przy Struga będzie się działo.

Którego z zawodników Radomiaka powinniśmy się obawiać najbardziej?
GKS musi uważać na Janka Grzesika i Rafała Wolskiego. Mam też nadzieję, że bardzo ładna bramka Romário Baró w meczu z Arką doda mu więcej pewności siebie. Jest też Vasco Lopes, który potrafi wypracować przewagę dryblingiem. Silnym punktem zespołu są grający z przodu Maurides i Abdoul Tapsoba. Nie będzie Capity, ale siłą Radomiaka jest to, że zespół wygląda coraz lepiej jako drużyna. Jeżeli mamy swój dzień, to jesteśmy groźni dla każdego w Ekstraklasie.

Jak twoim zdaniem będzie przebiegał niedzielny mecz i jakim wynikiem się zakończy?
Radomiak grający u siebie nie cofa się i nie czeka na kontry. Spodziewam się, że od początku ruszymy do ataku niesieni żywiołowym dopingiem. GKS być może zaczeka na to, co zaproponują gospodarze, natomiast w tej lidze trudno jest cokolwiek przewidzieć – jedna niespodziewana sytuacja może całkowicie wywrócić plan na mecz. Oczekuję dobrego widowiska i wielu goli, bo naprzeciw siebie stają bardzo dobre piłkarsko drużyny. Nigdy nie byłem dobry w typowanie wyników, ale biorąc pod uwagę formę Radomiaka u siebie stawiam na 2:1 dla gospodarzy.

Z rozbawieniem obserwowałem twitterowe zaczepki na oficjalnych kontach Radomiaka i Arki, nawiązujące do niedawnej awarii oświetlenia w Radomiu. W niedzielę prądu nie zabraknie?
To wstydliwa sytuacja dla Radomiaka, który jednak nie do końca miał na nią wpływ. Odbiór był jednak taki, a nie inny. Żałowaliśmy, że mecz z Arką nie odbył się w pierwotnym terminie, a szczególnie szkoda było kibiców z Gdyni, którzy na darmo przejechali przez pół Polski. Kolejne mecze w Radomiu przebiegły już jednak bez przeszkód i podobnie będzie w niedzielę. Ale dobrze, że gramy w miarę wcześnie, więc w razie czego damy sobie radę nawet bez prądu.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga