Piłka nożna Prasówka
Opinie mediów na temat meczu GKS 1962 Jastrzębie-GieKSa: Razowiec zamiast delicji
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień na temat wczorajszego meczu GKS 1962 Jastrzębie – GKS Katowice 0:0.
gksjastrzebie.com – [Relacja] GKS Jastrzębie 0-0 GKS Katowice
[…] Całe spotkanie było dość wyrównane, choć pierwszą połowę można zapisać na konto GKS-u Katowice, natomiast w drugiej części inicjatywę przejął nasz zespół, jednak żadna ze stron tego dnia nie znalazła sposobu na zdobycie bramki. W 8. minucie spotkania po małym zamieszaniu w naszym polu karnym piłkę sprzed linii bramkowej wybił Borkała, a w odpowiedzi dwie minuty później z dystansu uderzał Kuczałek, ale Kudła z problemami zdołał wybić piłkę na róg. W 16. minucie bliski pokonania Reclafa był Szwedzik, który ubiegł naszego bramkarza, lecz piłka minęła spojenie bramki. Chwilę później ofensywnym wejściem popisał się Zalewski, który akcję zakończył niecelnym uderzeniem z kilkunastu metrów. Ten sam zawodnik świetnie interweniował w naszej szesnastce w 25. minucie, powstrzymując groźną akcję gości. Następnie przez długi czas bramkarze byli praktycznie bezrobotni, a kolejne okazje pojawiły się w ostatnich minutach. Najpierw w 42. minucie Szwedzik trafił w słupek, a chwilę później Słodowy uderzył z rzutu wolnego sprzed pola karnego przyjezdnych nad bramką. Tuż przed gwizdkiem sędziego kończącym pierwszą połowię dobrą okazję po stronie gości zmarnował Wojciechowski, uderzając głową obok słupka.
Druga połowa przebiegała pod dyktando naszej drużyny, która wykazywała więcej chęci do zdobycia bramki. Stuprocentowych okazji jednak zabrakło, a próby Kamińskiego, Handzlika czy Rumina nie przyniosły skutku. W 69. minucie katowiczanie wyszli z jedną z nielicznych kontr, którą w ostatniej chwili świetnym wślizgiem zastopował Zejdler. W 76. minucie przed szansą stanął Feruga, ale uderzenie naszego pomocnika z kilkunastu metrów zdołał jednak zablokować obrońca gości. Cztery minuty później byliśmy bliscy wyjścia na prowadzenie, gdy przed bramką GKS-u Katowice piłka odbiła się od jednego z naszych rywali, ale niestety o centymetry minęła słupek i wyszła na róg. W końcówce goście jeszcze dwukrotnie zaatakowali, lecz najpierw niecelnie uderzył Pavlas, a chwilę później po stracie Bojdysa Reclaf do spółki z jednym z naszych obrońców zdołali zażegnać niebezpieczeństwo i ostatecznie derbowe starcie zakończyło się bezbramkowym remisem.
dziennikzachodni.pl – Bezbramkowy remis w derbach pogodził kibiców
Ani jednej bramki w derbowym spotkaniu GKS-u Jastrzębie z GKS-em Katowice na stadionie przy Harcerskiej nie zobaczyli zgromadzeni na trybunach kibice. Mecz nie porwał fanów, którzy oprócz dopingowania swoich zespołów skupili się także na wzajemnym wyzywaniu się.
[…] Zdecydowanie nie ma bardziej prestiżowego meczu dla kibiców GKS-u Jastrzębie przy Harcerskiej niż derbowe spotkanie z GKS-em Katowice. Fani jastrzębskiej drużyny mobilizowali się na tę rywalizację już od dłuższego czasu.
Do przybycia na Stadion Miejski w Jastrzębiu zachęcał ich także sam klub, który bardzo liczył na ich wsparcie i zapraszał na mecz z katowiczanami kibiców z wszystkich jastrzębskich osiedli.
Rzecz jasna derbowe starcie w Jastrzębiu zelektryzowało też sympatyków zespołu gości – GKS-u Katowice – kibice GieKSy, dla których był to z kolei jeden z istotniejszych wyjazdów rundy, a nawet sezonu, wrócili na Harcerską po ponad dwóch latach w ciągu których ich zespół występował w drugiej lidze.
Derbowa potyczka w Jastrzębiu zgromadziła na trybunach najwięcej kibiców spośród wszystkich dotychczas rozegranych meczów GKS-u u siebie. Najliczniej był też wypełniony sektor gości.
Fani obu GKS-ów nie szczędzili gardeł w dopingowaniu swoich zespołów. Oprócz tego skupili się też jednak na obrzucaniu się wzajemnie obelgami i wyzwiskami.
Zgromadzonych na trybunach w Jastrzębiu kibiców spotkanie nie porwało. Derbowe starcie było typowym meczem walki, w którym fani nie zobaczyli bramek. Remis pogodził sympatyków jednej i drugiej drużyny, a z przebiegu spotkania zarówno kibice jastrzębian, jak i katowiczan powinno uszanować zdobyty przez ich zespoły punkt.
gol24.pl – Z dużych derbów mało wrażeń
„Górnicze” derby piłkarzy z Jastrzębia i Katowic nie przyniosły ani goli, ani dużych emocji. Bezbramkowy remis w pełni oddaje to, co działo się na murawie.
[…] Starcie dwóch GKS-ów rozczarowało. Bezbramkowy remis, spięć jak na lekarstwo, nawet żółtych kartek nie było. Jastrzębianie dzięki punktowi wyszli – przynajmniej do czasu rozegrania spotkań przez rywali – nad strefę spadkową, katowiczanie utrzymali nad nią pięciopunktowy remis.
Bliżsi zwycięstwa byli goście. Patryk Szwedzik w pierwszej połowie powinien strzelić gola, ale z pola karnego oddał strzał prosto w słupek. Cała pierwsza połowa toczyła się z przewagą katowickiej drużyny, ale poza tą okazją niewiele z niej wyniknęło.
Po przerwie role się odwróciły. Jastrzębie odważniej atakowało, ale Dawid Kudła nie miał wielkich problemów z interwencjami. W jedynym krytycznym momencie po uderzeniu Daniela Ferugi wyręczył go Grzegorz Janiszewski.
W sumie w całym meczu zobaczyliśmy trzy celne strzały. Jak na derby śląskich drużyn to bardzo mizerna statystyka.
sportdziennik.com – Razowiec zamiast delicji
Drużyny z Jastrzębia i Katowic pogodził bezbramkowy remis, który tak naprawdę nie zadowolił żadnego z rywali.
[…] Gwoli prawdy spotkanie w Jastrzębiu Zdroju nie było porywającym widowiskiem, mnóstwo w nim było chaosu, niecelnych podań, a ciekawe i płynne akcje można było policzyć na palcach jednej ręki. Na plus należy zapisać fakt, że mimo ogromnej stawki meczu zawodnicy obu zespołów nie uciekali się do brutalnych zagrań, więc sędzia Piotr Lasyk nie miał powodów, by któregokolwiek z nich upomnieć żółtą kartką.
Do przerwy lepsze sytuacje wypracowali sobie goście. Już w 8 minucie po małym zamieszaniu w polu karnym gospodarzy Remigiusz Borkała wybił sprzed linii bramkowej piłkę zmierzającą do siatki. Potem (10 min.) niezłym uderzeniem z dystansu popisał się Michał Kuczałek, a bramkarz katowiczan Dawid Kudła z trudem sparował futbolówkę na korner.
Końcówka I połowy to dwie doskonałe okazje do zdobycia gola dla podopiecznych Rafała Góraka. W 41 minucie najlepszy na boisku Rafał Figiel obsłużył Patryka Szwedzika, napastnik GieKSy zszedł do środka, ale po jego strzale piłka odbiła się od słupka. Jastrzębianie mogli odetchnąć z ulgą. W 46 minucie (45+1) Figiel dośrodkował z lewej flanki na głowę Zbigniewa Wojciechowskiego, ale jego strzał w dogodnej sytuacji był niecelny.
Po przerwie gospodarze w końcu obudzili się i zaczęli częściej niepokoić Dawida Kudłę. W 53 minucie Konrad Handzlik groźnie uderzył zza pola karnego, ale minimalnie chybił celu. Najlepszą okazję do korekty wyniku gospodarze mieli w 75 minucie spotkania. Daniel Rumin wycofał piłkę do Daniela Ferugi, ale strzał pomocnika ofiarną interwencją zablokował Grzegorz Janiszewski. Jastrzębianie reklamowali jeszcze zagranie ręką obrońcy katowiczan, ale sędziowie VAR nie uwzględnili ich protestu. Niewiele brakowało, by wspomniany Janiszewski był największym pechowcem sobotniego spotkania. W 80 minucie po dośrodkowaniu Ferugi z rzutu wolnego piłka odbiła się od stopera gości i wyszła tuż przy słupku na rzut rożny. Tym razem to piłkarze z Bukowej moli mówić o ogromnym szczęściu.
Ironia losu polegała na tym, że w 87 minucie Michał Bojdys niepotrzebnie wdał się w drybling, stracił piłkę i katowiczanie mieli stuprocentową okazję na zdobycie bramki. Ofiarna interwencja jednego z obrońców i bramkarza Mikołaja Reclafa zapobiegał nieszczęściu. Gdyby w tej sytuacji padła bramka dla gości, trener Jacek Trzeciak chyba ukrzyżowałby „Bojdiego”…
[…] Piłkarz meczu Rafał FIGIEL.
sport.inetria.pl – Śląskie derby na remis
Obie drużyny chciały wygrać, jednak gospodarze nie mieli właściwie okazji, a goście nie mieli szczęścia.
[…] W pierwszej połowie groźniejsi byli katowiczanie. W 8. minucie goście mogli wyjść na prowadzenie, ale po strzale Michała Kołodziejskiego jeden z obrońców wyręczył 17-letniego bramkarza Mikołaja Reclafa i wybił piłkę lecącą do bramki. Z kolei po doskonałym podaniu Adriana Błąda kilka minut później kiedy Patryk Szwedzik minął się z obrońcami i o spalonym mowy być nie mogło – strzał głową katowickiego napastnika minimalnie minął poprzeczkę Jastrzębia. W 42. Szwedzik nadspodziewanie łatwo urwał się obrońcom i oddał mocny strzał, który trafił w słupek. Świetną okazję zmarnował też Zbigniew Wojciechowski, który w 45.minucie spudłował głową z pięciu metrów.
Gospodarze nie mieli tylu okazji w tej części gry. Daniel Rumin, były zresztą napastnik Katowic był odcięty od podań. Jastrzębie stworzyło najlepszą okazję tuż przed przerwą, ale rzut wolny z 18 metrów zmarnował Mateusz Słodowy przenosząc piłkę wyraźnie nad poprzeczką.
Druga połowa była przez większą część niestety senna, piłkarze nie potrafili skonstruować składnej akcji złożonej z kilku dobrych podań. Starał się bardzo szybki Szwedzik, ale jednak nic z tego nie wynikło. W końcówce groźniejsze było Jastrzębie. W 81.minucie gospodarze mogli cieszyć się z gola po… samobójczym strzale Grzegorza Janiszewskiego, jednak piłka po jego interwencji przy centrze Daniela Ferugi minimalnie minęła słupek katowickiej bramki. Z kolei tuż przed końcem Reclaf uratował Jastrzębie po strzale Błąda.
Felietony Piłka nożna
21 sekund mistrzowskich akcji
Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.
No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.
Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.
Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.
Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.
I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.
Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.
Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.
To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.
Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.
Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.
Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.
W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.
Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.
W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.
No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…
Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.
Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.
Piłka nożna
Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę
Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.
Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.
Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.
Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.
Piłka nożna
Rafał Strączek 2029!
Rafał Strączek podpisał nowy kontrakt z klubem, a ogłoszenie tego miało miejsce przed piątkowym spotkaniem z Motorem Lublin. Tym samym ucięto medialne spekulacje o przeprowadzce do Poznania.
Nowa umowa będzie obowiązywać do czerwca 2029 roku. Bramkarz, po wejściu do pierwszej jedenastki, świetnie się spisuje i ma wielki udział w wynikach GKS Katowice. W tym sezonie w 23 spotkaniach 8 razy zachował czyste konto.
Piłkarzowi życzymy zdrowia, dalszych dobrych występów i sukcesów z naszym klubem.


Джой казино вход
2 listopada 2021 at 11:34
19-latek nie mialby szans wygrac rywalizacji o miejsce w wyjsciowym skladzie z Mikaelem Ishakiem, Arturem Sobiechem czy Aronem Johannssonem przez co zdecydowano sie wypozyczyc mlodego napastnika do I-ligi. Dzis nowym klubem prawonoznego snajpera oficjalnie zostal GKS Katowice, w ktorym w ataku gra m.in. inny wychowanek Lecha Poznan, Piotr Kurbiel (w ubieglych rozgrywkach strzelil tylko 1 bramke). Filip Szymczak to drugi pilkarz Lecha Poznan po Juliuszu Letniowskim, ktory w piatek, 2 lipca oficjalnie zostal wypozyczony do innej druzyny. Wkrotce na wypozyczenie trafi jeszcze m.in. Krzysztof Bakowski, ktory ma grac w Stomilu Olsztyn.