Piłka nożna
Plizga: Chciałem zrobić coś dobrego
Nie tak wyobrażali sobie wszyscy kibice powrót wychowanka do Katowic. Dawid Plizga po roku grania w GieKSie rozstał się z klubem po meczu z Ruchem Chorzów. Pytaliście na forum o jego osobę, zwracaliście uwagę, iż pożegnanie, które otrzymał, nie należało mu się. Poczytajcie więc, jak na to wszystko patrzy sam zainteresowany.
GieKSa.pl: Dawid, rozstanie z GieKSą to już etap zamknięty. Powiedz, jakie emocje są teraz w Tobie?
Plizga: Można na to patrzeć na dwa sposoby: od strony wychowanka i profesjonalnego zawodnika. Podejście tego drugiego jest takie, że nie wyszło i trzeba szukać błędów u siebie, co można było zrobić lepiej w tym okresie, by zagrać lepiej niektóre spotkania. Choć nie wiem, czy nawet lepsza gra zmieniłaby moją sytuację w klubie. Jeśli chodzi o wychowanka, to boli to bardzo, bo przychodziłem z zamiarem zrobienia tego awansu. To ja jako młody zawodnik spadałem z tym klubem i bardzo chciałem wszystko spiąć klamrą na koniec, by ten awans po długich latach dla klubu wywalczyć.
Pojawiły się w Tobie takie myśli po co Ci to było?
Po fakcie – owszem pojawiły się takie myśli. Chciałem zrobić coś dobrego i nie wyszło mi to. Czasem takie jest życie piłkarskie.
Wydawało się, że na początku będzie ci łatwiej, bo spotkałeś trenera Mandrysza w Katowicach, który współpracował z tobą w dobrych latach dla Niecieczy.
Na pewno początek nie był taki, jaki sobie mogłem wyobrazić. Nie było łatwo, bo był krótki okres przygotowawczy dla mnie. Rozegrałem tylko 2×45 minut w sparingach, co dla mnie było niewiele. Moje wejście do zespołu było w trudnym momencie drużyny, bo graliśmy słabo. Nie ma co jednak szukać winy u innych, bo ja wiem, że na początku słabo wyglądałem. Efektem tego była sytuacja, gdzie w ogóle nie wchodziłem do gry albo nawet nie jechałem na mecz. Po tym meczu gdzie nie pojechałem (Bytów), myślę, że wszystko wróciło na normalne tory, jeśli chodzi o moją dyspozycję.
Wróćmy jeszcze do początku. Z czego wynikało, że tak późno dołączyłeś do zespołu? Mówiło się dużo wcześniej o Twoim transferze, a skończyło się na tym, że trafiłeś bardzo późno do zespołu.
Nie wiem z czego to wynikało. Ja byłem gotowy trenować bez kontraktu z klubem i nie byłoby to dla mnie problemem. Nie znam szczegółów, dlaczego to wszystko tak długo trwało.
Wspomniałeś, że po Bytowie wróciłeś do dyspozycji. Zagrałeś dobry mecz ze Stomilem potem przyszły nieszczęsne porażki derbowe z Ruchem i Tychami.
Z Ruchem może to jeszcze nie wyglądało źle, po Tychach już usiadłem na ławce rezerwowych i wróciłem na mecz z Łęczną.
Dopytam jeszcze o derby. Mocno je przeżyłeś?
Bardzo mocno. Dla mnie jako wychowanka to był mecz szczególny. Zawsze w młodszych rocznikach były to mecze specjalne. To spotkanie w seniorach było pierwsze dla mnie, jeśli chodzi o takie derbowe spotkanie z Ruchem. Bardzo mocno przeżyłem te porażki.
W Łęcznej zagrałeś bardzo dobry mecz. Trener Mandrysz posadził cię na ławce w następnym spotkaniu. Jak to odbierałeś?
Byłem zaskoczony, że nie wystąpiłem w Siedlcach. Nie jestem osobą, która chodzi do trenerów i dopytuje o jego decyzje. To była decyzja trenera, który potem jest z tego rozliczany. Trener nie rozmawiał ze mną i nie próbował mi tłumaczyć tej decyzji.
Sytuacja powtórzyła się z trenerem Paszulewiczem, gdzie w Turcji wracałeś do formy i nagle pojawiły się informacje, że trener nie widzi cię w składzie.
Można było mi to zakomunikować 15 stycznia i wtedy byśmy rozwiązali umowę. Nie byłoby wtedy żadnego zamieszania. Rzeczywiście taką wiadomość przekazał mi trener, że nie widzi mnie w pierwszym składzie. Wiedziałem, że jestem dobrze przygotowany i jeśli wejdę w dwóch – trzech meczach, to jest szansa, że wszystko się zmieni. Niestety nie zmieniło się.
Myślisz, że trener Paszulewicz był do ciebie uprzedzony?
Nie wiem. Myślę jednak, że w profesjonalnej piłce takie sytuacje nie mają miejsca.
My również tak myślimy, jednak gdy drużyna łapała kryzys, to Plizgi jak nie było, tak nie było i pojawiłeś się w Olsztynie.
Pojawiłem się i zagrałem 60 minut. Nie wiem, czy tak słabo grałem, by zejść po takim czasie. Taka była ocena trenera i musiałem ją przyjąć. Potem powiedziałbym, że nie zostałem odstawiony, a bardziej odstrzelony. Cała sytuacja była niepotrzebna, jeśli chodzi o urlopowanie czwórki zawodników. Jeśli chodzi o mnie, to ja mało grałem, więc można to jakoś zrozumieć. Uważam jednak, że potraktowanie w ten sposób Goncerza, który grał wiele lat w klubie, czy Kędziory, który w tamtym momencie strzelał bramki, było złą decyzją. To, jak traktowali Kędziorę kibice to inna sprawa, ale faktem jest, że strzelił najwięcej bramek wtedy. Można było to spokojniej rozegrać.
Prezesi tłumaczyli, że chcieli wstrząsnąć drużyną, nie kupujesz takich tłumaczeń?
Mają do tego prawo, tylko zobaczmy, jak się to skończyło. Takie wstrząśnięcia nie powinny mieć miejsca. Można było inaczej załatwić tę sprawę i pobudzić zespół.
Co dalej z tobą Dawid?
Trenuje indywidualnie i czekam na oferty klubów ze Śląska. Nie chcę się ruszać poza region.
Spędziłeś wiele czasu poza Katowicami. Byłeś teraz rok w klubie. Twoim zdaniem klub jest gotowy na awans?
Organizacyjnie, jeśli chodzi o kwestie piłkarskie, myślę, że tak, bo boiska treningowe są bardzo dobre, opieka medyczna, odnowa również. Pieniądze były płacone na czas i nie było z tym problemów. Stadion, wiadomo, jaka jest z nim sytuacja. Czegoś jednak brakuje do awansu, bo nie można go uzyskać przez tyle lat, ale nie chciałbym wchodzić w szczegóły przy okazji tej rozmowy. Mam nadzieję, że ten awans uda się szybko zrobić już nie ze mną, ale z innymi zawodnikami.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Piłka nożna
Gabriel Kobylak 2028
GKS Katowice zdecydował się na transfer definitywny Gabriela Kobylaka z Legii Waszawa. 24-letni bramkarz podpisał z nami umowę do końca czerwca 2028 roku. Kontrakt zawiera opcję przedłużenia o kolejny sezon.
Kobylak występował w podkarpackich drużynach młodzieżowych (Zgoda Zarszyn, Orzeł Bażanówka, Ekoball Sanok i Karpaty Krosno). W 2018 roku trafił do Legii, gdzie najpierw grał w rezerwach a następnie został wypożyczony do Puszczy Niepołomice (2020-22) oraz Radomiaka Radom (2022/23 i wiosna 2024). Po sezonie 2023/24 wrócił do Legii Warszawa, ale nie przebił się na stałe do pierwszej jedenastki. Ze stołeczną drużyną zdobył Puchar i SuperPuchar Polski.
W ostatnim sezonie wystąpił w 8 spotkaniach (6 w rezerwach Legii w III lidze, 1 w Lidze Konferencji i 1 w Pucharze Polski). Na poziomie Ekstraklasy ma rozegrane 47 spotkań, a na jej zapleczu – 50. Ma także skromne doświadczenie pucharowe – wystąpił w 6 meczach w Lidze Konferencji (w tym 1 w eliminacjach).
Życzymy powodzenia w naszych barwach!
Foto: GKSKatowice.eu
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.


artur
17 sierpnia 2018 at 16:32
Dlaczego nie dopytujecie o szczegóły??? To samo było z Trochimem, że nie chciał powiedzieć prawdy. Panowie dziennikarze, obowiązkiem jest dopytywać o co biega w tym klubie. Bo każdy widzi przyczynę ale nikt o niej nie chce głośno powiedzieć, dlaczego???
Mecza
17 sierpnia 2018 at 16:44
Pomijam już, że GKS nie awansował ale tak po ludzku żałuję, że Dawidowi nie wyszło. Nie zgadzam się za to z opinią odnośnie braku profesjonalizmu ze strony sztabu w styczniu. Sytuacja była wyjątkowa, nowy trener chciał popracować jak najdłużej z każdym który ma kontrakt. W pewnym momencie ogłosił decyzję ale nie mógł zrobić tego 15 stycznia. Kontrakt podpisany, kontrakt zapłacony a nie wszyscy muszą grać, normalka. Wychodzi na to, że Dawid wolałby nic od trenera nie usłyszeć i nie zagrać nic. Jednak szanse miał.
kosa
17 sierpnia 2018 at 17:34
@artur ale my jesteśmy kibicami, a i nie o wszystkim Dawid chciał rozmawiać. Wielu wy łapie między wierszami o czym nie chciał mówić albo co myśli.
Snake
18 sierpnia 2018 at 12:43
Do póki GKS nie bydzie miała normalnego sponsora to miasto nie pozwala żeby GKS awansował prosta sprawa tak samo jak nie będzie stadionu teraz opowiadają pare bajek bi idą wybory i na tym się skończy niestety taka prawda.
Mecza
18 sierpnia 2018 at 13:03
Miasto nie pozwala…ale mnie to rozwala. Jeszcze tak ni z gruchy ni z pietruchy, całkowicie na temat… mogłeś jeszcze coś o Legii napisać.
Scifo
18 sierpnia 2018 at 15:55
Nie mam pojęcia jaka była rola Plizgi w zespole. Mnie swoimi występami nie przekonał, a w Olsztynie drużyna się podłożyła słabemu Stomilowi.
Nadzieję to z nim wiązałem, jak miał przyjść do nas a wybrał Niecieczę i Górnika, wtedy nie zadrżało jego „serce GieKSiarza”.
Dawid bez emocji powodzenia.