Dołącz do nas

Piłka nożna

Plusy i minusy po Stomilu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice zakończył fatalną passę siedmiu spotkań bez wygranej w lidze i wygrał mecz. Zwycięstwo tym bardziej cenne, bo na trudnym dla trójkolorowych terenie – w Olsztynie nie wygraliśmy od… 1995 roku. Zapraszamy na tradycyjne plusy i minusy. 

Plusy:
+ Wreszcie wygrana – będziemy to podkreślać jeszcze wiele razy, ale trzy punkty naprawdę cieszą. Jesteśmy obecnie w takiej sytuacji, że musimy po prostu punktować. I to najlepiej seryjnie.
+ Zakończenie fatalnej passy – GieKSa nie wygrała w siedmiu (!) poprzednich spotkaniach w pierwszej lidze (a licząc z pucharem w ośmiu, bo w regulaminowym czasie było 1:1), a na dodatek aż 5 z nich przegrała. Nareszcie udało się przełamać fatum.
+ Zaangażowanie młodzieżowców – nasi młodzi piłkarze pokazali się dziś z naprawdę dobrej strony. Tymoteusz Puchacz był jednym z najlepszych naszych zawodników, a Adrian Łyszczarz swój występ okrasił zwycięską bramką, która na dodatek była jego pierwszą w naszych barwach.
+ Zmiana stylu gry – GieKSa nie grała ciągle tego samego, ale reagowała na to, co działo się na boisku. Jak nie szło w jednym rozwiązaniu, to próbowaliśmy innych. Kilka razy pograliśmy też kombinacyjnie i wyglądało to obiecująco.
+ Asekuracja w obronie – w poprzednich spotkaniach szczególnie mocno kulały boki bloku defensywnego, ale w Olsztynie było już dużo lepiej.

Minusy:
– Dośrodkowania – niestety dalej wygląda to słabo. Wczoraj praktycznie każde było niecelne. Element zdecydowanie do poprawy.
– Krycie na radar – w niektórych momentach nasza obrona dość poważnie się gubiła i kryła na radar, ale na szczęście rywale nie potrafili tego wykorzystać.
– Panika przy dośrodkowaniach – nasi obrońcy zbytnio panikowali przy wrzutkach w nasze pole karne. W przyszłości potrzeba więcej spokoju.

24 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

24 komentarze

  1. Avatar photo

    Mecza

    7 października 2018 at 09:11

    Jest jeszcze jeden plus (dotyczący kibiców) +Cisza na forum+ Zwycięstwo nic nie zmienia ale dużo „kibiców?” wczorajszym wynikiem jest zawiedzionych bo nie mogli znowu wylać swojego jadu będąc niezadowolonym ze swojego życia, Janickiego, Bartnika itd.itp.

  2. Avatar photo

    StarA Gwardia

    7 października 2018 at 09:42

    Mecza ALE TY PIER… chyba tak ma być żeby wygrywali i żeby była cisza , wielu kibiców ma cie dosyć !

  3. Avatar photo

    Chrisu

    7 października 2018 at 10:59

    Nie ma się czym podniecać narazie… Stomil to prawdopodonie najsłabsza drużyna w lidze… nasze zwyciestwo nie było super przekonujące

  4. Avatar photo

    q2

    7 października 2018 at 11:47

    Mecza Nie pisz więcej. Przestań się kompromitować. Razem z Irishmanem piszesz niebywałe głupoty.

  5. Avatar photo

    baxxi77

    7 października 2018 at 11:56

    Wczoraj na flashscore w zakładce składy naszym treneiro był Petr Nemec,można sprawdzić jest do teraz…aż mi ciary przeszły po plecach…

  6. Avatar photo

    GieKSiorz

    7 października 2018 at 12:54

    Mecza dupisz fleki,po 1 wygranej mamy popadać w euforię? Dobrze że wygraliśmy, przełamaliśmy się ale ten sezon jest rozczarowaniem, jedynie trzeba mieć nadzieję że zaczniemy punktować i odbijemy się od dna,a prezes, dyrektor itd i tak do wymiany po tym co zrobili

    • Avatar photo

      Mecza

      7 października 2018 at 18:06

      Czytaj ze zrozumieniem, napisałem że to zwycięstwo nic nie zmienia.

  7. Avatar photo

    Mecza

    7 października 2018 at 13:00

    Są i tacy co lubią podyskutować bo z niektórymi się nie da. Sami nic nie napiszą poza krytyką innych, tylko szczekanie zero jakiegokolwiek przekazu ale co mogą napisać jak na Bukowej dawno nie byli i tylko czekają na porażkę aby żygnąć ciesząc się że dokonali słusznego wyboru nie idąc na mecz. Bez odbioru frustraci.

  8. Avatar photo

    fridek76

    7 października 2018 at 13:12

    Staram sie nie krytykowac nikogo ale faktycznie mecza ma niezly odlot. Chlopie zmien lekarza

  9. Avatar photo

    1964

    7 października 2018 at 15:45

    Nemec z tego co się orientuje jest trenerem warty poznań!

  10. Avatar photo

    q2

    7 października 2018 at 21:28

    MECZA to, że duża część kibiców mówi negatywnie o całej sytuacji jaka aktualnie panuje, to nie oznacza, że pluje na swój herb, sra do swojego gniazda itd. itp. Otóż osoby te zauważają, że dzieje się w klubie źle, pod względem sportowym, jak i pod względem zarządzania. Na Twoją obronę mogę napisać, że nie tylko ty tego nie rozumiesz ale cała redakcja Gieksy.pl, też tego pojąć nie umiała przez ostatnie 3 sezony. To, że ktoś zauważa problem stanowi sygnał do naprawy, nie zaś jest przyjęciem tego na klatę i wmawianie sobie, że lepsze lata nadejdą. Zauważ )też to piszę do „ślepych” redaktorów), że w każdym klubie, wszystko ma swoje granice. Nawet w piknikowej Barcelonie czy Realu kibice wyrażają swoje niezadowolenie. (Mecza dla ciebie niebywałe ale tak to wygląda). To, że jest się z klubem na dobre i na złe nie oznacza, że przyjmuje się strzały w ryj, co tydzień. (Przecież w końcu kiedyś przyjdzie złość i postawisz się). Niestety nie u nas. Na forum dalej jesteśmy niezwyciężeni (słynne organizacyjnie bijemy innych na głowę lub inni mogą się od nas uczyć :)))) Natomiast ci co piszą że jest inaczej, są banowani, posty są kasowane. (dzięki kosa). Finalnie to przynosi przeciwny skutek. Ludzie spieprzają w podskokach z Blaszoka i zostawiają go naiwniakom (Więcej ludzi na głównej niż na Blaszoku w ostatnim czasie??? wina piłkarzy ?? nie sądzę. KIEDY TAK BYŁO?? Kasowanie postów na forum też zrobiło swoje. Teksty „ kto nie jest z nami ten jest przeciwko nam” i co? Nagle blaszok pusty. Gadki o tym, że będą się prosić kibice o bilety mecz derbowy z Ruchem i co?? Trzeba było specjalnie reklamować.
    Po przegranym meczu z gimnazjum z chorzowa, oklaski na B1 i doping. (paradoks – tylko w Katowicach przyjęło się, że wpierdol w derbach jest cool, ( dla nie wtajemniczonych znaczy się „ fajnie”). Tyko ludzie niespełna rozumu mogli coś takiego zrobić. Farsa i dno. Ktoś pomylił miłość do klubu z naiwnością. Po największej porażce w każdym innym klubie, kibice zrobiliby protest. U nas naiwniacy dostają w mordę i mówią, że nic się nie stało- Inni mają gorzej:). Sprawa stadionu: jak UM czyta wypociny z forum i naszej strony, to musi mieć bekę. Padają słowa o rozliczaniu, po czym UM idealnie sprawdza czy jakieś skargi wpłyną. Cisza? Rozgrywają kibiców GKS jak dzieci. Sprawa się przeciąga? UM sprawdza po raz kolejny dorosłych ludzi kibicujących GKS, czy są poważni. Zero reakcji więc UM dokręca śrubę.
    Jak to mówią na forum jest fajnie i przyjdzie czas rozliczeń:)) tzn co? Zrobimy kolejną kartoniadę czy napiszemy coś na murze???
    Sportowo leżymy, miastu nie zależy na awansie. To wiadome, po co się oszukiwać.

  11. Avatar photo

    q2

    7 października 2018 at 21:39

    jeszcze sprawa podcastów. Jeśli Panowie chcecie być obiektywni, zaproście kogoś, kto widzi sprawę inaczej, jest w opozycji ale na to Was nie stać. Dalej „trójka będzie bredzić”. Zero obiektywizmu no ale co ja tam wiem, skoro Shellu miał hardcorowe wejścia w Beskidach.

  12. Avatar photo

    q2

    7 października 2018 at 23:03

    Czekam na środę i na kolejny głupkowaty artykuł Irishmana, będzie z czego zbijać przy piwie w pubie. Będzie się chłop mądrzył, tak jak z Kosą przed sezonem z Kluczborkiem. Finalnie Irish przegrał zakład o piwka w Jugolu. Niestety nic go nie nauczyło i dalej swoje fantazje będzie pisać. Czekamy!

  13. Avatar photo

    BANan

    7 października 2018 at 23:41

    Z tymi bananami na forum to masz rację, koło wzajemnej adoracji, jeszcze trzeba się prosić żeby bana zdjeli łaskawie, tylko dla tego że ktoś może mieć inne zdanie na temat naszej GieKSy

  14. Avatar photo

    PanGoroli

    7 października 2018 at 23:46

    Góralczyk nowym trenerem!

  15. Avatar photo

    Mecza

    8 października 2018 at 08:38

    @q2 dzięki za wyrażenie swojego poglądu. Szanuję to. @abel patrząc na twoje ograniczone inteligencją wpisy powtarzam sobie: „Nie dyskutuj z debilem! Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem”

  16. Avatar photo

    PanGoroli

    8 października 2018 at 10:36

    Synki, a nie moglibyście pójść się wadzić kajś indziej? ino bajzel tu robicie.

  17. Avatar photo

    PanGoroli

    8 października 2018 at 11:36

    A z tym nowym trenerem, to znowu tylko plota.

  18. Avatar photo

    GieKSiorz

    8 października 2018 at 14:55

    Mi zależy na tym żeby GieKSa była znowu silna,ale widząc nastawienie władz miasta, prezesa, kibiców młodszych, którzy posiadali wszystkie rozumy to wątpię że nadejdą lepsze czasy,blaszok dramat,oprawy,doping żenada,ale wszyscy wokoło winni, głaskanie ciągle po plecach kopaczy, zarząd,prezydenta miasta ludzie wy ślepi jesteście że tego nie widzicie? kiedyś GKS był marką,a teraz jest pośmiewiskiem,mecz pucharu z Pogonią czytałem na ich forum wpisy,teraz my jesteśmy ogórkami dla innych,tak zarznieto ten klub.pozdrawiam stara ekipę i myślących Gieksiarzy

  19. Avatar photo

    abel

    8 października 2018 at 17:01

    Panie mecza ograniczona inteligencje to raczej pan posiada bo ona jest immanentna cecha ludzi naiwnych. Jaka jest ocena twoich mądrości chyba widisz a jesli nie to poczytaj. Swoja drogą jak mozna napisac cos takiego ze tym co maja krytyczny stosunek do tego co sie dzieje w gks zalezy na tym zeby gieksie szlo jak najgorzej to nie wiem. Panie mecza jest wrecz odwrotnie to wlasnie tym ludziom zalezy na rozwoju gieksy a tobie pasuje to wszystko co sie dzieje czyli powolny upadek i posmiewisko na caly kraj. Wlasnie tacy ludzie jak ty kreujacy sie na medrcow szkodza temu klubowi. Zamiast konkretnej reakcji srodowiska kibicow jest dokladnie nic. Tymczasem patologia rozwija sie cały czas. paszulewicza juz nie ma i co jest jego nastepca. Brak jakiejkolwiek decyzji. Tak sie zachowuje profesjonalny zarzad. Prosze cie mecza nie opowiadaj juz tych swoich bezwartosciowych bajek bo totalnie sie kompromitujesz. Pisz jak masz sensowne przemyslenia poparte argumentami. Jak do tej pory niestety nic sie z twych bajek nie sprawdzilo

  20. Avatar photo

    Mecza

    8 października 2018 at 17:46

    Nie pozjadałem wszystkich rozumów ale to co jest teraz w GKS (m.in walka o utrzymanie) zapowiedziałem 10 stycznia 2018, można tu sprawdzić http://gieksainfo.pl/piotr-mandrysz-odchodzi-z-gieksy/ Twoich wpisów w ogóle nie kojarzę bo się uaktywniłeś 10 miesięcy później pisząc co się stało po fakcie.

  21. Avatar photo

    Solski

    8 października 2018 at 18:25

    @PanGoroli Góralczyk został trenerem, ale III ligowym. Tak więc GieKSy już nie poprowadzi – przynajmniej nie teraz.

  22. Avatar photo

    abel

    8 października 2018 at 18:52

    Oj mecza zal mi ciebie

  23. Avatar photo

    Jacas

    8 października 2018 at 22:27

    @q2
    Napisz do Kosy, na pewno dostaniesz zaproszenie do udziało w podcascie.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Hokej

Czy możemy narzekać na najlepszą drużynę ostatnich pięciu lat?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.

Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.

Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.

Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?

Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.

Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.

Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?

Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa nie pęka przed NIKIM

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.

Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.

Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.

A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.

I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.

Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.

Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.

W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.

Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.

Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.

Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.

W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.

Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.

Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem  można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.

Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.

Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.

Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.

Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.

Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.

Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.

Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga