Dołącz do nas

Piłka nożna Podcasty

[PODCAST] Do młodzieży Puchar Polski należy – Trójkolorowa Połowa #34

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy Was do odsłuchania trzydziestego czwartego odcinka podcastu „Trójkolorowa połowa”. GieKSa w odmienionym i młodym składzie pokonała ekstraklasową Pogoń Szczecin po rzutach karnych. Był to spotkanie, które trzymało w napięciu do samego końca, a ostateczny sukces poprawia humory zepsute fatalnymi występami w lidze. Chciałoby się powiedzieć: „dlaczego dopiero teraz?”, ale… my wolimy zastanawiać się nad tym, co należy zrobić, by nie zejść ze zwycięskiej ścieżki.

Dajcie znać, jak Wam się podobał odcinek. Prosimy także o pomoc w wypromowaniu podcastu poprzez lajki, udostępnienia, oceny w aplikacjach itd. Nie obrazimy się także na dyskusję w komentarzach. Z góry dzięki!

.
Polecamy subskrybować nas w Spreaker.com (kliknij tutaj). W trzydziestym czwartym odcinku „Trójkolorowej połowy” Błażej, Shellu i kosa:

-> cieszyli się z pokonania ekstraklasowego rywala,
-> zastanawiali się, kiedy ostatnio (i czy w ogóle) GieKSa wygrała konkurs rzutów karnych na Bukowej,
-> rozstrzygnęli konkurs,
-> opisali swoje wrażenia ze spotkania i spróbowali oddać dramaturgię widowiska,
-> zadowoleni byli ze składu, w którym aż roiło się od młodych zawodników,
-> wyrazili nadzieję, że to nie był jednorazowy wyskok młodzieży spowodowany pucharem, kontuzjami i pauzami, a stały trend,
-> zastanawiali się, jak długo trenerem GieKSy będzie Dziółka,
-> obawiali się, że na ligę może wyjść już stary i „starszy” skład, który zawalił ostatnie spotkania,
-> typowali na kogo trafimy w kolejnej rundzie Pucharu Polski,
-> ogłosili nowy konkurs,
-> mieli nadzieję, że po małym sukcesie nie będzie zimnego prysznica w lidze (jak to zdarzało się kilka razy w tym roku),
-> docenili grę Pogoni i dziwili się, jak wiele sytuacji potrafili zmarnować piłkarze gości,
-> docenili świetną atmosferę na stadionie.

Uwaga! Na stronie i w podcaście zapomnieliśmy wspomnieć, że Grzegorz Piesio pauzował za czerwoną kartkę, którą dostał w ostatnich rozgrywkach Pucharu Polski, a dokładnie w samym finale pomiędzy Legią Warszawa i Arką Gdynia. Przepraszamy!

Możesz nas wesprzeć finansowo (odsłuchanie kosztuje 5 zeta, a komentowanie 19,64 ;)):

Konto:
BZ WBK
87 1090 1186 0000 0001 2146 9533
SK 1964
ul. Moniuszki 4/3, 40-005 Katowice
Tytułem: Podcast

PAY PAL:
E-mail: [email protected]
Tytułem: Podcast

Podcast „Trójkolorowa połowa” możesz ściągnąć w formacie mp3 z poniższych linków:

-> odcinek #34 27.09.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #33 23.09.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #32 19.09.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #31 15.09.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #30 3.09.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #29 27.08.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #28 23.08.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #27 19.08.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #26 6.08.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #25 6.08.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #24 30.07.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #23 23.07.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #22 18.07.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #21 5.07.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #20 28.06.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #19 21.06.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #18 14.06.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #17 29.05.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #16 21.05.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #15 14.05.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #14 10.05.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #13 7.05.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #12 29.04.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #11 25.04.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo)
-> odcinek #10 22.04.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo)
-> odcinek #9 19.04.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #8 14.04.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #7 10.04.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #6 4.04.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #5 28.03.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #4 21.03.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #3 14.03.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #2 8.03.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo),
-> odcinek #1 2.03.2018 (kliknij tutaj, a pobieranie rozpocznie się samo).

Trzy ostatnie odcinki podcastu „Trójkolorowa połowa” dostępne są także na naszym koncie w SoundCloud (kliknij tutaj).

Podcast „Trójkolorowa połowa” możesz odsłuchać także z poziomu strony GieKSa.pl, klikając żółty przycisk w poniższych okienkach. Poniżej przedostatni odcinek:

.
Jesteśmy dostępni także na YouTubie, gdzie również możecie słuchać naszych podcastów.

22 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

22 komentarze

  1. Avatar photo

    1964

    27 września 2018 at 08:12

    Zobaczcie na skrócie meczu co odpierd… Słomka przy utracie bramki!Totalnie miał wyjebane przy akcji pogoni!Widzi że wbiega mu chłop w pole karne a on postanowił stanąć i patrzał chu… wie gdzie!To eliminuje go totalnie zero ambicji i koncentracji.Wszedł świeży chłop na boisko i miał wyjebane.Tragedia!Mecz potwierdził że nazwiska nie grają!

  2. Avatar photo

    1964

    27 września 2018 at 10:06

    Legia,Opole,Rozwój

  3. Avatar photo

    Tosiek

    27 września 2018 at 10:06

    Poprzednie zwycięstwo na Bukowej w karnych:
    20.11.1974 z Wisłą Kraków 0-0 karne 4-3 (też na początku było 0-2)
    GieKSa wtedy w II lidze, w kolejnej rundzie PP przegrana u siebie z Górnikiem

  4. Avatar photo

    Bomboo

    27 września 2018 at 10:15

    Gdzie byl Blad??

  5. Avatar photo

    Mecza

    27 września 2018 at 10:19

    Miałem Deja vu oglądając ten mecz, przypomniał mi się smaczek europejskich pucharów z Benficą, Bordeaux(może przez obejrzenie Dekady Gieksy) Przyjechała drużyna z innego wymiaru która nas gniotła a GKS ofiarnie się bronił i wyprowadzał kontry. Fajne uczucie gdy nie jesteśmy faworytami i dajemy radę.

  6. Avatar photo

    kosa

    27 września 2018 at 12:24

    @Tosiek zgłoś się do nas na maila [email protected] 🙂

  7. Avatar photo

    Irishman

    27 września 2018 at 12:40

    Jasne dworujcie sobie z dziadka! Właśnie zacząłem sobie słuchać i… normalnie chwili spokoju! Już muszę się wpisać! 😉 😉 😉

    A tak serio, to pamięć mnie ostatnio trochę zawodzi ale ostatnie wygrane w karnych jakie pamiętam to na Stadionie Śląskim z Ruchem II ale u siebie to nie.

  8. Avatar photo

    Shellu

    27 września 2018 at 13:12

    Irish, jeszcze Aris był później niż Ruch II

  9. Avatar photo

    Danielski

    27 września 2018 at 14:22

    Dobra, po kilku kolejkach i meczu pucharowym mogę się wypowiedzieć.

    Piszę ten komentarz przed odsłuchaniem podcastu.

    Mam wrażenie, że żarło w GieKSie do momentu zaciągu „drugiego”(tak roboczo to nazwę). Do momentu zaciągu „pierwszego” – czyli Ruminy, Andrzejczaki, Remisze itp GieKSie szło. Pewnie, Ruminowi zabrakło czasem szczęścia, czasem młodzianie się za bardzo napalali, ale gra była ciekawa.
    Potem przyszli Śpiączka, Wawrzyniak, Woźniak, Puchacz gdzieś między nimi Anon (zaciąg „półtora”?).
    Przyszli i praktycznie z miejsca dostali miejsce. Czy prezentowali aż taki poziom? Czy zasłużyli? Pytanie do Was chłopaki.
    Ja się mega cieszyłem transferami, podobała mi się gra. Były niedoskonałości. I na pewno byłyby porażki czy słabsze mecze.
    Ale od tego momentu zaczęło się sypać. I w tym momencie piłkarze chyba stracili zaufanie do trenera – gramy nieźle, jest ok, a tu w 11 gra za mnie chop, który dwa dni temu trafił do klubu.

    I teraz mamy masę zawodników, po kilku na jedną pozycję. Po co nam tylu lewych obrońców?
    Czy zawodnicy z drugiego zaciągu byli niezbędni? Wg mnie nie.
    Zdecydowanie wolę zawodników z pierwszego zaciągu. Drugi zaciąg mnie nie przekonuje. Morale od tego momentu spadły w chłopakach. A potem dziwimy się, że zawodnicy nie mają czucia piłki i meczowego doświadczenia.

    Łyszczarz – polski reprezentant młodzieżowy. Czy naprawdę jest za słaby na polską pierwszą ligę? Tabiś – GieKSiarz, ambitny, utalentowany, mega talent, w którego powinniśmy inwestować. Jeździ na dupie. Rumin – piłka go szuka, umie się zastawić, utrzymać przy piłce, znaleźć się w sytuacji. Pomyli się, nie trafi. Ale i tak wolę jego niż np. Śpiączkę. Wolę nawet Błąda niż Woźniaka.
    Serio, największym błędem były transfery last minute, w ostatnich dniach okienka.

  10. Avatar photo

    MORĄG SUPPORTERS

    27 września 2018 at 15:38

    TYLKO HURAGAN MORĄG!

  11. Avatar photo

    bulwa84

    27 września 2018 at 18:21

    czesc, nie znacie mnie ale uwirzcie ze jesem kibicem GieKSy. mieszkam na polwyspie helskim gdzie niestety jest arka ale nie o tym chcialem pisac. bede w katowicach od 2 do 7 pazdziernika. co prawda bylem juz w stolicy sliaska ale parenascie lat emu. pytanie czy jest szansaspotkac sie i na zywo pogadac o GieKSie, np z meczee lub irisham bo wypowiedzi maja dobre i wiedza co pisza. najlepiej spotkc sie z prowadzacymi podcast ale nie wiem czy to mozliwe pozdrawiam

  12. Avatar photo

    James

    27 września 2018 at 18:55

    @Danielski: w sam punkt! Widzę, tę sytuację tak samo. Gdyby nie było zakupów „last minute”, to wierzę w to, że byłoby inaczej.

  13. Avatar photo

    Misiek

    28 września 2018 at 00:10

    Lech Poznań, Piast Gliwice,Rozwój Katowice.

  14. Avatar photo

    koza

    28 września 2018 at 08:16

    Termalica,Olimpia Grudziadz, Legia.

  15. Avatar photo

    karo

    28 września 2018 at 08:17

    Lech,Piast,Lechia

  16. Avatar photo

    Gregor

    28 września 2018 at 08:19

    Rozwoj,Resovia,Cracovia

  17. Avatar photo

    mariusjno

    28 września 2018 at 09:28

    Siedlce,legionovia, Śląsk wroclaw

  18. Avatar photo

    Irishman

    28 września 2018 at 11:01

    @Shelu zgadza się. Ten z chorzowskimi wspomniałem bo był prawie u siebie, no i bardziej mi utkwił w pamięci, bo widziany na żywo, na stadionie!
    @Tosiek, szacun, ze się dogrzebałeś do tych karnych z lajkonikami!

    @Danielski masz rację, że to wszystko klękło po tym, tak jak piszesz – „drugim” zaciągu.
    To musiało rozwalić morale drużyny, jak chłopaki bardzo ciężko zapierniczali całymi tygodniami na treningach, a tu przyszedł ktoś z zewnątrz i miał z marszu pewne miejsce w składzie!
    Tym bardziej, że wcale niekoniecznie był lepszy. Różnica w umiejętnościach nie tylko miedzy młodszymi, a starszymi piłkarzami ale także między tymi z I ligi, a tymi z ekstraklasy nie jest tak duża, żeby nie można jej było zniwelować (i to z nawiązką) zapierdzielaniem na boisku. No więc jak taki ekstra-klasowy piłkarz „z nazwiskiem” schodzi do I ligi, to dopóki nie nauczy się i nie przyjmie specyfiki tej ligi jest przegrany. Dlatego zgadzam się całkowicie z tym co piszesz, że ten „drugi” zaciąg, W TAKIEJ ILOŚCI to był poważny, a co gorsza niestety kosztowny błąd, który prawdopodobnie do tego ograniczy nasze ruchy transferowe zimą. Pewnie, ze zamiast szastać kasą trzeba było pracować z tymi, którzy przyszli wcześniej. I najlepszym przykładem niech będzie tu Kupec, który oczywiście, że jeszcze popełnia błędy ale i tak poczynił ogromne postępy, co dobrze wróży mu na przyszłość.

    Dlatego nie do końca zgadzam się ze zdaniem trenera Dziółki. Owszem, każdy jest mądry po meczu ale jednak po kilku meczach to można wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski.

    Zgadzam się Panowie, że w ogóle polscy trenerzy reagują jakoś alergicznie na młodych piłkarzy. Podajecie za przykład Górnika, czy Zagłębia, a ja ciągle przywołuję nasz przykład z sezonu 2008/2009. A pamiętam jak chyba Błażej pisał mi kiedyś, przy okazji jakiejś dyskusji na naszym forum, że mistrz (choć wtedy jeszcze „czeladnik” 😉 ) Nawałka wcale nie chciał pozbyć się w przerwie zimowej tych starszych piłkarzy, których wcześniej sprowadziliśmy do nas z ekstraklasy, a którzy się totalnie nie sprawdzili. No ale Zarząd podziałał i nie miał wyjścia.

  19. Avatar photo

    Irishman

    28 września 2018 at 11:09

    Jagiellonia Białystok – pewne info!
    😉

  20. Avatar photo

    Irishman

    28 września 2018 at 12:28

    Mogę tylko dodać, że wygramy ten pucharowy mecz 1:0, po bramce Piesio w 84 minucie, a na trybunach zasiądzie 3964 kibiców.
    😀 😀 😀

  21. Avatar photo

    kosa

    28 września 2018 at 12:36

    @Irish Ty trafiłeś, czy tak szybko wpisałeś po losowaniu? 😀

  22. Avatar photo

    Irishman

    28 września 2018 at 12:44

    Nie no, wpisałem jak się tylko dowiedziałem. 😉 Mogę tylko zdradzić, że tajemnica tkwi w strefach czasu. Znasz ten kawał jak to Dzwoni Obama do Putina i mówi, że muszą zmienić te strefy czasowe na takie same?????

    😉 😉 😉

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga