Dołącz do nas

Piłka nożna

Podsumowanie 6. kolejki I ligi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez miniony weekend rozegrano 8 z 9 meczów zaplanowanych na 6. kolejkę. Jedynie nie odbyło się spotkanie w Niecieczy o czym już informowaliśmy w zapowiedzi tej kolejki. Mecze rozegrane w ostatnich dwóch dniach mogły się podobać, lecz niestety same wyniki nie zaskoczyły. Dalej w tabeli lideruje Flota, która znowu zwyciężyła i znów nie straciła bramki, na drugim miejscu jest bezbarwny pod względem piłkarskim Zawisza, czego nie można powiedzieć o kibicach tej drużyny, a na trzecim Cracovia. Ktoś zaskoczony?

Bogdanka Łęczna – Dolcan Ząbki 2:1

Pierwsza porażka Dolcanu w tym sezonie mimo, iż nie do końca na to zasługiwali. Wszystkie bramki w tym spotkaniu padły w pierwszej połowie. Strzelanie rozpoczął w 5. minucie zawodnik gospodarzy Toshikazu Irie, który z 16 metrów pokonał Leszczyńskiekiego. Dwie minuty później powinno być 2:0 lecz Ropiejko trafił tylko w słupek. Aktywny w tym meczu Ropiejko w 20. minucie popisał się udanym podaniem do Sebastiana Szałachowskiego a ten, minąwszy rywali jak słupki na treningu, pokonał bramkarza Dolcanu. W 28. minucie sędzia podjął kontrowersyjną decyzji dyktując rzut karny dla Bogdanki, jednak ten stały fragment gry został źle wykonany przez Nikitovića. Kilka minut później bramkę kontaktową strzelił Dariusz Zjawiński. Druga odsłona meczu to była ‘obrona Częstochowy’ w wykonaniu gospodarzy. Najlepszą sytuację Dolcan miał w 47. minucie, po faulu na Grzegorzu Piesio w polu karnym Bartosz Osoliński nie wykorzystał rzutu karnego. Widzów: 1200.

Polonia Bytom – Miedź Legnica 1:3

W 17. minucie gry wynik spotkania otworzył Marcin Nowacki, który wykorzystał zbyt krótkie wybicie bytomskich defensorów po rzucie rożnym i strzałem sprzed linii pola karnego pokonał Mateusza Mikę. Następna bramka dla Miedzi padła w 24. minucie, kiedy po nieporozumieniu w szeregach defensywnych śląskiej drużyny Wojciech Łobodziński przejął piłkę w polu karnym bytomian i strzałem w długi róg podwyższył prowadzenie. Mimo, iż Polonia miała swoje sytuacje w tym meczu to legniczanie strzelali bramki, po kolejnej szybkiej kontrze Łobodziński dokładnie dograł piłkę z prawego skrzydła, a strzałem głową trzecią bramkę dla beniaminka zdobył Adrian Łuszkiewicz. Honorową bramkę dla Polonii Bytom w 83. minucie strzelił Piotr Kulpaka, wykorzystując centrę z rzutu rożnego. Widzów: 1230.

Sandecja Nowy Sącz – GKS Tychy 1:2

Nowosądeczanie dobrze rozpoczęli mecz strzelając bramkę z karnego w 6. minucie meczu. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Filip Burkhardt. Zespół przyjezdny wykazywał ogromną wolę walki. Dało to efekt niespełna kwadrans przed zakończeniem pierwszej połowy. Wtedy do wykonania rzutu wolnego podszedł Piotr Rocki, sprytnie zagrał piłkę przed bramkę rywala, a tam w doskonałej okazji znalazł się Łukasz Kopczyk i bezbłędnie ją wykorzystał. Powoli pierwsza połowa dobiegała końca, w natarciu ponownie był tyski GKS i znów przyniosło to efekt w postaci bramki. Mateusz Kupczak sprzed pola karnego zagrał piłkę po ziemi między zdezorientowanych defensorów Sandecji, a tam świetnie odnalazł się kapitan GKS Tychy. Będąc około siedem metrów od linii bramkowej Łukasz Kopczyk uderzył mocno i zapewnił prowadzenie swojej ekipie. Druga połowa to bicie głową w mur zawodników z Nowego Sącza, którzy nie potrafili przedrzeć się przez szczelną obronę gości. Z każdą minutą gospodarze gaśli w oczach, tracąc nadzieję na chociażby jeden punkt. Widzów: 2500

Cracovia Kraków – ŁKS Łódź 4:2

Przez pierwsze 40 minut spotkania wydawać się mogło, że przy ulicy Kałuży dojdzie do prawdziwego pogromu „Ełkaesiaków”, którzy przegrywali już dwoma bramki po golach Sławomira Szeligi oraz Edgara Berhardta, lecz dwie minuty dekoncentracji piłkarzy Pasów pod koniec pierwszej połowy sprawiły, że goście wyrównali stan meczu. Bohaterem drużyny z Łodzi mógł okazać się Konrad Kaczmarek, który w ciągu dwóch minut dwukrotnie spisał się na listę strzelców. W drugiej połowie podopieczni trenera Stawowego udokumentowali swą wyższość kolejnymi dwoma trafieniami. W przekroju całego meczu gospodarze byli drużyną lepszą i ich wygrana jest w pełni zasłużona, choć momentami rywale bardzo poważnie potrafili zagrozić bramce Pilarza. Gracze Pasów stworzyli sobie jednak w ciągu spotkania całą masę sytuacji bramkowych i gdyby zdobyli jeszcze dwie lub trzy bramki to ŁKS nie miałby prawa narzekać na pecha. Strzały zawodników Cracovii lądowały na słupku i na poprzeczce, a kilka razy fenomenalnie w bramce łodzian spisywał się doświadczony Bogusław Wyparło. Widzów: 8212

Zawisza Bydgoszcz – GKS KATOWICE 2:0

Relację z meczu oraz bramki w linkach poniżej:
http://www.gieksa.pl/relacja-z-bydgoszczy/
http://www.gieksa.pl/bramki-z-zawiszy/
http://www.gieksa.pl/skrot-z-meczu-z-zawisza/
Widzów: 4372.

Flota Świnoujście – Okocimski KS Brzesko 1:0

Kolejne zwycięstwo Floty, które ponownie nie przyszło z łatwością. Pierwszą sytuację goście mieli w 5. minucie. Radosław Jacek wywalczył piłkę w podbramkowym zamieszaniu i uderzył minimalnie obok słupka. W 33. minucie padła jedyna bramka w tym meczu, do dośrodkowania Mateusza Września, dopadł niepilnowany Sebastian Olszar i płaskim strzałem otworzył wynik. Olszar miał szansę na gola także po dograniu Krzysztofa Bodzionego, ale zaplątał się w dryblingu. W 40. minucie Ensar Arifović zgrał górną piłkę do Września, a ten z najbliższej odległości huknął w leżącego już Aleksandra Kozioła. Po chwili Arifović już nie podawał, ale strzelał – wprost w interweniującego Rafała Ceglińskiego. Okocimski starał się wyrównać, ale długo nie potrafił zmusić Grzegorza Kasprzika do jakiegokolwiek wysiłku poza wyłapywaniem dośrodkowań. Zadanie beniaminka dodatkowo skomplikowało się w 66. minucie, gdy czerwoną kartkę za faul na pozostającym bez piłki Olszarze otrzymał Jacek. Mimo kartki Okocimski przeprowadził jeszcze kilka ładnych akcji , lecz piłka nie znalazła już drogi do siatki. Widzów: 1100.

Olimpia Grudziądz – Warta Poznań 4:2

Pierwsza bramka w tym spotkaniu padła w 35. minucie. Po rzucie rożnym Marcin Staniek zgrał piłkę do niekrytego na 7. metrze Roberta Szczota, a ten potężnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Łukaszowi Radlińskiemu. Trzeba przyznać jednak, że do tego czasu to Warta w pełni kontrolowała grę, lecz swojej przewagi nie potrafiła udokumentować bramką. Antybohaterem w tym meczu okazał się sędzia Dawid Piasecki, który nie pokazał zawodnikowi gospodarzy ewidentnej drugiej żółtej kartki za faul na wychodzącym na czystą pozycję Bartłomieju Pawłowskim. W doliczonym czasie gry faul popełnił Tomasz Magdziarz, tym razem arbiter się już nie pomylił i wyrzucił kapitana zielonych z boiska. W 54. minucie zawodnicy Warty, którzy grali w osłabieniu powinni wyrównać. Jednak idealną sytuację zmarnował Pawłowski. Niewykorzystane sytuacje się mszczą i to porzekadło raz jeszcze sprawdziło się kilkanaście minut później. W jednej z nielicznych akcji grudziądzkiej ekipy Dariusz Gawęcki przedarł się prawym skrzydłem, dośrodkował do Ruszkula, a ten główkował na tyle precyzyjnie, że Radliński znów był bez szans. Poznaniacy walczyli ambitnie i w 77. minucie przywrócili sobie nadzieję na uniknięcie porażki. W pole karne dynamicznie wpadł Piotr Giel, wyłożył futbolówkę Krzysztofowi Bartoszakowi, a ten dopełnił formalności z 5 metrów. Następna bramka padła w 82 minucie, przewagę jednego zawodnika ponownie wykorzystali gospodarze. Później Dawid Piasecki popełnił kolejny błąd na niekorzyść Warty, nie dyktując rzutu karnego po faulu na Jakóbowskim. W ostatnich minutach tego emocjonującego spotkania padły jeszcze dwie bramki, jedna dla gospodarzy i jedna dla gości. Widzów: 2000

Kolejarz Stróże – Stomil Olsztyn 2:2

W pierwszej połowie inicjatywę na boisku posiadał beniaminek. Pierwsza bramka dla gości padła w 20. minucie. Bardzo ładnym prostopadłym podaniem popisał się Łukasz Jegliński. Efektem tego była bramka Mindaugasa Kalonasa w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Podobna akcja miała miejsce dwie minuty później, ponownie Łukasz Jegliński, celnie podawał, lecz tym razem egzekutorem okazał się Michał Świderski. Kontaktową bramkę w 34. minucie mógł zdobyć Niane, lecz nie wykorzystał rzutu karnego uderzając w słupek, od tej minuty gospodarze grali z przewagą zawodnika, ponieważ czerwoną kartką został ukarany Paweł Baranowski. Druga połowa rozpoczęła się od odrabiania strat przez gospodarzy. Bramkę kontaktową w 47. minucie strzelił niezawodny Maciej Kowalczyk. Doświadczony napastnik wykorzystał dokładne podanie od Łukasza Bociana i znajdując się już w „szesnastce” nie dał najmniejszych szans Tomaszowi Ptakowi. Wyrównanie padło w 67. minucie. Ze skrzydła wysoką piłkę w pole karne posłał Michał Gryźlak, a przed bramką najwyżej wyskoczył do niej Janusz Wolański kierując piłkę do siatki. Do ostatnich minut piłkarze Kolejarza Stróże starali się o wywalczenie w tym meczu zwycięstwa, lecz bez skutecznie. Widzów: 500.

W dotychczasowych 8 spotkaniach padło już 29 bramek, co jest w tym sezonie rekordem, a przed nami jeszcze jedno spotkanie. Daje to nam średnio 3,6 gola na mecz – niesamowity wynik. Niestety widowisko piłkarskie w tej kolejce często psuli sędziowie, którzy w kluczowych momentach popełniali karygodne błędy. Widzów 21114, średnio 2640 na mecz.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Jędrych: Stempel mocnej wiary

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wygranym meczu z Termalicą porozmawialiśmy z kapitanem GieKSy Arkadiuszem Jędrychem, który podkreślił znaczenie procesu i stabilności w klubie dla osiągania sukcesów, a także docenił doping ponad 13 tysięcy fanów.

Wszystko w porządku po tych dwóch sytuacjach?
Arkadiusz Jędrych: Tak. Trochę mi gdzieś wygięło nogę, później dostałem w brzuch, ale na gorąco myślę, że tak. Wiadomo, adrenalina jeszcze musi opaść i wtedy zobaczymy. Na tę chwilę wszystko jest okej i mam nadzieję, że jutro i pojutrze także wszystko będzie dobrze.

Po takich szalonych spotkaniach chyba już możecie powiedzieć, że pojawiają się myśli o europejskich pucharach?
Wiadomo, mając na koncie 47 punktów, czemu mamy nie marzyć? Tak to na razie zostawię.

Eman Marković dzisiaj dwukrotnie przekroczył prędkość przy tych trafieniach.
Jesteśmy świadomi, że Eman w miarę upływu sezonu czuje się coraz lepiej. Zresztą chyba nie tylko my, ale wszyscy, którzy chodzą i oglądają te mecze widzą, że w Emanie drzemią naprawdę ogromne możliwości. Pokusiłbym się wręcz o to, że on jeszcze swoich maksymalnych umiejętności nie pokazał. Zostały nam trzy mecze i życzmy sobie, żeby tymi swoimi wartościami nas jeszcze pozytywnie zaskoczył.

Przyszedłeś do GieKSy w trudnym momencie, wtedy zaraz spadek i druga liga, a niedługo mogą być puchary. Dla ciebie to też długa droga?
Nie da się ukryć, że moja droga w GKS-ie była dosyć kręta. Na chwilę obecną powtarzam, że ja mam takie podejście do tego wszystkiego: to, co się teraz dzieje wokół GieKSy to stempel mocnej wiary w to wszystko, w ten proces w którym tkwimy. Mamy nadzieję, że ten proces dalej będzie się napędzał, rozwijał i wszyscy ludzie wokół GKS-u będą tak ukierunkowani na Klub, na pomaganie, tak jak widzieliśmy dzisiaj na trybunach. Nie idzie o tym nie wspomnieć, jak stanęliśmy sobie chwilę przed meczem, to te trybuny powodują ciarki na całym ciele. Dwunasty zawodnik miał wpływ na to, że wygraliśmy dziś tak okazale.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Marsz ku marzeniom

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No to nam się ułożyła tabela. Po niedzielnych spotkaniach GieKSa znajduje się na podium. Niepojęte. Wiadomo, że Raków nie rozegrał swojego meczu z Jagiellonią, jednak gdyby pojedynek ten się odbył, to w przypadku zwycięstwa jednej z drużyn Katowiczanie znaleźliby się na czwartym miejscu, a gdyby był remis – na piątym. Zaległości zostaną odrobione 13 maja i będziemy je śledzić z zapartym tchem. Wcześniej natomiast odbędzie się jeszcze cała kolejka ligowa.

Niezależnie jednak od starcia Raków – Jagiellonia, GKS na trzy kolejki przed końcem znalazł się na miejscu premiowanym grą w rozgrywkach europejskich. Wysoka porażka Wisły Płock oraz remis Zagłębia Lubin spowodował, że Wisłę przeskoczyliśmy, a od Lubinian odskoczyliśmy. Ostatecznie ta kolejka jest na wielki plus. I jeszcze ten Widzew przegrał. Nieważne.

Wyświechtany już jest ten termin „logika ekstraklasy”, ale trudno go nie używać, bo ma on swój wielki sens w tym sezonie. Czyli to, że gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w danym meczu jakaś drużyna wygra, to wygrywa drużyna przeciwna. Niektórzy snuli teorię, że i tak może być w pojedynku z Termaliką. Tym razem jednak GieKSa tej „logice” zaprzeczyła. Będąc zdecydowanym faworytem i grając o swoją wysoką stawkę nasz zespół rozbił i dobił rywala zmierzającego prostym traktem do pierwszej ligi. Sensacji czy niespodzianki nie było. Wygrała drużyna z większym potencjałem i w końcu nie musieliśmy do ostatnich sekund drżeć o wynik, co w ostatnich czasach zdarzało nam się bardzo często.

Ale wcale nie musiało być tak różowo. Termalica postawiła wszystko na jedną kartę i na początku meczu przyatakowała znacznie. Nasz zespół trochę się w tej pierwszej fazie pogubił i raz po raz w polu karnym Dawida Kudły było jakieś zamieszanie. Goście wykonywali sporo rzutów rożnych. Raz po interwencji Lukasa Klemenza było blisko bramki samobójczej, a piłka spadła na poprzeczkę. Bardzo czujny był Dawid Kudła, który nie popełnił błędu Bartłomieja Drągowskiego i jakoś tę piłkę poza boisko wybił. Wyglądało na to, że czeka nas ciężkie – wbrew papierowi – spotkanie.

GieKSa jednak po raz kolejny pokazała, że w piłce liczą się konkrety. Piłkarze Marcina Brosza bowiem robili to zamieszanie, ale niedługo potem w ciągu kilku minut GKS zdobył dwie bramki, dał sobie bardzo duży komfort i zwiększył prawdopodobieństwo zwycięstwa. Wrócił Mateusz Kowalczyk do składu i zabawił się w szczypiornistę czy tam koszykarza i wrzucił se piłkę do bramki. A że musnął ją po drodze Kasperkiewicz to już tylko drobny szczegół, ale konieczny, by bramka z autu mogła zostać uznana. Od razu przypomniała mi się taka sytuacja kiedyś z derbów Birmingham, kiedy zawodnik drużyny broniącej wyrzucał z autu do swojego bramkarza (chyba fińskiego), ten chciał przyjąć, ale piłka przeturlała mu się po stopie i to był jeszcze bardziej kuriozalny gol – ale tego typu. Tak więc Kowal już na wstępie zaliczył efekt ze swojego powrotu. I mieliśmy do czynienia z dość zabawną sytuacją, kiedy fetowane i skandowane jest nazwisko nie strzelca bramki, a człowieka, który wyrzucał aut.

Czy Ilja strzelił drugiego gola? Miałem pewne wątpliwości w trakcie meczu, sądziłem, że potrzeba by grona fizyków, którzy skomplikowanymi obliczeniami dowiedliby, że piłka uderzona pod tym kątem, trafiająca w słupek, odbije się tak, że wpadnie do bramki. Na spokojnie jednak patrząc na tę sytuację, na chłopski rozum, wydaje się, że wpadłaby. Bezpośrednio lub właśnie po odbiciu od słupka. Drugiego samobója więc nie było, a Ilja mógł się cieszyć ze swojej bramki. Dodajmy, że jego pierwszy strzał głową przy tym rzucie rożnym też był bardzo dobry i dał szansę na dobitkę.

Trzeci gol to już był majstersztyk naszego zespołu. Jak w meczu z Motorem nasza drużyna robiła atak z siedmioma czy ośmioma uczestniczącymi zawodnikami, to teraz poszło bardzo prosto – Wasyl, Nowak, Szkurin, Marković. Przy czym dwóch naszych zawodników (Milewski, Wasielewski) było w tej akcji znokautowanych, ale to nie przeszkodziło Bartkowi wypuścić Ilję, a Białorusinowi kapitalnie wyłożyć piłkę do Emana. Sprint, jaki w tej sytuacji wykonał Norweg to też było coś niesamowitego. A od strzału Jimeneza do gola minęło 14 sekund. Nie wiem, czy tory kolejowe w Polsce są gotowe na tak szybkie pociągi. Alan Czerwiński z dawnych czasów w GieKSie – kiedy to sam miał swoje „tory kolejowe” i po nich pędził – ma godnych następców. Choć nie powiem – i Alan czasem jak za starych dziejów potrafi się rozpędzić, ale to rzadko, bo z wiekiem postawił na inne atuty.

I brawa dla sędziego Malca za puszczenie tej akcji.

GieKSa miała świetny wynik i naprawdę niepotrzebnie straciła tę bramkę po koniec pierwszej połowy. Z drugiej strony bardzo dobrze w tej sytuacji zachował się Zapolnik i po prostu wymanewrował Arkadiusza Jędrycha. Tak to się zdarza w sporcie.

Nie wiem czy jestem jakimś wrodzonym pesymistą (nie sądzę) czy opieram się na doświadczeniu, ale w związku z tą straconą bramką byłem niezadowolony w przerwie. Oczami wyobraźni już widziałem powtórkę z Motoru, kiedy rywal zaraz po przerwie znów trafia do siatki i robi się kwas. A przecież po trafieniu Zapolnika Fassbender miał zaraz znakomitą sytuację. Za dużo GieKSa w ostatnim czasie tych prowadzeń traciła, żebym był spokojny. Dlatego niezbędna dla mnie była czwarta bramka.

Ta na szczęście w miarę szybko padła, a swój swoisty dublet ustrzelił Kowal. Żarty żartami, zastanawialiśmy się w pierwszej połowie, kiedy ostatnio zawodnik strzelił bramkę. No i w końcu zaliczył swoje premierowe trafienie w tym sezonie, a wynik stał się spokojniejszy. Fantastycznie wypuścił Mateusza Eman, do swojego gola dokładając asystę. Swoje przy tej akcji zrobił oczywiście Szkurin. No a odbiór początkujący tę akcję zaliczył… Kowal.

No a potem mieliśmy kolejny popis Norwega, który indywidualnie popędził, nawinął obrońcę, minął bramkarza i strzelił do pustej bramki.

Różne te wszystkie gole były i świadczące o wszechstronności. GieKSa parła do przodu tak jak nas ostatnio przyzwyczaiła. I strzelała bramkę za bramką.

I najlepsze jest to, że nie był to jakiś wybitny mecz naszej drużyny. Mogło to wyglądać trochę lepiej, bez tej nerwówki na początku czy po golu na 1:3. Ale drugiej strony – efektywność ofensywna w tym meczu to był kunszt. Widziałem kilka lepszych meczów – choćby z Lechią Gdańsk u siebie, gdzie druga połowa ocierała się o perfekcję. Ale jeśli GieKSa gra mecz dobry, a nie wyśmienity, a mimo to gromi przeciwnika, to wiedz, że jest dobrze. Że są jeszcze rezerwy, a i tak jest świetnie. Fajnie, że Mateusz Kowalczyk w pomeczowym wywiadzie też podszedł z pewnym krytycyzmem do postawy drużyny, a jego słowa zabrzmiały na bardzo merytoryczne i stonowane.

Niesamowita jest ta nasza Nowa Bukowa. Bilans GKS Katowice u siebie od otwarcia stadionu to 15-4-5, bramki: 47-30.

Ostatnie 10 meczów to ligowy bilans 7-1-0 plus dwa awanse w Pucharze Polski.

Niepojęte. Twierdza od samego startu.

Z kronikarskiego obowiązku dodam też, że Termalica była jakąś totalną zmorą GieKSy u siebie, choć wszystkie poprzednie mecze odbyły się jeszcze na starej Bukowej. Na dziewięć takich prób, naszemu zespołowi ani razu nie udało się wygrać. Pamiętam debiut trenera Rafała Góraka za pierwszej kadencji – to właśnie piłkarze z Niecieczy pokonali nas w Katowicach po pięknym golu Pawlusińskiego. Niedawno GKS był bliski wygranej, ale grając z przewagą jednego zawodnika przez cały mecz dał sobie wbić trzy gole, w tym na 3:3 w czasie doliczonym. Była porażka po dogrywce w Pucharze Polski. Innym razem rywale również w doliczonym czasie strzelili zwycięskiego gola.

W końcu przeciwnik ten został odczarowany. Ale dziewięć meczów na Bukowej, w których ani razu nie przegrali to swoisty rekord.

Po tym meczu nasz zespół wskoczył na podium. Można się powoli bawić w analizy terminarza. Na ten moment mamy dwa punkty przewagi nad Zagłębiem Lubin i Wisłą Płock oraz lepsze mecze bezpośrednie z oboma tymi ekipami. To mówi, że w przypadku naszej jednej wygranej w trzech ostatnich kolejkach, rywale ci musieliby wygrać dwa swoje mecze.

Zagłębie gra z Górnikiem na wyjeździe, Pogonią u siebie i Jagiellonią na wyjeździe. Wisła z Motorem i Górnikiem u siebie oraz Lechem na wyjeździe. W każdym z tych przypadków dwie wygrane byłyby dużym wyczynem. I choć nie są to scenariusze niemożliwe (zwłaszcza w przypadku Wisły), to zadanie to będzie dla tych ekip piekielnie trudne.

Nie wspominam na razie (wspomniałem na wstępie) o Rakowie i Jagiellonii, bo nikt nie powiedział, że i z tymi zespołami nie możemy rywalizować o miejsce na podium. Tym bardziej, że z Jagą zagramy mecz bezpośredni.

Ale tak jak powiedziałem – swoje punkty trzeba zrobić. A i nasz terminarz do łatwego nie należy. Piast pod wodzą trenera Myśliwca znów zaczął grać bardzo dobrą i skuteczną piłkę. Starcie w Gliwicach będzie niebywale trudne. Staną na siebie dość podobne dwie drużyny i znów będziemy mieli piłkarską wojnę. Później przyjdzie czas na ekipę Adriana Siemieńca, która zawodzi w ostatnim czasie, ale nadal jest to przecież świetna drużyna. I na koniec zawsze mocna u siebie Pogoń.

Rywale więc w tej kolejce nam pomogli, a my to wykorzystaliśmy kapitalnie. Zawsze najlepiej zacząć od siebie i swój mecz wygrać. A co się wydarzy na innych boiskach jest równie ważne – ale lepiej to obserwować mając już spokojną głowę i swoje zadanie wykonane najlepiej jak się potrafi.

A Termalica? To była piękna przygoda. Ktoś musi w lidze zająć ostatnie miejsce, ale grunt, żeby zrobić to z honorem. To nie jest drużyna bardzo słaba. Byle kto nie wygrywa w Białymstoku, Warszawie i Zabrzu. Za dużo jednak potracili punktów w innych meczach. Pewnie Słonie znów gdzieś za dwa lata awansują. Folklor więc spada z tej ligi – pytanie co będzie w zamian. A może Puszcza, która pod wodzą legendarnego Tomasza Tułacza uchwyciła świetną serię i zaczyna się dobijać do baraży?

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga