Piłka nożna
Podsumowanie formacji cz.2 – obrońcy
W tym artykule zajmiemy się linią obronną GKS Katowice w rundzie jesiennej sezonu 2012/2013. W tej formacji trener Rafał Górak raczej nie żonglował znacząco piłkarzami, ale kilka kluczowych zmian w trakcie rundy dokonywał – albo bardziej precyzyjnie – szukał optymalnego rozwiązania. Jak w każdym zespole zdarzały się kontuzje i kartki, dlatego też czasem na jeden mecz na daną pozycję wskakiwał ktoś inny. Prześledźmy jak wyglądała formacja defensywna na prawej i lewej obronie oraz na jej środku (autorem statystyk jest Koles1989).
Wyjściowe ustawienia linii obrony wyglądały w poszczególnych meczach następująco:
ŁKS: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Warta: Farkas, Beliancin, Napierała, Kaciczak
Cracovia: Farkas, Beliancin, Napierała, Sobotka
Łęczna: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Kolejarz: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Zawisza: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Nieciecza: Farkas, Kamiński, Napierała, Sobotka
Flota: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Kaciczak
Polonia: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Sandecja: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Tychy: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Miedź: Czerwiński, Kaciczak, Napierała, Sobotka
Okocimski: Czerwiński, Kamiński, Napierała, Sobotka
Arka: Farkas, Kamiński, Cholerzyński, Chwalibogowski
Olimpia: Farkas, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Stomil: Farkas, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Dolcan: Farkas, Kamiński, Napierała, Chwalibogowski
Prawa obrona:
Po odejściu Tomasza Rzepki (a także jeszcze w trakcie jego pobytu w GKSw poprzednim sezonie) Rafał Górak próbował na tej pozycji kilku zawodników m.in. Kamila Cholerzyńskiego. Kłopoty kadrowe (zakaz transferowy) powodowały jednak, że obsada prawej flanki nastręczała sporo trudności szkoleniowcowi. Kamila widział bowiem bardziej w pomocy, a zawodnik grający w sparingach – Alan Czerwiński – nie mógł jeszcze występować w pierwszoligowym GKS. Przed sezonem był w Katowicach także na treningach Grzegorz Fonfara, który przez wiele sezonów właśnie grał w tej strefie boiska, ale jego też nie można było zakontraktować, a jak pokazała cała runda jesienna – piłkarz w ogóle nie był brany po uwagę w linii defensywnej. Z braku laku szkoleniowiec musiał na prawej obronie więc wystawić Michala Farkasa. Słowak w całym poprzednim sezonie (kiedy grał) nie zaprezentował się dobrze katowickiej publiczności i można było mieć uzasadnione obawy, że tą stroną przeciwnicy ligowi będą przeprowadzać skuteczne ataki. Wiele nie było w tym pomyłki. Już pierwsza kolejka zakończyła się dla naszego stranieri pechowo. Zdobył pierwszą bramkę w tym sezonie przy Bukowej – problem był jednak taki, że była to bramka samobójcza – dla ŁKS Łódź. W ogóle pierwsze mecze były raczej koszmarem tego zawodnika. Popełniał masę błędów w kryciu, przegrywał pojedynki jeden na jeden, dawał się wyprzedzać rywalom i mając tendencje do ruszania do przodu – nie wracał się na czas do akcji defensywnej. Tak wyglądały praktycznie w całości pierwsze cztery kolejki, a jedynym jasnym momentem była asysta przy golu Przemysława Pitrego w meczu z ŁKS. Coś drgnęło na plus w meczu z Kolejarzem w piątej kolejce. Zawodnik przestał popełniać rażące błędy – co prawda nie było fajerwerków, ale już nie musieliśmy tak drżeć, co się za chwilę wydarzy na naszej prawej stronie. Zawodnik próbował też gry ofensywnej z prawym pomocnikiem. Jednak gdy uchwycił dobrą formę, przyplątała się kontuzja i przez kilka kolejek Słowak pauzował.
Na jego miejsce wskoczył Alan Czerwiński, który wcześniej wchodził w dwóch meczach z ławki rezerwowych, ale na pomoc. Pierwszy raz młodzieżowiec pojawił się w wyjściowej jedenastce w Świnoujściu. To był kiepski „debiut” – młodzian nie pomógł zespołowi i miał współudział przy utracie dwóch bramek. Także i kolejne spotkanie – derbowe z Polonią Bytom było bardzo słabe. Natomiast w Nowym Sączu dostosował się do reszty kolegów i rozegrał bardzo dobry mecz. To był jednak jedyny występ na plus w obronie młodego zawodnika. Ponadto notował albo średnie występy, albo słabe – jak choćby z Okocimskim, kiedy przy jednej z bramek krył rywala i nagle w niezrozumiałych okolicznościach od niego odbiegł, a ten strzelił bramkę. Po tym meczu trener zdecydował się na przesunięcie Alana do pomocy i tam spisywał się już dużo lepiej, bo jest to zawodnik z inklinacjami ofensywnymi. O jego poczynaniach w pomocy napiszemy w osobnym artykule.
Gdy Czerwiński grał w obronie Michal Farkas albo nie pojawiał się na boisku, albo wchodził z ławki, ale zastępując któregoś z pomocników. Na cztery kolejki przed końcem wrócił na obronę w wyjazdowym meczu z Arką i trzeba powiedzieć, że był to najlepszy okres Słowaka w GieKSie w ogóle. Właśnie w Gdyni stopował akcje rywali i rozpoczynał nasze akcje ofensywne. Podobnie w dwóch ostatnich meczach na Bukowej oraz w Ząbkach był jednym z najpewniejszych punktów zespołu. Oprócz dobrych interwencji w obronie udzielał się mocno w ofensywie, nie bał się uderzać z dystansu, a w Gdyni był też blisko zaliczenia asysty, gdyby Marcin Pietroń z bardzo dobrej pozycji strzelił gola. Naprawdę zawodnik ugruntował swoją pozycję na prawej obronie i jeśli wiosną będzie się tak spisywał jak ostatnio, można będzie być bardzo zadowolonym, a i na pewno pojawią się aktywa z przodu w postaci bramki czy asysty.
Stoperzy:
Tutaj praktycznie przez całą rundę dominował duet Adrian Napierała – Mateusz Kamiński. Pozycja zwłaszcza Kamińskiego wydawała się wymuszona, gdyż okazało się, że z powodu zawieszenia nie będzie mógł w całej rundzie grać Jacek Kowalczyk, a Jan Beliancin szybko odniósł poważną – jak się okazało – kontuzję. Liczba straconych bramek (25 w 17 meczach) niespecjalnie przemawiała za środkowymi obrońcami, choć przecież oczywiście liczy się gra defensywna całego zespołu. Zasadniczo do wspomnianego duetu nie można się było bardzo przyczepić, ale liczba goli – jakby nie było – wpływa na ich ogólną ocenę. W pewnym momencie wydawało się, że możemy mieć naprawdę rewelacyjną dwójkę – to był mecz z Kolejarzem Stróże, kiedy obaj spisali się świetnie, wyłączyli z gry snajpera Macieja Kowalczyka, dobrze się ustawiali i asekurowali. Podobnie byłoby w Bydgoszczy, gdyby nie taki szczegół jak dwie stracone bramki – Kamiński co prawda zagrał bardzo dobrze, ale Adrian przy drugim golu nie przypilnował linii spalonego (za późno wyszedł do przodu) i podobny błąd przydarzył mu się w końcówce rundy ze Stomilem. Wahania formy obu zawodników były bardzo widoczne – Kamiński po wspomnianych bardzo dobrym meczu w Bydgoszczy potrafił 10 dni później w Świnoujściu zaprezentować się tragicznie. Podobnie Napierała, który zaliczał dobre występy, w innych meczach najzwyczajniej się gubił. Drugim meczem, w którym moglibyśmy w samych superlatywach wypowiadać się o obu piłkarzach jednocześnie to spotkanie z GKS Tychy. Podobnie jak z Kolejarzem – spisali się świetnie. Ogólnie rzecz ujmując Kamiński w przekroju rundy spisywał się odrobinę lepiej niż Napierała – nie dawał się aż tak zwodzić się rywalowi, tak jak czasem się naszemu kapitanowi zdarzało. Na chwilę obecną ta dwójka jest podstawową w naszym zespole, ale rywalizacja zacznie się na dobre gdy do gry wrócą Beliancin i Kowalczyk. Jeśli chodzi o aktywa z przodu to Kamiński strzelił gola z Okocimskim i nie wykorzystał rzutu karnego z ŁKS. Kilka razy w końcówce rundy zapędził się do przodu – i to wcale nie tylko przy rzutach rożnych. Napierała natomiast strzelił dwie bramki – z Wartą Poznań i Flotą Świnoujście. Kilka razy w końcówce, przy niekorzystnym wyniku, był próbowany manewr z Napierałą w ofensywie. Efekt był żaden, po wszystkie długie piłki Adrian zgrywał na aferę w kierunku pola karnego, gdzie najczęściej nie było nikogo. Raz dobrze zgrał piłkę klatką piersiową do partnera i było z tego zagrożenie. Ponadto coś, co kiedyś tam wyszło w meczu ze Stalą Stalowa Wola nie jest i nigdy nie będzie regułą.
Incydentalnie na tej newralgicznej pozycji występowali Damian Kaciczak i Kamil Cholerzyński. Kaciczak grał w spotkaniu z Miedzią Legnica i był wyraźnie zagubiony. Cholerzyński natomiast nieźle spisał się w Gdyni, choć miał swój udział przy straconej bramce. Zdarzało się też, że zastępował któregoś ze stoperów w trakcie meczu np. w ostatniej kolejce jesieni z Dolcanem, kiedy w wyniku urazu boisko musiał opuścić Napierała.
Lewa obrona:
Pozycja, która była zdecydowanie największym bólem głowy trenera, jak i kibiców. Dość powiedzieć, że wedle słów szkoleniowca Bartłomiej Chwalibogowski, który grał tam w kilku ostatnich kolejkach, był trzecim zawodnikiem na tę pozycję. Sezon rozpoczęliśmy z Bartoszem Sobotką. Ten zawodnik to chyba największy zawód rundy. Piłkarz, który tak dobrze się zapowiadał rok temu, systematycznie obniżał loty aż popadł w piłkarską przeciętność. Pamiętamy wszyscy nie tylko jego dobrą grę w destrukcji, ale także znakomite dośrodkowania – czy to z akcji, czy stałych fragmentów gry, które to wrzutki nieraz zamieniały się w groźne strzały. W rundzie jesiennej mieliśmy cień zawodnika. W zasadzie nawet ciężko go winić za jakieś koszmarne błędy, bo takowych nie miał – bywały natomiast błędy w ustawieniu, brakowało jakichś interwencji, z jego strony były przeprowadzane ataki rywali. Kompletnie bez ikry – zaliczył kilka poprawnych występów, ale ogólnie było słabo. Zauważył to trener Górak i po meczu z Niecieczą odstawił zawodnika od pierwszej jedenastki, a w pewnym momencie nawet zesłał do rezerw. Na stałe piłkarz już do wyjściowej jedenastki nie wrócił, ale dostał swoją szansę – w spotkaniach z Miedzią i Okocimskim (w obu był zdejmowany w trakcie meczu). Trener szukał mu także pozycji w pomocy, gdzie kilka razy przez pewien okres meczu mógł się zaprezentować. Ostatni raz mieliśmy okazję zawodnika widzieć w końcówce meczu ze Stomilem i trzeba powiedzieć, że w tym spotkaniu pokazał się z dobrej strony.
Piłkarzem, który od środka rundy grał na lewej obronie był niespodziewanie Bartłomiej Chwalibogowski. Wiele osób uważa – i słusznie – że jest to zawodnik ofensywny i dużo bardziej przydałby się z przodu. Przez większą część występów na tej pozycji był mocno zagubiony w defensywie, nie wiedział, jak się ustawić, jak pokryć przeciwnika, dawał się wymanewrować rywalom. W destrukcji nie odnotował wielkich sukcesów. Kulała też gra w ofensywie – nie był tak efektywny, jak czasem nas do tego przyzwyczaił. Dużo lepiej spisuje się na pomocy, choć w tej rundzie akurat i tam nie było z jego strony fajerwerków. Po jego błędach – choćby w samej końcówce rundy – ze Stomilem i Dolcanem padały gole dla przeciwników. Bartłomiej jest zawodnikiem szybkim, potrafi być może najlepiej w naszej drużynie wygrać na szybkości pojedynek 1 na 1 i te atuty co prawda można wykorzystywać będąc bocznym obrońcą, ale Bartek ma tendencje do niewracania się na swoją pozycję po szybszym ataku. Ogólnie słabiutka runda zawodnika.
Na lewej obronie grał też Damian Kaciczak, ale do niego trener nie ma zaufania, bo dał mu dwa razy szansę i po jednym meczu znów wracał na ławkę. Damian nie bierze odpowiedzialności za wydarzenia boiskowe najczęściej kryjąc… na radar. Tak właśnie pilnował Tomasza Magdziarza z Warty i nie zrobił nic, aby uniemożliwić strzał z dystansu rywalowi. W meczu z Flotą jak na tak mocnego oponenta spisał się nieźle, ale GKS stracił trzy bramki i niezłe wrażenie nie wystarczyło, aby trener wystawił go w kolejnym meczu.
Podsumowanie:
Można powiedzieć, że w końcówce rundy wykrystalizowała się linia obrony, choć wymaga ona wzmocnień zwłaszcza na lewej stronie. Tam trójka Sobotka-Kaciczak-Chwalibogowski nie zapewniała w rundzie jesiennej bezpieczeństwa i była dobrym korytarzem, którym przeciwnicy mogli szarżować w nasze pole karne. Na prawej stronie po bardzo słabym początku swoje miejsce znalazł Michal Farkas i wygląda na to, że wraca na prostą. Jeśli utrzyma formę z końcówki rundy to jest pewniakiem do podstawowej jedenastki. Na środku obrony obecny duet Napierała-Kamiński będzie musiał walczyć o miejsce w składzie gdy wrócą Jan Beliancin czy Jacek Kowalczyk. Nasi stoperzy grają poprawnie, ale nie gwarantują mniejszej ilości straconych bramek, a o to chyba chodzi wszystkim, którym GieKSa leży na sercu. Dlatego można spodziewać się na środku roszad, ale przydałyby się jakieś znaczące wzmocnienia na tę pozycję.
Piłka nożna
Erik Jirka w GieKSie!
Erik Jirka został nowym zawodnikiem GKS Katowice – na zasadzie transferu definitywnego przeniósł się z Piasta Gliwice. Słowak jest drugim piłkarzem, który w tym roku dołączył do naszego klubu.
Jirka podpisał kontrakt z GieKSą, który będzie obowiązywać przez 2,5 roku. Zawiera on również opcję przedłużenia. W Piaście zawodnik występował jako ofensywny pomocnik, ale jego wszechstronność na boisku sprawia, że może grać na kilku pozycjach. 28-latek w rundzie jesiennej wystąpił w 17 spotkaniach i strzelił w nich 5 bramek, dokładając do tego jedną asystę. Był jednym z najlepszych piłkarzy w ekipie z Gliwic, która na wiosnę będzie rywalem GieKSy w walce o utrzymanie.
W przeszłości zawodnik reprezentował Spartaka Trnava, z którym sięgnął po mistrzostwo kraju oraz Puchar Słowacji. Międzynarodową karierę kontynuował w takich klubach jak Crvena zvezda Belgrad (mistrzostwo Serbii), FK Radnicki Nis, Górnik Zabrze, Mirandes, Real Oviedo oraz Victoria Pilzno. W tym ostatnim klubie posmakował piłki nożnej na najwyższym poziomie – w 2022 roku grał w Lidze Mistrzów.
Jirka ma również na koncie występy w młodzieżowej oraz seniorskiej reprezentacji Słowacji.
Zawodnikowi życzymy powodzenia w naszych barwach!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GieKSy – jesień 2025
Sezon 2024/2025 był naszym najlepszym w historii pod względem wyjazdów. W obecnym euforia grania w Ekstraklasie pomału opada, ale wyjazdowo dalej prezentujemy się dobrze. Zapraszamy do podsumowania naszych wojaży w rundzie jesiennej sezonu 2025/26.
Pierwszym naszym wyjazdem był Widzew, a w Łodzi byliśmy także w marcu tego samego roku. Na początku sierpnia pojechalismy w 853 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 6 JKS Jarosław. Na tym meczu debiut zaliczyła flaga „Pozdrawiamy Nieobecnych GieKSiarzy – PNG PDW”.
Drugim wyjazdem, rozgrywanym w następnej kolejce po meczu w Łodzi, była Legia Warszawa. W niedzielny wieczór do stolicy wybrało się 734 Szaleńców z Bukowej, w tym 62 Górnik Zabrze i 3 JKS Jarosław.
Na koniec miesiąca rozegraliśmy w sobotni wieczór „Śląski klasyk”. W Zabrzu pojawilismy się w 4300 osób, tym 13 Banik Ostrava i 17 JKS Jarosław. Był to nasz najliczniejszy wyjazd w całej historii kibicowskiej GieKSy!
We wrześniu pojechaliśmy na mecz z Lechią, która była naszym ostatnim wyjazdem w poprzednim sezonie. Ostatecznie w piątek pojawiło się nas w Gdańsku 621, w tym 8 Banik Ostrava, 62 Górnik Zabrze 1 JKS Jarosław. Wśród naszego stałego oflagowania nie zabrakło płótna ŚP. Pisaka – w 23. rocznicę odejścia do Sektora Niebo.
Kolejnym wyjazdem, również w piątek, był Płock. Z Wisłą ostatni raz mierzyliśmy się w pierwszej lidze. Tym razem na wyjeździe obecnych było 582 GieKSiarzy, w tym 12 Banik Ostrava i 4 Górnik Zabrze.
Po dwóch piątkach z rzędu przyszedł… kolejny piątek na wyjeździe. Rywalem był Motor Lublin, z którym wzajemnie „odwiedzamy się” od trzeciego poziomu rozgrykowego. W sektorze gości pojawiło się 477 fanatyków, w tym 1 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. W drodzie powrotnej zrobiliśmy postój w Domostawie, gdzie znajduje się pomnik autorstwa śp. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”. Oddaliśmy w tym miejscu hołd pomordowanym Polakom, składając wieniec, odpalając race na tle naszej narodowej flagi oraz odśpiewując hymn Polski.
Kolejny wyjazd wypadł… we wtorek. Los skrzyżował nas z ŁKS w Pucharze Polski. Ostatni raz byliśmy na tym stadionie (zupełnie niepodobnym do obecnego) w 2010 roku, bo choć w sezonie 2011/2012, 2012/2013, 2018/2019, 2021/2022 i 2022/2023 graliśmy na wyjazdach z ŁKS, to za każdym razem „coś” przeszkadzało w obecności kibiców GieKSy (zakazy stadionowe, remonty stadionu itd.). Po 15 latach pojawiliśmy się w 507 osób, w tym 11 Banik Ostrava, 4 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław.
I znowu piątek… Tym razem w Niecieczy, w której w ostatnich latach często bywaliśmy. Pojawiliśmy się w 427 osób, w tym 2 Górnik Zabrze i 2 JKS Jarosław. Tym samym zakończyliśmy maraton pięciu wyjazdów z rzędu w tygodniu roboczym.
Pod koniec listopada graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na niedzielną eskapadę zdecydowało się 1022 GieKSiarzy, w tym 6 Banik Ostrava i 22 Górnik Zabrze. Jest to nasz nowy rekord wyjazdowy na Jadze, niestety z racji stanu murawy mecz nie doszedł do skutku.
Ostatnim, a zarazem najbliższym, wyjazdem w rundzie jesiennej była Częstochowa. Na niedzielnym spotkaniu z Rakowem obecnych było 356 GieKSiarzy, w tym 2 Górnik Zabrze i 1 JKS Jarosław. Na meczu z naszej strony świecidełka i transparent „Wesołych świąt”.
W trakcie tego maratonu wyjazdowego nie zabrakło wsparcia dla naszych zgód oraz układowiczów.
GieKSiarze w liczbach: 53 (Warszawa), 65 (Wiedeń) oraz 32 (Celje) wspierali Banik w europejskich pucharach. W Ostrawie bylismy w 300 osób na meczu z Legią Warszawa. Na każdym meczu Banika, który nie kolidował z GieKSą, nasza reprezentacja regularnie wspierała Przyjaciół.
Reprezentantów GieKSy nie zabrakło również na wszystkich meczach kadry, w tym na wyjazdach z Litwą i Maltą, gdzie obecnych było nas odpowiednio 14 i 31.
Z aktywności patriotycznej to pojawiliśmy się na Marsz Niepodległości oraz standardowo pod kopalnią KWK Wujek, oddając hołd poległym Górnikom w dniu 44. rocznicy pacyfikacji, a obecny na oficjalnych uroczystościach Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki otrzymał od naszej delegacji szal antykomuna oraz zaproszenie na wiosenny mecz z Lechią Gdańsk.
Po świętach Bożego Narodzenia w Krynicy-Zdroju został rozegrany półfinał Pucharu Polski w hokeja na lodzie, a naszym rywalem było Zagłębie Sosnowiec. Na wyjazd wybrało się 317 GieKSiarzy, w tym 50 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Niestety zgodnie z tradycją nasi hokeiści przegrali. Zagłębie dostało większą trybunę za bramką i zawitało w 500 osób, ze wsparciem Slavii Praga, Sparty Brodnica, Czuwaju Przemyśl, MKS-u Radymno, Legii Warszawa, Beskidu Andrychów oraz Olimpii Elbląg. Można powiedzieć, że to nowy rekord – na meczu hokeja pojawiło się ponad… 10 ekip, w tym dwie czeskie bandy.
Do zobaczenia na szlaku GieKSiarze!
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.
GKS Katowice, po rzutach karnych, przegrał z Herning Blue Fox w meczu o brązowy medal Pucharu Kontynentalnego. Zdjęcia zrobił dla Was Misiek.
















silva
6 grudnia 2012 at 19:36
Pelna mobilizacja na jastrzebie !!