Dołącz do nas

Piłka nożna

[POMECZOWO] Czas uświadomić sobie jaka jest szansa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Niedzielne spotkanie przy Bukowej zakończyło nasz maraton grania co trzy dni, GieKSa kończy te spotkania z bilansem 2-1-2 i trudno oczekiwać, że ktoś w Katowicach będzie zadowolony z tego okresu. Do środowego popołudnia wszystko układało się bardzo dobrze, GieKSa wygrywała z najgroźniejszymi rywalami, forma oraz pewność siebie rosła w górę, a i rywale grali tak, że otwierali przed naszym zespołem kolejne szanse na odskoczenie od nich.

Niestety to, co zostało w tak dobry sposób wypracowane, szybko zostało utracone. Powoli wracamy do problemu, który brutalnie zweryfikował nasze plany na awans rok temu – GieKSa w najważniejszym momencie sezonu nie potrafi przeskoczyć pewnego progu jakości, zaangażowania, poradzenia sobie z presją. Brakuje tego czegoś, co jest nieuchwytne, a co pozwoliłoby wskoczyć na poziom ciut wyżej od innych zespołów. Wydawałoby się, że po tylu sezonach w I lidze będziemy sobie potrafili z tym poradzić, ale ta drużyna po raz kolejny pokazała, że sobie z tym nie radzi i tylko zremisowała z Bytovią.

Ciężko zrozumieć i logicznie wytłumaczyć, co się stało z drużyną w przeciągu tygodnia, gdzie w prosty łatwy i przyjemny sposób ogrywa ona Chojniczankę oraz Głogów, a potem nie potrafi stworzyć klarownych sytuacji w meczach z Puszczą i Bytovią. Mecz w Niepołomicach był bardzo słaby, jeden z gorszych jakie widziałem w całej historii swego kibicowania, tam się po prostu nie czuło, że coś z tego będzie. Mecz z Bytovią miał dać odpowiedź, jak zareaguje GieKSa na porażkę i jak odpowie rywalom, którzy albo potracili punkty albo z dalszych pozycji zbliżają się do nas. Mecz odpowiedzi nie dał, a postawił jeszcze więcej pytań, na które szybko musi odpowiedzieć sobie sztab szkoleniowy oraz dyrektor Bartnik.

Najbardziej boli to, że ten próg jakości i zaangażowania jest tak śmiesznie niski, że głowa boli. Wystarczą czasem jedno – dwa dobre zagrania, by zdobyć bramkę i zaskoczyć przeciwnika, wystarczy jedno dobre dośrodkowanie z rzutu wolnego lub rożnego, by strzelić ze stałego fragmentu gry, wystarczy czasem jeden zryw indywidualny, który przyniesie bramkę. W dotychczasowych spotkaniach często właśnie na tym bazowaliśmy, tutaj nawet nie trzeba było sytuacji, by te wszystkie trzy czynniki się zazębiły w meczu, w większości przypadków wystarczył jeden.

Coś się w grze GieKSy zacięło i ciężko jednoznacznie wskazać co dokładnie. Paradoksem jest fakt, że przy pauzie Zejdlera, który niewiele dawał zespołowi, jeśli chodzi o liczby – kibice liczyli, że zmiennicy zagrają dużo lepiej i będzie to widoczne. Zagrali jeszcze gorzej, a wystawienie Cerimagica  w tym meczu okazało się dużym błędem. Niczego nie ujmując Arminowi, zastanawiamy się, gdzie była logika w tym, by wystawić zawodnika do składu. Zawodnika, który nie grał przez kontuzję, zawodnika, którego nie było nawet z drużyną na dwóch wyjazdach, zawodnika, który przez 1,5 roku w GieKSie zagrał może 2-3 dobre spotkania po czym wracał do gabinetów lekarzy. Trener Paszulewicz zaryzykował – można powiedzieć nie w swoim stylu, gdyż zwykle trzymał się żelaznych graczy i te ryzyko się nie opłaciło.  Pojawia się więc następne pytanie. Dlaczego nie ryzykujemy wpuszczenia Volasa? Zawodnika, który wie jak się strzela bramki, który mógłby nam pomóc. Do Grzegorza Goncerza nie można mieć pretensji za te spotkanie, do Wojtka Kędziory już więcej, ale czy naprawdę tego Volasa w takim meczu nie można było wpuścić na 30 minut?

Trener Paszulewicz podkreślał, że kibice chcą zaangażowania i agresji w zespole, i wtedy wybaczą słabsze wyniki, jeśli po prostu rywal będzie lepszy. Oczywiście to się zgadza Panie Trenerze tylko, że z drugiej strony kibice widzą, że przez ostatnie 15 minut GKS zamyka Bytovię na jej połowie i przeprowadza kilka groźnych ataków. Kibice widzą i pierwsze, co im się ciśnie na usta to pytanie „dlaczego tak nie grali od początku?”.

Czy to była dobra połowa w wykonaniu GieKSy? Nie była. Dobre było ostatnie 15 minut, a wcześniej to Bytovia przeważała i miała dużo lepsze sytuację do strzelenia bramki. GieKSa za późno się budzi w spotkaniach. Marnym pocieszeniem jest fakt, że rok temu takie spotkania przegrywaliśmy, a dziś zremisowaliśmy.

Przed kolejnymi meczami będzie wielkie wyczekiwanie na to, co pokaże GKS w ostatnich 6 spotkaniach. Żeby nie było tak pesymistycznie, to ciągle wszystko zależy od nas, ciągle mamy dobry terminarz, w którym zmierzymy się z 4 ostatni zespołami w tabeli oraz 2, które na wiosnę grają bardzo dobrze. Terminarz ten pozwala realnie myśleć o ekstraklasie, realnie myśleć o tym, że ostatnie spotkania GieKSa może zakończyć bez porażki z bilansem przykładowo 4-2-0. GieKSę stać na takie wyniki, ale w klubie wszyscy muszą sobie uświadomić, w jakim momencie sezonu jesteśmy i jaka jest to szansa dla klubu na awans. Punktowo rok temu byliśmy w takiej samej sytuacji, ale terminarz był gorszy. Teraz czas pokazać, że wnioski wyciągnięto, czas przekazać trenerowi, że nie można mówić, że są inne zespoły, które w tej chwili są lepsze od GKS-u.

Tabela pokazuje, że to my jesteśmy na drugim miejscu i tego się trzymajmy. Jeśli wmówimy sobie, że jesteśmy gorsi i zobaczymy, co pokażą następne spotkania, to ten awans przegramy. Warto, by wszyscy pamiętali, ile ten awans znaczy dla wszystkich związanych z klubem. Warto, by w nasze oczy przed tym awansem nie zaglądał strach.

P.s 1  Tyle było odniesień do Górnika z zeszłego sezonu, że nasuwa się kolejne. Górnik przełomowy mecz zagrał w Olsztynie, gdzie ze stanu 0:2 wygrał swoje spotkanie i rozpoczął serię wygranych. Oby to był dobry prognostyk dla GieKSy.

P.s 2  Życie pisze różne scenariusze, ale ten, który może zapisać Maciej Wierzbicki może być szczególny. Kibic GieKSy przez lata związany z klubem, przez lata w wielkim cieniu innych, nagle wchodzi do bramki w sezonie, w którym szansa na awans jest największa. Mam nadzieję, że Wierzba dopisze kolejny rozdział do tej historii i wygra nam ten awans. Zupełnie normalnym w tej zwariowanej lidze byłoby to, gdyby wygrał ten awans broniąc karnego w którymś z meczów po prawie 3 latach, gdzie tych karnych bramkarze GieKSy nie umieli obronić.

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    Arek

    30 kwietnia 2018 at 16:22

    Myślę że GieKSa Paszulewicza nie potrafi grać atakiem pozycyjnym. Mamy atuty tylko jak rozpędzi się Prokic i zablysnie na chwile Błąd. Trener Smyla w magazynie Nice 1 Liga powiedział że wystarczy GieKSe pozbawić Prokicia i Blada i GieKSa nie potrafi grać. Wygraliśmy z mocnymi rywalami bo była otwarta gra i były okazje aby skontrowac szybkim Prokiciem. Jak rywal się broni i to nas kontruja to niestety nie mamy jakości aby strzelić słabszym. Brakuje nam dobrego rozgrywającego jak Żurkowski z KSG który by pociągnął gre. Takie są fakty że brakuje nam zawodników na awans A co dopiero na Ekstraklasę.

  2. Avatar photo

    1964

    30 kwietnia 2018 at 19:32

    Szansa owszem jest ale!
    Po pierwsze-nie mamy atutów grając z teoretycznie słabszym rywalem(nie potrafimy grać ataku pozycyjnego oraz zdominować przeciwnika)
    Po drugie-gramy z rywalami którzy nie dość że mają nóż na gardle(olsztyn,grudziądz,łęczna) to jeszcze dodatkowo spinać się będą na GieKSe.
    Po trzecie-praktycznie 3 mecze derbowe tychy,chorzów,plus bielsko,wiadomo jak jest z derbami,przerabialiśmy to już nie raz
    Po czwarte-80 procent kadry GieKSy to chopy którzy w mistrzowski sposób spierdolili końcówkę zeszłego sezonu.
    Na szacunek trzeba zapracować,Macie 6 spotkań aby zyskać szacunek na lata!
    To wszystko teoria boisko zweryfikuje wszystko!Do BOJU GKS!Po MARZENIA!PO SZACUNEK!

  3. Avatar photo

    GieKSiorz

    30 kwietnia 2018 at 22:50

    Chciałbym wierzyc ze będzie awans,ale po zeszłym sezonie widze ze znowu zaczyna się piłkarski poker.potem narzekanie ze frekwencja slaba itd.,zrobcie to samo co w zeszłym sezonie to będzie 500 ludzi na meczu,cos mi się wydaje ze w tym roku już wcześniej hamujemy żeby nie było larum jak w tamtym roku.Chcialbym się mylic ale nie wierze już w żadne zapewnienia,nie przez tyle lat i chodzi o awans,stadion itd

  4. Avatar photo

    Berol

    1 maja 2018 at 03:58

    teoretycznie tego sie nie da zdupic ale nasi dadza rade bedzie z buta w ryj dadza rade….. w tym sa mistrzami

  5. Avatar photo

    artur

    1 maja 2018 at 08:48

    Paszulewiczowi też brak ambicji, już się asekuruje pokrętnymi wypowiedziami. Kolejna życiowa szansa od 11 lat na awans a tu znowu studzenie głów. Gra się o mistrza i o zwycięstwo i to trzeba wywalczyć a nie gadać głupot.Trener jest od tego, że ma wycisnąć od nich wszystko i wzbudzić wiarę, że takie miernoty potrafią się wzbić na wyżyny.

  6. Avatar photo

    Irishman

    1 maja 2018 at 09:43

    Tak Panie trenerze, „kibice chcą zaangażowania i agresji w zespole, i wtedy wybaczą słabsze wyniki”. No tylko właśnie gdzie się podziała ta agresja i zaangażowanie, którymi potrafiliśmy zdominować kolejne drużyny na początku rundy? Ja widziałem ją w niedzielę tylko u Mandrysza, który wszedł na zmianę po przerwie i rozruszał naszą prawą stronę.

    No i rację ma trener Smyła, że gramy słabiej, bo słabiej gra Błąd, a przede wszystkim Prokić. No więc czas poszukać innych rozwiązań, bo te, które Pan zaproponował zostały już rozszyfrowane. Andreja już swoje zrobił, więc czas na odpoczynek, a Adrian niech wraca na lewe skrzydło, gdzie jest znacznie lepszy.

  7. Avatar photo

    Mecza

    1 maja 2018 at 09:45

    @artur, przecież trener już wycisnął wszytsko z nich i nic więcej się nie da z tą kadrą. To nie asekuracja, brak ambicji ale brak jakości. Trener to widzi, wszyscy to widzieli. Jesteśmy za słabi piłkarsko. Tylko cud może dać nam awans. Osiągnęliśmy już szczyt możliwości (2miejsce) i ciężko będzie to utrzymać. Zimą pisałem że wejdą Chojnice a reszta otwarta. Widać że Miedź.

  8. Avatar photo

    wiesiek

    1 maja 2018 at 14:55

    Miałem w nocy piękny sen.
    Z okazji awansu Gieksy odbył sie na stadionie koncert. Zagrała METALICA i oprucz kilku swoich przebojów zaprezentowała cover polskiego przeboju „Miłość w Zakopanem Sławomira” . Kibice oszaleli i śpiewali wspólnie z zespołem. Blaszok odleciał…

  9. Avatar photo

    Pyjter

    1 maja 2018 at 15:11

    Jak już będzie ten upragniony awans to się boje co będzie dalej… Gdzie w ekstraklasie z tymi piłkarzami,przyjdą do nas odpady z innych spadkowiczów i będziemy jak ta Sandecja teraz,jeden rok i z powrotem

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna Wywiady

Wasielewski: Tutaj się odnalazłem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po wysokiej wygranej z Termalicą porozmawialiśmy z Marcinem Wasielewskim, reprezentującym w przeszłości barwy Termalici oraz z Mateuszem Kowalczykiem, wracającym na boisko po kontuzji.

Długo zastanawiałeś się nad przedłużeniem kontraktu?
Marcin Wasielewski: Zależy od punktu widzenia. Fajnie, że się po prostu dogadaliśmy i przedłużyłem kontrakt. Jest mi tutaj dobrze, świetnie się czuję. Fajnie, że będzie więcej o dwa lata.

Po twojej przygodzie z Termalicą dziennikarze mówili, że niekoniecznie się sprawdziłeś, a…
Nie lubię mówić o przeszłości. Są to pewne rzeczy, których wiele osób nie rozumie i nie wie. Tutaj się po prostu odnalazłem, dostałem większą szansę. Byłem w stanie pokazać na co mnie stać i myślę, że teraz nieźle to wygląda.

Teraz wiele osób ocenia cię jako najlepszego wahadłowego ligi.
Czy najlepszy? Znam swoją wartość, każdym meczem próbuję robić swoje i nie odpuszczać. Przede wszystkim nie mieć żadnych pretensji do siebie, robić wszystko, co w mojej mocy. Jeżeli to tak fajnie wygląda, to się cieszę. Mam nadzieję, że będę to powielał w każdym kolejnym występie.

Fassbender już pewnie widział tę piłkę w siatce, a ty wyskoczyłeś mu zza pleców i wybiłeś za linię końcową.
Taktyka jest na początku trudna do zrozumienia, ale po okresie wdrożenia to są już automatyzmy. Robi się to automatycznie, intuicyjnie, nie zastanawia się nad tym. Po prostu to wychodzi – jeśli gra się ciągle tym systemem, to jest znacznie łatwiej. Mnie on odpowiada, bo mogę pokazać w całej krasie moje umiejętności, w grze do przodu i z tyłu.

Wybiegasz już myślami w europejskie puchary?
Przede wszystkim następny mecz. Piast Gliwice – to jest najważniejsze. Żadne puchary i myślenie gdzieś w przód. Najważniejszy jest zawsze następny rywal.


Pierwsza bramka w tym sezonie, od razu po powrocie po kontuzji.

Mateusz Kowalczyk: Dokładnie. Nie ukrywam, że siedziało mi gdzieś w głowie to, że nie strzeliłem, ale w końcu się udało. Wygraliśmy wysoko, chociaż wydaje mi się, że mecz nie porywał piłkarsko zarówno w moim wykonaniu, jak i drużyny. Cieszę się, że ta bramka przyszła, lekka ulga.

Jaki był plan na ten mecz?

Chcieliśmy zagrać swoje i strzelić jak najszybciej bramkę i cieszy, że to się udało w pierwszej połowie. Termalica naprawdę wyglądała dobrze piłkarsko, ale mieliśmy gdzieś łatwość z dochodzeniem do sytuacji, to był klucz.

Jaki był przekaz w szatni po tym, jak straciliście bramkę, która mogła dać wiatru w żagle rywalowi?

To nie było potrzebne. W szatni sobie powiedzieliśmy, że musimy zacząć lepiej grać w piłkę i więcej się przy niej utrzymywać, bo w pierwszej połowie za szybko się jej pozbywaliśmy, to nie było potrzebne.

Długo byłeś poza grą, jak czułeś się dziś na boisku?

Pogoda nie pomagała. W 60-70. minucie odczuwałem ten mecz, ale miałem dużo ćwiczeń dodatkowych, biegania. Też trenuję z drużyną ostatnie 1,5 tygodnia, fizycznie jest coraz lepiej. Te ostatnie trzy mecze będą jeszcze lepsze fizycznie.

Od początku był taki plan, że grasz te 60-70 minut?

Nie mam pojęcia *śmiech*. Trenera trzeba spytać.

Jesteśmy na trzecim miejscu, chyba możemy o tym mówić głośno, że w tym momencie, na tym etapie sezonu, europejskie puchary to jest cel GKS-u Katowice.

Patrzymy w górę. Teraz wygraliśmy ważne mecz z Termalicą, za tydzień jedziemy na Piasta. Ta liga jest taka, że nie można nic zlekceważyć. Jedna porażka może cię zepchnąć w dół, a jedna wygrana wywindować do góry. Musimy być skupieni na kolejnym zadaniu.

Dzisiaj fantastyczna atmosfera na Arenie Katowice, czuliście to na boisku?

Super było. Mimo tego, że gramy o 12 w niedzielę, to kibice dali radę. To niesie się, doping po każdym wślizgu czy udanym zagraniu pomaga zawodnikowi na boisku.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Rafał Strączek: To duża sprawa

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok miała miejsce konferencja, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz bramkarz Rafał Strączek.

Michał Kajzerek: Witam wszystkich bardzo serdecznie na konferencji przed meczem 33. kolejki z Jagiellonią Białystok. Wszystkie bilety sprzedane, dlatego apelujemy o przekazanie/odsprzedanie biletów przez kibiców nie mogących przyjść na mecz, aby jak najwięcej pojawiło się nas na arenie.

Czego trener się spodziewa pod kątem tego meczu? O wielką rzecz walczą także piłkarki.
Rafał Górak:
Kobiety mają pierwszeństwo, więc zacznijmy od nich. Trzymamy kciuki, liczymy na następne trofea i medale w gablocie. Piękna sprawa, fajnie, że udało się to przenieść bliżej. Trzymamy kciuki bardzo mocno. My mamy swoje sprawy do załatwienia, musimy się koncentrować na spotkaniu z Jagiellonią – godzinę przed finałem mamy trening. My z racji tego, gdzie jesteśmy w tabeli, po prostu musimy być jak najlepiej przygotowani do rywala trudnego, wymagającego. Mieliśmy okazję się już spotkać w tym roku, graliśmy bardzo dobrze momentami. Jeśli zagramy tak przez cały mecz, zawiesimy poprzeczkę bardzo wysoko.

Zostałeś nominowany do nagrody dla najlepszego bramkarza sezonu.
Rafał Strączek:
To duża sprawa, jest to dla mnie ogromne wydarzenie. Cieszę się, że ta praca została doceniona.

Wczoraj Jagiellonia grała w rytmie niejako europejskich pucharów.
Rafał Górak:
Drużyna grająca w środę nie czuje żadnego zmęczenia, jest wystarczająco czasu do niedzieli na regenerację. Dla Jagiellonii wypadł bardzo ważny zawodnik, doświadczony. Trener Siemieniec ma w kim jednak wybierać.

Raków nie wykorzystał sytuacji, ale stłamsił Jagiellonię.
Było widać duży napór Rakowa, brakowało bramki. To też świadczy o jakimś braku. Jagiellonia wygrała zasłużenie, nie ma co dyskutować.

Mówicie o szansie na awans do pucharów?
Rafał Strączek:
Mamy świadomość tego, że zostały dwa mecze i jakie miejsce zajmujemy. Ta liga jest mega szalona, różnice między miejscami są bardzo małe. Patrzymy w górę i robimy wszystko, by zająć jak najwyższe miejsce.

Była obawa po powrocie?
Trzy mecze, bark mi doskwierał. W miarę szybko to wyleczyłem i dałem znać trenerowi, że dobrze się czuję.

Spodziewaliście się, że tak blisko będzie do podium?
Nikt o takich rzeczach nawet w Katowicach nie myślał. Tym bardziej się cieszymy z takiej okazji, spinamy się wszyscy w szatni, motywujemy. Musimy poświęcić całych siebie, by osiągnąć jak najlepszy wynik.

W Gliwicach nie grał Klemenz.
Rafał Górak:
Lukas dzisiaj zaczyna proces treningowy, będziemy się zastanawiać, czy wróci w niedzielę. Pozostali zawodnicy, poza Paluszkiem i Trepką, są do mojej dyspozycji.

Jak oglądasz takie mecze z nadchodzącym rywalem?
Rafał Strączek:
Podchodzę trochę zawodowo, trochę jednak na spokojnie. Staram się patrzeć na zachowania zawodników, poruszanie systemowe. Fajnie, że grali wczoraj, można się przypatrzeć i wyciągnąć więcej wniosków.

Jest presja na zwycięstwo?
Rafał Górak:
To nie presja, że chcemy wygrać. Chcemy podjąć rywalizację sportową. Od kilkunastu dni nie ma biletów, to daje do myślenia. Wczoraj z zawodnikami i zawodniczkami mieliśmy wielką imprezę, radosne dzieci, kobiety i mężczyźni. To jest wyzwanie, żeby tym ludziom zrobić fajny dzień. Po tym ile otrzymaliśmy od nich miłych słów… Zawodnicy byli pod wrażeniem. Ludzie kupują koszulki z ich nazwiskami, potem jeszcze chcą ich autograf. Dawno tego nie było, to niesamowite.

Odczuwacie mentalne zmęczenie na finiszu sezonu?
Nie będziemy się porównywać ze słowami piłkarzy Jagiellonii, oni mają swoje problemy. My w ogóle nie jesteśmy zmęczeni, na pewno każdy w jakiś sposób o wakacjach marzy. Zawodnicy się realizują, doskonale zdają sobie sprawę, że teraz czas świetnej, ciężkiej roboty.

Motywować drużyny nie trzeba, a trzeba im mówić, by cieszyli się grą?
Jest pula do zdobycia. Sześć punktów załatwi nam wszystko – będziemy grać w europejskich pucharach, taka jest prawda. Nie ma co kalkulować, przemotywowywać. Oni wypracowali to miejsce, wielu z nich nigdy tam nie grało. Dzisiaj mogą w nich zagrać, nie ma mowy o wakacjach, o zmęczeniu. Nie wolno się też presować, trzeba się radować. Musimy wykonywać nasze zadania taktyczne, pokazać momenty i błyski – wtedy będzie mnóstwo zabawy.

Jest pomysł na wymóg Polaków w kadrze, jak pan na to patrzy?
Wszystko, co związane z limitami, zaczyna mi się to robić niezgodne z tym, jak lubię żyć. To jakbym kazał dzieciom uczyć się polskiego, mówić po angielsku, a przy śniadaniu po francusku. To w klubie powinniśmy brać odpowiedzialność za to, jak one wyglądają. Ja swoją ideę mam i wiem, od jakich piłkarzy zyskujemy najwięcej. Wiem, co dają nasi piłkarze, chcę, by szatnia mówiła w języku polskim. Ja sam się uczę języka angielskiego, mam deficyty, ale jesteśmy u siebie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

LIVE: Remis cenniejszy niż złoto

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

17.05.2026 Katowice
GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 2:2
Bramki: Nowak (3), Galan (78) – Vital (31), Pululu (56-k)
GKS: Strączek – Wasielewski, Czerwiński, Jędrych, Olsen (90. Klemenz), Galan (90. Jirka) – Kowalczyk, Milewski (65. Rasak), Nowak, Marković (65. Wędrychowski) – Zrel’ák (65. Szkurin).
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia, Pozo (76. Jóźwiak), Kozłowski (90. Nahuel), Lozano (63. Mazurek), Imaz, Szmyt, Pululu (63. Bazdar).
Ż.kartki: Wasielewski, Jędrych, Galan, Olsen
Cz.kartki: 
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa)
Widzów: 14651

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga