Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Pora na przełamanie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego spotkania GKS Katowice – Arka Gdynia.

arkowcy.pl – Rytmicznie i konsekwentnie – zapowiedź spotkania GKS Katowice vs Arka

[…] Między Arką a GKS-em Katowice doszło łącznie do 28 zmagań. 10-krotnie zwycięsko wychodzili Arkowcy, 11 razy dzielili się punktami, a w siedmiu pozostałych rywalizacjach górą byli rywale. Połowa z tych starć rozegrała się na terenie naszego sobotniego przeciwnika. W ilości triumfów jest remisowo, bo 5:5. Ponadto w czterech spotkaniach nie wyłoniono zwycięscy. Ostatnie pojedynki z udziałem obu zespołów miały miejsce w edycji 2023/2024. Najpierw, na starym stadionie przy Bukowej, skończyło się na 1:1. Rewanż okazał się łaskawy dla graczy z Katowic. Ci, pokonując w Gdyni Arkę 1:0, zapewnili sobie wówczas awans na salony. Być może u niektórych w głowie kotłuje się małą chęć odwetu. Pojutrze pora powtórnie zrobić na boisku swoje i przy okazji wypełnić sektor gości. Liczną grupą stawimy się na następnej ligowej potyczce. Rytmicznie i konsekwentnie do przodu.

arka.gdynia.pl – GKS Katowice – Arka Gdynia

[…] Arka po wygranej z Pogonią jedzie do Katowic w dobrych nastrojach. Gospodarze jeszcze w tym sezonie nie wygrali i szykuje się zacięte spotkanie. To także okazja do rewanżu za spotkanie w 1. lidze, gdy GKS wyrwał na Stadionie Miejskim awans i zepchnął Arkę do baraży.

[…] Historia spotkań

Ogółem rozegrano 28 spotkań:

10 zwycięstw Arki

11 remisów

7 wygranych GKS

Bramki: 32-32

W Katowicach 14 spotkań:

5 zwycięstw Arki

4 remisy

5 wygranych GKS

Bramki: 13-18 dla GKS

trojmiasto.pl – Dawid Szwarga i Rafał Figiel w podróży sentymentalnej

Arka Gdynia ruszyła na mecz z GKS w Katowicach, aby pójść za ciosem po wygranej z Pogonią Szczecin. Jednak nie brakuje też odniesień do przyszłości. Żółto-niebiescy mogą wziąć rewanż na tym rywalu za przegrany mecz przed rokiem u siebie o bezpośredni awans do PKO BP Ekstraklasy. Natomiast dla trenerów Dawida Szwargi i Rafała Figiela jest to po części podróż sentymentalna. Pierwszy z nich jako asystent Jacka Paszulewicza właśnie w „Gieksie” rozpoczynał karierę ligowego szkoleniowca, a drugi był piłkarzem tego klubu w latach 2021-23.

[…] W Katowicach żółto-niebiescy chcą iść za ciosem, tym bardziej, że GKS w tym sezonie jeszcze nie wygrał. Dla takich piłkarzy jak: Marc Navarro i Michał Marcjanik, czy wchodzących wówczas z rezerwy: Alassane Sidibe i Tornike Gaprindaszwiliego, czy oglądający cały mecz z ławki Marcel Predenkiewicz sobotni mecz z GKS to pierwsza okazja do rewanżu z porażkę z 26 maja 2004 roku.

Wówczas Arka uległa u siebie temu rywalowi 0:1 w meczu, który decydował o bezpośrednim awansie do ekstraklasy. Przywołane nazwiska piłkarzy, którzy mają szansę zagrać w ekstraklasie w sobotę, pokazują jak przez ostatni rok zmienił się podstawowy skład żółto-niebieskich.

W sztabie Arki Figiel jest odpowiedzialny m.in. za stałe fragmenty gry. W ekstraklasie to jak na razie najgroźniejsza broń Arki. Z trzech goli jeden padł po rozegraniu wrzutu z aut, a jeden po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Ponadto po tym ostatnim stałym fragmencie gry gdynianie zdobyli jeszcze dwie bramki, ale sędziowie nie uznali ich z powodu spalonych.

ekstraklasa.org – Pora na przełamanie?

[…] W Katowicach GKS postara się wreszcie sięgnąć po 3 punkty, ale naprzeciwko niego stanie jedna z najlepszych defensyw w lidze.

SYTUACJA: GKS, podobnie jak Piast, wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo w sezonie. Nie był jeszcze nawet na prowadzeniu. Arka ma już na swoim koncie ligową wygraną i imponuje solidnością w obronie – w żadnym z czterech meczów nie straciła więcej niż jednego gola, a ogółem w 2025 roku tylko czterokrotnie zeszła z boiska pokonana. Jeśli gdynianie sięgną po punkty, to pierwszy raz od XI/XII 2019 nie przegrają w czterech meczach z rzędu w naszej lidze.

HISTORYCZNIE: To pierwsze starcie tych drużyn na najwyższym szczeblu od 4 czerwca 1980 roku. Bilans – 4 mecze: 2 zwycięstwa GKS, 1 remis, 1 wygrana Arki.

POD LUPĄ – GOSPODARZE: Bartosza Nowaka śmiało można określić mianem gwiazdy katowiczan – strzelił wszystkie gole swojego zespołu w tym sezonie. Potrafi zaskoczyć strzałem z dystansu, a w końcówkach jest wyjątkowo groźny – dwa z jego trzech trafień padły po 75. minucie.

POD LUPĄ – GOŚCIE: Sebastian Kerk miał udział przy dwóch z trzech goli swojego zespołu w tym sezonie. Wspólnie z Damianem Węglarzem, który obronił 76,9% strzałów celnych rywali, może przesądzić o korzystnym wyniku beniaminka.

CZY WIESZ, ŻE: Arka Gdynia zanotowała 11 czystych kont w 20 ostatnich meczach ligowych?

PRAWDOPODOBIEŃSTWO ZWYCIĘSTWA: GKS 48,1%, Arka 26%

CZY WIESZ, ŻE: GKS Katowice: wszystkie gole tej drużyny w tym sezonie strzelił Bartosz Nowak (3)

GKS Katowice: średnio zdobywa 2 punkty/mecz u siebie w 2025 roku (18 pkt w 9 meczach; też – 21 punktów w 10 ostatnich meczach u siebie = 2,1/mecz)

GKS Katowice: 47,2% jego strzałów było celnych (17 z 36; najwyższa celność); w tym 7 z 9 ostatnich strzałów było celnych

GKS Katowice: jego piłkarze zablokowali najwięcej strzałów rywali (28; w każdym meczu minimum 5)

Bartosz Nowak w tym sezonie ma najwięcej: celnych strzałów (9, tyle samo: Tomas Bobcek), strzałów bezpośrednio z rzutów wolnych (3), strzałów zza pola karnego (7, tyle samo: Iwan Żelizko), strzałów celnych zza pola karnego (5), podań w pole karne rywali (50, tyle samo: Erik Janza)

GKS Katowice najwięcej wykonanych rzutów rożnych (30 – wszystkie wykonywał Bartosz Nowak)

GKS Katowice wygrał oba mecze z Arką u siebie bez straty bramki w Ekstraklasie

Arka Gdynia to 1 z 3 drużyn bez gola straconego po stałych fragmentach gry (też: Legia Warszawa i Wisła Płock)

Arka Gdynia: 12 goli straconych w 19 meczach ligowych w tym roku (raz na 142,5 min.)

10 goli w 2 ostatnich sezonach PKO Bank Polski Ekstraklasy padło po akcjach rozpoczętych wyrzutem z autu przez Dawida Abramowicza (9x w Puszczy Niepołomice, 1x w Arce Gdynia)

Sebastian Kerk – miał udział przy 2 z 3 goli Arki Gdynia w tym sezonie

Arka Gdynia: w żadnym meczu w tym sezonie nie straciła więcej niż 1 gola (1-1-0-1)

Arka Gdynia: jeśli nie przegra, to pierwszy raz od XI/XII 2019 nie przegra w 4 meczach z rzędu w Ekstraklasie

Pierwszy mecz między nimi w Ekstraklasie od 04.06.1980 (45 lat 73 dni)

dziennikzachodni.pl – GKS Katowice ma problem. Mecz z Arką Gdynia będzie spotkaniem kategorii superciężkiej

Drugi sezon po awansie jest zawsze najtrudniejszy. Wyniki GKS Katowice zdają się tę opinię już w pełni potwierdzać.

– W GKS przeżywaliśmy już trudniejsze momenty. Mamy na czym budować optymizm. Nie ma co patrzeć w tabelę – stwierdził Rafał Górak po meczu w Warszawie z Legią.

Szkoleniowiec GKS-u próbował w ten sposób uciec od katastrofy, jaka nastąpiła w ostatnich akcjach spotkania. Do 95. minuty jego zespół remisował 1:1 (dzięki kapitalnej bramce Bartosza Nowaka), ale wtedy akcja rozpaczy Legii zakończyła się dośrodkowaniem Pawła Wszołka – dopuścił do tego Borja Galan – i główką Artura Jędrzejczyka, któremu nie przeszkodził Alan Czerwiński. Załamani katowiczanie po chwili stracili jeszcze jednego gola.

– Jest w nas sportowa złość, ale graliśmy dobrze. Piłkarze realizowali zadania, byliśmy zdyscyplinowani. Wyciągam wiele dobrego z tego spotkania. Piłka nożna czasem bardzo boli – komentował Górak.

Remis w Warszawie stanowiłby dla jego zespołu zastrzyk optymizmu. Po porażce 1:3 GKS nadal ma jednak na koncie tylko jeden punkt i tkwi w strefie spadkowej. W tej sytuacji najbliższe sobotnie starcie z Arką Gdynia ma już niebagatelne znaczenie. Przed przerwą reprezentacyjną GieKSa zagra jeszcze także z Górnikiem Zabrze i Radomiakiem Radom.

Największe problemy ubiegłosezonowego beniaminka są widoczne gołym okiem. W drużynie brakuje napastnika – Marcin Rosołek nadal jest zawodnikiem, który całkowicie zawiódł w Piaście Gliwice, i nie jest tego w stanie zrównoważyć najskuteczniejszy obecnie Nowak (3 bramki), zwłaszcza, że jest jedynym zawodnikiem, który w ogóle je strzela. Nikt nie ma już wątpliwości, że bezpłatne odejście Sebastiana Bergiera okazuje się większą wyrwą niż można było przypuszczać. Widać to także w liczbach. GKS pod względem oczekiwanych goli (0.76 na mecz) wyprzedza tylko Arkę Gdynia i Piasta Gliwice, a w liczbie strzałów oddawanych średnio w każdym spotkaniu jedynie Piasta (biorąc pod uwagę tylko celne jest dziewiąty). Nadzieja tkwi w powrocie wracającego wreszcie do zdrowia Adama Zrelaka.

Kłopotem staje się jednak też gra w defensywie. W poprzednich rozgrywkach aby stracić dziewięć goli GKS potrzebował ośmiu występów, teraz tylko czterech. W zestawieniu oczekiwanych goli straconych na mecz, czyli sytuacji, do jakich dochodzą rywale, GieKSa jest czwarta w całej Ekstraklasie. Więcej goli straciła tylko Lechia, a indywidualnie Dawid Kudła jest współliderem najczęściej pokonywanych bramkarzy. Golkiper Katowic średnio broni 2,5 strzału w każdym spotkaniu, co w lidze daje mu dziesiąte miejsce.

– Z sytuacją, w której Legia strzeliła na 2:1 powinniśmy sobie poradzić, ale powinniśmy też wcześniej zdobyć jeszcze jednego gola – pośrednio potwierdza te statystyki Górak.

Zastanawiająca była liczba zmian. Dwie roszady mogły sygnalizować, że ławka rezerwowych nie gwarantuje odpowiedniej jakości.

– Drużyna była dobrze nastawiona. Piłkarze nie zgłaszali problemów. Czułem, że możemy zdobyć bramkę. Sprawa była otwarta. Uznałem, że zmiany nie są konieczne – tłumaczy jednak Rafał Górak.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Plusy i minusy po Lechii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i dopisała kolejne zwycięstwo w lidze. Zapraszam na plusy i minusy.

Plusy:

+ Bartosz Nowak

Dobre wyjście z piłką już w pierwszej minucie, wywalczony rzut wolny, z którego zaczęła się akcja bramkowa, świetne wyprowadzenie przy golu Wdowiaka i podanie do Szkurina przy drugim trafieniu. Do tego dośrodkowania po stałych fragmentach i ciągła aktywność przez cały mecz.

+ Rafał Strączek

Kluczowa interwencja w 20. minucie po strzale z wolnego Zhelizko, który był zupełnie niepilnowany. Gdyby ta piłka wpadła, mecz mógłby potoczyć się inaczej. Do tego pewne wyjście w 69. minucie i spokojne łapanie w końcówce pierwszej połowy.

+ Skuteczność przy niskim posiadaniu

38% posiadania piłki i prowadzenie 1:0 po pierwszej połowie mówi samo za siebie. Lechia więcej kreowała, ale to my byliśmy konkretniejsi. Warto zauważyć też to, że znowu strzeliliśmy bramkę prawie, że do szatni.

Minusy:

– Zmarnowane okazje

Nowak nie wykorzystał błędu bramkarza Lechii, który zagrał mu piłkę dosłownie w nogi. Do tego zmarnowana szybka kontra w 32. minucie. Przy lepszym wykończeniu wynik mógł być wyższy dużo wcześniej.

Podsumowanie:

2:0 z Lechią i trzy punkty w lidze. Pierwsza połowa wyrównana, Lechia miała więcej z gry, ale to my byliśmy konkretniejsi. Druga połowa to sprawniejsze zarządzanie wynikiem, choć nie bez nerwowych momentów.

GieKSiarz

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Oczko po oczku utkana sieć

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Za chwilę to wygrywanie stanie się nudne… Moglibyśmy powiedzieć. Ale, no nie. To się chyba nie ma prawa znudzić. Faktem jest, że rok 2026 przynosi nam tyle radości, że naprawdę nie bylibyśmy sobie tego w najśmielszych marzeniach na Gwiazdkę wyobrazić. Przecież wchodziliśmy w niego będąc w strefie spadkowej, mając w perspektywie bardzo trudne mecze. Tymczasem minęło kilka kolejek, GieKSa wygrywa seryjnie i już niemal podwoiła swój dorobek z jesieni!

Sam staram się za bardzo nie marzyć. Tego mnie GieKSa nauczyła przez wiele lat, choć na różne sposoby. Przez większość z ostatnich dwóch dekad realizm pokazywał, że marzyć nie ma za bardzo sensu, bo i tak nici będą z tych pięknych wizji. Teraz jest inaczej. Nie wychylam się za bardzo z myślami do przodu, bo po prostu w ten zespół wierzę – wierzę w ten projekt, który ma w sobie tak niezliczone pokłady dobrych rzeczy, ale który przecież nie jest jeszcze doskonały. Ufając więc ludziom w zespole – zarówno piłkarzom, jak i sztabowi – cieszę się po prostu z każdego kolejnego progresu. Z każdego dobrego meczu, punktu, zwycięstwa. Szczerze mówiąc nie zaprzątam sobie głowy tym, gdzie nas to zaprowadzi. Jeśli do spokojnego utrzymania, to fajnie. Jeśli do górnej połówki tabeli – jeszcze lepiej. A może do pucharów? A może do Mistrzostwa Polski? Po meczu z Lechią i patrząc na układ tabeli, żaden z tych scenariuszy nie jest nierealny. Ale to czyste teoretyzowanie. Bo i tak na koniec wszystko zależy od utrzymania dobrej formy, realizowania ciągle i konsekwentnie tego samego, co mecz. Na ekstraklasę wystarcza. GieKSa nie wygrywa meczów nie wiadomo jakimi cudami. GieKSa wygrywa stałością i powtarzalnością. Jak Francja w 2018, kiedy to nie grała jakiegoś wybitnie efektownego futbolu (no, może poza meczem z Argentyną), ale grała najrówniej z wszystkich drużyn i to dało jej tytuł. Nie sztuką jest mieć jeden czy dwa efektowne wyskoki i kogoś rozgromić. Prawdziwa siła tkwi w konsekwencji.

No dobra, z tym brakiem cudów trochę przesadziłem. Bartek Nowak. Powiedziałbym, że nie mam słów na to, co wyczynia ten zawodnik. Ale przecież już to pisałem. Gdy wydaje się, że nie jest możliwe, by znów – w kolejnym meczu z rzędu – coś wyczarował, on i tak to robi. Przy obu golach znów zachował się jak piłkarski artysta. Odegranie w punkt do Sebastiana Milewskiego, który wypuścił Mateusza Wdowiaka. A potem Bartek zagrał taką piłę, niczym precyzyjnym uderzeniem kijem bilardowym – po ziemi, mocno, ale precyzyjnie, że Ilja Szkurin mógł dać golkiperowi rywali piękną podcinkę. Wiem, że się powtarzam, ale obawiam się tych powołań na najbliższe zgrupowanie kadry. Przyznam, że sprawa ta wywołuje u mnie bardzo dużo emocji i po prostu nie wyobrażam sobie, żeby Bartek tego powołania nie dostał. A wiemy, że selekcjoner ma jakieś swoje poglądy, choćby odnośnie Pietuszewskiego…

Trener GKS nieraz wspomina o korygowaniu w przerwie. Naprawdę należy cenić nasz sztab za to, że taktycznie – może nie zjada tę ligę, bo to by było przesadą – ale tak dostosowują sposób gry w każdym kolejnym meczu, że wyciskają z potencjału drużyny naprawdę bardzo dużo. A właśnie przerwa jest tym czasem, gdzie coś można pozmieniać, widząc pewne błędy i niuanse w pierwszej połowie. I zazwyczaj odnosi to skutek, bo choćby z Legią, w lidze z Widzewem czy wczoraj, po przerwie zdecydowanie spokojniej i lepiej wyglądały poczynania drużyny.

Druga połowa otarła się o perfekcję. Przed przerwą jeszcze to trochę wyglądało cios za cios, na taką piłkarską (nie fizyczną) wojnę, a nawet z pewną przewagą Lechii. Przy czym nic z tej przewagi nie wynikało, bo gdańszczanie oddali tylko jeden celny strzał – po fenomenalnym uderzeniu Żelizki z dystansu. I na tym jednym uderzeniu w światło bramki zakończyli cały mecz. Zbliżali się po pole karne, mieli posiadanie piłki, ale konkretów z tego większych nie było. Czyli coś, co dobrze znamy z innych meczów. Za to w drugiej połowie z gry Lechia nie miała już w ogóle nic. GieKSa pewnie i spokojnie wybraniała – czy to w polu karnym czy już dużo wcześniej tłumiąc w zarodku akcje przeciwnika. To nie był „mecz obronny”, tak jak w Radomiu. To był absolutnie bardzo dobry mecz w destrukcji, a i konstrukcja była niczego sobie – choć tu już tak doskonale nie było. Ale summa summarum – nie wiem, czy ta druga połowa taktycznie i realizacyjnie nie była najlepsza w tym sezonie. Jak zawsze – gdybym znał się na taktyce, zostałbym taktykiem, a na analizie – analitykiem. Opieram się jednak na swojej intuicji i poczuciu stresu/spokoju – a tutaj nie miałem poczucia zagrożenia, że cokolwiek złego GieKSie może się wydarzyć. I nie mówię tu o tym, że czasem coś przeciwnikowi w takiej sytuacji jednak wpadnie, bo to jest piłka. Mówię o swoim intuicyjnym przeżyciu tej pewności drużyny, braku strachu, dobrych pewnych ruchach i decyzjach. To wszystko było na bardzo wysokim poziomie.

Wiadomo, że we wspomnianej konstrukcji w końcówce meczu mogło być lepiej. Marcel Wędrychowski musi ciągle pracować nad głową, bo jego żwawość i dynamika jest nam potrzebna, ale mając kapitalne możliwości do odegrania piłki i lepszego rozwiązania sytuacji – kilka akcji zepsuł. Ale też nie jest tak, że wszystkie – bo w kilku zachował się bardzo dobrze. Piłkarz ma potencjał, kibicuję mu bardzo mocno, więc niech się chłopak rozwija – jeśli opanuje głowę, będziemy mieli z niego duży pożytek.

Mateusz Kowalczyk staje się coraz lepszy. Chłopak młody, a momentami wygląda na bardzo doświadczonego. Tu zastawienie, obrót, balans ciała, dziubnięcie – i piłka ciągle jest pod jego nogami. Przychodził do GKS jako zawodnik dość anonimowy (choć dla nas nie do końca, bo przecież w ŁKS strzelił nam bramkę), a teraz jest jednym z najlepszych zawodników na tej pozycji w lidze. Sebastian Milewski w zaskakujący sposób wywalczył sobie miejsce w składzie i go nie oddaje. Raz na jakiś czas jeszcze zdarzy mu się strata, gdy pójdzie z piłką „na raz”, ale w zdecydowanej większości jest bardzo skuteczny. A to podanie zewnętrzną częścią stopy z pierwszej piłki – no, Panie Sebastianie, mama znowu może być dumna. Asysta była pierwszej klasy.

Zastanawialiśmy się, jak wprowadzi się do GieKSy Mateusz Wdowiak. Wiele osób powątpiewało, ja też przyznam, że nie byłem pewien. Niepotrzebnie. Zawodnik wygląda na skrojonego pod GieKSę idealnie – z marszu wszedł do pierwszego składu, miejsca nie oddaje i jest po prostu dobry. Charakterologicznie – pasuje jak ulał. Druga bramka strzelona, wchodzi momentami praktycznie na „dziewiątkę”, zresztą w dogrywce z Widzewem tak był ustawiony.

No i doczekał się debiutu młody Kokosiński, pograł swoje minuty i najlepsze jest to, że nie była to zła zmiana. U takiego debiutującego zawodnika sukcesem jest, jeśli udźwignie ciężar. Jakub zaprezentował się dobrze, kilka razy celnie odegrał, praktycznie nic nie zepsuł. Fajnie.

Oczywiście to co nam zaprzątało głowę i napawało niepokojem przed meczem to zestawienie obrony, które jak stwierdził trener Górak było „wywrócone do góry nogami”. Oglądaliśmy więc w środku Martena Kuuska i Wasyla, a Borja i Erik musieli się podzielić wahadłami. Efektem był wspomniany jeden celny strzał rywali i bardzo dobra neutralizacja poczynań najlepszej ofensywy w lidze. Reprezentant Estonii spisał się bardzo dobrze i pewnie, a Wasyl… cóż, Wasyla można dać wszędzie i wszędzie sobie poradzi. Jestem przekonany, że gdyby Marcin grał w ataku, to również parę bramek by strzelił. Taki to zawodnik, wszechstronny, który może zagrać na różnych pozycjach. Ale nie jako „zapchajdziura”, czyli takie niezbyt fajne określenie, którego ongiś się używało na jakiegoś przeciętnego zawodnika, którego rzucało się po całym boisku w zależności od potrzeb. Wasyl po prostu ma taką jakość. No i ostatecznie przez tę pauzę Arka i Alana przeszliśmy suchą stopą.

Jeszcze jedno słowo o tej bramce na 1:0, bo to przecież była przepiękna kontra. Zaczęło się od Wasyla, jeszcze podbił piłkę głową Wodwiak, powalczył Ilja, ale tam jeszcze przeciwnik zdołał zagłówkować. No ale potem to już była perfekcja, Milewski zgarnął piłkę sprzed nosa Kapićowi i pognał do przodu, Nowak z gracją przyjął na klatkę i z pierwszej odegrał do Milusiego, a ten wspomnianym zagraniem z pierwszej piłki wypuścił Wdowiaka. Mateusz też pokazał inteligencję, bo przecież jakby szedł na prawą nogę, to nici by z tego były. Przepiękna akcja.

Oj Lechia nie znosi przyjeżdżać do Katowic. W pierwszej lidze – w pamiętnym meczu – Katowiczanie wygrali 1:0 po golu w doliczonym czasie Arkadiusza Jędrycha. A poprzedni sezon i obecny to wygrane GieKSy 2:0. Tak jak pisałem przed meczem – o ile w Gdańsku wiedzie nam się średnio (ale nie tak beznadziejnie), to na starej i nowej Bukowej bardzo lubimy grać z tym rywalem.

Od początku tego roku GKS szedł łeb w łeb z poprzednim sezonem. Ale na teraz – po 24 meczach – Katowiczanie mają już 3 punkty więcej niż rok temu. Trzy wygrane z rzędu mają swój wydźwięk, a wiemy, że rok temu nasz zespół też sporo meczów rozstrzygał na swoją korzyść.

Zabawa w utrzymanie? Czemu nie. Trzymając się naszej granicy 38 punktów, do utrzymania wystarczą już bilanse: 0-2-8 lub 1-0-9. Jak się okazuje w tym chorym sezonie ta granica może się nieco przesunąć, ale nie sądzę, by powyżej 40 oczek. Faktem jest, że statystycznie GieKSa jest już bardzo, bardzo blisko tego utrzymania. Potem będziemy liczyć matematykę.

Teraz jesteśmy bliżej samej czołówki tabeli. Na ten moment, do drugiej Jagiellonii mamy 2 punkty straty. Wiadomo, że Lech i Raków, które są nad nami, dzisiaj jeszcze grają. Do liderującego Zagłębia na ten moment tracimy 5 punktów. Absolutny kosmos.

I zobaczcie sobie teraz – trochę nie patrząc na obecną formę różnych drużyn – co GieKSa zrobiła już w tym roku. Dwa razy odprawiliśmy z kwitkiem Widzew, wygraliśmy Śląski Klasyk, nie daliśmy sobie strzelić gola ekipie mającej na koncie pół setki strzelonych bramek, pokonaliśmy na wyjeździe obecnego lidera ekstraklasy, nie przegraliśmy z zawsze „wielką” Legią, a do tego awansowaliśmy do półfinału Pucharu Polski. Piękna ta wiosna. A jeszcze nawet się nie zaczęła.

Przed nami kolejne wyzwania. Już pojutrze Katowiczanie podejmą trzecią próbę rozegrania meczu w Białymstoku. Na papierze Jaga jest faworytem, ale patrząc na obecne dyspozycje obu drużyn, nasz zespół nie musi być na straconej pozycji. Drużyna Rafała Góraka jest rozpędzona piłkarsko i mentalnie, więc nie ma co się Jagi bać – co zresztą pokazał Piast Gliwice. Po prostu grajmy swoją grę, nie zapominajmy o zadaniach, miejmy tak mocny mental – jak z Lechią – a powinno być dobrze.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga