Felietony
Post scriptum do meczu z Miedzią
GieKSa przegrała w kiepskim stylu z Miedzią Legnica i trzeba przyznać, że coraz to kolejne pisanie nowych artykułów, plusów (a raczej minusów), PS-ów sprawia coraz mniejszą satysfakcję – niestety dzieje się tak dzięki piłkarzom. Swoje jednak trzeba zrobić, więc kilka punktów zamykających niedzielny mecz.
1. Z Miedzią u siebie wiodło nam się lepiej niż gorzej. Udało się ostatnie dwa mecze wygrać po 1:0, ale wcześniej była porażka 0:2. Teraz bilans się wyrównał i mamy na koncie po dwa triumfy i porażki.
2. Tym razem zabrakło Alana Czerwińskiego i trener Piekarczyk musiał kombinować. Na prawą obronę wystawił Łukasza Pielorza. Tracimy w tym momencie jedno skrzydło, bo Łukasz do przodu grać nie umie.
3. Do składu powrócił natomiast Sławomir Duda. Dwa lata temu zawodnik przesądził o wygranej z legniczanami skutecznie egzekwując rzut karny. Tym razem zawody zakończył przed czasem – po nokaucie ze strony Keona Daniela.
4. Przeciw ekipom Ryszarda Tarasiewicza graliśmy już w tej lidze kilkukrotnie – Śląsk, Pogoń, Zawisza – ale zazwyczaj zbieraliśmy baty. Tak było i tym razem.
5. Taraś przygwiazdorzył na konferencji, gdy pytanie zadał mu Błażej. Pytanie dotyczyło oceny trenera w sytuacji z czerwoną kartką Kamińskiego. Szkoleniowiec lekko lekceważąco stwierdził, że „takich pytań się nie zadaje”…
6. A’propos Kamyka. Widać różnicę w podejściu trenerów. Piotr Piekarczyk nazwał żółtą kartkę skandalem. A kilka lat temu, gdy zawodnik w meczu z Pogonią dostał czerwoną kartkę po meczu staliśmy sobie i rozmawialiśmy, że sędzia przesadził. Akurat przechodził trener Nawałka, usłyszał to i omal nas nie opieprzył za to, że tak mówimy. Uznał bowiem, że kartka była w pełni zasłużona, a to Kamyk zachował się nieodpowiedzialnie… Widać pewną różnice w podejściu.
7. Atmosfera samozadowolenia wśród naszych piłkarzy poraża. Słowa Grzegorza Goncerza o niby graniu na remis zostały co prawda źle zinterpretowane, ale stwierdzenia Adriana Frańczaka, że „za piękną grę punktów się nie przyznaje” i że „Miedź zdobyła przypadkową bramkę” naprawdę zakrawają na skandal i odbierają jakąkolwiek wiarę, że ci zawodnicy chcą podnosić swój poziom…
8. Faktem jest, że tak podłamanego trenera Piekarczyka na konferencji nie widzieliśmy. Trener Skowronek widział żenadę w zespole, ale w wywiadach trzymał fason i bronił zespołu. Może Orzech też widzi, co się dzieje, ale kurtuazyjnie tego nie powie?…
9. Teraz ciężki mecz w Bełchatowie. U nas w redakcji coś powoli pęka patrząc na to, że przez dziewiąty sezon nic się nie zmienia i mamy drużynę przypadkowych ludzi. Chcemy wierzyć, że w Bełchatowie nastąpi prawdziwe przełamanie. Chcemy wiwerzyć…
Hokej
Kompromitacja w Tychach
W 20. kolejce THL nasza drużyna wyruszyła do Tychów żeby zmierzyć się z miejscowym GKS-em.
Pierwszą tercję rozpoczęliśmy od szarpanej gry w tercji neutralnej. Dopiero w 4. minucie strzał na bramkę Fucika zdołał oddać Wronka, ale jego uderzenie nie sprawiło problemów bramkarzowi gospodarzy. W 7. minucie miejscowi wyszli na prowadzenie. W drugiej połowie pierwszej odsłony nasza drużyna stanęła przed szansą wyrównania wyniku za sprawą liczebnej przewagi. Pomimo oddania kilku groźnych strzałów, to żaden z naszych zawodników nie zdołał pokonać Fucika. W 19. minucie fantastyczną interwencją popisał się Eliasson ratując nas przed utratą drugiej bramki. Chwilę przed syreną kończącą pierwszą tercję Eliasson ponownie zachował czujność i pewnie obronił kolejne strzały gospodarzy.
Drugą tercję rozpoczęliśmy od zdecydowanego ataku na bramkę Fucika, blisko zdobycia bramki był Wronka i Varttinen. W 24. minucie gospodarze zdobyli drugą bramkę, wykorzystując liczebną przewagę. Kilkanaście sekund później gospodarze ponownie podwyższyli. W 25. minucie nastąpiła zmiana bramkarza w naszej drużynie. W 28. minucie czwartą bramkę dla drużyny gospodarzy zdobył Drabik, wykorzystując bierną postawę naszych obrońców. W 33. minucie w sytuacji sam na sam z Fucikiem znalazł się Dupuy, ale jego strzał był za lekki, by pokonać bramkarza gospodarzy. Na sam koniec drugiej odsłony gospodarze po raz piąty wbili krążek do naszej bramki.
Trzecią odsłonę rozpoczęliśmy od kilku strzałów na bramkę Fucika. Jednak to gospodarze ponownie znaleźli drogę do naszej bramki, zdobywając szóstą bramkę w tym meczu. Minutę później po raz siódmy do bramki trafił Viinikainen. Na sam koniec meczu bramkę honorową dla naszej drużyny zdobył Jonasz Hofman.
GKS Tychy – GKS Katowice 7:1 (1:0, 4:0, 2:1)
1:0 Filip Komorski (Valtteri Kakkonen, Rafał Drabik) 06:16
2:0 Alan Łyszczarczyk (Rasmus Hejlanko, Valtteri Kakkonen) 23:23, 5/4
3:0 Mark Viitianen (Dominik Paś) 24:18
4:0 Rafał Drabik (Szymon Kucharski, Mateusz Bryk) 27:48
5:0 Mateusz Gościński (Hannu Kuru, Olli Kaskinen) 38:56
6:0 Hannu Kuru (Juuso Walli, Bartłomiej Pociecha) 45:23
7:0 Olli-Petteri Viinikainen (Alan Łyszczarczyk, Rasmus Hejlanko) 47:54
7:1 Jonasz Hofman
GKS Tychy: Fucik, Lewartowski – Viinikainen, Bryk, Łyszczarczyk, Komorski, Knuutinen – Kaskinen, Kakkonen, Jeziorski, Kuru, Heljanko- Walli, Pociecha, Karkkanen, Paś, Viitanen – Bizacki, Ubowski, Drabik, Kucharski, Gościński.
GKS Katowice: Eliasson, Kieler – Maciaś, Hoffman, Wronka, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Anderson, Monto, Dupuy – Runesson, Lundegard, Michalski, McNulty, Hofman Jo. – Chodor, Dawid, Hofman Ja.
Felietony Piłka nożna
Komu nie zależało, by zagrać?
Gdy wyjrzałem dziś za okno z pokoju hotelowego, zobaczyłem szron na pobliskich dachach. I tyle. Śniegu nie było ani grama, jedyne, co mogło nas przyprawiać o lekkie dreszcze to przymrozek i konieczność spędzenia tego meczu w tak niskiej temperaturze. Wiadomo jednak, że podczas dobrego widowiska można się porządnie rozgrzać i emocje sportowe niwelują jakiekolwiek atmosferyczne niedogodności. Głowiłem się, jak to jest, że w różnych rejonach Polski mamy atak zimy, a przecież okolice bieguna zimna, które teoretycznie najbardziej są narażone na popularny biały puch, tym razem są wolne od tego.
Gdy jechałem autobusem na mecz i zaczęło lekko prószyć – a było to o godz. 10.30 ani przez myśl nie przeszło mi, jak to się wszystko skończy. Po prostu – śnieg zaczął sobie padać, nie był to jakiś armagedon, a i same opady śniegu, choć były wyraźne, nie przypominały tych, które znamy z przeszłości.
Po wejściu na stadion zobaczyłem taką właśnie oprószoną murawę – niezasypaną. Białawo-zieloną lub zielonkawo-białą. Typowy widok, gdy mamy pierwsze opady śniegu w roku lub też szron po mroźnej nocy. Białe gunwo (że tak zejdziemy z romantycznej wersji o puchu) ciągle jednak z białostockiego nieba spadało. I w pewnym momencie rzeczywiście murawa stała się dość biała. Nie przeszkodziło to jednak obu drużynom oraz sędziom rozgrzewać się. Kibice wypełniali stadion, zwłaszcza ci z Jagiellonii jeszcze przed meczem głośno dopingując swój zespół. Sympatycy GieKSy powoli zaczęli wchodzić na sektor gości i też dali znać o sobie. Przyznam, że nie myślałem w ogóle o tym, że mecz może się nie odbyć. Nie miałem takiego konceptu w głowie.
Za łopaty wzięło się… kilka osób. Zaczęli odśnieżać pola karne. Wyglądało to tak, że na jednym skrzydle stało trzech chłopa i sami nie wiedzieli, jak się za to zabrać. „Gdzie kucharek sześć…” – powiedziałem Miśkowi. A na drugim skrzydle szesnastki jeden jegomość odśnieżył na kilka metrów szerokość pola karnego, pokazując, że „da się”. A tamci deliberowali. Do tej pory odśnieżone były tylko linie i wspomniany kawałek. Na drugim polu karnym natomiast jakiś artysta „odśnieżał” w taki sposób, że zagarniał, wręcz zdrapywał śnieg, zamiast go nabierać na łopatę. Nie trzeba być śnieżnym omnibusem, żeby wiedzieć, że średnio efektywna jest to metoda. Po niedługim czasie wszyscy położyli na to lachę i sobie poszli czy tam przestali działać.
Dopiero kilka minut przed meczem zorientowałem się, że sędzia się dziwnie zachowuje, wychodzi i sprawdza. Załączyłem Canal+, by nasłuchiwać wieści i tam było jasne, że arbiter Wojciech Myć sugerował, iż szanse na rozegranie tego spotkania są dość marne. Potem wyszedł na boisko jeszcze raz, ze swoimi asystentami i patrzyli, jak zachowuje się piłka. W moim odczuciu ta rzucana i turlana przez nich futbolówka reagowała normalnie, z odpowiednim odbiciem czy brakiem większego oporu przy toczeniu się po ziemi. Do końca miałem nadzieję, że mecz się odbędzie.
Sędzia jednak zadecydował inaczej. W wywiadzie dla Canal+ powiedział, że ze względu na zdrowie zawodników, a także ograniczoną widoczność – podejmuje decyzję o odwołaniu meczu. Podał też argument, że do pomarańczowej piłki przykleja się śnieg i tak jej nie widać. A linie, które zostały odśnieżone i tak za chwilę zostałyby zasypane.
Mecz się nie odbył.
Odniosę się więc najpierw do słów sędziego, bo już one są dla mnie kuriozalne. Odśnieżone linie po 40 minutach (także już po odwołaniu meczu) nadal były widoczne. I nie zanosiło się specjalnie na to, że mają zostać momentalnie zasypane. Nawet jeśli – to chwila przerwy w meczu lub po prostu w przerwie między dwiema połowami – pospolite ruszenie do łopat i gotowe. A argument o piłce to już kuriozum do kwadratu. Na Boga – przecież śnieg to nie jest jakiś klej czy oleista substancja. I nawet jeśli w statycznej sytuacji klei się do piłki, to jest ona cały czas KOPANA. Dla informacji pana Mycia – to powoduje drgania w futbolówce, a to (plus odbijanie się od ziemi) z piłki przyklejony kawałek śniegu strząsa. Więc naprawdę nie mówmy takich głodnych kawałków na głos, bo tylko wzmacniamy opinię o sędziach taką, a nie inną.
Trener Siemieniec już po decyzji mówił dla Canal Plus, że z punktu widzenia logistyki w rundzie jesiennej, nie na rękę jest im nie grać, w domyśle, że ten mecz trzeba będzie jeszcze gdzieś wcisnąć. Tylko przecież WIADOMO, że tego spotkania nie da się rozegrać jesienią, bo przecież po ostatnim meczu ligowym Jaga gra dwa razy w Lidze Europy plus jeszcze w środku grudnia zaległy mecz z Motorem. Więc z GKS musieliby zagrać tuż przed świętami, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie przedłuży rundy GieKSie o dwa tygodnie z powodu zaległego meczu. Niech więc trener Adrian nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym trener powiedział, że ze względu na stan boiska, była to jedyna i słuszna decyzja i trudno nie było odnieść wrażenia, że z powodu napiętego terminarza właśnie TERAZ, dłuższy oddech dla Jagiellonii to najlepsze, co może ich spotkać…
A Rafał Górak? Bardzo dyplomatycznie mówił, że rozumie decyzję sędziów, ale chyba trzy razy podczas wywiadu dał do zrozumienia, jakie miał zdanie… Panowie za zamkniętymi drzwiami rozmawiali, każdy dał swoje argumenty. Trener zwrócił uwagę, że ze względu na szczelnie wypełniony sektor gości mogło to wyglądać inaczej. Że białe linie widać i przy dobrej woli organizatora, boisko można byłoby doprowadzić do stanu używalności. Że taki wyjazd bez meczu to dodatkowe koszty dla klubu. Jakbym więc miał typować, to pewnie wyglądało to tak „ej Rafał, wiesz, jak jest, jaką mamy sytuację, wiem, że nie jest to wam na rękę, ale zgódź się na przełożenie meczu, odwdzięczymy się dobrym winkiem”… Być może więc ze względu na solidarność kolegów po fachu i gentelmen’s agreement, szkoleniowiec, mimo że wolałby zagrać – nie oponował.
No i właśnie. To jest pytanie – czy komuś zależało, żeby wykorzystać opady i meczu nie rozegrać? Powiem wprost – reakcja organizatora meczu na tę „zimę” jest mocno zastanawiająca i nie wiem, czy Jagiellonia nie powinna z tego tytułu ponieść konsekwencji. Powtórzę – klub nie zrobił absolutnie nic, żeby ten mecz rozegrać. Począwszy od prognoz – przecież atak zimy w Polsce był już wczoraj, więc nie można było nie zakładać, że podobna sytuacja powtórzy się w Białymstoku. A jeśli tak, to przygotowuje się zastępy ludzi – choćby na wszelki wypadek – do tego, żeby boisko odśnieżyć. Pamiętacie, co było w zeszłym sezonie w meczu Radomiaka z Zagłębiem? Momentalnie, w ciągu kilku minut płyta po nawałnicy zrobiła się biała. Tam też było ryzyko przerwania i odwołania meczu. Ale ludzie robili, co w swojej mocy, odśnieżali, jak tylko się da i spotkanie zostało dokończone. Wczoraj w Rzeszowie kompletnie zasypany stadion został odśnieżony i mecz również się odbył. A w Białymstoku? Nie było chętnych czy nie miało ich być? Mogli nawet tych żołnierzy wziąć, co to zawsze są na trybunach. Cokolwiek. A tutaj kilku ludzi z łopatą zaczęło nieskładnie machać, ale chyba ktoś im powiedział, że to bez sensu – no i przestali.
Nie będę wnikał, czy na takim boisku można grać czy nie. Jak bardzo wpływa to na zdrowie zawodników. Wiem, że w przeszłości takie mecze się odbywały i nikt nie płakał i nie zasłaniał się ani zdrowiem, ani terminarzem. GieKSa taki mecz rozgrywała z Arką Gdynia – pamiętny z niewykorzystanym karnym Adamczyka – i jakoś się dało. Nie jest to może najbardziej estetyczne widowisko, ale mecz jest rozegrany i jest z głowy.
Natomiast tu nie chodzi o to, czy na zaśnieżonym boisku można grać. Chodzi o to, że nikt nie zajął się odśnieżaniem. Dlatego cała ta sytuacja ostatecznie wydaje mi się po prostu skandaliczna. Dosłownie godzinkę śnieg poprószył – bez jakiejś większej nawałnicy – i odwołujemy mecz.
I tak – piłkarze pojechali sobie na drugi koniec polski, by pobiegać na murawie stadionu Jagiellonii. Klub zapłacił za hotel, wyżywienie, przejazd. Teraz będzie to musiał zrobić drugi raz – najpewniej na wiosnę. Kibice zrywali się o drugiej w nocy, niektórzy pewnie nawet nie poszli spać, by stawić się na zbiórkę w ciemnych Katowicach. Jechali w tak wielkiej liczbie przez cały kraj – też przecież zapłacili za bilety i przejazd. I dostali w bambuko, bo paru osobom nie chciało się wyjść i doprowadzić boisko do jako takiego stanu.
Uważam, że PZPN czy Ekstraklasa, czy kto tam zarządza tym całym grajdołkiem, nie powinien przyzwalać na taką fuszerkę. To jest kupa kasy i czas wielu ludzi, którzy zdecydowali się do Białegostoku przyjechać. To po prostu jest nie fair.
Nieraz bywały jakieś sytuacje czy to z pogodą, czy wybrykami kibiców i kapitanowie lub trenerzy obu drużyn zgodnie mówili – gramy/nie gramy. Była ta wyraźna jednogłośność. A czasem spór. Grano nawet po zapaści Christiana Eriksena – choć tam akurat uważam, że ta decyzja była fatalna (choć z drugiej strony to Euro, więc logistyka dużo trudniejsza). Tutaj zabrakło determinacji, żeby mecz rozegrać. Rozumiem trenera Góraka, że podszedł dyplomatycznie do sprawy. Ja tego protokołu dyplomatycznego trzymać nie muszę i wysuwam hipotezę, że komuś na rękę był ten niezbyt wielki opad śniegu.
Dotychczas wielokrotnie pisałem i mówiłem, że cenię Jagiellonię i Adriana Siemieńca za to, jak łączą ligę i puchary. Byłem pod wrażeniem, że rok temu Jaga nie przełożyła spotkania z GKS na jesień, gdy sama była pomiędzy meczami z Ajaxem – trener gospodarzy dzisiejszego niedoszłego pojedynku mówił, że poważna drużyna musi umieć grać co trzy dni. Tym razem jednak w obliczu meczu z KuPS i końcówki ligi, takie zdanie przestało już zobowiązywać.
Nam nie pozostaje nic innego, jak przygotować się do sobotniego spotkania z Pogonią. Oby piłkarze GKS również wykorzystali fakt, że nie będą mieli Jagi w nogach i jak najlepiej mentalnie i fizycznie przygotowali się do spotkania z Portowcami. A z Jagiellonią i tak się już niedługo zmierzymy, bo za jedenaście dni w Pucharze Polski.
Kups!
Piłka nożna
Mecz z Jagiellonią odwołany!
W związku z atakiem zimy w Białymstoku i niezdatnymi według sędziego warunkami do gry mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice został odwołany.



Irishman
1 września 2015 at 22:16
ad.5
E tam przygwiazdorzył! Po prostu odpowiedział między wierszami, że kartka była z dupy wzięta!
ad.6
…..co nie zmienia faktu, że Piekarczyk to nie Nawałka!
ad.7 i ad.8
Właśnie o to chodzi,że jesteśmy chyba jedyną „firmą” na świecie, w której podwładni rządzą przełożonymi. A sruuu ich wszystkich do rezerw! Dawać tych, którzy się będą słuchać trenera. Z tym, że….. Piekarczyk może i jest załamany ale w kolejnym meczu postawi znów na tych samych!
lukasz
1 września 2015 at 22:41
A na kogo ma postawic? Szoltys jak wchodzi boi sie pilki, Ciechanski jak gra jest kompletnie niewidoczny, Aleks to jezdziec bez glowy … jak spadalismy 10 lat temu bylo kilku mlodych ktorzy grali swietnie – Gorski, Plizga, Polczak, Sroka, Wijas czy Mielnik .. kilku z nich mimo spadku kazdy mecz to byla walka. Teraz Ci mlodzi boja sie graja asekuracyjnie … ale skad maja brac wzorce ?? od Burego, od Bebenka czy Pielorza?
kibic
2 września 2015 at 10:25
Wszyscy tylko narzekaja,a zaden nie domaga sie wypowiedzi prezesa i dyrektora sportowego to ich wina i musza podjac jakies decyzje chyba ze maja to gdzies grunt to dobre wyplaty z miasta i nic nie robienie,chcialbym sie mylic ale wydaje mi sie ze trener juz nie ogarnie tej fatalnej gry brak mu juz odwagi i koncepcji co z tymi dziadami zrobic,a kibice powoli maja to gdzies i juz przyzwyczaili sie do ogrywania nas przes wiochy zostaje tylko zenada i wstyd tragedia
tomay
2 września 2015 at 12:56
W Bełchatowie będzie 5-0 i wreszcie będą zmiany
krzys137
2 września 2015 at 13:31
w sobote mamy dwa w plecy bez napastnika to pograjmy sie w szachy na male bramki
misiek
2 września 2015 at 15:35
A niech dalej biegają i walczą w poprzek boiska… A jak się już zalatają to w końcówce opadną z sił i znowu pech…
Ziga
2 września 2015 at 21:00
Ilkowa golaba juz nie ma bo wrocil do chrobrego a my testujemy mam nadzieje ze ten prazmowski bedzie zajebisty jesli nie to gowno zakontraktujemy a nie obronce ciagle mam nadzieje ze proksa gada z Banasiem i mozna tego cEnucha wziasc od zaboli co chce rozwiazac kontrakt Gwaze dobry gracz
Mecza
3 września 2015 at 19:07
Wszystko zależy od trenera. Nawałka miał gorszych piłkarzy gdy prowadził GKS a wyniki lepsze. Było minęło. Spójrzcie na ekstraklasę. Piast, Cracovia podczas okienka transferowego wydali miliony euro że są odpowiednio na 1,2 miejscu? Nie. Co z Lechem, zastanawiają się czy nie zwolnić Skorży. On cuda zdziałał w poprzednim sezonie. Teraz dno. Piłkarze źli? Może mentalnie, taka Polska rzeczywistość. Cracovia przez kilka lat nie trafiała z trenerem, od kwietnia wszystko gra. Co do Piekarczyka, kibicowałem mu i wierzyłem ale on jednak wydaje się człowiekiem po drugiej stronie rzeki. Przyszedł awaryjnie, w miarę wyszło i pewnie może być tylko lepiej. Dlaczego nie spróbować? Najważniejsze aby nie narobić sobie wrogów, mam życie ułożone, przy GKS będę przez następne kilkanaście lat a trenerem przez rok, dwa. Widzicie złość w Piekarczyku, chęć nie tylko zrobienia wyniku z GKS ale aby pójść wyżej w trenerce? Trener powinien być ambitny a nasz trener wydaje się, że już nie ma ambicji aby osiągać sukcesy. On tylko pomaga (bardzo pomógł na wiosnę!!!) Piekarczyk będzie najlepszym wyborem jeśli zdecydujemy że mamy BYĆ w tej 1 lidze i ogrywać, promować młodych tylko trzeba mu to jasno powiedzieć bo presja sprawia że Bętkowski chyba zagrał 10 minut w tym sezonie. Gdyby grał za Burkharda wyniki byłyby gorsze? 6 meczów, 4 porażki… Wojciech Jurek, czy on ma 1 nogę że nie ma zaufania trenera który woli postawić (przypodobać się)w obronie na Pielorza (wobec absencji Czerwińskiego) Obojętnie która strona, młody ograny w 2 lidze (nie jakaś c klasa) chłopak. Nie… Pielorz ponoć ma dobrą gadkę, mobilizuje… Nie widziałem żadnego dobrego meczu w barwach GKS, mogę tak ciągnąć dalej… Nie chcę się wkurzać. Iwan niczego nie zmieni i strata kasy (pensja z kasy miasta)na zawodnika kilka lat starszego od Burego czy Bętkowskiego. Na 100% Messi w składzie nie gwarantowałby awansu, dlatego nie czepiajcie się transferów bo to tylko jest presja na zarząd aby wydawać kasę miasta.Potrzebny TRENER!
mobil
4 września 2015 at 01:51
Od strony organizacyjnej jako tako(duży + dla prezesa),ale od strony sportowej stan w jakim jest drużyna należałoby najlepiej przemilczeć(trener + sztab szkoleniowy) no i wszystko najlepiej wiedzący naczelny komentator Shellu(jest jak jest).
...
14 kwietnia 2017 at 11:09
Jak pisałem przed rundą wiosenną,że awansu nie będzie to mi wykasowali komentarze(będę to powtarzał do znudzenia).Kejta-z pewnością taka rozmowa była,co do tego nie ma żadnej wątpliwości.Te gówniarze(piłkarze,działacze,trenerzy) zarabiają po naście tysi/ms,więc robienie w h..a kibiców to dla nich przyjemna i dochodowa zabawa…..tyle….