Felietony Piłka nożna
Post scriptum do meczu z Zagłębiem
Mecz z Zagłębiem to już historia, ale długo jeszcze może odbijać nam się czkawką. Już w środę kolejny ważny mecz – tym razem pucharowy z Wigrami Suwałki. Tradycyjnym post scritpum zamykamy temat sobotniego spotkania.
1. W sobotę mieliśmy niesamowity wręcz upał. Gdy wyszedłem z domu naprawdę nie zazdrościłem zawodnikom, że będą musieli w takich warunkach grać mecz – i to w pełnym słońcu. Trzeba przyznać, że zacienione trybuny dawały ulgę i dało się wytrzymać.
2. Otoczka meczu jaka była, każdy widział. Plakaty, billboardy, mobilizacja znajomych. Ostatecznie zakończyło się frekwencją 6700, niespotykaną od wielu, wielu lat. Na Bukowej mieliśmy mieć prawdziwe piłkarskie święto.
3. Było to widać na stadionie już na godzinę przed meczem. Mnóstwo ludzi już na obiekcie, na parkingu oraz zapełniające się trybuny. Można powiedzieć, że na godzinę przed pierwszym gwizdkiem na Blaszoku było więcej ludzi niż czasem 5 minut przed meczem.
4. Wszyscy na żółto. Przypomniał się mecz barażowy z BKS Bielsko-Biała. Naprawdę taka mobilizacja była niespotykana.
5. Takiej owacji dla piłkarzy wychodzących na rozgrzewkę nie pamiętam. To był prawdziwy szał, aż ciarki przechodziły po plecach. Podobnie jak wtedy, gdy wyczytywane były składy i po każdym z nazwisk padało – jak za starych czasów – głośne „Jest!”.
6. Kibice GieKSy i Zagłębia wzajemnie się pozdrawiali i choć poprawni politycznie miłośnicy dobrego wychowania powiedzą, że przeklinać nie wolno, to jednak takie okrzyki z obu stron mocno podnoszą temperaturę spotkania.
7. U nas w redakcji również mobilizacja była niesamowita. Niemal w komplecie byliśmy na stadionie już 60 mnut przed meczem i jak zwykle chcieliśmy obrobić go bardzo dobrze – co nam się zresztą jak zwykle udało 😉
8. W zespole gości mieliśmy dwóch zawodników z przeszłością w GKS Katowice – Krzysztofa Markowskiego i Grzegorza Fonfarę. Maro niestety rządził na boisku w defensywie, Fąf pojawił się na 6 minut przed końcem.
9. Atmosfera była nieprawdopodobna, ale niestety – z każdą minutą beznadziejnej postawy naszych piłkarzy stopniowo wygasała. Niby powinno się zawodników wspierać w trudnych momentach i to jest prawda, ale piłkarze nie zrobili absolutnie nic, aby te emocje w kibicach wzbudzić i utrzymać. Zrobili natomiast wszystko, aby je wygasić. Pod koniec to już był raczej pogrzeb…
10. Po końcowym gwizdku w szeregach gości zapanowała euforia. Przyjechac beniaminek z Sosnowca i na naszym terenie rządził. To straszne.
11. Trudno się dziwić patosowi trenera Artura Derbina, który wspominał swoją wizytę na Bukowej w przegranym przez Zagłębe meczu 0:5. Derbin był wówczas na naszym stadionie jako kibic.
12. Klub, kibice i my na stronie pompowaliśmy ten balon. Potrzebujemy takich emocji, musimy się nakręcać, by kibicowsko przeżyć. Niestety po raz kolejny dostaliśmy w twarz. Balon pękł, ciśnienie opadło, cała pozytywna atmosfera wokół klubu wzięła w łeb.
13. Gramy jednak dalej i teraz już liczy się tylko awans do kolejnej rundy Pucharu Polski. Odwracać się od drużyny nie możemy. Więc cel na środę i sobotę to wygrać w Suwałkach i Gdyni.
14. Żeby nie było 13.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


lukasz
10 sierpnia 2015 at 10:47
szkoda tylko ze takie persony jak Shellu czy Junior nie wypowiedza sie w temacie zachowania “kibicow” z ochorona, proby sforsowana barier czy rzucaniem Herbem. Tematu wlasciwie nie ma uznaje sie ze atmosfera byla swietna i tyle. A gówno prawda ja siedzialem na 2 z rodzina i wielu ludzi patrzylo z niedowierzaniem i niesmakiem ze kilkunastu idiotow niweczy trud normalnych kibicow ktorzy przyszli pokibicowac. Ale nie ma nawet zadnej reakcji po prostu nic, huj z tym ze kare na nas naloza huj z tym ze nie bedzie wyjazdow huj z tym ze zamkna stadion – wazne ze bylo swieto bo DEBILE wyrwali troche kszeselek i bylo swietowanie. Tak jak napisal kibic – nie bedzie normalnie nigdy bo taki mecz jak z Zaglebiem powinien byc co kolejke – przynajmniej jesli chodzi o liczbe ludzi na trybunach. To powinno byc swieto a nie mozliwosc do pokazania hamstwa i skurwysynstwa na stadionie. Pamietam jak sie pisalo o tym ze stadion na min 25 tys bo przeciez beda przychodzic cale rodziny itp. itd. Gowno prawda !!! Jesli raz na kilkadziesiat spotkan na mecz idzie 7 tys ludzi i nie potrafia sie zachowac to co dopiero marzyc o tym zeby zapelniac taki stadion co kolejke … Normalnych Kibicow i ludzi nie oszukamy w ten sposob. Fakty sa przeciwko nam …
fanclub dortmund
10 sierpnia 2015 at 11:42
kurwa jaki stadion an 20000 ludzi??????SKAD WY ICH WEZMIECIE???? Z TESCO???CZY Z SILESIA CENTER????PORAZKA TOTALNA WOLNE MIEJSCA NA ZAGLEBIU TO WSTYD A BEBNIARZ TO SE MOGL KAMERKE NA FUJARZE TRZYMAC DOPING BYL JAK NA WAGE MECZU CIENKI ;poleglismy w sobote na calej lini i tyle
Marcin
10 sierpnia 2015 at 11:52
Człowieku co Ty wypisujesz? Pełny stadion wszyscy na żółto i tylko kilkunastu grajków chłodzących po boisku którzy popsuli święto i nawet komentatorzy Polsatu stwierdzili że przez postawę na boisku kibice nie wytrzymali frustracji która sięgnęła zenitu i zastanów się po co przychodzisz na stadion bo jeżeli nie obchodzi Cię że kopacze udają że grają a najważniejsze to wizyta z dzieckiem na stadionie to życzę powodzenia bo z takim podejściem to na bukowej będzie plac zabaw a nie stadion poza tym po tym co kopaczyki pokazali to ten stadion znowu długo się nie zapełni bo można przegrać ale po walce jeżeli w ogóle wiesz co to znaczy
Do łukasza
10 sierpnia 2015 at 12:20
Za dużo wyborczej czytasz… Animozje między kibicami nawet przed wojną były. Jeżeli nie wiesz co to przypływ adrenaliny to się nie wypowiadaj. Już na młynie i wyjazdach lepsza obecność twardej ekipy niż „normalnych” kibiców z rodzinami którzy jedynie są mocni w gębie i potrafią jedynie wkurwiać z przeciwnej strony gości. To są derby jakich mało choć gorole się wypierają że to były derby… Ciekawe kaj będziecie na meczu z kluczborkiem pasjonaci spokoju na trybunach.
kibic
10 sierpnia 2015 at 12:51
dlaczego nikt nie krytykuje pilkarzy,trenera przeciesz oni zrobili z nas z klubu posmiewisko powinni ponies kare finansowa a paru z nich powinno wyladowac w rezerwach,niestety przes Cygana i Prokse mamy takich grajkow i nie za wiele da sie zmienic,brak dobrego mlodziezowca,srodek obrony jest do niczego,jak i prawa obrona dalej pomoc nie umie uspokoic gry i przejac ciezaru prowadzenia na siebie atak nie istnieje,ale tutaj najmniejsze pretensje bo niestety w klubie brak 2 napastnika ale to wina Proksy i jego oszustw o transferach konkretnych gdzie one sa,moze Burkchard na plus ale na niezbyt duzy,reszta na radzie dalej nic nie widac,choc Trochim sie stara ale to jeszcze za malo,Bebenek bez formy wiec co po rundzie jesiennej znowu bedziemy zmieniac sklad i sciagac kolejnych nie udanych grajkow,czy lepiej sciagnac 2,3 wartosciowych czy 10 nie udacznikow,niestety klub nic nie robi nic w tym kierunku a oszustwa Cygana i Proksy o rozmowach z pilkarzami z ekstrklasy to bujda,i spowodu nich po 23 latach przezylismy najwieksza chanbe i wstyd przegrywajac taki mecz i to bez jakiego kolwiek zaangarzowania,gdzie jest wypowiedz prezesa,kierownika druzyny po takim wstydzie co nm zgotowali,mam nadzieje ze zamiast liczenia kasy z miasta wezna sie do roboty i natychmiast klub zostanie wzmocniony dobrymi pilkarzami bo jesli nie to takie posmiewisko jeszcze nie raz przyjdzie nam przezyc w tym sezonie
lukasz
10 sierpnia 2015 at 13:43
na meczu z kluczborkiem, jak i na innych meczach od 22 lat bede na Bukowej. Jedynie przez te lata trybuna sie zmienila … pasjonaci spokoju … na ilu meczach byles za granica czlowieku? Ty wogole masz pojecie co to jest pilkarskie swieto ? W Dortmundzie np ? Z Twoich wypocin wynika ze nie masz pojecia. Kilkanascie lat temu tez byly animozje one sa i beda ale zmieniaja sie okolicznosci. Jestescy Klubem ktory nie jak 15-20 lat temu byl potega w Polsce i liczyli sie z nami tez w Europie. Teraz musimy pokazac ze przez te 20 lat zmienili sie nie tylko nasz stadion (oby wkrotece) pilkarze i kibice ale przedewszystkim mentalnosc. Pamietasz zadymy z Ruchem np ? byles na nich ? ja pamietam bardzo dokladnie. Ale od tego kto wieksza zadyme zrobi nie zalezy czy bedzie grac ekstraklasie ani to ze bedziemy miec nowy stadion. Jak ktos widzi ze kibicom w glowie tylko agresja to wezmie i zamknie stadion i ma w dupie czy na GieKSe chodzi tysiac czy 20 tysiecy kibicow. To jest ta roznica. Pozatym szarganie barwami i herbem jest czyms niedopuszczalnym … ale co sie dziwic skoro Honor tez juz nie za bardzo jest modny … a Tematu pilakrzy nie poruszam – po meczach z Wigrami i Rozwojem pewnie wiekszoc zesralaby sie jakiego to nie mamy mocnego skladu a teraz to wszystkich wyjebac na czele z Gonzem. Opmaietajcie sie. zagrali straszna hujnie ale jeden mecz nie skresla niczego. przed nami 32 kolejki. Z takim podejsciem to nie bedziesz chodzil na mecze bo nie bedzie na co kolego … dobrze sie zastanow.
Do łukasza
10 sierpnia 2015 at 14:47
tak wiem jakie haje były a teraz to normalnie przedszkole w porównaniu co dawniej było, ino że teraz za kłótnie z ochroną mogą jebnąć niezły zakaz. A co do piłki taką presje wszyscy wywarli że zagłębie dla gieksy stało się arsenalem. Ja przed meczem się przygotowałem na to psychicznie wiedziałem że tak będzie bo zbyt duża presja była a no jeszcze upały były co też męczy piłkarzy. Podam przykład z dupy wzięty bo nie chce mi sie sięgać pamięcią do takich przypadków. arsenal napina się na taki I ligowy obecnie fulham. Taka presja że ja pierdole, podkręcenie atmosfery wokół londyńskich derbów. Przychodzi czas meczu a tu dupa fulham wygrał bo cała otoczka arsenalu wywarła taką presje że ich rozsadzało.
Karlik
10 sierpnia 2015 at 14:58
Lukasz napisał „Kilkanascie lat temu tez byly animozje one sa i beda ale zmieniają się okoliczności” Owszem. Ale ja pamiętam czasy na blaszoku kiedy nie było jeszcze gniazda. Kto wtedy kręcił młynem pamiętacie.Pamiętam słowa „chuj z meczem najważniejszy jest doping, chuj z przyjezdnymi niech sobie śpiewają co chcą my robimy swoje!” Co ci da baranie jeden z drugim,że zaśpiewasz zagłębie to chuje, legia to stara …? Dopinguj swoją drużynę!!! legia, ruch, zagłębie wiedzą, że to kurwy, smrody, psy itp. itd. Droga młodzieży, rozumiem, że młodość ma swoje prawa i teraz mając 17 lat myślicie sobie chuj ze starymi ciulami którzy kiedyś stali na plastikowych długich elementach zwanymi ławkami. Ok macie do tego prawo. Ale czy nie lepiej darcie ryja polegające na obrażaniu przeciwnika poświęcić na doping swojej drużyny?!
Pamiętajcie o jednym media nie są zbyt przychylne GieKSie. dziennik zachodni np: https://www.youtube.com/watch?v=yeHuqduSO1Q Już kurwa widzę radość smrodów.
lukasz
10 sierpnia 2015 at 16:36
Karlik i o to wlsnie chodzi. O Doping a nie o robienie zadym. I niech nikt nie pierdoli o tym ze zadyma to adrenalina i zeby nie robic przedszkola na trybunach. To wlasnie takie zachowanie jest dziecinne – napierdalanie w plot – Brawo !!! Tylko szkoda ze potem prawdziwi kibice zamiast dopingowac musza patrzec na mecz w TV albo przez plot …
Z daleka
10 sierpnia 2015 at 17:49
Pierwszy raz na GieKSie od hmm jakichś 10 lat. Przyjechałem specjalnie z daleka, poszedłem na mecz z kobietą, która nie była nigdy na żadnym piłkarskim meczu. Byliśmy na jedynce.
Za GieKSą od małolata.
Musiałem być.
Ale po kolei:
Mecz: moja kobieta oceniła to tak: „jakoś nie widziałam w nich jedności, jakby nie byli razem, a każdy osobno”. Na piłce specjalnie się nie zna, ale skoro nawet ona to widziała…
Jak dla mnie – nie było drużyny. Kompletnie! Każdy sobie rzepkę skrobie. Ponadto – brak typowo technicznych umiejętności! Ani przyjęcia, ani wyjścia na pozycje, ani celnego podania. W pierwszej połowie – Czerwiński nie wiedział jak się biega. Facet z Zagłębia (chyba z 19stką) robił co chciał. Bębenka nawet nie widziałem by pomógł.
W drugiej połowie, z racji miejsca na trybunach miałem okazję oglądać… Szołtysa… musimy znaleźć młodzieżowca. Kompletnie drużyna mu nie ufa. Przez okres drugiej połowy, do zmiany, dostał tylko jedno podanie, kiedy Pietrzak nie miał już innego wyjścia. Nikt mu nie podawał, a ten, nawet jeśli coś miał przy nodze – za chwilę tracił. Brak pewności siebie, brak wiary w siebie, brak siły fizycznej. I te jego kręcenie głową…
Goncerz. Niby biegał. Czasem. Niby trafił w słupek – ze spalonego. Ale… chyba jego czas się skończył (obym się mylił). Brak walki po stracie piłki, zrezygnowanie, granie pod siebie, egoizm piłkarski. Jakby czuł się – jestem tu najlepszy, wszystko mogę. Trochę to nie prawda – już.
O dziwo Trochim mnie zaskoczył. Wszedł, zastawił się, powkurwiał się, utrzymał piłkę. Pozytyw na plus.
Reszta – bez komentarza. Aaaaa i jeszcze jedno – niech poćwiczą wybijanie piłki z pola karnego – albo niech zjedzą śniadanie w dniu meczu.
Trybuny.
Święto, mnóstwo ludzi, dzieciaki na żółto, z rodzicami, z dziadkami. Aż pięknie się patrzyło. Oprawy na Blaszoku, śpiewy… przez pierwsze 30 min.
Czułem przez te 30 minut dumę – my, pięknie kibicujemy, wspieramy piłkarzy, tylko GieKSa się na dla nas liczy. Gorole śpiewają coś o jebaniu, w dupie mają swój klub, a my w dupie mamy ich prowokacje. Wtedy jeszcze wierzyłem, że obejdzie się bez zadymy. Że w końcu cywilizacja – klub się rozwija, rośnie, jest stabilniej, a i kibice potrafią się dostosować.
I co? I chuj.
Odpalenie rac – chuj, tego się jeszcze można było spodziewać, one zawsze były i zawsze będą. Ale rzucanie nimi na boisko i do gorolów – po chuj? Dewastowanie własnego stadionu? Po chuj? Zamiast prowadzić doping jak w pierwszej połowie, wspierać zespół, wspierać piłkarzy, pokazać, że jesteśmy ponad te bydło z północnej trybuny – lepiej się do nich dostosować? Kurwa, jesteśmy lepsi! Nie musimy śpiewać o jebaniu Legii czy Sosnowca. Każdy z nas to wie! Ale miałem wrażenie, że w tym momencie to właśnie Zagłębie i Legia była ważniejsza niż GieKSa!
Jak robisz imprezę w domu to też wszystko demolujesz po godzinie?
I jeszcze napierdalanie ochronę/policję flagami z herbem klubu… aż tak bardzo chcieliście je stracić?
Kibice na jedynce dobrze mówili – wystrzelać bydło. Teraz będzie zamknięcie stadionu, kara finansowa, zakaz wyjazdu. Ale pewnie co poniektórzy się cieszą, że ponapierdalali w płot z buta.
A karę, którą dostaniemy powinni zapłacić ci idioci, którzy dopuścili się dewastacji. Zarówno po naszej stronie, jak i goroli.
Wojna będzie zawsze. Z gorolami, smrodami, Bytomiem, Legią. Ustawcie się w lesie po 50 pozabijajcie się tam.
Bo przez takie akcje pozostaje jeżdżenie po Ząbkach, Pruszkowach, Suwałkach i innych dziurach.
A i nie zdziwię się, jak któregoś dnia powtórzy się Knurów.
Tyle ode mnie.
lukasz
10 sierpnia 2015 at 18:37
amen
Anty GRZYB
10 sierpnia 2015 at 19:10
fanclub dortmund jeszcze ci nie przeszlo ostatnio pierdoliles glupoty o zachowaniu zastrzelonego kibica a teraz dalej pierdolisz
fanclub dortmund
10 sierpnia 2015 at 19:33
ty grzyb ciulu idz z zabskimi na ruch bo samemu pewnie bys sie zesral ze strachu jak bys zobaczyl ekipe konkretna wlasnie widzialem jaki kozak byl z ciebie w sobote przez 3 ploty a jak zaglebie szlo to srales w rowie
psz
10 sierpnia 2015 at 21:24
Shellu, po meczu pozostał duży niesmak i nie ma co zaklinać rzeczywistości, że niby jest inaczej… Zawsze mnie boli, gdy zamykają nam stadion. Wielokrotnie twierdziłem, że robili to niezasłużenie. Teraz niestety już tak nie powiem…
kibic
11 sierpnia 2015 at 09:20
Jedno mnie cieszy – pomimo iz to nieoficjalna strona po raz kolejny ( w podobnym temacie) glosow „normalnych” jest 99%. Jak widac potrzeba jeszcze czasu aby stadion w naszej lidze zamienil sie w ten z bundesligi – jednak musimy ciagle o tym glosno mowic! Zwlaszcza w naszym gronie – ze cos takiego nam sie nie podoba i nie po to przychodzimy na stadion.
Moze kiedys jak ktos bedzie chcial pierdolnac krzeselkiem jak poczuje mega dezaprobate ziomkow siedzacych obok to sie zastanowi….oby…
Anty GRZYB
11 sierpnia 2015 at 09:35
fanclub dortmund spociles sie ta wypocina ochlon bo zjedziesz. jak mogles mnie widziec pod plotem jak telewizja tego nie pokazala. ja na czworce widzialem co sie dzialo i tez nie wszystko mi pasowalo ale te twoje porownania sa z kosmosu jak pisowsko koscielne straszenie i obietnice
zmora
11 sierpnia 2015 at 14:48
A CO TO ZA ZJEBANY GOLASEK BIEGAŁ PO NASZYM SEKTORZE ZAPEWNE ZGEJKSIAŁY PEDAŁ GIEKSA CWEL ALE ALE ALE
roberto
11 sierpnia 2015 at 16:48
kilku idiotow zniszczylo swieto,i nie pisze o pilkarzach jestescie daremni,nie dawac ciula na oprawy i i tak wszystko w bloto teraz zamkna stadion i za zebrana kase kurwy beda chlac z kurwami z zabrza jebie takich kibicow!!
zmora
11 sierpnia 2015 at 17:12
CWEL,CWEL GEJKSA CWEL.TERAZ PORA NA WASZE KOCHANKI Z ZABRZA