Siatkówka
Powtórzyć wynik z zeszłego sezonu!
ASSECO RESOVIA RZESZÓW – GKS KATOWICE 30 marca (piątek) godz. 18.00
{RZECZYWISTOŚĆ}
Kolejny trudny przeciwnik przed naszym zespołem… tym razem przyjdzie nam się mierzyć z Resovią Rzeszów.
I znów budujemy negatywną serię, bo porażka z Jastrzębskim była już trzecią z rzędu. Co prawda w porównaniu do przegranych ze Skrą oraz z Wartą, nastąpiło małe przełamanie, bo w końcu wygraliśmy dwa sety, ale gra wciąż pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście plusem meczu w Spodku było to, że wróciliśmy do gry i udało się doprowadzić do tie-breaka, bo po dwóch pierwszych setach sytuacja nie wyglądała zbyt ciekawie. Minusem jest oczywiście zbyt duży kontrast w naszej grze, biorąc pod uwagę postawę w pierwszych dwóch partiach i w kolejnych dwóch wygranych. Ale to co wydarzyło się w tie-breaku wymyka się wszelkim kanonom siatkarskim. Drużyna, mówiąc wprost, „nie wyszła” na parkiet i „zagrała” na kompromitująco niskim poziomie i to był bez wątpienia najsłabszy set w wykonaniu GKS-u w całej historii występów w PlusLidze. Żadnej drużynie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce nie przystoi zagrać w ten sposób, a już naszej GieKSie w szczególności! Mamy nadzieję, że to był tylko niemiły epizod, który niema prawa się więcej powtórzyć! Oprócz środkowych, którzy grają ostatnio na równym i solidnym poziomie, to tylko Quiroga zasłużył na mały plus po meczu z Jastrzębskim. Po raz kolejny zawiódł Kapelus i czas najwyższy aby odstawić tego gracza od wyjściowej szóstki. To wszystko powoduje, że znów trudno o optymizm przed końcówką sezonu, a mecz w Rzeszowie do łatwych nie będzie należał.
Resovia walczy przecież o pierwszą szóstkę ligi, aby załapać się na play-off, a po ostatniej porażce z ONICO, rzeszowianie spadli na siódmą lokatę, mając oczko straty do AZS-u Olsztyn oraz dwa oczka do Jastrzębskiego. Drużyna z Podkarpacia zalicza bardzo słaby sezon (jak na ich możliwości i ambicje) mając już w tym momencie aż 11 porażek na koncie! Po wypadnięciu w zeszłej kampanii ze strefy medalowej, zdecydowano się w Rzeszowie na przebudowę kadry zespołu oraz zmianę trenera. Zabieg ten kompletnie się nie powiódł i bardzo szybko wrócono do opcji z nowym-starym szkoleniowcem, Andrzejem Kowalem. Teraz trwają rozpaczliwe próby ratowania tego sezonu i załapania się do medalowego play-offu, co jak widać nie przychodzi im łatwo, na co również mają wpływ, dwie kontuzje podstawowych środkowych (nie zagrają już do końca bieżącego sezonu) Marcina Możdżonka oraz Bartłomieja Lemańskiego. Mimo tych przeciwności, rzeszowianie wciąż są trudnym rywalem i stanowią ciężką przeszkodę do pokonania. Takich graczy jak Jakub Jarosz, Thibault Rossard, Aleksander Śliwka czy Lukas Tichacek, stać na wiele, więc trzeba podejść do tego przeciwnika z odpowiednim szacunkiem.
W zeszłym sezonie GieKSa była sprawcą sporej niespodzianki wygrywając 3:2 w Rzeszowie. Nie mamy nic przeciwko temu, aby taki scenariusz miał się powtórzyć i w tej kampanii, tym bardziej że wciąż gra się naszemu zespołowi lepiej w meczach wyjazdowych niż domowych.
Przewidywane wyjściowe szóstki:
GKS: Fijałek, Butryn, Pietraszko, Kohut, Sobański, Quiroga, Mariański (libero).
Resovia: Tichacek, Jarosz, Dryja, Perłowski, Rossard, Śliwka, Masłowski (libero).
{CO PISZĄ O MECZU NASI RYWALE?}
assecoresovia.pl – Dominik Depowski: Będziemy walczyć do ostatniej piłki
W piątkowe popołudnie w hali Podpromie podopieczni trenera Andrzeja Kowala podejmować będą drużynę GKS Katowice. Pojedynek rozpocznie się o godz. 18:00. W pierwszym spotkaniu obydwu ekip pewne zwycięstwo 3:0 zapisali na swoim koncie zawodnicy Asseco Resovii Rzeszów. W katowickim Spodku od początku do końca rytm gry nadawali rzeszowianie. – W pierwszym meczu katowiczanie postawili nam bardzo trudne warunki i na pewno tak będzie teraz. Musimy szczególnie uważać na ich atakującego, Karola Butryna, który jest pewnym punktem ekipy. Musimy być przygotowani na każde ich zagranie – skomentował Dominik Depowski i dodał. – Drużyna GKS-u to bardzo silny i nieprzewidywalny zespół. Udowodnili to chociażby w ostatnim meczu z Jastrzębskim Węglem, gdzie polegli dopiero po pięciu setach. Rzeszowianom, którzy plasują się na 7. miejscu w ligowej tabeli do końca rundy zasadniczej pozostały trzy spotkania. Każde z nich będzie niezwykle ważne pod względem końcowej klasyfikacji. – Dla nas jest to bardzo ważny mecz, ponieważ cały czas mamy szansę na grę w szóstce. Będziemy walczyć do ostatniej piłki. Wierzymy, że we własnej hali i przy swojej publiczności zdołamy pokonać zespół z Katowic za trzy punkty – zakończył przyjmujący Asseco Resovii. (…)
{HALA SPORTOWA}
Resovia rozgrywa swoje domowe mecze w hali Podpromie o pojemności ok. 4,5 tys miejsc. Rzeszowianie w zeszłym sezonie w meczach „u siebie” mieli bardzo dobry bilans 13 zwycięstw przy tylko 4 porażkach. W obecnej kampanii Resovia osiągnęła następujące wyniki: z Dafi Społem 3:0, z ZAKSĄ 1:3, z Wartą 2:3, z Treflem 0:3, z AZS-em Olsztyn 3:0, z Czarnymi 3:1, z ONICO 0:3, z MKS-em Będzin 3:0, z BBTS-em 3:0, ze Skrą 2:3, z Jastrzębskim 3:0, z Cuprum 3:0 i z Łuczniczką 3:0.
GKS jak wiadomo w zeszłym sezonie grał dobrze „na wyjazdach”, bilans był remisowy, po 8 zwycięstw i porażek. A w obecnym sezonie GieKSa na inaugurację pokonała Czarnych 3:1, potem przegrała z ONICO 1:3, następnie zwyciężyła Trefla Gdańsk 3:0, potem pokonała Espadon Szczecin 3:2 i BBTS Bielsko-Biała 3:1, by wreszcie przegrać ze Skrą 0:3 i z Jastrzębskim 1:3 oraz z AZS-em Olsztyn 2:3. W nowym roku GieKSa przegrała z Łuczniczką 1:3 oraz pokonała MKS Będzin 3:2 i Dafi Społem 3:0 oraz sensacyjnie ZAKSĘ 3;1, a ostatnio przegrała z Wartą 0:3.
{HISTORIA}
Pierwsze spotkanie z Resovią w PlusLidze odbyło się w hali Podpromie w dniu 12 listopada 2016 roku i zakończyło się wygraną GKS-u 2:3 (25:17, 23:25, 23:25, 25:22, 11:15). Punkty zdobywali dla Resovii: Rossard 25, Ivović 13, Dryja 11, Lemański 7, Winters 7, Nowakowski 5, Perrin 5, Tichacek 1, Schoeps 1. Dla GieKSy: Butryn 26, Kapelus 13, Kalembka 11, Krulicki 9, Sobański 8, Falaschi 1, Pietraszko 1.
Rewanżowe spotkanie odbyło się w Szopienicach w dniu 22 lutego 2017 roku i ponownie wygrali goście w stosunku 2:3 (26:28, 25:20, 25:22, 23:25, 12:15). Punktowali wtedy dla GKS-u: Butryn 25, Kapelus 18, Sobański 15, Kalembka 10, Krulicki 5, Falaschi 3, Pietraszko 2. Dla Resovii: Schoeps 25, Perrin 19, Nowakowski 12, Rossard 10, Lemański 7, Ivović 3, Możdżonek 2, Drzyzga 1.
Dodatkowy trzeci, a właściwie to w kolejności „pierwszy” mecz pomiędzy tymi drużynami odbył się w dniu 5 lutego 2016 roku we wrocławskiej hali Orbita w ćwierćfinale Pucharu Polski sezonu 2015/16. Spotkanie to wygrali rzeszowianie 3:0 (25:14, 25:19, 25:20). Punkty wtedy zdobywali dla Resovii: Achrem 13, Kurek 11, Holmes 9, Paszycki 7, Jaeschke 5, Drzyzga 3, Penczew 2, Witczak 1. A dla GKS-u: Sobański 7, Król 6, Błoński 6, Pietraszko 5, Butryn 5, Kalembka 2, Biegun 2.
Trzeci mecz w tej rywalizacji w PlusLidze bieżącego sezonu odbył się dnia 13 grudnia 2017 roku w Spodku i zakończył się porażką GieKSy 0:3 (20:25, 25:27, 16:25). Punktowali dla GKS-u: Butryn 14, Quiroga 9, Kohut 6, Sobański 5, Pietraszko 4, Kapelus 3, Stelmach 2, Kalembka 1. Dla Resovii: Jarosz 15, Rossard 14, Śliwka 12, Możdżonek 7, Lemański 5, Tichacek 1.
{STATYSTYKI W PLUSLIDZE} – {GKS – RESOVIA}
[Bilans meczów] – 1:2
[Bilans punktów] – 3:6
[Bilans setów] – 5:8
[Bilans małych punktów] – 276:294
[Rozegrane mecze – 3] – GKS: 3- Krulicki, Stańczak, Butryn, Kapelus, Kalembka, Pietraszko, Stelmach, Sobański, 2- Falaschi, Błoński, 1- Van Walle, Witczak, Komenda, Fijałek, Kohut, Mariański, Quiroga,
Resovia: 3- Lemański, Rossard, Dryja, 2- Nowakowski, Perrin, Ivović, Schoeps, Drzyzga, Winters, Depowski, Tichacek, Masłowski, Możdżonek, 1- Jaeschke, Wojtaszek, Kędzierski, Jarosz, Krastins, Śliwka,
[Rozegrane sety – 13] – GKS: 13- Stańczak, Butryn, Sobański, 11- Krulicki, Kapelus, Kalembka, 10- Falaschi, 8- Pietraszko, 5- Stelmach, 3- Błoński, Komenda, Kohut, Mariański, Quiroga, 2- Van Walle, Fijałek, 1- Witczak,
Resovia: 13- Lemański, 12- Rossard, 9- Nowakowski, 8- Perrin, Ivović, Tichacek, Masłowski, Możdżonek, Dryja, 7- Drzyzga, 6- Schoeps, 5- Wojtaszek, Winters, 3- Depowski, Jarosz, Śliwka, 1- Jaeschke, Kędzierski, Krastins,
[Czas trwania spotkań] – 219:129 = łącznie 348 minut
[Widzów] – 4000:4050
[Punkty zdobyte z błędów przeciwnika] – GKS 85 – Resovia 86
[Ilość zdobytych punktów] – GKS 191 – Resovia 208
GKS – Butryn 65, Kapelus 34, Sobański 28, Kalembka 22, Krulicki 14, Quiroga 9, Pietraszko 7, Kohut 6, Falaschi 4, Stelmach 2,
Resovia – Rossard 49, Schoeps 26, Perrin 24, Lemański 19, Nowakowski 17, Ivović 16, Jarosz 15, Śliwka 12, Dryja 11, Możdżonek 9, Winters 7, Tichacek 2, Drzyzga 1,
[Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki] – GKS 63 – Resovia 72
GKS – Butryn 21, Kalembka 10, Kapelus 9, Sobański 7, Krulicki 4, Pietraszko 4, Quiroga 4, Stelmach 2, Falaschi 1, Kohut 1,
Resovia – Rossard 11, Nowakowski 9, Lemański 8, Perrin 7, Jarosz 7, Schoeps 5, Możdżonek 5, Ivović 3, Winters 3, Śliwka 3, Dryja 2, Tichacek 2,
[Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki] – GKS 128 – Resovia 136
GKS – Butryn 44, Kapelus 25, Sobański 21, Kalembka 12, Krulicki 10, Kohut 5, Quiroga 5, Falaschi 3, Pietraszko 3,
Resovia – Rossard 31, Schoeps 21, Perrin 17, Ivović 13, Lemański 11, Dryja 9, Śliwka 9, Nowakowski 8, Jarosz 8, Winters 4, Możdżonek 4, Drzyzga 1,
[Bilans punktów zdobytych do straconych] – GKS 69 – Resovia 90
GKS – Butryn 24, Kapelus 14, Kalembka 12, Krulicki 9, Sobański 7, Quiroga 3, Pietraszko 2, Kohut 2, Stelmach 2, Falaschi 1, Błoński -1, Stańczak -2, Komenda -2, Mariański -2,
Resovia – Rossard 23, Schoeps 17, Nowakowski 11, Jarosz 9, Perrin 9, Lemański 9, Możdżonek 8, Dryja 6, Śliwka 6, Winters 1, Tichacek -1, Jaeschke -1, Ivović -2, Masłowski -2, Drzyzga -3,
[Ilość zagrywek] – GKS 278 – Resovia 292
GKS – Butryn 50, Sobański 45, Kalembka 38, Kapelus 34, Falaschi 30, Krulicki 30, Pietraszko 19, Kohut 11, Quiroga 10, Komenda 5, Błoński 4, Witczak 1, Fijałek 1,
Resovia – Rossard 41, Lemański 36, Nowakowski 30, Tichacek 26, Ivović 24, Schoeps 23, Dryja 21, Perrin 20, Drzyzga 19, Możdżonek 14, Jarosz 11, Winters 10, Kędzierski 10, Śliwka 7,
[Ilość błędów na zagrywce] – GKS 51 – Resovia 55
GKS – Butryn 13, Kalembka 8, Sobański 7, Krulicki 5, Kapelus 4, Pietraszko 4, Falaschi 3, Komenda 2, Kohut 2, Quiroga 2, Błoński 1,
Resovia – Rossard 10, Lemański 9, Ivović 8, Nowakowski 5, Perrin 5, Drzyzga 4, Dryja 3, Tichacek 3, Schoeps 2, Jarosz 2, Śliwka 2, Winters 1, Możdżonek 1,
[Ilość asów serwisowych] – GKS 16 – Resovia 16
GKS – Kalembka 5, Butryn 5, Pietraszko 3, Sobański 2, Kapelus 1,
Resovia – Rossard 5, Lemański 4, Jarosz 2, Tichacek 2, Nowakowski 1, Dryja 1, Ivović 1,
[Ilość przyjęć] – GKS 237 – Resovia 227
GKS – Sobański 89, Kapelus 53, Stańczak 41, Quiroga 27, Mariański 18, Stelmach 2, Kalembka 2, Krulicki 2, Błoński 1, Pietraszko 1, Kohut 1,
Resovia – Ivović 50, Perrin 45, Masłowski 41, Rossard 28, Winters 23, Śliwka 19, Wojtaszek 15, Nowakowski 1, Jaeschke 1, Lemański 1, Możdżonek 1, Kędzierski 1, Krastins 1,
[Ilość błędów w przyjęciu] – GKS 16 – Resovia 16
GKS – Sobański 6, Kapelus 4, Stańczak 2, Mariański 2, Quiroga 2,
Resovia – Ivović 5, Perrin 3, Rossard 3, Winters 2, Masłowski 2, Jaeschke 1,
[Procent przyjęcia dokładnego] – GKS 39% – Resovia 47,5%
GKS – Pietraszko 100%, Krulicki 50%, Kalembka 50%, Stelmach 50%, Stańczak 49,5%, Quiroga 44%, Mariański 33%, Sobański 31,25%, Kapelus 19,5%, Błoński 0%, Kohut 0%,
Resovia – Możdżonek 100%, Wojtaszek 73%, Ivović 53%, Masłowski 52%, Winters 51%, Śliwka 47%, Perrin 43,5%, Rossard 35%, Nowakowski 0%, Jaeschke 0%, Lemański 0%, Kędzierski 0%, Krastins 0%,
[Procent przyjęcia perfekcyjnego] – GKS 19,25% – Resovia 25,25%
GKS – Stelmach 50%, Stańczak 28,5%, Mariański 22%, Sobański 21,75%, Kapelus 9,5%, Quiroga 7%, Kalembka 0%, Krulicki 0%, Błoński 0%, Pietraszko 0%, Kohut 0%,
Resovia – Możdżonek 100%, Masłowski 35%, Ivović 27,5%, Perrin 25%, Rossard 21,5%, Śliwka 21%, Wojtaszek 20%, Winters 7%, Nowakowski 0%, Jaeschke 0%, Lemański 0%, Kędzierski 0%, Krastins 0%,
[Ilość ataków] – GKS 345 – Resovia 349
GKS – Butryn 129, Kapelus 74, Sobański 69, Quiroga 20, Kalembka 20, Krulicki 15, Kohut 9, Pietraszko 5, Falaschi 3, Stelmach 1,
Resovia – Rossard 83, Perrin 49, Ivović 47, Schoeps 40, Śliwka 28, Jarosz 24, Lemański 20, Winters 16, Nowakowski 15, Dryja 14, Możdżonek 8, Jaeschke 2, Drzyzga 2, Tichacek 1,
[Ilość błędów w ataku] – GKS 29 – Resovia 19
GKS – Butryn 17, Sobański 5, Kapelus 3, Kalembka 2, Quiroga 2,
Resovia – Schoeps 4, Rossard 4, Perrin 3, Winters 2, Ivović 2, Jarosz 2, Dryja 1, Śliwka 1,
[Ilość ataków zablokowanych] – GKS 26 – Resovia 28
GKS – Butryn 11, Kapelus 9, Sobański 3, Kohut 2, Pietraszko 1,
Resovia – Rossard 9, Perrin 4, Ivović 3, Schoeps 3, Śliwka 3, Jarosz 2, Lemański 1, Dryja 1, Winters 1, Nowakowski 1,
[Ilość zdobytych punktów w ataku] – GKS 147 – Resovia 166
GKS – Butryn 54, Kapelus 32, Sobański 21, Kalembka 13, Krulicki 9, Quiroga 8, Kohut 6, Pietraszko 2, Falaschi 1, Stelmach 1,
Resovia – Rossard 43, Schoeps 24, Perrin 22, Ivović 14, Jarosz 12, Śliwka 12, Lemański 11, Dryja 9, Nowakowski 8, Winters 6, Możdżonek 4, Drzyzga 1,
[Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków] – GKS 42,75% – Resovia 48%
GKS – Stelmach 100%, Kohut 67%, Kalembka 81,75%, Butryn 40%, Pietraszko 40%, Quiroga 40%, Kapelus 38,5%, Sobański 35,75%, Krulicki 33,25%, Falaschi 33%,
Resovia – Schoeps 79,5%, Dryja 64%, Lemański 60,75%, Rossard 50,75%, Drzyzga 50%, Możdżonek 50%, Jarosz 50%, Nowakowski 44,5%, Śliwka 43%, Perrin 41,5%, Winters 38%, Ivović 27%, Jaeschke 0%, Tichacek 0%,
[Ilość bloków punktowych] – GKS 28 – Resovia 26
GKS – Butryn 6, Krulicki 5, Sobański 5, Kalembka 4, Falaschi 3, Pietraszko 2, Kapelus 1, Stelmach 1, Quiroga 1,
Resovia – Nowakowski 8, Możdżonek 5, Lemański 4, Perrin 2, Schoeps 2, Dryja 1, Ivović 1, Rossard 1, Winters 1, Jarosz 1,
[Ilość błędów własnych „innych”] – GKS 6 – Resovia 11
[MVP] – GKS 1: Butryn 1. – Resovia 2: Schoeps 1, Rossard 1,
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piąty finał z rzędu. Dwa mistrzostwa Polski – tyle samo co teraz GKS Tychy, których jednak w tym okresie dwukrotnie zabrakło w finale. Dwa finały przegrane w dopiero w siódmym meczu. Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że za ostatnie 5 lat to drużyna Jacka Płachty była najlepszą drużyną w Polsce, a jednak coraz ciężej o optymizm, gdy mowa o hokejowej GieKSie.
Po dwóch mistrzostwach Polski, gdzie w obu przypadkach w finale byliśmy wręcz perfekcyjni pod każdym względem, przyszła porażka z Unią w dogrywce meczu nr 7 – tak minimalna, jak tylko może być, a przecież już po piątym meczu byliśmy o krok od kolejnego złota. Rok temu z kolei już po 4 meczach Tyszanie w każdym kolejnym mogli odnieść ostateczny triumf i choć pogoń za wynikiem, a nawet wyjście na prowadzenie na początku decydującego starcia dały nam mnóstwo emocji, to był to jednak kolejny krok w tył względem poprzedniego sezonu, a jak wyglądał finał w tym roku – każdy wie.
Nikt w tej lidze nie lubi GKS-u Katowice… i ma to swoje dobre strony. Brak sympatii ze strony kibiców Tychów, Sosnowca czy Oświęcimia jest oczywisty i jest to odwzajemnione i te animozje dodają emocji, a to dla emocji śledzimy sport. Idzie za tym jednak coś więcej – oprócz zdobycia mistrzostwa Polski, pobocznym celem każdej z tych drużyn jest pokonanie GKS-u. Poza krakowską Cracovią, gdzie nie zapowiada się, by w najbliższych latach mieli wrócić do walki o najwyższe cele, Katowice to zdecydowanie największe i najbardziej rozpoznawalne miasto ligi i każde mniejsze miasto tym bardziej chce udowodnić swoją wyższość na lodzie. Naszą reakcją na to jest… wyznaczenie top-4 jako celu na sezon. W lidze, gdzie są 4 drużyny mające pieniądze, by móc realistycznie walczyć o coś więcej, niż przetrwanie.
Końcowy wynik to jednak nie wszystko, czego kibice potrzebują – potrzebujemy czuć, że klub ,,gdzieś” zmierza, potrzebujemy również małych powodów do ekscytacji, a także potrzebujemy, by ludzie pracujący w klubie pokazali nam, że to oni się lepiej znają na hokeju i ,,zamknęli nam mordę”. Tak jak mordę zamyka nam sekcja piłkarska, tak jak 3 lata temu zrobił to Teemu Pulkkinen, tak tym razem dosłownie każda obawa kibiców znalazła potwierdzenie. Każdy czuł, że siedmiu obrońców to za mało, każdy widział, że brakuje nam ofensywnie usposobionego defensora, każdy wiedział, że mamy problem z przewagami i naprawdę ciężko uwierzyć, że ludzie, którzy dali nam dwa mistrzostwa Polski mieliby się z tym nie zgodzić. Gdzie więc była na to reakcja?
Jedną z najważniejszych cech naszych mistrzowskich ekip był głód. Oczywiście było też wtedy grono doświadczonych Polaków, a nawet przewinęło się też kilku doświadczonych obcokrajowców i nie chcę brzmieć, jakbym myślał, że teraz ktoś nie chciał zdobyć mistrzostwa, bo nie wątpię, że wszyscy chcieli, ale czegoś w porównaniu do ekipy sprzed 3 i 4 lat ewidentnie brakowało. Sami zboczyliśmy z drogi, która działała. W Tychach pałeczkę po doświadczonym Komorskim przejmują Łyszczarczyk czy Paś, którzy spokojnie mają pewnie z 7-8 lat grania przed sobą. U nas wydaje się zawiodło przekazanie pałeczki w obronie po pożegnaniu się z Kruczkiem czy Wajdą, a teraz czeka nas to w ofensywie. Są oczywiście bracia Hofman, gdzie oglądanie ich rozwoju było jednym z przyjemniejszych elementów tego sezonu i głęboko wierzę, że będą liderami na lata nie tylko GKS-u, ale i reprezentacji… ale co jeśli okaże się, że jednak są to gracze jedynie na 3 formację i 20 punktów w sezonie? Te przekazanie pałeczki zdecydowanie nie jest tu tak płynne i naturalne, a przecież tyle lat pracy jednego trenera i dyrektora w połączeniu ze stabilnym finansowaniem z miasta to powinny być wręcz idealne warunki do takiej długofalowej pracy.
Praktycznie co roku przykro kibicom GieKSy czyta się o nowych kontraktach, transferach i negocjacjach już nawet w trakcie play-offów, gdzie my na pierwsze wieści czekamy zazwyczaj aż skończą się hokejowe mistrzostwa świata. I niby zawsze ostatecznie jakoś to nadrabialiśmy, bo 5 razy z rzędu w finale nie byliśmy przypadkowo, ale nie wierzę, że na tym czekaniu nie tracimy, a teraz już z całą pewnością można powiedzieć, że zeszłoroczna przerwa między sezonami była w naszym wykonaniu po prostu słaba. Nie ma w tym gronie żadnego zawodnika, którego będzie warto wspominać po latach. Kibice potrzebują zawodników z charakterystycznymi cechami – jeszcze długo będziemy pamiętać szaleństwo w oczach i uśmiechu Erikssona, umiejętność wejścia na wyższy poziom w kluczowych momentach Lehtonena, huknięcie Hudsona, technikę Koponena czy ,,nienormalność” Murray’a, a jak pokazują wyniki – nie tylko kibice potrzebują takich zawodników, ale klub też. Hokej nie jest sportem dla normalnych. Gdy 3 lata temu przyszedłem na pierwszy przedsezonowy sparing – od pierwszego kontaktu z krążkiem było widać, że Koponen to Pan Hokeista. Nie chcę wytykać palcem hokeistów, bo myślę, że oni są najmniej temu winni, ale aktualnie większość naszej kadry to hokeiści po prostu przyzwoici… i tyle. Przyzwoitością nie wygrywa się mistrzostwa.
Nie wiem, co by się musiało stać, bym o kimkolwiek, kto miał swoją zasługę w zdobyciu dwóch mistrzostw Polski myślał za kilka lat w sposób negatywny, począwszy od dyrektora sportowego, przez trenera i na zawodnikach kończąc. Ilu błędów by nie popełniono w tym sezonie i ilu potencjalnie nie popełni się jeszcze w przyszłości – za ten pierwszy wielki sukces GKS-u, jaki miałem okazję doświadczyć w życiu, trener Płachta może mieć w Katowicach własną ulicę, a odwieszenie łyżew na kołek przez Grzegorza Pasiuta powinno być jednoznaczne z powieszeniem numeru 18 w Satelicie, a może i nawet na to samo zasługują Bartosz Fraszko czy ,,Nasz Warszawiak” Mateusz Bepierszcz. Czy aktualnie nasze finanse pozwalają na stworzenie równorzędnej rywalizacji z Tychami, ale czego by tu wcześniej nie osiągnięto – teraz także potrzebuję widzieć, że klub ma obrany właściwy kierunek i do tego kierunku dąży. Może trzeba jasno powiedzieć, że jeśli właściciel nie chce kroku do przodu, bo przy świetnej postawie piłkarzy już nie potrzebuje ,,tematu zastępczego”, to wykonujemy krok w tył i odmładzamy skład?
Zdobytymi mistrzostwami klub poniekąd wydał na siebie ,,wyrok” – zupełnie inaczej cieszyło srebro drużyny Toma Coolena, gdy zaledwie 2 lata wcześniej nie było hokeja w Katowicach, a 3 lata wcześniej bohaterem kibiców w Satelicie był Maros Goga. Teraz już wszyscy wiemy, jak to jest być na szczycie – i chcemy tego znów, jednak tak jak pisałem wyżej, końcowy wynik to nie jedyny sposób na usatysfakcjonowanie kibiców, tymczasem w tym sezonie mimo wszystko tylko on się zgadza, bo jednak finał to jest w pewnym stopniu sukces, ale czy z obecnie obranym kursem ten finał będzie także za rok?
Felietony Piłka nożna
GieKSa nie pęka przed NIKIM
Za nami jakiś szalony czas, ostatni tydzień to było coś, co przyniosło nam taką dawkę emocji, że po prostu trzeba ochłonąć. Zaczęło się od euforii po golu w doliczonym czasie z Wisłą Płock, ale nawet to nie zapowiadało, na jakiej karuzeli znajdziemy się w następnych dniach. Po Rakowie myśleliśmy, że limit spektakularnego widowiska na jakiś czas wyczerpiemy. I przyszedł mecz w Poznaniu.
Sam zastanawiałem się, jak ten mecz będzie wyglądał. Opcje dla mnie były dwie – GieKSa na fali tego rozpędu znów zagra bardzo dobrze albo jednak ciśnienie po energetycznym i emocjonalnym meczu w Częstochowie spadnie, co ze 120 minutami w nogach przełoży się na to, że jednak dość gładko polegniemy. Jak się okazało, sprawdziła się ta pierwsza opcja.
Trener Rafał Górak mówi o tym, że jeśli chcemy być poważną drużyną, to nie możemy mieć wymówek, że gramy co trzy dni i jesteśmy zmęczeni. No niby tak, ale w Polsce… jesteśmy do tych wymówek przyzwyczajeni. Zresztą – niedaleko szukać – trener Łukasz Tomczyk po meczu Rakowa z Motorem właśnie na ten aspekt zwracał uwagę i po prostu narzekał.
A tu nagle pojawia się GieKSa, która nie dość, że właśnie zagrała tę dogrywkę, nie dość, że w najkrótszym możliwym odstępie meczów (czwartek – niedziela), nie dość, że przegrała, to jeszcze musiała jechać na daleki wyjazd do obecnego i z dużym prawdopodobieństwem przyszłego Mistrza Polski.
I ta GieKSa rozegrała przy Bułgarskiej kapitalne zawody. To już nie był taki mecz, jak w poprzednim sezonie w Poznaniu. Wtedy przegraliśmy gładko 0:2 i pocieszaliśmy się tym, że „wstydu nie było”. Jakże daleki jest to obraz od wczorajszego spotkania. Teraz katowiczanie nie byli skromnym beniaminkiem, który przyjeżdża z respektem i liczy, że uda się z tego terenu wywieźć jeden punkt i to najlepiej 0:0. Teraz to była drużyna, która przyjechała tam jak po swoje, grała wysoko, starała się nie dać zepchnąć do defensywy i momentami po prostu dyktować warunki. Lech był przed przerwą dość bezradny.
Jedyne czego nam brakowało to bramki. I długo to wyglądało tak jak mecze, które znaliśmy z tego sezonu – że GKS dominuje, ma nawet jakieś sytuacje, choć nie bardzo klarowne, ale gola zdobyć nie potrafi. Potem przeciwnik włącza swoją jakość ładuje jednego, dwa lub trzy gongi (Cracovia) i mamy po zawodach.
Na szczęście skuteczność jest ostatnio po naszej stronie. I Eman Marković strzelił piękną bramkę głową. Dopiero na powtórce zza bramki było widać, jak dobry był to strzał. Okupiony co prawda rozciętym łukiem brwiowym, bo zaraz po uderzeniu piłki, trafił Eman głową w Joela Pereirę, ale piękny był obrazek, jak jednocześnie nasz zawodnik krwawił i uśmiechał się z powodu zdobytego gola. Piłkarz od tych dwóch meczach gra tak, że za chwilę może stać się jednym z ulubieńców Nowej Bukowej.
W drugiej połowie oglądaliśmy wszystko co najlepsze i… najgorsze w wykonaniu GieKSy. Jak traciliśmy jesienią multum bramek do szatni, to teraz zaczynamy tracić gole zaraz po wyjściu na boisko. Dwa gole w Częstochowie teraz Kolejorz na ukłuł zaraz po przerwie. Koncentracja, panowie, koncentracja! Było w tym oczywiście sporo pecha, bo piłka poodbijała się tak, że trafiła Arka i wpadła do bramki. Ale z drugiej strony, każde wstrzelenie piłki w piąty metr to ryzyko, że takie zamieszanie powstanie i wyjdzie z tego gol. Nawiasem mówiąc to – jeśli dobrze liczę – siódmy gol samobójczy w tym sezonie. Dość absurdalna liczba.
Jak rządzi przypadek, widzieliśmy przy bramce Ilji Szkurina. Tam też po kapitalnym zagraniu Bartka Nowaka, Ilja próbował mijać przeciwnika, ale futbolówka odbiła się od pleców czy od głowy siedzącego rywala i Białorusin dopełnił formalności. Strasznie dziwny ten nasz Ilja, bo ostatnio gra coraz lepiej w środku boiska, dobrze zbiera te piłki i rozprowadza, potem w roli już stricte napastnika dość mocno psuje, a na koniec… strzela gola.
Co do drugiego gola dla Lecha, to przyznam na chłodno, że nie mam pretensji. Oczywiście można powiedzieć, że poszliśmy za bardzo do przodu, że zabrakło asekuracji. Ale tak naprawdę z tego typu sytuacji gol pada raz na sto. Przecież mieliśmy zawodników z tyłu, natomiast Lech świetnie rozegrał tę akcję prostopadłym podaniem. Ale nadal to nie było bardzo duże zagrożenie. Zadecydowało niebywale dobre wykończenie Hakansa. Gdyby on nie zdecydował się na uderzenie z tej niełatwej pozycji, to uważam, że na 90 procent odebralibyśmy piłkę, a już na pewno zdążylibyśmy wrócić – innych piłkarzy Lecha też przecież jeszcze nie było.
Ale GKS dalej cisnął i wcisnął tę trzecią bramkę. Sektor gości znów był w euforii. I tutaj mam pretensje do naszych zawodników, że po minucie stracili znów gola. No nie można tak łatwo wypuszczać prowadzenia.
W końcówce też z jednej strony momentami było nieźle, nie broniliśmy się dramatycznie przez cały doliczony czas, potrafiliśmy oddalić, a Bartek miał nawet szansę na czwartego gola. Z drugiej strony – no muszę to powiedzieć, czasem niefrasobliwość Bartka może być brzemienna w skutkach, bo po zdarzają mu się ostatnio głupie straty, po których rywale przeprowadzają groźne kontry. Nasz pomocnik to ekstraklasowy artysta, ale czasem bym ten artyzm odłożył na rzecz rozwagi. Oczywiście Bartek nie byłby sobą, gdyby nie dał w tym meczu jakiejś liczby, a była to wspomniana asysta do Szkurina.
Swoją robotę zrobił też Rafał Strączek. Interwencja z końcówki pierwszej połowy, ale zwłaszcza dwie kapitalne obrony w doliczonym czasie gry drugiej, uchroniły nas przed fatalnymi nastrojami po końcowym gwizdku sędziego. Bo gdybyśmy strzelili w dwóch meczach na wyjeździe siedem bramek mocnym rywalom i oba te mecze przegrali, to przecież to byłby jakiś dramat. A tak, wywalczyliśmy zasłużony punkt na boisku Mistrza Polski.
Wspomnijmy oczywiście też o Sebastianie Milewski i Damianie Rasaku, bo wykonali oni znakomitą robotę w środku pola i w głównej mierze dzięki nim obraz gry wyglądał tak, jak wyglądał. Graliśmy pressingiem, wysoko, odbieraliśmy piłki. Potem można było je rozgrywać. Dodam jeszcze, że jak raz na jakiś czas zacentruje w starym stylu Alan, to nie ma co zbierać. Piękna asysta do Emana. No i zadebiutował Marius Olsen i jak na debiut wyszło to całkiem, całkiem.
Pozostał niedosyt po tym meczu, bo jednak GKS trzykrotnie prowadził i trzy razy to prowadzenie tracił. Marzyliśmy o wielkim zwycięstwie, ale to się nie ziściło. Natomiast, jakkolwiek nie powiem, że porażka była wkalkulowana w tym meczu, to dopisany punkt jest lekkim bonusem do naszego dorobku ligowego.
Jednak patrząc długofalowo, ten mecz pokazał coś innego. Ten i w Częstochowie. Że GKS to już ekstraklasowa drużyna pełną gębą, ale do tego jeszcze być może taką z górnej połówki tabeli. Bo jechać sobie na takie wyjazdy i po prostu normalnie grać, prowadzić tę grę, być wysoko na boisku, to nie jest oczywistość. Są drużyny, które właśnie za podwójną gardą się chowają i czekają na 1-2 okazje w meczu do kontry. Pewnie czasem i tak trzeba zagrać. Ale GKS patrzy na silne i słabe strony przeciwników. Skoro Cracovia czy Lechia potrafiły Lecha zdominować przy Bułgarskiej, to nasi trenerzy wyszli pewnie z założenia, że czemu i my nie mamy.
Z drugiej strony w drugiej połowie Lech pokazał jednak ofensywną klasę. Kilka akcji rozegrali świetnych. My też mamy czasem trochę brak szczęścia, że jednak nasi przeciwnicy się budzą i zaczyna im wiele rzeczy wychodzić. Kolejorz uważam, że po przerwie był bardzo groźny. Zresztą te trzy bramki strzelił. Nie bez powodu.
Piękną mamy tę drużynę, szaloną, dającą tyle emocji. Mnóstwo radości po strzelonych bramkach, dużo wkurzenia po traconych. Nad tym drugim aspektem trzeba popracować. Ale z dwojga, wolę 3:3 czy 4:4, w których zespół gra pięknie, walczy, gryzie tę trawę i jest niezłomny, a przy okazji traci gole niż 1:1 czy 0:0 po bezbarwnym, słabym meczu.
Spójrzmy też na to tak – jeśli rywale są na tyle mocni, że potrafią nam strzelić trzy czy cztery bramki, to dobrze, że przynajmniej jesteśmy taką samą liczbą na to odpowiedzieć. Bo przecież moglibyśmy z Lechem przegrać 0:3, a z Rakowem 0:4. I odbiór byłby zgoła odmienny.
Ostatecznie rezultat tego „dwumeczu” jest dla nas minimalnie dobry. Odpadliśmy z Pucharu Polski i zanotowaliśmy „tylko” remis w meczu ligowym. Ale to „tylko”, to jednak bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc, jak ten mecz wyglądał. Poza rezultatami liczą się inne rzeczy – te wspomniane powyżej.
Czekamy na Motor. Już w piątek kolejne wyzwanie, wracamy na Nową Bukową po dwóch tygodniach, choć patrząc na te dwa ostatnie mecze mamy wrażenie, że minął z miesiąc. GKS dostarcza emocji i niezapomnianych wrażeń. I o to nam wszystkim chodzi.


Najnowsze komentarze