Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

Przegląd doniesień mass mediów: „Rozstajemy się w dobrych relacjach, choć odchodzę niespełniony”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, na temat związane z piłkarską GieKSą:

sportdziennik.pl – „Franiu” (jednak) zostaje

Jeszcze tydzień temu wydawało się, że Adrian Frańczak – podobnie jak wielu kolegów z szatni z minionego sezonu – jednak rozstanie się z Bukową.

Doświadczony obrońca jest jednym z dwóch – obok Pawła Mandrysza – graczy, których kontrakty kończą się z końcem czerwca, a formalnie ich przedłużenie jeszcze nie nastąpiło. Wydawało się, zwłaszcza wobec faktu zakontraktowania Rafała Remisza – że szanse „Frania” na pozostanie w Katowicach znacząco zmalały. Ale… 30-latek „obronił się” wynikami przeprowadzanych w ub. tygodniu testów szybkościowych i wydolnościowych, do których – jak wiadomo – sztab szkoleniowy GieKSy przywiązuje dużą wagę. W poniedziałek Frańczak rozmawiał z działaczami o warunkach nowej (na niższym pułapie finansowym) umowy. I choć na razie nie zostały one jeszcze przelane na papier i podpisane, stanowiska obu stron – ponoć – mocno się zbliżyły.

Kapitan zszedł z pokładu

Bywało lepiej i gorzej w trakcie jego przygody z GKS-em Katowice. Ale nikt nie zabierze Grzegorzowi Goncerzowi tego, że stał się jedną z ikon klubu z Bukowej.

W czwartek były kapitan oficjalnie pożegnał się GieKSą.

– Darzymy się z prezesem Marcinem Janickim szacunkiem i sympatią, de facto więc na jednym spotkaniu ustaliliśmy warunki rozstania – mówił nam wczoraj Grzegorz Goncerz, krótko po informacji o rozwiązaniu umowy. Kilka tygodni temu „Gonzo” – mający kontrakt ważny do czerwca 2019 – został odsunięty od drużyny. Nie było go w osiemnastce w kolejkach wieńczących sezon, nie było na treningach, które katowiczanie wznowili 21 czerwca.

– Ćwiczyłem indywidualnie, korzystając z obiektów przy Bukowej, z siłowni i z… parkowych alejek – zdradza król strzelców I ligi sprzed lat.

Realizował w ten sposób plan zajęć rozpisany mu przez… Leszka Dyję, pracującego niegdyś w Katowicach, obecnie zaś będącego u boku Jerzego Brzęczka w sztabie Wisły Płock.

– Muszę być w formie, kiedy będę już wiedział, gdzie zagram w najbliższym sezonie – wyjaśnia „Gonzo”.

[…] „Serdecznie dziękujemy Grzegorzowi za wszystkie lata spędzone na Bukowej” – informację o rozwiązaniu kontraktu klub opatrzył na stronie internetowej podziękowaniami za dziewięć lat gry.

– Powiedziałem kiedyś, że nie wyobrażam sobie siebie wchodzącego do innej szatni. Teraz będę musiał… – westchnął na koniec krótkiej rozmowy były kapitan…

Cała Gieksa w jednym miejscu…

Warto przeczytać o zmianach w dystrybucji biletów na mecze GKS-u Katowice.

… a konkretnie – na stronie bilety.gkskatowice.eu. Właśnie tu – a nie, jak dotychczas, w różnych serwisach – nabywać można karnety i wejściówki na mecze wszystkich ligowych sekcji GKS-u. Ważność zachowują dotychczasowe Karty Kibica, od tego sezonu będą umożliwiać wejście nie tylko na stadion, ale również na potyczki siatkarzy i hokeistów.

Wraz z rozszerzeniem możliwości powyższego serwisu, klub uruchomił już sprzedaż karnetów na rundę jesienną w pierwszej lidze piłkarskiej. GieKSa rozegra do końca roku aż 11 meczów, więc wydatek rzędu 135 zł (Trybuna Główna) i 90 zł („Blaszok”) nie jest ceną wygórowaną. Karnety ulgowe (kobiety, dzieci, seniorzy powyżej 65 lat oraz osoby uczące się i studenci do 26. roku życia) to wydatek 45 złotych.

Poza wspomnianą sprzedażą internetową, klub prowadzi także sprzedaż bezpośrednią – w sklepie Blaszok w Katowicach przy ul. Świętego Stanisława 8.

sportslaski.pl – Pawełek powalczy z Baranem

GKS Katowice podpisał kontrakt z Krzysztofem Baranem. Bramkarz związał się z klubem roczną umową.

28-letni Baran ostatnie trzy sezony spędził w Bruk-Becie Termalice Nieciecza, dla której rozegrał zaledwie jedno spotkanie w Lotto Ekstraklasie. Częściej grał we wcześniejszym klubie – Jagiellonii Białystok, której barwy reprezentował przez pięć lat i zagrał w tym czasie 32 spotkania ligowe. Z „Jagi” dwukrotnie był wypożyczany – do Ruchu Radzionków i Podbeskidzia Bielsko-Biała.

„Rozstajemy się w dobrych relacjach, choć odchodzę niespełniony”

GKS Katowice rozwiązał kontrakt z Grzegorzem Goncerzem. Przedłużone za to zostały umowy z Adrianem Błądem, Adrianem Frańczakiem i Mateuszem Mączyńskim. W klubie zostaje też wypożyczony Wojciech Słomka.

O tym, że Goncerz odejdzie z GieKSy było wiadomo już od kilku tygodni, gdy razem z Arminem Ćerimagiciem, Wojciechem Kędziorą i Dawidem Plizgą został odsunięty od pierwszej drużyny. W przeciwieństwie do wspomnianej trójki – on miał jeszcze ważny kontrakt, który został właśnie rozwiązany za porozumieniem stron.

Goncerz grał w GieKSie od 2009 roku z półroczną przerwą na występy w Ruchu Chorzów. Napastnik rozegrał 226 meczów, w których strzelił 59 bramek. Jest czwartym najskuteczniejszym graczem w historii klubu. W sezonie 2014/2015 zdobył koronę króla strzelców I ligi.

– Czas spędzony w GKS-ie Katowice był pięknym momentem mojego życia. Przyszedłem na chwilę, a zostałem tutaj dziewięć lat, a to bardzo długi okres w życiu sportowca. Przez ten czas cały czas rozwijałem się razem z klubem, za co jestem bardzo wdzięczny wszystkim prezesom, trenerom i zawodnikom, z którymi współpracowałem. Zabieram stąd wiele znajomości i wiele przyjaźni. GieKSa zawsze będzie dla mnie wyjątkowym miejscem i zawsze będę trzymał za nią kciuki. Rozstajemy się w dobrych relacjach, choć odchodzę niespełniony, ponieważ nie udało się osiągnąć tego najważniejszego celu i mojego największego marzenia. Chciałbym także podziękować za wsparcie kibicom. Pamiętajcie o tym, co dobrego udało mi się zrobić, a za gorsze momenty, które są wpisane w życie sportowca, mogę jedynie przeprosić. Zawsze starałem się dawać z siebie wszystko – powiedział na koniec Goncerz.

Sportowy awans Klemenza. Trafił do wicemistrza Polski

Lukas Klemenz przechodzi z GKS-u Katowice do Jagiellonii Białystok. Obrońca został wykupiony przez wicemistrza Polski.

28-latek asystentem trenera Jacka Paszulewicza

Dawid Szwarga dołączył do sztabu szkoleniowego GKS-u Katowice. Szwarga jako piłkarz występował m.in. w zespole Młodej Ekstraklasy Odry Wodzisław, a także w GKS-ie Jastrzębie i Skrze Częstochowa. Co ciekawe, był testowany przez GKS Katowice. Piłkarską karierę zakończył w 2016 roku.

GieKSa rozpoczęła zgrupowanie w Katowicach

Wczoraj rozpoczęło się zgrupowanie GKS-u Katowice… na własnych obiektach. W obozie przygotowawczym bierze udział 21 zawodników, ale liczba ta może się jeszcze zmienić.

Obóz potrwa do 8 lipca. Wśród graczy, którzy będą trenować z GKS-em znaleźli się Konrad Andrzejczak oraz Dominik Bronisławski, a także zawodnik Akademii Piłkarskiej „Młoda GieKSa” Michał Szczyrba.

gol24.pl – GKS Katowice – GKS Bełchatów 2:1. Pierwszy sparing GKS Katowice. Zaczęli od zwycięstwa

GKS Katowice w pierwszym sparingu pokonał GKS Bełchatów 2:1. W zespole Jacka Paszulewicza testowanych było kilku nowych zawodników, m.in. były reprezentant Polski.

[…] W ekipie z Katowic wystąpili m.in. Adam Kokoszka, 31-letni były reprezentant Polski, ostatnio w Śląsku Wrocław, który przez ostatni rok leczył kontuzję zerwanych więzadeł, 22-letni napastnik Piotr Kurbiel z Olimpii Elbląg, jego równieśnicy – pomocnik Zagłębia Lubin Konrad Andrzejczak i pomocnik Stali Brzeg Dominik Bronisławski. Na ławce rezerwowych zadebiutował natomiast Dawid Szwarga, nowy asystent Paszulewicza.

W pierwszej połowie nieco lepsze wrażenie sprawiali goście, ale dobrze spisywał się w bramce GKS-u Szymon Frankowski. Po przerwie już jeden z pierwszych ataków gospodarzy przyniósł im gola, którego płaskim strzałem przy słupku zdobył Tomasz Midzierski, którego przyszłość na Bukowej wciąż jest niepewna, podobnie jak Pawła Mandrysza, którego kontrakt wygasł właśnie w sobotę. Wynik podwyższył po rzucie rożnym Dalibor Volas finalizując rzut rożny. Bełchatowianie odpowiedzieli golem będącym wynikiem prostego błędu obrońców GKS-u. Niewiele brakowało, by kilkadziesiąt sekund później był już remis, ale żaden z gości nie doszedł do piłki odbitej przed siebie przez Mariusza Pawełka. Do groźnie wyglądającej sytuacji doszło w 53 minucie, gdy Kokoszka kopnął w twarz jednego z rywali, za co zobaczył żółtą kartkę. Na szczęście nie doszło do poważnej kontuzji. W zespole gości testowany był natomiast Maciej Wierzbicki, były bramkarz GKS-u Katowice. I to właśnie jemu byli koledzy strzelali gole. Po meczu katowiczanie rozpoczęli zgrupowanie w jednym z hoteli blisko Bukowej.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Piłka nożna

Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).

Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).

W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.

Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.

We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.

W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.

Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.

I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…

Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.

Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.

Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.

Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.

Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.

Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.

Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.

Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.

Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.

Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.

I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!

Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.

Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.

Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.

Wesołych Świąt!

PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Powrót króla na złote miejsce

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.

Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.

Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak:
Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.

Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak:
To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.

Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.

Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.

Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak:
Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.

Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak:
Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.

Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak:
Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.

Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.

Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak:
Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.

Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.

Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.

Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga