Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Przegląd mediów: „Duklička” o włos przegrała z silnymi Katowicami
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ostatniego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy.
W trakcie przygotowań do sezonu 2022/23 piłkarze przebywali na krótkim zgrupowania na Słowacji, gdzie rozegrali dwa sparing. W pierwszym z nich GieKSa pokonała wicemistrza Słowacji MFK Ružomberok 2:0 (0:0). W drugim nasza drużyna wygrała z beniaminkiem słowackiej ekstraklasy MFK Dukla Bańska Bystrzyca 2:1 (0:0). Materiały prasowe ze stron słowacki zostały przetłumaczone za pomocą Google Translatora i dodatkowo skorygowane :-). Decyzją prezesów klubów oraz Rady Nadzorczej PlusLigi zadecydowano o zmianach w regulaminie rozgrywek: m.in w rozgrywkach play-off gra toczyć się będzie do trzech wygranych, do ligi została dołączona drużyna z Ukrainy, Volley Club Barkom Lwów. Pierwsze spotkanie w lidze siatkarze zagrają w pierwszy weekend października, na wyjeździe z Jastrzębskim Węglem.
Do drużyny hokeistów dołączył nowy zawodnik, Shigeki Hitosato z Japonii. W opublikowanym europejskim rankingu hokejowych drużyn klubowych GieKSa zajmuje 144 miejsce.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Najstarszy w szatni
Będzie pierwszym od dłuższego czasu zawodnikiem w szatni GieKSy urodzonym w latach 80. Daniel Tanżyna, który w listopadzie wejdzie w „wiek chrystusowy”, ma okazać się poważnym wzmocnieniem środka katowickiej defensywy przed nowym sezonem Fortuna 1. Ligi.
– Powiem szczerze, że dyrektor Góralczyk i trener Górak byli bardzo konkretni. Spotkaliśmy się, dyrektor przedstawił mi cały plan na nowy sezon, kto dołączy, zapewnił, że będzie budowana mocna kadra. Namówił mnie bardzo szybko. Dziś jestem w GieKSie i chcę pomóc klubowi – mówi 32-latek, który podpisał przy Bukowej kontrakt do 30 czerwca 2024 roku.
Poprzednie 3,5 sezonu spędził w Widzewie Łódź, z którym świętował awanse najpierw do I ligi (kosztem m.in. GKS-u), a następnie – do ekstraklasy. Przyczynił się do niego głównie jesienią, bo wiosnę stracił z powodu kontuzji. W marcu przeszedł operację pleców, w tym roku zdążył rozegrać jedynie 2 mecze. W sobotnim sparingu z Górnikiem Polkowice (1:0) zmienił w 71 minucie Bartosza Jaroszka i było to nie tylko jego przywitanie z Bukową, ale i zarazem pierwszy występ od blisko 4 miesięcy.
– Ze zdrowiem jest coraz lepie. Od operacji minęło 3,5 miesiąca, normalnie trenuję z drużyną. Mam nadzieję, że będę gotowy na pierwszy mecz na ŁKS-ie – mówi „Dixon”, który szybko odnalazł się w katowickiej szatni.
– Pochodzę ze śląskiej ziemi, z okolic Wodzisławia, dlatego Katowice są mi bardzo dobrze znane. Kojarzyłem wcześniej jakieś 90 procent chłopaków z GieKSy, rywalizowaliśmy na boiskach pierwszej i drugiej ligi. Kojarzę wiele twarzy – nie kryje Tanżyna. Tego lata katowiczanie rozstali się z Hubertem Sadowskim, który wylądował w Skrze Częstochowa, a on dołączył do grona stoperów stanowionych przez Arkadiusza Jędrycha, Michała Kołodziejskiego i Grzegorza Janiszewskiego, z którymi będzie walczył o miejsce w trójce, bo takie ustawienie preferuje trener Górak.
– Zdrowa rywalizacja jeszcze nikomu nie zaszkodziła. To wyjdzie na dobre zespołowi, klubowi – mówi środkowy obrońca, któremu zwykle dobrze grało się przy Bukowej. Wpisywał się tu na listę strzelców dwukrotnie w barwach GKS-u Tychy (2018 rok) i raz Widzewa (2020).
– Rzeczywiście, trochę meczów tu rozegrałem, trochę bramek zdobyłem. Zawsze megadobrze się tu grało, panuje na tym stadionie klimat piłkarski, jest fajny doping. Mam nadzieję, że nadal będę strzelał na Bukowej, nadal będzie mi się tu dobrze grało, ale już z korzyścią dla GieKSy – zaznacza Daniel Tanżyna.
mfkruzomberok.sk – Porażka z Katowicami w próbie generalnej
Ostatni mecz przygotowawczy Liptáka przed startem w pierwszej rundzie eliminacyjnej Europejskiej Ligi Konferencyjnej UEFA rozegrano podczas upałów. Goście pierwszą okazję mieli w 11. minucie, kiedy z pustej bramki po rzucie rożnym piłkę wybił Bobček. Osiem minut później Luterán przechwycił akcję gości, ale po jego strzale piłka trafiła w poprzeczkę.
[…] Goście rozpoczęli drugą połowę w znacznie zmienionym składzie, a drużyna pod wodzą Čebráta nie dokonała żadnej zmiany. Katowice były bardziej aktywne. W 48. minucie Krajčírik obronił strzał Szwedzika po rzucie rożnym. Po dziesięciu minutach Luterán miał szansę po przeciwnej stronie, ale zamiast strzału z wybrał podanie do rozpędzonego Bobčka, który został zablokowany przez powracającego obrońcę. W 71. minucie goście trafili, gdy podanie Bróda z prawej strony dotarło do Roginicia. Po czterech minutach Mojžis zablokował niebezpieczny strzał na bramkę Brzozowskiego.
[…] Ostatecznie goście byli bardziej aktywni, a gra toczyła się głównie na naszej połowie boiska. Szwedzik strzelił gola na koniec meczu i Ružomberok przegrał z Katowicami 0:2.
sportdziennik.com – GieKSa lepsza od wicemistrza!
W urokliwym sąsiedztwie tatrzańskich szczytów, niespełna 200 km od Katowic, GKS odniósł w piątek wieczorem zwycięstwo, które mimo sparingowego statusu można uznać za dość prestiżowe.
Pierwszoligowiec pokonał wicemistrza Słowacji, na głównej płycie jego stadionu. Dla zespołu MFK była to próba generalna przed startem europejskich pucharów. Za 6 dni zmierzy się u siebie z litewskim Żalgirisem Kowno w ramach eliminacji Ligi Konferencji UEFA.
Katowiczanie oba gole strzelili w ostatnich 20 minutach, a do siatki trafiali Marko Roginić i Patryk Szwedzik. Drugi występ w barwach GieKSy zanotował Daniel Tanżyna.
Na Słowację nie pojechał z zespołem Danian Pawlas. Lewy wahadłowy otrzymał wolną rękę na poszukiwanie nowego klubu, podobnie jak kilka tygodni temu Jakub Karbownik.
bystricoviny.sk – „Duklička” o włos przegrała z silnymi Katowicami
Piłkarze Bańskiej Bystrzycy Dukli rozegrali czwarty mecz przygotowawczy przed nadchodzącym sezonem 2022/2023. Tym razem zagrali u siebie w Štiavničkách, gdzie testowano system VAR. Niestety, przed zbliżającym się Olimpijskim Festiwalem Młodzieży Europy EYOF 2022, Wojskowe Centrum Sportu VŠC Dukla ze względów bezpieczeństwa nie pozwoliło klubowi piłkarskiemu Dukla na grę na wyremontowanym stadionie z widzami.
[…] Początek meczu był ostrożny, nasi zawodnicy mieli lekką przewagę, ale nie wykorzystali okazji z dwóch rzutów rożnych. Goście jako pierwsi groźniej zaatakowali w piętnastej minucie, kiedy Brzozowski uderzył z krawędzi pola karnego, a Hruška musiał interweniować. Cztery minuty później Bystrica miała dobrą okazję. Po podaniu Záhumenský’ego z prawej strony, zza pola karnego strzelał Polievka. Po przeciwnej stronie niemal naśladował go Urynowicz, który otrzymał celne podanie także z prawej strony.
[…] Kapitan Dukla Polievka spróbował strzału wprost z rzutu rożnego, dośrodkowaniem nad głową w bliższy słupek i piłka poszłaby w bramkę, Szczuka miał spore problemy z obroną. Pod koniec połowy Polacy mieli jeszcze dwie opcje, kiedy Błąd mocno strzelił zza pola karnego i sprawdził Hruškę, a kilka sekund później Repka głową nad poprzeczką.
Początek drugiej połowy przebiegał pod dyktando Dukli. Záhumenský […] posłał piłkę w lewą stronę w pole karne do Slaninka, który strzelił upadając i bramkarz gości musiał popisać się kunsztem. W 50. minucie Martin Slaninek odniósł sukces w swojej drugiej próbie. Wykorzystał dobre dośrodkowanie Polievki z prawej strony […] i było 1:0. Po starconej bramce Katowice włączyły wyższy bieg i zdołały wyrównać. Stromecki spróbował uderzenia z większej odległości w sześćdziesiątej minucie, a piłka po rykoszecie jednego z dukielskich piłkarzy trafiła tuż pod słupek. Jednak sędzia Prešinský uznał, że wcześniej był faul, więc zarządził rzut wolny z 16 metrów, a Arak wyrównał. Posłał piłkę pod skaczących na krawędzi muru, choć Záhumenský leżał na ziemi i starał się zablokować uderzenie. Piłka w końcu trafiła obok lewego słupka, Hruška nie miał szans – 1:1. Katowice poszły za ciosem. Mogli prowadzić po szybkiej akcji, gdy Dudziński strzelił z lewej strony. Bystrzycy mogli odpowiedzieć po dośrodkowaniu Poliewki, […] ale Kojnok chybił o centymetr.
[…] Goście po raz kolejny doszli do głosu, w 81. minucie, kiedy po ładnej kombinacyjnej akcji Rogala oddał celny strzał z lewej strony pola karnego. W końcu spotkania Duklist próbował wyrównać, młodzi Köröš i Kandal mieli kilka sytuacji, ale najbliżej gola był Prikryl po uderzeniu z rzutu wolnego z prawie 25 metrów. Wprawdzie posłał piłkę przez mur, ale trafiła ona w środek bramki, polski bramkarz zdołał interweniować.
dziennikzachodni.pl – Dukla Bańska Bystrzyca – GKS Katowice 1:2. Wygrana na koniec obozu na Słowacji
Piłkarze GKS Katowice ostatnie trzy dni spędzili na Słowacji. Podopieczni trenera Rafała Góraka przebywali na krótkim obozie w Rużomberoku w trakcie którego rozegrali dwa mecze sparingowe.
W pierwszym spotkaniu w czwartek wieczorem katowiczanie pokonali wicemistrza Słowacji MFK Rużomberok 2:0, a w sobotnie południe na zakończenie mini zgrupowania wygrali w Bańskiej Bystrzycy z Duklą 2:1.
W sobotnim meczu pierwsza gola strzeliła Dukla, która jest beniaminkiem słowackiej ekstraklasy. Do remisu doprowadził po przerwie Jakub Arak precyzyjnym strzałem z rzutu wolnego. To był pierwszy gol pozyskanego z Rakowa Częstochowa napastnika w barwach GieKSy.
O zwycięstwie katowiczan zadecydował gola strzelony w końcówce przez Grzegorza Rogalę. Po tym spotkaniu piłkarze Rafała Góraka wrócili do domów. Ostatni mecz kontrolny w letnim okresie przygotowawczym rozegrają za tydzień. 9 lipca zmierzą się z GKS Tychy.
SIATKÓWKA
plusliga.pl – PlusLiga sezonu 2022/2023 startuje w pierwszy weekend października
Prezesi klubów PlusLigi w trakcie spotkania w Uniejowie ustalili kluczowe zasady dotyczące sezonu 2022/2023 Ligi Mistrzów Świata. Sezon startuje 1 października, a prezesi jednogłośnie zmienili system rozgrywania fazy play-off. Każda runda będzie toczyła się do trzech zwycięstw.
W trakcie spotkania przedstawicieli klubów PlusLigi ustalono najważniejsze punkty dotyczące sezonu 2022/2023. Udziałowcy jednogłośnie zmienili system rozgrywania fazy play-off, a awans do kolejnej rundy wywalczy zespół, który wygra trzy mecze – w każdej rundzie będzie ona toczona do trzech zwycięstw.
[…] Ustalony kalendarz rozgrywek zakłada, że mistrza Polski poznamy najpóźniej 17 maja 2023 roku. Prezesi klubów podjęli także decyzję – wynikiem 13:2 – że w ćwierćfinale rozgrywek TAURON Pucharu Polski 2023 wystąpi sześć najwyżej sklasyfikowanych drużyn po zakończeniu pierwszej rundy fazy zasadniczej PlusLigi oraz dwie najlepsze ekipy z wcześniejszych rund.
[…] W ramach nowego kalendarza rozgrywek zostawione są rezerwowe terminy, w razie konieczności odrabiania zaległości wynikających z sytuacji pandemicznej. – Mamy pewien zapas na ewentualne mecze zaległe, które trzeba by było nadrabiać, wydaje mi się że wszystkie kluby są zadowolone z wypracowanego kompromisu – podkreśla Adam Gorol, prezes Jastrzębskiego Węgla.
Ustalono, że po zakończeniu fazy zasadniczej rozgrywek ostatnia, szesnasta drużyna opuści szeregi PlusLigi, awans do Ligi Mistrzów Świata wywalczy mistrz TAURON 1. Ligi.
W pierwszej kolejce (po raz pierwszy w historii zmieniono zasady rozstawiania ekip w poszczególnych kolejkach, numery z którymi drużyny występują w rozgrywkach zostały rozlosowane, mistrz i wicemistrz Polski były rozstawione) zagrają:
1. kolejka sezonu PlusLigi 2022/2023:
Jastrzębski Węgiel – GKS Katowice
Ukraińska drużyna ze Lwowa oficjalnie w PlusLidze sezonu 2022/2023
Rada Nadzorcza Polskiej Ligi Siatkówki jednogłośnie podjęła uchwałę w sprawie dopuszczenia do udziału w rozgrywkach PlusLigi ukraińskiego klubu Volley Club Barkom Lwów w sezonie 2022/2023 oraz mistrza TAURON 1 Ligi BBTS-u Bielsko-Biała.
[…] Przypomnijmy, że według ustalonych wcześniej zasad, Volley Club Barkom Lwów będzie mógł powalczyć o medale mistrzostwa Polski, jednocześnie tak samo opuści PlusLigę, jeśli zajmie ostatnie miejsce na koniec fazy zasadniczej. Ograniczona jest za to możliwość gry w europejskich pucharach – tutaj Barkom nie będzie brany pod uwagę, nawet jeśli zajmie miejsce premiowane awansem do rozgrywek w Europie. Poza tym w zespole Barkomu Ukraińcy grają na takich zasadach jak Polacy w PlusLidze, czyli minimum trzech musi znajdować się jednocześnie na boisku, pozostali gracze są traktowani jak obcokrajowcy.
HOKEJ
hokej.net – Drugie wzmocnienie mistrzów Polski. To reprezentant Japonii!
Szefostwo GKS-u Katowice dokonało drugiego transferu przed rozpoczęciem sezonu 2022/2023. Do ekipy mistrzów Polski dołączył Japończyk Shigeki Hitosato, który podpisał roczny kontrakt.
Shigeki Hitosato (168 cm, 77 kg) ma 27 lat i urodził się w miejscowości Tomakomai, które zlokalizowane jest w południowej części wyspy Hokkaido. Może występować na każdej pozycji w ataku.
Japoński hokeista rozegrał pięć sezonów w barwach Tohoku Free Bladers, w którym był jednym z najważniejszych zawodników.
W ostatnich dwóch edycjach Pucharu Japonii (te rozgrywki zastąpiły odwołaną z powodu pandemii koronawirusa Ligę Azjatycką) Hitosato imponował formą, zdobywając w nich łącznie aż 72 punkty, na które złożyło się 27 goli i 45 asyst.
Warto zaznaczyć, że Hitosato występował w reprezentacji Japonii, na ostatnich Mistrzostwach Świata Dywizji IB, które rozegrano w Tychach. W czterech występach strzelił 3 bramki oraz zaliczył 4 asysty. Lepszym dorobkiem punktowym w ekipie „Samurajów” mógł pochwalić się jedynie Yushiroh Hirano (6 G + 4 A).
Na sam koniec dodajmy, że Shigeki Hitosato jest pierwszym Japończykiem w historii katowickiego klubu, a trzecim, który do tej pory grał w Polskiej Hokej Ligi. Przed nim barwy polskiego klubu reprezentowali Jo Araya (Polonia Bytom) i Denis Akimoto (Zagłębie Sosnowiec, GKS Tychy).
Ranking klubów europejskich: Najwięcej polskich drużyn od wielu lat
Najwyższa w XXI wieku liczba polskich drużyn znalazła się w rankingu 250 najlepszych klubów europejskich. Większość polskich przedstawicieli zaliczyła znaczące awanse.
Aż 6 drużyn z polskiej ligi znalazło się wśród 250 najlepszych w Europie w tradycyjnym rankingu francuskiego portalu „Hockey Archives”. To najlepszy wynik od 2000 roku, gdy Polska była w tej klasyfikacji reprezentowana przez 7 przedstawicieli.
W tegorocznej edycji tego zestawienia sklasyfikowane zostały: GKS Katowice, JKH GKS Jastrzębie, Re-Plast Unia Oświęcim, Comarch Cracovia, GKS Tychy i KH Energa Toruń.
Najwyżej z polskich zespołów znalazła się GieKSa. Mistrzowie Polski zostali umieszczeni na 144. miejscu. Oznacza to awans aż o 89 pozycji w porównaniu z rankingiem sprzed dwóch lat. Przed rokiem zestawienie nie było przedstawiane ze względu na pandemiczny sezon, który storpedował rozgrywki niektórych lig i puchary europejskie.
144. miejsce klubu z Katowic to najlepszy wynik polskiego zespołu od 2004 roku, kiedy na 126. była Unia Oświęcim. GKS znalazł się w klasyfikacji tuż za 4. drużyną ostatniego sezonu słowackiej ekstraklasy HC Koszyce, a tuż przed 11. zespołem szwedzkiej drugiej ligi Vita Hästen Norrköping.
[…] Miejsca rywali GKS-u Katowice z grupy Hokejowej Ligi Mistrzów:
3. Rögle Ängelholm (Szwecja)
12. Zürich Lions (Szwajcaria)
90. AV19 Székesfehérvár (Węgry/ICEHL)
Felietony Piłka nożna
Projekt GKS Katowice
Latem 2019 roku na swoją drugą kadencję przybył do GieKSy Rafał Górak. Trener, który miał coś do udowodnienia wszystkim związanym z katowicką piłką. Zadania podjął się ekstremalnie trudnego. GieKSa właśnie spadła do drugiej ligi – po kilku latach marzeń i nadziei na awans do ekstraklasy, zakończyło się zmianą ligi – ale w drugą stronę. To był dla nas wszystkich koszmar. Zamiast do Warszawy, Poznania czy Zabrza mieliśmy jeździć do Legionowa, Wejherowa czy Stargardu. Marzenia o najwyższej klasie rozgrywkowej trzeba było odłożyć i ratować, co się da.
Jak wielką otchłanią była ta sytuacja… Pierwszy mecz w drugiej lidze u siebie ze Zniczem Pruszków został przegrany, a do przerwy dostaliśmy trzy gongi. Można było wtedy czuć spory niepokój, że na drugiej lidze się nie skończy. Że spotka nas los, którego doświadczają teraz choćby kibice Zagłębia Sosnowiec. Że o wzroście nie ma co marzyć, a jedyne, o co należy walczyć, to żeby nie pogrążać się coraz bardziej.
Trudne to były początki. GKS w pierwszym sezonie w drugiej lidze nie awansował, choć zabrakło zaledwie jednego punktu. Pamiętam ten mecz z Resovią, kiedy wiedzieliśmy już, że Widzew przegrał i do awansu wystarczył jeden gol. GKS nacierał, ale go nie wbił, a potem ze Stalą Rzeszów odpadł w półfinale baraży.
Awans był rok później. Z perturbacjami, ale ostatecznie dość spokojny, na kolejkę przed końcem rozgrywek. To był pierwszy mały sukces Rafała Góraka. Co by nie mówić – mimo wszystko stadiony pierwszoligowe to coś innego niż stadiony drugoligowe. Tu już pojawiają się spadkowicze z ekstraklasy, no i generalnie jest kilka uznanych firm. Więc tragedii nie ma. No chyba, że kisi się w niej kilkanaście lat i przewija się w niej kilkadziesiąt klubów, a GKS jak był, tak jest dalej.
Znów na tym zapleczu ekstraklasy byliśmy i po dwóch latach był to powiew świeżości. Znów branding pierwszej ligi, znów mecze w Polsacie i… marzenia o ekstraklasie. Coś zostało odbudowane, a klątwa Witana przestała obowiązywać, bo znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. Było ciężko. Po dobrych początkach przychodziły rozczarowania, jak na przykład to, gdy po triumfie z ŁKS w Łodzi, GieKSa nie potrafiła utrzymać prowadzenia z grającą w dziesiątkę Termaliką. Bywały spore wtopy jak cztery bramki tracone w Głogowie czy Opolu albo pięć u siebie z ŁKS. Albo trzy porażki u siebie z rzędu, w ciągu praktycznie tygodnia. Nawet Borja Galan nam w barwach Odry potrafił strzelić bramkę na Bukowej. Czy Kowal w barwach ŁKS. Były też drobne momenty triumfu, jak zwycięstwo w doliczonym czasie gry z Ruchem. Ale to była tylko kwestia prestiżu. Potem i tak była wielka piłka (plażowa) w Chojnicach.
Trener łatwo nie miał. Ten projekt się budował i budował, ale nieraz w katuszach. W kolejnym sezonie wydawało się jesienią, że GieKSa już to ma. Efektowna wygrana z Wisłą Płock i Resovią, na wyjeździe w Pruszkowie. Wydawało się, że to ten sezon. Że w końcu GieKSa gra taką piłkę, że szanse na awans są naprawdę spore. Coś się jednak zacięło i nastały długie tygodnie bez wygranej. Nawet prowadząc w Krakowie z Wisłą, katowiczanie stracili dwa gole w doliczonym czasie i przegrali. Było coraz to gorzej, a GKS systematycznie osuwał się w tabeli. Oczywiście z racji baraży mogliśmy marzyć o załapaniu się do nich, ale przecież i to było trudne, jeśli zajmuje się 12. miejsce w tabeli.
Co było wiosną – wszyscy pamiętamy. Prawdziwy szturm, choć nie do końca zamierzony. To znaczy nikt na początku roku o ekstraklasie nie myślał. Była porażka w końcówce z Wisłą Płock. Ale potem GieKSa wygrywała, wygrywała i… zaczęliśmy na poważnie myśleć o barażach. Potem o tym, żeby zająć trzecie miejsce i mieć bonus gry u siebie. Aż w ostatniej kolejce – przy splocie niesamowitych okoliczności – nadarzyła się szansa na awans bezpośredni. Gdynia jest historią.
Piękną historią powrotu GieKSy na polskie salony. Pamiętam ten pierwszy mecz w ekstraklasie z Radomiakiem. Jakie to wszystko było inne niż to, co przeżywaliśmy przez 19 lat. Wszędzie napisy ekstraklasa, Canal+, świadomość, że patrzą na nas już nie tylko lokalne media, a cała piłkarska Polska. Że zainteresował się nami w końcu nie tylko pies z kulawą nogą. Rozpoczęła się piękna przygoda, która trwa od dwóch lat. Jednak nawet wtedy, gdy pokarał nas dwukrotnie Leonardo Rocha, nie byliśmy sobie w stanie wymarzyć, jak to będzie wyglądać. Gdyby ktoś wtedy powiedział, że w dwa sezony GKS wygra ćwierć setki meczów, zdobędzie prawie sto punktów, strzeli równe sto goli, otrze się o Puchar Polski, a nasz zawodnik zostanie piłkarzem sezonu – zastanowilibyśmy się, czy wszystko z głową jest w porządku.
Jak mówił trener – wtedy sukcesem był każdy gol, każdy zdobyty jeden punkt. Duma, że wygraliśmy w Mielcu. Potem spektakularne zwycięstwo z Jagiellonią. Pogrom z Puszczą. Kilka innych bardzo wartościowych wyników. Potem wiosna i nowy stadion. Szybkie i spokojne utrzymanie. No i zakończony sezon, minimalnie lepszy punktowo od poprzedniego, zakończony awansem do europejskich pucharów.
Ta droga, którą przeszedł GKS Katowice jest naprawdę filmowa. Zarówno od spadku w 2005 roku z ekstraklasy i początków w IV lidze, ale właśnie przede wszystkim w te siedem ostatnich lat. To była droga bardzo trudna, z meczami i sytuacjami ważącymi się w doliczonym czasie gry. Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie dwa gole przy Konwiktorskiej. Gdyby nie kapitalna akcja Jakuba Araka w Tychach. Decyzja VAR Tomasza Kwiatkowskiego w derbach Trójmiasta. A patrząc na ten sezon – gdyby nie gol Lukasa Klemenza z Wisłą Płock, no i oczywiście Marcela w Szczecinie.
Musieliśmy być cierpliwi. Zarówno długofalowo, jak i w kontekście pojedynczego meczu. Nieraz bowiem na ten pozytywny rezultat musieliśmy czekać do czasu grubo po dziewięćdziesiątej minucie. GieKSa dziubała te oczka, aż w końcu wyhaftowała na koniec korzystny wynik.
W przeszłości nieraz nam tej cierpliwości brakowało. A do dzisiaj pozostają takie „elementy”, które po jednym nieudanym meczu zaczynają śpiewkę, że GieKSa jest słaba, a „trener pewnego poziomu nie przeskoczy”. Chyba największy wysyp negatywnych komentarzy (eufemizm) był po jesiennym meczu z Lechem. Wtedy punkty były dość słabe, ale sam mecz z Kolejorzem (plus wcześniejszy remis i zwycięstwo pucharowe z Wisłą) dawało dużą nadzieję, że będzie lepiej. I potem było już bardzo dobrze.
Przede wszystkim ta drużyna ma niesamowity mental. Nie będąc zespołem idealnym, czysto piłkarsko znajdując się w środku ekstraklasowej stawki, razem z kilkoma innymi drużynami, ma te elementy, które powodują różnicę na plus. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak GieKSa w ostatnich dwóch latach gra mając lekki nóż na gardle. Mam na myśli sytuację, w których ze 2-3 mecze się nie powiodły, zaczyna to wyglądać bardzo ryzykownie i przychodzi mecz, w przypadku porażki w którym może się zrobić bardzo źle. I GieKSa permanentnie takie mecze wygrywa, najczęściej później poprawiając jakąś kapitalną serią.
Tak było w zeszłym sezonie kilkukrotnie. Choćby wtedy, gdy przegrywaliśmy w Lubinie i Zabrzu, przedzielone straconym zwycięstwem w doliczonym czasie z Widzewem. No to potem wygraliśmy z Pogonią, rozgromiliśmy Puszczę, awansowaliśmy w Pucharze Polski. Była porażka z Legią, Unią i Koroną. Robiło się nieciekawie, a jechaliśmy na wyjazd z bardzo mocną Cracovią. I tam spektakularne zwycięstwo. No a w tym sezonie właśnie te porażki z Lechią, Cracovią i Lechem, przedzielone punkcikiem z Wisłą. I wyjazd na „mecz prawdy” do Lublina. Pogrom Motoru i seria kolejnych zwycięstw.
Coś, co w przeszłości działało dokładnie odwrotnie. Jak było źle, to po kolejnym bardzo ważnym meczu było jeszcze gorzej. Zresztą, jak i katowiczanie mieli wskoczyć na czołowe miejsca, to również tego nie wykorzystywali (słynne sześć nieudanych prób wskoczenia na pozycję lidera za trenera Brzęczka). GieKSa przegrywała wszystkie zarówno bardzo ważne, jak i prestiżowe mecze. Wszyscy pamiętamy seryjne wtopy z Zagłębiem Sosnowiec, Tychami czy Ruchem.
Teraz to już nie ma miejsca. Nasz zespół już tyle razy uniósł ciężar ważnych meczów, że to jest bardziej regułą niż przypadkiem. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę końcówkę zakończonego sezonu. Pisałem o tym na trzy kolejki przed końcem – że trzy punkty powinny dać awans do pucharów. I to się sprawdziło, a GieKSa te trzy oczka uciułała. Ktoś powie, że można było wygrać z Piastem i zakończyć sprawę. Niby tak, ale z drugiej strony – patrząc na terminarz – to przecież wygranie jednego meczu z trzech: Jaga u siebie, wyjazd do Gliwic i Szczecina, jest totalnie nieoczywiste. Jakby takich meczów było dziesięć to tak – moglibyśmy powiedzieć, że klasowa drużyna powinna coś tam wygrać. Ale dokładnie te trzy spotkania to jest na tyle mało, że wcale nie jest oczywiste, że nawet taki Lech Poznań wygrałby jeden z nich.
A GieKSa żadnego z tych meczów nie przegrała i to był klucz do sukcesu. Przeżywaliśmy bardzo trudne chwile w Gliwicach i Szczecinie. A z Jagiellonią przecież też przegrywaliśmy. Uważam, że to, że GKS nie przegrał żadnego z tych trzech meczów, to wielki sukces tej drużyny. W lidze, w której każdy pojedynczy punkcik był na wagę złota. I właśnie m.in. jeden z tych punktów zaważył na sukcesie.
GieKSa wskoczyła na wyższy poziom wtajemniczenia w ekstraklasie. Tak jak pisałem w poprzednim felietonie – można grać w ekstraklasie, ale nie być ekstraklasową drużyną. Nią trzeba się dopiero stać – na placu boju. Wiele drużyn tego nie wytrzymuje i nawet awansując na najwyższy szczebel, dalej utrzymuje vibe pierwszoligowca. I my na początku, będąc beniaminkiem, też tym piłkarskim pierwszoligowcem nadal byliśmy. Ekstraklasa jawiła się jak „nasza Liga Mistrzów”, gdzie każdy gol, każdy remis, każde – daj Boże – zwycięstwo będzie czymś niesamowitym. Trochę na zasadzie, że przede wszystkim liczy się udział, a jak uda się coś ugrać to cudownie.
Wystarczy sobie przypomnieć sytuacje, kiedy w kilkunastu ostatnich latach trafialiśmy w Pucharze Polski na zespół z ekstraklasy. Mieliśmy wrażenie, że przyjeżdża do nas ekipa z innego zupełnie wymiaru. Walczyliśmy dzielnie i nawet czasem udało się wygrać (Podbeskidzie, Pogoń, Warta). Ale były też wtopy. A gdybyśmy sobie wtedy mieli wyobrazić, że gramy na wyjeździe, to już porażka byłaby niemal murowana.
Pisałem o tym kilkukrotnie – pierwszy zalążek tego, że GKS staje się drużyną ekstraklasową zobaczyłem rok temu w Lubinie. Co prawda wcześniej GKS wygrał po świetnym meczu z Jagiellonią, ale to właśnie spotkanie na stadionie Zagłębia pokazało mi coś więcej. GKS pojechał tam prowadzić grę, rządzić na boisku i na tle drużyny, która wiele lat gra w ekstraklasie, na jej obiekcie, nasz zespół nie odstawał, a wieloma momentami po prostu był lepszy. Nawet jeśli ostatecznie wtedy drużyna przegrała – ten pojedynek coś pokazał. I potem systematycznie wzmacniał ekstraklasową pozycję, coraz częściej punktując, coraz częściej wygrywając.
Dalsze umacnianie było w tym sezonie. Systematycznie wznosiliśmy się na coraz wyższy poziom. GieKSę zaczęto szanować i przestawaliśmy być – w opinii niektórych – pierwszoligowymi chłopcami do bicia. Zakończona wiosna jeszcze bardziej umocniła do przekonanie, bo przecież startując ze strefy spadkowej, zakończyliśmy w pucharach. GieKSa wiosną wygrała u siebie wszystko prócz dwóch meczów, które zremisowała. Na wyjazdach może wygraliśmy niewiele, bo tylko dwa spotkania, ale też poza tym nie przegrywaliśmy wszystkiego jak leci. Z najmocniejszymi w tej lidze może jeszcze nie wygrywamy seryjnie, ale gramy jak równy z równym. Na wiosnę zanotowaliśmy remisy z Lechem, Jagiellonią, Rakowem w Pucharze. Wygraliśmy z Górnikiem. W tych czterech meczach zdobyliśmy aż dwanaście goli, czyli po trzy na mecz. Tyle samo co prawda straciliśmy, ale to pokazuje, że GieKSa nie pęka, nie próbuje grać na 0:0, tylko chce grać na swoich warunkach. Taka postawa na pewno jest bardziej rozwojowa niż asekuranctwo.
Niebywała jest ta droga, ten projekt, który tak naprawdę jest możliwy właśnie dlatego, że jest projektem. Rafał Górak i ekipa wyszli z bardzo uniwersalnego założenia funkcjonowania świata, a jednocześnie tak rzadko mająca rację bytu. Że dobry, przemyślamy i konsekwentnie realizowany plan w sposób olbrzymi zwiększa prawdopodobieństwo sukcesu. Ludzie generalnie działają chaotycznie i po łebkach. Za szybko, bez planu, bez przygotowania. Mowa o wszystkim: czy to założeniu firmy, czy planie na odchudzanie. A wystarczy naprawdę stosunkowo niewiele: trochę predyspozycji i właśnie ten rzetelny plan.
W piłce to również bardzo rzadkie. Podpalamy się wszyscy, kibice, trenerzy, piłkarze, a przede wszystkim ludzie zarządzający klubami. I nie twierdzę nawet, że czasem jedno czy drugie zwolnienie trenera jest złe. Bo i trenerzy bardzo często nie mają pomysłu na to wszystko, podejmują dziwne decyzję, zaraz mają syndrom oblężonej twierdzy. Są niecierpliwi. Tutaj wygląda na to, że było i jest inaczej. Że nawet, gdy wyników nie było, zespół przeżywał swoje kryzysy, to plan cały czas był i był aktualny. Wiadomo, że trochę szczęścia musiało w tym być, bo przecież nie było naszym planem pudło Adamczyka z karnego na śniegu. Ale nawet jeśli to szczęście nam się pojawiało, to zespół cisnął, by wyciągnąć z niego jak najwięcej.
Trener mówi o zgliszczach, które zastał w 2019. Porównanie oczywiście adekwatne, ale ja bym zaproponował ładniejszą metaforę. GieKSa wtedy po prostu może była takim noworodkiem, który nie umiał ani mówić, ani chodzić i potrzebował całodobowej opieki i czułości. Z czasem to dziecko zaczęło gaworzyć, wypowiadać swoje pierwsze słowa, potem raczkować, w końcu stanęło na dwie nóżki. I tak dalej… Obecnie jest to w pełni dojrzały młody człowiek, który ma siłę, intelekt i mnóstwo zasobów. Może iść przez życie i go smakować. Jednocześnie ten młody człowiek nadal ma potencjał, który warto by wykorzystać i ciągle się rozwijać. A nad tym wszystkim czuwa ojciec Rafał Górak i matka – cały sztab.
Rozwijaj się więc nasza kochana GieKSo, jedz zdrowo, trenuj i nigdy nie trać wiary w siebie. A wielkie rzeczy staną się coraz i coraz bardziej osiągalne.
Piłka nożna
Szymon Bartlewicz pierwszym transferem GieKSy
Pierwszym nowym piłkarzem, który dołącza do GKS Katowice na sezon 2026/27, został Szymon Bartlewicz.
Umowa obowiązywać będzie do 30 czerwca 2029 roku i zawiera opcję przedłużenia. 20-latkowi skończył się kontrakt z pierwszoligowym Chrobrym Głogów, z którym związany był od czasów juniorskich. W Chrobrym rozegrał 97 spotkań, zdobywając 13 bramek i 11 razy asystując. Powoływany jest także do młodzieżowych reprezentacji Polski.
Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik i jak sam przyznaje wyróżnia go kreatywność w środku pola.
Witamy w GieKSie i życzymy powodzenia w naszych barwac.
Felietony Piłka nożna
Felieton o Zagłębiu Lubin
„Ktoś powie, że w głowie mi się poprzewracało od ekstraklasy, ale nie no – jeśli chcemy na poważnie w niej grać, to w drugim sezonie musimy już powoli uznawać się za lepszych, przynajmniej na swoim boisku, od kilku ekip. Przynajmniej od trzech. I jedną z takich jest Zagłębie. Szacun dla trenera Ojrzyńskiego za świetną robotę, ale takich efektownych meczów, jak wczorajsza pierwsza połowa, Zagłębie zbyt wielu nie rozegra.
Odszczekam, jeśli Zagłębie na koniec sezonu zajmie wyżej niż 13. miejsce. Napiszę specjalny felieton pochwalny dla Zagłębia Lubin”.
Pisząc ten felieton po meczu drugiej kolejki z Zagłębiem Lubin – felieton z 29 lipca – nie sądziłem, że tak szybko będę już wiedział, że słowo ciałem się stanie. A że człowiek jest słowny, następuje to dzisiaj.
Przeliczyłem się i to bardzo. Nie sądziłem, że Lubinianie pójdą w tę stronę, a tak naprawdę do ostatniej kolejki teoretycznie walczyli o udział w europejskich pucharach. Teoretycznie – bo praktycznie w przedostatniej stracili na to szanse. Ale w życiu bym się nie spodziewał, że nie będziemy mówili o miejscu trzynastym, tylko pierwszej piątce czy szóstce w tabeli. Ostatecznie Zagłębie zajęło miejsce siódme. Utrzymali się spokojnie, dali też momentami pokaz naprawdę efektownej gry. Dość powiedzieć, że w dwóch meczach u siebie z ekipami z Trójmiasta strzelili dziesięć (!) goli. Lechię zresztą pokonali również na wyjeździe, początkując drogę Gdańszczan wprost do pierwszej ligi.
We wspomnianym meczu drugiej kolejki Lubinianie na Nowej Bukowej rozegrali fenomenalną pierwszą połowę. „Dziennikarze Zagłębia” łapali się za głowę, ale trudno im się było dziwić. Był polot, szybkość i skuteczność. Prowadzili 1:0 po golu Marcela Reguły, potem mieli kilka świetnych sytuacji. Poprawili drugą bramką Radwańskiego z karnego. Na szczęście Bartek Nowak wziął sprawy w swoje ręce i w drugiej połowie GKS wyrównał, choć w końcówce dość rozpaczliwie bronił remisu i było blisko trzeciej braki dla Zagłębia.
Zagłębie nie punktowało wybitnie, ale punktowało dobrze. Przede wszystkim wygrali w Poznaniu z Lechem, a gol Ławniczaka to było absolutnie jedno z dwóch, trzech najlepszych trafień zakończonego sezonu. Cudowna przewrotka i stadiony świata. Pamiętam, że odwijałem sobie tego gola na kwaterze w Gdańsku, jak niepyszny – bo sami chwilę wcześniej przegraliśmy z Lechią.
Bardzo cenne było zwycięstwo w Radomiu w Pucharze Polski – po dogrywce. No i wspomniane 6:2 i 4:0 z Lechią i Arką. Ale to nie był koniec spektakularnych wyników jesienią. Po fantastycznym meczu Zagłębie pokonało Legię 3:1 nie dając żadnych szans Wojskowym. Wygrali 2:0 u siebie z mocnym Górnikiem Zabrze. W sposób niesamowity odrobili stratę z Widzewem – do 86. minuty przegrywali, a zakończyli mecz z trzema punktami. Na koniec roku wygrali w Częstochowie z Rakowem. Wyniki doprawdy świetne. Jedyną poważną rysą jesieni była wysoka porażka w Szczecinie 1:5.
I 30 stycznia, gdy wracaliśmy do gry, Zagłębie wygrywając u siebie z GieKSą wskoczyłoby na pozycję lidera. Ta sztuka się gospodarzom nie udała, a GKS po bardzo pewnym meczu wygrał 2:0. Gdy Miedziowi przegrywali w Kielcach z Koroną wydawało się, że animusz opadł. To był słaby mecz Zagłębia, ale jakimś cudem strzelili dwie bramki i wygrali. Była to kuriozalna wygrana, ale dała ekipie Ojrzyńskiego bardzo dużo i nastroiła pozytywnie. Potem po remisie u siebie z Rakowem zanotowali serię trzech zwycięstw z rzędu i znowu przesunęli się mocno w tabeli.
W drugiej połowie wiosny było już jednak gorzej. W kolejnych sześciu meczach zespół zanotował pięć porażek. Jednak nadal drużyna utrzymywała się w okolicach pucharów. Zdecydowanie nie pomogła porażka w doliczonym czasie, gry z Termaliką u siebie. To wtedy uwierzyliśmy, że to my możemy wskoczyć na miejsca pucharowe.
Jak u siebie jesienią Lubinianie grali fenomenalnie, tak końcówka była nieporozumieniem. Łapali te czerwone kartki i mieli szczęście, że słaba Cracovia nie potrafiła tego wykorzystać. Na wyjeździe za to zagrali bardzo dobry mecz z Górnikiem i na koniec znów zaczęli pokazywać, że chcą tych pucharów…
Czy chcieli? No nie wiem. I śmiem wątpić. Bo mecz z Pogonią u siebie to był totalny koszmar. Nie wiem, co się stało z tą drużyną, ale mając Europę na wyciągnięcie ręki zagrali tak totalnie bez ambicji i bez charakteru, wyglądali – na tle również słabej tego dnia Pogoni – na drużynę, która nie ma nawet 10 procent determinacji. Kompletnie była to niezrozumiała sytuacja i nie dziwiłem się kibicom Zagłębia, że wyrażali swoje niezadowolenie. To był totalny ambicjonalny dramat.
Musiałem tę łyżkę dziegciu włożyć, bo naprawdę te puchary w Lubinie mogły być. Oczywiście tym lepiej dla nas, że zagrali tak z Pogonią.
Patrząc jednak na sezon całościowo, był on bardzo udany. Skazywany na pożarcie zespół pokazał się wielokrotnie ze świetnej strony i wielu drużynom – w tym nam – napsuł krwi. Co tu dużo gadać, trener Leszek Ojrzyński to fachowiec, wie, czym się to wszystko je i potrafi poukładać naprawdę dobrze drużynę w ekstraklasie.
Nie sądziłem, że drużyna wejdzie na ten poziom. Dodajmy też, że swój udział w udanej jesieni miał nasz obecny piłkarz – Mateusz Wdowiak. Na pewno wyciągnięcie go z Lubina spowodowało spadek jakości w Zagłębiu i podniesienie go w GieKSie. W każdym razie Mateusz pierwszy raz miał okazję zasmakować atmosfery na Nowej Bukowej właśnie jako zawodnik Zagłębia Lubin. Cieszymy się, że teraz jest z nami.
Jak będzie w przyszłym sezonie? Nie wiem. Jednak znów sceptycznie podejdę – nie sądzę, że będzie tak dobrze jak w obecnym. Ale już na pewno nie typowałbym tej drużyny, jako główne zespołu do spadku. Drużyna pokazała, że można w niej pokładać nadzieję, więc myślę, że środek tabeli – w miarę spokojne utrzymanie (2-3 kolejki przed końcem) spokojnie jest do osiągnięcia.
Jednak to jest ekstraklasa, więc nie przewidzisz. Dużo zależy od wzmocnień czy osłabień. Grunt to utrzymywać względną stabilność i wtedy można myśleć o spokoju, a może… o czymś więcej.


Najnowsze komentarze