Dołącz do nas

Piłka nożna

Przegląd mediów: GKS Katowice wraca do gry

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu GKS Katowice – Motor Lublin.

 

motorlublin.eu – Wypowiedź trenera Gonçalo Feio przed meczem z GKS-em Katowice

Przed poniedziałkowym, wyjazdowym meczem Motoru w ramach 20. kolejki Fortuna 1. Ligi z GKS-em Katowice, który rozpocznie rundę wiosenną sezonu 2023/2024, poprosiliśmy naszego trenera Gonçalo Feio o kilka słów na temat przeciwnika:

GKS to projekt, który z tym trenerem rozwija się już długo, w systemie gry 1-3-4-3, co powoduje, że piłkarze są dobrani pod konkretny profil. To zawsze, w takim sporcie zespołowym, jakim jest piłka nożna, gdy piłkarze są dobrani pod sposób, w jaki sztab chce grać, umożliwia powtarzalność, intensywność i wysoką jakość wykonywania zadań. Jest to zespół zorganizowany. Uważam, że jeden z najbardziej zorganizowanych drużyn naszej ligi, zarówno przy piłce, jak i w obronie. Spotkają się dwa zespoły, których intensywność i organizacja taktyczna są mocnymi stronami. Wiemy, że styl gry GKS predysponuje ich do tego, żeby wyjść na nas pressingiem i spróbować nas zdominować. Nasi poniedziałkowi rywale bronią przed sobą dosyć mocno, mają dobre skoki pressingowe. Z drugiej strony jest to drużyna, która z piłką ma kulturę gry, potrafi dominować mecz posiadając piłkę. Ma ciekawe, powtarzalne rozwiązania, zarówno pod presją, jak i na połowie przeciwnika. Mocna charakterystyka drużyny z Katowic to też dobre stałe fragmenty gry – jest tam wielu wysokich zawodników.

My czujemy się gotowi. Jeśli ligę zaczęlibyśmy tydzień wcześniej, to też bylibyśmy gotowi. W drużynie jest dużo chęci grania, czekamy na ten mecz z niecierpliwością i chcemy wrócić już na ligowe boiska. Jest w nas przeświadczenie, że dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy. Zdajemy sobie sprawę, w jakich elementach zrobiliśmy postęp i że poprzez ten okres staliśmy się mocniejszą drużyną, niż byliśmy. Z dużym optymizmem wyjeżdżamy w niedzielę do Katowic, żeby przywieźć trzy punkty do Lublina.

 

dziennikwschodni.pl – Motor wraca do walki o ligowe punkty. Dzisiaj wyjazdowy mecz z GKS Katowice

Po 65 dniach przerwy Motor wraca do walki o ligowe punkty. Na dzień dobry w 2024 roku piłkarze Goncalo Feio zagrają w Katowicach z tamtejszym GKS.

[…] Nie ma co ukrywać, że w zimie żółto-biało-niebiescy porządnie wzmocnili skład. W defensywie pojawili się przecież piłkarze z ekstraklasy: Paweł Stolarski (Pogoń Szczecin) oraz Kamil Kruk (Zagłębie Lubin). Udało się też wzmocnić ofensywę. Nowym skrzydłowym został młodzieżowy reprezentant Senegalu Mabye Jaques N’Diaye, który miał kosztować nawet około 200 tysięcy euro.

Ostatnim nabytkiem klubu z Lublina okazał się za to typowy napastnik – Samuel Mraz. Słowak jeden sezon zagrał w PKO BP Ekstraklasie, w barwach Zagłębia (27 meczów i dwa gole). Furory jednak nie zrobił i szybko zmienił pracodawcę. Zwiedził sporo krajów, miał okazję zaliczyć nawet kilka występów we włoskiej Serie A, a w przeszłości był przecież królem strzelców na Słowacji.

Motor pozyskał czterech piłkarzy, a niewiele zmieniło się zimą w „GieKSie”. Do zespołu Rafała Góraka dołączył tylko jeden nowy zawodnik. Jego CV też, jak na warunki drugiego poziomu rozgrywkowego w Polsce musi robić wrażenie. Marten Kuusk ma na koncie 29 występów w reprezentacji Estonii, a do tego trzy tytuły mistrza kraju (z Florą Tallin). Dwa razy wygrywał też Puchar Estonii i raz Superpuchar.

Na jesieni Motor zremisował z poniedziałkowym rywalem 1:1, ale trzeba przyznać, że spotkanie miało nietypowy przebieg. – Trzeba sobie jasno powiedzieć, że w pierwszym pojedynku obu drużyn po 45 minutach mogło być po zawodach. „GieKSa” pokazała bardzo dobre operowanie piłką i kulturę gry. Po przerwie to my mogliśmy jednak spokojnie wygrać, bo mieliśmy sporo sytuacji – wspomina Goncalo Feio.

A jakiego meczu spodziewa się teraz? – Zagramy z wymagającym rywalem, który będzie próbował pressować piłkę. Będą wychodzili wysoko i doprowadzali do pojedynków, a także zamykali przestrzeń. To drużyna, która gra w podobnym składzie już od kilku sezonów, z myślą o konkretnym systemie (3-4-3), a piłkarze są wyprofilowani pod konkretne pozycje. Mają też bardzo fizyczny zespół, groźny przy stałych fragmentach gry. Dobre warunki fizyczne i automatyzmy od wielu lat, a do tego rywal, który ma z piłką dużą kulturę gry – ocenia szkoleniowiec.

– Ja jestem jednak zadowolony z naszego okresu przygotowawczego. Dążyliśmy do tego, żeby dalej się rozwijać i ostatnie sparingi to potwierdziły. Trzeba pamiętać, gdzie były drużyny, z którymi się mierzymy, a gdzie byliśmy my. To jest dowód na rozwój i postęp tej drużyny. Codzienną pracą chcemy jednak dalej iść do przodu – zapewnia Portugalczyk.

Trener Motoru nie będzie mógł skorzystać z dwóch zawodników, którzy pauzują za kartki. To: Michał Król i Mathieu Scalet. Poza Piotrem Kusińskim, który cały czas wraca do zdrowia po poważnej kontuzji kolana, reszta zawodników jest do dyspozycji.

– Cieszymy się, że w końcu wracają mecze ligowe, czas grać o punkty. Uważam, że jesteśmy dobrze przygotowani i gotowi do rundy wiosennej – mówi Filip Luberecki.

A czy w szatni coraz więcej mówi się o awansie do ekstraklasy? – Chcemy wygrywać każdy kolejny mecz, jak będziemy dobrze grać i wygrywać, to ten cel osiągnie się sam. Skupiamy się na tym, żeby dobrze rozpocząć wiosnę, złapać serię, a następnie piąć się w górę tabeli. A jak już będziemy na samym szczycie, to trzeba będzie zwiększać przewagę – uśmiecha się Piotr Ceglarz.

 

wkatowicach.eu – GKS Katowice wraca do gry. Na początek rundy wiosennej mecz z Motorem Lublin w Katowicach

Na ten moment czekało wielu kibiców GKS-u Katowice. Po zimowej przerwie wracają rozgrywki Fortuna 1. Ligi, w której występuje katowicka GieKSa.

[…] Meczem z Motorem Lublin rozpocznie wiosenną rundę rozgrywek ligowych GKS Katowice. Piłkarska sekcja GieKSy szykuje się już do spotkania, które zostanie rozegrane przy Bukowej w Katowicach w poniedziałek, 19 lutego. Wyjazdowe spotkanie GKS-Katowice z Motorem w sierpniu ubiegłego roku, na stadionie w Lublinie zakończyło się remisem 1-1. Goście z Lublina po rundzie jesiennej zajmują 3. miejsce w tabeli, podczas gdy katowiczanie plasują się na miejscu 11.

W zimowej przerwie GieKSa rozegrała 7 sparingów. Piłkarze z Katowic zwyciężyli w 3 z nich, dwa zremisowali i dwa przegrali.

 

kurierlubelski.pl – Motor zacznie w Katowicach. Zbliżająca się wiosna będzie historyczna?

Wyjazdowe spotkanie Motoru Lublin z GKS-em Katowice zakończy 20. kolejkę Fortuna 1. Ligi i jednocześnie rozpocznie piłkarską wiosnę dla klubu z Lublina, z szeregów którego bije ogrom optymizmu.

– W lipcu widzimy się w ekstraklasie! – powiedział w kierunku przybyłych na galę finałową 62. Plebiscytu Sportowego Kuriera Lubelskiego gości kapitan Motoru Lublin, Rafał Król. Pomocnik decyzją kapituły zajął dziesiąte miejsce.

– Mocno stąpamy po ziemi, ale wiary nam nie brakuje. Piłkarze wierzą w siebie, piłkarze wierzą w sztab, sztab natomiast wierzy w piłkarzy, a prezes i kibice wierzą w drużynę. Ta wiara, podobnie jak w zeszłym sezonie, może okazać się kluczowa. Cieszę się, że jest w nas taka wiara. Problemem byłoby, gdy jej brakowało – mówi trener Gonçalo Feio.

On także nie ukrywa, że Motor mierzy wysoko, a konkretnie w to, aby za rok dołączyć do ekstraklasowej stawki. Klub z Lublina także w opinii środowiska cv jest jednym z najpoważniejszych kandydatów do awansu. Po rundzie jesiennej żółto-biało-niebiescy zajmowali trzecie miejsce w stawce.

– To, że jako beniaminek jesteśmy wymieniani w gronie kandydatów do awansu, świadczy o pracy klubu, drużyny i sztabu. To świadczy o rozwoju Motoru – ocenia trener Feio.

Dzisiaj o godzinie 18 Motor może wykonać pierwszy krok w kierunku realizacji swoich marzeń o drugim awansie z rzędu. W swoim pierwszym wiosennym meczu o punkty lublinianie zmierzą się w Katowicach z GKS-em.

[…] Gola dla Motoru zdobył wówczas Michał Król. Teraz z powodu kartek jego i Mathieu Scaleta zabraknie. Nie zagra również będący w ostatniej fazie rehabilitacji po zerwaniu więzadeł krzyżowych Piotr Kusiński. Pozostali są zdrowi.

– Dla trenera to duża sprawa, że tak naprawdę wszyscy są dyspozycji. To również pokazuje, że dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy – ocenia trener Feio.

W jego trakcie Motor odniósł sześć zwycięstw, dwukrotnie zremisował, a raz przegrał. Do składu po urazach wrócili natomiast Łukasz Budziłek, Rafał Król i Michał Żebrakowski. Ten trzeci przez ostatnie miesiące miał spore kłopoty zdrowotne. Występował tylko sporadycznie. W trakcie przygotowań zdobył aż cztery bramki.

– To napastnik o bardzo dużym potencjale, na którego liczymy. Zimą nie opuścił żadnego treningu, a biorąc pod uwagę to, jak z powodu kontuzji wyglądał dla niego miniony rok, ten fakt napawa nas dużym optymizmem – cieszy się szkoleniowiec zespołu z Lublina.

Klub przed rundą wiosenną pozyskał czterech graczy: Pawła Stolarskiego, Kamila Kruka, Jacques’a Ndiaye i Samuela Mráza.

– Mieliśmy założone cztery cele transferowe i każdy z nich został osiągnięty. Udało się dzięki wysiłkowi wielu osób. Kluczowe okazało się zaangażowanie w kwestie negocjacyjne prezesa Zbigniewa Jakubasa – wyjaśnia Gonçalo Feio.



Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hokej

Kompromitacja w Tychach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W 20. kolejce THL nasza drużyna wyruszyła do Tychów żeby zmierzyć się z miejscowym GKS-em.

Pierwszą tercję rozpoczęliśmy od szarpanej gry w tercji neutralnej. Dopiero w 4. minucie strzał na bramkę Fucika zdołał oddać Wronka, ale jego uderzenie nie sprawiło problemów bramkarzowi gospodarzy. W 7. minucie miejscowi wyszli na prowadzenie. W drugiej połowie pierwszej odsłony nasza drużyna stanęła przed szansą wyrównania wyniku za sprawą liczebnej przewagi. Pomimo oddania kilku groźnych strzałów, to żaden z naszych zawodników nie zdołał pokonać Fucika. W 19. minucie fantastyczną interwencją popisał się Eliasson ratując nas przed utratą drugiej bramki. Chwilę przed syreną kończącą pierwszą tercję Eliasson ponownie zachował czujność i pewnie obronił kolejne strzały gospodarzy.

Drugą tercję rozpoczęliśmy od zdecydowanego ataku na bramkę Fucika, blisko zdobycia bramki był Wronka i Varttinen. W 24. minucie gospodarze zdobyli drugą bramkę, wykorzystując liczebną przewagę. Kilkanaście sekund później gospodarze ponownie podwyższyli. W 25. minucie nastąpiła zmiana bramkarza w naszej drużynie. W 28. minucie czwartą bramkę dla drużyny gospodarzy zdobył Drabik, wykorzystując bierną postawę naszych obrońców. W 33. minucie w sytuacji sam na sam z Fucikiem znalazł się Dupuy, ale jego strzał był za lekki, by pokonać bramkarza gospodarzy. Na sam koniec drugiej odsłony gospodarze po raz piąty wbili krążek do naszej bramki.

Trzecią odsłonę rozpoczęliśmy od kilku strzałów na bramkę Fucika. Jednak to gospodarze ponownie znaleźli drogę do naszej bramki, zdobywając szóstą bramkę w tym meczu. Minutę później po raz siódmy do bramki trafił Viinikainen. Na sam koniec meczu bramkę honorową dla naszej drużyny zdobył Jonasz Hofman.

GKS Tychy – GKS Katowice 7:1 (1:0, 4:0, 2:1)

1:0 Filip Komorski (Valtteri Kakkonen, Rafał Drabik) 06:16
2:0 Alan Łyszczarczyk (Rasmus Hejlanko, Valtteri Kakkonen) 23:23, 5/4
3:0 Mark Viitianen (Dominik Paś) 24:18
4:0 Rafał Drabik (Szymon Kucharski, Mateusz Bryk) 27:48
5:0 Mateusz Gościński (Hannu Kuru, Olli Kaskinen) 38:56
6:0 Hannu Kuru (Juuso Walli, Bartłomiej Pociecha) 45:23
7:0 Olli-Petteri Viinikainen (Alan Łyszczarczyk, Rasmus Hejlanko) 47:54
7:1 Jonasz Hofman

GKS Tychy: Fucik, Lewartowski – Viinikainen, Bryk, Łyszczarczyk, Komorski, Knuutinen – Kaskinen, Kakkonen, Jeziorski, Kuru, Heljanko- Walli, Pociecha, Karkkanen, Paś, Viitanen – Bizacki, Ubowski, Drabik, Kucharski, Gościński.

GKS Katowice: Eliasson, Kieler – Maciaś, Hoffman, Wronka, Pasiut, Fraszko – Varttinen, Verveda, Anderson, Monto, Dupuy – Runesson, Lundegard, Michalski, McNulty, Hofman Jo. – Chodor, Dawid, Hofman Ja.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Komu nie zależało, by zagrać?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Gdy wyjrzałem dziś za okno z pokoju hotelowego, zobaczyłem szron na pobliskich dachach. I tyle. Śniegu nie było ani grama, jedyne, co mogło nas przyprawiać o lekkie dreszcze to przymrozek i konieczność spędzenia tego meczu w tak niskiej temperaturze. Wiadomo jednak, że podczas dobrego widowiska można się porządnie rozgrzać i emocje sportowe niwelują jakiekolwiek atmosferyczne niedogodności. Głowiłem się, jak to jest, że w różnych rejonach Polski mamy atak zimy, a przecież okolice bieguna zimna, które teoretycznie najbardziej są narażone na popularny biały puch, tym razem są wolne od tego.

Gdy jechałem autobusem na mecz i zaczęło lekko prószyć – a było to o godz. 10.30 ani przez myśl nie przeszło mi, jak to się wszystko skończy. Po prostu – śnieg zaczął sobie padać, nie był to jakiś armagedon, a i same opady śniegu, choć były wyraźne, nie przypominały tych, które znamy z przeszłości.

Po wejściu na stadion zobaczyłem taką właśnie oprószoną murawę – niezasypaną. Białawo-zieloną lub zielonkawo-białą. Typowy widok, gdy mamy pierwsze opady śniegu w roku lub też szron po mroźnej nocy. Białe gunwo (że tak zejdziemy z romantycznej wersji o puchu) ciągle jednak z białostockiego nieba spadało. I w pewnym momencie rzeczywiście murawa stała się dość biała. Nie przeszkodziło to jednak obu drużynom oraz sędziom rozgrzewać się. Kibice wypełniali stadion, zwłaszcza ci z Jagiellonii jeszcze przed meczem głośno dopingując swój zespół. Sympatycy GieKSy powoli zaczęli wchodzić na sektor gości i też dali znać o sobie. Przyznam, że nie myślałem w ogóle o tym, że mecz może się nie odbyć. Nie miałem takiego konceptu w głowie.

Za łopaty wzięło się… kilka osób. Zaczęli odśnieżać pola karne. Wyglądało to tak, że na jednym skrzydle stało trzech chłopa i sami nie wiedzieli, jak się za to zabrać. „Gdzie kucharek sześć…” – powiedziałem Miśkowi. A na drugim skrzydle szesnastki jeden jegomość odśnieżył na kilka metrów szerokość pola karnego, pokazując, że „da się”. A tamci deliberowali. Do tej pory odśnieżone były tylko linie i wspomniany kawałek. Na drugim polu karnym natomiast jakiś artysta „odśnieżał” w taki sposób, że zagarniał, wręcz zdrapywał śnieg, zamiast go nabierać na łopatę. Nie trzeba być śnieżnym omnibusem, żeby wiedzieć, że średnio efektywna jest to metoda. Po niedługim czasie wszyscy położyli na to lachę i sobie poszli czy tam przestali działać.

Dopiero kilka minut przed meczem zorientowałem się, że sędzia się dziwnie zachowuje, wychodzi i sprawdza. Załączyłem Canal+, by nasłuchiwać wieści i tam było jasne, że arbiter Wojciech Myć sugerował, iż szanse na rozegranie tego spotkania są dość marne. Potem wyszedł na boisko jeszcze raz, ze swoimi asystentami i patrzyli, jak zachowuje się piłka. W moim odczuciu ta rzucana i turlana przez nich futbolówka reagowała normalnie, z odpowiednim odbiciem czy brakiem większego oporu przy toczeniu się po ziemi. Do końca miałem nadzieję, że mecz się odbędzie.

Sędzia jednak zadecydował inaczej. W wywiadzie dla Canal+ powiedział, że ze względu na zdrowie zawodników, a także ograniczoną widoczność – podejmuje decyzję o odwołaniu meczu. Podał też argument, że do pomarańczowej piłki przykleja się śnieg i tak jej nie widać. A linie, które zostały odśnieżone i tak za chwilę zostałyby zasypane.

Mecz się nie odbył.

Odniosę się więc najpierw do słów sędziego, bo już one są dla mnie kuriozalne. Odśnieżone linie po 40 minutach (także już po odwołaniu meczu) nadal były widoczne. I nie zanosiło się specjalnie na to, że mają zostać momentalnie zasypane. Nawet jeśli – to chwila przerwy w meczu lub po prostu w przerwie między dwiema połowami – pospolite ruszenie do łopat i gotowe. A argument o piłce to już kuriozum do kwadratu. Na Boga – przecież śnieg to nie jest jakiś klej czy oleista substancja. I nawet jeśli w statycznej sytuacji klei się do piłki, to jest ona cały czas KOPANA. Dla informacji pana Mycia – to powoduje drgania w futbolówce, a to (plus odbijanie się od ziemi) z piłki przyklejony kawałek śniegu strząsa. Więc naprawdę nie mówmy takich głodnych kawałków na głos, bo tylko wzmacniamy opinię o sędziach taką, a nie inną.

Trener Siemieniec już po decyzji mówił dla Canal Plus, że z punktu widzenia logistyki w rundzie jesiennej, nie na rękę jest im nie grać, w domyśle, że ten mecz trzeba będzie jeszcze gdzieś wcisnąć. Tylko przecież WIADOMO, że tego spotkania nie da się rozegrać jesienią, bo przecież po ostatnim meczu ligowym Jaga gra dwa razy w Lidze Europy plus jeszcze w środku grudnia zaległy mecz z Motorem. Więc z GKS musieliby zagrać tuż przed świętami, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie przedłuży rundy GieKSie o dwa tygodnie z powodu zaległego meczu. Niech więc trener Adrian nie robi ludziom wody z mózgu. Poza tym trener powiedział, że ze względu na stan boiska, była to jedyna i słuszna decyzja i trudno nie było odnieść wrażenia, że z powodu napiętego terminarza właśnie TERAZ, dłuższy oddech dla Jagiellonii to najlepsze, co może ich spotkać…

A Rafał Górak? Bardzo dyplomatycznie mówił, że rozumie decyzję sędziów, ale chyba trzy razy podczas wywiadu dał do zrozumienia, jakie miał zdanie… Panowie za zamkniętymi drzwiami rozmawiali, każdy dał swoje argumenty. Trener zwrócił uwagę, że ze względu na szczelnie wypełniony sektor gości mogło to wyglądać inaczej. Że białe linie widać i przy dobrej woli organizatora, boisko można byłoby doprowadzić do stanu używalności. Że taki wyjazd bez meczu to dodatkowe koszty dla klubu. Jakbym więc miał typować, to pewnie wyglądało to tak „ej Rafał, wiesz, jak jest, jaką mamy sytuację, wiem, że nie jest to wam na rękę, ale zgódź się na przełożenie meczu, odwdzięczymy się dobrym winkiem”… Być może więc ze względu na solidarność kolegów po fachu i gentelmen’s agreement, szkoleniowiec, mimo że wolałby zagrać – nie oponował.

No i właśnie. To jest pytanie – czy komuś zależało, żeby wykorzystać opady i meczu nie rozegrać? Powiem wprost – reakcja organizatora meczu na tę „zimę” jest mocno zastanawiająca i nie wiem, czy Jagiellonia nie powinna z tego tytułu ponieść konsekwencji. Powtórzę – klub nie zrobił absolutnie nic, żeby ten mecz rozegrać. Począwszy od prognoz – przecież atak zimy w Polsce był już wczoraj, więc nie można było nie zakładać, że podobna sytuacja powtórzy się w Białymstoku. A jeśli tak, to przygotowuje się zastępy ludzi – choćby na wszelki wypadek – do tego, żeby boisko odśnieżyć. Pamiętacie, co było w zeszłym sezonie w meczu Radomiaka z Zagłębiem? Momentalnie, w ciągu kilku minut płyta po nawałnicy zrobiła się biała. Tam też było ryzyko przerwania i odwołania meczu. Ale ludzie robili, co w swojej mocy, odśnieżali, jak tylko się da i spotkanie zostało dokończone. Wczoraj w Rzeszowie kompletnie zasypany stadion został odśnieżony i mecz również się odbył. A w Białymstoku? Nie było chętnych czy nie miało ich być? Mogli nawet tych żołnierzy wziąć, co to zawsze są na trybunach. Cokolwiek. A tutaj kilku ludzi z łopatą zaczęło nieskładnie machać, ale chyba ktoś im powiedział, że to bez sensu – no i przestali.

Nie będę wnikał, czy na takim boisku można grać czy nie. Jak bardzo wpływa to na zdrowie zawodników. Wiem, że w przeszłości takie mecze się odbywały i nikt nie płakał i nie zasłaniał się ani zdrowiem, ani terminarzem. GieKSa taki mecz rozgrywała z Arką Gdynia – pamiętny z niewykorzystanym karnym Adamczyka – i jakoś się dało. Nie jest to może najbardziej estetyczne widowisko, ale mecz jest rozegrany i jest z głowy.

Natomiast tu nie chodzi o to, czy na zaśnieżonym boisku można grać. Chodzi o to, że nikt nie zajął się odśnieżaniem. Dlatego cała ta sytuacja ostatecznie wydaje mi się po prostu skandaliczna. Dosłownie godzinkę śnieg poprószył – bez jakiejś większej nawałnicy – i odwołujemy mecz.

I tak – piłkarze pojechali sobie na drugi koniec polski, by pobiegać na murawie stadionu Jagiellonii. Klub zapłacił za hotel, wyżywienie, przejazd. Teraz będzie to musiał zrobić drugi raz – najpewniej na wiosnę. Kibice zrywali się o drugiej w nocy, niektórzy pewnie nawet nie poszli spać, by stawić się na zbiórkę w ciemnych Katowicach. Jechali w tak wielkiej liczbie przez cały kraj – też przecież zapłacili za bilety i przejazd. I dostali w bambuko, bo paru osobom nie chciało się wyjść i doprowadzić boisko do jako takiego stanu.

Uważam, że PZPN czy Ekstraklasa, czy kto tam zarządza tym całym grajdołkiem, nie powinien przyzwalać na taką fuszerkę. To jest kupa kasy i czas wielu ludzi, którzy zdecydowali się do Białegostoku przyjechać. To po prostu jest nie fair.

Nieraz bywały jakieś sytuacje czy to z pogodą, czy wybrykami kibiców i kapitanowie lub trenerzy obu drużyn zgodnie mówili – gramy/nie gramy. Była ta wyraźna jednogłośność. A czasem spór. Grano nawet po zapaści Christiana Eriksena – choć tam akurat uważam, że ta decyzja była fatalna (choć z drugiej strony to Euro, więc logistyka dużo trudniejsza). Tutaj zabrakło determinacji, żeby mecz rozegrać. Rozumiem trenera Góraka, że podszedł dyplomatycznie do sprawy. Ja tego protokołu dyplomatycznego trzymać nie muszę i wysuwam hipotezę, że komuś na rękę był ten niezbyt wielki opad śniegu.

Dotychczas wielokrotnie pisałem i mówiłem, że cenię Jagiellonię i Adriana Siemieńca za to, jak łączą ligę i puchary. Byłem pod wrażeniem, że rok temu Jaga nie przełożyła spotkania z GKS na jesień, gdy sama była pomiędzy meczami z Ajaxem – trener gospodarzy dzisiejszego niedoszłego pojedynku mówił, że poważna drużyna musi umieć grać co trzy dni. Tym razem jednak w obliczu meczu z KuPS i końcówki ligi, takie zdanie przestało już zobowiązywać.

Nam nie pozostaje nic innego, jak przygotować się do sobotniego spotkania z Pogonią. Oby piłkarze GKS również wykorzystali fakt, że nie będą mieli Jagi w nogach i jak najlepiej mentalnie i fizycznie przygotowali się do spotkania z Portowcami. A z Jagiellonią i tak się już niedługo zmierzymy, bo za jedenaście dni w Pucharze Polski.

Kups!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz z Jagiellonią odwołany!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W związku z atakiem zimy w Białymstoku i niezdatnymi według sędziego warunkami do gry mecz Jagiellonia Białystok – GKS Katowice został odwołany.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga