Kibice Piłka nożna
Raków Częstochowa kibicowsko
Raków Częstochowa to stara, ale bardzo charakterna ekipa, która ruch kibicowski zapoczątkowała na dobre w połowie lat 80. – wtedy, kiedy już w całej Polsce każde większe miasto zaczęło tworzyć swoje pierwsze kluby kibica.
W ostatnich latach sukcesy klubu sprawiły, że Medaliki stały się popularnym klubem piłkarskim przez nagłe sportowe osiągnięcia, ale dorobili się również fali nowych antykibiców wychowanych w erze internetu, którzy brakiem wiedzy i krótkim stażem na swoich trybunach, próbują umniejszyć RKS-owi dorobku kibicowskiego, tworząc z nich fanów sukcesu, co jest oczywiście błędem.
Pierwsze i dawne zgody Rakowa to: Arka Gdynia, GKS Bełchatów, GKS Tychy, ŁKS Łódź, Odra Wodzisław, Stal Mielec, Stal Stalowa Wola, Zawisza Bydgoszcz czy Zagłębie Lubin. Mieli także chwilowy układ chuligański z Góralem Żywiec, który nie przetrwał próby czasu.
Sam wachlarz powyższych ekip pokazuje, że Racovia nie była byle kim, budując od połowy lat 80. pozycję w mieście, w którym nie mieli łatwo. W samej Częstochowie zwłaszcza w latach 90. kibicowanie jednej drużynie było niezwykle trudne. AZS Częstochowa był solidnym kibicowsko siatkarskim składem, a z kolei Włókniarz Częstochowa, ściągający na mecze żużla po kilkanaście tysięcy widzów, dorobił się także potężnej ekipy, która w latach 90. wyjaśniłby niejedną ekipę piłkarską. Przez chwilę był też układ wszystkich stron, ale obecnie miastem spod Jasnej Góry rządzi Raków.
Sporo w Częstochowie namieszał prężnie działający fan club Widzewa Łódź, który miał niesamowity piłkarski okres, ściągając do Łodzi kibiców w całej Polsce. RKS w północnej części miasta miał także z tym problem, a zgoda z ŁKS-em w latach 90. była wtedy także wspólnym mianownikiem niechęci do RTS-u. Problem powstał później, gdy część ludzi z Częstochowy postanowiła odbić z Limanowskiego i także zostać FC ŁKS-u, co było przyczyną końca zgody wiosną 1995 roku.
W sierpniu 1998 roku doszło do apogeum kosy między Rakowem a Widzewem. RTS grał u nas na Bukowej mecz ligowy, który wygrał 2:0. Na GieKSę dotarło 120 Widzewiaków natomiast 15-osobowa załoga, przez brak pieniędzy, została zawrócona przez policję i wysłana pociągiem, który miał przesiadkę w Częstochowie. Tam godzinne oczekiwanie na pociąg do Łodzi zrodził konflikt kręcących się na dworcu żuli, którzy od słowa do słowa zaczęli się z kibicami Widzewa gonić i wymieniać pięściami. Jeden z nich – ŚP. Łukasz (Widzewiak z Bełchatowa) został dźgnięty nożem w plecy, później w nerkę, a kończący cios został zadany Mu prosto w serce…
Na dworcu zebrali się fani Widzewa z Częstochowy, AZS-u i CKM-u (Włókniarz), którzy składali wieńce oraz znicze. Niestety wszystko później zostało rozkopane, a na murze niedaleko tragedii powstał napis „Raków 1:0 Widzew”. Wiele powstało mitów na temat tego incydentu, mogła być to prowokacja, mógł być to jakiś kibic Rakowa bez kręgosłupa moralnego, ale wtedy było jedno pewne – zabójstwo zostało przypisane fanom Rakowa, którzy jadąc na swój wyjazd do Opoczna, zostali trafieni przez Widzew. Jakiś czas temu w miesięczniku „To My kibice!”, ukazał się wywiad z chuliganami Rakowa i wyparli się tego zabójstwa – nikt z ich ogarniętego otoczenia nie był osobą zamieszaną w zabójstwo Łukasza.
Raków podobnie jak my ma dwie zgody – zagraniczną i z naszego podwórka. Z węgierskim Videoton Székesfehérvár trzymają się od 2012 roku i podczas gry RKS-u w niskich ligach mieli okazję pojeździć po Europie ze swoimi braćmi, jak i oglądać inne europejskie ekipy na stadionie swojej zgody. Druga zgoda, to Chemik Kędierzyn-Koźle, z którym początkowo związali się układem chuligańskim zapoczątkowanym w 2013 roku. W lutym 2016 roku obie ekipy podjęły decyzję, że układ przekują w zgodę i ta zgrabna sztama trwa już 8. rok na kibicowskiej mapie Polski. Także w 2016 roku zapoczątkowali kontakty z Lechią Gdańsk i później ze Stomilem Olsztyn, ale ciężko dobrać właściwe słowo, czy łączy ich układ chuligański czy są to prywatne kontakty. Coraz więcej powstających w Polsce relacji ciężko opisać jednoznacznie.
Nasza kibicowska rywalizacja zaczęłą się w sezonie 1994/1995, w którym Medaliki zrobiły historyczny awans do Ekstraklasy. Nasza pierwsza wizyta na Limanowskiego to sierpień 1994 roku. Na wyjazd pod Jasną Górę wybrało się 500 fanatyków GieKSy.
W marcu 1995 roku fani Rakowa pierwszy raz mieli okazję pokazać się na Bukowej. Zawitali w 220 gardeł, a wspierali ich tego dnia zgodowicze z GKS-u Tychy oraz Stali Stalowa Wola.
W sierpniu 1995 roku RKS ponownie pojawił się na GieKSie. Tym razem przyjechali składem w 250 głów i ponownie oglądali porażkę 0:1 swojej drużyny. Nas tego dnia wspierała Avia Świdnik w 14 osób.
Styczeń 1996 roku to druga edycja turnieju halowego w katowickim Spodku i skład Rakowa po raz pierwszy zawitał w 35 osób. GieKSiarze oczywiście stanowili najliczniejszy skład jako gospodarz, a wspierała nas tego dnia Avia Świdnik w 9 osób. Raków niespodziewanie triumfował w finale pokonując Ruch Chorzów 6:5.
Wiosną 1996 roku (kwiecień) pojechaliśmy ponownie do Częstochowy w 450 głów. GieKSa na piaskowym boisku przegrała 0:3.
W lipcu 1996 roku zaczęliśmy nowy sezon i Racovia pierwszy wyjazd miała do Katowic. Pojawili się na tamte czasy znakomitą liczbą, bo w 312, w tym 7 Zawisza Bydgoszcz, z którymi wciąż trwała zgoda. GieKSa wygrała 2:1.
We wrześniu w ramach rozgrywek Pucharu Polski GieKSiarze wylosowali Raków II Częstochowa, ale oczywistym było, że zagramy na stadionie Rakowa, na który wybrało się 250 głów. W Sosnowcu po przebojach z policją za brak biletów, skład został zawrócony i na Limanowskiego ostatecznie dotarło 70 GieKSiarzy. Piłkarze pewnie pokonali rezerwy częstochowian 4:0.
Listopad 1996 roku to kolejna wizyta GKS-u w Częstochowie tym razem w 350 osób. Równolegle w Opawie pierwszy raz była obecna delegacja GieKSy na derbach SFC – Banik Ostrava. Była to rewizyta za przyjazd Banika na derby z Górnikiem Zabrze (na mecz, w którym powstała nasza międzynarodowa zgoda. Na boisku padł wynik 1:1.
Styczeń 1997 to już wtedy wydawałoby się tradycja, czyli EB Sport Cup w Spodku. Raków zawitał 120 osób i zasiadł z Odrą Wodzisław, która przyjechała składem w 100 osób. Tego dnia postanowili przybić zgodę. Najliczniejszy skład wystawiła GieKSa i Ruch – po 2000 szali.
W sierpniu 1997 roku Medaliki miały ponowną wizytę na Bukowej. Przyjechali w 190 osób, w tym 10 Odra Wodzisław i 2 Zawisza Bydgoszcz. GKS pewnie wygrał 3:0.
Styczeń 1998 to jak media nazwały „Spodek Terror Cup”, gdzie dochodzi do dantejskich scen i tylko Bóg wie, jak tego dnia nie było żadnej ofiary śmiertelnej. GieKSa w tym dniu sama musiała stoczyć dwie potężne bitwy z Ruchem i Górnikiem Zabrzem z którym wtedy relacje nie były zdrowe. Raków zawitał z Odrą licząc wspólnie 150 osób, ale z tego składu 120 głów stanowił sam RKS. Mając nieopodal siebie GKS Tychyi ŁKS Łódź, od nich zaczęli rzucanie krzesełkami, a na samej hali trwał już potężny popłoch.
W marcu 1998 roku miał miejsce wyjazd do Częstochowy, który miał wyjątkowy moment dla naszej sceny kibicowskiej. Był to pierwszy mecz, na którym obowiązywała ustawa o braku sił policyjnych na stadionie. Chuligani GieKSy, którzy pojechali w 400 osób, postanowili to oczywiście „sprawdzić” i ruszyli murawą w stronę gospodarzy, gdzie doszło do bitki i ganianek z ochroną wzdłuż murawy. GKS wygrał 1:0. Na zakończenie ligi Raków pożegnał się z Ekstraklasą, ale GieKSa nie była gorsza i rok później dołączyła do obecnej 1. ligi, która wtedy była „polskim premiership” bo liczyła aż 24 kluby.
W sezonie 1999/2000 pierwsze spotkanie z RKS-em było na Bukowej. Mecz rozegrany był we wrześniu, a Raków pojawił się jedynie w 109 osób, co było ich najsłabszym wyjazdem do Katowic. GieKSa po ekscytującym pojedynku wygrała 4:3.
Rewanż to koniec kwietnia. GieKSa obecna w 450 głów. Piłkarze wygrali ważny mecz 1:0, który zbliżył nas do Ekstraklasy, a Medalików przybliżył do spadku… (co nastąpiło).
Nasza ligowa rozterka trwała 6 lat, aż spotkaliśmy się wspólnie w 2. lidze. Mecz miał dziwne zbiegi okoliczności, aby fani z Częstochowy do Katowic nie zajechali. Najpierw przełożono spotkanie z weekendu na wtorek, później nadzór budowy stwierdził że Trybuna Północna już nie nadaje się do przyjmowania kibiców gości (pod naciskiem policji), aż sama psiarnia stwierdziła, że goście nie wejdą, bo nie mają gdzie ich ulokować. Hasło „Piłka nożna dla kibiców” zwyciężyło i Raków w 173 osoby na zakazie wszedł na sektor 6, będąc wspieranym przez ówczesny układ z Górala Żywiec i delegację Stalówki. Policja, która została nabita w butelkę, nie chciała dać za wygraną i po meczu była próba zatrzymania wszystkich gości w celi wylegitymowania i szukania byle pretekstu do zatrzymań na dołek, ale ponownie GieKSiarze pomogli wyjaśnić sytuację i otwarli bramki na murawę, dzięki czemu goście mogli się ulotnić bez przypału. Na boisku 0:0.
Wiosną 2007 roku było ogromne ciśnie po obu stronach, aby pokazać się jak najlepiej. Raków na tamten czas wystawił najliczniejszy młyn w swojej historii, z kolei GieKSa w ramach szacunku za pomoc w wejściu na zakazie, dostała gwarancję od Rakowa, że dostaniemy tyle biletów ile będziemy potrzebować. Tym sposobem w klatce zasiadło 540 Szaleńców z Bukowej, co zapisało się jako nasz historyczny rekord na Limanowskiego. Na murawie padł bezbramkowy remis.
Minęło 10 lat. GieKSa zaczęła kopać się przez dekadę po czołach na zapleczu Ekstraklasy, a Raków po wieloletniej tułaczce w niższych szczeblach awansował do 1. ligi. Nas na wyjazd jesienią wybrało się 300 osób, z czego 240 znalazało się w sektorze gości (otrzymaliśmy 200 wejściówek). Po awansie Rakowa wiele się zmieniło na stadionie i co gorsze było więcej ograniczeń niż udoskonaleń. Piłkarze wygrali 3:1.
Wiosna 2018 roku to mecz na Bukowej. Raków ponownie na zakazie i w tym samym miejscu (sektor 6) – zawitał w 157 osób. Na Blaszoku zadebiutowała odrestaurowana legendarna flaga „Banditen”. GKS wygrał 2:1.
Jesienią 2018 roku zaliczyliśmy swoją ostatnią wizytę w Częstochowie. Na Limanowskiego zawitało 319 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 3 Górnik Zabrze. Mimo otrzymania 200 biletów Racovia ponownie przyszła z pomocną dłonią i prokibicowskim podejściem. Piłkarze przegrali 0:2.
Wiosna 2019 to nasz ostatni wspólny pojedynek, który ma kilka historii. Pierwsza to pierwsze pojawienie się RKS-u na Trybunie Północnej. Tego dnia zawitali oni w 397 osób, w tym 10 Lechia, co sprawiło, że odnotowali swój najliczniejszy w historii wyjazd na Bukową. Ten sezon zakończył się tym, że my spadliśmy do 2. ligi, natomiast Raków wszedł do Ekstraklasy. Nasi piłkarze dla formalności dostali w łeb 0:3.
Do zobaczenia w sobotę na Bukowej. Raków w komplecie zobaczy Blaszok w najlepszym wydaniu!
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.




















Dąbrówka Mała Norma
4 sierpnia 2024 at 02:08
Zawsze wobec nich używało się określenia medolikorze.