Dołącz do nas

Kibice Piłka nożna

Raków Częstochowa kibicowsko

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Raków Częstochowa to stara, ale bardzo charakterna ekipa, która ruch kibicowski zapoczątkowała na dobre w połowie lat 80. – wtedy, kiedy już w całej Polsce każde większe miasto zaczęło tworzyć swoje pierwsze kluby kibica.

W ostatnich latach sukcesy klubu sprawiły, że Medaliki stały się popularnym klubem piłkarskim przez nagłe sportowe osiągnięcia, ale dorobili się również fali nowych antykibiców wychowanych w erze internetu, którzy brakiem wiedzy i krótkim stażem na swoich trybunach, próbują umniejszyć RKS-owi dorobku kibicowskiego, tworząc z nich fanów sukcesu, co jest oczywiście błędem.

Pierwsze i dawne zgody Rakowa to: Arka Gdynia, GKS Bełchatów, GKS Tychy, ŁKS Łódź, Odra Wodzisław, Stal Mielec, Stal Stalowa Wola, Zawisza Bydgoszcz czy Zagłębie Lubin. Mieli także chwilowy układ chuligański z Góralem Żywiec, który nie przetrwał próby czasu.

Sam wachlarz powyższych ekip pokazuje, że Racovia nie była byle kim, budując od połowy lat 80. pozycję w mieście, w którym nie mieli łatwo. W samej Częstochowie zwłaszcza w latach 90. kibicowanie jednej drużynie było niezwykle trudne. AZS Częstochowa był solidnym kibicowsko siatkarskim składem, a z kolei Włókniarz Częstochowa, ściągający na mecze żużla po kilkanaście tysięcy widzów, dorobił się także potężnej ekipy, która w latach 90. wyjaśniłby niejedną ekipę piłkarską. Przez chwilę był też układ wszystkich stron, ale obecnie miastem spod Jasnej Góry rządzi Raków.

Sporo w Częstochowie namieszał prężnie działający fan club Widzewa Łódź, który miał niesamowity piłkarski okres, ściągając do Łodzi kibiców w całej Polsce. RKS w północnej części miasta miał także z tym problem, a zgoda z ŁKS-em w latach 90. była wtedy także wspólnym mianownikiem niechęci do RTS-u. Problem powstał później, gdy część ludzi z Częstochowy postanowiła odbić z Limanowskiego i także zostać FC ŁKS-u, co było przyczyną końca zgody wiosną 1995 roku.

W sierpniu 1998 roku doszło do apogeum kosy między Rakowem a Widzewem. RTS grał u nas na Bukowej mecz ligowy, który wygrał 2:0. Na GieKSę dotarło 120 Widzewiaków natomiast 15-osobowa załoga, przez brak pieniędzy, została zawrócona przez policję i wysłana pociągiem, który miał przesiadkę w Częstochowie. Tam godzinne oczekiwanie na pociąg do Łodzi zrodził konflikt kręcących się na dworcu żuli, którzy od słowa do słowa zaczęli się z kibicami Widzewa gonić i wymieniać pięściami. Jeden z nich – ŚP. Łukasz (Widzewiak z Bełchatowa) został dźgnięty nożem w plecy, później w nerkę, a kończący cios został zadany Mu prosto w serce…

Na dworcu zebrali się fani Widzewa z Częstochowy, AZS-u i CKM-u (Włókniarz), którzy składali wieńce oraz znicze. Niestety wszystko później zostało rozkopane, a na murze niedaleko tragedii powstał napis „Raków 1:0 Widzew”. Wiele powstało mitów na temat tego incydentu, mogła być to prowokacja, mógł być to jakiś kibic Rakowa bez kręgosłupa moralnego, ale wtedy było jedno pewne – zabójstwo zostało przypisane fanom Rakowa, którzy jadąc na swój wyjazd do Opoczna, zostali trafieni przez Widzew. Jakiś czas temu w miesięczniku „To My kibice!”, ukazał się wywiad z chuliganami Rakowa i wyparli się tego zabójstwa – nikt z ich ogarniętego otoczenia nie był osobą zamieszaną w zabójstwo Łukasza.

Raków podobnie jak my ma dwie zgody – zagraniczną i z naszego podwórka. Z węgierskim Videoton Székesfehérvár trzymają się od 2012 roku i podczas gry RKS-u w niskich ligach mieli okazję pojeździć po Europie ze swoimi braćmi, jak i oglądać inne europejskie ekipy na stadionie swojej zgody. Druga zgoda, to Chemik Kędierzyn-Koźle, z którym początkowo związali się układem chuligańskim zapoczątkowanym w 2013 roku. W lutym 2016 roku obie ekipy podjęły decyzję, że układ przekują w zgodę i ta zgrabna sztama trwa już 8. rok na kibicowskiej mapie Polski. Także w 2016 roku zapoczątkowali kontakty z Lechią Gdańsk i później ze Stomilem Olsztyn, ale ciężko dobrać właściwe słowo, czy łączy ich układ chuligański czy są to prywatne kontakty. Coraz więcej powstających w Polsce relacji ciężko opisać jednoznacznie.

Nasza kibicowska rywalizacja zaczęłą się w sezonie 1994/1995, w którym Medaliki zrobiły historyczny awans do Ekstraklasy. Nasza pierwsza wizyta na Limanowskiego to sierpień 1994 roku. Na wyjazd pod Jasną Górę wybrało się 500 fanatyków GieKSy.

W marcu 1995 roku fani Rakowa pierwszy raz mieli okazję pokazać się na Bukowej. Zawitali w 220 gardeł, a wspierali ich tego dnia zgodowicze z GKS-u Tychy oraz Stali Stalowa Wola.

W sierpniu 1995 roku RKS ponownie pojawił się na GieKSie. Tym razem przyjechali składem w 250 głów i ponownie oglądali porażkę 0:1 swojej drużyny. Nas tego dnia wspierała Avia Świdnik w 14 osób.

Styczeń 1996 roku to druga edycja turnieju halowego w katowickim Spodku i skład Rakowa po raz pierwszy zawitał w 35 osób. GieKSiarze oczywiście stanowili najliczniejszy skład jako gospodarz, a wspierała nas tego dnia Avia Świdnik w 9 osób. Raków niespodziewanie triumfował w finale pokonując Ruch Chorzów 6:5.

Wiosną 1996 roku (kwiecień) pojechaliśmy ponownie do Częstochowy w 450 głów. GieKSa na piaskowym boisku przegrała 0:3.

W lipcu 1996 roku zaczęliśmy nowy sezon i Racovia pierwszy wyjazd miała do Katowic. Pojawili się na tamte czasy znakomitą liczbą, bo w 312, w tym 7 Zawisza Bydgoszcz, z którymi wciąż trwała zgoda. GieKSa wygrała 2:1.

We wrześniu w ramach rozgrywek Pucharu Polski GieKSiarze wylosowali Raków II Częstochowa, ale oczywistym było, że zagramy na stadionie Rakowa, na który wybrało się 250 głów. W Sosnowcu po przebojach z policją za brak biletów, skład został zawrócony i na Limanowskiego ostatecznie dotarło 70 GieKSiarzy. Piłkarze pewnie pokonali rezerwy częstochowian 4:0.

Listopad 1996 roku to kolejna wizyta GKS-u w Częstochowie tym razem w 350 osób. Równolegle w Opawie pierwszy raz była obecna delegacja GieKSy na derbach SFC – Banik Ostrava. Była to rewizyta za przyjazd Banika na derby z Górnikiem Zabrze (na mecz, w którym powstała nasza międzynarodowa zgoda. Na boisku padł wynik 1:1.

Styczeń 1997 to już wtedy wydawałoby się tradycja, czyli EB Sport Cup w Spodku. Raków zawitał 120 osób i zasiadł z Odrą Wodzisław, która przyjechała składem w 100 osób. Tego dnia postanowili przybić zgodę. Najliczniejszy skład wystawiła GieKSa i Ruch – po 2000 szali.

W sierpniu 1997 roku Medaliki miały ponowną wizytę na Bukowej. Przyjechali w 190 osób, w tym 10 Odra Wodzisław i 2 Zawisza Bydgoszcz. GKS pewnie wygrał 3:0.

Styczeń 1998 to jak media nazwały „Spodek Terror Cup”, gdzie dochodzi do dantejskich scen i tylko Bóg wie, jak tego dnia nie było żadnej ofiary śmiertelnej. GieKSa w tym dniu sama musiała stoczyć dwie potężne bitwy z Ruchem i Górnikiem Zabrzem z którym wtedy relacje nie były zdrowe. Raków zawitał z Odrą licząc wspólnie 150 osób, ale z tego składu 120 głów stanowił sam RKS. Mając nieopodal siebie GKS Tychyi ŁKS Łódź, od nich zaczęli rzucanie krzesełkami, a na samej hali trwał już potężny popłoch.

 

W marcu 1998 roku miał miejsce wyjazd do Częstochowy, który miał wyjątkowy moment dla naszej sceny kibicowskiej. Był to pierwszy mecz, na którym obowiązywała ustawa o braku sił policyjnych na stadionie. Chuligani GieKSy, którzy pojechali w 400 osób, postanowili to oczywiście „sprawdzić” i ruszyli murawą w stronę gospodarzy, gdzie doszło do bitki i ganianek z ochroną wzdłuż murawy. GKS wygrał 1:0. Na zakończenie ligi Raków pożegnał się z Ekstraklasą, ale GieKSa nie była gorsza i rok później dołączyła do obecnej 1. ligi, która wtedy była „polskim premiership” bo liczyła aż 24 kluby.

W sezonie 1999/2000 pierwsze spotkanie z RKS-em było na Bukowej. Mecz rozegrany był we wrześniu, a Raków pojawił się jedynie w 109 osób, co było ich najsłabszym wyjazdem do Katowic. GieKSa po ekscytującym pojedynku wygrała 4:3.

Rewanż to koniec kwietnia. GieKSa obecna w 450 głów. Piłkarze wygrali ważny mecz 1:0, który zbliżył nas do Ekstraklasy, a Medalików przybliżył do spadku… (co nastąpiło).

Nasza ligowa rozterka trwała 6 lat, aż spotkaliśmy się wspólnie w 2. lidze. Mecz miał dziwne zbiegi okoliczności, aby fani z Częstochowy do Katowic nie zajechali. Najpierw przełożono spotkanie z weekendu na wtorek, później nadzór budowy stwierdził że Trybuna Północna już nie nadaje się do przyjmowania kibiców gości (pod naciskiem policji), aż sama psiarnia stwierdziła, że goście nie wejdą, bo nie mają gdzie ich ulokować. Hasło „Piłka nożna dla kibiców” zwyciężyło i Raków w 173 osoby na zakazie wszedł na sektor 6, będąc wspieranym przez ówczesny układ z Górala Żywiec i delegację Stalówki. Policja, która została nabita w butelkę, nie chciała dać za wygraną i po meczu była próba zatrzymania wszystkich gości w celi wylegitymowania i szukania byle pretekstu do zatrzymań na dołek, ale ponownie GieKSiarze pomogli wyjaśnić sytuację i otwarli bramki na murawę, dzięki czemu goście mogli się ulotnić bez przypału. Na boisku 0:0.

Wiosną 2007 roku było ogromne ciśnie po obu stronach, aby pokazać się jak najlepiej. Raków na tamten czas wystawił najliczniejszy młyn w swojej historii, z kolei GieKSa w ramach szacunku za pomoc w wejściu na zakazie, dostała gwarancję od Rakowa, że dostaniemy tyle biletów ile będziemy potrzebować. Tym sposobem w klatce zasiadło 540 Szaleńców z Bukowej, co zapisało się jako nasz historyczny rekord na Limanowskiego. Na murawie padł bezbramkowy remis.

Minęło 10 lat. GieKSa zaczęła kopać się przez dekadę po czołach na zapleczu Ekstraklasy, a Raków po wieloletniej tułaczce w niższych szczeblach awansował do 1. ligi. Nas na wyjazd jesienią wybrało się 300 osób, z czego 240 znalazało się w sektorze gości (otrzymaliśmy 200 wejściówek). Po awansie Rakowa wiele się zmieniło na stadionie i co gorsze było więcej ograniczeń niż udoskonaleń. Piłkarze wygrali 3:1.

Wiosna 2018 roku to mecz na Bukowej. Raków ponownie na zakazie i w tym samym miejscu (sektor 6) – zawitał w 157 osób. Na Blaszoku zadebiutowała odrestaurowana legendarna flaga „Banditen”. GKS wygrał 2:1.

Jesienią 2018 roku zaliczyliśmy swoją ostatnią wizytę w Częstochowie. Na Limanowskiego zawitało 319 GieKSiarzy, w tym 7 Banik Ostrava i 3 Górnik Zabrze. Mimo otrzymania 200 biletów Racovia ponownie przyszła z pomocną dłonią i prokibicowskim podejściem. Piłkarze przegrali 0:2.

Wiosna 2019 to nasz ostatni wspólny pojedynek, który ma kilka historii. Pierwsza to pierwsze pojawienie się RKS-u na Trybunie Północnej. Tego dnia zawitali oni w 397 osób, w tym 10 Lechia, co sprawiło, że odnotowali swój najliczniejszy w historii wyjazd na Bukową. Ten sezon zakończył się tym, że my spadliśmy do 2. ligi, natomiast Raków wszedł do Ekstraklasy. Nasi piłkarze dla formalności dostali w łeb 0:3.

Do zobaczenia w sobotę na Bukowej. Raków w komplecie zobaczy Blaszok w najlepszym wydaniu!

1 Komentarz
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

1 Komentarz

  1. Avatar photo

    Dąbrówka Mała Norma

    4 sierpnia 2024 at 02:08

    Zawsze wobec nich używało się określenia medolikorze.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

21 sekund mistrzowskich akcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Muszę sobie na mecze GieKSy brać jakieś wiaderko ze środkami uspokajającymi. Bo nie strzymię inaczej. Te mecze mnie tak dużo kosztują, że siwych włosów na głowie przybywa. Mecz z Motorem, w kontekście poprzednich, kosztował mnie energetycznie i nerwowo tak mocno, że po końcowym gwizdku czułem bardziej ulgę niż jakąś euforię po zwycięstwie. I w sumie mogę się zastanowić – dlaczego, skoro GieKSa tak cisnęła w drugiej połowie.

No właśnie chyba dlatego, że znów włączyła mi się obawa o to, że nie utrzymamy wyniku i wypuścimy – pewne wydawałoby się po pierwszej połowie – zwycięstwo. Chyba byłbym spokojniejszy, gdyby… mecz był spokojniejszy i bardziej wyrównany. Że raz my, raz oni, a dużo gry odbywałoby się w środku boiska. A tak z każdą niewykorzystaną sytuacją GieKSy po przerwie narastał we mnie niepokój, że w jakiś głupi sposób damy sobie wcisnąć coś w końcówce. Tym bardziej, że nasze okazje były coraz lepsze, takie – że trudno było uwierzyć, że ta cholerna piłka nie chce do siatki wpaść. No i Motor swoje wypady w pewnych fazach meczu robił i kotłowało się pod naszą bramką.

Ogólnie uważam, że to był kapitalny mecz GieKSy. W ofensywie znakomity. Pierwsza połowa to wręcz był koncert. Udokumentowany trzema bramkami i to jakimi – pierwszy gol to wiadomo, świetny strzał Markovića po stałym fragmencie, ale dwie kolejne bramki to było rozklepanie obrony rywala. Niemal jak w grze komputerowej. Przy golu na 2:1 od momentu przejęcia piłki w szybkim rozegraniu wzięło udział 7 (siedmiu!) zawodników. Nie mówimy tu o stoperach grających między sobą. Mówimy o każdym konkretnym dotknięciu, które rozwija akcję – aż do bramki. Marković, Wasyl, Milewski, Rasak, Szkurin, Czerwiński, Nowak, zaliczali asysty drugiego, trzeciego, czwartego itd. stopnia, tak, że Bartek – który zrobił kapitalny ruch do piłki – mógł tylko przystawić stopę. Drugi gol to akcja: Kudła, Jędrych, Klemenz, Szkurin, Marković, Czerwiński, Jirka, Wasielewski i Eman strzela do pustej bramki. W obu sytuacjach na przetransportowanie piłki przez tylu zawodników, nasz zespół potrzebował po 21 sekund. To jest absolutne mistrzostwo i do bólu wykorzystanie ofensywnego potencjału każdego, kogo tylko się da. Po prostu znakomite.

Małą rysą na pierwszej połowie była bramka Czubaka. W innej sytuacji Dawid Kudła kapitalnie wybronił sytuację sam na sam. Wydawało się, że możemy być spokojni. Ale oddajmy też Czubakowi, że tak uderzyć spoza światła bramki to też duży kunszt.

Niestety w defensywie GieKSa znów zagrała GieKSę, czyli w głupi sposób straciła gola i to znów zaraz po przerwie. Trener porównał to wznowienie naszego bramkarza do tego, co zrobił Kamil Grabara ze Szwecją. Podobnie jak wtedy, bramka padła nie od razu – coś tam Polsce udało się odbudować. Ale zamęt jaki powstał, miał swoje konsekwencje kilkadziesiąt sekund później. Tutaj Dawid Kudła nie tylko się pospieszył – przede wszystkim źle wyrzucił piłkę, po nie poturlał jej po ziemi, tylko podał do Alana takimi koziołkami. Przy pressingu rywala Alanowi udało się opanować co prawdą tę piłkę, ale widać już było, że ten zamęt się pojawił. Potem był bardzo duży błąd Damiana Rasaka, wejście w pole karne, a tam już zamieszanie i gol.

I nie mieliśmy już dwubramkowej przewagi, tylko jednobramkową. Znów wynik był na styk. GieKSa chyba zreflektowała się, że nie ma co schodzić zbyt nisko i dawać Motorowi grać. Dlatego przez sporą część drugiej połowy Katowiczanie przycisnęli tak niesamowicie mocno, grali tak agresywnym pressingiem na połowie przeciwnika, że co chwilę na 30-40. metrze odbierali rywalowi piłki, a w skrajnym przypadku nawet… tuż przed polem bramkowym. Mieliśmy swoje sytuacje, wejścia w pole karne, strzały, sytuacje sam na sam – i nic. Sama gra – pomijając wykończenie – była doskonała. No ale właśnie – tak jak pisałem niedawno – na koniec liczą się bramki. Tych w drugiej połowie nie było i musieliśmy drżeć o wynik do samego końca.

Oczywiście można mieć pretensje o ten brak skuteczności, ale to, że GieKSa znów doszła do tylu sytuacji jest naprawdę optymistyczne i zadowalające. Gdyby skuteczność była na poziomie sprzed przerwy, Motor dostałby szóstkę. A przecież nie można powiedzieć, żeby lublinianie grali jakiś szczególnie zły mecz.

Ale dociągnęliśmy. Ostatecznie nie daliśmy Motorowi wbić drugiego gola. Zaliczka z pierwszej połowy wystarczyła do zwycięstwa. To też trzeba umieć. GKS bardzo zasłużenie to spotkanie wygrał.

To co mnie cieszy, to fakt, że GKS poszedł za falą tych poprzednich meczów. Ta intensywność w grze, agresja, to w dużej mierze klucz do sukcesu. Oczywiście podparte jest to dobrą taktyką i techniką. Naprawdę pięknie momentami gramy piłką. A niektórzy zawodnicy zaskakują. Sebastian Milewski wiadomo jak dobry jest na wiosnę, ale to jedno „zawrócenie”, które zrobił zostawiając za sobą dwóch przeciwników to był majstersztyk. Bartek Nowak znów dał liczbę, tym razem nie asystę, a gola. A Eman? Eman, co Ty robisz? Ten zawodnik jeszcze tak chwilę pogra i poleci na Mundial. Niech tam Haaland szepnie trenerowi Norwegów na ucho coś o swoim kumplu. Ależ by to była historia. No cóż, pomarzyć zawsze można. Wtedy na Mundialu wszyscy bylibyśmy Norwegami.

Nie wiem, co mu się stało. Wcześniej przecież nawet nie miał miejsca, a jak wchodził to nic nie dawał. Teraz w trzech meczach ma pięć bramek i asystę. W końcu też trafił na Nowej Bukowej i kibice mogli głośno wykrzyczeć jego nazwisko. A nieco zestresowany zawodnik pouczony przez Alana mógł krzyknąć do Blaszoka „Kto wygrał mecz?”.

Nie chcę opisywać każdego zawodnika, ale bardzo spodobała mi się postawa Marcela Wędrychowskiego po wejściu. Dał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Jego szybkość i żwawość była jak znalazł do utrzymania piłki z dala od naszej bramki w końcówce meczu. Bardzo dobre wejście. No i mimo tego błędu Dawida Kudły chcę powiedzieć, że ta interwencja w końcówce pierwszej połowy była mega ważna, a w drugiej też kilkukrotnie pewnie wyłapywał piłki po strzałach czy dośrodkowaniach piłkarzy Motoru.

Wygraliśmy i zdominowaliśmy przeciwnika naprawdę trudnego i niewdzięcznego. Lublinianie nie przegrali wcześniej siedmiu meczów i tracili bardzo mało bramek. Motor spokojnie powinien się utrzymać i być może będzie w górnej połowie tabeli. Mateusz Stolarski robi dobrą robotę.

W ogóle te mecze z Motorem są bardzo obfite w bramki. Oprócz spotkania z Bukowej zakończonego wynikiem 0:0, potem mieliśmy – porażkę 2:3 i zwycięstwo 5:2 w Lublinie, no i teraz 3:2 dla nas na Nowej Bukowej. Bardzo emocjonujące spotkania.

Za chwilę wejdziemy w decydującą fazę sezonu. Do końca pozostaje pięć kolejek. Pięć kolejek, w których można bardzo dużo ugrać.

W poprzednim sezonie w tym momencie, czyli po 29 meczach, GKS miał o jeden punkt mniej. Można więc powiedzieć, że regularność jest zachowana. I także rozkręcanie się na wiosnę. Śmieszne jest to, że rok temu właśnie za chwilę byliśmy matematycznie utrzymani, co teraz nie jest jeszcze pewne, a z drugiej strony o obecnie bardzo realnych pucharach wtedy nikt nie myślał, bo czołówka ligi już dawno odjechała. Niezły paradoks.

No ale właśnie, o co walczy GieKSa? Statystycznie i matematycznie nie ma ani jednego powodu, żeby nie twierdzić, że nie są to puchary. A co z tego wyjdzie, czas pokaże. Czy GKS będzie w stanie utrzymać ten poziom punktowania (7 punktów w ostatnich 3 meczach). Przecież przegraliśmy w Krakowie, co zdarzyć się nie musiało (no, może poza logiką ligi), ale gdybyśmy tam wygrali lub utrzymali z Lechem, to jeszcze byśmy się bili o mistrza. Co przecież formalnie też nie jest wykluczone i nie zdziwiłbym się…

Marzyć więc możemy, choć nie ma co się podniecać. Sposób funkcjonowania tej drużyny i jej rozwój daje duży spokój. Oczywiście okupiony wspomnianymi siwymi włosami w trakcie samych meczów. Ale trend jest bardzo, bardzo dobry. Więc niech zespół robi dokładnie to samo, co dotychczas, tylko… troszkę poprawi defensywę. Wtedy naprawdę na koniec sezonu będziemy szczęśliwi.

Komentatorzy w Canal Plus – Piotr Laboga i Kamil Kosowski – znów wczoraj rozpływali się nad tym meczem. GieKSa zyskuje sympatię w całej Polsce, właśnie z tego sposobu gry, z tej radości dla oka, a jednocześnie efektywności. Nie da się tej drużyny nie lubić, choć czasem irytuje niemożebnie. I taką drużynę chcę.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Trudność w podejściu do średniawki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Aaaa qrwa jego mać…

To moja reakcja na gola Rakowa w doliczonym czasie gry w Gdańsku. Bo zaczynam pisać zaraz po. I tak, jak kolejka zaczęła się dobrze, bo Termalica wygrała w Lubinie, to potem pewnie lepszy byłby dla nas remis z Białymstoku, ale OCZYWIŚCIE Górnik musiał strzelić w doliczonym, lepszy byłby remis lub porażka Rakowa, ale OCZYWIŚCIE Raków musiał strzelić w doliczonym. I luj Bobcki strzelił, bo dwie drużyny się od nas oddaliły w tabeli.

Ktoś powie – trzeba było wygrać w Kielcach. No pewnie, że trzeba było, ale nie wygraliśmy. A nasze zdobywane punkty – zwłaszcza w tej fazie sezonu – mają taką samą wagę jak straty punktów przez przeciwników.

Przechodząc do naszego meczu. Nie wiem, jak to ugryźć szczerze mówiąc. Bo mam wrażenie, że Korona była do zdobytej bramki po prostu słaba. Potem się rozkręcili i w końcówce mogli strzelić zwycięskiego gola. Więc summa summarum remis jest sprawiedliwy. Bo gdy piszę, że Korona była słaba, to trzeba zaznaczyć, że my nie byliśmy jakoś specjalnie lepsi. Uważam, że do straconej bramki trochę lepsi byliśmy. Ale tylko trochę, to nie był jakiś wielce dobry mecz GKS Katowice. Był średni.

O ile defensywa tym razem dała radę i dopuściła do utraty tylko jednej bramki, to w ofensywie byliśmy bezbarwni. Niby kilka razy podeszliśmy pod bramkę przeciwnika, niby jakieś sytuacje się pojawiły, ale tym razem wykończenie czy ostatnie podanie były słabe. I tu mam pretensje do naszych zawodników, bo zalążki tych akcji były znowuż bardzo dobre. Naprawdę potrafimy pod to pole karne podchodzić i wszystko tkwi w tym, czy dobrze wykończymy akcję – najlepiej celnym strzałem. W poprzednich meczach wyglądało to kapitalnie. Tym razem – mizernie.

Znowu będę się czepiał. Bartka Nowaka. Znów nasz najlepszy zawodnik ligi, mając dobre sytuacje wyglądał, jakby chciał wykończyć czy zagrać ostatnie podanie „pięknie”. Czasem tej zabawy jest po prostu za dużo. Oczywiście te niekonwencjonalne zagrania dały kilka wspaniałych asyst. Ale jeśli chodzi o gole, to już tak nie było. Przecież z tej wyjątkowej techniki naprawdę idzie skorzystać, jednocześnie zachowując prostotę. Uderzyć po długim rogu temu Dziekońskiemu, gdy praktycznie cała bramka jest odsłonięta. Ewentualnie nawinąć przeciwnika i strzelić. Bartek wysoko zawiesił poprzeczkę, dlatego mam uwagi. Przecież on krawaty potrafi wiązać na tym boisku, ale w związku z tym zdarza mu się przedobrzyć.

Ale tak jak napisałem – cała ofensywa była jakaś niemrawa. Ilja znów zmarnował jedną kapitalną sytuację. I czasem sam już nie wiem, co sądzić o tym zawodniku. Bo mało strzela goli i sporo sytuacji marnuje. Znów doceniam jego pracę w środku boiska, przy rozegraniu. Z Koroną choćby kapitalnie wypuścił Nowaka. Z Motorem też miał wielki udział przy rozprowadzeniu akcji bramkowej. Ale tak jak mówię, nie mam uwag co do gry w środku boiska. Problem pojawiał się przed i w polu karnym.

Korona w tym czasie frustrowała raz po raz swoich kibiców. Psioczyli oni dość mocno na piłkarzy. Kielczanie raz po raz bowiem tracili piłki i nie potrafili rozegrać dobrej ofensywnej akcji zakończonej strzałem. Nie wyglądali jak swoja wersja z jesieni.

Cieszy kolejny gol Arkadiusza Jędrycha. Capitano – wzorem Radomiaka – asystował sam sobie od słupka. Chyba lubi halówkę i grę od bandy. Po raz kolejny trafił do siatki i myśleliśmy, że ten gol da nam zwycięstwo, a najlepiej gdybyśmy potem strzelili drugą bramkę.

Patrząc na to z drugiej strony, to znów trzeba powiedzieć, że stara GieKSa taki mecz by przegrała w końcówce. Można powiedzieć, że w Krakowie – z mega słabą Cracovią – nie ugraliśmy nawet punktów. Aż tak słaba jak Pasy Korona wczoraj nie była. Więc remis na wyjeździe z solidną drużyną z ekstraklasy oczywiście nie jest złym wynikiem. Oczywiście należy wziąć pod uwagę też nasze osłabienia kadrowe. Przecież nie było Strączka, Klemenza, Kowalczyka, Galana, Zrelaka. Trener musi odkrywać i dostosowywać szerszą kadrę. I znowuż jak na to, że mamy tyle osłabień – wyniki są bardzo w porządku.

Tylko ten niedosyt. Naprawdę można było w tym spotkaniu ugrać więcej i poprawić swoją sytuację w tabeli dopisując trzy punkty. Tak dopisujemy jeden. Co oczywiście też jest zdobyczą. Każdy punkt jest na wagę złota.

Po tej fatalnej porażce z Cracovią GieKSa rozegrała cztery mecze – dwukrotnie u siebie wygrywając i dwa razy remisując na wyjeździe. Ostatecznie jest to układ bardzo dobry. Grając w taki sposób przez cały sezon zdobywa się 68 punktów. W obecnych rozgrywkach wystarczyłoby do mistrzostwa. Ostatecznie więc ostatnia tzw. forma katowiczan jest bardzo dobra.

Każdy był po tym meczu niepocieszony. Jacek Zieliński – znany ze swojego marudzącego tonu – tak właśnie trochę pomarudził na konferencji prasowej. Rafał Górak też nie był przeszczęśliwy, ale też mówił, żeby nie utyskiwać aż tak bardzo na ten remis. No i te nastroje szkoleniowców chyba oddają, to co widzieliśmy w Kielcach. Każdy był trochę rozczarowany po tym remisie, a jednocześnie wiedział, że można było ten mecz przegrać. Więc nie narzekam aż tak bardzo, ale trochę narzekam.

Patrząc teraz na perspektywę gry w pucharach – myślę, że Raków i Górnik znajdą się w czwórce. Jeśli tak, to piąte miejsce da przepustkę do Europy, bo obie ekipy zagrają w finale Pucharu Polski w najbliższą sobotę. Wychodzi więc na to, że o to piąte miejsce w pucharach rywalizować będzie GieKSa, Wisła Płock i Zagłębie. Lubinianie dali ciała z ekipą z Niecieczy i wygląda jakby spuchli, choć lekceważyć ich nie można. Dzisiaj z zapartym tchem będziemy obserwować mecz Wisła – Radomiak i musimy kibicować gościom – od wyniku tego spotkania będzie zależeć bardzo, bardzo wiele. Natomiast żadna z wymienionych trzech drużyn kompletu punktów raczej nie zdobędzie, więc trzeba zminimalizować punktowe straty. Na plus jest to, że i z Zagłębiem, i z Płockiem mamy lepsze bilanse bezpośrednie.

Świat się nie zawali, jeśli GieKSa do pucharów nie wejdzie. Przecież jeszcze niedawno walczyliśmy o utrzymanie. Ale nie ma się co oszukiwać, matematyka mówi, że udział w Europie jest po prostu realny. Jeśli na przykład GieKSa zdobyłaby w ostatnich czterech kolejkach 7-8 punktów, to gra w eliminacjach Ligi Konferencji będzie bardzo możliwa. To jest bonus, szansa, która się nadarza. I grzechem byłoby nie powalczyć.

Jest jednak jeden warunek. Z Termalicą za tydzień trzeba bezwzględnie wygrać. Jakkolwiek nie jest to typowy outsider prezentujący się beznadziejnie, to jednak jest to ostatnia drużyna ligi, którą będziemy podejmować. W kolejnych trzech spotkaniach o punkty będzie dużo trudniej. Trzeba więc sobie ustawić sytuację tak, żeby z 47 punktami startować do trzech ostatnich kolejek.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice z Motorem Lublin odbyła się tradycyjna konferencja prasowa, podczas której wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Rafał Górak i Mateusz Stolarski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji.

Mateusz Stolarski (trener Motoru Lublin):
Na pewno trzeba oddać GieKSie, że po pierwszych naszych 7-8 minutach meczu na dobrym poziomie, potem oni przejęli inicjatywę. Zasłużenie wyszli na prowadzenie. My szybko odpowiedzieliśmy bramką i to mnie cieszy, że po stracie znowu byliśmy w stanie odpowiedzieć. Potem dalej przewaga GKS, udokumentowana drugą bramką. My znowu mamy sytuację, żeby odpowiedzieć na 2:2, w sytuacji, w której znalazł się Czubi, to była tak zwana setka na odrobienie strat. Nie wykorzystaliśmy tego i następnie GieKSa strzeliła podobną bramkę, co drugą, czyli wstrzeliła piłkę w pole karne i stamtąd domknęła sytuację. Podsumowując, nie była to nasza najlepsza połowa, jeżeli straciliśmy w niej trzy bramki. Zareagowałem dwoma zmianami plus odprawą w przerwie, o tym, co możemy poprawić i uważam, że byliśmy blisko odrobienia strat. Bo 15-20 minut było jednymi z najlepszych w naszym wykonaniu w tej rundzie, udokumentowane jedną bramką. Potem po tych 20 minutach GieKSa oczywiście doszła do głosu, mając swoje sytuacje. My próbowaliśmy pojedynczymi akcjami odpowiadać, ale nie byliśmy w stanie. Mecz bardzo dobry dla kibica, padło dużo bramek. Niestety przerywa on naszą serię siedmiu meczów bez porażki. Natomiast uważam, że reakcja na to, co się stało w pierwszej połowie uważam za bardzo dobrą. Oczywiście w końcówce GieKSa też miała swoje sytuacje. My już postawiliśmy wszystko na jedną kartę, goniliśmy wynik i asekuracja była słabsza z naszej strony. Gratulacje dla zespołu GKS Katowice, zwycięstwo u siebie, jesteście bardzo mocni, ten stadion – widać, że odkąd się przeprowadziliście mocno wam służy i życzę wam wszystkiego dobrego w kolejnych spotkaniach.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Bardzo energetyczny mecz – kolejny. Jednocześnie trzeba sobie szczerze założyć, że w piłce nożnej ważne są błyski, jak napisał jeden z moich przyjaciół. Te błyski, jakby podsumować to to, że w ciągu ośmiu dni strzelamy dziesięć bramek. To znaczy, że się bardzo dużo dzieje. Ktoś powie, że dużo tracimy, ale taka jest też piłka. Drużyna bardzo dobrze znosi całe trudy rozgrywek, bo to są bardzo emocjonujące rozgrywki i dla piłkarzy na pewno też. Jeżeli gramy w krótkim odstępie czasu takie spotkania, to niekiedy mental i siła psychiczna jest wystawiona na dużą próbę.

Dlatego jestem pod wrażeniem i chcę pogratulować drużynie tego, w jaki sposób działa, funkcjonuje i walczy o każdy mecz, o każdą piłkę.

Należy do tego dodać nasz sposób taktyczny, w jaki gramy, co przynosi bardzo dobre efekty. Jesteśmy intensywni, powtarzalni, graliśmy dzisiaj momentami świetny mecz, oczywiście nie przeszkodziło nam to popełnić kilku błędów. A rywal był zacny i wielkie słowa uznania dla trenera Motoru, bo Motor jest bardzo wymagającym rywalem. Dzisiaj strzeliliśmy im trzy bramki, a oni przecież w ostatnich siedmiu meczach stracili cztery. To też świadczy, że idziemy w dobrym kierunku.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga