Dołącz do nas

Siatkówka

Raport z przygotowań drużyn PlusLigowych – [część 1]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Start PlusLigi już za kilka dni, czas najwyższy dokonać podsumowania okresu przygotowawczego wszystkich drużyn oraz ocenić ruchy kadrowe, które nastąpiły przed nowym sezonem. Dziś część 1 w której pod lupę brana jest czołowa ósemka z zeszłego sezonu.

1. ZAKSA KĘDZIERZYN-KOŹLE

Mistrz Polski nie miał optymalnych warunków do przygotowań, ponieważ aż sześciu siatkarzy brało udział w Igrzyskach Olimpijskich (w barwach Francji – Toniutti i Tillie oraz Polacy – Zatorski, Buszek, Konarski i Bieniek), a dodatkowo Belg Deroo wspomógł swoją reprezentację w el. do ME. W związku z powyższym kędzierzynianie rozpoczęli pracę nad siłą, wytrzymałością oraz techniką jako jedni z ostatnich bo dopiero 8 sierpnia. Olimpijczycy sukcesywnie dołączali do treningów, a belgijski przyjmujący wrócił dopiero dziś do drużyny. Z uwagi na oszczędzanie przemęczonych siatkarzy sezonem reprezentacyjnym, ZAKSA nie rozgrywała dużej ilości sparingów, bo tylko 6, przegrywając nawet dwa z nich. Sukces w postaci zdobycia mistrzostwa Polski, nie dawał powodów na nerwowe ruchy kadrowe, warto tylko odnotować transfer najbardziej utalentowanego i etatowego już reprezentanta Polski, Mateusza Bieńka, który przyszedł w miejsce Jurija Gladyra.

Sparingi: Jastrzębski Węgiel 1:3, 1:3 i 3:1, Hypo Tirol Innsbruck 3:2, Effector 3:0 oraz GKS 3:1. Bilans: 4 zwycięstwa i 2 porażki.
Przyszli: Mateusz Bieniek (Effector), Dominik Witczak (Resovia) i Aleksander Maziarz (Stal Nysa).
Odeszli: Jurij Gladyr (Skra) i Krzysztof Rejno (MKS Będzin).

2. ASSECO RESOVIA RZESZÓW

Resovia również miała problemy z zebraniem całej kadry w jednym czasie i miejscu. W Rio de Janeiro zagrało aż siedmiu siatkarzy (we Francji – Rossard, w Kanadzie – Schmitt, Perrin i Winters, w USA – Jaeschke oraz Polacy – Drzyzga i Nowakowski), a jeszcze Masłowski zagrał w mistrzowskiej drużynie juniorów Polski. Co ciekawe Amerykanin wróci do Polski dopiero pod koniec roku, ponieważ klub zezwolił mu na dokończenie… studiów w USA. W związku z przedłużającą się kontuzją nogi Schmitta, Resovia w ostatniej chwili zakontraktowała kolejnego Kanadyjczyka, Wintersa. Schoeps za to wrócił do treningów po ciężkiej kontuzji barku, podobnie zresztą jak Piotr Nowakowski, który nie grał wcale w poprzednim sezonie ligowym. Rzeszowianie rozpoczęli przygotowania we fitness klubie i na hali, też dopiero 8 sierpnia. Przegrany finał z ZAKSĄ spowodował spore przetasowania w kadrze zespołu, co też nie ułatwiało przygotowań do sezonu. Największą stratą Resovii jest bez wątpienia odejście Bartosza Kurka do Japonii, a najciekawszy transfer do klubu, to przyjście Marko Ivovicia oraz Thibault Rossarda.

Sparingi: Ukraina 2:3, Czechy 0:3, Skra 3:1 i 1:3, Czarni 3:0, Jastrzębski Węgiel 3:2, Łuczniczka 3:1 i Politechnika 3:1. Bilans: 5 zwycięstw i 3 porażki.
Przyszli: Marko Ivović (Biełgorod), Thibault Rossard (Arago de Sete), Mateusz Masłowski (SMS Spała), John Gordon Perrin (Piacenza), Gavin Schmitt (Taubate), Bartłomiej Lemański (Politechnika), Marcin Możdżonek (Cuprum), Dominik Depowski (AGH Kraków), Frederic Winters (Sada Cruzeiro).
Odeszli: Dominik Witczak (ZAKSA), Russell Holmes (bez klubu), Nikołaj Penczew (Skra), Julien Lyneel (Ravenna), Bartosz Kurek (Hiroszima Thunders), Krzysztof Ignaczak (koniec kariery), Aleksander Śliwka (AZS Olsztyn), Olieg Achrem (Halbank Ankara), Łukasz Perłowski (Espadon), Dmytro Paszycki (Trefl Gdańsk).

3. PGE SKRA BEŁCHATÓW

Bełchatowianie mają ambitniejsze plany niż trzeci stopień podium, więc postanowiono przewietrzyć troszkę kadrę. Na igrzyskach zagrali tylko Polacy – Bednorz i Kłos, więc płynniej można było się zabrać za przebudowę drużyny. Treningi rozpoczęto również dopiero 8 sierpnia, a sparingów nie zagrano zbyt dużo, choć aż do samego startu ligi, Skra będzie sparować, ponieważ weźmie udział w Międzynarodowym Turnieju Charytatywnym „Giganci Siatkówki” w Szczecinie. Tam mogą spotkać się z ZAKSĄ oraz dwoma niemieckimi drużynami – VfB Friedrichshafen i Berlin Recycling Volley. Z drużyny odeszli znaczący siatkarze jak Argentyńczyk Conte czy Francuz Marechal oraz troszkę niespodziewanie Andrzej Wrona. Znaczące wzmocnienie to przyjście Serba Luburicia i młodych-gniewnych Bednorza oraz Szalpuka.

Sparingi: AZS Częstochowa 3:0, Czechy 3:0, Resovia 1:3 i 3:1, Politechnika 3:0 oraz BBSK Stambuł 3:1. Bilans: 5 zwycięstw i 1 porażka.
Przyszli: Bartosz Bednorz (AZS Olsztyn), Artur Szalpuk (Czarni), Nikołaj Penczew (Resovia), Drażen Luburić (Piacenza), Jurij Gladyr (ZAKSA).
Odeszli: Facundo Conte (Szanghaj Weibo), Nicolas Marechal (Belediyesi Stambuł), Israel Rodriguez (bez klubu), Marcel Gromadowski (Łuczniczka), Andrzej Wrona (Politechnika), Mihajlo Stanković (Maliye).

4. LOTOS TREFL GDAŃSK

Gdański klub na Igrzyskach reprezentował tylko jeden Polak – Mika. Zajęcia na siłowni i hali siatkarze Trefla rozpoczęli 1 sierpnia, zabierając się za przebudowę drużyny rozegrali aż 15 sparingów. To pokazuje skalę zmian. Sponsor drużyny firma LOTOS przykręciła nieco kurek z pieniędzmi, co ma odzwierciedlenie w zmianach jakie zaszły w kadrze klubowej. Odeszły bardzo ważne postacie jak Włoch Falaschi, Niemiec Schwarz, czy Amerykanin Troy. W zamian pozyskano doświadczonych Paszyckiego oraz Masnego, ale w główniej mierze posiłkowano się własną młodzieżą lub ze Spały.

Sparingi: Krispol Września 2:3 i 4:0, AZS Olsztyn 2:3 i 1:3, 2:3 i 3:1, Calzedonia Verona 3:1, Espadon 3:0, Politechnika 1:3 i 2:3, JT Thunders Hiroszima 2:3, 3:1 i 4:0, AZS Częstochowa 3:2, Łuczniczka 3:2. Bilans: 8 zwycięstw i 7 porażek.
Przyszli: Michal Masny (Jastrzębski), Szymon Romać (Cuprum), Bartosz Pietruczuk (Espadon), Dmytro Paszycki (Resovia), Patryk Niemiec (SMS Spała), Maciej Ptaszyński, Szymon Jakubiszak i Fabian Majcherski (młoda liga Trefla).
Odeszli:
Sebastian Schwarz (Kuzbass), Murphy Troy (Nowosybirsk), Marco Falaschi (GKS), Mateusz Czunkiewicz (Łuczniczka), Artur Ratajczak (MKS Będzin), Kamil Dębski (Warta Zawiercie), Karol Behrendt (bez klubu).

5. CUPRUM LUBIN

Najbardziej znanym siatkarzem lubinian jest uczestnik Igrzysk w Rio, Grzegorz Łomacz. Rewelacja poprzedniego sezonu rozpoczęła 8 sierpnia zajęcia mając do dyspozycji swoją halę, siłownię, basen czy boisko do siatkówki plażowej. Przygotowania były od początku i są w dalszym ciągu utrudnione, ponieważ czterech siatkarzy brało udział w meczach reprezentacyjnych w el. ME – z Niemcami Boehme, z Estonią Pupart i Taeht oraz z Grecją Koumentakis. Jakby tego było mało to zarówno Estonia jak i Grecja zagrają w barażach tychże eliminacji, co pozwoli tym trzem graczom na powrót do Lubina dopiero 10 października. W związku z tym, że ci zawodnicy grają na pozycji przyjmującego to zostałby im tylko jeden gracz, więc Cuprum wystąpił o przełożenie swoich pierwszych dwóch spotkań ligowych, na co otrzymał zgodę. Przez te problemy lubinianie zagrali tylko cztery sparingi. Po bardzo dobrym sezonie w kadrze nastąpiły kosmetyczne zmiany, choć strata doświadczonego Możdżonka może być bardzo odczuwalna.

Sparingi: Espadon 2:2, Effector 3:1, Powervolley Revivre Milano 3:1, MKS Będzin 2:3. Bilans: 2 zwycięstwa, 1 remis i 1 porażka.
Przyszli: Piotr Hain (Jastrzębski), Rafael Koumentakis (Ravenna), Igor Grobelny (Czarni).
Odeszli: Szymon Romać (LOTOS Trefl), Marcin Możdżonek (Resovia), Wojciech Włodarczyk (AZS Olsztyn).

6. CERRAD CZARNI RADOM

Klub może się poszczycić brązowym medalistą Igrzysk, a jest nim Amerykanin David Smith oraz złotymi medalistami ME juniorów, Ziobrowskim i Fornalem, a najnowszy nabytek drużyny Emanuel Kohut grał w el. ME w barwach Słowacji. Radomianie 27 lipca rozpoczęli treningi od zajęć w klubie fitness. Czarni rozegrali aż 12 gier sparingowych, ponieważ drużynę nawiedziło prawdziwe kadrowe trzęsienie ziemi. Wystarczy tylko napisać, że ze składu z poprzedniego sezonu zostało tylko 4 siatkarzy! Odeszli doświadczeni gracze jak Pliński czy Kampa, utalentowany Szalpuk czy solidny Grobelny. W ich miejsce pozyskano dwóch Amerykanów, Smitha i Wattena oraz dwóch młodzików ze szkółki spalskiej.

Sparingi: repr. Polski juniorów 1:4, AZS Politechnika 3:2 i 2:3, Ukraina 1:3, Barkom-Kazhany Lwów 3:0 i 1:2, Ślepsk Suwałki 3:0, MKS Będzin 3:2 i 3:1, Resovia 0:3, Espadon 3:1, AZS Olsztyn 3:0. Bilans: 7 zwycięstw i 5 porażek.
Przyszli: Jakub Ziobrowski i Tomasz Fornal (SMS Spała), David Smith (Tours VB), Dustin Watten (Ajaccio VB), Łukasz Wiese (Łuczniczka), Piotr Filipowicz (młoda liga Czarni), Kacper Gonciarz i Jakub Urbanowicz (Ślepsk Suwałki), Michał Kędzierski (Effector), Emanuel Kohut (Piacenza).
Odeszli: Artur Szalpuk (Skra), Patryk Szczurek (Łuczniczka), Bartłomiej Grzechnik (BBTS Bielsko), Igor Grobelny (Cuprum),
Zack La Cavera (bez klubu), Lukas Kampa (Jastrzębski), Daniel Pliński (AZS Olsztyn), Neven Majstorović (Rennes), Adam Kowalski (AZS Częstochowa).

7. JASTRZĘBSKI WĘGIEL

Niemiec Lukas Kampa zagrał udane el. ME, pozyskano również mistrza olimpijskiego, ale z Pekinu, Amerykanina Scotta Touzinsky’ego. Jastrzębianie rozpoczęli zajęcia najwcześniej ze wszystkich ekip, bo już 20 lipca. Za pracę nad przygotowaniem fizycznym zabrał się „nowy nabytek” – trener Luke Reynolds. Kadra została wymieniona w połowie, odeszli doświadczony Masny, równie ważny Hain. Natomiast wzmocniono się Kampą, Kubańczykiem Olivą i powrotem Kosoka.

Sparingi: ZAKSA 3:1, 3:1 i 1:3, Warta Zawiercie 3:0, BBTS 2:3, 3:1 i 3:1, Łuczniczka 3:2, Effector 3:2, Hypo Tirol Innsbruck 3:2, Resovia 2:3, GKS 0:3. Bilans: 8 zwycięstw i 4 porażki.
Przyszli: Lukas Kampa (Czarni), Grzegorz Kosok (Łuczniczka), Scott Touzinsky (University Shanghai), Salvador Hidalgo Oliva (Tianjin Volleyball), Karol Gdowski i Marcin Ernastowicz (młoda liga Jastrzębskiego).
Odeszli: Michal Masny (LOTOS Trefl),
Toontje Van Lankvelt (Hyundai Skywalkers), Piotr Hain (Cuprum), Aleksander Szafranowicz (PAOK Saloniki), Adrian Mihułka (Espadon), Konrad Formela (Effector).

8. ONICO AZS POLITECHNIKA WARSZAWSKA

Nowy nabytek Bartosz Kwolek zdobył złoty medal na ME juniorów. Inżynierowie zaczęli treningi już 25 lipca, pod nowym szyldem i herbem. Z okazji 100-lecia klubu zmieniono herb nawiązujący do tego pierwszego z roku 1916, ma on obowiązywać tylko w tym sezonie, ale jeśli się przyjmie wśród kibiców to może zostać na dłużej. Natomiast klub ma nowego sponsora strategicznego firmę ONICO, to grupa kapitałowa zajmująca się dostarczaniem produktów energetycznych. Postanowiono również, że wszystkie mecze w roli gospodarze warszawianie zagrają na Torwarze, ale treningi wciąż będą się odbywać na hali Ursynów. Kadra klubowa zmieniła się minimalnie, na uwagę zasługuje, troszkę niespodziewane przejście doświadczonego Andrzeja Wrony.

Sparingi: repr. Polski juniorów 3:2, Czarni 2:3 i 3:2, AZS Olsztyn 3:1, LOTOS 3:1 i 3:2, Skra 0:3, AZS Częstochowa 3:0, Resovia 1:3. Bilans: 6 zwycięstw i 3 porażki.
Przyszli: Andrzej Wrona (Skra), Bartosz Kwolek i Jędrzej Gruszczyński (SMS Spała).
Odeszli: Bartłomiej Lemański (Resovia), Jakub Radomski (Volley Naefels).

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Betonowy Urban

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.

Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.

Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?

Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?

Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.

Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.

Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.

I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.

W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.

Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.

Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.

Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.

Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.

Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.

Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.

Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.

Grosika powołał kuźwa jego mać…

Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.

A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.

A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:

„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”

Kontynuuj czytanie

Galeria Hokej

Hokeiści dotrzymali danego słowa!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GieKSa wygrała siódmy mecz półfinałów play-off THL. W finale nasi hokeiści zmierzą się z GKS-em Tychy. Zapraszamy do fotorelacji z Satelity.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Post scriptum do Jagi i Cracovii

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Miniony tydzień był dla naszej redakcji bardzo pracowity. Dwa wyjazdowe mecze w ciągu kilku dni to operacja logistyczna i organizacyjna. Myślę jednak, że podołaliśmy. Wszystko w imię GieKSy. Zapraszamy do zobaczenia wyjazdów do Białegostoku i Krakowa okiem redakcji. A teraz mamy dwa tygodnie przerwy od piłki i czekamy na Wisłę Płock. Niech teraz koledzy z sekcji hokejowej przejmują pałeczkę, bo przed GieKSą bardzo ważne wyzwanie.

1. Białystok przekładany był dwa razy. Za trzecim w końcu mecz doszedł do skutku, ale wiadomo – że był to środek tygodnia, wtorek godzina dziewiętnasta. W związku z tym z redakcji pojechaliśmy we dwójkę: ja i Misiek, ale w samochodzie jechało nas pięciu.

2. Wyjazd z Katowic był gdzieś po dziesiątej. Ładna pogoda, to i droga mijała szybko. Na ten jeden z najdalszych wyjazdów w sezonie.

3. Po kilku godzinach byliśmy na Podlasiu. Czas mieliśmy tak dobry, jak chyba nigdy wcześniej, bo było nieco po piętnastej. Postanowiliśmy więc skierować swoje kroki do Gospody Podlaskiej, znanej nam z poprzedniego sezonu, a mi jeszcze dodatkowo z wyjazdu na ten niedoszły mecz w listopadzie.

4. Miejscówka godna polecenia – na samym Rynku. Zaparkowaliśmy jakimś cudem praktycznie tuż pod tym lokalem. Wówczas byliśmy w niedzielę, więc były tłumy. Teraz – w środku tygodnia o piętnastej – niemal pustki.

5. No to wzięliśmy się za solidne jedzenie. Ja zamówiłem rosół z pielmieni, mielone na patyku i kartacza, Patryk mega xxl schaboszczaka, a reszta ekipy placki. Było to solidne jadło przed meczem.

6. W samej knajpie sporo było ciekawych elementów, jak ta stara przymocowywana maszynka do mielenia czy… czerwona gitara. Czy obrazek z Samych Swoich. W sympatycznej atmosferze oczekiwaliśmy spotkania.

7. Nadal mając jeszcze dużo czasu zrobiliśmy spacer po rynku. Weszliśmy do wielkiego kościoła – w zasadzie Bazyliki Mniejszej WNP. Imponujący obiekt. Można było się na chwilę wyciszyć przed nadchodzącym zgiełkiem.

8. Napis Białystok na kółkach, przesuwany jest. Pamiętam, że w listopadzie był w innym miejscu, teraz bliżej stricte Rynku. Rekwizyt popularny do robienia sobie przy nim zdjęć. O ile to można nazwać rekwizytem.

9. Wróciliśmy do samochodu i czas było zbierać się na stadion. Oczywiście – jak często to ostatnio bywa – na drodze widzieliśmy autobus z drużyną. Śmiesznie wyszło, bo robiłem zdjęcie jakiegoś grafa i coś zielonego mi przed nosem przejechało i przeszkodziło.

10. Wkrótce byliśmy pod stadionem. Przejechaliśmy skręt, więc musieliśmy go objechać, ale zaprowadziło nas to prosto do bramy wjazdowej, którą dobrze pamiętaliśmy w lutego i listopada poprzedniego roku. Samochód zostawiliśmy na parkingu i poszliśmy odebrać akredytacje.

11. Udaliśmy się na stadion, gdzie na wejściu przeszukuje się także dziennikarzy (rzadkość). I można było pobuszować po stadionie. Poszliśmy do stanowiska z klubowymi gadżetami, jednego, a później drugiego na VIP-ach. Do meczu pozostawało jeszcze sporo czasu, więc trybuny świeciły pustkami. A cały dzień był słoneczny, więc i temperatura była przystępna.

12. Potem przyszedł czas na herbatkę w sali konferencyjnej. Komentatorzy Canal Plus – Gabriel Rogaczewski i Tomasz Wieszczycki dywagowali, jak będzie wyglądać to spotkanie i wietrzyli – zgodnie z logiką ekstraklasy – przełamanie Jagiellonii.

13. Udaliśmy się na prasówkę, na dobrze nam znane miejsca. Stanowisko prasowe przyjemne, bez rewelacji, ale wystarczające. Jest dziurka na kable, solidny blat i… niepotrzebna szybka między blatami konkretnych stanowisk. W zamierzeniu służy oddzieleniu dziennikarzy, żeby mieli większy komfort. W praktyce – jest to utrudnienie w obserwacji meczu, bo głowa odruchowo tę szybę chce ominąć, patrząc na boisko. A widoczność? Bez zarzutu.

14. Przed meczem odbyła się uroczystość wręczenia trenerowi Siemieńcowi tablicy upamiętniającej jego 100 meczów w Jagiellonii. Kibice w Białymstoku go kochają. Skandują jego nazwisko często, skandowali i teraz. Trudno się dziwić.

15. Wkrótce rozpoczął się mecz. Gospodarze szybko objęli prowadzenie w sytuacji, w której nikt się tego nie spodziewał. Piłkarze o nazwisku Pozo mieli swój moment, dzień wcześniej Jose z Pogoni trafił dwa razy, teraz Alex tak odbił piłkę głową, że ta ku zaskoczeniu wszystkich wpadła do siatki.

16. Drugi raz pokonała nas legenda Jagi Taras Romanczuk. Piłkarz wiosną zeszłego roku strzelił zwycięskiego gola, teraz trafił do szatni, dając swojej drużynie prowadzenie 2:0.

17. Kibice Jagi bardzo głośno dopingowali, Katowiczanie na sektorze gości też odgryzali się, mimo, że byli w liczbie niemal czterokrotnie niższej niż w listopadzie na niedoszłym meczu.

18. Humor w przerwie był kiepski. Na szczęście można go było sobie poprawić na VIP-ach, gdzie było pyszne jedzonko. W sumie to można było tam zostać, ale zaraz była druga połowa. Co ciekawe, miejsce to miało klimat, jak dyskoteka, taka była gra świateł. Ciekawa opcja.

19. W drugiej połowie GKS dążył do zdobycia bramki. Gra wyglądała dużo lepiej. W końcu Erik Jirka trafił do siatki notując swoje pierwsze trafienie w barwach GieKSy. Na wyrównanie niestety nie starczyło czasu.

20. GieKSa przegrała drugi mecz w Białymstoku i na razie to się układa tak, że u siebie GieKSa wygrywa – dwa razy, a na Podlasiu triumfuje Jaga. W tym sezonie czeka nas jeszcze mecz ligowy na Nowej Bukowej. Chcielibyśmy, by ta passa była podtrzymana.

21. Po meczu tradycyjna nagrywka i trzeba się było zbierać na konferencje prasową. Dziennikarze Jagiellonii wniebowzięci, cieszyli się. A my ze skwaszonymi minami robiliśmy swoje materiały, galerie itp.

22. Trener Górak starał się wyciągnąć pozytywy i była nimi dla niego ta druga połowa. Fakt, Katowiczanie nie załamali się dwubramkową stratą, tylko grali swoje i częściowo udało im się je odrobić.

23. Za to Adrian Siemieniec na moje pytanie o Puchar Polski zażartował, że teraz to oni są drudzy, skoro z nami przegrali. Nie tak szybko – Jaga będzie druga, jak GieKSa zdobędzie Puchar Polski. O tym wszyscy marzymy, a finalista pucharu przecież kiedyś w Europie występował, później zmieniono ten przepis.

24. Zostaliśmy jeszcze chwilę na sali i trzeba się było zbierać w długą podróż do Katowic. My tego wieczoru byliśmy niepocieszeni, ale co mieli powiedzieć kibice Bodo Glimt, którzy zaszli tak niesamowicie daleko w Lidze Mistrzów i w rewanżu ze Sportingiem roztrwonili trzybramkową przewagę z pierwszego meczu przegrywając 0:5.

25. Droga powrotna zajęła nam około pięć godzin. Myślałem, że będzie się dłużyć, tymczasem jakoś to przeleciało. W Katowicach byliśmy gdzieś przed czwartą. Trzeba było szybko iść spać, bo wkrótce miał nastać nowy dzień. A już w sobotę czekał nas mecz z Cracovią.

—-

26. Do Krakowa wybraliśmy się już w mocniejszym składzie, bo aż 5-osobowym. To znaczy 4 osoby z Katowic plus Marcin, który dotarł na własną rękę. Dzięki temu mogliście obejrzeć aż trzy fotogalerie z tego spotkania.

27. Dobrze, że po Białymstoku kolejny wyjazd był tak niedaleki. Można było i  się wyspać, i potem w miarę wcześnie wrócić. Wyjeżdżaliśmy więc 11-12 zbierając osoby po drodze i ruszyliśmy do Małopolski. Oprócz wspomnianego Marcina pojechaliśmy w składzie: Werka, Flifen, Misiek i moja skromna osoba.

28. Pogoda była piękna, wiosenna. W samochodzie było co prawda nagrzane, natomiast na zewnątrz trochę chłodek był. Dawał się on potem we znaki – głównie w postaci wiatru – zarówno osobom na murawie, jak i nam – na koronie stadionu.

29. Droga przebiegła szybko i sprawnie. Godzinka i byliśmy w Krakowie. Zastanawialiśmy się, jak to będzie z tą całą „strefą czystego transportu”. Ale załatwiliśmy niezbędne pozwolenia i mogliśmy do centrum Krakowa wjechać.

30. Natrudziliśmy się, jeżeli chodzi o wjazd na obiekt. Nie wpuszczono nas na parking, mimo że w poprzednim sezonie zarówno na mecz z Cracovią, jak i Puszczą to miejsce parkingowe było dostępne. No nic, zaparkowaliśmy pod stadionem.

31. Potem zaczęła się jednak trochę farsa. Pierwsza rzecz – akredytacje. W poprzednim sezonie odbierało się je w jednej z budek/kas od strony ulicy Kałuży. I rzeczywiście, był napis akredytacje. Tyle, że pani powiedziała, że to są jakieś inne akredytacje. Cokolwiek to znaczy. A my mamy się kierować na drugą stronę stadionu – od ulicy Kraszewskiego.

32. Zaczęliśmy więc obchodzić stadion, przy czym rozdzieliliśmy się – Misiek i Werka poszli, a mnie z Flifenem zatrzymała kiełbasa. Mieliśmy ją w planie, ale skoro już przechodziliśmy obok grilla, stwierdziliśmy, że skonsumujemy ją teraz, żeby potem nie tracić czasu.

33. Kiełbaska solidna. Mogłaby być nieco bardziej przypieczona, ale była smaczna. Więc godnie. W atmosferze wiosennej, ładnej pogody i zbliżającego się meczu wuszcik zawsze na propsie.

34. Wracając do wspomnianej farsy. Zaczęliśmy ten stadion faktycznie obchodzić. To co się działo na ulicy Focha, czyli tej najgłówniejszej przy stadionie, wołało o pomstę do nieba. Najpierw przejeżdżały autokary, ale chyba opróżnione już z kibiców GieKSy. I policjant nie pozwolił przejść WZDŁUŻ stadionu. Tu był kordon. Potem drugi nie pozwalał przejść na drugą stronę ulicy. Musieliśmy czekać. Najlepsze jest to, że między jednym, a drugim kordonem na dwóch końcach tej krawędzi stadionu, normalnie chodzili sobie kibice.

35. W końcu przeszliśmy na drugą stronę, ale chcieliśmy też zahaczyć o sklep klubowy. Policjant znów nie pozwalał przejść, ale nagle ludzie zaczęli przechodzić i tyle.

36. Absurdalne jest to, że blokowali całościowo to miejsce, podczas gdy kompletnie nic się tam nie działo i nie było zagrożenia. Co oni wymyślili – nie wiem.

37. W sklepiku klubowym zakupiłem proporzec, to taka tradycja powoli. Warto mieć swoje prywatne muzeum. Jakiś gościu długo stał przy kasie, bo wysyłał kartkę do kogoś na świecie. Ciekawa i miła opcja.

38. W końcu dotarliśmy za siódme góry i siódme rzeki na ten drugi koniec stadionu. Była tam budka i akredytacje odebraliśmy. Skierowaliśmy się do bramy technicznej stadionu i weszliśmy na obiekt. Ufff.

39. Ostatecznie znów byliśmy bardzo długo przed meczem, więc te wszystkie perypetie nie spowodowały jakiegoś uszczerbku na naszym czasie i standardowych przygotowaniach do spotkania. Tyle dobrze.

40. Nieoczekiwanie weszliśmy bezpośrednio na salę konferencyjną. Przyznam, że jedną z lepszych. A już znakomite wrażenie robi ściana z proporczykami rywali Cracovii. Wygląda to po prostu przepięknie. To, jak udekorowane są niektóre sale konferencyjne, to mistrzostwo. Ogólnie – dużo stolików i siedzeń. Czysto, Schludnie. Bardzo przyjemnie.

41. Miejsce z powiedzmy cateringiem już nie przystaje do tej sali… To znowu jest jakieś brzydkie i miałkie. Dodatkowo herbata jest już gotowa w tych warnikach, a nie po prostu gorąca woda i że samemu można sobie zrobić herbkę. Dodam, że w przerwie podobno były jakieś kanapki, ale dziennikarze jak hieny rzucają się na nie zazwyczaj tak szybko, że jak ja przychodzę, to już nic nie ma.

42. Z naszej winy nie umieliśmy dostać się do miejsca, gdzie wchodzi się na media. Wchodziliśmy wszędzie, na jakieś vipy, do mixed zony. Próbowaliśmy bowiem przejść wnętrzem stadionu, a to było zgubne.

43. W końcu dotarliśmy do drzwi wejściowych i windą wjechaliśmy na górę. Później pokonywałem ten trakt kilkukrotnie, m.in. wybierając się znów poza stadion po nachosy, bo tej kiełby było nam za mało.

44. W końcu znaleźliśmy się na prasówce. Byłem tu w tym 2013 roku, kiedy GieKSa w przenikliwym zimnie (podobno) grała i przegrała. Rok temu nie dane mi było być świadkiem spektakularnej wygranej 4:3, jak i 6:0 z Puszczą. Miałem okazję natomiast oglądać poczynania Cracovii i Lecha.

45. I co mogę powiedzieć… Prasówka ta jest doskonała. Widok – fenomenalny. Blaty, kapitalne. Jest prąd, jest internet. Wszystko, co potrzeba, by w komforcie relacjonować mecz. Nie ma co gadać, być może jest to najlepsza prasówka w Polsce. Jak i cały stadion – trzeba przyznać – jest doskonały.

46. Jeszcze przed meczem przeszedłem się górą, żeby obadać, czy czegoś ciekawego tam nie ma. Przyznam, że jak spojrzałem jak ultrałatwo jest dostać się na dach, to nie dziwię się, że kibice Widzewa to wykorzystali. Oczywiście oni mieli nieco trudniejszy dostęp, bo trybuna z sektorem gości jest wyższa. Ale wyszło bardzo ciekawie. Jakkolwiek sam nie jestem zwolennikiem akcji chuligańskich, to cała ta sytuacja była naprawdę oryginalna i zabawna.

47. Nie pozostawało nic, jak czekać na mecz. Kibice gości powoli zapełniali sektor, wkrótce zaczęli się też schodzić gospodarze. Czekało nas – mieliśmy nadzieję – ciekawe piłkarskie widowisko.

48. GieKSa dominowała w pierwszej połowie, ale nie umiała tego udokumentować bramką. Cracovia natomiast kompletnie nie zagroziła bramce Strączka.

49. Dodam tylko, że sporo się mówiło o podyktowanym karnym dla krakowian, w wyniku ręki Klemenza. Ogólnie jednak nie było to podnoszone jako jakiś wielki skandal. Lukas tę rękę wystawił i sędzia miał argumenty.

50. Brak czerwonej kartki dla Klicha na początku meczu to jednak duża pomyłka sędziego. Alfa i omega polskiego sędziowania, czyli Adam Lyczmański, orzekł, że powinna być czerwień.

51. Kibice obu drużyn głośno dopingowali. Ze strony kibiców Cracovii padały stwierdzenia, że GieKSa była jedną z najgłośniejszych ekip, jakie w ostatnich latach zawitały na Kałuży.

52. Mecz był ostatecznie totalnym paździerzem, ale GieKSa powinna go wygrać. Niestety nie była zbyt zdecydowana w ofensywie, a Cracovia wykorzystała jeden błąd i strzeliła bramkę.

53. Wierzyliśmy do końca, że wynik meczu ulegnie zmianie, ale niestety. Przegraliśmy to spotkanie i jak niepyszni opuszczaliśmy prasówkę udając się na konferencję.

54. Pamiętam czasy z pierwszej czy drugiej ligi, kiedy trener Górak był po niektórych meczach mocno zdenerwowany. W ekstraklasie sobie takiej sytuacji nie przypominam. Widać po mowie ciała i postawie szkoleniowca, kiedy jest wybitnie wk..iony, a jednocześnie stara się to opanować. W trakcie konferencji gdy był zobowiązany odpowiadać na pytania, musiał robić dobrą minę do złej gry i włączać trochę dyplomacji, więc ten odczuwalny w atmosferze poziom napięcia nieco spadł.

55. Luka Elsner coraz lepiej mówi po polsku. Po konferencji zażartował sobie do dziennikarzy Cracovii: „To może na piwko?”. Ogólnie sympatyczny człowiek, choć ostatnio też mu nerwy puściły, gdy chciał odchodzić z Cracovii.

56. Oczywiście dziennikarze Cracovii szczęśliwi i z ulgą. Były śmiechy i śpiewki pod nosem. Ale też dało się wyczuć trochę sarkazmu w zdaniach, że teraz idą na puchary. Tutaj nie było widać typowo widzewskiej napinki.

57. Wszystkim się spieszyło, więc mieliśmy plan zaraz po konfie zbierać się do domu i w aucie robić materiały. Stracił się jednak gdzieś Flifen, więc udało nam się je dokończyć na sali.

58. Wynikła z tego przedziwna sytuacja, bo Flifen niby czekał na wywiad, a my mieliśmy informację, że autokar z piłkarzami już wyjeżdża nie tylko ze stadionu, ale i z Krakowa. Zastanawialiśmy się, czy Filip podczas wywiadu po prostu nie zauważył, że wszedł z piłkarzami do środka i odjechał w siną dal. Dodatkowo nie było z nim kontaktu.

59. Postanowiliśmy się zebrać i ruszyć do auta. Okazało się, że wywiad jest w toku. Jak to możliwe? Ano Mateusz Wdowiak został w Krakowie i to jego złapał nasz reporter. Dlatego tak śmiesznie wyszło.

60. Ruszyliśmy niepocieszeni do Katowic. Tyle dobrze, że po takim meczu nie czekała nas długa podróż powrotna. W Katowicach byliśmy około 19:30.

61. Teraz przerwa reprezentacyjna. Trzymamy kciuki za awans reprezentacji Polski do Mistrzostw Świata. Wygrać z Albanią, pokonać Shehu, a potem finał. Do boju Polska!

62. A za dwa tygodnie gramy z Wisłą Płock. I jak teraz mieliśmy trochę oddechu, to pojedynek z piłkarzami Mariusza Misiury będzie znów mega ważnym starciem.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga