Hokej
[RELACJA] GieKSa jeszcze walczy!
16 marca rozegrane zostało czwarte spotkanie półfinału fazy play-off Polskiej Hokej Ligi pomiędzy GKS-em Katowice i JKH GKS-em Jastrzębie. Katowiczanie przystępowali do tego meczu z nożem na gardle, bo wszystkie trzy wcześniejsze starcia padły łupem JKH i do awansu do finału potrzebowali już tylko jednego zwycięstwa. Mecz rozpoczął się o godzinie 18:00 w Satelicie.
Po zaledwie 23 sekundach ręka sędziego powędrowała do góry, a na ławkę kar za spowodowanie upadku Jesse Rohtli trafił Mateusz Bryk. Najbliżej zaskoczenia Nechvatala byliśmy na samym początku i końcu przewagi – w obu przypadkach było to efektem uderzenia spod niebieskiej i trącenia krążka. W drugim przypadku guma uderzyła nawet w poprzeczkę. W 6. minucie poważny błąd pod własną bramką popełnił Franssila, jednak Wróbel nie zdołał wyminąć Simbocha. Od 8. minuty GieKSa ponownie grała w przewadze – JKH popełniło błąd nadmiernej ilości zawodników na lodzie. Tuż po wygranym wznowieniu na strzał z dobrej pozycji zdecydował się Stepanov, ale uderzył nieczysto. Dwukrotnie dobre podanie otrzymał Kuronen – za pierwszym razem nie trafił krążek, w drugim przypadku uderzył już dobrze, jednak zbyt słabo dla Nechvatala. Indywidualną akcję zaprezentował Michalski, lecz on także w końcowej fazie nie znalazł sposobu na bramkarza. Po drugiej stronie tafli kąśliwie uderzył Sawicki, ale Simboch wystawił parkan. Sam przed Nechvatalem znalazł się Starzyński, jednak jego strzał z backhandu był zdecydowanie zbyt lekki. Pierwsze 20 minut meczu zakończyło się bezbramkowym remisem, a po syrenie kończącej tercji mieliśmy na lodzie małą przepychankę.
Początek drugiej tercji to kilka dobrych akcji GieKSy, a najbliżej zdobycia gola był Kubalik, ale krążek po jego dobitce minimalnie minął słupek. Rozpędzoną GieKSę zahamowała kara dla Paszka w 23. minucie. Co gorsza – po 20 sekundach dołączył do niego Franssila. Pod koniec pierwszej z kar próba podania wzdłuż bramki została przecięta przez Patryka Wajdę tak, że krążek trafił do naszej bramki. Po okresie nieco szarpanej gry w 29. minucie GKS mógł wrócić na właściwe tory dzięki wykluczeniu Dominika Jarosza. Oddaliśmy kilka strzałów, jednak Nechvatal musiałby popełnić spory błąd, by przepuścić którykolwiek z nich. W 36. minucie GieKSa zamknęła JKH we własnej tercji na dłuższy okres czasu, aż w końcu Kruczek dograł do Wajdy, ten uderzył po lodzie, a Nechvatal przepuścił krążek między parkanami. Minutę później Michałowski wystrzelił gumę poza lodowisko i GKS znów mógł spróbować poprawić swoją skuteczność gier w przewadze. Gra 5 na 4 kolejny raz nie przyniosła jednak efektu, a w dodatku urazu nabawił się Marttinen, później był jednak w stanie kontynuować grę. Przed trzecią tercją na tablicy wyników widniał rezultat 1:1.
Groźnie zrobiło się tuż po wznowieniu gry, kiedy po utracie równowagi przez jednego z naszych zawodników goście wyszli z kontrą 2 na 1, ale rozegrali ją bardzo źle. W 42. minucie na ławce kar zameldował się Roman Rac. Oddaliśmy kilka groźnych strzałów, ale to wciąż było za mało. Już podczas gry 5 na 5 dobrą sytuację miał Michalski. Jastrzębianie także szukali bramki dającej prowadzenie. W 47. minucie blisko był Paś, ale krążek po jego uderzeniu zatrzymał się na poprzeczce. Simboch popisał się świetnymi interwencjami najpierw broniąc strzał Raca, a potem dobitkę Kasperlika. Obie ekipy wyraźnie wrzuciły w tej tercji wyższy bieg. W 51. minucie do szatni z grymasem bólu udał się Filip Starzyński. Simboch znów uchronił nas przed stratą bramki po strzale z bliska Sołtysa. W 53. minucie Kubalik został ukarany za uderzanie kijem. Tuż po zakończeniu jego kary szczęście znów było po stronie Jastrzębia – krążek drugi raz tego dnia wylądował w naszej bramce i drugi raz stało się to za sprawą rykoszetu. Gol został zapisany Kamilowi Wróblowi. GieKSa musiała postawić wszystko na jedną kartę, co sprzyjało dobrze przygotowanemu taktycznie rywalowi. Na ostatnią minutę Simboch zjechał do boksu. Tym razem manewr ten przyniósł oczekiwany skutek i na 36 sekund przed końcem tercji Michalski wcisnął krążek do bramki. Po 60 minutach mieliśmy więc remis 2:2, a to oznaczało dogrywkę.
Na pierwsze dobre okazje w dogrywce musieliśmy czekać do 4. minuty. Najpierw Pasiut mierzył z nadgarstka, ale jego strzał odbił Nechvatal, a po chwili Wajda z ostrego kąta obił poprzeczkę. W 67. minucie Rohtla dogrywał przed bramkę do Kuronena, jednak ten nie był tak skuteczny w takiej sytuacji, jak Michalski w ostatniej minucie trzeciej tercji. Po chwili jednak Pasiut wyminął defensywę rywali i efektownie umieścił krążek w okienku bramki, utrzymując tym samym GieKSę przy życiu w tej półfinałowej rywalizacji.
GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie 3:2d. (0:0, 1:1, 1:1, 1:0d.)
0:1 Zackary Phillips 24:13 5/3
1:1 Patryk Wajda (Maciej Kruczek, Grzegorz Pasiut) 35:47
1:2 Kamil Wróbel (Arkadiusz, Kostek, Jiri Klimicek) 54:58
2:2 Mateusz Michalski (Patryk Wajda, Maciej Kruczek) 59:24
3:2d. Grzegorz Pasiut 66:56
GKS Katowice: Simboch (Miarka) – Kruczek, Wajda, Fraszko, Pasiut, Wanat – Marttinen, Franssila, Kuronen, Rohtla, Stepanov – Lyamin, Krawczyk, Michalski, Starzyński, Kubalik – Andersons, Zieliński, Nahunko, Paszek, Adamus
JKH GKS Jastrzębie: Nechvatal (Kieler) – Bryk, Górny, Kasperlik, Rac, Sawicki – Klimicek, Kostek, Urbanowicz, Paś, Phillips, Horzelski, Jass, Sołtys, Wałęga, Wróbel – Gimiński, Michałowski, Nalewajka Ł., Jarosz, Nalewajka R.
Felietony Piłka nożna
Betonowy Urban
Nie doczekaliśmy się powołania dla Bartka Nowaka. Nie wystarczy, że od samego początku sezonu wiążesz krawaty w tej lidze, indywidualnie piłkarsko jesteś jednym z najlepszych zawodników w ostatnich latach. Że masz liczby, jesteś równy, a twoja drużyna dzięki tobie co mecz ma gola.
Ani to, że potrafisz znaleźć taką mysią dziurę na zatłoczonym boisku i wykorzystać ją do ultraprecyzyjnego podania, że partnerowi wystarczy tylko dołożyć nogę. Że stałe fragmenty bijesz tak, że koledzy tylko dostawiają głowę i jest gol.
Nie, to panu Urbanowi nie wystarczy. Dlatego plecie banialuki o tym, jak to Bartek rozgrywa „znakomity sezon, znakomity. Ale to tylko polska ekstraklasa”. Chłopie, to po kiego grzyba ty w ogóle w ostatnim czasie się kilka razy pojawiałeś na Nowej Bukowej? Właśnie po to, żeby zobaczyć kapitalnego zawodnika i go nie powołać? A może po prostu chodziło o to, żeby poskubać słonecznik i obejrzeć meczyk?
Nie wiem, co jeszcze miałby Nowak zrobić, żeby to powołanie dostać. Stanąć na (…) i zatańczyć breakdance’a?
Nie mówimy o zawodniku, który ma dobry miesiąc. Mówimy o piłkarzu, który od ponad pół roku tydzień w tydzień pokazuje naprawę bardzo wysoki poziom, przerastający na ten moment większość reprezentantów. I tak – można powiedzieć, że to tylko ekstraklasa. Tyle, że przecież po pierwsze nie jest to żadna ujma, a po drugie przez całe lata do polskiej kadry powoływane były te wszystkie Kapustki, Wszołki i inne piłkarskie wynalazki.
Mimo mojej całej sympatii do Grosika, to teraz mam pytanie, jakim prawe on jest w kadrze, a Nowak nie? Co niby takiego specjalnego robi Wiśniewski, żeby w tej kadrze się znajdować? Drągowski to co prawda bramkarz, ale… bramkarz, który na początku wiosny puszczał każdy celny strzał do bramki.
Jakim prawem w kadrze jest wiecznie kontuzjowany Moder, który poza jedną bramką strzeloną Anglii nie dał reprezentacji kompletnie nic? W czym lepsze są te wszystkie Rózgi czy Slisze? Poza tym, że – jak w przypadku tego ostatniego – przyklejony został do kadry niczym rzep i nie da się go odkleić. Jak mniemam, tylko dlatego, że grał w Legii, bo gdyby nie pograł kilka lat u Wojskowych, to pewnie nikt by w Polsce o nim nie pamiętał.
I tu nawet nie chodzi o to, że Bartosz Nowak miałby grać, wyjść w pierwszej jedenastce. To kwestia symboliki, sygnału dla piłkarskiej polski. Że to właśnie to powołanie pokazuje, że jak zawodnik przez tyle miesięcy gra nie tylko bardzo dobrze, ale wręcz kapitalnie, to logiczną nagrodę jest powołanie do reprezentacji Polski. Choć swoją drogą, uważam, że piłkarz w takiej formie realnie mógłby pomóc tej drużynie.
W mediach padały jeszcze od niektórych ekspertów argumenty typu, że Nowak nie powinien być powołany, bo „gdzie niby wcisnąć Nowaka?”. Tyle, że jak przez wiele lat do kadry były powoływane różne wynalazki, to nikt się o to nie pytał. To jest tak z dupy argument, że szkoda nawet strzępić języka.
Trudno nie odnieść wrażenia, że Urban ma po prostu mentalność typowo polskiego piłkarskiego betonu. Jak mu wszyscy truli, że powinien powołać Pietuszewskiego, to gadał jakieś swoje dziwne argumenty. Teraz w końcu powołał. O co najmniej jedno zgrupowanie za późno, ale dobrze, że w ogóle.
Pamiętam, jak kiedyś w szkole graliśmy trochę w piłkę ręczną. Zawsze byłem zwinny i w tę ręczną dobrze grałem. Przyszedł jakiś turniej międzyszkolny, nauczyciel WF wybrał zawodników do reprezentacji szkoły. Mnie nie „powołał” – bo według niego byłem za niski. Tak się wkurwiłem, że gdy na następnej lekcji graliśmy jakiś krótki mecz „niepowołani vs reprezentacja szkoły” moja drużyna wygrała 5:4, a ja strzeliłem wszystkie 5 bramek. Gdy potem nauczyciel wychodził z roboty, minął mnie tylko na korytarzu i rzucił „Michał, dobrze grałeś”. Pamiętam to do dziś. Widział najwidoczniej, jak mi zależy i że byłem zły. Ale decyzji nie zmienił. Więc gdzieś mógł sobie wsadzić swoje pochwały, tak jak gdzieś Urban może wsadzić swoje zdanie, że Nowak gra „niesamowity, sezon, niesamowity”.
Nie wiem, czy to jakiś osobisty uraz selekcjonera czy właśnie wspomniana betonowa mentalność rodem Zdziśków Kręcinów czy innych tzw. leśnych dziadków z PZPN. Fajnie, że trener taki zabawny, taki śmieszny i taki wyluzowany jest na swoich konferencjach, a nie bucowaty jak Czesiu Michniewicz. Ma jednak w sobie coś z tego PRL-owskiego betonu.
Bartek zapytany przy okazji meczu z Jagą przez Kubę Jeleńskiego o kadrę powiedział, że „jak dostanie powołanie to będzie najszczęśliwszy, a jak nie dostanie – to też będzie najszczęśliwszy”. Chciałbym, żeby tak było, bo nie tylko na boisku, ale i poza nim pokazuje, że to jest po prostu znakomity facet, skromny, a jeśli chodzi o grę – piekielnie dobry.
Od lat nie było w Katowicach piłkarza, który doczekałby się skandowania swojego nazwiska nie przy okazji gola czy dopingowania bramkarza przy rzucie karnym. Kibiców GieKSy niełatwo zachwycić. A Bartek to usłyszał po hat-tricku z Wisłą Płock, słyszał to po zmianie w Lubinie oraz przed meczem z Lechią, gdy dostawał nagrodę Piłkarza Miesiąca.
Osobiście nie mam nic do trenera Urbana. Choć uważam, że był przehajpowany jeśli chodzi o wybór na stanowisko selekcjonera, to z drugiej strony z polskich szkoleniowców nie było nikogo specjalnie lepszego. Jeśli chodzi o Górnik – uważam, że skandalem było zwolnienie go. Osobiście go w sumie nawet lubię.
Ale tu mnie wkurwił niemożebnie. Swoim uporem, swoim sztywnym trzymaniem się nie wiadomo czego.
Grosika powołał kuźwa jego mać…
Oczywiście to nie jest sprawa życia i śmierci. Życzę polskiej reprezentacji bardzo dobrych meczów barażowych i awansu na Mundial. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałby się tak stać – ostatecznie poziom tej kadry jest dobry, więc nic nie stoi na przeszkodzie, choć – jeśli przejdziemy Albanię – to finał na wyjeździe ze Szwecją czy Ukrainą będzie wyrównany. Szanse oceniam 50/50, no może lekko na korzyść Polaków.
A za Bartka niesamowicie trzymamy kciuki. To piękne, że dożyliśmy czasów, kiedy piłkarz potrafi tak zachwycać i rozkochać w sobie katowicką publiczność. Tak jak napisałem, Bartek robi dobrą minę do złej gry, ale nie wierzę, że gdzieś go wewnętrznie to nie zabolało. Masz poczucie, że jesteś aktualnie jednym z najlepszych polskich piłkarzy, jeśli chodzi o formę i musisz obejść się smakiem. Życzyłbym sobie, żeby zawodnik wyszedł z tego po prostu silniejszy. I jak nie w kadrze, to w GieKSie miał swoje momenty radości.
A Panu Panie Urban zacytuję słowa piosenki:
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”
…
Piłka nożna
Górak: Jestem pełen optymizmu
Po meczu Jagiellonia – GKS wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Adrian Siemieniec i Rafał Górak. Poniżej główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Mecz jest przegrany i nikt z nas nie jest szczęśliwy. Wydaje mi się jednak, że warto o paru rzeczach opowiedzieć. Zdecydowanie wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy do bardzo rozdrażnionej, bo ostatnie wyniki nie były najlepsze i brakowało zwycięstw, Jagiellonii, wiec spodziewaliśmy się bardzo zdeterminowanego i pozytywnie nakręconego przeciwnika i tak też było. Samej jakości piłkarskiej jest masę w Jagiellonii, więc jeśli oni są dobrze zregenerowani, mają dobre flow, to przeciwnik ma dużo problemów.
Straciliśmy dwie bramki w pierwszej połowie i kluczowa była przerwa, bo można było się rozlecieć i przegrać wyższym wynikiem, a to nie buduje i zawsze w głowie zostaje, jeśli przegrasz wyżej. Jestem zbudowany całą drugą płową, tą energią, z jaką wyszliśmy na drugą połowie, bo wydaje mi się, że naprawdę można było z przyjemnością patrzeć na odrabiający GKS Katowice, na dążący najpierw do zdobycia pierwszej bramki, która byłaby momentem zwarcia wyniku i szukalibyśmy tej drugiej. Za późno padła ta bramka i zabrakło nam trochę czasu. Nie chodzi o to, że chcę powiedzieć, że wynik remisowy byłby sprawiedliwy. Chodzi mi o to, że jestem zbudowany postawą zespołu w drugiej połowie. Bardzo dobrze przepracowaliśmy przerwę i drużyna zagrała tak, jakbym sobie tego życzył w momencie, kiedy na boisku utytułowanego, ogranego w pucharach bardzo mocnego rywala moglibyśmy nie dać rady. Drużyna bardzo dobrze wyciągnęła wnioski, bardzo dobrze weszła w drugą połowę, szukaliśmy sytuacji do zdobycia bramki kontaktowej. Tak się stało, ale zabrakło czasu. Gratuluję zwycięstwa gospodarzom, zasłużone, natomiast ja jestem pełen optymizmu po tym meczu i mogę swojej drużynie pogratulować. Wiadomo, że każdy chce punktować i wygrywać, to by było najlepsze. Dzisiaj nam zabrakło. Będziemy się dalej starać i pracować, przed nami kolejne spotkanie.
Adrian Siemieniec (trener Jagiellonii Białystok):
Rozpocznę od podziękowań i gratulacji dla zespołu za zwycięstwo bardzo ważne, w bardzo ważnym momencie. Również podziękowania dla naszych kibiców i całego stadionu, bo miałem wrażenie, że dzisiaj byliśmy skonsolidowani i stadion niósł drużynę. Potrzebowaliśmy tego i to było czuć, że wszyscy pragniemy tego zwycięstwa. Cieszę się, że możemy się z tego cieszyć. Na pewno miałem pierwsze odczucie, w pierwszej i po pierwszej połowie, że wróciliśmy jako drużyna i mam nadzieję, że ten mecz będzie początkiem tego, że będziemy dalej się tak prezentować, szczególnie jak w pierwszej połowie. Choć z perspektywy poświęcenia, pracowitości i determinacji cały mecz był na wysokim poziomie. W pierwszej połowie graliśmy bardzo dobrze, bramka na 2:0 była kluczowa, mimo to, że wcześniej mieliśmy sytuacje, bo Jesus uderzał czy Bartek Mazurek. Bo w drugiej połowie po zmianach GKS miał więcej inicjatywy z piłką, ten mecz wyglądał z naszej strony inaczej, więc staraliśmy się kontrolować grę bez piłki, więcej się wybronić, do tego potrzebowaliśmy poświęcenia. Wygraliśmy z bardzo dobrą drużyną, która jest w świetnej dyspozycji – do tej pory przegrała tylko jedno spotkanie, a wygrała trzy z rzędu. Czuć było ich pewność siebie i że są w dobrej dyspozycji. Tym bardziej cieszę się, że wygraliśmy to niełatwe z perspektywy ostatnich wyników spotkania. Tym bardziej ważne jest, żebyśmy trzymali konsekwentnie poziom i podnosili go, bo w sobotę kolejny mecz u siebie i chcemy zakończyć ten mecz przed przerwą na kadrę w dobry sposób.
Galeria Piłka nożna
Koniec pisany z wapna
Zapraszamy do drugiej galerii z Krakowa, gdzie losy spotkania rozstrzygnęły się z jedenastu metrów. GKS Katowice po zaciętej walce wraca do Katowic bez punktów. Zdjęcia przygotowała dla Was Werka.


Najnowsze komentarze