Piłka nożna
[RELACJA] Jak co mecz – porażka
W sobotę 27 października w ramach 16 kolejki Fortuny 1 Ligi na Bukową przyjechała drużyna Warty Poznań. Trener Dariusz Dudek w pierwszym składzie na ten mecz wystawił aż 3 młodzieżowców: Tymoteusza Puchacza, Kacpra Tabisia i Adriana Łyszczarza. Pozostałą część wyjściowej 11-stki stanowili Pawełek, Remisz, Wawrzyniak, Lisowski, Poczobut, Piesio, Woźniak i Rumin. Spotkanie rozpoczęło się o godzinie 17:45.
Już po 60 sekundach gorąco zrobiło się pod bramką strzeżoną przez Mariusza Pawełka. Po dalekim wyrzucie z autu jeden z piłkarzy Warty uderzył z przewrotki, a piłka minimalnie minęła słupek. Katowiczanie powoli budowali swoje akcje od tyłu, natomiast zawodnicy z Poznania po przejęciu piłki starali się szybko przedostać z nią pod bramkę GieKSy. Po szybkiej wymianie podań w 15 minucie z dystansu uderzył Tabiś, ale bardzo lekko. W 17 minucie Warta wyszła na prowadzenie. Po rykoszecie piłka trafiła do Spławskiego, któremu pozostało umieścić ją w bramce. Po chwili Woźniak w polu karnym Poznaniaków nawinął rywala na zamach, po czym uderzył prosto w bramkarza. W 23 minucie żółtą kartkę otrzymał Poczobut, a 2 minuty później Lisowski. W 30 minucie również zawodnik Warty wpisał się do protokołu – „żółtko” obejrzał Wypych. Kilkanaście sekund później Piesio wjechał rywalowi w nogi i także otrzymał kartkę. W 38 minucie było już 0:2. Kontrę strzałem przy krótkim słupku wykończył Fadecki. Chwilę później Wawrzyniak dał się wyprzedzić, a piłka po przelobowaniu Pawełka minimalnie minęła słupek. W 43 minucie sędzia kolejny raz wyjął kartonik i pokazał go Szymusikowi. Po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:2.
Na drugą połowę nie wyszedł już Grzegorz Piesio, a jego miejsce zajął Adrian Błąd. Ponownie mieliśmy przewagę w posiadaniu piłki, ale nic to nie dawało, bo byliśmy okropnie niedokładni. W 60 minucie Łyszczarz stracił piłkę i próbował ją odzyskać wślizgiem, ale trafił w nogi i dostał żółtą kartkę. W 61 minucie Rumina zastąpił Śpiączka. 6 minut później Cierpka kopnął Błąda i sędzia znów pokazał kartonik. 69 minuta to kolejna kartka – tym razem dla Grobelnego. W 70 minucie Śpączka z dystansu uderzył niecelnie. Po chwili Artur Marciniak zmienił Łukasza Spławskiego. W 78 minucie Fadecki otrzymał kartkę. 3 minuty później został on zastąpiony przez Fiedosiewicza. Po chwili drugą, a w konsekwencji czerwoną kartkę otrzymał Poczobut. Jednocześnie „żółtko” dostał także Woźniak. W 88 minucie piłkarz Warty z linii pola karnego uderzył minimalnie niecelnie. Mecz zakończył się wynikiem 0:2.
GKS Katowice – Warta Poznań 0:2
Bramki: Spławski, Fadecki
Piłka nożna
Osłabiony Raków przed meczem z GieKSą
Raków Częstochowa chce wrócić do swoich sukcesów z początku lat 20 XXI wieku w Pucharze Polski. W trzech kolejnych sezonach Medaliki grały w finale rozgrywek, dwukrotnie zdobywając Puchar Polski (w 2021 i 2022 roku).
Obecny sezon jest bardzo „obfity” dla RKSu. Drużyna brała udział w rozgrywkach Ligi Konferencji, Ekstraklasy i oczywiście w Pucharze Polski. W europejskich rozgrywkach (razem z eliminacjami) zespół rozegrał 14 spotkań (bilans: 9-2-3, bramki: 22-9) i odpadł w 1/8 finału po dwóch porażkach z Fiorentiną. W rodzimej lidze Raków po 27 rundach zajmuje 6. lokatę (tuż nad GiekSą, z tą samą liczbą punktów co nasza drużyna). Zespół wygrał w 11 meczach, zremisował w 6 i przegrał w 10, bramki: 36-34. W STS Pucharze Polski Medaliki trzy mecze wygrały: kolejno z Cracovią 3:0 (u siebie), na wyjazdach ze Śląskiem 2:1 i Avią Świdnik 2:1 (po dogrywce). Wyniki osiągane w lidze na wiosnę są słabsze od oczekiwanych – w 9 meczach drużyna zdobyła 10 punktów (bilans: 2-4-3, bramki: 10-11) i za ten okres zespół zajmuje 12. miejsce w tabeli. Z kolei w spotkaniach ligowych rozgrywanych u siebie Raków w 13 meczach zdobył 19 punktów (bilans: 5-4-4, bramki: 14-12). Na wiosnę Medaliki po dwa spotkania wygrały (z Termalicą 1:0 i Pogonią 2:0) i dwa zremisowały (z Radomiakiem 0:0 i Widzewem 1:1). Ostatnią ligową porażkę w Częstochowie RKS poniósł 14 grudnia, w meczu z Zagłębiem (0:1).
W grudniu ubiegłego roku Marka Papszuna zastąpił na stanowisku trenera 38-letni Łukasz Tomczyk. Tomczyk wcześniej prowadził samodzielnie Victorię Częstochowa, był asystentem trenera w Resovii, następnie trenerem analitykiem w GieKSie (od października 2022 roku do czerwca 2023). Po GieKSie związał się z Polonią Bytom, w której przez 3 miesiące ponownie był trenerem analitykiem, aby z końcem września 2023 roku zostać trenerem. W 2024 roku awansował z Polonią na zaplecze Ekstraklasy.
Trener Tomczyk może mieć ból głowy przed meczem z GieKSą: w drużynie Rakowa na pewno nie zobaczymy na boisku Władysława Koczerchina, Ericka Otieno, Tomasza Pieńko oraz Frana Tudor, którzy od dłuższego czasu leczą kontuzje. 25 minut przed zakończeniem ostatniego meczu ligowego został zmieniony bramkarz Kacper Trelowski, który zgłaszał kontuzję i raczej nie zagra w czwartek. Nie wiadomo też czy zagra Adriano Amorim, który przed ostatnim meczem nabawił się kontuzji.
We wszystkich rozgrywkach najwięcej goli zdobył Jonatan Braut Brunes – 21, następny na tej liście jest Lamine Diaby-Fadiga – 13.
W drużynie Medalików występuje były zawodnik GieKSy – Oskar Repka. Repka wystąpił w 42 z 44 spotkaniach Rakowa (nikt nie wystąpił w Rakowie w większej liczbie spotkań) i strzelił 4 bramki.
Felietony Piłka nożna
„Jesteś tak piękna, jak gol w 90. minucie”
Mam wrażenie, że pięknie mi się ułożyło spotkanie GieKSy z Wisłą Płock po felietonie przedmeczowym. Tam pisałem o tym, jak to wiele aspektów w piłce odgrywa rolę, a nie tylko to, że optycznie wyglądasz lepiej. W piłce trzeba przewagę po prostu udokumentować, a nade wszystko – jeśli ją masz – nie przegrać meczu. Inaczej diabli wszystko biorą. Tak było w meczu w Krakowie, tak było w spotkaniu Szwecja – Polska. I tak mogło być wczoraj. Ale jak mawiał klasyk – zadecydowały detale. I brak piłkarskiej nonszalancji. Co też jest kluczowe.
Wisła nie była łatwym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że piłkarze Mariusza Misiury zagrali naprawdę dobry mecz. Bez fajerwerków, ale bardzo solidny. Na remis mogło wystarczyć, bo było bardzo blisko. Przy splocie kilku okoliczności, mogło się to zakończyć nawet zwycięstwem Płocczan, bo swoje sytuacje – i to bardzo dobre – przecież mieli.
I to był taki jeden z moich ulubionych rodzajów meczów, a także takich, po którym bardzo często wszyscy wokół płaczą, że „byliśmy lepsi, a przegraliśmy”. Mowa o typowym meczu na remis, który remisem się nie kończy – tylko zwycięstwem jednej ze stron. Kiedy decyduje szczegół, moment, łut szczęścia. GieKSa i Wisła miały zupełnie inny pomysł na ten mecz, ale oba te pomysły były dobre. Wisła schowana, defensywna, ale żelaźnie realizująca swój plan, natomiast nie grająca w żadnym wypadku „obrony Częstochowy”. I Katowiczanie, grający swój atak pozycyjny i próbujący, próbujący – z uporem i w nieskończoność…
Obie drużyny miały swoje znakomite sytuacje. To Łukasz Sekulski trafił w słupek, to Bartek Nowak robił wkrętkę jak Adam Kucz na Benfice, to w końcówce Wiktor Nowak miał swoją piłkę meczową, a wcześniej po dośrodkowaniu Mateusza Wdowiaka, Mijusković tak odbił piłkę, że ta również odbiła się od słupka. No jak nic – tu każdy mógł wygrać i tak naprawdę zarówno zwycięstwo Wisły byłoby zasłużone, jak i nasz triumf. I remis tak samo.
Grunt właśnie, żeby takie mecze przeciągnąć na swoją korzyść. A jeśli nie to przynajmniej zremisować. Tego nam czasem brakowało. Ale nie tym razem.
Naprawdę Wisła była ciężka do sforsowania. Nie popełniali błędów, byli bardzo dobrze zdyscyplinowani i naprawdę realizowali te swoje założenia świetnie. Wiadomo – można powiedzieć, że lepsza drużyna niż GKS znalazłaby szybciej sposób na Rafała Leszczyńskiego i spółkę. Ale z perspektywy ekstraklasy był to defensywnie świetny mecz. I naprawdę należy się w związku z tym uznanie dla naszych zawodników, że walczyli do końca o tę bramkę i wywalczyli.
Niesamowite jest to, że w akcji tej brało udział czterech z pięciu obrońców. Wywalczył piłkę kapitan. Odegrał do Wasyla. Te przerzucił wszerz pola karnego do Borjy. Ten kapitalnie piętą zagrał do Bartka Nowaka, a potem już było wstrzelenie do Lukasa i gol. Naprawdę wielkie słowa uznania dla naszego Hiszpana, że zagrał po piłkarsku, a nie na aferę, podając do lepiej ustawionego Bartka. Wcześniej – po wprowadzeniu Galana i Emana Markovića – ta dwójka próbowała, próbowała, ale trochę bili głową w płocki mur. W końcu Borja dał efekt – wymierny efekt.
Pochwalić też należy Rafała Strączka. Był czujny, skoncentrowany i bezbłędny. Naprawdę wyrasta z niego – w GieKSie – świetny bramkarz i ostoja zespołu. Dawał też spokój w końcówce. Miałem nawet wrażenie, że spowalnia nieco grę, bo końcówka ze strony Wisły była bardzo żwawa i goście chcieli grać o zwycięstwo.
Co się działo po tym golu… euforia. Ja sam byłem przekonany, że będzie 0:0. Bo po prostu GieKSa rzadko strzela zwycięskiego gola w doliczonym czasie. A już żeby to był gol na 1:0, to trzeba się cofnąć do wygranego z Lechią Gdańsk meczu w pierwszej lidze. Ale w ostatnich wielu latach to są totalnie incydentalne sprawy. Choć oczywiście doliczony czas gry – na 2:1 czy 3:2 dawał nam tak potrzebne punkty do awansu.
Ten stadion odleciał. Rok temu otwieraliśmy Nową Bukową spektakularnie, golem Filipa Szymczaka w 100. minucie meczu z Górnikiem Zabrze. Przez te 12 miesięcy obiekt ten przeżył tyle, co Bukowa przez wiele lat razem wziętych. Tyleż emocji, tyle świąt piłkarskich i zwycięstw z uznanymi markami. Pokonywaliśmy dwa razy Górnik, dwa razy Widzew, Jagiellonię, Pogoń, Lechię. Poległy już tu Arka, Cracovia, Radomiak, Korona. Lech świętował remis, który dawał im nadzieję na mistrzostwo. Do tego awanse w Pucharze Polski, masa wybuchów radości i świętowania po meczu pod Blaszokiem. Ogrom szczęścia po tych wielu latach na peryferiach piłki.
Nie mogła to być lepsza Wielka Sobota z tak spektakularnym zakończeniem meczu. Nic tak nie smakuje jak zwycięstwo w doliczonym.
Patrząc z perspektywy ostatniego czasu remis nie byłby zbyt dobrym wynikiem. Bo poprzednie dwa mecze przegraliśmy. Jeden punkt w trzech meczach i zaraz perspektywa wyjazdu do Poznania – to by było dość kiepsko. A tak wróciliśmy na zwycięską ścieżkę i znów doskoczyliśmy do czołówki, oddalając się od dołu tabeli. A z racji tego, że sezon wkracza w finalną fazę – jest to coś kapitalnego.
Wedle moich założeń – GieKSa przekroczyła liczbę punktów potrzebną do utrzymania – 38 oczek. Jednak sezon jest tak specyficzny, że rzeczywiście wyjątkowo chyba trzeba założyć 40. Jeśli tak, to do końca sezonu wystarczy bilans 0-1-6. Do zrobienia. Tym bardziej, że punkty punktami, ale liczy się też liczba drużyn, która jest pod nami.
I teraz uwaga – po 27 meczach rok temu mieliśmy 36 punktów, dzisiaj 39. Nasze bramki to było 35-36, dzisiaj 36-35. Można więc powiedzieć, że na ten moment „przeskoczyliśmy” poprzedni sezon, choć po następnej kolejce może to się znów zrównać. Nieważne. Ważne jest to, że po początkowym fatalnym okresie rozgrywek (4 kolejki) GieKSa się otrząsnęła i cała reszta sezonu jest bardzo dobra. Wyjąwszy ten początek – GieKSa punktuje niemal na poziomie lidera ekstraklasy!
Ciekawa jest też tabela ekstraklasy od początku poprzedniego sezonu. Wyobraźcie sobie, że zeszłoroczny beniaminek GKS Katowice od startu poprzednich rozgrywek zajmuje szóste miejsce! Wygraliśmy już 26 ekstraklasowych spotkań. Chyba nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że po awansie nasz zespół będzie miał takie statystyki. Przecież rok temu mieliśmy zlecieć z hukiem. W tym bez huku, ale jednak też. A tu wielkanocne jajco. GieKSa jest po prostu zwykłym ekstraklasowiczem, który ostatecznie – wychodzi na to – o utrzymanie martwić się specjalnie nie musi.
Naszej drużynie należą się wielkie brawa za wczorajszy mecz. Wyrwali to zwycięstwo konsekwentnym dążeniem do zdobycia bramki. Wierzyli do ostatnich sekund i na pół minuty przed końcem dopięli swego. Właśnie o to chodzi w piłce. Żeby z uporem dążyć do końca. Ale jest jeszcze ten aspekt rozwagi. Tu nie było szaleństwa i pójścia na hurra, tak żeby nadziać się na zabójczą kontrę. Tu było zabezpieczenie tyłów. I opracowany stały fragment – z nutką (?) improwizacji Galana. A potem wybuch radości.
Teraz chwila odpoczynku. Niech (jutro) o punkty walczą inni. Będziemy śledzić wyniki i jak to się układa w tabeli. A już w czwartek czeka nas wielkie święto i gra o marzenia. To będzie mecz szczególny, najważniejsze spotkanie od czasu awansu do ekstraklasy. GieKSa walczy o trofeum. O wyjazd na Narodowy. O marzenia.
Wesołych Świąt!
PS Chciałbym też wyrazić uznanie dla gości, bo Łukasz Sekulski, który trafił w słupek nie machał rękami i nie rozpaczał, tylko z kulturką wziął kępkę trawy, ułożył ją na miejsce i przyklepał. A trener Misiura po meczu na konferencji z klasą złożył wszystkim świąteczne życzenia. Po przegranym w takich okolicznościach meczu. Brawo.
Piłka nożna
Górak: Powrót króla na złote miejsce
Przed meczem z Wisłą Płock odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli trener Rafał Górak oraz Damian Rasak.
Michał Kajzerek: Spotkanie odbędzie się w sobotę o 12:15, a o godzinie 11:00 w kościele nieopodal stadionu będzie miało miejsce święcenie pokarmów.
Dla wielu piłkarzy mecze przeciwko byłym zespołom to dodatkowe emocje.
Damian Rasak: Wiadomo, spędziłem tam wiele czasu i dużo fajnych momentów. Grałem szalony mecz w Zabrzu, z moja bramką i dobrym występem.
Jak pan scharakteryzuje rywala?
Rafał Górak: To bardzo solidny zespół w tym sezonie. Długo byli liderem, zdajemy sobie sprawę, że to bardzo dobrze ułożona drużyna i mają dużo atutów. Wracamy do grania po przerwie, to lubimy najbardziej i nie możemy się już doczekać. W najbliższych dniach będzie się działo bardzo dużo.
Poproszę o ocenę dyspozycji rywala, kryzys już za nimi?
To trzeba by spytać trenera Wisły. Ten sezon jest specyficzny, można mieć serię zwycięstw i nagle jej nie mieć. Zawodnicy Wisły sobie ostatnio z tym poradzili i są już na 5. miejscu w tabeli. Mamy trzy punkty straty, to wszystko świadczy o tej tabeli.
Pana zespół był chwalony po dwóch porażkach, teraz dodatkowa presja na zwycięstwo?
Przed każdym meczem trzeba czuć presję, żeby to wszystko miało sens. Mamy taką wewnętrzną odpowiedzialność na tym stadionie, żeby dobrze się zaprezentować przed naszymi kibicami. Mimo, że te dwa mecze nie przyniosły nam tego, czego byśmy chcieli, jestem zadowolony z gry. Bardzo prosimy o doping, zaangażowanie na trybunach, żeby to był taki świąteczny nastrój i nam to pomogło.
Zaadaptowałeś się już w GieKSie?
Damian Rasak: Starałem się. Sztab określa zadania, których muszę się trzymać. Są one określone bardzo indywidualnie, ja się muszę do nich dostosować. Wiem, czego trener ode mnie oczekuje – mieliśmy wiele rozmów. Moim zadaniem jest jak najlepiej moją rolę wypełniać, dostałem już kilka szans. Mam nadzieję, że dobrą grą odpłacę się za zaufanie i kolejne szanse. Najważniejsze jest dobro zespołu, a ostatnio przyszły dwie porażki, nie do końca zasłużone. Wisła się podniosła, miała swój dołek, ale to my mam nadzieję w sobotę te trzy punkty zdobędziemy.
Jak wygląda sytuacja Mateusza Kowalczyka?
Rafał Górak: Naderwanie mięśnia dwugłowego, dwa-trzy tygodnie – to zależy od zawodnika, jak to będzie wyglądało. Przyglądamy się temu i podejmiemy decyzję.
Co dał ci wyjazd do Ujpestu? Coś się zmieniło?
Damian Rasak: Nie było mnie tylko rok, ale Ekstraklasa się zmieniła, coraz lepsze pieniądze są wydawane. Kolejny krok do przodu w mojej przygodzie. Wyjazd dał mi kolejne doświadczenie, spojrzenie na inną stronę piłki. Inna liga, ciężka do grania, ale wracam do lepszej ligi niż liga węgierska. Cieszę się, że mogłem do GKS-u trafić i jestem dumny, że klub wykazał zainteresowanie. Szybko się wszystko rozwinęło i tutaj przyszedłem, więc super. Nie jestem zaskoczony, bo oglądałem Ekstraklasę, ale postęp tych rozgrywek jest budujący.
Twój transfer z Górnika stał się mocno publiczny.
Zostało pokazane dosyć dużo, oczywiście to oglądałem. Nic tam od ukrycia nie mieliśmy, więc dla kibiców to było fajne pokazanie, jak zakulisowe rozmowy i smaczki wyglądają. Osobiście uważam, że to pozytywne i fajne emocje wywołało.
Łatwo skupić się na pojedynczych zadaniach, gdy za chwilę mecz pucharowy?
Rafał Górak: Największą sztuką jest skoncentrować się na tym, co najbliższe. Nawet chyba kosztem świąt będziemy myśleć o meczu w Częstochowie. Koncentrujemy się na meczu z Wisłą.
Reszta zespołu jest do dyspozycji?
W zasadzie tak, nawet Adam już dochodzi do siebie po urazie. Nie ma tych poważniejszych urazów, Alan Bród i Mateusz Marzec wrócili do pełnych obciążeń.
Coś udało się po węgiersku nauczyć?
Damian Rasak: Śmiałem się, że to język podobny do niczego. Chyba najtrudniejszy na świecie, nie ma co tu czarować. Podstawy jakieś poznałem, typu dzień dobry i dziękuję. Nie będę mówił, że się uczyłem, bo tak nie było. Mieliśmy szatnię anglojęzyczną, język angielski obowiązywał na odprawach i przemowach. Żadnej bariery językowej nie było.
Rafał Górak: Chciałbym nadmienić, że wręczałem nagrodę Wydarzenia Roku 2025 na tegorocznej gali Złotych Buków, a teraz hokeiści nakręcają nas pozytywną energią. Odwrócili losy półfinału, pokazali charakter. Trzymamy kciuki – w tamtym roku przegraliśmy z Tychami w finale, ale nie zaczynaliśmy u siebie. Chłopakom życzymy Powrotu Króla na swoje złote miejsce.


KOSZUTKA.EU
27 października 2018 at 19:47
Każdy milion wpompowany przez Urząd Miasta w tych partaczy to kolejne zero w tabeli. Tak grają piłkarze spasieni kasą z zasiłku.
Solski
27 października 2018 at 20:05
Może oni koniecznie chcą się zrewanżować smrodom i dlatego tak ich ciągnie do II ligi? Ale tak na poważnie, to jest poprostu tragedia. Paszulewicz ich zajechał, teraz mecze co 3 dni, brak możliwości spokojnego treningu. Lisowski pierwszy do odstrzelenie, Wawrzyniak nie radzi sobie zupełnie, Piesio drugi po Lisowskim. Chcieliśmy grać młodzieżą? Dzisiaj było ich 3 w wyjściowej. Może to i trudne, ale powinniśmy się do II ligi szykować. Powtórzę się kolejny raz, ale taka jest prawda, że GieKSa zawsze dobrze grała na jesień a na wiosnę był piach. Więc skoro tak graja na jesień, to resztę należy sobie dopowiedzieć. II liga i derby z ROW-em, Rozwojem i smierdzielami
Robson
27 października 2018 at 20:23
Pierdzielisz Koszuta, tu nie chodzi o kasę ale o nietrafione transfery i zajechanie piłkarzy przez Paszula. Odpowiedzialni za to byli Paszulewicz i Bartnik jednego już nie ma drugi niestety jest i boję się kim się wzmocnimy a kogo pożegnamy w przerwie zimowej..
lwyszo
27 października 2018 at 20:52
Trzeba sobie uswiadomic ze oni z meczu na mecz do konca tej rundy beda grac jak dzis – topornie ciezko bez szybkosci, widac ze nogi maja w cemencie zero dynamiki. To nie do konca ich wina bo wydaje sie ze im sie chce ale po prostu sie nie da. Fatalnie jak przygotowanie fizyczne zostalo zajebane, a to podstawa jakiejkolwiek gry. Zima a potem walka o byt … podobnie jak za Nawalki – oby z tym samym skutkiem….
majck
27 października 2018 at 21:18
w normalnym klubie odwiedziny kibiców na treningu piłkarzy…… tu nic
peter
27 października 2018 at 21:49
Karteczki z życzeniami. … kurwa czy to jest powazny klub czy przedszkole, tu trzeba męskich decyzji, pierdolniecia pięścią w stół, chopa na miarę Mariana Dziurowicza. Po tym co dziś widziałem oni są zajechani. Odpowiada za to Paszul ,tak samo przygotował Olimpie rok temu ,jak można było zatrudnić chopa ,który doprowadził zespół na ostatnie miejsce a zwolnić po swinsku Mandrysza ,który rok temu o tej porze ogarnął temat. Odpowiada za to Bartnik.
Oberschlesien
27 października 2018 at 21:53
co wy kurwa pierdolicie ,pilkarze zajechani przez Paszula????czy wyscie ku…grali kiedys w pile kaj indziej niz na placu albo pod trzepakiem????JAK pilkarz ktory zawodowo gar w pilke i tak zarabia na zycie nie umie wytrzymac cyklu meczowego na poziomie naszej kopaniny w 2 lidze ,to co to jest za sportowiec???OGLADACIE lige angielska ,tam tez graja czesto co 3 dni i w tempie 3 razy szybszym niz u nas….i co??? i wytrzymuja…temat jest prosty ,Paszul wziol te towarzycho za mordy ,kazal trenowac i zapierdalac na boisku,to na poczatku jeszcze w miare szlo…a potem standard tym hujom obibokom bylo za ciezko ,to zaczeli grac przeciw trenerowi,a Dudek miekka faja im nie podskoczy ,bo w skladzie znowu sa starzy wyjadacze co pilnuja tylko by pensja byla co miesiac!! KTO SCIAGNAL TEGO CIULA WAWRZYNIAKA???????kto sie pod tym podpisal zeby takie drewno sciagac do klubu na emeryturze???NASTEPNE PODPISANIE KONTRAKTU Z JAKIMKOLWIEK GRACZEM powinno byc tylko podparte wynikami ,inaczej minus 80% pensji…wtedy by grali….bo jak na razie to mozna miec pewnosc ze oni sami lub ich rodzinki sa czestymi goscmi u bukow po czeskiej stronie granicy…
peter
27 października 2018 at 21:59
Był moment na uratowanie sytuacji jak były te dwa tygodnie przerwy, wtedy zatrudnienie doświadczonego trenera mogło dać efekt. Teraz jest zamiecione te dwa mecze były kluczowe. Są rozjebani fizycznie i psychicznie.
Krzysiek
28 października 2018 at 00:40
Zgadzam się w 100% z Oberschlesien – jeśli piłkarze są „zajechani” to tylko o nich źle świadczy. Niestety ale mentalność polskich piłkarzy pozostawia wiele do życzenia i potem prezentują taką padakę. Zresztą to jest ogólny problem polskiej piłki. Ledwo jeden jest trochę lepszy niż koledzy z placu to od razu bujaka, a jak jeszcze trochę zarobi za to, że kopie gałę to już w ogóle król świata. A potem przychodzi trener, który wymaga profesjonalizmu w podejściu do swojego zawodu i lament, że zajeżdza zawodników. Nawet nie trzeba zawodowo grać w piłkę, żeby wiedzieć o czym mówię.
GieKSiorz
28 października 2018 at 00:40
No i fajnie.frajersko sprzedane 2 awanse teraz ma być kara 2 liga i huj, jebie mnie ten syf, GieKSa była kiedyś,teraz to żenada,banda huja bez ambicji i nieudolny zarząd, ktoś fajny kurwidolek do cyckania udupic, blaszok bijcie brawo, śpiewajcie nic się nie stało, wierzcie biuuuhhaaaa
GieKSiorz
28 października 2018 at 00:52
Zniszczono ten klub pod każdym względem (piłka nożna chopow),lata stagnacji w 1 lidze,brak ambicji awansowania,nieudolne zarządzanie, nie stawianie na młodych i jest po klubie, frekwencja i poziom kibicowania upadł,klub stal się pośmiewiskiem,a młodzi dalej swoje, kiedyś by już był wpier…, manifestacja pod um,a teraz żenada.Gieksa prawdziwą na którą ja chodziłem już nie istnieje,teraz to jakiś twór Krupy.po 2 frajersko zdupionych awansach przestałem być kibicem obecnej GieKSy, choć uważam że obecny klub hańbi historię Wielkiej GieKSy i lepiej jakby występował pod inną nazwą
Tymron
28 października 2018 at 07:06
Zniszczono GKS. To co teraz występuje w 1 lidze to twór Krupy i Janickiego. Zniszczono także Nas – kibiców mamiąc wizją kasy i „opieką” nad klubem Urzędu Miasta. Dalej jesteśmy ślepi i wolimy nie ingerować w to co się dzieje. Dwa razy klub uratowali kibice ale chyba do trzech razy sztuka… Wiadomo że problem jest u góry a nie na boisku tylko czemu kurwa nikt z tym nic nie zrobi? Kosa , inni „wpływowi” kibice, siedzicie w gabinetach u zarządzających klubem ?? Boicie się że miasto odetnie prąd?? Co jest do stracenia ?? Za chwilę nie będzie nic, kibiców już nie ma.
Krzysiek
28 października 2018 at 12:58
Klubem powinnien zarządzać prywatny właściciel a nie miasto albo kibice. To zawsze prowadzi do patologii. Mam na myśli zdrowy biznesowy układ tak jak ma to miejsce na zachodzie, a nie polskich biedabiznesmenów, którzy też już wykończyli niejeden klub. Ale niestety nie widzę nawet światełka w tunelu bo cała ta polska liga to jedna wielka porażka, gdzie byś nie spojrzał. Boli, że akurat Gieksa jest aktualnie jednym z klubów gdzie najbardziej to widać.